Mistrz Szachownicy - Rozdział 10 - Jeśli chcesz być oparciem dla swojej rodziny, musisz ćwiczyć!

Lekcja 10 - Jeśli chcesz być oparciem dla swojej rodziny, musisz ćwiczyć!

 

Minęło pół roku, odkąd Lejra została mianowana na przyszłą głowę rodziny. W tym czasie wiele rzeczy się zmieniło. Dziewczyna na własne życzenie zaczęła pobierać nauki łucznictwa, aby czuć się bezpieczniej. Przeczytała wiele książek, traktujących o różnego typu zaklęciach, z których zapamiętała większość, choć sama potrafiła wykonać zaledwie kilka z nich. Ponadto jej wewnętrzne zasoby energetyczne nieco się powiększyły, dzięki czemu była w stanie dłużej trzymać swoją broń bez uczucia dyskomfortu.

Każdego dnia oczekiwała z niecierpliwością na jakikolwiek list od rodziców, ale z czasem jej entuzjazm przeminął. Nie wiedziała, czy brak odzewu był spowodowany ich obojętnością, czy utrudnianiem kontaktów przez pana domu, mimo to z trudem zaakceptowała brak ich obecności w swoim życiu. Co się tyczyło spraw Nowafii oraz Nordafa, zarówno Azner jak i Lejra nie wpadli na żaden trop, który byłby przełomowy w tych dwóch sprawach. Za zgodą Sagona spotykali się cztery razy w miesiącu, a trudny okres w życiu jedynie przybliżył ich do siebie.

Nastał nowy dzień. Nastolatka jak to miała w zwyczaju, każdy niedzielny ranek zaczynała od przeczytania nowych wiadomości w gazecie. Nie mając styczności ze światem zewnętrznym, uprosiła starca, o niedzielną gazetę. Po zapoznaniu się z jej treścią zaczęła przygotowywać się do kolejnego dnia. Wyszła z pokoju i pewnym krokiem udała się do jadalni. Spojrzała na nadmiar jedzenia, który niegdyś wywoływał u niej ogromne emocje. Nie zastanawiając się wiele, wybrała pierwszą z brzegu potrawę. Czynnością, która nie zmieniła się przez te pół roku, była wizyta u Eny po śniadaniu, podczas której przydzielała jej zajęcia na cały dzień.

- Dzień dobry Lejro. Gotowa na nową dawkę obowiązków? - powitała ją pełna energii kobieta.

- Owszem. - powiedziała od niechcenia.

- Ostatnio jesteś dość oschła. Czy coś się stało? Uraziłam cię czymś? - zapytała zaniepokojona.

- Nic specjalnego, musi ci się wydawać. - mile się uśmiechnęła.

Mimo wszystko po kobiecie było widać, że martwiła się o swoją podopieczną.

- Zatem posłuchaj. Do południa masz ze mną trening łucznictwa, następnie obiad z panem Sagonem, a na końcu wizyta u rodziny krokodyla. Podaruje ci papierkową robotę, zajmę się sprawami związanymi z rodzinnym biznesem.

- W porządku. - odpowiedziała automatycznie.

Obie zeszły do jednego z pokoi na parterze. Była to ogromna sala treningowa, która pierwotnie była przeznaczona na doskonalenie magicznych umiejętności, ale Ena dostosowała część sali do nauki łucznictwa. Lejra podeszła do przygotowanego stanowiska i wzięła leżący obok łuk. Ustawiła się w odpowiedniej pozycji i wymierzyła w cel. Wzięła głęboki wdech, wyciszyła się i puściła strzałę, która wylądowała niedaleko środka tarczy. Niezniechęcona powtórzyła czynność jeszcze parę razy, a Ena przyglądała się wszystkiemu uważnie.

- Myślę, że rozgrzewka dobiegła końca. Możemy zacząć właściwą część treningu.

Chwyciła pilot, leżący niedaleko i wcisnęła jeden z guzików. Tarcza zaczęła poruszać się po szynach, które znajdowały się na rozpiętości całej sali. Z początku ruch był niewielki, dzięki czemu dziewczyna bez większego problemu trafiała w cel. Zadowolona kobieta, widząc efekty treningu, przyspieszyła tarczę, co zaczynało sprawiać kłopoty. Podopieczna miała trudność w precyzyjnym wycelowaniu. Po dwóch oddanych strzałach, które wylądowały w znacznej odległości od środka tarczy, dziewczyna się zniesmaczyła.

- To jest właśnie twój błąd. Nie musisz być nastawiona na trafianie w sam środek. Pamiętaj, że twoja broń ma tylko trzy strzały, a tarcza nie odzwierciedla twojego potencjalnego przeciwnika. Porusza się tak szybko, jak ja ustawię na pilocie. W rzeczywistości, jeśli trafisz oponenta, jego szybkość się zmniejszy. Jego magiczne predyspozycje niczego nie zmieniają. Pod względem wytrzymałościowym niczym nie różni się od człowieka. On również oddycha, nie ma niezniszczalnej skóry i ma serce jak ty. - chwilę się zastanowiła. - Zróbmy próbę, masz tylko trzy strzały do dyspozycji. Ustawię szybkość tarczy na taką, jaką ma przeciętny człowiek. Jeśli trafisz, będę zmniejszać obroty w zależności, jak blisko środka będziesz. Sama się przekonasz, że z człowiekiem jest o wiele łatwiej i nawet najmniejsze draśnięcie wpływa na niego.

Lejra ze spokojem na twarzy przysłuchiwała się temu, co miała jej do powiedzenia mentorka. W oczach nie było widać strachu, jedynie wielką determinację i chęć przetrwania. Odłożyła większość strzał w róg, a sobie zostawiła tylko trzy z nich. Skinęła głową na znak gotowości do ćwiczenia. Pełna determinacji zaczęła obserwować tarczę. Pierwsza strzała przeleciała obok celu i wylądowała na podłodze. Mając nieco mniej pewności siebie, wycelowała po raz drugi. Tym razem trafiła w połowie od środka tarczy. Zgodnie z umową kobieta zmniejszyła szybkość, mimo to Lejra spudłowała za trzecim razem. Strzały się skończyły, tarcza zatrzymała. Ena podeszła do dziewczyny.

- Może i spudłowałaś za ostatnim razem, ale nie miałaś wrażenia, że było łatwiej wycelować niż za pierwszym razem?

- Cóż... Można tak to określić. Gdybym nie była dzieckiem i miała więcej siły. Z pewnością łatwiej byłoby mi trafić. - odpowiedziała zawiedziona.

- Nie martw się. Nie tylko siła decyduje o zwycięstwie, ale również spryt. Jesteś mądrą dziewczynką, więc dasz sobie z pewnością radę. Potrenujemy jeszcze jakiś czas i na pewno będzie dobrze. - pocieszyła uczennicę.

- Chyba masz rację. Jeśli tylko poćwiczę, będę w stanie samą siebie ochronić. W końcu trening czyni mistrza.

Dziewczyna zebrała strzały i ponownie zaczęła ćwiczenie. Ena przyglądała się jej osobie, nie zwracając dużej uwagi na samą technikę. Myślała o tym, jak te lekcje wpłynęły na nastolatkę. Zauważyła, że dzięki nim nabrała pewności siebie i poczucia bezpieczeństwa. Sama nie brała tych lekcji zbyt poważnie. Wiedziała, że zawsze będzie przy niej osoba, która ochroniłaby ją, a sam trening był jedynie formalnością. Pomyślała o jej drastycznej zmianie w podejściu do dzierżenia broni. Na samym początku drżały jej ręce, a w oczach miała wypisany strach, podczas gdy po półrocznym szkoleniu pewną ręką puszczała strzały. Zastanawiała się, jakby zareagowała, gdyby doszło do kryzysowej sytuacji i musiała naprawdę pociągnąć za cięciwę. Zważywszy, że coraz większe grono magów zaczynało ją rozpoznawać ze względu na jej odmienność, z lekką dozą niepewności dopuszczała do siebie możliwość oddania strzału.

- Eno? - odezwała się Lejra.

- Słucham? - wróciła do rzeczywistości.

- Coś się stało? Wołałam cię parę razy.

- Ach, to nic takiego. - odpowiedziała zmieszana. - Myślałam nad nowym systemem treningowym. Właśnie, czemu by go teraz nie przetestować?

Kontynuowały, wymyślone na poczekaniu ćwiczenia aż do samego południa. Po nich Lejra poszła odpocząć do pokoju, a gdy zbliżyła się pora obiadowa, z niechęcią poszła w stronę jadalni. Stojąc przed drzwiami, na samą myśl o kolejnej konfrontacji z panem domu, zrzedła jej mina. Gdy weszła do środka, zobaczyła siedzącego na samym końcu krewnego. Starzec uśmiechnął się i oczekiwał, żeby wnuczka usiadła i dotrzymała mu towarzystwa. Szła w jego stronę. Widząc jego fałszywy uśmiech, czuła się niedobrze, choć sama przybrała podobny. Myślała o swoich próbach dotarcia do rodzinnych tajemnic i dużej ostrożności Sagona. Nie mogła doczekać się dnia, w którym przejmie rodzinny interes i będzie mogła bezkarnie przeglądać akta. Zdeterminowana rozwiązaniem sprawy Nordafa i Nowafii oraz poznaniem lepiej jego tworów szachowych, zasiadła do stołu.

- Dzień dobry. - zaczęła.

- Dzień dobry. Jak się miewasz? - nie uzyskał żadnej odpowiedzi. - Muszę przyznać, że robisz coraz większe postępy. Słyszę wiele dobrych słów na twój temat, a w dodatku jesteś pełna zapału i z chęcią chłoniesz wiedzę.

- Dziękuję dziadku. Staram się, jak tylko mogę, aby reprezentować godnie naszą rodzinę.

- A jak lekcje łucznictwa? Ena ostatnio mi powiedziała, że również tu robisz bardzo duże postępy.

- Ena jest bardzo dobrą instruktorką, więc to zrozumiałe, że idzie mi coraz lepiej. - odpowiedziała.

- Haha! Naprawdę trudno sobie wyobrazić, że jesteście z Nowafią siostrami. Tak podobne, a jednocześnie różne.

Dziewczynie zabiło szybciej serce z podekscytowania. Wspomniane pierwszy raz od pół roku imię bliskiej jej osoby, wywołało u niej duże emocje. Ulżyło jej, gdy starzec wyraził się o niej w czasie teraźniejszym. Mimo targanych nią uczuć, postanowiła nie pokazywać zbyt wiele po sobie.

- Jesteś dziś wyjątkowo małomówna. Czy coś cię martwi? - spojrzał na nią z nieufnością.

- Nic szczególnego, po prostu to ty dziadku jesteś dziś nad wyraz rozmowny. - chrząknęła. - To zadziwiające, że wspomniałeś pierwszy raz o Nowafii. Przeszło pół roku nie wysyła mi żadnych listów, czy aby na pewno wszystko u niej w porządku? Jak się jej wiedzie za granica? Masz jakieś wieści? - udawała nieświadomą niczego.

- Owszem dostaje listy, ale od jej mentora. Biedna jest tak zajęta, że nie ma zbyt wiele czasu. Gdy usłyszałem o jej postępach, osobiście się do niej wybrałem. Rzekłbym, że jest w diabelsko dobrej formie. - odpowiedział, choć po minie widać było, że chciało mu się śmiać.

Widząc, jak mężczyzna bawił się jej uczuciami, zacisnęła piąstki pod stołem i z trudem powstrzymywała emocje.

- Pewnie zastanawiasz się, kiedy wróci. Patrząc na jej efekty szkolenia, to za jakiś rok powinna być już z nami.

Nastolatka ewidentnie się zdziwiła. Nie spodziewała się takiej odpowiedzi. Nie wiedziała, czy mogła mu zaufać, ale nie mając innych poszlak, zaczęła żyć jej powrotem.

- Co cie tak zdziwiło? Powinnaś być dumna z siostry. Ma smykałkę do magii, dzięki czemu robi szybkie postępy. Niedługo będziesz mogła nacieszyć się jej obecnością. - starzec spojrzał w stronę drzwi, skąd przyszła służba z posiłkiem. - Tak się rozgadałem, że już obiad przynieśli. No cóż zakończmy naszą rozmowę i delektujmy się tymi pysznościami.

Nienaturalnie poruszający się ludzie wyłożyli dania i wyszli z jadalni. Oboje zabrali się do uczty. Mężczyzna wydawał się spokojny i nie zwracał na nic uwagi, natomiast Lejra nadal przejmowała się jego słowami. Błądziła w myślach, przez co nieszczególnie stosowała się do odpowiedniej etykiety, co nie umknęło uwadze Sagona. Po skończonym posiłku głos zabrała dziewczyna.

- Wracając do naszej wcześniejszej rozmo.... - nie zdążyła dokończyć wypowiedzi.

- Zgodnie z twoim dzisiejszym zadaniem, udasz się zaraz do rodziny krokodyli. - zmienił temat. - Mój znajomy chcę zobaczyć, jak zmieniłaś się przez ten długi czas. Pojedzie z tobą Kepisa.

- Czy to na pewno dobry pomysł, aby z nią pojechać? Dziadku, zdajesz sobie chyba sprawę, że nie jest zbyt dobrze spostrzegana przez nich?

Pewny siebie mężczyzna zaśmiał się.

- Dlatego twoja w tym głowa, aby nie doszło do niczego złego.

- A co jeśli nie zgodzę się i będę chciała wybrać kogoś innego na jej miejsce? - stanowczo zaprotestowała.

- Czyżbyś miała na myśli Enę? - widząc nagłe pobudzenie na wspomniane imię, kontynuował. - Przykro mi, ale jest mi dzisiaj bardzo potrzebna. - nagle spoważniał i zrobił niezbyt przyjemną minę. - Nawet mnie nie denerwuj. Równie dobrze mógłbym wysłać ciebie samą. Jestem ciekaw, jak poradziłabyś sobie w razie konfliktu. Powinnaś być mi wdzięczna, że posyłam ją z tobą. - przeszył wnuczkę wzrokiem.

Lejra zdawała sobie sprawę z nieustępliwości starca, widząc jego wściekłą minę, odpuściła. Nie chciała go całkowicie rozwścieczyć. Obawiała się, jak mogłoby się to skończyć.

- Więc będziesz dobrą dziewczynką i posłuchasz dziadka? - zmienił ton swojej wypowiedzi na bardzo przyjazny.

Dziewczyna z uśmiechem na twarzy i złością w środku zgodziła się na wyjazd z Kepisą. Nie mogąc zdzierżyć dłużej jego obecności a tym bardziej rozmowy, kulturalnie pożegnała się i wyszła. Poszła do pokoju, przebrała się w bardziej eleganckie ciuchy, ubrała rękawiczki i chwyciła broń.

- ,,Nie wiem, co on sobie myśli, posyłając mnie do nich z tą kobietą. Czy tamten mężczyzna nie nie dał ostrzeżenia dziadkowi? Najwyraźniej doszli do porozumienia, tylko szkoda, że ten stary dziad nie raczył mi nic powiedzieć na ten temat.'' - pomyślała.

Otworzyła szafę i spojrzała na pelerynę z rodzinnym herbem z obawą, co mogło ją czekać tego dnia. Wyjęła ją, założyła i spojrzała na siebie przed lustrem. Po upewnieniu się, że wygląda schludnie, opuściła pokój i udała się w stronę schodów. Podwinęła długą pelerynę i zeszła po nich. Jeden z pionków stojących przy głównym wyjściu, otworzył drzwi przed dziedziczką. Następnie przeszła przez labirynt krzaków i znalazła się przed posesją. Przed budynkiem czekała na nią Kepisa.

- Witaj Lejro. - powiedziała służbowo.

- Witaj. - nastała chwila ciszy. - Nie traćmy czasu, jedzmy już.

Czerwonowłosa kobieta skinęła posłusznie głową. Otworzyła drzwi i pomogła wejść przyszłej głowie rodziny do środka. Następnie zasiadła za kierownicą i ruszyły. Jechały w milczeniu całą drogę, przy czym Lejra wpatrywała się w krajobraz za oknem. Nie opuszczając zbyt często rezydencji, wpatrywała się jak zahipnotyzowana. Rozmyślała nad wieloma sprawami, związanymi z rodzinnym biznesem, dopóki służąca nie oznajmiła, że zajechały na miejsce. Otworzyła przed nią drzwi i zabrała rękawiczki. Dziewczyna dotknęła gołymi rękoma broni i wyszła z auta. Przed sobą widziała pięć osób, które przyszły jej z powitaniem, w tym głowa rodziny.

- ,,Jak ja uwielbiam takie fałszywe powitania. Wszystko i tak kręci się wokół prestiżu i fałszywej przyjaźni między rodzinami.'' - spojrzała na towarzyszkę. - ,,Teraz będzie chwila prawdy. Jak zareagują na towarzystwo Kepisy?'' - westchnęła i uśmiechnęła się do wszystkich.

Po czułej wymianie uścisków i miłych słów wszyscy weszli do domu. W jadalni był przygotowany stół, na którym leżało sporo słodkich smakołyków, które miały umilić wizytę. Znając etykietę, którą kierowali się magowie, reprezentantka rodziny orła usiadła naprzeciwko pana domu. Wszyscy zajęli miejsca z wyjątkiem Kepisy, która stała nieopodal. Nastała krępująca cisza.

- Więc... Jak ci się podoba bycie następcą rodziny? - zapytała głowa rodziny.

Lejrze przypomniał się równie przyjemny początek poprzedniej rozmowy. Zastanawiała się, czy zmiana nastawienia u mężczyzny była szczera, czy jedynie iluzoryczna.

- Proszę wybaczyć mojej pani. Musi czuć się niezbyt dobrze po chorobie. - odezwała się służka, widząc, że dziewczyna nie odpowiedziała.

- Przepraszam bardzo. - postanowiła kontynuować kłamstwo i skinęła grzecznościowo głową. - Ostatnio miałam ciężki okres z powodu choroby, mogę momentami sprawiać wrażenie nieobecnej. Wracając do pańskiego pytania. Oczywiście, że jest ciężko, ale czuję się bardzo dobrze na tym stanowisku.

- Cieszy mnie to bardzo. - uśmiechnął się. - Słyszałem od Sagona, że pobierasz nauki łucznictwa i sama uczysz się magii, to prawda?

- Owszem. Jeśli chcę godnie reprezentować rodzinę, sama również muszę być jej podparciem. - odpowiedziała wykute na pamięć zdanie.

- Miło słyszeć, że w tak młodym wieku, masz poważne podejście do swojego stanowiska. - spojrzał za nią. - Czuję się niezręcznie. Może pani służąca, która nas cały czas bacznie obserwuje, również zasiądzie do stołu? - zapytał zmieszany.

Kobieta niechętnie zgodziła się na propozycję i usiadła obok Lejry. Rozmowa przez większość czasu była łagodna i spokojna.

- Śledząc twoje najnowsze poczynania na giełdzie, muszę przyznać, że całkiem dobrze idzie ci pomnażanie rodzinnego majątku. Sądząc po taktyce, jestem przekonany, że nauczył cię tego Sagon. - mrugnął do niej, a dziewczyna pomyślała, że nigdy nie miała możliwości obstawiania niczego na giełdzie. - Mądrze robi, że już od najmłodszych lat uczy cię administracji. Dzięki temu szybciej nauczysz się fachu.

- Cóż, chyba ma pan rację. - powiedziała lekko zakłopotana.

- Bardzo wnikliwe przyglądałem się tobie, ale wciąż nie jestem pewien, czy osadzenie cię w roli dziedzica jest odpowiednią decyzją. Jako człowiek masz duże predyspozycje, ale wielu magów w tym także ja, mają wiele sprzecznych uczuć. Co ty na to, aby cię teraz przetestować?

- Nie zgadzam się na żadne testy. Jeśli to było pana zamiarem na dzisiejszym spotkaniu, to proszę sobie darować. Gdy będę czuła się na siłach, z pewnością zagoszczę tu i przeprowadzi pan na mnie test dziedzica. - pomyślała o całej liście osób chętnych na tą czynność.

- Nie bądź taka. - wyjął ochoczo rękę w stronę dziewczyny, siedzącej naprzeciwko.

Wkurzona Lejra uaktywniła swoją broń i delikatne popieściła prądem nieproszoną dłoń. Ilość magii w przedmiocie nieznacznie się zmniejszyła. To nie zniechęciło mężczyzny i pełen złości zaczął coś szykować. Nastolatka, która sama nie potrafiła władać dobrze magią, znała większość charakterystycznych gestów przy tworzeniu zaklęć.

- Będzie chciał użyć wodnego zaklęcia. - rzekła do kobiety, siedzącej obok.

- Jeśli moja pani nie życzy sobie tego, proszę jej do tego nie zmuszać.

Mężczyzna nie zaniechał swoich czynów, a Kepisa postanowiła nie być wobec tego bierna. Tak samo jak na poprzedniej wizycie i tym razem stworzyła czarną tarczę. Magia oponenta została zniwelowana. Dziewczyna poczuła lekki dyskomfort, będąc bronioną przez podwładną.

- Nie mówię do ciebie! - wydarł się. - Brzydzę się takimi jak ty! To, że umorzyli twoją sprawę, niczego nie dowodzi! Jestem pewien na sto... dwieście procent, że jesteś... - nie zdążył dokończyć wypowiedzi.

- Myślę, że dalsza konwersacja, nie ma najmniejszego sensu. Nasza dziedziczka wciąż nie jest w pełni sił. Nie mogę jej narażać na ponowną utratę zdrowia, a jeśli nie zgadza się pan z wyrokiem sądu, proszę zgłosić odwołanie i zebrać więcej dowodów. Z przyjemnością zobaczę, jak będzie pan chciał usilnie wmówić wszystkim, że nie jestem tą, za kogo się podaję. - uśmiechnęła się prześmiewczo, chwyciła Lejrę za ramię i podciągnęła ją do góry.

Nastolatka w pośpiechu chwyciła pelerynę i skierowała się ku wyjściu. W międzyczasie rozzłoszczony gospodarz rzucił kolejne zaklęcie. Fragmenty sufitu leciały prosto na gości, ale kobieta dzięki magii rozwiała je na boki, niszcząc po części dom, w którym się znajdowali. Zanim doszło do kolejnej konfrontacji, dwoje magów rzuciło się w stronę pana domu, uspokajając go. Z drugiej strony Lejra dała wymowne spojrzenie Kepisie, która zaniechała dalszej walki. Pomimo napiętej atmosfery, członkowie rodziny krokodyla przeprosili za karygodne zachowanie głowy rodziny. Nie chcąc pogorszyć i tak napiętych relacji, dziewczyna uścisnęła rękę na pożegnanie i wsiadła do samochodu. Gdy wyjeżdżały z podwórka, zza przyciemnianych szyb patrzyła na ich dom i na skalę zniszczeń, które wywołały zaledwie dwa zaklęcia. Gdy posiadłość zniknęła z jej pola widzenia, spojrzała na odbijającą się w przednim lusterku kobietę. Kamienna twarz przywołała jej na myśl uśmiech, który widziała u niej pierwszy raz. Zastanawiała się, czemu nie chciała, aby usłyszała wszystkie zarzuty wobec jej osoby. Zaczęło ją intrygować, kim właściwie była.

- Wybacz, że przeze mnie cała wizyta się nie udała. Mistrz powierzył pokojową rozmowę tobie, ale sama uważam, że prędzej czy później ten mężczyzna wybuchłby jak nie na mnie, to na ciebie za samo bycie człowiekiem. Od samego początku przyglądałam się ich nastawieniu do nas i nie było zbyt przyjemne. Szczerze nie rozumiem, czemu mistrz kazał tobie tam pójść.

Lejra nie odezwała się ani słowem. Zdziwiła się, że kobieta nie zgadzała się ze wszystkim, co powiedział jej dziadek. Miała ochotę zapytać się jej o wiele spraw, ale wiedziała, że tak samo jak od Sagona, tak również od niej nie wyciągnie żadnych informacji, a wcześniejsza wypowiedź była jedynie krótkotrwałym przebłyskiem. W samochodzie na nowo zagościła cisza, która trwała aż do domu. Gdy zajechały pod rezydencję, Kepisa pomogła jej wyjść z samochodu i oddała wcześniej zabrane rękawiczki, które nie zostały założone przez właścicielkę. Przyszła pani domu podeszła do labiryntu i czekała na swoją towarzyszkę.

- Nie musisz na mnie czekać. Mam jeszcze parę spraw do załatwienia na mieście. - rzekła i bez czekania na odpowiedz, odjechała.

Na dworze panował półmrok, więc Lejra postanowiła użyć magii. Potarła licznik i lekko dmuchnęła. Z jej broni wydobywała się struga światła, która oświetlała jej drogę. Ilość energii nie ubyła z urządzenia. Mając za jedyne źródło światła swoją broń, spacerem szła przed siebie. Gdy weszła do zamku, raz jeszcze dmuchnęła i zaklęcie przestało działać. Udała się do pokoju, a reszta wieczoru minęła jej spokojnie.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania