Mistrz Szachownicy - Rozdział 15 - Biorąc kogoś na spotkanie, wybierz mądrze.

Lekcja 15 — Biorąc kogoś na spotkanie, wybierz mądrze.

 

Azo i Ezo podpierając się plecami o ściany posiadłości, czekali, aż dziewczyna wyszła z pokoju. Jej grymas spowodowany ich obecnością, nie umknął bliźniakom. Jeden z nich odczepił się od cegłówek i rozpoczął rozmowę.

— Witamy cię serdecznie Lejro. Do twarzy ci w tej uroczej sukience i pelerynie. — Choć była to ukryta drwina.

— No cóż, pewnie ubrała się tak, aby przypodobać się swoim wybrankom serca — skomentował Azo do brata.

— Skoro jesteście tak podekscytowani, to mam dla was idealne zajęcie. Jeden z was będzie niósł moją torbę, a drugi pójdzie stworzyć portal, zanim tam dotrzemy — zmierzyła ich wzrokiem.

Oboje się zdziwili, ale wbrew oczekiwaniom zrobili to, o co prosiła. Ezo został z Lejrą, wziął walizkę i ciągnął ją za sobą. Ich posłuszeństwo wydawało się dziewczynie nierealne i podejrzewała, że w niedalekiej przyszłości niemile czymś ją zaskoczą. Milczący pierwszy raz od jego poznania ogrodnik wzbudzał jej czujność. Krótka podróż minęła im bez zamienienia nawet jednego słowa. Pełna determinacji, spokoju, a zarazem nieufności, otworzyła drzwi. Wszystko było tak, jak zażądała. Stanęła na środku okręgu i spojrzała na mieniące się wszystkimi kolorami cztery lustra, znajdujące się na ścianach. Świdrowały w różnych kierunkach, tylko jedno potężne na suficie było w stanie nienaruszonym. Choć znała całą procedurę na pamięć, za każdym razem obserwowała, co się z nimi działo. Widząc swoje odbicie w górnym lustrze, ukazujące ją w pełni gotowej na to, co miało chwilę później nastąpić, przypomniał jej się dzień, w którym po raz pierwszy miała okazję skorzystać z teleportu. Nie minęło zbyt wiele czasu i największe lustro zaczęło mienić się we wszystkich kolorach. Lejra zamknęła oczy z nadmiaru światła.

— Jesteśmy na miejscu. Mam nadzieję, że spełniłem twoje niezbyt wygórowane oczekiwania.

— Hmm? Co ty wygadujesz Azo! W dodatku tak bezwstydnie do naszej dziedziczki! Proszę się nie martwić, brat zapewne miał na myśli świetny pomysł. — Choć sam nie wierzył w to, co mówił.

Dziewczyna patrzyła na nich z chłodem, a następnie zarzuciła wzrokiem przed siebie. W oddali widziała ogromny budynek, w którym świeciły się światła. Wokoło było dość ciemno, a spoglądając pod siebie, zorientowała się, że dryfowali w powietrzu.

— ,,Więc znów latam'' — pomyślała.

Nastolatka ruszyła przed siebie, a bliźniacy za nią. Dolecieli do budynku, który poza jego ogromem, niczym szczególnym się nie wyróżniał. Był w kształcie wysokiego prostokąta, w którym mieściło się pełno okien. Jego szary kolor, a także brak jakichkolwiek zdobień, jeszcze bardziej szpeciły całokształt. Proste drzwi prowadzące do wnętrza, były otwarte na oścież. W ich przejściu ciągle dryfowały różne osobistości, niektórzy z bagażami, inni w towarzystwie służby. Wzrok Lejry przemieścił się do miejsca, skąd pojawiali się inni magowie.

— Dlaczego większość z nich pojawia się na tych dziwnych portalach obok budynku? Czemu nie teleportowałeś nas od razu tutaj?

— Przykro mi, ale nie mogłem tego zrobić. Tylko głowy rodziny są upoważnione do tworzenia portali tak blisko budynku.

— No nic, chodźmy do środka — westchnęła.

W drzwiach czekała już służba, która zajmowała się bagażem nowych przybyszy. Magowie przybywali z różnych zakątków świata, dlatego w tym miejscu obowiązywał uniwersalny język magiczny. Dzięki dobrej pamięci i szybkiemu zapamiętywaniu Lejra po trzymiesięcznym kursie w domu, potrafiła bardzo dobrze nim władać. Oprócz bagaży służba poprosiła ją o oddanie broni. Z początku była niechętna, jednak uległa namowom i podała ją w ich ręce. Gdy tylko przekroczyła próg, jej ciało powoli opadało, aż ustała podeszwą na posadzce.

— Powiedzcie mi, z kim nasza rodzina ma dobre stosunki? — Zwróciła się do bliźniaków, gdy tylko weszli do środka.

— Och... Czyżbyś tego nie wiedziała? Co za szkoda, ponieważ my jako ogrodnicy niewiele wiemy. Byłoby źle, gdybyś zagadała do nieodpowiedniej osoby. — Udał, że się przejmował całą sprawą.

Widząc ich miny, zrozumiała, że nie może liczyć na pomoc z ich strony. W międzyczasie rozglądała się na obie strony i podziwiała niesamowicie drogi wystrój we wnętrzu budynku. Korytarz, którym szli wraz z innymi magami, był wyposażony w szeroki, czerwony dywan. Ponadto znajdowały się tam liczne, piękne, złote rzeźby, najprawdopodobniej przedstawiające zasłużonych magów. Przy nich stały zwierzęta, jako emblemat ich rodzinny. Chciała zapytać o coś Ezo, ale doszli do głównej sali, na której drzwiach była wywieszona karteczka o absolutnej ciszy i braku telefonów komórkowych. Sala była ogromna. Wewnątrz niej znajdował się jeden potężny stół, który mógł pomieścić wszystkie przybyłe osoby. O ile na całej długości korytarza rozmieszczone były okna, tak w tym pomieszczeniu panowała całkowita ciemność, jedynie niesamowicie duża ilość świeczek dawała jakiekolwiek światło. Zdezorientowana Lejra chciała usiąść na pierwszym z brzegu krześle, ale każde z nich na samej górze miało emblemat poszczególnych ptaków. Odszukała to ze znakiem orła i zasiada do stołu. Za nią znajdowały się trzy krzesła dla przedstawicieli służby z jej domu, na których usiedli bliźniacy. Oczy wielu z przybyłych były skierowane w stronę nastolatki. Wyglądały, jakby znali wszystkich od dawna, więc pierwsze pojawienie się Lejry, wzbudziło ciekawość. Przyszła pani domu starała się nie zwracać na to uwagi. Trochę trwało, zanim przeważająca część osób zasiadła na swoich miejscach. Ciszę w tak wielkim pomieszczeniu była ciągle zakłócana przez stukot butów i szuranie krzesłami. Ostatecznie zebranie się zaczęło, a Lejra naliczyła dziesięć pustych miejsc. Mężczyzna siedzący w znacznej odległości od niej zabrał głos.

— Możemy zaczynać obrady. Nazywam się Gidol Sernasto i jestem przedstawicielem rodziny żurawia. Moja rodzina w tym roku zarządza najważniejszymi sprawami, związanymi z sektorem ptactwa. — Wszyscy zaczęli bić brawa, więc zdezorientowana dziewczyna również. — Na początku chciałbym wam przedstawić kogoś, kto zapewne wzbudził ciekawość wielu z was. Jest już trzecią osobą do przejęcia tytułu głowy rodziny i dzisiaj na moją prośbę będzie reprezentować rodzinę orła. Wstań i przedstaw się wszystkim.

Magowie, którzy przyszli stosunkowo późno, wodziły wzrokiem po sali, gdzie mogła siedzieć nowa osoba. Następczyni wstała, spojrzała na wszystkich i przemówiła:

— Witam wszystkich. Nazywam się Lejra Samblaw i jak wspomniał pan Gidol, jestem po raz pierwszy przedstawicielką rodziny orła. Zapewne większość wie, że jestem człowiekiem, ale liczę, że moja odmienność w niczym nie będzie przeszkadzać. Dziękuję za uwagę. — Usiadła i czekała na dalszy przebieg zdarzeń.

— Znakomicie, skoro to już mamy za sobą, przejdźmy do kolejnych, ważniejszych spraw. Po pierwsze...

— Gidol, co to ma znaczyć?! Dlaczego zaprosiłeś tutaj tego nic wartego człowieka?! Nie zamierzam siedzieć w jednej sali z tym podgatunkiem! — zarzuciła jedna z kobiet.

— Proszę się nie unosić! Pragnę przypomnieć, że to mi zostały w tym roku powierzone najważniejsze sprawy, w tym także wybór osób do corocznych zebrań. Kierując tak hańbiące słowa, obraża również pani rodzinę żurawia. Ponadto pragnę przypomnieć, że według prawa to nie jeszcze czas na zadawanie pytań. Nie radziłbym pokazywać się w złym świetle i psuć renomy rodziny przed pozostałymi. Proszę niezwłocznie przeprosić panienkę Lejrę — powiedział stanowczo.

— Słucham?! Chyba sobie śnisz! Mam ją przeprosić?! Jeszcze czego! — Kobiecie puściły całkowicie hamulce.

— To nie tylko jej zdanie! Też uważam, że człowiek nie powinien mieć tutaj wstępu! — Stuknął pięściami w stół.

Połowa z zebranych zaczęła coś od siebie dorzucać do kłótni, niektórzy na korzyść dziewczyny inni wręcz przeciwnie. W międzyczasie nastolatka przysłuchiwała się rozmowie toczącej się między jej służbą.

— Zapowiada się ciekawe zebranie. Nie sądziłem, że będzie tyle zabawy już od samego początku.

— To prawda. Zabranie nas na to głupie wydarzenie, przerodziło się w istny teatr.

Wnuczka Sagona nie wiedziała, czy bardziej czuć się zażenowanie zachowaniem ogrodników, czy niewyciąganiem konsekwencji przez magów odnośnie do zakazów wypisanych przed salą. Z czasem starała się załagodzić sytuację. Chciała opuścić niezwłocznie salę, jeśli miałoby to rozwiązać wszelkie konflikty, ale tylko pogorszyło sytuację. W pewnym momencie uwaga wszystkich zebranych skupiła się na otwierających się drzwiach od sali.

— Eh... A już myślałem, że nikt nie zwróci na mnie uwagi. Kurcze! A liczyłem, że wtopię się w ten cały tłum kłócących się osób! Co za pech! — powiedział zawiedziony przybyły.

— Paniczu! Mówiłem, że to niezbyt mądry pomysł! Jak ty jesteś ubrany?! To bardzo ważne spotkanie! Zostawić Cię na chwilę... — odezwał się starszy mężczyzna, który wszedł jako drugi.

— Tak, tak, bardzo ważne... — Przewrócił oczami. — Zresztą jak wszystkie pozostałe...

Lejra przyglądała się spóźnionemu magowi. Był to chłopiec, który mógł być w jej wieku lub troszkę młodszy. Miał jasnożółte, krótkie włosy i brązowe oczy. Dużą uwagę przykuwała jego blizna, która rozpoczynała się na łuku brwiowym lewego oka, a kończyła pod prawym okiem. Ubrany był w zwykły, biały T-shirt, szare spodenki do kolan i trampki. Na szyi znajdowały się dwa nieśmiertelniki, które odbijały światło ze świeczek.

— Czemu nie dziwi mnie to, że znów się spóźniłeś. — Gidol patrzył na niego z niezadowoleniem. — Co to za okazja, że pojawiłeś się na zebraniu? Zresztą nieważne, później wyciągnę konsekwencje z tego. Proszę zająć miejsce, przedstawicielu rodziny sowy.

Te słowa sprawiły, że dziewczyna otworzyła ze zdziwienia szeroko oczy. Magiczna symbolika zwierząt nie różniła się niczym od tej, stosowanej przez ludzi. Dlatego widok tak młodej osoby, a w dodatku nieodpowiedzialnej, jako przedstawiciela rodu mądrości, zasugerował jej niewielką gamę kandydatów w tamtej rodzinie.

— Dobra, dobra nie bądź taki sztywny. Wystarczyło tylko powiedzieć, że mam siadać. — Zamiast tego pojawił się za Lejrą. — Hmm? Więc to ty jesteś sprawczynią tego całego zamieszania? W opowiadaniach innych przedstawiali cię na starszą, ponadto te krótkie włosy... Wyglądasz trochę chłopięco, zapuść włosy.

Zdziwiona dziewczyna przemilczała obelgę na temat jej włosów. Nie zamierzała pogarszać i tak złej sytuacji.

— W dodatku jesteś wystraszona i małomówna. Trochę życia, nie bądź taka sztywna jak pozostali. — Zaczął marudzić.

— ,,Jaki on upierdliwy'' — pomyślała.

Wysłuchując jego nieznośnych narzekań, nie dostrzegła rzuconego zaklęcia obezwładniającego, które było skierowane ku blondynowi. Z podłogi wyszły druty kolczaste i oplotły ofiarę. Jeden niewłaściwy ruch pozbawiłyby go życia.

— Powiedziałem, że masz siadać! Sam się prosisz o jeszcze gorszą karę! — Trzymał rękę przed sobą, kontrolując zaklęcie.

Chłopiec nieco się wzdrygnął i dał za wygraną. Druty zniknęły, a on sam zajął swoje miejsce.

— Świetnie, skoro w końcu ucichło na sali, przejdę do sedna sprawy.

— Jak to ucichło?! Chyba nie sądzisz, że zostawię temat tego człowieka! — odezwała się ponownie przedstawicielka rodziny jaskółki.

— ,,No i znowu się zaczyna'' — pomyślała Lejra.

— Co z tego, że nie jest magiem? Najważniejsze, że ma szczere chęci i uczy się zaklęć. Widać, że jej zależy na tym stanowisku, czego nie mogę powiedzieć o niektórych. Musimy wspierać młode pokolenie. — Czarnoskóra kobieta szczerze uśmiechnęła się do nastolatki.

— To miało być do mnie?!

Już miało dojść do kolejnej kłótni, ale jedna z osób wstała i zabrała głos:

— Przepraszam za moją śmiałość, w końcu jestem zwykłym służącym, ale mam pomysł, jak rozwiązać tą sprawę. — Ezo wstał.

Nastolatka wiedziała, że nie przyniesie to niczego dobrego i szybko odwróciła się w jego stronę. Siedzący na miejscu Azo, spojrzał na nią, uśmiechnął się nieszczerze i pokiwał jej ręką. Zrezygnowany Gidol całą sytuacją, nie miał nic przeciwko jakiemukolwiek pomysłowi i pokazał, że blondyn ma kontynuować.

— Dziękuję panu bardzo. — Ukłonił się, jak kultura tego wymagała. — Kiedyś mój Pan opowiadał o regułach panujących na takich spotkaniach. Jeśli dobrze pamiętam, to w regulaminie jest jeden podpunkt mówiący, co należy zrobić w takiej sytuacji. Możliwe, że mało kto może dziś o tym pamiętać, w końcu to dość rzadka sytuacja. — Westchnął. — Choć co ja wiem, być może zostało to dawno wycofane. — W tym momencie większość osób zebranych wodziła w pamięci.

Gidol pstryknął palcami, a księga pojawiła się przed nim. Sama przekartkowywała strony, a mężczyzna zagłębiał się w mało używanych paragrafach z regulaminu.

— Zakładając, że jest to nadal w aktach prawnych, można wystawić naszą przedstawicielkę na próbę.

— To prawda! Znalazłem to w księdze. Według aktu prawnego ma to być zadanie, gdzie egzaminująca będzie postawiona w sytuacji zagrożenia życia. Jeśli wyjdzie z tego cało, inni powinni ją zaakceptować.

Słysząc tę wypowiedź, Lejrze zrobiło się słabo, zaczęła wątpić w sens przybycia na to spotkanie. Większość przedstawicieli rodzin ochoczo zabierało głos i przedstawiali sposób odbycia testu. Niektóre z nich dawały jednoznacznie do zrozumienia, że pomysłodawcy zamierzali uśmiercić dziewczynę, a nie sprawdzić ją.

— Zgłaszam kolejny pomysł — odezwała się przedstawicielka rodziny jaskółki. — Skoro już jesteśmy przy nieprzyjemnych sprawach, proponuję połączyć sprawę spóźnienia się osoby rodziny sowy wraz z tą. Według mnie minęło wystarczająco dużo czasu od tamtej nieudanej misji i powinniśmy go w końcu wysłać ponownie. W tym roku po raz pierwszy przybył jako głowa rodziny. Nie sądzicie, że powinien to zrobić, żeby odzyskać zaufanie po zeszłorocznym wykroczeniu? Do towarzystwa damy mu tego podrzędnego człowieka. — Każdy tylko przysłuchiwał się słowom kobiety. — Powinien dać świadectwo swojej siły, aby można na nim polegać w przyszłości. Nie interesuje was, jak bardzo udoskonalił swoje umiejętności po tych kilku latach? Oficjalnie wnoszę o wysłanie ich na przeszpiegi w sektorze siedemdziesiątym siódmym, włączając w to przyniesienie głowy...

— Gdy tylko wymieniłaś sektor, wiedziałem, co masz na myśli. Nie uważasz, że ostatni punkt twojego wywodu jest mało realny? Nawet ja nie dałbym samemu rady przeciwko niemu.

Lejra patrzyła na średniego wieku mężczyznę, który zakłócił przemowę kobiety. Zdecydowanie z jego twarzy emanował spokój i dobroć. Patrząc na niego w tym dość skąpym świetle, doszła do wniosku, że musiał pochodzić z orientalnego kraju. Przerzuciła się wzrokiem nieco wyżej i zauważyła, że był przedstawicielem tukanów.

— Tak to jest, gdy nie dajecie mi dokończyć... — Jej twarz zrobiła się czerwona ze złości. — Oczywiście, że nie mówię tu o tej osobie. Chodzi mi o głowę tego parszywego ogra, co się tam pałęta.

— Jestem za. Z pewnością rodzina sowy po tym poprawi swój wizerunek, a zarazem będzie to wielka próba dla Lejry. Czy ktoś ma coś przeciwko? — Na sali zapadła cisza. — Świetnie, pora dnia nam sprzyja. Zatem obojgu daje czas do zmroku, aby się przygotować i wyruszyć na wspólną misję. Brak doświadczenia Lejry będzie działał na waszą korzyść. Zwiększę wam czas, macie na wszystko aż całą noc. O spotkanie nie musicie się martwić, do waszego powrotu nie podejmę się żadnego ważniejszego tematu. Raport złożycie na porannym posiedzeniu. Zatem jesteście zwolnieni i możecie iść wraz ze służbą do pokoju.

Dziewczynie nie spodobał się ten pomysł, ale nie podjęła się próby sprzeciwu wobec tak wielu osób, zebranych na tej sali. Spojrzała na chłopaka, który wstał i wyszedł z sali. Za nim pobiegł starszy mężczyzna.

— Na co czekacie? Idziemy — powiedziała zniechęcona do bliźniaków.

W trójkę opuścili salę. Jasne światło z holu z początku oślepiło wszystkich. Po otworzeniu oczu spostrzegli służbę budynku, która zaczęła prowadzić ich do właściwego pokoju. Tak samo, jak hol na parterze, tak również schody prezentowały się bogato, można byłoby rzec wręcz z przepychem. Będąc na piętrze, dziewczyna rozglądała się dookoła. Przed nią znajdował się jeden, bardzo długi i wąski korytarz, od którego odchodziło wiele rozgałęzień. Nadzorująca osoba zatrzymała się na dziesiątym rozgałęzieniu po prawej stronie i kazała udać się na jego koniec. Zdecydowanym krokiem dziedziczka weszła w nowy korytarz. Mijała pokoje, na których były zamieszczone plakietki z nazwami ptaków. Obserwując je na każdym z korytarzy, doszła do wniosku, że ułożenie pokojów, nie było przypadkowe. Uporządkowane były nie tylko ze względu na wielkość zwierząt, ale także kolorystykę, która przeważała w poszczególnych gatunkach. To staranne dopracowanie szczegółów, zrobiło dobre wrażenie na niej. Odnajdując drzwi, przeznaczone dla jej rodziny, pociągnęła za klamkę. Po drugiej stronie znajdowały się kolejne dwoje drzwi. Jedne z napisem ,,Służba'' , natomiast drugie ,,Lejra Samblaw''. Bez wahania otworzyła te, odpowiadające jej imieniu, ale nie przyglądała się pomieszczeniu. Była zaabsorbowana własną sprawą, więc w pierwszej kolejności zdjęła pelerynę i nie mogąc znaleźć walizki, otworzyła szafę. Ciuchy, które przywiozła ze sobą, były ładnie w niej poukładane. Chwyciła jeden z wolnych wieszaków i zawiesiła na nim pelerynę. Poczuła ulgę, gdy pozornie nieprzydatne, wygodne i luźne ciuchy, mogły znaleźć zastosowanie w nadchodzącej misji. Położyła je na dużym łóżku i spojrzała przez okno, połączone z balkonem.

— Zatem w czym mamy ci pomóc? — Uśmiechnął się nieszczerze Ezo.

Ich pogodne nastroje jeszcze bardziej poirytowały ją.

— Więc?

— Z jakiej racji jesteście w moim pokoju? Niedobrze mi na wasz widok. Wyjdźcie stąd — odpowiedziała poddenerwowana.

— Po co te nerwy? Nie wiesz Lejro, że złość piękności szkodzi? — Został zmrożony chłodnym spojrzeniem. — Nie patrz tak na nas, my po prostu wierzymy w twój niespodziewany powrót — powiedział Azo z wielką satysfakcją.

— Brat miał na myśli ,,oczywisty'' powrót w jednym kawałku. Skoro tak, nie będziemy już tobie przeszkadzać. — Pociągnął brata za rękę i wyszli.

Dziewczyna położyła się na łóżku i wzięła głęboki oddech. Przez dwadzieścia minut starała się odreagować, po czym wstała i rozejrzała się dokładniej po pokoju. Wbrew pozorom nie był on bardzo dostojnie urządzony, wyglądał jak jeden z lepszych pokoi pięciogwiazdkowych hoteli. Wzięła swoje ciuchy i weszła do łazienki, aby się przebrać. Po skończonej czynności wróciła i chwyciła swoją broń, która leżała niedaleko łóżka. Spojrzała z uwagą na licznik, który wciąż wskazywał połowę zapełnionego miejsca. Nie mogąc usiedzieć w miejscu. Krzątała się po pokoju, a gdy nadeszła odpowiednia pora, wyszła z pokoju i powolnym krokiem zmierzała ku schodom. Na parterze raz jeszcze patrzyła na piękne, złote rzeźby, rozstawione po całej długości. W tle słyszała dyskusje z pokoju, gdzie odbywało się spotkanie. Doszła do drzwi wyjściowych, pociągnęła za klamkę. Na zewnątrz był już zmrok, ale w obrębie dwóch metrów od budynku było dość jasno. Przed nią stał Azo, Ezo, przedstawiciel rodziny sowy wraz ze starszym panem oraz nieznany mężczyzna.

— Służba dalej nie może iść, możecie tylko pożegnać swoich panów. Później was dwóch poproszę, abyście stanęli na tym teleporcie — odezwał się nieznajomy i wskazał ręką konkretny teleport.

Bliźniacy powiedzieli kilka ewidentnie fałszywych, ale miłych słów. Lejra ustała w wyznaczonym miejscu z chłopakiem. Przyjrzała mu się chwilę, ale jego ubiór nie uległ zmianie, jedynie doszedł przepasany w pasie miecz. Nieznany mężczyzna narysował w powietrzu arabskimi cyframi siedemdziesiąt siedem i pstryknął palcami. Oboje zniknęli i pojawili się na terytorium wroga.

Średnia ocena: 4.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania