Mistrz Szachownicy - Rozdział 4 - Każdy gospodarz powinien znać się na magicznych gadżetach.

Lekcja 4 - Każdy gospodarz powinien znać się na magicznych gadżetach.

 

W rezydencji Samblaw nastał kolejny dzień. Przebijające się promienie słoneczne, ogrzewały twarz Lejry, która niechętnie otworzyła oczy. Usiadła na łóżku, rozciągnęła się i położyła na stoliku książkę, przy której zasnęła. Spojrzała na budzik, który wskazywał kilka minut po dziesiątej. Wstała, uchyliła okno i podeszła do szafy. Przeglądała jej zawartość i zastanawiała się, co wybrać. Tego dnia wybór padł na bluzkę i średniej długości jeansy. Po doprowadzeniu siebie do stanu użytkowego, miała zamiar udać się w stronę pokoju jej opiekunki, jednak jej brzuch zasugerował zupełnie coś innego. Burczenie sprawiło, że w pierwszej kolejności poszła w stronę jadalni. W drodze do niej słyszała stukot butów, który nasilał się z sekundy na sekundę. W końcu drogi obu osób skrzyżowały się ze sobą.

- A ty gdzie? - odezwała się Ena.

- Na śniadanie.

- Nigdzie się nie ruszaj, po prostu poczekaj tu chwilę na mnie. - powiedziała, po czym pobiegła.

Zdezorientowana nastolatka nie rozumiała, o co jej chodziło, jednak zastosowała się do polecenia. Pośpiech służki jedynie wzbudzał w niej negatywne emocje. Obawiała się, że znów będzie dane jej mierzyć się z jakąś rodziną magów.

- Przepraszam, że nie uprzedziłam cię wcześniej, ale całkowicie zapomniałam. - zaczęła, gdy tylko wróciła. - Taka okazja zdarza się raz na rok. Nie ma czasu do stracenia! - chwyciła rękę dziewczyny.

Lejra chciała zasypać kobietę pytaniami, ale zanim do tego doszło, obie zatrzymały się niedaleko miejsca, z którego zaczęły biec. Ena otworzyła drzwi do środka i obie znalazły się wewnątrz nieznanego Lejrze pomieszczenia. Jego dziwny wygląd ostudził jej zapał i skłonił do rozejrzenia się dookoła.

Na ziemi były wygrawerowane nieznane dziewczynie znaki, a ich dokładność sugerowała, że nie znalazły się tam przypadkowo. Rozmieszczone w równych odległościach, tworzyły duży krąg, w którym znajdował się identyczny, mniejszy o połowę. Każda z czterech ścian była wyposażona w ogromne lustra, jednak najbardziej mocarne ulokowane było na suficie.

- Chodź szybko. - poganiała dziewczynę i ustały wewnątrz mniejszego okręgu.

- Eno, co to właściwie jest? Pokój nie wygląda zbyt przyjaźnie.

- Jak to co? Teleport.

- Słucham? - zdziwiła się. - Nie powinien być mniej ekstrawagancki? Jak on działa? Gdzie my właściwie zostaniemy teleportowane? - zasypywała ją pytaniami.

- Daj mi się skupić. - przerwała.

Lejra ucichła, a służka zaczęła wypowiadać słowa w nieznanym języku. Cztery lustra zaczęły się kręcić i mienić we wszystkich kolorach tęczy. Patrzenie na nie sprawiało przyjemność oczom dziewczyny, a ich ruch nieprzewidywalny ruch po wszystkich ścianach, jedynie urozmaicało to zjawisko. Spojrzała na lustro znajdujące się na suficie, które ku jej zdziwieniu było zwykłe i nie działo się z nim nic nadzwyczajnego. Zawiedziona, chciała wrócić wzrokiem do poprzednich, ale zaczęło mienić się kolorami. Ostatnim obrazem, który była w stanie dostrzec, to jasne światło lecące z niego prosto w ich stronę. Zbyt duże natężenie zmusiło ją do zamknięcia oczu, a gdy uporczywy ból minął i ponownie spojrzała, sceneria momentalnie się zmieniła.

- Aaa! Zaraz spadnę! - wystraszyła się, widząc, że dryfuje w powietrzu.

- Spokojnie, nie spadniesz. Możesz kontrolować swoim umysłem, w którą stronę chcesz lecieć.

- Jak niby mam to zrobić? Nie jestem magiem.

- Mimo że nie dysponujesz magią, w powietrzu jest jej tak dużo, że będziesz w stanie jej używać. - pstryknęła palcami, a na ciele Lejry pojawiła się bluza. - Nie chcę, abyś się przeziębiła.

Ena pociągnęła ją za rękę i obie podryfowały do przodu. Chwilę później puściła ją i oddaliła się od podopiecznej. Pozostawiona w tyle, traciła na prędkości, ale siłą woli chciała, dogonić Enę. Nieświadomie nadała znaczenia swoim myślom i samoistnie się poruszyła. Zrozumiała, że kobieta miała rację.

- Gdzie my tak właściwie lecimy? - zapytała zaintrygowana.

- Na magiczny targ.

- Istnieje w ogóle coś takiego?

- Oczywiście, że tak. -uśmiechnęła się. - Pan Sagon poprosił mnie, żebym zabrała cię na jeden z nich. Masz szczęście, wybrałam specjalnie dla ciebie taki, który odbywa się raz do roku. Znajdziesz tu naprawdę wszystko. Zwierciadła Apoliusza, wody pradawnego ludu czy chociażby... - widząc dezorientację, przestała wymieniać kolejne przedmioty. - Sama się przekonasz.

- To miło z twojej strony, ale nie sądzisz, że powinnam zacząć od czegoś mniej ekstrawaganckiego?

- Nie posiadasz przepływu magii w sobie, ale to nie wyklucza, że jako człowiek jesteś bezbronna. Możesz zrobić mikstury lub posługiwać się magicznymi gadżetami. Chciałam, abyś powoli przyzwyczaiła się do takich miejsc. - uśmiechnęła się.

Nie do końca była przekonana do tego pomysłu. Nie wiedziała, jakiego widoku się spodziewać, ale nuta ciekawości przezwyciężyła jej obawy. Dryfowały w wolnej przestrzeni, pośród zamieszkiwanych domów. Zdziwiła się, widząc na jednym z gospodarstw kreaturę podobną do dinozaura, która bawiła się z dziećmi.

- Wreszcie jesteśmy na miejscu. - odezwała się Ena po jakimś czasie.

Lejra spojrzała dookoła. Wszystkie stanowiska targu dryfowały w powietrzu tak samo, jak goście zebrani w tamtym miejscu. Ena złapała za rękę dziewczynę, aby się nie zgubiła i ruszyły przed siebie. Brzuch nastolatki po raz kolejny dał o sobie znać, dlatego w pierwszej kolejności podleciały do działu gastronomicznego. Roznoszone przez wiatr aromatyczne zapachy, jedynie pogłębiły jej głód. Patrzyła na mijane budki z jedzeniem, które oferowały zarówno ludzkie jedzenie jak i takie, których składniki widziała pierwszy raz na oczy. Bez żadnej wątpliwości wybrała ludzkie danie, jakimi były tosty i szklanka kakao. Po skończonym posiłku ruszyły dalej. Przyglądając się konstrukcji samego targu, spostrzegła, że składał się on z trzech pięter. Każdy z nich był poświęcony innej dziedzinie, a same stanowiska były posegregowane tak, aby w jednym miejscu móc kupić niezbędne rzeczy z danej dziedziny. Lejra odczuwała dyskomfort nie tylko przebywaniem w zupełnie obcym miejscu, ale także przez styczność z istotami, o których mogła czytać jedynie w książkach. Wiele z nich prowadziło własny interes, choć nie posługiwali się znanym jej językiem, ich gestykulacja wskazywała na zachęcanie do zakupu ich towaru. Obie dryfowały pomiędzy gośćmi, aby dostać się do konkretnych stanowisk. Podczas gdy służka przyglądała się wystawionym towarom, dziewczyna była zaabsorbowana obserwacją dosłownie wszystkiego. W międzyczasie Ena tłumaczyła, co powinna wiedzieć na temat niektórych przedmiotów oraz odpowiadała na wszystkie jej pytania.

- Chodźmy jeszcze po parę książek. Jesteś początkująca w tym świecie, więc muszę znaleźć łatwe w odbiorze. Zacznijmy od tych, dotyczących mikstur. - widząc zaintrygowanie podopiecznej, kontynuowała. - Jeśli będziesz składać komuś wizytę, niewykluczone, że może spróbować cię otruć. Musisz obeznać się ze wszystkimi zapachami najpopularniejszych trucizn.

- Otruć?! - zdziwiła się.

- Oczywiście. Nawet nie masz pojęcia, jak wiele razy ktokolwiek próbował tego dokonać na twoim dziadku tylko po to, aby zniszczyć konkurencję.

- Kurcze, nie sądziłam, że mogą posunąć się do tak okropnej rzeczy! Co się właściwie stało z tymi, którzy chcieli pozbawić go życia?

- Cóż... Spójrz, tam jest ciekawe stanowisko z książkami! - zmieniła temat i obie podleciały do wskazanego stanowiska.

- ,,Nie trzeba być geniuszem, żeby zrozumieć jej nagłą zmianę tematu. Czym więcej wiem o świecie magów, tym bardziej to mnie przeraża. W dodatku ten ekspedient nie wygląda zbyt przyjaźnie. '' - pomyślała.

- Och, witaj Eno. Kopę lat, mógłby rzec, że nie widzieliśmy się przez wieki. - potwór zachichotał pod nosem.

Widząc, że oboje się znali, Lejra zaczęła przyglądać się podejrzliwie kobiecie.

- Trochę czasu minęło. - odpowiedziała niechętnie. - Z daleka zauważyłam pewną księgę, którą dysponujesz. Ubijmy targu. Ile chcesz za tę zieloną? - wskazała palcem.

- Zieloną? Nie rozśmieszaj mnie, sama wiesz, że nie jest dużo warta. Czyżbyś chciała ją kupić dla tego ludzkiego stworzenia? - spojrzał na Lejrę.

Dziewczyna zmierzyła go nieprzyjemnym wzrokiem, a dziwny ekspedient podał książkę i dobili targu.

- Nie sądziłem, że dasz się tak łatwo przystosować. Chyba musi ci się naprawdę bardzo nudzić, skoro zostałaś przewodnikiem człowieka. - zaśmiał się.

- Nie masz prawa mnie oceniać. Jeśli chcesz, możemy zaraz inaczej porozmawiać. - powiedziała z największą powagą.

- Haha! Może kiedy indziej. Jak widzisz teraz jestem na targu i nie chcę wypaść źle w oczach klientów.

Lejra spojrzała na kompankę, której oczy były przepełnione złością. Chcąc uniknąć jakichkolwiek sprzeczek, poprosiła ją, aby kontynuowały zakupy. Ena ochłonęła i posłuchała się jej. Wnuczka Sagona z niepokojem patrzyła na kobietę i zastanawiała się, nad jej nagłą zmianą charakteru.

- O kurczę, tak się podekscytowałam tymi zakupami, że zapomniałam o najważniejszych rzeczach! Nie zdążymy załatwić tego wszystkiego przed obiadem! - zwróciła się do podopiecznej. - Lejro, czy miałabyś coś przeciwko, jeśli sama poszłabyś kupić zioła, a ja załatwiłabym w tym czasie coś innego?

- Czy oddalanie się od ciebie, nie skończy się dla mnie źle?

- To targ, a nie pole bitwy. Poza tym będę niedaleko, więc się o nic nie martw.

- W porządku... - niechętnie się zgodziła. - Tylko powiedz mi, na jakim piętrze to jest i jak te zioła wyglądają.

Kobieta wytłumaczyła wszystko szczegółowo i określiła miejsce ich spotkania. Rozeszły się w dwie różne strony. Przyszła dziedziczka szukała z największą precyzją tego, o co została poproszona. Podleciała do stanowiska obsługiwanego przez starszą panią. Jej ludzki wygląd dał jej nadzieję, że zrozumie, co do niej powie w ludzkiej mowie. Spytała się jej o zioło, które łudząco przypominało to, które opisała jej Ena. Po usłyszeniu tej samej nazwy, odetchnęła z ulgą i kupiła je. Wróciła na miejsce spotkania. Kątem oka dostrzegła monetę taką samą, jaką otrzymała chwilę wcześniej od opiekunki. Podniosła ją i rozejrzała się naokoło. Widząc tłum różnych kreatur, doszła do wniosku, że nie byłaby w stanie znaleźć właściciela, więc schowała ją do kieszeni. Z nudów nie wiedziała, co ze sobą zrobić. Zauważyła, że kilka kroków dalej znajdowało się stanowisko z loterią. Starszy mężczyzna zachęcał do brania udziału. Na szyldzie napisane było w kilku językach, ile kosztowała. Policzyła grosze, które jej zostały od Eny oraz monetę, którą znalazła i postanowiła spróbować swoich sił. Podeszła do stanowiska, zapłaciła i poprosiła o pudełeczko z losami.

- To niecodzienny widok, żeby człowiek przychodził na targ. - Lejra spojrzała na niego podejrzliwie. - Haha, nie patrz tak na mnie. Nic ci nie zrobię.

- Nie jest pan na to zły? Z tego co wiem, ludzie nie powinni być wtajemniczani w magię.

- Znałem wielu ludzi, którzy byli wspaniali i rozumieli magię bardziej niż niejeden użytkownik. - wrócił do meritum sprawy. - Spójrzmy, co tam wylosowałaś młoda damo?

- Yyy... - nie była w stanie odczytać symboli. - Przepraszam, czy mógłby pan to przeczytać? Nie znam się na tym języku.

- A więc nie znasz go? - zdziwił się. - Nie martw się, wszystko jeszcze przed tobą. - przeczytał zawartość. - To jeden z moich ulubionych gadżetów. - wyciągnął spod lady wygraną.

- Co to właściwie jest? - spojrzała na szarą obrożę z dzwoneczkiem na przodzie.

- Obroża lojalności. Jeden z bardziej unikatowych, ale zarazem przydatnych przedmiotów. Gdy ją komuś założysz, ta osoba nigdy nie będzie w stanie zakraść się do ciebie. Za każdym razem, gdy będzie blisko, usłyszysz ten dzwoneczek. Jedynie właściciel jest w stanie go usłyszeć.

- Skoro jest tak unikatowa, to po co pan ją sprzedaje i to jeszcze po tak niskiej cenie?

- Po prostu chcę dać szansę takim jak ty. Chcę wzbudzić w młodzieży chęć poznawania. Pragnę, żeby na nowo znaleźli motywację do działania. - mówił z przejęciem.

- Chyba nie rozumiem tej idei. - przyjrzała się dokładniej obroży. - Ciekawa rzecz tylko szkoda, że jest taka mała.

- Och, tym się nie przejmuj. Gdy znajdzie się koło kogoś, kto dysponuje dużym nakładem energii, powiększy się. Problem tylko tkwi w tym, że będąc człowiekiem, nie jesteś w stanie być właścicielką. - Lejra spojrzała z irytacją, że nie wspomniał o tym wcześniej. - Ta obroża do funkcjonowania potrzebuje jednorazowej energii, by współdziałać z właścicielem. - starzec stał chwilę zamyślony. - Ach, no przecież! Poprzedni właściciel również był człowiekiem! Jak mogłem o tym zapomnieć? Najwidoczniej starość mi nie służy. Musisz drasnąć się w palec i nakropić ją własną krwią.

- To nie brzmi zbyt przekonująco. Czy poprzedni właściciel nie zmarł na jakąś klątwę?

- Klątwę? Ahaha nic z tych rzeczy. Po prosty był już stary. - dziewczyna przemilczała sprawę. - Akurat cerowałem swój płaszcz, chcesz igłę?

Lejra zastanawiała się, czy aby na pewno mogła mu zaufać. Biła się z własnymi myślami i nie wiedziała, co zrobić. Ostatecznie jej ciekawość wzięła górę i się zgodziła. Wzięła igłę, nakłuła palec, a mężczyzna podał bezdźwięczną obrożę. Kilka kropel naleciało na przedmiot i staruszek owinął rękę Lejry chusteczką.

- Tyle wystarczy.

Nastolatka podziękowała za chusteczkę i obserwowała obrożę. Krew powoli wchłaniała się w nią i ostatecznie z szarego koloru, zmieniła kolor na czerwony.

- Nie patrz tak nieśmiało, weź ją do ręki. - uśmiechnął się.

Chwyciła swoją własność i ze zdumieniem wsłuchiwała się w dźwięk dzwoneczka.

- Dziękuję panu za pomoc.

- Nie ma za co. - spojrzał na nią i przypomniały mu się młodzieńcze lata. - Ach właśnie, zapomniałem o jeden sprawie. Wybierz mądrze, ponieważ po założeniu nikt nie będzie w stanie jej zdjąć. Musiałabyś władać potężną magią, aby złamać połączenie między nosicielem a obrożą.

- Jeśli ją na siebie założę, to również nie będę w stanie jej zdjąć?

- Haha, oczywiście, że będziesz w stanie. Ta obroża ma ci pomóc, a nie ubezwłasnowolnić. - spojrzał zza jej sylwetki. - Oho, chyba twoja opiekunka wróciła. - spojrzał na kobietę, która usilnie kogoś szukała. - Jeśli nie chcesz dłużej jej martwić, lepiej wracaj.

- O kurcze rzeczywiście! - zdziwiła się, gdy odwróciła się za siebie.

Nie darząc Eny zbyt dużym zaufaniem, założyła obrożę na nadgarstek i przykryła ją długim rękawem bluzy. Podryfowała do niej i przeprosiła za oddalenie się z ustalonego miejsca. Już na samym początku wręczyła zioła, o które prosiła.

- Dlaczego to zrobiłaś?! Co, jeśli coś by się tobie stało, a co gorsza zgubiła?! Martwiłam się, przecież....- kontynuowała swoje zażalenia.

Lejra pomyślała, że samo rozstanie nie było najlepszym pomysłem, ale tę uwagę zachowała dla siebie. Spojrzała na jej ręce, które trzymały o połowę więcej siatek z zakupami.

- Właśnie! Przy okazji byłam przy jednym ze stoisk i znalazłam coś niepowtarzanego! Niektórzy sądzą, że to zabawna rzecz, ale ludzie daliby sobie obciąć rękę dla tego przedmiotu! Na razie nie chcę zdradzać szczegółów, bo muszę obejrzeć to z panem Sagonem. W dodatku niezbędna będzie jego zgoda, abyś mogła tego używać.

- To po co zaczynasz o tym mówić? Wzbudziłaś jedynie we mnie ciekawość.

- Wybacz, to z podekscytowania. - spojrzała na swój zegarek. - Zaraz będzie obiad! Chodź, chodź! Musimy się pospieszyć!

- Gdzie właściwie mamy teraz iść?

- Jak to gdzie? Do lokalnego teleportu. Trzeba się pospieszyć, żeby nie zdenerwować pana Sagona.

- Masz rację. Nie chcę, żeby dziadek się denerwował. - uśmiechnęła się.

Portal do którego się dostały, znacznie różnił się od tego w domu. Krąg pozostał niezmiennie ten sam, ale zamiast luster, wokół nich ustawiło się parę kreatur. Wyciągnęły swoje kończyny naprzeciwko nich i zaczęły mówić w nieznanym języku. Widząc delikatne promienie światła, dziewczyna zamknęła oczy. Gdy minęła fala oślepiającego światła, wróciły do posiadłości, dokładniej do pokoju, z którego się teleportowały.

Reszta dnia przeminęła spokojnie. Lejra nadal czytała książki o potyczkach szachowych, aby przygotować się do pojedynku. Pełna wrażeń po wizycie na targu, położyła się na łóżko i spojrzała na obrożę znajdującą się na nadgarstku.

- ,,Ciekawa jestem czy mi się przyda. Jeśli tak, to komu ją założę?'' - rozmyślała jeszcze chwilę i zasnęła.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania