Mistrz Szachownicy - Rozdział 2 - Utrzymywanie dobrych kontaktów z innymi rodzinami to połowa sukcesu.

Lekcja 2 – Utrzymywanie dobrych kontaktów z innymi rodzinami to połowa sukcesu.

Lejra powoli otworzyła oczy i zorientowała się, że nie była w swoim domu. Podniosła się i rozejrzała po pokoju. Wyposażony był w łóżko, na którym siedziała, duże okno, które było przejściem na balkon oraz komodę stojącą obok okna. Naprzeciwko niej stała rozsuwana szafa na ubrania, gdzie na jednym ze skrzydeł znajdowało się lustro. W pomieszczeniu mieściły się także dwoje drzwi. Zaciekawiona, delikatnie uchyliła jedne z nich i weszła do łazienki. Oprócz umywalki i toalety stał tam prysznic, wanna a także toaletka. Wszystko było oświetlane przez okno, umieszczone bezpośrednio przy suficie. Po zapoznaniu się z wnętrzem, wróciła do poprzedniego pokoju. Wyszła na balkon. Powiew rannego wiatru nieco ją orzeźwił, ale również oziębił. Odwróciła się, a jej oczy skierowały się na ciemny stolik w pokoju. Leżała na nim złożona kartka i półmisek. Zaintrygowana podeszła do niego, odwinęła kartkę i przeczytała jej treść.

 

Nie wiem, co się wczoraj stało. Usłyszałam jedynie twój krzyk, a gdy przyszłam, byłaś nieprzytomna. Przyniosłam cię do pokoju. Gdy się obudzisz, włóż przygotowane na dzisiejszą okazję ciuchy, które znajdziesz w szafie i przyjdź do mnie.

PS. Nie wiedziałam, jakie lubisz cukierki, więc przyniosłam ci kilka rodzajów.

 

Ena

Spojrzała na półmisek z kilkoma rodzajami cukierków, ale ich nie ruszyła. Przemieściła się do obiektu, wspomnianego w liście i rozsunęła jego skrzydła. Na samym widoku wisiał ciuch, który wyciągnęła i przewiesiła przez krzesło. Była to niebiesko-biała sukienka, średniej długości, przy czym posiadała pełno białych kokard, które dodawały jej uroku. Na jej twarzy pojawił się grymas na myśl o jej ubraniu. Wodziła wzrokiem po innych ubraniach w szafie.

- ,,Chwila! Gdzie są moje ciuchy? Zamierzają wybierać mi rzeczy, jakie będę miała nosić?!'' - pomyślała.

Zniesmaczona wzięła z dolnej półki eleganckie, białe buty, po czym zamknęła szafę. Po zmianie odzieży, ułożyła swoje wcześniejsze ubrania w kostkę i przejrzała się w lustrze. Była negatywnie nastawiona, ale gdy zobaczyła swoje odbicie, zaniemówiła z zachwytu. Oglądała się tak przez chwilę i postanowiła wyjść. Chwyciła za klamkę i uświadomiła sobie, co ją czekało za drzwiami. Zastanawiała się, czy pionki wciąż pilnowały jej pokoju. Przed oczami widziała skoczka i lekko się zawahała. Gdy zebrała się w sobie, równie szybko otworzyła i zamknęła drzwi. Nie zwlekając, zaczęła biec przed siebie. Niezmiennie stojące przed jej pokojem pionki, obserwowały ją, dopóki nie zniknęła z pola widzenia. Po drodze rozglądała się na boki, ale nic nie wzbudzało jej obaw. Zadowolona, bezpiecznie przebiegła zakręt i znalazła się pod drzwiami kobiety. Zastukała do drzwi, jednocześnie odzyskując płuca, które niemalże straciła podczas tego biegu.

- Coś się stało? - zapytała, widząc zdyszaną dziewczynę.

Lejra pokiwała przecząco głową. Ena zamknęła za sobą drzwi.

- Dobrze się czujesz? Co właściwie wczoraj zaszło?

Nastolatka miała dylemat. Zastanawiała się, czy powiedzieć o wczorajszym zajściu. Była skłonna opowiedzieć jej o tym, jednak szalę przechyliło milczenie dzień wcześniej Eny.

- Sama chciałabym wiedzieć, niewiele pamiętam. - skłamała.

- Rozumiem... - spojrzała na nią podejrzliwie, a zaraz po tym zmieniła temat. - Pięknie wyglądasz w tej sukience. Wiesz, że należała do twojej babci? - zaczęły schodzić po schodach.

- ,,Mojej babci? Umarła młodo, ale ta sukienka nie wygląda staro.''- pomyślała.

- Więc... - zaczęła, nie uzyskując odpowiedzi. - Smakowały ci cukierki?

- Nie miałam na nie ochoty.

- Och... Szkoda...

- Mam do ciebie pytanie. Jak mam właściwie się do ciebie zwracać? Tym imieniem, które napisałaś mi na kartce, czy preferujesz coś innego?

- Panienko, możesz mówić mi po imieniu, nie mam nic przeciwko.

- W takim wypadku, do mnie też mów po prostu Lejra. Nie chcę słyszeć żadnych panienek.

- Przyjęłam. - uśmiechnęła się.

Gdy znalazły się naprzeciwko frontowych drzwi, nastolatka zobaczyła kolejne dwa pionki. Łącznie z nimi naliczyła osiem identycznych kopii. Stały naprzeciwko siebie w ten sam sposób, gdy umożliwiły przejście do sali konferencyjnej. Ena otworzyła drzwi i wyszła z budynku. Za nią znalazła się Lejra, która nie miała ochoty zostać dłużej w tym miejscu.

- Zapomniałam wziąć jednej rzeczy z pokoju. - powiedziała spanikowana kobieta, chwytając się za szyję. - Poczekaj tu chwilę, zaraz pójdziemy do auta.

- Jest przed domem?

- Tak. - powiedziała zdziwiona. - Nie oddalaj się stąd do mojego powrotu.

- W takim razie pójdę do niego i tam poczekam. - odpowiedziała.

- Skoro tak wolisz, objaśnię ci jak wyjść z labiryntu. - zauważyła, że dziewczyna nie zważając na jej słowa, zaczęła iść. - Hej! Słuchasz mnie?! Nie znasz drogi, więc jak zamierzasz sama wyjść z niego?

- Jak to nie znam? Wczoraj tędy szłyśmy, więc mapę mam w głowie.

- Po pierwszym razie? Jesteś niesamowita, jak na zwykłego człowieka. - zdziwiła się i weszła do środka.

- ,,Jak na zwykłego człowieka? Czyli będąc magiem, uważa się za lepszą? Bezczelna!'' - wkurzyła się.

Dzięki dobrej orientacji w terenie wyszła bezbłędnie naprzeciwko posesji. Zobaczyła limuzynę z przyciemnianymi oknami. Wcześniej niechętnie korzystała z dóbr własnego nazwiska, ale zdając sobie sprawę, że jej sytuacja uległa całkowitej zmianie, jedynie westchnęła. Postanowiła poczekać na towarzyszkę, zanim wsiądzie do środka.

- Więc to ty jesteś Lejra? - odezwała się kobieta, którą dopiero teraz zauważyła.

- Tak. - odpowiedziała stanowczo.

Przyjrzała się mówczyni. Miała piękne, długie, czerwone włosy i błękitne oczy. Jej cera była zadbana, a makijaż idealnie dopasowany. Wyglądała na dziesięć lat starszą od niej. Ubrana w schludną, białą koszulę, czarne spodnie oraz marynarkę, ponownie zabrała głos.

- Mój mistrz... - zrobiła chwilę pauzy. - Pani dziadek opowiadał mi trochę o tobie. Proszę wsiąść do środka.

- Chwila moment! Potrafię sama otworzyć drzwi, więc nie musisz tego robić. Poza tym czekam tu na Enę. Nigdzie się na razie nie wybieram. Poza tym nie lubię formalnych zwrotów, mów mi po imieniu. - odpowiedziała.

- Jak sobie życzysz, ale to nie zmienia faktu, że moim obowiązkiem jest otworzenie tobie drzwi. Poczekam z tobą. - wydawała się znudzona tym wszystkim.

Stojąc w milczeniu, ukradkiem przyglądała się nowo poznanej osobie. Widząc jej twarz, która nie okazywała żadnych emocji, zrezygnowała z zadania jej jakiegokolwiek pytania. Czas mijał, a niezręczna cisza wciąż trwała. Po paru minutach słychać było zbliżające się kroki. Oderwała się od muru posesji, o który się podpierała i skierowała głowę w stronę wyczekiwanej osoby.

- Widzę, że się zapoznałyście. - powiedziała Ena. - To nawet ułatwi sprawę, ponieważ niestety nie będę mogła ci towarzyszyć. Pewne sprawy się skomplikowały i zmuszona jestem zostać. - uśmiechnęła się. - Dlatego Lejro proszę, wejdź do samochodu.

Dziewczyna miała inne odczucie. Nie czuła, aby w jakikolwiek sposób zapoznała się z stojącą obok niej kobietą. Gdy otworzyła jej drzwi od limuzyny, spojrzała na nią i nie znając jej imienia, jedynie podziękowała. Zamiast podziwiać bogate wnętrze pojazdu, doznała szoku, widząc siedzącą w niej postać.

- Witaj moja droga wnuczko. Doprawdy pięknie wyglądasz w tej sukience. - odezwał się starzec zaraz po tym, jak zamknięto drzwi.

- Cóż można tak powiedzieć... - nastała chwila ciszy. - Gdzie my właściwie jedziemy?

- Jesteś dość niecierpliwa. - zaśmiał się. - Do miejsca, w którym odbędziesz swoją pierwszą lekcję. - widząc jej zdenerwowanie, kontynuował. - Zabieram Cię, jako moją prawą rękę w odwiedziny jednej z magicznych rodzin. Zapamiętaj to sobie, że dobre stosunki z innymi, nawet jeśli działają ci na nerwy, potrafią przynieść korzyści. Zwłaszcza w ciężkich chwilach dla rodziny. Dzisiejsze spotkanie ma mieć charakter rekreacyjny, więc bądź miła dla nich niezależnie od wszystkiego. - spojrzał nieprzyjemnie, a dziewczyna jedynie pokiwała głową.

Jadąc w ciszy, Lejra przyglądała się krewnemu. Zastanawiała się, o czym myślał, jakie było jego stanowisko wobec wielu nurtujących ją tematów a przede wszystkim, w jaki sposób zerwał współpracę z siostrą. Bak jakiejkolwiek więzi emocjonalnej pomiędzy nimi, sprawiał, że czuła dyskomfort, siedząc obok niego. Niewiele o nim wiedziała. Jedyną rzeczą, którą pamiętała z opowiadań rodziców, to fakt, że był zbyt zapracowany, aby częściej organizować spotkania rodzinne. W myślach podważała słowa swojego taty, który twierdził, że Sagon często o nią wypytywał i wykazywał duże zainteresowanie jej życiem.

Po niespełna godzinie dotarli na miejsce. Wszyscy witali się niczym najlepsi znajomi, choć Lejra od razu dostrzegła, że zarówno dziadek jak nieznani jej magowie, sprawiali wrażenie sztuczności. Po wymianie uścisków, zostali zaproszeni do środka, gdzie wspólnie zasiedli przy śniadaniu.

- Powiedz, jak się nazywasz? - zapytała jedna z osób.

- Lejra... - wydukała nieśmiało.

- Masz bardzo ładne imię. Poza tym wydajesz się o wiele spokojniejsza od pozostałych dwóch kandydatów. Ciężko było ich przegadać. - mówca radośnie się roześmiał.

Spotkanie przebiegało pomyślnie, dopóki gospodarz nie zadał jednego pytania.

- Więc Lejro, powiedz mi. W czym jesteś dobra? - zapytał pogodnie.

- E... Nie wiem za bardzo, o co panu chodzi...

- Nie bądź już taka wstydliwa. Oczywiście, że chodzi mi o twoje zdolności magiczne.

- Nie wydusisz z niej odpowiedzi. - odezwał się starzec. - Nie ma predyspozycji, ponieważ jest zwykłym człowiekiem.

- Że co?! - wybuchł gniewem. - Sagonie, pozwoliłeś ludzkiej dziewczynie być spadkobierczynią?! Doskonale wiesz, że kodeks maga zabrania wtrącania osób trzecich na to stanowisko!

Gospodarz wysunął rękę przed siebie. Z każdego palca wyleciało po jednym piorunie. Poleciały z dużą prędkością w stronę dziadka nastolatki, ale rudowłosa kobieta stworzyła czarną tarczę i magia zaklęcia zniknęła. W tym samym czasie Sagon ze spokojem spoglądał na to wszystko i dopijał kawę.

- Mistrzu, nic ci nie jest? - zapytała, a on jedynie pokiwał znacząco głową.

- Ty draniu! Ta kobieta... Nie mów mi, że złamałeś również to prawo! - kontynuował swoje zażalenia. - Odeślij ją, dopóki możesz! Daję ci na to miesiąc, inaczej spotkamy się przed sądem magów!

- To moja rodzina i ja decyduję, kto do niej ma należeć. Powinieneś docenić moją szczerość względem ciebie. - spojrzał głęboko w oczy pana domu. - Widzę, że wciąż targają tobą silne emocje, dlatego lepiej, jeśli nasza wizyta skończy się w tym momencie. Dziękuję za gościnę, ale czas nas goni. - wszyscy goście wstali. - Na co czekasz, ukłoń się. - położył rękę na czuprynie wnuczki i schylił jej głowę.

- Bardzo dziękuję za gościnę. - powiedziała.

W trójkę ubrali się i czym prędzej opuścili dom. W międzyczasie było słychać dalsze zarzuty gospodarza. Poddana Sagona otworzyła drzwi do limuzyny i oboje weszli do środka. Wystraszonej Lejrze serce biło jak młotem. Nie tego się spodziewała po jej pierwszym w życiu kontakcie z magią, a jej użycie przez osobę z jej rezydencji, jedynie pogłębiło jej niepokój. Wiedziała, że czarny kolor niczego dobrego nie zapowiadał. Zastanawiała się nad ewentualną mroczną naturą kobiety i momentalnie przeszły ją dreszcze. Obserwowała swojego krewnego i doszła do wniosku, że niełatwo będzie zrozumieć jego osobowość.

- Coś nie tak? - zapytał, rozbawiony całą sytuacją starzec.

- Dziadku, dlaczego mówisz o dobrych stosunkach między rodzinami, po czym sam doprowadzasz do kłótni? Czemu ten mężczyzna przeklął twoją szoferkę?

- Szoferkę? Słyszałaś, jak zostałaś nazwana? - zaśmiał się. - Ech, musisz się jeszcze wiele nauczyć. Nie martw się tym, co przed chwilą zaszło. Mojemu staremu znajomemu na starość poprzestawiało się w głowie. Nie zepsułem atmosfery, tylko byłem szczery. Szczerość w niektórych sytuacjach jest konieczna. Wybacz, ale tak samo jak jemu, mi również wiek nie służy. Chwilę się prześpię. - zamknął oczy.

Patrząc na krajobraz za oknem Lejra, myślała, w jak patowej sytuacji się znalazła. Zaledwie dzień wcześniej spodziewała się zupełnie innego życia jako osoba wtajemniczona w magię. Mimo wewnętrznego niepokoju zrodziła się w niej cząstka ciekawości. Poczuła lekki bodziec do działania, do poznania nieznanej jej dziedziny i lepszemu zrozumieniu całej sytuacji. Tak jak poprzednio po niespełna godzinie zajechali do rezydencji. Z chwilą zajechania, obudziła osobę obok. Wysiadając na zewnątrz, po raz drugi tego samego dnia ujrzała rodzimą rezydencję. Wcześniejsze wydarzenia jedynie nasiliły jej niechęć powrotu do tego miejsca. Wszyscy weszli do posiadłości. Szli zwartą grupą przed siebie. Nastolatka rozglądała się dookoła i obserwowała nieznaną jej część zamku. W pewnym momencie pan domu zatrzymał się. Wydawał się być zamyślony, przy czym delikatnie gładził swoją brodę.

- Dlaczego się zatrzymaliśmy? - zapytała.

- Przygotuj kwestionariusz A387, będzie mi teraz potrzebny. - zignorował pytanie i zwrócił się ku kobiecie.

- Oczywiście mistrzu. - ukłoniła się lekko i ruszyła w przeciwnym kierunku.

- Poczekaj tu, zaraz kogoś po ciebie przyśle. Tymczasem obowiązki pana domu mnie wzywają. - kończąc tymi słowami, stuknął swoją laską i zniknął.

Zdezorientowana, osamotniona Lejra, stała w miejscu i rozglądała się za jakąkolwiek żywą osobą. Po kilku minutach zobaczyła Enę, która zabrała ją z tamtego miejsca. Poza rozważaniami nad wydarzeniami w rezydencji, myśli dziewczyny skupiały się także wokół bliższych dotychczas jej sercu sprawach.

- Eno, mam pytanie.

- Tak? Czy coś się stało?

- Czy ja podczas uczenia się tutaj, będę mogła uczęszczać do mojej szkoły? Będę mogła zobaczyć swoich przyjaciół?

- Przykro mi...

- Och, rozumiem... - spojrzała smutno. - Pozwól, że zadam jeszcze jedno pytanie. Co mam teraz zrobić?

- Teraz? Gdybyś dysponowała magią, kazałabym ci się uczyć nowych zaklęć. Masz czas wolny, ale jeśli chcesz koniecznie coś pożytecznego zrobić, to idź do biblioteki. Poczytaj trochę więcej o magii, dzięki temu odpowiesz sobie sama na dręczące Cię pytania.

- To nie taki zły pomysł. Gdzie się ona znajduje?

- Zaprowadzę Cię. - uśmiechnęła się i zaczęła prowadzić.

Gdy doszły na miejsce, kobieta oznajmiła, że przyjdzie po nią w porze obiadowej. Lejra pełna zapału weszła do biblioteki. Z początku była zdumiona wielkością regałów i ogromem książek. Gdy ochłonęła, zaczęła szukać działu o magii. Na dolnych półka nie mogła znaleźć niczego interesującego, więc chwyciła drabinę i przystawiła ją do regału. Wdrapała się na odpowiednią wysokość i zaczęła ponowne poszukiwania. Gdy znalazła interesującą książkę, wyciągnęła rękę, aby ją chwycić, ale nie mogła jej wysunąć. Sądząc, że wina leży w ścisłym przyleganiu książek, użyła więcej siły, ale ona ani drgnęła. Jej siłowanie przerwał głos, który usłyszała w znacznej odległości od siebie. Zdała sobie sprawę, że poprzedniego dnia to on był źródłem jej nieszczęścia. Ta świadomość sprawiła, że sparaliżowało ją.

- Hmm... Więc postanowiłaś poczytać coś o magii? Nic z tego, nie dysponujesz żadną mocą. To zabezpieczenie jest w waszej rodzinie od pokoleń. Bez użycia magii niepowołane osoby nie mogą ich sięgnąć. Twoja niewiedza sprawia, że jesteś o wiele bardziej interesująca niż poprzednia dwójka. Pozwól, że ja to załatwię.

Lejra poczuła podmuch powietrza, który stawał się coraz silniejszy. Nie była w stanie utrzymać równowagi, wiatr zrzucił ją z drabiny i bezpiecznie odstawił na ziemię. Światło słoneczne z okna rzucało cień dziewczyny przed nią samą, ale również kogoś za jej plecami. Przerażona patrzyła na niego. Kształtem nie przypominał ani pionka szachowego, ani człowieka. Podniosła delikatnie wzrok do góry. Zauważyła, że książka, którą chciała sięgnąć, dryfowała przed nią. Wypełniona strachem, zebrała się w sobie i odwróciła się za siebie.

- Witam ponownie Lejro. - powiedziała figura skoczka. - Ładny dzisiaj mamy dzień. - zachichotała. - Czy coś się stało? Złą książkę wybrałem? - wyglądał na zadowolonego.

Zszokowana widokiem, zaniemówiła.

- Gdzie jesteś? - dziewczyna odwróciła się w stronę dochodzącego głosu Eny.

- Phi... Czas już na mnie. Do następnego razu nowa dziedziczko.

Nastolatka spojrzała na podłogę, a cień skoczka zniknął. Książka upadła u jej stóp, a w sali rozszedł się towarzyszący temu huk.

- Jestem przy trzeciej alejce! - wykrzyknęła.

- W porządku, już idę. - odpowiedziała. - Przepraszam, zapomniałam o tym, że osoby, które nie dysponują magią, nie są w stanie wziąć książek. Pomogę Ci! - zachodząc na miejsce, zdziwiła się. - Czyżby ktoś ze służby ci pomógł?

- Cóż... Chyba można tak to ująć...

- Najważniejsze, że masz to, co chciałaś. Przy okazji, dziś zjesz obiad w swoim pokoju. Twój dziadek ma za dużo na głowie, a pierwszy posiłek w jadalni, chciał zjeść z tobą. Także... - zrobiła krótką pauzę. - Kucharze wyrobili się szybciej z obiadem, więc twój posiłek jest już w pokoju. - zanim Lejra odeszła, dodała. - Jeśli chcesz, weź sobie kilka książek. Wieczorem przyjdę do ciebie i odniosę je do biblioteki. Tylko nie możesz wziąć magicznych, nie wolno ich wynosić z biblioteki.

- ,,Czyli mój wybór książek związanych z magią będzie kontrolowany przez osoby, które pomogą mi je sięgnąć za każdym razem.'' - pomyślała.

- Więc jak postanowiłaś?

- Skorzystam z oferty.

Chodziły między regałami. Kandydatka na następcę przyglądała się tytułom, które wskazała Ena. Znała bardzo dobrze rozkład biblioteki, dlatego zaproponowanie i odszukanie poszczególnych pozycji literackich, nie stanowiło dla niej problemu. Długo szukały konkretnych książek, które zaciekawiłyby dziewczynę.

- Chcesz książkę o szachach? - spytała Ena.

- Bardzo je lubię. - w jej oczach pojawiły się iskierki. - Jeśli dobrze będę się sprawować, może dziadek pozwoli mi pójść na tegoroczne zawody dla młodzieży. - przyjrzała się półce poświęconej tej grze. - Dużo tu książek, których nie znam.

- Haha, widać, że jesteście spokrewnieni. - uśmiechnęła się.

Kobieta zaproponowała swoją pomoc i wzięła połowę książek, które zostały wybrane. Zaniesienie ich na górę, nie przysporzyło im żadnego problemu, większość z nich nie była ciężka.

- Około dwudziestej pierwszej połóż te, które chcesz oddać przed drzwiami. Odniosę je.

- Rozumiem, dziękuję.

Dalsza część dnia minęła spokojnie. Przestrzegając rygorystycznych zasad, które zabraniały użytkowania komórki czy telewizora w domu, czuła się niczym odcięta od cywilizacji. Wzięła krzesło, które wystawiła na balkon i będąc odrobinę bliżej natury, czytała przyniesioną lekturę. Spojrzała na zadbane, pełne owoców drzewa i ptaki wijące w ich koronach gniazda. Pod jednym z nich swoją drzemkę odbywał jeż, wokół którego swój szlak miał łańcuszek mrówek. Wracając wzrokiem do książki, zauważyła, że na jednej ze stron, siedział biały motyl. Wystraszony nagłym ruchem, trzepotał skrzydełkami i odleciał. Rozkoszowała się tym stanem błogości, dopóki się nie ściemniło.

Pod wieczór Ena zapukała do drzwi i przyniosła jej kolację. Po odłożeniu książek przed własnym pokojem, poszła do łazienki. Była zdumiona, że miała wszystko przygotowane, począwszy od szczoteczki do zębów aż do piżamy. Zażyła kąpieli, umyła zęby i przeczesała włosy. Gdy wróciła do pokoju, zgasiła światło, dlatego jedynie blask księżyca oświetlał pomieszczenie. Nie czując się komfortowo, zapaliła małą lampkę, którą ustawiła na stoliku. Położyła się na wielkim łóżku i wpatrywała się w jedyne źródło światła. Z lekkim niepokojem, a zarazem ciekawością myślała o tym, co ją spotka następnego dnia.

 

****************************************************************************************************

Zapraszam także na bloga, gdzie rozdziały są dodawane szybciej - https://mistrz-szachownicy.blogspot.com

****************************************************************************************************

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania