Mistrz Szachownicy - Rozdział 3 - Każdy gospodarz powinien dysponować nienagannymi manierami.

Lekcja 3 - Każdy gospodarz powinien dysponować nienagannymi manierami.

 

Następnego poranka Lejrę obudziło pukanie do drzwi. Niechętnie wstała z łóżka i przecierając oczy, szła na spotkanie z nieproszonym gościem. Lekko się zawahała, przypominając sobie skoczka, którego się obawiała. W końcu zdecydowanie pociągnęła za klamkę. Widząc osobę po drugiej stronie, krzyknęła i trzasnęła drzwiami. Serce zaczęło szybciej bić, a w jej oczach widać było strach. Wyrównała oddech i słysząc kolejne pukanie, otworzyła. Po drugiej stronie stała wciąż ta sama postać.

- O co chodzi? - zapytała, stojącego naprzeciwko strażnika jej pokoju.

Figura szachowa nic nie odpowiedziała, jedynie podała delikatnie reklamówkę. Zdziwiona, wzięła ją i zauważyła, że pionek ponownie ustawił się w pozycji czuwania. Zamknęła drzwi i położyła otrzymany przedmiot na stoliku. Wypakowała z niej liścik od Eny, mówiący o budziku, znajdującym się także w reklamówce. Położyła go na stoliku przy łóżku i wyszła z pokoju, kierując się bezpośrednio do autorki liściku. Zapukała do niej dwa razy, ale nikt nie odpowiedział. Chciała wejść do środka, ale pokój był zamknięty, więc postanowiła na nią poczekać. Po pięciu minutach czekania usiadła na podłodze. Uczucie ciągłej obserwacji, nie ustępowało ani na sekundę. Panująca cisza jedynie wzmagała jej stres. Rozglądała się dookoła, ale w pobliżu nikogo nie było. Wkrótce pojawiła się wyczekiwana podwładna Sagona.

- Ach, wybacz. Długo czekałaś? Musiałam załatwić parę spraw.

- Niezbyt długo. - wstała i się otrzepała. - Przyszłam zapytać, na którą godzinę mam go nastawić. - widząc zdziwioną kobietę, kontynuowała. - Skoro dałaś mi budzik, musi być konkretny powód. - zrobiła delikatną pauzę. - Czy mam przydzielone jakieś zadania na dziś?

- Na razie możesz zostawić budzik w spokoju. Jeśli zajdzie potrzeba jego użycia, dam Ci znać. Wolę działać zapobiegawczo, więc na razie nie musisz się tym przejmować. - uśmiechnęła się. - Jeśli chodzi o twoje obowiązki... Zacznij od przebrania się w ciuchy. Wątpię, żebyś paradowała w piżamie przez cały dzień. - zaśmiała się, co zawstydziło dziewczynę.

- W porządku, zaraz przyjdę.

- Dzisiaj masz gościa specjalnego, przebierz się we wczorajszą sukienkę. - powiedziała na odchodne.

Lejra przytaknęła z niechęcią głową i tak też uczyniła. Wróciła do Eny i czekała na dalsze instrukcje.

- Wczoraj nasz gość specjalny poprosił o spotkanie z tobą. Twój dziadek długo się zastanawiał, czy przyzwolić na nie, ale ostatecznie się ugiął. Jako że to z tobą chce rozmawiać, musisz go osobiście przywitać. Powinien lada chwila przyjechać, więc zjecie razem śniadanie w sali konferencyjnej. Po południu będziesz miała obiad z panem Sagonem w jadalni, który ewentualnie może zlecić Ci nowe zadanie. Poradzisz sobie?

- Dam sobie radę. Przywitanie nie należy do trudnych czynności. - powiedziała z ironią.

Kobieta jedynie uśmiechnęła się i odeszła. Schodząc schodami, Lejra zastanawiała się, kto chciałby się z nią spotkać. Na myśl przyszedł jej poznany dzień wcześniej mężczyzna, co wywołało u niej lekki stres.

Przeszła przez labirynt krzewów i ustała przed posiadłością. Stojąca w zaciszu rezydencja była odseparowana od hałasu, panującego na co dzień w mieście. Ulica była pusta, jedynie szum delikatnego wiatru przerywał panującą ciszę. Wypatrywała z obu stron jakiegokolwiek samochodu. Widząc, że zajeżdżający powóz różnił się od tego, którego widziała u rodziny magów, odetchnęła z ulga, jednocześnie wzbudziło to u niej ciekawość. Drzwi od strony kierowcy się uchyliły. Lejra zrobiła ukłon i powiedziała:

- Witam w głównej rezydencji rodziny Samblaw.

- Haha, nie wygłupiaj się. - odezwała się przybyła osoba.

Dziewczyna usłyszała znany głos i podniosła wzrok. Na jej twarzy pojawił się pierwszy od trzech dni szczery uśmiech. Przed sobą zobaczyła osobę, która jako jedyna wstawiła się za nią na spotkaniu rodzinnym.

- Wujaszek! - zareagowała entuzjastycznie.

- Czy znajdzie pani dziedziczka czas dla krewnego? - uśmiechnął się.

- Proszę za mną. - zaśmiała się.

W drodze do sali konferencyjnej bez przerwy rozmawiali. Czując duży komfort przy mężczyźnie, Lejra nie wspominała o niczym, co dotyczyło sytuacji w rezydencji. Wypytywała go o codzienne sprawy. Zastanawiała się, co u jej rodziców, czy wiele się zmieniło od jej odejścia. Wyglądała na nowo narodzoną. Zachodząc pod salę, lekko się zdziwiła, gdy strzegące wejścia pionki zniknęły. Mężczyzna pociągnął za klamkę, wszedł i usiadł przy pierwszym miejscu z brzegu. Lejra również zajęła miejsce i w jednym momencie jej ciało ponownie się spięło. Spojrzała z lekkim niepokojem w kąt pokoju, w którym stała nowa figura szachowa. Nagła zmiana zachowania nie umknęła wujkowi.

- Też uważasz, że to hobby jest trochę dziwne? Podziwiam służbę w tym domu. Mają cierpliwość i ciągle przenoszą te figury według upodobań ojca.

Lejra spojrzała na krewnego ze zdziwieniem. Zastanawiała się, z czego wynika jego niewiedza na temat tych tworów magii. Dysponując szczątkową wiedzą, doszła do wniosku, że jedynie osoby zamieszkujące to miejsce, wiedziały o ich niesamowitych zdolnościach. Siedząc bokiem do figury, czuła się wciąż obserwowana przez nią. Nieotrzymujący żadnej odpowiedzi mężczyzna, kontynuował.

- Cóż... Jest mi naprawdę przykro, że zostałaś do tego wszystkiego wciągnięta. Nie mam pojęcia, co mojemu ojcu siedzi w głowie, wyznaczając tak młodą osobę na to stanowisko. Przepraszam, że nie udało mi się zmienić jego postanowienia. - ociężale westchnął. - Nie chcę, aby coś ci się stało. Wcześniej wplątał w to mojego syna i ... - łzy napłynęły mu do oczu. - Magia pozbawiła go życia.

- Przykro mi z powodu kuzyna... Nie wiedziałam, że to przez magię. Rodzice mówili, że zginął w wypadku.

- Sam do końca nie wiem, jak do tego doszło. Podobno zginął w pojedynku magów. Moja żona bardzo opłakiwała jego śmierć. Mnie również było strasznie przykro, w końcu to było moje jedyne dziecko, ale...

- Wujku, czuje się niezbyt swobodnie w obecności tego pionka, pomożesz mi go wynieść? Nie mogę się skupić na tym, co mówisz.

Mężczyzna spojrzał litościwie na bratanicę. Zastanawiał się, jak wiele negatywnych emocji wywoływały w niej te figury. Tymczasem Lejra nie wiedząc, jakie właściwości posiadała stojąca wieża, nie chciała narażać ich na ewentualne podsłuchiwanie.

- Hmmm... A to dziwne... Nie mogę jej przesunąć za pomocą magii... - powiedział pod nosem.

Oboje zaczęli szurać ciężkim pionkiem po podłodze. Po wielu trudach w końcu wynieśli go poza pokój, następnie ponownie usiedli. Podczas śniadania kontynuowali rozmowę.

- Jest jedna rzecz, która mnie martwi... - mówił mężczyzna. - Byłem w rozsypce, gdy dowiedziałem się o śmierci syna, ale zaniepokoiły mnie ślady czarnej magii na jego ciele. Prawda jest taka, że przyszedłem cię ostrzec Lejro. Nie mam pojęcia, w co się wpakował mój głupiutki syn, ale nie bądź taka jak on i nie igraj z czarną magią. Trudno mi stwierdzić czy sam nią dysponował, czy został zabity przez innego użytkownika, ale bardzo Cię proszę, trzymaj się od niej z daleka. - spojrzał jej głęboko w oczy.

Lejrze ze stresu zrobiło się słabo. Na myśl przyszła jej szoferka Sagona i jej przedstawienie w cudzym domu. Miała wobec niej silne podejrzenia, ale nie wykluczała również, że kuzyn sam zapragnął być silniejszym. Widząc, jak nastolatka pobladła, mężczyzna sądził, że wystraszyła się samą mową o tym zjawisku.

- Nie martw się, nie możesz brać wszystkiego tak bardzo do siebie. - uśmiechnął się. - Jesteś mądrą dziewczynką i nic ci się takiego nie przytrafi. - chwilę milczał, a jego twarz spoważniała. -

Doskonale zdaje sobie sprawę, że ojciec ukrywa wiele spraw przed innymi członkami rodziny, ale sam nie mam dużej siły przebicia, aby wywrzeć na nim presję. Dlatego jeszcze raz przepraszam, że nie dałem rady zmienić jego zdania podczas zebrania rodzinnego.

- Nie masz za co przepraszać. Doceniam twoją szczerość wujku. - zaczęła podnosić go na duchu. - Powiedz mi... - spochmurniała. - Gdzie jest teraz moja siostra? Dlaczego zrezygnowała z bycia dziedziczką? - spojrzała z przejęciem.

- Odkąd pamiętam Nowafia i ojciec nie potrafili dogadać się ze sobą. Ich sprzeczność charakterów była na tyle duża, że odwołał ją z tego stanowiska. Do tego przyczynił się także jej wybuchowy temperament.

- Jestem w stanie to zrozumieć. Nowafia ma dość skomplikowaną osobowość. - uśmiechnęła się, przypominając wiele zabawnych wspomnień z Fią.

- Mimo wszystko chce, by jego wnuczka godnie reprezentowała rodzinę. Jej silna determinacja zdecydowanie w tym pomoże, dlatego wysłał ją za granicę, aby mogła uczyć się od najlepszych. Jak sama wiesz przez brak czasu, nie ma z nią teraz dużego kontaktu. Wspominała w liście, że wynika to z napiętego grafiku. Osobiście nie kupuje tej wersji wydarzeń. Oboje nie skonsultowali tej decyzji z twoimi rodzicami. - spojrzał na zaintrygowaną jego słowami dziewczynę. - Ach no tak, ty nie wiesz o tym. Magowie osiągają pełnoletność w wieku dwudziestu pięciu lat. - dopiero teraz zrozumiała, o co mu chodziło.

- Masz rację, dziwnie to brzmi. Siostra zawsze miała bardzo dobre stosunki z rodzicami. Wątpię, żeby ot tak wyjechała za granicę, nie żegnając się z nikim.

Kontynuowali swoje spekulacje, jednak czując przytłaczającą od negatywnych uczuć atmosferę, przeszli na przyjemniejsze tematy. Podczas całej rozmowy Lejra wydawała się nieobecna. Błądziła w myślach, zastanawiając się nad słowami krewnego. Wujek spojrzał na zegarek na nadgarstku i rzekł:

- Która to już godzina! Tak dobrze mi się rozmawiało, że straciłem poczucie czasu. Pozwól, że będę się zbierać. Niedługo pora obiadowa, a nie mam dziś ochoty na spotkanie z... - zrobił krótką pauzę. - Sama wiesz kim.

Oboje wstali i udali się ku wyjściu. Idąc przez labirynt krzewów, Lejra przypatrywała się mężczyźnie. Był średniego wieku, elegancko ubrany, z lekkim zarostem, zwieńczonym kozią bródką. Spojrzał na nią, przymrużył brązowe oczy i obdarował ją uśmiechem. Jego równie brązowe włosy lekko zachodziły na czoło. Widząc ogromne podobieństwo do własnego taty, zastanawiała się, dlaczego nie on wstawił się za nią tego decydującego dnia. Słońce raziło ich ciemne czupryny, co jedynie potęgowało uczucie gorąca tego upalnego, letniego dnia. Wychodząc naprzeciwko rezydencji, nastolatka odczuła tęsknotę za niedawno prowadzonym życiem. Przytuliła się do mężczyzny, z którym stała chwilę w ciszy.

- Wujku... - krewny miał wsiąść do auta, ale słysząc głos bratanicy, skupił na niej swoją uwagę. - Również nie chce zostawić sprawy z Fią i kuzynem Nordafem w martwym punkcie. Obiecuje, że postaram się czegoś dowiedzieć.

Mężczyzna się uśmiechnął i podziękował za dobre słowo. Lejra obserwowała, jak samochód odjeżdżał. Gdy zniknął z pola widzenia, odwróciła się i weszła do labiryntu. Westchnęła, myśląc o kolejnej upalnej przeprawie. W drodze do domu rozmyślała na wiele tematów. Najbardziej była zaabsorbowana tematem Sagona i jego sekretów. Po raz pierwszy odkąd tu przybyła, poczuła bodziec do działania. Chciała czym prędzej stać się kimś, komu starzec powierzyłby los rodziny. Zależało jej na szybkim dostępie do informacji, by ulżyć nie tylko sobie, ale również wujkowi.

Skręcając w jedno z rozgałęzień, zmieniła swoje położenie względem słońca. Nie musiała mrużyć dłużej oczu, ponieważ źródło jej udręki, znajdowało się za nią. Przed nią pojawiły się dwa cienie, w tym jeden należący do niej. Drugi był zniekształcony, nakładał się z kilkoma mniejszymi wszechstronnej zieleni. Serce młodej dziedziczki zaczęło szybciej bić. Nieśmiało odwróciła się za siebie, a oczom ukazała się figura szachowa, którą miała okazję widzieć tego samego dnia. Jej oddech stał się płytki, a w głowie miała jedną myśl. Ciało ruszyło się w mgnieniu oka i zaczęła biec, ile sił w nogach. Spanikowana, wyjrzała przez ramię, aby ustalić odległość pomiędzy nimi. Widząc, że wieża przesuwała się za nią, nie wydając przy tym żadnego odgłosu, wpływ adrenaliny pozwolił jej przyspieszyć. Będąc zaledwie parę metrów przed ostatnim zakrętem, prowadzącym bezpośrednio do rezydencji, doznała jeszcze większego szoku. Dalszą drogę uniemożliwiała jej stojąca naprzeciwko wieża. Instynktownie odwróciła się w przeciwną stronę, gdzie znajdowała się druga, identyczna figura szachowa. Wróciła wzrokiem do docelowej ścieżki. W trójkę stali w niezbyt szerokiej alejce, dlatego dziewczyna nie wiedziała, jak wyjść z tej zasadzki. Rozejrzała się na dookoła, szukając luki w krzewach, przez którą mogłaby uciec. Dobrze zadbany, a także precyzyjnie umodelowany żywopłot, nie miał żadnej skazy. Wszyscy stali bezczynnie, w kompletnej ciszy, dopóki jedna z wież przesunęła się i przycisnęła Lejrę do krzaków. Nastolatka wrzasnęła ze strachu, a jej ciało całe dygotało. Chwilę później usłyszała ogromny huk. Figura szachowa odsunęła się od niej. Druga wieża z ogromną prędkością przemieszczała się w przeciwnym kierunku, czemu towarzyszył podmuch wiatru. Spojrzała na ziemię, na której leżały kawałki figury, która ją osłoniła. Zdziwiona całym zajściem, wykorzystała chwilę i zaczęła biec utorowaną ścieżką. Wyjrzała przez ramię i odetchnęła z ulgą, gdy nie widziała za sobą pionka. Weszła do budynku, oddaliła się od strażników wejścia i ustała, aby odzyskać siłę. Nieco bardziej opanowana, postanowiła udać się do swojego pokoju. Stawiała pierwsze kroki na schodach.

- Wiec tutaj jesteś! Szukałam cię, zaraz będzie obiad. Chodź, zaprowadzę cię do jadalni. - odezwał się znany jej głos.

- Eno! Co ci się stało? - zauważyła bandaż na nadgarstku.

- Ach, to nic takiego. Po prostu przenosiłam parę rzeczy do innego pokoju i nadwyrężyłam sobie rękę.

- Powinnaś poprosić kogoś o pomoc.

- Nie musisz się o mnie martwić. - uśmiechnęła się.

Kobieta zaprowadziła ją na górę. Szły nieznanym jej dotychczas korytarzem, choć schemat jego budowy, nie różnił się znacząco od pozostałych. Zaabsorbowana otoczeniem, prawie wpadła na Enę, która zatrzymała się przy podwójnych drzwiach.

- Za nimi masz jadalnię. - powiedziała.

Lejra podeszła do nich i położyła rękę na klamce. Spojrzała znacząco na służkę.

- Mi, jako służbie nie przystoi wchodzić razem z tobą i zakłócać rodzinny obiad. Pamiętaj o dobrych manierach, pan Sagon bardzo sobie je ceni.

Dziewczyna tylko kiwnęła potwierdzająco głową i weszła do środka. Była zdumiona pięknym wystrojem wnętrza, który prezentował się dość bogato. Pomieszczenie było urządzone z gracją. Jej oczy pokierowały się na jeden ze stołów, przy którym siedział starzec.

- Witam Cię dziadku. Wybacz mi moje spóźnienie. - postanowiła przeprosić, sugerując się wskazówkami Eny.

- W porządku, sam dopiero wszedłem. Proszę, usiądź naprzeciwko. Zaraz powinni podać obiad. - pokazał zachęcająco ręką miejsce, gdzie miała usiąść.

Niechętnie odsunęła krzesło i przysunęła się bliżej stołu. Starzec zadzwonił dzwonkiem, a w drzwiach wejściowych pojawiło się dwóch ludzi, pchających wózek z jedzeniem. Ich ruchy nie wyglądały zbyt naturalnie, co zaniepokoiło Lejrę. Po wystawieniu całego asortymentu, nie wiedziała, na czym skupić swoją uwagę. Na stole znajdowała się gama smaków, a unoszące w całej sali aromatyczne zapachy, jedynie potęgowały głód. Spośród dań upatrzyła to, które chciałaby posmakować. Po nałożeniu go na talerz, przypomniała sobie o wcześniej wspomnianych manierach. Spojrzała na kilka widelców, leżących przed nią i zastanawiała się, którym powinna rozpocząć posiłek. Lekko zażenowana, obserwowała Sagona, jednocześnie nalewając herbaty do filiżanki. W myślach odliczała poszczególne widelce i wybrała spośród wszystkich ten, który chwilę wcześniej sięgnął pan domu ze swojego kompletu.

- Jak na kogoś, kto nie zna savoir-vivre, całkiem dobrze sobie radzisz. - zaśmiał się, widząc kątem oka, jak wnuczka starała się go naśladować.

Nastolatka zawstydziła się i przemilczała sprawę. Oboje jedli w ciszy. W przerwie między daniem głównym a deserem mężczyzna pokazał, którego sztućca powinna użyć przy następnym daniu. Na salę zajechało parę rodzajów ciast, a atmosfera ponownie stała się napięta. Czuła silną potrzebę zabrania głosu. Nie wiedziała, w którym momencie mogła to zrobić, dlatego poczekała, aż zjedli posiłek.

- Dziadku... - zaczęła niepewnie rozmowę.

- O co chodzi?

- Rozumiem w pewnym stopniu twoją pasję, ale czym właściwie są te dziwne figury szachowe?

- Nie wiem, o co ci chodzi. Ach no tak! - udał, jakby wcześniejszy temat nie był poruszony. - Dlaczego nie spytałaś się mnie bezpośrednio o tak ważnej sprawie?

Lekko poirytowana, przemilczała jego pytanie.

- Ena przyszła dzisiaj do mnie i prosiła, abym pozwolił tobie pójść na zawody szachowe. Nie sądziłem, że ktoś z rodziny odziedziczy moja miłość do tej gry. - uśmiechnął się. - Załóżmy umowę. W ciągu tygodnia zaproszę cię na grę, a jeśli mnie pokonasz, pozwolę ci wystartować w zawodach. Pójdę nawet o krok dalej i podzielę się z tobą intrygującą rzeczą na temat wspomnianych przez ciebie pionków.

- A jeśli mi się nie uda? - zapytała zaintrygowana.

- Jeśli zawalisz sprawę, dam ci drugą szansę za rok. - westchnął. - Mam za dużą słabość do tej gry. Czy to można jeszcze nazwać zakładem, gdy zaoferowałem dwie nagrody?

Lejra przemilczała sprawę, zamiast tego pomyślała o wyniosłości swojego dziadka. Zastanawiała się, jak pewny swoich umiejętności był i czemu nie oczekiwał niczego w zamian. Rozważała tę propozycję jako rodzaj testu, któremu chciał ją poddać.

- Więc jak? Wchodzisz w to? - zapytał.

- Tak. - odpowiedziała, choć nie była do końca przekonana.

- Świetnie. Z przyjemnością zagram partyjkę z własną wnuczką. - uśmiechnął się, jakby miał jakieś zamiary.

Starzec podziękował za wspólny posiłek. Wstał i chwycił swoją laskę, z którą nigdy się nie rozstawał. Stuknął nią o podłogę i zniknął.

- ,,Jednak jest coś na rzeczy z tymi figurami. Oczekiwałam innej odpowiedzi, a tymczasem ta wzbudziła we mnie jeszcze większe obawy.'' - pomyślała, odchodząc od stołu.

Prosto z jadalni, udała się do swojego pokoju. Całe popołudnie spędziła na czytaniu książek oraz rozmyślaniu, w jaki sposób ograć własnego dziadka. Pod wieczór Ena zapukała do drzwi i poinformowała, że kolacja była gotowa. Chcąc rozruszać się po posiłku, wzięła przeczytaną książkę i poszła odnieść ją do biblioteki. Szła z lekką obawą, jednak nikogo podejrzanego nie spotkała. Odkładając ją na właściwe miejsce, rozejrzała się po pobliskich półkach. Zdumiona ilością regałów o szachach, zrozumiała powagę sytuacji. Niechętnie przyznała sama przed sobą, że zamiar zostania następcą, musiało odwlec o tydzień. Gdy wróciła do pokoju, wyjrzała na balkon. Zamknęła oczy i wsłuchiwała się w odgłosy natury. Dopiero komar, który usiadł na jej ręce, wytrącił ją z harmonii. Wróciła do środka, odświeżyła się i czytała książkę przed snem. Nie spostrzegła, kiedy zasnęła nad nią.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania