Mistrz Szachownicy - Rozdział 6 - Każdy dziedzic musi godnie nosić herb rodziny.

Lekcja 6 - Każdy dziedzic musi godnie nosić herb rodziny.

 

Od samego rana zdeterminowana Lejra dumała nad swoją nową bronią. Co chwilę dotykała i sprawdzała, ile mocy doszło na wskaźniku. Na jej twarzy gościł grymas, ilekroć widziała, że stan niewiele się zmieniał. Z czasem zaczęło się jej kręcić w głowie. Głód nasilał się, co dodatkowo przyczyniło się do odłożenia przedmiotu i pójścia na śniadanie.

-Witajcie pionki. - zaczęła rozmowę, choć sama nie wierzyła w to, co robiła. - Wiecie, gdzie jest kuchnia? Chciałabym sobie zrobić coś do jedzenia. Wiem, że zawsze dostaje śniadanie pod drzwi, ale dzisiaj jak widzicie szybciej wstałam, więc nie wiem, gdzie iść.

Ku jej zdziwieniu jeden z pionków obrócił się w jej stronę i ręką wskazał kierunek.

- Mam iść do końca korytarza, ale co potem? - kontynuowała tę niecodzienną komunikację.

Strażnik odwrócił się i zaczął powoli przesuwać w stronę, którą wskazał dziewczynie. Widząc jej zmieszanie, pokazał ręką na samego siebie i korytarz. Chwilę później dołączyła do niego, idąc ramie w ramie. Przyglądała mu się z uwagą, aby nie przeoczyć jego wskazówek. Zaprowadził ją do jadalni i otworzył drzwi. Popchnął lekko do środka i pokazał znaczącym gestem, że miała zostać. Lejra posłuchała go. Odsunęła krzesło i spoglądała na otwarte przejście. Po dziesięciu minutach u progu drzwi stanęło dwoje ludzi. Pchali wózki, wyłożone po brzegi jedzeniem. Nastolatka ponownie zwróciła uwagę na ich nienaturalne ruchy. Zważając na to, że ani razu się do niej nie odezwali, rozważała ich istnienie, jako humanoidalne marionetki. Nalała sobie herbaty i uważnie odprowadzała marionetki wzrokiem, dopóki nie zamknęły drzwi. Tamtego poranka nie wiedziała, co konkretnie zjeść. Po chwili namysłu zrobiła sobie kanapki z dżemem. Jadła w ciszy, zadumana w swoich myślach. Kończąc posiłek, jej spokój został zakłócony.

- Wybacz, że tak nagle. - Ena wparowała z hukiem do jadalni. - Dobrze, że już kończysz. Mam dla ciebie dobrą wiadomość.

- Czemu jesteś taka podekscytowana? - z początku wystraszyła się tak nagłego wejścia kobiety.

- Pan Sagon pozwolił ci wrócić do domu.

- Naprawdę?! - poczuła, jak radość powoli ją wypełniała.

- Co prawda nie w takim stopniu, jak myślisz. Nie wracasz tam na stałe. - te słowa ostudziły entuzjazm Lejry. - Pozwolił ci pójść po twoje cenne pamiątki i rzeczy, dzięki którym nie będziesz tak bardzo się tu nudzić w wolnych chwilach.

- Ach, rozumiem... - ze smutkiem w oczach, uśmiechnęła się. - Najważniejsze, że znów będę mogła ujrzeć dom i rodziców.

- Jest jeszcze jedna kwestia. Twój dziadek chce przy okazji sprawdzić twoją wytrzymałość, więc na czas wizyty musisz wziąć swoją broń. Będziesz oceniana pod tym kątem. Można rzec, że w pewnym stopniu chce przyspieszyć proces napełniania twojej broni. Ponadto jako następczyni musisz budować dobrą pozycję i opinię wśród krewnych. Myślę, że tak czy inaczej, musisz wziąć broń, aby pokazać poważne traktowanie swoich obowiązków. Udowodnisz tym swoją dojrzałość i wielką chęć uczenia się w przyszłości magii.

Lejra pomyślała o dużym obciążeniu, jakie ją czekało, ale zamysł o powrocie do domu, zmobilizował ją do działania.

- Czemu masz taką zniesmaczoną minę? - odeszła od stołu.

- Nie będę mogła z tobą jechać. Opiekuję się tobą, więc pan Sagon stwierdził, że mogłabym sfałszować wyniki na twoją korzyść. Twoją towarzyszką ma być Kepisa, jako obiektywna osoba.

- Kto to? - zastanawiała się, kim może być nieznajoma.

- Poznałaś już ją. Sądziłam, że przedstawiłyście się sobie nawzajem. To kobieta, z którą byłyśmy w odwiedzinach u jednej z rodzin.

- To ona?! - zniesmaczyła się.

- Tak. - czuła się zakłopotana. - Pamiętaj, żeby ubrać specjalnie dla ciebie przygotowane rękawiczki oraz pelerynę, które masz w pokoju. - obie szły w stronę pokoju nastolatki.

- Domyślam się, po co mi rękawiczki, ale peleryna? Zabrzmiało to trochę niczym superman. - zaśmiała się.

- Mogłoby się tak wydawać, ale jest ważna w przypadku dziedziców. Ostatnio, gdy byliśmy w odwiedzinach, twoja nie była jeszcze gotowa, ale jest częścią tradycji magów. Każdy rozpoznaje głowy rodziny, ale przyszłych następców już niekoniecznie. Często są to osoby z przypadku, tak jak ty, dlatego muszą nosić peleryny z herbem rodziny. Czym więcej będziesz się w tym pokazywać publicznie, tym większe prawdopodobieństwo, że magowie zapamiętają cię i będą liczyć się z tobą, jeśli zrobisz dobre wrażenie.

- Interesujące... - zmarszczyła delikatnie czoło. - W takim razie, jaki herb ma nasza rodzina?

- Na herbach widnieją zwierzęta. Twoja rodzina ma orła, który symbolizuje potęgę, wielkość, ale również gwałtowność. Z opowiadań wiem, że od pokoleń wasza rodzina była silna, ale szybko popadała w złość, więc symbolika nie jest bez znaczenia. Zaraz dokończymy rozmowę. - powiedziała, stojąc przed pokojem dziewczyny.

Lejra weszła do środka. W pierwszej kolejności spojrzała na stół, na którym znajdowały się dwa przedmioty. Ubrała eleganckie rękawiczki i rzuciła wzrokiem na pelerynę. Była ciemnoniebieska, a na samym jej środku widniał złoty, malowany orzeł. Ubrała ją na siebie i chwyciła swoją broń. Czując się nieco pewniej, wyszła z pokoju.

- To całkiem interesujące, aby dawać rodzinom symbole zwierząt. W takim razie lew musi być królem wszystkich rodzin. Jaka jest osoba dzierżąca ten znak?

- Obecnie nikt go nie posiada. Wszystkie rodziny wywodzą się od jednej, dużej rodziny lwa, ale z czasem zaczęła się rozpadać. - zrobiła chwilę przerwy. - Właściwie to chciwość doprowadziła do rozpadu, dlatego na przestrzeni wieków ukształtowały się te, które obecnie istnieją. Szczerze sama tego nie pojmuję, dlaczego chcieli się jej pozbyć. Osoba, która sprawowała pieczę nad pozostałymi rodzinami, w książkach przedstawiana była w samych superlatywach, poświęciła całe swoje życie na budowaniu zgody i harmonii. - nie rozumiejąc tego postępowania, wydawała się zainteresowana tym tematem. - Obecnie panuje powszechne prawo, dzięki któremu każdy może mieć lwa w herbie, więc stracił swoje pierwotne znaczenie. Jak łatwo można się domyślić, mało kto go dziś reprezentuje.

- Magowie są dziwni. Dlaczego tak bardzo pragnęli buntu, skoro teraz nie zależy im na swojej wywalczonej nagrodzie? - nie uzyskała odpowiedzi. - Eno, skoro jesteś w służbie tego domu, obowiązuje cię pewnie nasz herb, ale do jakiej rodziny pierwotnie należałaś? Nie sądzę, aby ktokolwiek z tego domu był wcześniej członkiem naszej rodziny.

Kobieta spojrzała nieco przygnębiona i jedynie odpowiedziała:

- Czy to ważne? Teraz dumnie reprezentuję rodzinę orła.

Widząc ponury nastrój, nastolatka dalej nie ciągnęła tego tematu.

- A więc tutaj jesteś. Szukałam cię wszędzie. Pospiesz się. - usłyszały głos za sobą.

- Wybacz Kepiso, trochę się zagadałyśmy. - Ena zwróciła się do dziewczyny. - Powodzenia. - poklepała ją po głowie i poszła.

- Jesteś zapoznana z kryterium? - spytała obojętnie.

- Nie.

- Będę oceniać zarówno twoją wytrzymałość, jak i zdolności przywódcze. Twoje zachowanie wobec twoich rodziców również będzie brane pod uwagę. Dam ci radę. Pomyśl, jak przyszły dziedzic powinien się zachowywać, zanim cokolwiek zrobisz. - ruszyła przed siebie.

Lejra nie zamierzała odstępować jej ani na krok i szła zaraz za nią. Przyglądała jej się z niepokojem i lekkim przerażeniem. Coraz bardziej myślała o niej, w kontekście oprawcy jej kuzyna. Przerażała ją myśl, że może skończyć w ten sam sposób. Za każdym razem, gdy ich oczy się spotkały, nastolatka uciekała wzrokiem. Po trwającej niemal wieczność przechadzce doszły do samochodu. Po trudnościach z załadowaniem do środka broni, ruszyły. W drodze do dawnego domu dziewczyna myślała o swoim osiedlu, domu i cieple, które z niego biło. Miała wciąż żal do rodziców, ale chciała znów ich zobaczyć. Po jakimś czasie dotarły na miejsce.

- Od teraz będę mierzyć twoje zdolności. Jeśli poczujesz, że dłużej nie dasz rady trzymać broni, powiedz mi, a ja ci je oddam. - zabrała rękawiczki od Lejry.

Przyszła pani domu chwyciła broń i wyszła z samochodu. Rozpromieniła się, widząc swój dom i rodziców, którzy stali na powitanie.

- Mamo, tato, wróciłam! - wykrzyknęła radośnie.

- Witamy z powrotem. Córko, czy zechcesz wkroczyć w skromne progi swojego dawnego domu? - zapytał się tata i ukłonił się głęboko.

- Nie musicie być tak poważni. - zaśmiała się.

- Chyba nie rozumiem, o co tobie chodzi. Przecież rozmawiamy jak zawsze. - odpowiedziała mama i wszyscy weszli do domu.

- ,,Co to ma znaczyć? Zamierzają dalej być tacy oschli do mnie? Czy ja im coś zrobiłam? Wręcz przeciwnie, to oni okłamywali mnie przez całe moje życie, więc czemu? Widać, że chcą zachować dystans między nami, to przykre... Czy to oznacza, że nigdy nie będę w stanie normalnie z nimi porozmawiać? Ich respekt przed dziadkiem jest większy niż uczucia do mnie. Nie chcę tego. Tęsknie za nimi, mimo że są tuż przede mną...'' - poleciały jej łzy z oczu.

- Czy coś się stało? Podać ci chusteczkę? - spytał mężczyzna.

- Nic mi nie jest. - wytarła łzy ręką.

- Na pewno? Nie wyglądasz za dobrze. Czy coś ci nie odpowiada w tym domu? Może kolor ścian? Jeśli chcesz, to wybierz nowy. - uśmiechnął się.

- Mam tego wszystkiego serdecznie dość! Wybaczcie, ale chcę pójść do swojego pokoju po kilka rzeczy. - nie wytrzymała i zaczęła wchodzić po schodach.

Miała trudność z wchodzeniem ze względu na długość swojej peleryny. Chciała ją unieść do góry, ale ktoś zrobił to za nią. Odwróciła się i ujrzała Kepise. Weszły na górę, dziewczyna otworzyła z niepewnością drzwi do pokoju. Wszystko było nienaruszone od jej wyjazdu. Widok, który zastała, nieco ją wyciszył.

- Masz całkiem ładny pokój. - odezwała się kobieta.

- Cóż, też go lubiłam Ke... - powstrzymała się przed dokończeniem wyrazu. - Proszę pani.

- Możesz mi mówić po imieniu, nie mam nic przeciwko.

Dziewczyna nic nie odpowiedziała i szukała swoich rzeczy, które chciałaby wziąć do posiadłości.

Chodziła po całym pokoju, poszukując niezbędnych jej przedmiotów. Z każdą minutą coraz bardziej ściskało ją serce. Chciała zostać w tym miejscu, a tymczasem nie wiedziała, czy będzie mogła kiedykolwiek ponownie odwiedzić to miejsce. Wystrój pokoju powoli ubożał, a kupka z rzeczami sukcesywnie wzrastała.

- Byłyście chyba w dobrych stosunkach z Nordafem. - oznajmiła podwładna, trzymając zdjęcie w ręku.

- Nie dotykaj moich rzeczy bez pozwolenia! - podeszła i wyszarpała zdjęcie.

Emocje zeszły z Lejry i zaczęła odczuwać zawroty głowy. Dzięki temu odkryła, co wpływało na długość trzymania broni. Spojrzała z uwagą na zdjęcie, które chwilę wcześniej wzięła. Znajdowały się na nim trzy osoby, przy czym jej postać była na środku. Po lewej stronie stał młody mężczyzna w okularach. Miał dość krótkie, czarne włosy, lekko zaczesane do tyłu. Sądząc po jego niebieskich oczach i radosnym uśmiechu oplecionym lekkim zarostem, można było wnioskować, że był radosną osobą. Miał na sobie białą koszulę i zielony krawat. Z drugiej strony stała rozpromieniona, rudowłosa dziewczyna. Po prawej części głowy miała bardzo krótkie włosy. Drugą część zajmowały gęste włosy, zaczesane na bok, które spływały dziewczynie na twarz aż do policzka. Uwagę przykuwały jej wyraziste, zielone oczy, obsypane wokół piegami. Na jednym z uszu miała dużą ilość srebrnych kolczyków. Ubrana była w biały golf bez rękawów oraz czarną kamizelkę. Nastolatka patrzyła z czułością na zdjęcie. Przypomniała sobie jesienny dzień, w którym doszło do jego zrobienia. Pamiętała każde ich słowo, śmiech i radość. Wiedziała, że te dni dawno przeminęły, przez co poczuła przytłaczającą tęsknotę za Nordafem i chęć spotkania się z siostrą. Odłożyła zdjęcie do rzeczy, które chciała ze sobą zabrać. Jeszcze chwilę krzątała się po pokoju i rzekła:

- To już chyba wszystko. - spojrzała na kobietę. - Mogłabym odzyskać rękawiczki? Fatalnie się czuję. - założyła je z powrotem na dłonie.

Schyliła się, aby wziąć parę rzeczy, ale służka oznajmiła, że sama się tym zajmie. Zastanawiała się, jakiego typu człowiekiem była Kepisa. Nie czuła z jej strony ani razu złowieszczych intencji, w razie potrzeby pomagała, a mimo to wciąż nie czuła się w jej towarzystwie spokojnie. Zeszły na dół, a rodzice patrzyli z uwagą na córkę.

- Zapraszamy na herbatę, właśnie ją zaparzyłam.

Dziewczyna postanowiła dać ostatnią szansę rodzicom i poszła do pokoju.

- O czym chcieliście porozmawiać?

- Jak to o czym? O naszej rodzinie. Czas, abyśmy złożyli raport do głównej rezydencji, ale skoro przyszła dziedziczka jest przed nami, to możemy osobiście go złożyć. Więc jak interesy z innymi rodzinami? Czy wszystko idzie w porządku? - zapytał mężczyzna, a matka w międzyczasie podała list z raportem, który wzięła Kepisa.

Lejra poczuła, jak coś w niej pękło i wstała.

- Nie macie naprawdę nic do powiedzenia?! Całe życie żyłam w kłamstwie, ale skoro ludzie nie mogą wiedzieć o magii, wybaczyłam wam. Nie spytacie, jak ja odnajduje się w tej całej sytuacji?! - zaczęła gestykulować. - Czy dla was to normalne, żeby piętnastolatka miała pełnić funkcje, które są przypisane dorosłym?! Mam tego dość! Jeśli dla was pozycja w rodzinie jest ważniejsza od uczuć do własnej córki, to dalej tak róbcie! Nie obchodzi mnie to już! Z całej naszej rodziny tylko wujek Azner ma wystarczająco dużo odwagi, aby postawić się dziadkowi! - zwróciła się do Kepisy. - Jeśli chcesz, to wpisz w tym głupim raporcie, że właśnie znieważyłam własną rodzinę. Wychodzę stąd i nie chcę więcej tu wracać. - otworzyła główne drzwi od domu i wyszła.

- Proszę wybaczyć Lejrze. Musiała dzisiaj wstać lewą nogą. Dopilnuję, żeby pan domu dowiedział się o tym zdarzeniu i przydzielił jej odpowiednią karę. - ukłoniła się i wyszła zaraz za nią.

Podczas gdy Lejra pomagała zapakować rzeczy do bagażnika, rodzice wyszli na zewnątrz. Udawali, jakby wcześniejsza rozmowa nie miała miejsca i żegnali się z gośćmi. Zaciskająca zęby dziewczyna, z nerwów przegryzła sobie lekko wargę. Nie zważając na dalsze ich słowa, weszła do samochodu. Zza przyciemnionej szyby widziała, jak służąca przez chwilę rozmawiała z synem Sagona. Gdy wróciła, odpaliła silnik i odjechały.

- Twoje zachowanie było karygodne. Jako twój sędzia oświadczam ci, że uwzględnię każde twoje słowo i czyny w tamtej posiadłości. - ale Lejra nie zwracała uwagi na to, co mówiła.

Gdy zajechały na miejsce, zrezygnowana dziewczyna, nie zważając na nic, weszła do zamku. Po drodze na górę spotkała Enę.

- Co taka przygnębiona? Jeśli będziesz dobrze się sprawować, z pewnością wiele razy pojedziesz w odwiedziny do swojego domu.

- Nie chcę tam wracać, jeśli ma to tak wyglądać. - spuściła wzrok. - Wybacz, ale chciałabym pobyć teraz sama.

- W porządku. - spojrzała zatroskana. - Jeśli będziesz chciała pogadać, wiesz gdzie mnie szukać. - Gdy jej podopieczna zniknęła z horyzontu, dopadła do Kepisy, żeby wypytać o szczegóły.

Do późnego wieczora nastolatka była przygnębiona. Leżąc na łóżku, wciąż myślała o sytuacji, w której znajdowała się od kilku dni. Jedynym pocieszeniem był dla niej fakt, że mogła znaleźć oparcie w Aznerze. Nie mogąc pogodzić się nowym życiem, chciała jak najszybciej zakończyć ten koszmar. Postanowiła udowodnić Sagonowi, że nie zawsze będzie na wygranej pozycji i pewnego dnia wszystkiego się dowie. Napełniona optymizmem śniła o dniu, w którym miała zostać głową rodziny.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania