Mistrz Szachownicy - Rozdział 9 - Wizyty krewnych są bardzo ważne.

Lekcja 9 - Wizyty krewnych są bardzo ważne.

 

Nastał kolejny dzień w rezydencji rodziny orła. Lejra wstała, przeciągnęła się i ubrała ciuchy z szafy. Zażyła porannej kąpiel, a także umyła zęby. Po przemyciu twarzy spojrzała na swoje odbicie. Jej oczy skupiły się na dłoniach, które lekko drżały. Wiedziała, że było to spowodowane instynktownym strachem przed dniem, który ją czekał. Wzięła kilka głębokich oddechów, po czym ochlapała twarz zimną wodą. Ponownie spojrzała na swoje odbicie. Na twarzy malował się grymas, a oczy były przepełnione tęsknotą za domem. Westchnęła i wróciła do pokoju. Spojrzała na zegarek, leżący na stoliku.

Mając dużo czasu przed śniadaniem, wyjęła blok rysunkowy i zaczęła szkicować. Przywoływała obraz z własnej pamięci, a jej ręka starała się to odwzorować na papierze. Panująca wokół cisza, jedynie prowokowała ją do rozmyślań o siostrze i kuzynie. Zastanawiała się, jak wiele musieli znieść, będąc w tym miejscu. Jak czuli się, czy odczuwali taką samą samotność, jak ona w tamtym momencie. Ściskało ją w sercu na samą myśl, o braku możliwości ponownego spotkania w trójkę. Nieco przygnębiona poprawiała linie rysunku. Od jej czynności oderwało ją pukanie do drzwi. Zdenerwował ją fakt, że każdego dnia od rana ktoś dobija się do jej drzwi. Stanowczym krokiem podeszła i pociągnęła za klamkę.

- Kto tym razem? - zapytała.

Jej oczom ukazał się pionek, będący strażnikiem pokoju. Patrząc na niego, wydukała z siebie ,,dzień dobry''. Następnie spojrzała na to, co trzymał w dłoni i mina jej zrzedła. W pierwszej kolejności wzięła złożoną na wpół kartkę, którą rozwinęła.

 

Jak tak mogłaś Lejro! My z dobrego serca ofiarowaliśmy tobie jeden z bezcennych skarbów naszego ogrodu, a ty tak po prostu go zostawiłaś. Sama powinnaś wiedzieć, że po zerwaniu trzeba trzymać ją w wazonie. Może byłaś zawiedziona, że dostałaś tylko jedną? Dlatego pomyślałem, że lepiej będzie dać ci bukiet. Pamiętaj, aby o nie dbać.

PS. Mam nadzieję, że zagościsz niedługo w ogrodzie.

Azo

 

Po przeczytaniu, spojrzała na strażnika, a ten podał jej wazon z pięknymi, czerwonymi różami. Ze skwaszoną miną przełamała swoją niechęć, wzięła wazon i zaniosła go do pokoju. Usiadła na łóżku i chwyciła za blok rysunkowy. Podarunek od bliźniaków nie dawał jej spokoju, zakłócając tym samym dokończenie rysunku. Co chwila spoglądała na stolik, na którym stały dorodne kwiaty. Widok pięknie zadbanych róż, nie stłumił jej negatywnych emocji. Chciała wyrzucić je przez okno, ale wiedziała, że następnego dnia dostałaby dwa razy więcej. Nie była w stanie zrozumieć, dlaczego ogrodnicy pałali do niej dużą niechęcią. Jednego była pewna. Zarówno ona, jak i oni nigdy się nie polubią. Poddenerwowana wróciła do swojego zajęcia. Znudzona dalszym rysowaniem, odliczała czas na zegarku do śniadania.

Gdy upragniona godzina wybiła, czym prędzej wyszła. Ustała przed pokojem, chciała rozwiać swoje wątpliwości. Strażnicy, którzy nie rozumieli zachowania swojej pani, jedynie przyglądali się jej z uwagą. Przyjrzała się podłodze, która była w takim samym stanie jak poprzedniego dnia. Dopiero na suficie zobaczyła dwa paski wgłębień. Przekręciła się w stronę, z której dzień wcześniej wracała do pokoju. Ślady ciągnęły się tą samą trasą, dzięki czemu upewniła się, że szuranie nie było jedynie owocem jej wyobraźni. W drodze do jadalni zastanawiała się, co mogło być przyczyną awarii prądu. Widząc bogactwo wewnątrz rezydencji, nie docierało do niej, że nie posiadała dodatkowego źródła zasilania. Tuż po skończonym posiłku, postanowiła udać się do biblioteki i poczytać dostępne dla niej lektury. Po drodze spotkała Enę, która w pośpiechu niosła parę książek.

- Dzień dobry. - odezwała się dziewczyna. - Wiem, że jesteś teraz zajęta, ale gdybyś znalazła chwilę dla mnie... Czy mogłabyś mi pomóc w bibliotece? Chcę poczytać trochę o magii.

Kobieta odłożyła książki na bok i spojrzała na podopieczną. Chciała odpowiedzieć, ale momentalnie spanikowała.

- Jak ty jesteś ubrana?! - omal nie dostała zawału.

- Czy coś z moim ubiorem jest nie w porządku? - zdziwiła się.

- Oczywiście, że tak! Masz dzisiaj wizytację, musisz wyglądać dostojnie!

- Znowu?! Kto tym razem?

Nastolatka nie wiedziała, co bardziej ją dziwiło - wizytacja czy krótka pamięć Eny.

- Twój wuj Azner.

Gdy usłyszała imię gościa, odetchnęła z ulgą, a kąciki ust lekko powędrowały do góry.

- Przepraszam, ale naprawdę jestem zajęta. Poproś kogoś innego, na pewno z chęcią ci pomogą. - uśmiechnęła się.

- Nie wątpię. - odpowiedziała. - ,,że mnie wykończą'' - dodała w myślach.

- Tylko nie zapominaj o spotkaniu. Bądź gotowa na drugą, zjecie razem obiad.

- Muszę go przywitać, czy spotkamy się bezpośrednio w jadalni?

- Wyjdziesz mu na powitanie, ale posiłek zjecie w ogrodzie. Pan Sagon ma dziś w jadalni biznes lunch. - westchnęła. - Nie rozumiem, dlaczego Pan Azner unika spotkań w trójkę. Chce rozmawiać tylko z tobą.

- Ciekawe, czemu wybiera takie terminy. - powiedziała sama do siebie z ironią.

Na samą myśl o powrocie do ogrodu, Lejrze zrzedła mina. Miała nadzieje, że tym razem bliźniacy będą zajęci robotą i nie spotka ich.

- Jak ci się podobał wczorajszy dzień? Nauczyłaś się czegoś ciekawego? - zapytała zaintrygowana.

- Oczywiście, że tak. Było bardzo fajnie. - skłamała i się uśmiechnęła.

- Ach, to świetnie. Pomówimy jeszcze o tym później. - odparła, jednocześnie biorąc z powrotem książki na ręce. - Muszę już iść.

Nastolatka przyglądała się z nieufnością odchodzącej kobiecie. Była lekko rozczarowana, że nie spotkała w zamku nikogo, komu mogłaby zaufać. Wróciła do pokoju, podeszła do szafy i zastanawiała się, co ubrać. Wybrała trzy sukienki i przed lustrem przykładała je do ciała oceniając, która lepiej wyglądała. Po dokonaniu wyboru przebrała się i spojrzała na wiszącą w szafie szatę z herbem rodziny.

- ,,Lepiej to założę. Jeśli Kepisa zobaczy mnie bez niej, bez wątpienia zda relację dziadkowi.'' - spojrzała na swój przyrząd do gromadzenia magii - ,,To też się przyda, nie zamierzam skończyć w obozie dla magów.'' - założyła rękawiczki i chwyciła broń.

Zmierzyła samą siebie od góry do dołu. Po upewnieniu się, że wszystko leży na niej idealnie, wyszła i udała się do biblioteki. Przy jednym ze stolików zostawiła broń. Chodziła między regałami, poszukując ciekawego tytułu. Po długich poszukiwaniach między regałami, odnalazła coś ciekawego. Rozłożyła ją na stoliku i starała się w nią wczytać. Rozkojarzona spotkaniem z wujkiem, więcej czasu spędzała na wpatrywaniu się w zegar, odliczając czas do obiadu. Dziesięć minut przed umówionym czasem, wstała i odniosła książkę. Chwyciła pelerynę do góry i podekscytowana zaczęła biec w stronę wyjścia. Przebiegła labirynt i znalazła się przed zamkiem. Ustała, aby wyrównać oddech i z niecierpliwością wypatrywała samochodu. Czekała około siedmiu minut, zanim zajechał. Mężczyzna wysiadł z auta i podszedł do dziewczyny.

- Wyglądasz jak prawdziwa pani domu. - uśmiechnął się, po czym przyjrzał się dokładniej. - Czy mnie oczy nie mylą? - zdziwił się, widząc przedmiot w jej dłoni.

- Cóż... Byłam na targu i moja podopieczna to zauważyła. Dziadek się zgodził na używanie i tak o to trzymam go teraz w ręku. - wytłumaczyła w skrócie.

- Matko jedyna! Żeby dziecku dać broń dla dorosłych! Co ojcu siedzi w głowie?! - westchnął i poczochrał dziewczynie włosy. - Pogadajmy o tym przy obiedzie. Niech Pani dziedziczka mnie zaprowadzi. - uśmiechnął się.

- Zatem chodźmy do ogrodu. - oboje ruszyli. - Z początku też nie mogłam się przyzwyczaić, ale patrząc na to, że tak wielu, potężnych magów może mnie otaczać w przyszłości, chcę czuć się bezpiecznie. - odpowiedziała z największą powagą.

Azner spojrzał na nią z lekkim niepokojem. Wiedział, że Lejra brzydziła się wszelką przemocą, nie mówiąc o broni. Zawsze unikała takich tematów, wywoływały u niej wiele negatywnych emocji. Tymczasem nie drgnęła jej nawet powieka, opowiadając o tym. Zmartwił się, nie widząc u niej dziewczęcej niewinności. Nie sądził, że pobyt w tym miejscu będzie miał aż tak negatywny wpływ. Zrobiło mu się żal bratanicy.

Gdy weszli do ogrodu, zamilkli, jedynie śpiew ptaków zakłócał panującą ciszę. Rozglądali się i podziwiali lekko kołyszące się na wietrze kwiaty. Mieli wrażenie, że czas się zatrzymał, a sami znajdowali się w odległym miejscu. Dziewczyna czuła, że to miejsce wręcz ją hipnotyzowało.

- Wyglądasz dziś zupełnie inaczej. Nie wiem, jak to określić, ale z pewnością bardziej poważnie. - nastolatka usłyszała głos Azo.

- Nie wiem, co masz przez to na myśli, ale uznam to za komplement. - odpowiedziała zakłopotana.

- Och, a Pan kim jest? Pierwszy raz widzę Pana w ogrodzie. - zdziwił się blondyn.

Lejra z poważną miną przyglądała się mężczyźnie. Była rozczarowana, że już na samym początku go spotkała.

- Nazywam się Azner, jestem synem Sagona. Od tak wielu lat bywam w tym miejscu, ale nigdy nie widziałem tu żadnego ogrodnika. - przyjrzał mu się. - Musisz być tu stosunkowo niedługo, ale muszę przyznać, że masz rękę do kwiatów chłopcze.

- Cóż... Stosunkowo niedługo to dobre słowo. - uśmiechnął się, ale nie był to szczery uśmiech. – Nazywam się Azo i dziękuje za dobre słowo.

Słowa Aznera zaintrygowały dziewczynę. Syn Sagona przyglądał się z uwagą blondynowi i tak samo jak na bratanicy, nie zrobił dobrego wrażenia. Po krótkiej rozmowie czuł nieszczere intencje z jego strony. Kulturalnie poprosił sługę o to, aby wracał do pracy i zostawił ich samych. Ogrodnik ukłonił się z szacunkiem i odszedł. Pozostała dwójka podeszła do altany i zasiadła do przygotowanego już obiadu. Tego dnia potrawy były przygotowane pod tradycyjną, narodową kuchnię. Oboje byli zadowoleni, bardzo je lubili. Jak wymagała etykieta, dopiero po skończonym obiedzie, zaczęli ze sobą rozmawiać.

-Wujku... - zaczęła nieśmiało. - Czy byłoby możliwe, aby zapewnić nam trochę prywatności? - spojrzała znaczącym wzrokiem.

- Em... W porządku. - odpowiedział zdziwiony.

Mężczyzna machnął ręką w lewo, następnie w drugą stronę. Z jego palców wydobywała się delikatna struga energii, która splatała się ze sobą, tworząc małą barierę wokół nich. Spojrzał kontrolnie wokoło i nie widząc żadnych dziur, zabrał głos.

- Nie wyglądasz dobrze, czy coś cię trapi?

- Niezależnie co robię, czuję się tu prześladowana. - zaczęła mówić z przejęciem. - Mam wrażenie, że w tym domu dzieją się nienormalne rzeczy. To samo tyczy się chociażby Azo i jego brata... Są strasznie dziwni! - poczuła, jakby zrzuciła kamień z serca.

- Nie przesadzasz? - przerwał wywody. - Zdecydowanie nie zgadzam się z metodami ojca, ale nie sądzę, aby ktoś cię tu śledził. Może czujesz się po prostu zagubiona w tak dużej posiadłości? - uśmiechnął się. - Nie masz pojęcia, ile czasu zajęło mi przyzwyczajenie się do tego miejsca. Wracać do miejsca, z którym nie mam żadnych wspomnień. Nie wiem, ile brat tobie mówił, ale wcześniej nasza rodowa rezydencja była ulokowana w innym miejscu. Prawdę mówiąc, sam nie czuję się tu dobrze. Może to przez ten stary klimat posiadłości? Jednego możesz być pewna, na pewno nikt nas tu nie śledzi, wyczułbym to. - pocieszył ją. - Co najwyżej podsłuchiwać.

Zgodnie z oczekiwaniami Lejry, mężczyzna nie wziął tych słów zbyt poważnie. Nie wiedziała, czy powiedzieć mu o pionkach szachowych. Dysponując nikłą wiedzą na ich temat, nie była w stanie nic wskórać. Postanowiła o nich nie wspominać, dopóki nie zrozumie głębiej sensu ich istnienia.

- Jakiś czas temu... - spoważniał. - Zapytałem ojca, gdzie dokładnie wysłał Nowafię na szkolenie. Nie podał konkretnego ośrodka, jedynie miejscowość. Obdzwoniłem wszystkich ewentualnych mentorów i nic z tego. Nikt nie miał jej pod swoją opieką, dlatego mam lekkie obawy do kogo ją wysłał.

Nastolatka nie wiedziała, jak zareagować na tą wiadomość. Poczuła jeszcze większą tęsknotę za siostrą i pustkę w sercu. Jej smutek był zmieszany z zażenowaniem. Podczas gdy Azner nie próżnował, sama nie posiadała żadnych konkretnych wiadomości w obu sprawach. Zawahała się, czy powiedzieć mu o niepotwierdzonej informacji, ale postanowiła być z nim szczera.

- Wujaszku, nie wysuwaj na razie błędnych wniosków. Sama do końca nie jestem przekonana, ale mam pewne podejrzenia. Domyślam się, że jedna osoba ze służby dysponuje czarną magią. Nie wiem, czy ma coś wspólnego z Nordafem, ale...

W oczach mężczyzny można było dostrzec ogromny ból. Serce go kłuło, ale gdy przed oczami ponownie zobaczył obraz martwego syna, zagotował się ze wściekłości.

- Kto to?! Zabiję z miejsca! - podniósł głos.

- Dlatego nie powiedziałam kto to. Nie unoś się, proszę. Nie mam żadnych poszlak, że to ona ewentualnie mogła przyczynić się do jego śmierci. Proszę, nie wspominaj o tym nikomu w domu. Niezależnie czy mylę się czy też nie, ta osoba donosi na mnie. Jestem przekonana, że po czymś takim dziadek wyśle mnie na kurs magów!

- O czym ty mówisz? - zapytał spokojnie, gdy opanował emocje.

Dziewczyna wytłumaczyła powód groźby starca, wspomniała również o wizycie we własnym domu, która przyczyniła się do jego decyzji.

- W porządku nie wspomnę o tym. - zgodził się, nie chcąc przysporzyć jej więcej kłopotów. - Co do twoich rodziców... Przykro mi z powodu ich zachowania. Szczerze od jakiegoś czasu nie poznaję własnego brata. Nie rozumiem, czemu się zmienił. - zrobił krótką pauzę. - Wybacz mi moją bezpośredniość, ale mam wrażenie, że praktycznie wszyscy ostatnio stali się zbyt jednomyślni. Myślę, że obecnie jedynie my zostaliśmy na placu boju. - czule się uśmiechnął. - Nie martw się, nie opuszczę cię w tych trudnych dla ciebie chwilach.

Słowa Aznera podniosły dziewczynę na duchu i przywróciły jej nadzieję, że wszystko się ułoży. Oboje rozmawiali ze sobą jeszcze jakiś czas o tematach, które ich frapowały, aż nadeszła pora pożegnania. Nastolatka patrzyła na wsiadającego do samochodu wujka z tęsknotą. Wiedziała, że ich spotkanie było jedynie miłą odskocznią w jej nowej rzeczywistości. Widząc, jak odjeżdża, miała wrażenie, jakby jedyny promyk jej nadziei opuszczał ją na zawsze. Chciała, aby dzień, w którym nadejdzie ich kolejne spotkanie, nastał jak najszybciej. Zamyślona, wróciła do rezydencji.

Reszta dnia minęła Lejrze spokojnie. Przed położeniem się do łóżka, wyszła na taras, zaczerpnąć świeżego powietrza. Podmuch wiatru, który przyniósł ze sobą słodki zapach kwiatów, przypomniał jej o spotkaniu z krewnym. Ściskało ją serce na myśl o tym, jak musiał cierpieć z powodu Nordafa. Zastanawiała się, czy myślał o nim codziennie, tak samo jak ona o Nowafii. Z opuszczoną głową wróciła do środka i ułożyła się wygodnie na łóżku.

- ,,Fia, gdziekolwiek jesteś, mam nadzieję, że wszystko z tobą w porządku.'' - pomyślała.

Nie chciała zamykać oczu. Wiedziała, że gdy ponownie je otworzy, nic się nie zmieni, a ona sama dalej będzie tkwić w tym miejscu. Po długich zmaganiach zasnęła. Przez całą noc na jej twarzy malował się uśmiech. Śnili się jej rodzice, za którymi tęskniła i każdego dnia oczekiwała na jakąkolwiek wiadomość od nich.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania