Mistrz Szachownicy - Rozdział 11 - Jako dziedzic musisz mieć czysty umysł i nie być wpływowym.

Lekcja 11 - Jako dziedzic musisz mieć czysty umysł i nie być wpływowym.

 

Następnego ranka to promienie słoneczne zerwały z łóżka zielonooką dziewczynę. Chwilę później usłyszała stukanie do jej drzwi i zastanawiała się, czy poranne wizyty są niepisaną tradycją magów.

- Dzień dobry pionku. Co masz dziś nowego dla mnie? - figura szachowa podała list.

Lejra wzięła go i zamknęła drzwi. Usiadła przy stoliku i przeczytała jego zawartość. Nadawcą był nikt inny jak Ena. Ze względu na duże osiągnięcia w ciągu ostatniego czasu, kobieta postanowiła zrobić jej dzień wolnego, którego nie miała od dłuższego czasu. Ta wiadomość ucieszyła dziedziczkę, ale nagła decyzja sprawiła, że zaczęła się zastanawiać, jak spożytkować nadmiar czasu.

- ,,Ostatniego wiele ciekawych książek pojawiło się w rodzinnej bibliotece. Może wezmę sobie którąś z nich i poczytam w ogródku?'' - rozmyślała, ubierając się.

Po zjedzonym śniadaniu poszła do biblioteki, odszukała pozycję, która ją interesowała i wyszła z zamku. Promienie słoneczne przyjemnie ogrzewały jej twarz. Zadowolona udała się w stronę labiryntu krzaków. Szła spacerem, delektując się chwilą odpoczynku. Ćwierkające ptaki wprawiały ją w lepszy nastrój, dlatego odprężona nie zwracała uwagi na zawiłość drogi, która zazwyczaj jej przeszkadzała. Zatrzymała się, gdy tylko usłyszała dobrze znany jej dźwięk, którego miała nadzieję nie usłyszeć w najbliższym czasie. Wiedziała, że nie zapowiadał on nic dobrego. Dźwięk dzwoneczka rozbrzmiewa ze wszystkich stron.

- ,,Czyżby to jest ten dzień? Całkiem możliwe... Ostatni raz widziałam go, gdy była ta awaria prądu. Jaka będzie jego odpowiedź?'' - stała zdeterminowana i patrzyła, z której strony pojawi się skoczek.

Usłyszała huk za sobą, jednak ani drgnęła. Jego pojawienie bezpośrednio za nią, nie wzbudziło u niej większych emocji.

- Więc? Jaka jest twoja odpowiedź? - zapytała wbrew pozorom pewna siebie.

- A gdzie dobre maniery, słowo dzień dobry? Tak dawno się nie widzieliśmy. - uśmiechnął się nieprzyjemnie. Spojrzał na zdeterminowaną twarz nastolatki i westchnął. - Tak jak mówiłem, przypatrywałem się tobie przez ten cały czas. Miałaś swoje wzloty i upadki, jednak bardzo się zmieniłaś przed te pół roku, co przyczyniło się w dużej mierze do mojego werdyktu. - zrobił celowo dłuższą pauzę. - Uważam, że jesteś godna mego zainteresowania.

- Czyli wypowiadasz się po mojej stronie? Nie chcesz czyhać na moje życie? - zapytała zdziwiona.

- Tak postanowiłem. Na znak tego pozwól, że zdradzę ci moje imię. Nazywam się Zanmin.

- To ty masz imię?

- Każda rozumna istota je posiada. Chyba nie sądziłaś, że można mnie nazywać per pionek? - zachichotał.

- Więc? Po co tu przyszedłeś? Wątpię, aby wyjawienie swojego imienia było głównym powodem twojej obecności.

- Jak zawsze bystra. Nie zastanawiałaś się, kim bądź czym właściwie są pionki w tym domu?

- Myślę, że znasz moją odpowiedz. Dlaczego w ogóle o to pytasz?

- Powiedzmy, że jestem trochę znudzony, więc w pewnym stopniu pomogę ci dojść do prawdy.

- Skąd mam mieć pewność, że mnie nie oszukujesz? Twoja nagła pomoc nie wydaje się szczera.

- Wydawało mi się, że to Sagon ma duży potencjał, ale pomyliłem się. Jesteś bardziej intrygującą osobą, dlatego z chęcią wyjawię parę sekretów. Pomieszam trochę w tym domu i zobaczę, jak to wszystko dalej się potoczy. - uśmiechnął się nieprzyjemnie.

- ,,Nie wiem, czym on właściwie jest, ale jeśli zamierza mnie przekonać do siebie, będzie musiał się postarać.'' - pomyślała.

- Co tak rozmyślasz w tej małej główce? Czyżbyś analizowała to wszystko? Czas nadać naszej grze szachowej większych obrotów. Co, jeśli ci powiem, że służba w tym domu potrafi przemieniać się w pionki?

- Co za nonsens! Mieszkam tu od pół roku, zauważyłabym to! Twoje istnienie jest dla mnie zagadką, ale nie dam sobą tak łatwo manipulować.

- Nie wierzysz mi? W takim razie zadaj mi trzy pytania. Postaram się w miarę możliwości odpowiedzieć na nie. Jeśli dobrze je spożytkujesz, przekonasz się, że mam rację.

- ,,O czym ten pionek w ogóle mówi?! Czemu chce usilnie mieszać mi w głowie? Ponadto, o jaką grę szachową mu chodzi?! Już pierwszego dnia zaczął wygadywać te bzdury. Czyżby został zaprogramowany przez dziadka, aby gadał mi takie brednie?''

- Jeśli wpadłaś na genialny pomysł skonfrontowania tego, co mam ci do powiedzenia, to radziłbym zrezygnować z tego. Nikt nie przyzna, że wie coś więcej niż ty w tym momencie. Pójdą o krok dalej i zdadzą relację twojemu dziadkowi. Skąd to wiem? Twój kuzyn wpadł na taki pomysł i nie skończyło się to dla niego dobrze.

- Jemu również o tym powiedziałeś?

- Oczywiście, że nie. Sam się czegoś domyślał, ale był za głupi, aby dobrze to rozegrać.

- ,,Nie wiem, co mam o tym wszystkim myśleć. Albo zaczynam popadać jego manipulacjom, albo mówi prawdę. Powoli gubię się w tym wszystkim. Jeśli ma to związek ze sprawą Nordafa...''

- Więc? Jaka jest twoja odpowiedź?

- Załóżmy, że ci wierze. Więc Enę również to dotyczy?

- Hm.... Nie spodziewałem się, że zadasz mi takie pytanie. Z tą kobietą jest trochę bardziej skomplikowanie niż myślisz, ale ogólnie rzecz biorąc też potrafi.

- Podaj tożsamość wszystkich pionków.

- Kto wie, kim mogą być w rzeczywistości. - zaczął się podśmiewać z dziewczyny. - Wybierasz pytania, na które ciężko jest mi odpowiedzieć. Radziłbym ci ostatnie wykorzystać mądrze.

- Widzę, że nie masz nic ciekawego do powiedzenia. Skoro jesteś tak pewny swojego zdania, zadam ci jeszcze jedno pytanie. - nie czując żadnego zainteresowania tą sprawą, odwróciła się i powoli szła w stronę ogrodu. - Zatem jeśli potrafią przemienić się w pionki. Czy to oznacza, że ty potrafisz zmienić się w człowieka?

- W rzeczy samej, w końcu ruszyłaś głową.

Lejra zauważyła, że cień pionka zaczął się zmieniać. Zaciekawiona odwróciła się w stronę Zanmina. Po jej minie ewidentnie widać było ogromny szok. Przed sobą nie miała już pionka szachowego, lecz średniego wieku mężczyznę. Miał on długie, spięte w kitek czarne włosy oraz lekki zarost. Ubrany był w dość luźne ciuchy, a na jego nosie widniały czarne okulary przeciwsłoneczne. Znakiem charakterystycznym, po którym Lejra miała pewność, że to ta sama postać, była czerwona obroża, widniejąca na jego szyi.

- Czemu jesteś taka zdziwiona? Sama doszłaś do tego. Och, czyżbyś od samego początku nie wierzyła w nic, co ci mówiłem? - zaśmiał się.

- Niemożliwe! Co to za dziwne zaklęcie, które pozwala ci się przemienić w pionek szachowy, a następnie wrócić do swojej pierwotnej postaci?! Po co w ogóle zmieniasz się w niego?! Czy to znowu jakiś chory zwyczaj mojego dziadka?!

- Obecnie nie jesteś tego w stanie pojąć. Jeśli byłabyś bardziej uważna, złączyłabyś wszystkie fragmenty układanki w jedną całość i zrozumiałabyś wszystko. Jak widać brak ci jeszcze doświadczenia, ale nie martw się, z pewnością je nabędziesz w najbliższym czasie. Myślę, że na razie masz większy problem na głowie. Ciekaw jestem, kogo będziesz podejrzewać o zmianę w konkretny pionek szachowy. Pozwól, że cię teraz opuszczę, w końcu nie chcę ci zakłócać samotnego czytania w ogrodzie. - uśmiechnął się niecnie.

- Zaczekaj! Mam do ciebie jeszcze parę pytań!

Próbowała go chwycić i zatrzymać, ale bezskutecznie. Jej ręka przeniknęła przez jego ciało i widząc, że Zanmin zaczął płonąć, zrozumiała, że używał magii, aby wydostać się z tego miejsca. Obraz, który zapadł jej w pamięci, to jego uśmiech, który nie zapowiadał niczego dobrego. Nie wiedziała, co miała począć. Z niedowierzaniem na twarzy, ruszyła w stronę ogrodu. Usiadła w altance, położyła książkę na stolik i otworzyła ją na pierwszej stronie. Przeczytała zaledwie parę stron i dalej nie mogła się skupić. W jej głowie ciągle rozbrzmiewały słowa Zanmina, jakby ktoś bez przerwy puszczał je z kasety. Podejrzewała, że obecność pionków miała głębsze znaczenie niż sądziła. Prawda o pionkach zasiała w jej sercu niepewność, a jej brak zaufania do ludzi w posiadłości znacznie się zwiększył. Kalkulując liczbę osób poznanych w posiadłości wraz z autentyczną liczbą na szachownicy, brakowało jej zdecydowanej większości pionków. Większym zmartwieniem od brakującej liczby osób, był powód, dla którego służba w ogóle przemieniała się w pionki. Zastanawiała się, czy był to kolejny chory przejaw miłości do tej gry, czy pod postacią pionków łatwiej było im kontrolować to, co robiła w rezydencji. Słowa Zanmina pozostawił mętlik w głowie, a także więcej pytań niż odpowiedzi, których tak usilnie poszukiwała.

- Czy to nie przypadkiem nasza kochana dziedziczka?

- ,,Na dodatek pojawili się nieproszeni goście.'' - pomyślała.

- Masz rację. - przytaknął. - Co tu porabiasz Lejro? Wyglądasz na bardzo zamyśloną. - powiedział z nieco szyderczym uśmiechem Azo.

- Masz dobry gust. - odezwał się Ezo, gdy podniósł książkę i zobaczył tytuł.

- Nie wiem, czy dobry. Dopiero zaczęłam ją czytać...

- Może chcesz się przyłączyć i pomóc w pielęgnacji kwiatów? O ile będziesz potra... - chrząknął. - będziesz chciała. - uśmiechnął się.

Dziewczyna postanowiła nie zniżać się do ich poziomu kultury i przemilczała obelgę. Głęboko westchnęła i rzekła:

- Azo, powiedz mi jedną rzecz. Dlaczego mając zimę na dworze w zamku i w jego okolicach czuję, jakby było lato? Czy ktoś z was postawił tu barierę? - postanowiła zapytać wprost o to, co ją nurtowało.

- To zadziwiające, że zauważyłaś to dopiero, gdy pora roku się zmieniła. Ciężko jest być człowiekiem. - pokiwał bezradnie głową. - Ile rzeczy jeszcze będzie musiało się wydarzyć, abyś zauważyła te najbardziej istotne sprawy w zamku? - powiedział szyderczo i odszedł.

- Proszę wybaczyć nieuprzejmość mojego brata. To nie jego sprawa czy jesteś człowiekiem, czy magiem. - chwilę milczał. - Jeśli nie masz ochoty, aby zajmować się kwiatami, pozwól, że wrócę do swojej pracy. - powiedział z obojętnością, wręcz machinalnie.

Lejra odprowadziła wzrokiem jednego z bliźniaków i przez jakiś czas przyglądała się ich pracy. Wykonywali wszystkie swoje czynności wręcz naprzeciwko dziewczyny. Pogrążona we własnych myślach, ponownie starała się skupić na treści książki. Wciągnięta w czytanie, poczuła jak jeden z ogrodników delikatnie szturchnął ją za ramię. Lekko się wzdrygała i spojrzała w stronę Ezo.

- O co chodzi?

- Tak się zaczytałaś, że straciłaś poczucie czasu. Postanowiłem przynieść ci obiad. Dobrze jest czasem zjeść na świeżym powietrzu.

- Czym to nafaszerowałeś? Cyjankiem? - nie uwierzyła w dobroduszność blondyna.

- Oczywiście, że nie. Jakbym śmiał. O co ty mnie w ogóle posądzasz? - choć po minie widać było, jakby odpowiadały mu te oskarżenia.

- Przestań się wydurniać i daj jej w końcu ten obiad! Jesteś jedynie na prośbę innych doręczycielem, więc się streszczaj! - odezwał się wkurzony Azo, czekając na brata.

Słysząc wypowiedź blondyna, odetchnęła z ulgą, że nie było zatrute. Pomyślała, że tym aktem mogliby narazić się na gniew dziadka. Zaznaczyła stronę, na której skończyła, zamknęła książkę i zabrała się do jedzenia. Od czasu do czasu mierzyła wzrokiem blondynów i zastanawiała się, jakimi pionkami mogli oni być. Sposób sztywnego wypowiadania się o Sagonie, sugerował niską pozycję w hierarchii, więc pomyślała o pionkach, pilnujących jej drzwi, jednak nie była w stanie tego jednoznacznie stwierdzić. Zastanawiała się nad sposobem przydzielania poszczególnym osobom figury szachowej.

- Czy coś nie tak? Obiad nie smakuje? Nie musisz się tak dziwnie nam przypatrywać. To nie my go przyrządzaliśmy.

- To nic takiego. - skupiła się na posiłku. - Gdyby nie grzywki, ciężko byłoby ich odróżnić, a co dopiero ustalić, który jest konkretnym pionkiem. - zaczęła mówić pod nosem.

Przez resztę dnia wydawała się nieobecna i zamyślona. Przed snem raz jeszcze dogłębnie przemyślała wszystko. Brak zaufania zwiększył się także względem Eny, która pozornie wydawała się jej nie prześladować. Myśl, że robiła to wielokrotnie bez jej zgody, bardzo ją zezłościł. W jej głowie zrodziła się myśl, opowiedzeniu o tym swojemu wujkowi, jednak brak jakichkolwiek dowodów poza głosem rozbrzmiewającym na okrągło w jej głowie, nie stanowił wiarygodnego źródła informacji. Ponadto możliwość impulsywnej reakcji, wymierzonej wobec starca, nie wróżyła niczego dobrego. Z tego względu postanowiła najpierw dowiedzieć się więcej o tej sytuacji, zanim przekaże wieści krewnemu. Gdybała nad potencjalnymi kryteriami doboru służby do figur szachowych, ale brak jakiegokolwiek punktu zaczepienia, utrudniał w dużej mierze sprawę. Zanim jednak obmyśliła według niej najbardziej sensowny plan w zaistniałej sytuacji, pomyślała od której osoby powinna zacząć.

Średnia ocena: 3.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Zaciekawiony 4 miesiące temu
    " osiągnięcia w ciągu ostatniego czasu, (..) nie miała od dłuższego czasu. (...) jak spożytkować nadmiar czasu." - proponowałbym spożytkować go na usunięcie zbyt bliskich powtórzeń.
  • K96 4 miesiące temu
    Bardzo dziękuję za pokazanie mi moich błędów. :)
  • Zaciekawiony 4 miesiące temu
    K96 Jak znajdę więcej czasu to opiszę bardziej szczegółowo, bo opowiadanie ma ciekawy pomysł i trochę w odbiorze przeszkadzają wpadki stylistyczne.
  • K96 4 miesiące temu
    Zaciekawiony Dziękuję i będę czekać na dalszą opinię.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania