Mistrz Szachownicy - Rozdział 8 - Jako pan domu musisz dbać o ogród!

Lekcja 8 - Jako pan domu musisz dbać o ogród!

 

Nastał kolejny dzień. Lejra zapomniała nastawić budzika, więc dopiero duchota w pokoju ją obudziła. Przekręciła się na bok i spojrzała na zegarek, który wskazywał godzinę popołudniową. Wstała i czym prędzej otworzyła okno. Świeże powietrze, które napływało z dworu, lekko unosiło jej kosmki włosów. Ustała w przejściu i napawała się zarówno chłodem, jak i padającymi na jej twarz promieniami słonecznymi. Zamknęła oczy i stała w bezruchu. Niecierpliwe pukanie do jej drzwi ocuciło ją. Podeszła do nich i pociągnęła za klamkę.

- A ty jeszcze w piżamie?! Myślałam, że lepiej spożytkowałaś ten czas. No nic... Zaraz będzie obiad, ubieraj się, bo ci wystygnie. - Ena wyglądała na załamaną tym, co zastała.

Dziewczyna nic nie odpowiedziała, jedynie potaknęła głową. Gdy wróciła do pokoju, czym prędzej doprowadziła się do porządku. Spojrzała na swoje odbicie w lustrze i poprawiła zieloną wstążkę, która zdobiła jej szyję. Wychodząc z pokoju, zobaczyła czekającą na nią opiekunkę.

- Jeszcze jedno... Dzisiaj po obiedzie pójdziemy do ogrodu. Pan Sagon chce, abyś zobaczyła to piękne miejsce, a zarazem czegoś się nauczyła.

Skinęła tylko głową i ruszyła w stronę jadalni. Zachodząc na miejsce, widziała, że wszystko było już przygotowane. Przeżuwając kolejne kęsy, spoglądała co chwilę na zegar, który wydawał się stać w miejscu. Zastanawiała się, jak mogło wyglądać miejsce, do którego miała być zabrana. Nie znając zbyt wiele gatunków roślin, wymyślała własne i tworzyła koncepcje w głowie. Po wypiciu ostatniego łyku herbaty, czym prędzej wyszła z pomieszczenia i podbiegła w stronę pokoju Eny. Gdy chwilę odsapnęła i wyrównała oddech, zapukała. Drzwi otworzyła uśmiechająca się kobieta.

Przez całą ich wędrówkę, służka starała się zagadywać dziewczynę, która nie wykazywała dużej chęci na rozmowę,. W zamian za to obdarowywała ją nieufnym spojrzeniem. W połowie drogi w labiryncie krzewów skręciły w dotąd nieznaną Lejrze odnogę. Wraz z kolejnymi stawianymi krokami, emocje w niej narastały i nie mogła się doczekać, gdy dotrą na miejsce. Im bliżej upragnionego celu, tym bardziej na ich zmysł węchu oddziaływały różnorodne zapachy kwiatów.

Tak silna woń jedynie wzmożona ciekawość przyszłej głowy rodziny. Wychodząc z labiryntu, zobaczyła ogromny ogród. Podążając nadal za Eną, rozglądała się dookoła. W jej oczach odbijały się mieniące w słońcu różnokolorowe kwiaty, z których większość pierwszy raz miała okazję podziwiać. Były odpowiednio pielęgnowane, przez co znakomicie się prezentowały. Każda część tej ogromnej powierzchni posiadała kilka rodzajów kwiatów, które pod względem wielkości i kolorystyki doskonale komponowały się ze sobą, a co więcej tworzyły w całości integralną część wzoru. Przechadzając się w ciszy, zobaczyła w oddali dużą, drewnianą altankę, która była ich celem wędrówki. Dziewczyna usiadła na jednym z krzeseł.

- Poczekaj tutaj, zaraz zawołam naszych ogrodników. - widząc lekko skwaszoną minę podopiecznej, kontynuowała. - W końcu kto lepiej opowie ci o tym miejscu, niż osoby dbające o jego wygląd?

- W porządku poczekam tu na nich. - powiedziała na odchodne kobiety.

Dziewczyna zastanawiała się, ilu ludzi pojawi się przed nią. Rozejrzała się dookoła, ale nie znając na pracach ogrodowych, nie była w stanie oszacować, ilu pracowników mogło się znajdować w tym miejscu. Miała nadzieję, że w tym razem spotka kogoś przyjemniejszego niż Kepisa. Siedziała i wypatrywała nowych osób. Po jakimś czasie znudzona oparła się rękoma o stół.

- Witamy naszą, nową dziedziczkę. Cieszymy się, że zagościła Pani w ogrodzie.

Usłyszała znienacka głos za sobą i się wystraszyła. Odwróciła się, a jej oczom ukazało się dwóch mężczyzn około trzydziestki. Mieli krótkie, blond włosy, które opadały na twarz, zakrywając jedno z oczu. Gdyby nie fakt, że każdy z nich miał zakryte inne, nie w sposób byłoby ich rozróżnić. Spoglądali na nią swoimi przenikliwymi oczami koloru morskiego. Ubrani byli schludnie, jedynie zakasane do łokci koszule i gumowe rękawiczki, psuły całokształt ich wyglądu.

- Nie lubię, gdy ktoś tytułuje mnie per pani. Proszę, abyście mówili mi po imieniu. Nazywam się Lejra.

- Jak sobie życzysz. - odezwał się jeden z nich i ukłonił nisko.

- Jeśli tak wolisz, twój wybór. Mi to nawet pasuje. - drugi blondyn zaśmiał się pod nosem.

W jednej chwili marzenie o normalnych służących rozprysło się na drobne kawałeczki. Lejra nie czuła się komfortowo w ich towarzystwie. Nie umknęło jej uwadze niestosowne zachowanie jednego z nich, podczas gdy zachowanie milszego, było w jej odczuciu wymuszone. Pomimo przyzwoitego gestu, potrafiła wyczytać z jego twarzy drwinę.

- Skoro mamy mówić tobie po imieniu, w takim razie nas też tak nazywaj. - odezwał się mniej sympatyczny blondyn.

Widząc ich wcześniejsze zachowanie, zdziwiło ją to.

- Moje imię to Ezo, a brat nazywa się Azo. - powiedział drugi, milszy mężczyzna z grzywką na lewe oko.

- Miło mi was poznać. Mam być pod waszą opieką, ale co właściwie mam robić?

- Pan domu uwielbia ten ogród i to on decyduje o wszelkich zmianach. - dziewczyna nie zrozumiała, co miał na myśli. - Musisz nauczyć się najbardziej wyszukanych kwiecistych wzorów w ogrodzie, symboliki kwiatów i sposobu ich pielęgnacji.

- Aż tyle?

- Owszem, ale wszystko w swoim czasie.

Jeden z ogrodników wyszedł z altanki, natomiast drugi zdjął rękawiczkę i podał rękę, aby pomóc wstać. Nastolatka nie skorzystała z oferty, jedynie bacznie mu się przyglądała. Gdy w trójkę oddalili się od altanki, mężczyźni oprowadzili ją po ogrodzie. Przechadzając się pomiędzy grządkami, opowiadali o sposobach zagospodarowania w elegancki sposób możliwie największego obszaru, dobieraniu kolorystyki kwiatów czy odpowiedniego nasłonecznienia. Wbrew oczekiwaniom zapamiętanie tak dużej ilości nowych informacji, nie przysporzyło dziewczynie kłopotów. Gdy te lekcje miała za sobą, przyszedł czas na symbolikę kwiatów. Zatrzymali się przy dorodnych różach. Jeden z ogrodników delikatnie gładził je, jakby chciał je doprowadzić do perfekcji.

- Z tym nie będzie większego problemu, może przejdziemy do kolejnego przykładu?

- Musisz jeszcze wiele się nauczyć. - zaśmiał się Azo.

Lejra spojrzała na niego pytającym wzrokiem.

- Moja droga, wasza symbolika różni się od tej, którą używają magowie.

- To nie ma jednej, uniwersalnej symboliki? - zapytała zdziwiona.

- Magowie od dawna żyją wśród ludzi, przed którymi rzecz jasna muszą się ukrywać. W czasach gdy jedyną formą komunikacji były listy, nie mogli bezpośrednio pisać o sprawach niepojętych przez ludzki umysł. Wymyślili parę sposobów na kamuflaż, w tym również nową symbolikę kwiatów, która okazała się najlepszym rozwiązaniem. Z początku były to drobne różnice, ale z czasem większość roślin straciła oryginalne znaczenie. Dla przykładu wbrew twoim domniemaniom róża oznacza nienawiść.

- Jakie to głupie. We wszystkich filmach pokazują to w innym świetle, nawet w książkach!

- Widzę, że trafiła się nam osoba, która silnie wierzy we własne przekonania. - chrząknął. - Uważam, że nie jest to pozbawione sensu. Jesteś przyzwyczajona do takiej symboliki, więc to zrozumiałe, że czujesz się zagubiona.

- ,,Gadanego to on ma, ale sądząc po jego minie, chciałby jeszcze dodać na koniec: Czujesz się zagubiona ty miernoto? Zaczynają mnie oboje wkurzać.'' - pomyślała.

Azo i Ezo dali długi wykład o symbolice, z czego dziewczyna zapamiętała większość. Dzień w ogrodzie powoli dobiegał końca. Nadeszła pora podwieczorku, który otrzymała od służby na altanie. Po uprzednim umyciu rąk Lejra nie mogła oprzeć się smakołykom i skosztowała wszystkiego po trochu. Lekko ociężała po posiłku, rozpoczęła ostatnią część jej szkolenia, jaką była pielęgnacja kwiatów. Oprócz słuchania teorii miała za zadanie przesadzanie, podlewanie i podcinanie wskazanych kwiatów, co sprawiło jej dużo zabawy. Pod koniec jej zajęć zadała nurtujące ją pytanie.

- Skąd u was takie zamiłowanie do kwiatów?

- Nie nazwałbym tego zamiłowaniem. Ze wszystkich robót domowych, które mistrz Sagon nam zaproponował, ta wydawała się najprostsza i najmniej męcząca. - odpowiedział od niechcenia Azo.

- ,,To już druga osoba, która nazwała dziadka mistrzem. Nie rozumiem... Skąd ta dysproporcja w tytułowaniu go? Ponadto ten stary pryk nie zatrudnił żadnych doświadczonych ogrodników, tylko amatorów!'' - pomyślała.

- Co tam snujesz w głowie? Wyglądasz na bardzo skupioną.- powiedział z ironią jak dotąd miły Ezo.

- Kto wie, o czym mogę teraz myśleć. Każdy ma wolność myślenia.- w głębi siebie była wkurzona, ale na zewnątrz udawała obojętną.

- Cóż, zgadzam się z tobą. - uśmiechnął się fałszywie Ezo.

- Skoro jesteśmy już przy kwiatach, które najbardziej z nich wszystkich lubicie? - zmieniła temat.

- Jest wiele ładnych kwiatów na tym świecie, ale kilka przykuło naszą uwagę. Oboje lubimy cynie, żonkile i dalie, ale naszą największą uwagę przykuła... - obciął nożycami rosnącego kwiatka. - Myślę, że ten kwiat. Proszę, to dla ciebie. - Ezo uśmiechnął się i podał dziewczynie obciętą roślinę.

- Trochę późno się zrobiło. Kto by pomyślał, że tak szybko się ściemni, a może to mi szybko zleciał czas? No nic, my będziemy się zbierać. Idziesz z nami? - zapytał Azo.

- Nie, jeszcze trochę popracuję w ogrodzie. - odpowiedziała z uśmiechem, choć ręce jej lekko dygotały ze strachu.

- Tylko nie przemęczaj się za bardzo. Do zobaczenia. - ukłonił się nisko.

Wraz z bratem z czasem zniknęli z pola widzenia, a Lejra poszła w stronę altanki. Usiadła na ławce i rzuciła na stół otrzymany wcześniej kwiat. Pomyślała nad odpowiedzią blondyna na zadane pytanie. W myślach raz jeszcze wymieniła wszystkie kwiaty i ich symbolikę. Żonkil strach, dalia śmierć, cynia ból, a na sam koniec spojrzała na nieszczęsną różę, którą została obdarowana. Czując bezpodstawną, a jednocześnie jednoznacznie skierowaną wobec niej nienawiść, zaczęła się ich obawiać. Wiedziała, że ich dalsze spotkania będą oznaczać kolejną dawkę kłopotów. Z nerwów przegryzła lekko wargę.

Usłyszała ogromny huk za sobą. Serce podeszło jej do gardła i z przerażeniem w oczach odwróciła się za siebie. Ukazała jej się nowa figura szachowa, jaką był goniec. Nie rozumiejąc, skąd się pojawił, nie odrywała od niego wzroku. Czarny pionek przemieścił się i znalazł obok dziewczyny, która zaczęła lekko się pocić ze stresu. Naskoczył na ławkę i stał w bezruchu.

- Nie mam pojęcia, czego ode mnie oczekujesz. - zaczęła, lekko jąkając się. - Nie wiem również, czy rozumiesz, co mówię do ciebie. - wstała i powoli się oddalała. - Jakby to określić, chyba czas już na mnie. - widząc, że figura została na miejscu, wykorzystała okazję i uciekła.

Zarówno stres, jak i półmrok nie pomagały jej w odnalezieniu prawidłowej drogi powrotnej. Przedzierając się przez labirynt krzewów, odwracała się co chwilę za siebie, upewniając się, że figura nie podąża za nią. Wychodząc naprzeciwko rezydencji, oślepiło ją na chwilę światło bijące z wewnątrz. Odetchnęła z ulgą i weszła do środka. Ze spokojem na twarzy, minęła pionki przed frontowymi drzwiami i udała się w stronę swojego pokoju. Wyciszając swoje emocje, złapała się poręczy i weszła na schody. Przeszła połowę z nich, a światło w całym zamku zgasło. Strach ponownie przybrał na mocy. Nie widziała zbyt wiele, jednak starała się przez nie przejść. Z trzęsącymi się nogami weszła po schodach. Wodziła rękoma po ścianie i starała się dojść do upragnionego celu.

- Wychodź, gdziekolwiek jesteś! - zareagowała gwałtownie, gdy usłyszała dźwięk dzwoneczka.

- Nie zamierzam się przed tobą kryć. Po prostu to ty mnie nie widzisz. Stoję cały czas naprzeciwko ciebie. - zachichotał.

Lekko się wzdrygała i niepewnie cofnęła o parę kroków. Zastanawiała się, czy pionek chciał dokonać na niej osądu. Zdając sobie sprawę, w jakiej sytuacji się znalazła, jej oddech stał się nierówny, a oczy świdrowały w każdą stronę, poszukując odrobiny światła.

- Nie masz powodów do obaw. Nie jestem tu z powodów osobistych. To w związku z awarią prądu. - wymówił prześmiewczo ostatnie słowo. - Sagon wysłał mnie, abym odprowadził cię do twojego pokoju, więc wypełniam tylko jego rozkaz. Podążaj za dźwiękiem mojego dzwoneczka.

Lejra nic nie odpowiedziała. Nie mając żadnego lepszego rozwiązania, wsłuchiwała się w dźwięk, któremu towarzyszyły inne odgłosy. Zamiast charakterystycznego szurania, do jej uszu dochodził rytmiczny stukot o posadzkę wraz z równie rytmicznym szmerem, który dobiegał z okolic sufitu. Poza tajemniczymi odgłosami zastanawiała się, w jaki sposób skoczek widział w ciemności. Serce biło jej niezmiernie szybko, a nogi wydawały się z waty. Pomimo złego samopoczucia starała się nie panikować. Przez całą drogę szli w milczeniu.

- Jesteśmy na miejscu. Masz tu świecznik oraz zapałki. To powinno wystarczyć. - usłyszała, jak oba te przedmioty zostały położone na ziemi.

- ,,Czemu dopiero teraz mi to daje?'' - pomyślała.

Pomimo strachu chciała wiedzieć, co odpowiadało za podejrzane dla niej dźwięki. Zapaliła kilka świeczek. Chwyciła źródło światła, spojrzała przed siebie i się zdziwiła.

- A ty co? Ducha zobaczyłaś? Co taka zdziwiona jesteś? - zachichotała figura skoczka.

Nastolatce nie mieściło się w głowie, jak to było możliwe. Nic z tego nie rozumiała i zachodziła w głowę, co się stało.

- Cóż moja misja została zakończona. W środku czeka na ciebie mała przekąska. - zaczął przesuwać się w prawą stronę.

Lejra wodziła wzrokiem i gdy dźwięk dzwoneczka ucichł, odezwała się do pionków przed swoimi drzwiami:

- Lepiej, żebyście mnie pilnowali i nie dopuścili nikogo do mojego pokoju.

Spanikowana otworzyła drzwi i momentalnie znalazła się w środku pomieszczenia. Położyła świecznik na stole i starała dojść do siebie. Zastanawiała się nad tym, czym właściwie była figura szachowa, która wywoływała u niej najmocniejsze emocje. Na myśl przyszła jej sytuacja z biblioteki, ale nie potrafiła połączyć faktów. Zniesmaczyła się, gdy doszło do niej, że rozwikłanie wszystkiego zajmie jej więcej czasu, niż przewidywała. Przez długi czas nie mogła się opanować, ale gdy to nastało, zjadła przygotowaną zakąskę. Pokrzątała się po pokoju, umyła i po wielu trudach zasnęła.

 

****************************************************************************************************

 

Zapraszam także na bloga, gdzie rozdziały są dodawane szybciej - https://mistrz-szachownicy.blogspot.com

 

****************************************************************************************************

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania