Mistrz Szachownicy - Rozdział 7 - Dziedzic powinien znać podstawy magii.

Lekcja 7 - Dziedzic powinien znać podstawy magii.

Nastał kolejny dzień w rezydencji rodziny Samblaw. Lejra siedziała w pokoju i rysowała w bloku rysunkowym, który dzień wcześniej przyniosła z domu. Była blisko skończenia swojego dzieła, ale stukanie w drzwi oderwało ją od tego zajęcia. Niechętnie wstała i otworzyła drzwi. Osobą, którą zastała po drugiej stronie, była Kepisa. Na jej twarzy pojawił się grymas. Wiedziała, że jej wizyta nie przyniesie niczego dobrego.

- W czym mogę pomóc? - lekko się wzdrygała.

- Mam cię zaprowadzić do mistrza. Chce porozmawiać o wczorajszym dniu. Szczerze uważam, że ma za dobre serce dla ciebie. Powinien być bardziej rygorystyczny.

Dziewczyna zostawiła tę wypowiedź bez komentarza.

- Dzień dobry. - zwróciła się do strażników, po czym poszła za kobietą.

Zastanawiała się, jak wiele osób pracowało w tym miejscu i dlaczego spotkała jedynie czterech z nich. Tymczasem obie doszły do kolejnego, nieznanego dziewczynie pokoju. Służka otworzyła drzwi, a Lejra weszła do środka. Poczuła lekki chłód za sobą. Obejrzała się za siebie, a podwładnej już nie było.

- Dzień dobry. Jak ci mija pobyt w naszej rezydencji? - zapytał starzec, siedzący na krześle.

Dziewczyna odwróciła się w stronę dziadka i rozejrzała się po pokoju. W porównaniu z innymi ten był stosunkowo mały. Wyglądem przypominał skromny salon z czterema sofami, ułożonymi w kwadrat. W jednym z rogów stała figura wieży. Podeszła i usiadła na jednej z sof, która znajdowała się naprzeciwko mężczyzny. Spojrzała z powagą na pana domu i słuchała, co do niej mówił:

- Słyszałem o tym, co wczoraj zrobiłaś podczas wizyty. Nie spodziewałem się, że potrafisz być taka wybuchowa. W dodatku zdeklarowałaś się, że nigdy nie wrócisz do własnego domu. Martwiłem się, że możesz mieć zbyt łagodny charakter na to stanowisko, ale widzę, że początki są obiecujące.

Wziął leżące na stoliku spięte kartki i spojrzał na nie. Po pobieżnym zapoznaniu się z treścią zwrócił się do wnuczki:

- Patrząc na statystyki Kepisy, to nie są one fatalne. Zdobyłaś nawet maksymalną ilość punktów w kryterium odwagi. - spojrzał z powagą. - To nie zmienia faktu, że zachowałaś się karygodnie. Ze względu na nie najgorsze notowania, dam ci ultimatum. Przyłożysz się porządnie od dzisiaj do bycia dziedziczką, pobierając nauki w tym domu, albo wyślę cię na obóz przygotowawczy.

- To ma być kara?- zapytała zdziwiona.

- Chyba nie zdajesz sobie sprawy, jakie warunki tam panują. - zaśmiał się. - Jeśli chcesz normalnie żyć, to radziłbym się przyłożyć do nauki. Gdy dajesz z siebie wszystko, na obozie wyciskaliby z ciebie osiem razy więcej. Nie miałabyś wolnego czasu, którym cie obdarowuje. Pracowałabyś ciężko od rana do wieczora, a jako że płaciłbym za to, dopilnowałbym, aby wszystko poszło zgodnie z harmonogramem dnia. - spojrzał z chłodem.

Lejra patrzyła na niego z powagą. Poczuła narastającą niechęć do Sagona, a zarazem zaczęła się go obawiać. Nie chciała być bezwzględnie ograniczona przez niego. Jednak nie wiedząc, do czego był zdolny, do czasu przejęcia przez nią władzy, postanowiła udawać idealną wnuczkę.

- Proszę mi wybaczyć, jeśli źle odebrałeś moje intencje. Obiecuję, że będę bardziej przykładać się do powierzonego mi zadania. - odpowiedziała, wyrażając jednocześnie swoje stanowisko.

- Jesteś mądrą dziewczynką. - uśmiechnął się niezbyt przyjemnie.

- ,,Najważniejsze, że ten stary pryk tkwi w swoim przekonaniu. Podjęłam się jego gry, więc doprowadzę ją do końca.'' - pomyślała.

- Spodobał ci się nasz herb rodzinny? - chciał sprawdzić, czy zapamiętała podstawową rzecz.

- Orzeł pięknie prezentował się na pelerynie.

- A co z tobą? Peleryna to jedyne kawałek dzianiny.

- Jestem dumna, nosząc go na sobie.

- To dobrze. - odrzekł. - Nie jesteś dziś zbyt rozmowna. - dodał.

- Tylko ci się wydaję dziadku.

- Każdy z nas ma gorsze dni. - przyjrzał się napiętemu ciału wnuczki. - Nie musisz być taka skrępowana. - nie otrzymał odpowiedzi. - Porozmawiamy, gdy będziesz w lepszym nastroju. Liczę, że do tego czasu poczynisz spore postępy. - westchnął. - Do następnego razu. Mam nadzieję, że spotkamy się w milszych okolicznościach.

Tym razem nie miał przy sobie swojej złotej laski. Jego ciało zajęło się ogniem i powoli zanikało. Dziewczynę przeszły dreszcze. Zamiast krzyku i twarzy wypełnionej po brzegi bólem, pewny siebie Sagon, uśmiechał się. Gdy ostatnia jego cząstka zniknęła, spojrzała w róg pokoju, w którym niedawno stała figura szachowa. Odetchnęła z ulgą i wyszła z pomieszczenia. Pogrążona w myślach, szła w stronę jadalni. Zjadła śniadanie i udała się do Eny.

- Co cię do mnie sprowadza? - uśmiechnęła się, gdy tylko otworzyła drzwi.

- Chcę cię prosić o pomoc. Idę do biblioteki, poczytać o magii i sama wiesz... - powiedziała nieśmiało. - Nie mam możliwości wyciągnięcia żadnej książki.

- Nie ma problemu.

Obie ruszyły w wyznaczonym kierunku. Po kilku minutach znalazły się na miejscu.

- Więc o czym chcesz poczytać? Mam ci coś wybrać?

- Nie myślałam o niczym konkretnym. Możesz mi pomóc w wyborze.

Ena wyjęła rękę przed siebie, a podopieczna obserwowała, jak jedna z książek na regale poleciała do wystawionej dłoni. Opadła z lekkością, po czym została przekazana Lejrze.

- Chcesz coś jeszcze? Osobiście uważam, że na razie tyle wystarczy. Poczytaj sobie do obiadu. Jeśli będziesz chciała więcej, wiesz, gdzie mnie szukać.

- Dziękuję. Na razie tyle wystarczy. - odparła.

Kobieta uśmiechnęła się, po czym wyszła z pomieszczenia. Lejra usiadła na krześle, które było obok stolika, rozłożyła księgę i zaczęła czytać. Kartkowała książkę od najprostszych zaklęć do tych bardziej zaawansowanych. Dzięki swojej dobrej pamięci nie potrzebowała zbyt wiele czasu, aby zapamiętać większości z nich i sposobu wykonania. Niektóre jej zdaniem były dość ekstrawaganckie. Pomyślała o przyszłości i możliwości doznania rzucenia zaklęć. Czuła się podekscytowana na samą myśl, o przekroczeniu granicy z pozoru niemożliwej dla zwykłego człowieka. Czytając, spoglądała na duży zegar, będący na jednej ze ścian. Kontrolowała swój czas, a gdy wskazówki zegara, były bliskie wskazania pory obiadowej, zamknęła książkę i wyszła. W drodze do jadalni wstąpiła do Eny oznajmić, że może schować książkę na miejsce.

- ,,W tej księdze są zapisane same bojowe zaklęcia, przydałoby się po obiedzie poczytać trochę o technikach obronnych. Będą mi bardziej potrzebne.'' - myślała, idąc na obiad.

Po skończonym posiłku poszła do pokoju nieco odpocząć. Zaczęła dalej rysować to, co rano zaczęła. Gdy dokończyła swoje dzieło, poszła poprosić ponownie Enę o pomoc, jednak nie zastała ją w pokoju. Rozczarowana poszła do biblioteki z nadzieją, że książki traktującej o historii zwierząt w herbach rodzin, nie będą objęte magią. Krzątała się po całym pomieszczeniu, poszukując sensownych lektur. Natrafiła na historię rodziny lwa. Zaintrygowana, pociągnęła za nią i na jej szczęście, nie była objęta magią. Wzięła ją i podeszła do stolika. Usiadła wygodnie i zaczęła czytać.

 

Dawno temu żyło wiele plemion, choć jedno z nich było dość wyjątkowe. Od zarania dziejów osoby należące do niego, były szczególnie uzdolnione. Plemię składało się z poddanych, którzy[...]

 

Niezadowolona z nadmiaru opisów samej wioski, przekartkowała parę stron.

 

Z czasem na ziemi zaczęła panować monarchia oraz poddane jej rodziny szlacheckie. Dzięki niesamowitemu męstwu władca postanowił nadać tytuł szlachecki sto trzydziestemu trzeciemu przywódcy plemienia i sam ustanowił ich herb, a był nim dumny i groźny lew. Przewodziła nimi kobieta, która dorównywała umiejętnościami bojowymi niejednemu mężczyźnie. Była nie tylko silna, ale również sprawiedliwa i wyrozumiała.

 

Zdziwiła się, że wbrew ludzkiej historii, wiele wieków temu wodzem plemienia była przedstawicielka płci pięknej. Zastanawiała się, czy magowie od zawsze byli tak tolerancyjni.

 

Jej zamiłowaniem było obcowanie z czymś nieznanym. Przekazała swoją wiedzę wszystkim w rodzinie lwa. Miała oczy koloru [...]

 

Szukając sensacyjnych informacji, przejrzała pobieżnie dalszą część opisów, która niewiele wnosiła w samą historię. Skupiła się na końcowych zdaniach cieniutkiej książki.

 

Wkrótce członkowie rodziny tworzyli swoje własne zaklęcia. Niektóre z nich okazały się niepokojąco niebezpieczne. Ci, którzy mimo wszystko kontynuowali ich rozwój, przyczynili się do powstania nazywanej dziś czarnej magii. Przywódczyni nie aprobowała rozwijania tej gałęzi magii, przez co coraz większa ilość magów zaczynała mieć dość wprowadzonych ograniczeń. Wraz z mijającym czasem kobieta stawała się coraz silniejsza, dlatego dzięki zjednoczonej sile kilku magów, została obalona. Do dziś nie odkryto, jak do tego doszło, oprócz biografii spisanej przez najbliższe jej osoby, nic po niej nie zostało. Miejsce jej szczątków nie zostało odkryte.

 

- ,,To tyle? Myślałam, że coś więcej na ten temat się rozpiszą. Jak widać, magowie nie przykładają dużej wagi do ich własnej historii.'' - pomyślała.

Zrezygnowana odeszła od stolika, zasunęła krzesło i odniosła książkę na miejsce. Podeszła do następnego regału i patrzyła na tytuły.

- Z książek wiele się nie dowiesz, przynajmniej tych w posiadłości. To miejsce jest skupione bardziej na nowinkach w magii. Radziłbym ci pójść do specjalistycznej biblioteki. Z twoim obecnym stanowiskiem wpuszczą cię do większości z nich.

Nastolatka usłyszała głos za sobą. Poczuła strach, który towarzyszył jej pierwszego dnia, ale tym razem chciała stawić czoła zagrożeniu. Zebrała się w sobie i spojrzała na mówcę.

- Myślę, że więcej tu książek o szachach niż o magii. - odpowiedziała, starając się opanować strach.

- Oho, chyba przyzwyczajasz się do otoczenia. Jesteś mniej spięta niż ostatnio. - bawiła go ta konwersacja. - Słyszałem, że Sagon zgodził się, abyś mogła prosperować bronią, którą kupiła Ena. Ta kobieta jest zdecydowanie dla ciebie za miła. - zrobił pauzę w swojej wypowiedzi. - Być może to dlatego, że ze wszystkich osób w domu, potrafi cię zrozumieć najlepiej.

- Co masz na myśli?

- Nic takiego, tylko głośno myślę. - zachichotał nieprzyjemnie. - Muszę przyznać, że twoja taktyka podczas gry z Sagonem była całkiem odświeżająca. - zaintonował ostatnie słowo. - Twoja odmienność coraz bardziej mnie intryguje.

- Skąd o tym wiesz? Nie było cię przy tym.

- Twój dziadek opowiedział mi o niej.

Lejra czuła się coraz gorzej. Wtedy po raz pierwszy pomyślała, że wolała być w towarzystwie Kepisy niż pionka, który swoją ekspresją pyska, przyprawiał ją o dreszcze. Poczuła się jak ofiara, czekająca na własny koniec. Podrapała się po ręce i momentalnie wrócił jej zdrowy rozsądek.

- Haha, znów zamilkłaś i ten sposób, w jaki na mnie patrzysz. Sądzisz, że zrobię ci krzywdę? Kto wie... Może tak, a może nie. - zaśmiał się.

Nastolatka miała wątpliwości co do słuszności swojego planu, ale postanowiła wdrożyć go w życie.

- Właściwie... - zaczęła. - Jest parę rzeczy, o które chciałabym się ciebie zapytać. Może usiądziemy? Trochę może to zająć. - maskowała swój stres.

- Hmm, co ciekawego możesz mi powiedzieć? - zapytał sam siebie, drażniąc dziewczynę. - Niech ci będzie. - zainteresował się propozycją.

Po ocenieniu odległości między nimi a stolikiem odetchnęła z ulgą. Skoczek odwrócił się w stronę stolika, jednocześnie przesuwając się tym kierunku. Słysząc pstryknięcie, figura szachowa spojrzała na Lejrę, która zapinała guzik przy rękawie. Tymczasem zestresowana dziewczyna, pod pretekstem zapinania guzika, starała się odpiąć obrożę. Ręce jej się trzęsły, ale w końcu dokonała tego. Chciała rzucić się z nią na pionka, ale zanim to nastąpiło, odwrócił się do niej.

- Co tam knujesz? Mnie tak łatwo nie przechytrzysz, w końcu jestem... - nie zdążył dokończyć, ponieważ doznał szoku.

Zorientował się, że rzucona obroża, leciała w jego kierunku. Nie zdążył się uchylić przed nią. Wraz ze zmniejszaniem dystansu między nimi, przedmiot się powiększał. Ostatecznie zacisnął się na jego szyi. Po mimice pionka widać było, że niezmiernie się zezłościł. Nie czekając na reakcję zwrotną, Lejra zaczęła uciekać.

- Co ty mi założyłaś?! - wydarł się.

Rozpędzona nastolatka, nie wyrobiła na trzecim zakręcie. Upadła na podłogę, a za sobą słyszała, jak skoczek mówił słowa, w nieznanym jej języku. Domyśliła się, że mogły być to słowa zaklęcia. Nie patrząc na napastnika, skuliła się, zakrywając jednocześnie oczy. W tej pozycji czekała na to, co miało nastąpić.

- Co?! - wściekły spojrzał w odbiciu szyby na swoją szyję i dostrzegł dzwoneczek. - Założyłaś mi obrożę lojalności?! Skąd to masz?! Przecież [...] - kontynuował swoje zarzuty.

Lejra wstała na trzęsących się jak galareta nogach. Nie rozumiała, dlaczego nic się nie wydarzyło, jednak niemoc pionka, była dla niej dobrą oznaką. Wyrównywała swój oddech i lekko drżącym głosem, przemówiła.

- To dla mojego bezpieczeństwa. Skoro mieszkam w tym zamku, muszę czuć się tutaj bezpiecznie. - z każdym wypowiedzianym słowem, jej strach malał i przeradzał się w odwagę. - Nie jest to możliwe, jeśli pojawiasz się znienacka za mną! Może nie dysponuję magią, ale nie oznacza to, że jestem gorsza. - powiedziała z największą powagą.

Skoczek przysunął się do dziewczyny, a ona dzielnie stała i nie ruszyła się z miejsca.

- Nie sądziłem, że możesz wykazać się taką odwagą. - powiedział zaintrygowany. - Nie masz pojęcia, czym jestem, a mimo to zaryzykowałaś? Sagon ma rację. Masz potencjał w sobie, którego nie widzisz bądź nie chcesz widzieć. - ustał niecały centymetr od niej. - Z przyjemnością przyjrzę się twoim poczynaniom. Zadecyduję, czy znajdę twoją chwilę nieuwagi i zemszczę się za obrożę. Nawet jeśli nie mogę nic ci zrobić, nie oznacza to, że nie znajdę sposobu na obejście tej zasady. Musisz się postarać, jeśli nie chcesz stracić życia i zyskać we mnie sprzymierzeńca.

Dziewczyna nie wiedziała, jak zareagować. Serce waliło jej jak szalone. Mrugnęła oczami, a skoczka już nie było. Nie zorientowała się, kiedy dzwoneczek przestał dzwonić, a śmiech zanikł. Emocje zaczęły z niej schodzić i doszło do niej, co zrobiła. Chodziła wśród regałów, poszukując książek, ale jej myśli krążyły wciąż wokół wcześniejszej sytuacji. Zastanawiała się, kim był skoczek i jakie relacje łączyły go z dziadkiem, jeśli nazywał go po imieniu.

- Jeszcze tu jesteś? - odezwała się Ena. - Sądziłam, że będziesz chciała odpocząć po południu. - dziewczyna straciła rachubę czasu. - Chodź, kolacja zaraz będzie gotowa. - przyjrzała się podopiecznej. - Czemu masz tak niechlujnie odpiętą cześć rękawa? Musisz pamiętać o dobrym ubiorze. - pokręciła głową. - Nie jest ci przypadkiem za ciepło w tym? Na dworze jest naprawdę gorąco, a ty chodzisz ciągle w długim rękawie.

- Masz rację, powinnam przerzucić się w końcu na krótki rękawek. - odpowiedziała.

- No już, już. Szybko, żeby nie wystygło. - ponaglała. - Czemu jesteś smutna? - przyjrzała się dzikiemu wzrokowi podopiecznej. - Coś się stało?

- Nie, wydaje ci się. - bez zbędnych słów poszła do jadalni.

Reszta wieczoru minęła spokojnie. Zatopiona w rozmyślaniach Lejra, dorysowała w pokoju detale do swojego rysunku. Przedstawiał on posiadłość, w której się znajdywała. Zawiesiła go na ścianie. Spojrzała na listę rzeczy, które chciała narysować. Chcąc przyzwyczaić się do tego miejsca, aż do snu szkicowała strażników przed pokojem.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania