Mistrz Szachownicy - Rozdział 5 - Musisz nauczyć się bronić.

Lekcja 5 - Musisz nauczyć się bronić.

 

Dni mijały, a Sagon postanowił nie obciążać dodatkowymi zadaniami swojej wnuczki, do czasu rozstrzygnięcia ich pojedynku. Lejra z dużą determinacją przykładała się do podjętego wyzwania i codziennie zapisywała ważne informacje z książek. Po pięciu dniach od rozpoczęcia zakładu, do pokoju dziewczyny zapukała Ena, zawiadamiając, że dzień pojedynku nadszedł. Oprócz słów zagrzewających do walki otrzymała od służki słowną instrukcję, jak trafić do miejsca, w którym czekał na nią Sagon.

Gdy wróciła do pokoju, w pośpiechu ubrała się w eleganckie ciuchy. Czuła się podekscytowana nadchodzącym wydarzeniem. Zaczesując włosy, spojrzała na samą siebie w lustrze. W jej oczach pojawiły się delikatne iskierki i pełna determinacji wyszła na korytarz. W ciągu ostatnich kilku dni doszła do wniosku, że przywiązała się do pewnego stopnia z figurami, pilnujących jej drzwi. Od trzech dni regularnie zaczęła witać się z nimi, dlatego i tym razem tak uczyniła. Dochodząc do wyznaczonego pokoju, nieśmiało zapukała. Drzwi same się otworzyły, a nastolatka ujrzała swojego dziadka. Siedział na środku pokoju, a tuż przed nim stał stół z rozstawionymi szachami.

- Zapraszam. - zachęcająco kiwnął do niej.

Dziewczyna usiadła naprzeciwko.

- Zakład wyszedł z mojej inicjatywy, dlatego tobie oddaje pierwszeństwo wykonania ruchu.

Lejra spojrzała na szachownicę i trochę zadygotała. Chwilę dumała i w końcu rozpoczęła grę. Walka była zawzięta, zarówno ona jak i starzec tracili swoje pionki.

- Skąd wzięła ci się pasja grania w szachy? - zapytał w tracie rozgrywki.

- Cóż... - zrobiła krótką pauzę. - Gdy byłam mała i poznałam tę grę, po prostu wydała mi się ciekawa i sama chciałam spróbować. - ruszyła kolejnym pionkiem.

- Pod tym względem też jesteśmy podobni. - pogładził się po siwej brodzie. - Nikt mnie nie namawiał do grania, zainteresowanie przyszło samo z siebie. - ruszył pionkiem. - Gdy teraz o tym pomyślę... - chwilę się zastanowił. - Może powodem była zakorzeniona od małego chęć kontroli wszystkiego, co mnie otaczało. Nie byłem zbyt dobrym magiem, więc chciałem poczuć się choć przez chwilę kimś lepszym. Władanie tymi figurka i mi to umożliwiło. To ciekawe uczucie mając władzę nad ich żywotem. - powiedział i czekał na ruch wnuczki.

Dziewczyna spojrzała z lekkim niepokojem na starca. Sposób, w jaki to mówił, jego radość z ostatnich słów, jedynie pogłębiły negatywną ocenę o jego osobie. Miała wrażenie, że ta partia szachów zbliży ich w pewnym stopniu, a tymczasem zastanawiała się, jak wielkie było jego ego.

- Co tak milczysz? Spodziewałaś się innej odpowiedzi? - zapytał. - Jestem po prostu z tobą szczery. Skoro masz być moim następcą, powinnaś zainteresować się swoimi poprzednikami. Z pewnością będziesz wspominać o naszej wspólnej pasji, a gdy ktoś się zapyta, czemu tak właściwie tym się interesowałem, co odpowiesz? ,,Byłam tak blisko tej osoby, ale nic nie wiedziałam''? - grali dalej w milczeniu.

Po pewnym czasie zwycięstwo było widoczne gołym okiem. Na szachownicy łącznie zostało dziewięć pionków. Wśród białych pionków należących do młodszej uczestniczki, należały: król, dwie wieże i skoczek, natomiast u bardziej doświadczonego gracza zostały: król, hetman, wieża i dwa gońce. Wydawałoby się, że oboje mieli duże szanse na wygraną, ale mężczyzna rozstawił swoje pionki tak, aby z każdym zrobionym ruchem przez dziewczynę, mógł powoli zbijać pozostałe na szachownicy białe pionki.

- Nie ma sensu tego dalej ciągnąć. - zaczął składać pionki.

- To jeszcze nie koniec. Na pewno się obronię! Daj mi jeszcze chwilę!

- Zwyciężyłem, niezależnie jak poruszysz pionkami, to cię zbiję. - zebrał wszystkie pionki i złożył szachownicę.

- ,,Niech go, przeklęty dziad! Gdyby dał mi chwilę na zastanowienie, z pewnością znalazłabym wyjście z sytuacji! ''- spojrzała z wyrzutami na Sagona.

- Haha, podoba mi się twój wzrok. Taki pełen rozgoryczenia, coraz bardziej przypominasz mi mnie z czasów młodości. Coś czuję, że będziesz lepsza niż Nowafia i Nordaf. - uśmiechnął się pod nosem. - Miałem trochę wątpliwości, ale po dzisiejszej partyjce, jestem już pewny. Pójdź do Eny i powiedz, że zgadzam się, aby dała ci przedmiot z ostatniego targu. Mam zaraz bardzo ważne spotkanie, więc nie mam czasu, aby powiedzieć jej to osobiście. Ciesz się tym przedmiotem i niech ci długo służy. - siedząc, chwycił laskę opartą o jego krzesło.

Starzec zniknął, a wkurzona zaistniałą sytuacją Lejra, zastanawiała się, czy dziadek miał jakiekolwiek pojęcie o zakładach. Rozważała jego dobroduszność, jako rekompensatę nagłego wtargnięcia w jej życie. Kipiąca w środku ze złości, wstała od stołu i wyszła z pomieszczenia. Kierując się do pokoju Eny, w jej uszach rozbrzmiewał dzwoneczek, do którego nie była w stanie się przyzwyczaić. Zapukała do drzwi, ale nie było odzewu, mimo to pociągnęła z nadzieją za klamkę. Drzwi były otwarte. Ze środka słyszała głos Eny, więc rozejrzała się dookoła. Pokój był urządzony w bardzo starym, europejskim stylu, ale zarazem z gracją. Większość rzeczy wyglądała na bardzo kosztowne, co dodawało dostojności całemu pomieszczeniu. W odróżnieniu od innych pomieszczeń w posiadłości, w tym odczuwają mniejszy dyskomfort niż zazwyczaj. Na podłodze leżał dywan, jednak kontrastu dodawany wyłożone na środku pokoju panele, na których znajdowała się podwładna rodziny Samblaw. Lejra po raz pierwszy widziała ją w kitku oraz ciuchach do treningu wschodnich sztuk walki. Była zaabsorbowana wymachiwaniem mieczem, dlatego nawet jej nie zauważyła.

- Wszystko już w porządku z twoją ręką? Czy ten miecz jest prawdziwy? Wygląda na ciężki. - zapytała z ciekawością.

- O matko, ale mnie wystraszyłaś! Zapukaj, zanim wejdziesz!

- Pukałam, ale nie odzywałaś się.

- Doprawdy... - spojrzała z dozą podejrzliwości. -Tak, z ręką jest już dobrze, a ten miecz jest prawdziwy. Można rzec, że to, co widzisz, to moje hobby. - wyglądała na zagubioną we własnych myślach i nie wiedziała, co powiedzieć. - Jeśli oddaje się czemuś, co lubię, w żaden sposób się nie ograniczam. - oparła broń o podłogę. - Cięższy miecz mi w tym pomaga.

- Rozumiem... Dobrze mieć hobby. - uśmiechnęła się.

- Powiedz mi lepiej jak pojedynek? Wygrałaś? - zapytała podekscytowana.

- Nie, ale dziadek mimo wszystko kazał mi przyjść do ciebie i... - nie zdążyła dokończyć myśli.

- Och... - westchnęła, a na jej twarzy ponownie pojawił się uśmiech. - Nie martw się! Następnym razem wygrasz z panem Sagonem! Pokażesz mu, że porażka jedynie cię wzmocniła.

- Daj mi dokończyć! - zezłościła się. - Powiedział, że możesz dać mi ten przedmiot, który znalazłaś na targu.

- Naprawdę?! To świetnie! Poczekaj tu chwilę, zaniosłam go do innego pokoju wraz ze wszystkimi naszymi zdobyczami z tamtego dnia. - odłożyła miecz i wybiegła z pokoju.

Korzystając z nieobecności służki, Lejra rozejrzała się po pokoju. Podchodziła do każdej z półek i oglądała to, co na nich było. Na jednej z nich znajdowała się kolekcja różnokolorowych kamieni. Zastanawiała się, czy były jedynie dekoracją pokoju lub miały magiczne właściwości. Zainteresowana chciała dotknąć któregoś z nich, ale powstrzymała swoją ciekawość. Podeszła do kolejnego regału, na którym znajdowały się książki. Przyciągnięta barwnymi grzbietami, wyciągnęła kilka z nich i spojrzała na okładki. Większość z nich wyglądała na ręcznie malowane, co wzbudziło w niej na nowo ciekawość. Nie widząc tytułu na wierzchu, otwierała je i patrzyła na pierwsze strony. Pięknie zdobione litery, które tworzyły napis, nie były jej znane. Każda z nich operowała językiem, którego nie była w stanie zrozumieć. Lekko zawiedziona, odłożyła książki na miejsce. Zwiedzając duże pomieszczenie, zdziwiła się, że nigdzie nie widniało ani jedno zdjęcie rodziny Eny. W następnej kolejności podeszła do okna, przez które dostawali się promienie słoneczne, oświetlając całe wnętrze. Wyglądając przez nie, zorientowała się, że z pokoju kobiety był idealny widok na frontową część rezydencji. Nie widząc niczego, co mogłoby przykuć jej uwagę, postanowiła poczekać na powrót służki. Na krzesłach stojących przy stoliku leżała złożona, mała sterta ciuchów. Usiadła na nim tak, aby jak najmniej naruszać całą konstrukcję. Poczuła, jak w jej tyłek wbijała się jakaś rzecz, więc zerwała się do góry i lekko syknęła. Lekko odgarnęła ciuchy, spod których wyłonił się naszyjnik z emblematem pionka szachowego. Wzięła go do ręki, a w tym czasie Ena wróciła do pokoju.

- Widzę, że znalazłaś mój wisiorek. Ech... Nawet nic nie mów. Twój dziadek wcisnął go każdemu ze służby. Jeśli mam coś do zrobienia i wiem, że istnieje możliwość spotkania się z nim, zakładam go, aby nie miał pretensji. - westchnęła z bezradności. - Mniejsza z tym. Przyniosłam twoją broń. - wyjęła przedmiot zza pleców.

Lejra przyjrzała się przedmiotowi. Był to długi pręt, który w górnej części wyposażony był w koło przedzielone na trzy części. Każda z nich była innego koloru, od zielonego przez pomarańcz aż do intensywnego czerwonego. Z koła wychodziło pięć strzał. U wszystkich dominował kolor czarny, jednak ich ułożenie było odmienne. Trzy z nich ustawione pionowo, natomiast pozostałe dwie pozostałe były zgięte w kształt podkowy. Oprócz nienaturalnego kształtu wyglądały masywnie, zrobione z trwałego metalu. Od nich odchodziły dwie linki, połączone niżej prętem.

- Broń? Mam walczyć?! - z przerażenia otworzyła szerzej oczy.

- Poczekaj! Nie wyciągaj pochopnych wniosków! Posłuchaj, co to za broń. - starała się ją uspokoić. - Naprawdę się ucieszysz! Dzięki niej będziesz w stanie dysponować w pewnym stopniu magią.

- Magią? Przecież to absurd! Ludzie nie potrafią używać magii! - powiedziała stanowczo, nie chcąc burzyć i tak chaotycznego poglądu na świat, w którym się obracała.

- Dlatego mówię, że tylko do pewnego stopnia. Nie zmienia to faktu, że musisz ostrożnie posługiwać się nią. Każdy dotyk będzie powodować, że twoje siły witalne ulegną redukcji. Zbyt długa ekspozycja może wywołać u ciebie źle samopoczucie.

- Czy to jest, aby na pewno bezpieczne? - spojrzała podejrzliwie.

- Nie musisz się o nic martwić. Siły witalne każdego człowieka regenerują się po intensywnym wysiłku. Ta broń przekształca twoją energię życiową na energię, którą dysponują magowie. My dysponujemy naturalną predyspozycją do manipulacji nią, dzięki czemu wykorzystujemy to podczas rzucania zaklęć.

- Czyli jednak władanie magią nie jest niemożliwe dla mnie? - w jej oczach pojawiły się iskierki.

- Tak. Postaram ci się wytłumaczyć mechanizm działania tego sprzętu. Widzisz to koło i kolory będące w nim? Oznaczają ilość przerobionej energii oraz siłę zaklęcia, jaką możesz użyć w danej chwili. Zielony symbolizuje najsłabszą rangę zaklęcia, podczas gdy czerwony pozwoli ci na rzucanie stosunkowo mocnych zaklęć.

- A do czego służą te dziwne strzały?

- Miałam ci zaraz o nich opowiedzieć. Te trzy u góry możesz wyciągać, służą do strzelania. Przyczepiasz je do linki, a dokładniej do tego punktu styczności na drążku. Spójrz, to się wysuwa i możesz dowolnie ustawić kierunek, w którym ma lecieć.

- Doprawdy... - lekko się wzdrygła na samą myśl ich użycia. - Osoba, która ją stworzyła, zdecydowanie chciała dobrze uzbroić użytkownika tego przedmiotu. Co nie zmienia faktu, że był to ktoś niesamowicie uzdolniony.

- Oj tak, był wręcz geniuszem. Ta broń to jeden z nowocześniejszych modeli. Pierwowzór obejmował tylko przekształcenie energii, bez określenia jakiego typu zaklęcia można nią dokonać. Powstała w późnym średniowieczu.

- Średniowieczu?! - zapytała zszokowana.

- Opowiem ci o tam więcej nieco później. Czas, żebyś otrzymała osobiście swoją własność. - podała przedmiot.

Lejra chwyciła ją ostrożnie i wbrew pozorom nie była tak ciężka, na jaką wyglądała. Ekscytowała ją myśl, że będzie mogła, choć odrobinę nie czuć się inną.

- Dziękuję Eno. Może nie zamierzam w żaden sposób walczyć, ale obiecuję, że będę się troszczyć o broń. Gdy napełnię ją wystarczająco dużą energią, to ty zobaczy moje pierwsze zaklęcie.

- Haha, nie bądź taka pewna siebie. - uśmiechnęła się. - To jest mozolny proces. Nigdy nie widziałam, aby jakiemukolwiek magowi udało się rzucić zaklęcie za pierwszym razem, nie mówiąc już o człowieku. Początki mogą być trudne, ponieważ twój próg wytrzymałości będzie zwiększał się stopniowo. Proszę cię, abyś odniosła broń do pokoju, zanim będziesz zbyt słaba. Na rynku nie ma modelu przeznaczonego dla dzieci, dlatego będzie trudniej ci zapanować nad nią.

Lejra skinęła głową i wyszła z pomieszczenia. Szła z uśmiechem na twarzy, przypatrując się swojej własności. Zbliżając się do pokoju, doświadczyła na własnej skórze ostrzeżeń Eny. Zaczęło jej powoli brakować tchu, jakby chwilę wcześniej przebiegła parę okrążeń wokół rezydencji. Będąc przed drzwiami, spojrzała w stronę strażników, którzy ze zdziwieniem patrzyli na trzymany przez nią przedmiot. Chcąc skrócić swoją męczarnię, weszła do środka. Broń oparła o szafę na ubrania i pełna nadziei spojrzała na licznik energii. Jej dobry humor zniknął, gdy zobaczyła, że licznik prawie nie drgnął. Dopiero ten obraz uświadomił jej, jak długą drogę będzie musiała przejść. Niezniechęcona nadal próbowała wypełnić zbiornik energią. Gdy poczuła, że osiągnęła swój limit, odstawiła przedmiot. Chcąc zaspokoić swoją ciekawość, poszła do Eny z prośbą pomocy w bibliotece, ale ta odmówiła, tłumacząc się zbyt dużym natłokiem spraw. Nie mając nic ciekawszego do końca dnia, pomagała Enie w porządkach domowych.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania