Niepoprawny książę X

27. Sophie

Trzasnęła drzwiami wstrząśnięta. Opierając się plecami o drzwi spojrzała wysoko w sufit zadając mnóstwo pytań. Odeszła trochę od drzwi nie potrafiąc do tej pory wyrównać oddechu. Dlaczego to zrobił?.

- Wreszcie wróciłaś - usłyszała za sobą i drgnęła na glos mrożący krew w żyłach. Przełknęła ślinę i odwróciła się - Skończyłaś już pieprzyć się z nim? - dodał bez chwili zastanowienia. Dostrzegła w nim opętany wściekle wzrok. Takiego jeszcze nigdy nie widziała.

- Cole - wykrztusiła, a on szedł prosto w jej kierunku. Było jej okropnie sucho w gardle. Jego twarz mówiła wszystko, takiego jeszcze nie widziała.

- Bardzo mnie zawiodłaś, Sophie - chrząknął ponuro przyspieszając kroku, gdy ona cofnęła się pod ścianę jak wystraszone dziecko.

- Cole! - pisnęła. Bez oporu agresywnie chwycił ją za szyję, na co zadławiła się.

- Byłaś moja! - krzyknął w jej twarz. Nawet jej wierny czworonóg dostrzegł dzisiajj, że potrzebna będzie jej pomoc, bo od razu przystąpił do ataku. Biało-czarny kundelek rzucił się na napastnika Sophie instynktownie wgryzając mu się w kostkę. Ryk mężczyzny rozdarł jej bębenki w uszach. Z wielką siłą odrzucił go na co pies pisnął z bólu gdy odleciał na ścianę. Podszedł do Pirata i wymierzył celne kopniecie zwierzęciu. Mglisty i drastyczny obraz przyćmił bolesny skowyt psiny.

- Cole!!! - krzyknęła w szoku, co go oderwało od brutalności. Nie zdążyła zareagować, ponownie rzucił się na dziewczynę. Zdołała ostatni raz wykrzyczeć jego imię przepełnione z wielkim cierpieniem i strachem.

***

Otworzyła obolałe oczy. Bolało ją całe ciało, bała się jakkolwiek poruszyć, by nie znosić większej męki. Pomimo tego całego obolałego ciała, to serce najgorzej odczuwała. Jej dusza była rozdarta na dwie części, a zranił ją Logan Jeffey. Złość, bezsilność, żal, nie do wytrzymania smutek i pustka rozsadzała ją od środka. Była kompletnie naga pod przykrytym jedynie szlafrokiem. Z trudem uniosła się na łokciach i dotknęła opuchniętego policzka na co skrzywiła się. Syknęła podnosząc się całkowicie zakładając szlafrok na posiniaczone i zadrapane ramiona. Nie miała ochoty przyglądać się w lustrze, wiedziała, że może drastycznie wyglądać. Usłyszała kroki, nawet nie spojrzała w tym kierunku. Słyszała jego westchnienie.

- Czy on był tego wart, Sophie? - zapytał. Przyśpieszyło jej serce na samą myśl o Loganie.

- Nigdy mu nie dorównasz - wydusiła z zachrypniętym głosem. Blondyn o ciemniejszy odcieniu podszedł do niej i pogładził po obrzękniętym policzku. Nie miała siły patrzeć na swojego oprawce, skrzywdził ją niewątpliwie.

- Więc mam nadzieje, że następnym razem dobrze zastanowisz się za nim choćby spojrzysz na niego - ostrzegł ją chłodnym tonem. Zrozumiała tą aluzje, był zdolny do wszystkiego. Nie pozwoliła, by skrzywdził w jakikolwiek sposób jej mężczyznę życia, nawet jeśli już nim nie był. Pocałował ją beznamiętnie w skroń i odszedł. Zeszła z trudem ze schodów na dół. Jego nigdzie nie było. Przeczuwała, że teraz jej swoboda jeszcze bardziej będzie ograniczona.Od razu dostrzegła leżącego psa w miejscu gdzie wczoraj trwał jej koszmar. Podeszła do niego bliżej i z nie smakiem kucnęła przed nm. Jej przyjaciel od dziecka, wciąż miał otwarte ślepka, z jego ucha uleciała krew tworząc niewielką kałuże. Silne uderzenie Cola widocznie spowodowało, że kruche ciało psa nie wytrzymało. Jej świat był zawalony pod wielkimi gruzami i nie widziała jakiegokolwiek prześwitu uwolnienia.

- Pirat - zaszlochała gorzko i boleśnie, czochrając go po raz ostatni po jego gęstej sierści. Teraz już była całkowicie sama,

28. Logan:

Czuł się rozbity. Stracił ją. Nigdy nie był bardziej szczęśliwy i było mu bardzo dobrze. Przepadło. Była jego światem, promykiem i powietrzem, teraz nie potrafił oddychać bez niej. Przetarł swoją twarz, na której był wymalowany gorzki ból. Jej matka odebrała mu już wszystko co mogła. Wolność, dom, miłość, możliwość na rodzinę. Jak on wytłumaczy się Liamowi?. Słyszał huk, a po chwili wpadł do kuchni jego syn wraz z siostra.

- Czee brat, a Sophie nie ma ?- zapytała radośnie. Liam w tym czasie chwycił croisanta i poleciał do salonu. Nie ingerując w ich rozmowę

- Nie ma i nie będzie - odrzekł smętnie.

- Co ty mówisz? - zmarszczyła swoje brązowe idealne brwi.

- Nie jestem już z nią i nie byłem - chrząknął.

- Co ty wygadujesz ?. Mieliście być ze sobą ! - zawołała nie rozumiejąc, ale rozbawiona sądziła, że jej rodzeństwo właśnie z nią żartuje.

- Przeleciałem, pobawiłem się i już znudziłem się - wzruszył ramionami popijając kawę - Kazałem jej spieprzać.

- Że co?! - huknęła na niego przerywając, a on spojrzał na nią uważnie - Chcesz powiedzieć, że pognałeś dziewczynę, która za tobą szaleje?. Miała odejść od narzeczonego, a ty kazałeś jej spieprzać ?! - krzyczała, na co poczuł się dziwnie, jakby mniejszy.

- Tak, właśnie pozwoliłem jej odejść - wybełkotał, czując się momentalnie jak pijany. Te słowa przychodziły mu z trudem, ale były prawdziwe.

- Na miłość Boska, on ją skatuje, Logan!!! - wrzasnęła na niego, a on w końcu zrozumiał czemu tak Emily Jeffey zdenerwowała się. Miał wrażenie, że na te słowa pękło w nim coś. Bez wahania popędził do drzwi Nie ogarnął krótkiej drogi, a był już przed jej drzwiami od razu dobijając się w nie.

- Sophie!!! - krzyczał rozgorączkowany - Sophie, otwórz !! - wołał dysząc.

- Odejdź, Logan - usłyszał za drzwiami jej drżący glos.

- Otwórz, albo wywarzę drzwi! - rozkazał. Odetchnął z ulgą, gdy usłyszał jak przekręca zamek, a po chwili pokazała się w drzwiach. Serce mu stanęło na jej widok. Była ubrana w cieniutki szlafrok, który znał. Krótkie rękawy świadczyły jakby nie wstydziła się po domu chodzić z tak wstrząsająco, poobijanym ciałem. Zapomniał co to tlen i co to słowa. Jego wzrok skupił się na policzku, na którym był obrzęk z lekkim zadrapaniem. Złość, zmieszanie, niewyobrażalny ból, cierpienie, strach, wszystko to czuł gdy jej przyglądał się w kompletnym szoku . Nigdy nie chciał by jej to przydarzyło się, nie to planował.

- Co kurwa... - wykrztusił, wparowując do środka. Zastanawiał się skąd ma tyle siły by jeszcze stać przed nim, musiało ją tak to wszystko boleć, przecież miała takie kruche ciało.

- Czemu tak dziwisz się?. Przecież sam mówiłeś, że nie wiem co to ból i więzienie - wybełkotała gorzko. Choć w oczach miała łzy, to panowała tam pustka, z której nic nie mógł odczytać.

- Sophie, czemu nic nie mówiłaś... Boże, ja przepraszam.. Jaa...

- Nie mów nic, Logan - przerwała mu - Chciałeś mnie zranić, chciałeś zemścić się rozumiem - wzruszyła ramionami - Byłam łatwym celem, bo jak by tu nie skorzystać skoro głupia i naiwna Sophie przyleciała do ciebie jak na gołej tacy - powiedziała smutno z łamiącym głosem łapiąc się z a brzuch, jakby ją bolał i może tak było, a jemu robiło się bardziej żal. Nie potrafił powstrzymać łez, które zdążył uwolnić, ale tym razem nie robiły dla niej żadnego wrażenia.

- Sophie, ja nie chciałem...

- Wybaczam ci Logan i dziękuje ci - pisnęła swoim głosem, na co rozszerzył oczy jeszcze bardziej zaskoczony - Bo chociaż przez chwilę mogłam być szczęśliwa będąc z tobą - wyznała boleśnie. Objęła się swoimi ramionami chowając się w nich.

- Zabieram cię stąd - oznajmił podchodząc do niej bliżej.

- Niee, Logan! - krzyknęła - Nie mogę odejść! - zaprotestowała głośno - Nie mogliśmy nigdy być razem, nie możemy i nie będziemy móc!. A ty?!… Ty tylko uświadomiłeś mi to wczoraj - krzyczała szlochając - Byłeś moim spełnieniem - wzruszyła ramionami ocierając sama swoje łzy. Była tak zdruzgotana.

- Dlaczego?!. Dlaczego nie chcesz zawalczyć?!. Czemu chcesz dać się zabić?! - krzyczał na nią nie rozumiejąc. Złapał ją za ramiona, ale z wyczuciem by jej nie zranić. Chciał ją od tego uchronić, jednak protestując uciekała od niego.

- Bo twoje życie jest cenniejsze od mojego ! - załkała - Ale ty tego nie zrozumiesz, bo przecież mnie nienawidzisz - dodała wypuszczając kolejne łzy goryczy. Bała się o niego. Boże....Jaka ona kochana, jak go kochała.

- Boisz się go?. O mnie?. Nic mi nie zrobi, Sophie. Chodź - zabłagał, drżącym głosem.

- Cholera, Logan. on zabił Pirata!! - zawyła głośnym płaczem. Biedna jego Sophie, nie zdawał sobie sprawy, że przeżywała jakikolwiek katusze w tym domu. Musiała teraz tak cierpieć, a ten Cole... Co to za człowiek?... Nie mógł uwierzyć w to co słyszy i w to co widzi. Miał wrażenie, że jego głowa rozsadzała go od środka - Nawet nie wiesz do czego on jest zdolny - dodała.Na prawdę przykro mu było, że musiała to doświadczyć. Kochała tamtego psa od pierwszego wejrzenia, jeśli można było tak to nazwać. Zbyt wiele osób już utraciła, teraz przez jego lekkomyślność i jego Mógł przecież przyjść z nią do tego domu, nic by nie stało się, ale uległ kolejnej intrydze jej matki. Spojrzał w sufit przeklinając samego siebie.

- Sophie, tak mi przykro... - otarł jej kciukami słono-gorzkie łzy.

- Proszę cię, Logan, idź już i daj mi spokój - wypchnęła go z całą swoją siłą jaką miała teraz zza drzwi - I proszę zrozum jak mnie nie będzie przez jakiś czas w pracy - dodała. Bez zawahania od razu zamknęła się na klucz. Wciąż słyszał jej cichy szloch, który zsunął się w dół na podłogę. Płakała skulona na drewnianych panelach, sama wśród tych czterech ścian, a on był kompletnie bezradny. Wrócił do domu, od razu spostrzegł zdenerwowana siostrę, która chodziła po kuchni

- I co?! - podskoczyła do niego.

- Jestem debilem, baranem, złamasem i wszystkim razy dwa, czym nazwała mnie Sophie - wykrztusił opierając się o blat.

- Coś ty narobił, Logan? - pokręciła głową, ręce opadły jej z wrażenia, które miała skrzyżowane na piersiach.

- Ja nie wiedziałem... Gdybym wiedział, czemu nic nie mówiłaś?! - zapytał rozgniewany.

- Ponieważ obiecałam Sophie - odpowiedziała załamanym głosem - Ponieważ sądziłam, że odejdzie od niego do ciebie i będzie wszystko dobrze, a ty... Wszystko schrzaniłeś ! - oskarżyła.

- Cholera - jęknął zdołowany kompletnie, chowając twarz w rękach. Brunetka podeszła do swojego brata, położyła mu dłoń na ramieniu.

- Co ja mogę zrobić? - zapytał siostry, albo sam siebie.

- Rób tak by nie zaszkodziło to Sophie - poradziła - A teraz jestem serio zła na ciebie - mruknęła, po czym raptownie odeszła. Serce mu wciąż dygotało. Zrozumiał od razu dziewczynę, jak na policje pójdzie tylko rozwścieczy to Cola, a wtedy może znów skrzywdzić jego Sophie… Jego Sophie została skrzywdzona i to boleśnie. Obiecał sobie, że nadejdzie taki czas, że rozliczy się z nim. Drżącą ręką palił kolejnego papierosa. Nie widział jej. Może kąpała się, a może była z nim.

- Boże, jeśli istniejesz daj mi siłę, a tym bardziej jej - pomyślał na głos patrząc w niebo, a potem jak dziecko zapłakał opadając bezwładnie na leżak. Gdyby mógł cofnąć czas, gdyby mógł...

28..Sophie:

Tęskniła za nim z minuty na każdą na następną. Świadomość, że nigdy już nie będzie jego bolała ją niemiłosiernie. To on jej to odebrał, ale dlaczego?. Brakowało jej go, mimo tych wszystkich przykrych słów, jakie wypowiedział. Pragnęła znów wtulić się w jego ramiona. Była tak stęskniona za jego zapachem, że nie wiedziała jak na nowo nauczyć się oddychać. Przez ten krótki czas nauczyła się żyć na nowo, a teraz ponownie musi powrócić do szarej rzeczywistości, która nie wiedziała dokąd ją zaprowadzi. Nie wychodziła z domu nigdzie i praktycznie nigdzie nie mogła. Leżąc skulona na łóżku odtwarzała wspólne chwile z Loganem Jeffeyem ciesząc się przez łzy. Przez chwilę mogła poczuć się jak księżniczka, jego księżniczka. Otarła twarz słysząc kroki.

- Znowu płaczesz? - usłyszała.

- Akurat obchodzi cię to - burknęła.

- Oczywiście, że obchodzi - chrząknął. Odczuła zapadniecie w materacu za nią, świadczące, że usiadł właśnie - Cierpię gdy płaczesz - powiedział.

- Więc odejdź! - krzyknęła - Zostaw mnie, a będę szczęśliwa - wykrzyczała podnosząc się. Mężczyzna westchnął, a następnie uśmiechnął się.

- Tak to nie działa - mruknął - Jesteśmy sobie przeznaczeni - dodał, całując ją w ramie.

- Nigdy nie byliśmy - pokręciła głową przecząco niedowierzając.

- Sophie, przestań walczyć - poprosił zakładając jej włos za ucho, na co skrzywiła się z obrzydzeniem.

- Będę musiała w końcu wyjść, do pracy zamierzasz za mną chodzić? - prychnęła z pogardą w głosie.

- Zastanowimy się zważając na to, ze pracujesz ze swoim kochankiem - zmrużył powieki, popadając w zadumę. - Obiecałam ci, że więcej do niego nie zbliżę się, jeśli zostawisz go w spokoju - załkała.

- Wiem - uśmiechnął się - Bardzo dobrze wiem, że więcej nie zrobisz nic głupiego - pogładził ją po policzku - Prawie już nic nie widać - stwierdził przyglądając się jej twarzy.

- Ciekawe ile jeszcze pojawi się? - parsknęła.

- Nie pojawi - pokręcił głowa i podniósł się ociężale - Nie ma rzeczy jakiej nie mógłbym ci dać, jedynie bądź... - powiedział zamyślony - Jesteś moim światem, Sophie - dodał przy drzwiach.

- A ty gównem - chrząknęła. Usłyszała lekki, męski śmiech.

- Uwielbiam ten twój niewyparzony język, ale wolę go gdzie indziej - odparł rozbawiony jakby wiedział jak już będzie wyglądał ich wieczór. Opadła bezsilnie na lóżko i wtopiła twarz w poduszkę wrzeszcząc z ogromną złością i żalem.

Sińce powoli zmieniały barwę z fioletu na zieleń, a z zieleni na żółty. Tak, jak liście na drzewach. Zastanawiała się, jak on sobie radzi?. Czy na prawdę aż tak nienawidził ją. A co z Liamem, zdążyli przywiązać się do siebie. Co mu mówi i co tłumaczy?. Tęskniła za tym malcem. Zakładała, że już rozpoczęła się szkoła, którą pewnie był pochłonięty. Po kąpieli poszła do dawnego pokoju brata zaglądając w okno. Nikogo nie dostrzegała, domyślała się więc, że musiał być w pracy. Zasłoniła okna zasłonami znikając mu już całkowicie za szkłem. Wraz zejściem na dół zadzwonił dzwonek do drzwi, uniosła brwi z zaskoczona ponieważ nikogo nie spodziewała się. Otworzyła, a w drzwiach ukazała się jej przyjaciółka.

- Sophie, Boże! - zawołała rzucając się na dziewczynę z objęciami. Zaniemówiła na jej widok, po czym westchnęła przytulając koleżankę - Martwiłam się cholernie - dodała przyciskając dziewczynę do siebie.

- Nic mi nie jest - wykrztusiła. Dziewczyna oderwała się i przyjrzała się bacznie.

- Sophie, błagam nie mów, że jesteś ślepa. On cię zmasakrował ! - powiedziała lustrując ją całą.

- Już jest okey... Jeszcze kilka dni i będę mogła wychodzić z domu - zapewniła, chociaż już tyle czasu minęło.

- Sophie… Błagam cię zrób coś nim będzie za późno - poprowadziła ją na kanapę, gdzie usiadły.

- Nic nie można zrobić, Emily - mówiła beznamiętnie.

- Kochasz Logana, a on ciebie!. Nie wiem co w niego wstąpiło przysięgam!. Nawet pokłóciłam się z nim i nie odzywam się od tego momentu - tłumaczyła.

- Twój brat dał mi najwięcej szczęścia w moim całym życiu - odrzekła podciągając nogi do siebie - Ale chciał zemścić się po prostu i nie winię go.

- Nie wierzę w to, Sophie, po prostu nie wierzę - pokręciła głową z oburzeniem - Przecież sama go widziałaś jaki był! - wypomniała machając rękoma wstrząśnięta.

- Dlatego takiemu zaufałam - wzruszyła ramionami.

- Na pewno jest coś na rzeczy. Nic mi nie powiedział, ale musiało coś stać się - broniła cały czas ich związek zawzięcie.

- Emily i tak dobrze, że tak stało się. To wszystko tylko potwierdziło, że jakbym odeszła od Cola nigdy nam by odpuścił, tak to przynajmniej mam gwarancje, że Logan jest bezpieczny

- Przecież on nie skrzywdzi Logana!. Pójdziecie na policje! - poleciła jej rozruszona.

- Proszę cię ,Emily, będzie tylko gorzej - jęknęła z żalem w głosie.

- Gorzej się nie da, Sophie, chyba, że cię w końcu zabije ! - nakrzyczała na nią.

- Cóż, wtedy przynajmniej uwolnię się od niego - przełknęła śliną, musząc w to wierzyć - W dodatku... Na koniec miesiąca wyjeżdżamy

- Co?. Dokąd?! - pisnęła z wrażenia.

- Na Florydę - odpowiedziała - Chyba już więcej mnie nie zostawi tutaj samej - westchnęła.

- Nie może zmusić cię?! - zawołała.

- Widocznie może - wskazała wciąż gojący się policzek. Dziewczyna złapała się za głowę nie wiedząc już jak pomóc. Przełknęła ślinę z trudem, a po chwili ochłonęła.

- Liam za tobą tęskni - westchnęła głęboko już opanowana.

- Jak sobie radzi? - zapytała smutno.

- Jest zadowolony ze szkoły i kolegów... Logan go zbywa, mówiąc że masz wiele pracy - odpowiedziała zmartwiona.

- No tak, praca - westchnęła myśląc jak to teraz z tym będzie. Cieszyła się, że nie minęli się w drzwiach wraz z narzeczonym. Przynajmniej ominęła ją jakakolwiek afera. Nawet udało się jej przespać noc w spokoju w pokoju brata. W tym momencie zatęskniła za Willem z podwójną siłą, mając nadzieję, że wkrótce do niego dołączy...

****

Sinień na twarzy zniknął, na szczęście nie miała żadnej blizny. Wciąż nie wychodziła z domu, chociaż dziś była tak piękna pogoda, że nie mogła się oprzeć, by nie wyjść chociaż przed dom. Zakopała Pirata w ogródku trzęsącymi rękoma. Twierdziła, że ten pies zasługuje na piękny grób, więc zasadziła krzew róży by pięknie go ozdabiał. Uklękła przy nim wpatrując się w dość świeżą mogiłę. Ogrodziła to miejsce rożnymi kamieniami.

- Boże, życie moje to koszmar jakiś - westchnęła mówiąc to do siebie. Dzień należał jeszcze do ciepłych, przymknęła oczy korzystając ze świeżego powietrza i promieni jesiennego słońca, które były jeszcze jedyną dozwoloną dla niej pieszczotą.

- Sophie! - usłyszała na co gwałtownie otworzyła oczy. Do niej biegł Liam Jeffey. Je serce uradowało się natychmiast, a następnie rozejrzała się uważnie, czy nigdzie nie czyha Cole.

- Liam, co tu robisz? - pisnęła - Nie powinieneś być w szkole? - przyjrzała się mu uważnie, wyczuwając, że będą kłopoty.

- Taak, ale chciałem z tobą zobaczyć się wreszcie. Tata mi nie pozwala do ciebie przychodzić co się dzieje, Sophie? - pytał, a ona nie nadążała za nim. Potrząsała głową jakby nie potrafiła skupić się. Jak mu wszystko opowiedzieć, byle go nie zmartwić?.

- Twój ojciec oszaleje na wiadomość, że uciekłeś ze szkoły - westchnęła w końcu już z tonowanym głosem. Całe szczęście, że nie widać już tych odstraszających śladów przemocy na jej ciele..

- Tęskniłem... Tata tęskni, choć nie mówi - wzruszył ramionami - Widziałem nawet raz, jak płakał - powiedział z wielkim wrażeniem. Płakał?. Dlaczego?. Przecież sam kazał jej spadać? - Czemu nie przychodzisz do nas, pokłóciliście się? - zapytał siadając obok niej.

- Bo to... To skomplikowane Liam - odrzekła niepewnie.

- Przyjdziesz jeszcze kiedyś do nas? - spytał swoim głosikiem, na co rozczuliła się. Marzyła o tym.

- Może - załkała odwracając wzrok, by nie rozkleić się przed nim - Może pewnego dnia - odpowiedziała wpatrując się w grób.

- A gdzie Pirat?. Dawno go nie widziałem - rozglądał się po podwórku. Ugryzła się za policzek od środka by stłumić ból i żal.

- Ohh, Liam. Pirat dołączył do... Romea i Julii - odpowiedziała dość tajemniczo.

- Bardzo mi przykro, Sophie - chlipnął i wtulił się w jej ramiona. Westchnęła ponownie rozczulona.

- Mi też, kolego - mruknęła przytulając chłopca do siebie. Nawet nie zapłakał. Podziwiała go, jaki jest dzielny, gdy ona w duszy wrzeszczała rozpaczliwie. Nie chciała jeszcze z nim rozstawać się, ale też nie planowała informować Logana. Popatrzyła na zegarek i obliczyła ile może nacieszyć się tym chłopcem.

- Jesteś głodny? - zapytała, zmuszając się do uśmiechu, chłopczyk lekko rozchmurzył się i kiwnął swoją, małą głową - Więc założę się, że zjesz pyszne naleśniki z Nutellą?! - zawołała śpiewająco na zachętę - Opowiadaj jak w szkole? - zaciekawiła idąc z nim za rękę. Dawał jej szczęście, ci mężczyźni dawali jej sens życiu i nie wiedzieli z jak ogromną siłą.

- Suupeer!!... - pisnął. Z wielkim przejęciem opowiadał Sophie o swoich pierwszych przygodach, a ona radośnie wysłuchiwała go z przyjemnością, przygotowując posiłek. Znała doskonale nauczycielkę, która go uczyła. Wiedziała, że potrwa to trochę za nim Cole wróci, dlatego skorzystała z okazji i chciała pobyć z tym dzieckiem. Napisała do Emily Jeffey, żeby nie martwili się o niego, ale także, żeby nie informowała brata o tym, gdzie jest jego syn. Obiecała, że nie długo odstawi Liama do domu.

To była godzina, ale szczęśliwa godzina. Choć ten maluch nie wiedział znów na godzinę mogła zapomnieć o koszmarze w jakim żyła.

- Dobra kolego, już czas do domu, na pewno wszyscy martwią się - powiedziała kucając, gdy on malował rysunek.

- Nie chcę - zamarudził - tata będzie krzyczał - odłożył kredki kuląc się. Sophie kucnęła przed nim i uśmiechnęła się.

- Nie będzie, o ile bedziesz z nim szczery - pogłaskała go po policzku.

- Nie długo mama ma przyjechać - poinformował. Dziewczyna delikatnie przekrzywiła w bok głowę, jednak nie odczula jakiejś obawy, w końcu to jego matka była.

- To świetnie Liam, spędzisz z nią trochę czasu - odrzekła.

- Tak, chyba tak.

- To twoja mama, Liam, kochaj ją cały czas, mimo jej wad - poradziła.

- Tak wiem - skinął głową - Ale kocham też ciebie - przytulił się do jej brzucha. Te dziecko rozkochało by nie jedno serce pomyślała. Objęła go i pocałowała w głowę.

- Ja ciebie też, kolego - pogłaskała po czuprynie i wzięła go za rękę. Szacowała, że jej koleżanka powinna już być w domu, jednak otworzył ktoś inny.

- Liam !. Dziecko gdzieś ty był!? - krzyknęła wstrząśnięta Jenieffer Jeffey.

- U Sophie, nie gniewaj się, babciu - poprosił..

- Wszyscy martwiliśmy się - przytuliła wnuka do siebie, zerkając na Sophie - Idź do domu, ja podziękuję Sophie - poleciła prostując się. Chłopak wbiegł w głąb domu, a kobieta wyprostowała się.

- Nie wiem jak trafił do ciebie, ale... - zaczęła chłodnym tonem

- Pani Jeniffer, nie zamierzam z panią kłócić się - pokręciła głową - Przyprowadziłam tylko Liama, do widzenia - odwróciła się na piecie.

- Wiedziałam, że go skrzywdzisz - powiedziała za nią, na co stanęła jak wyryta.

- Ja, skrzywdziłam? - upewniła się czy dobrze usłyszała.

- Nigdy go takiego nie widziałam. Chciałaś od początku złamać jego serce!? - oskarżyła ją. Nie no to było za wiele dla niej, jak mogła coś takiego mówić. To Logan ją skrzywdził.

- Nie wiem o co pani chodzi, ale przysięgam na wszystko co kocham najbardziej, a najbardziej kocham Logana i Liama, że moje uczucia zawsze były szczere do pani syna - wyjaśniła i nie wytrzymując napięcia odeszła szybkim krokiem zostawiając kobietę z kamiennym wyrazem na twarzy zmieniającym się na zdezorientowany.

***

- Mogłabyś bardziej ubrać się - usłyszała gdy sięgała do lodówki po sok. Uśmiechnęła się krzywo, popatrzyła na swoje jeszcze odkryte części ciała, które pokryte były jeszcze kilkoma siniakami.

- A co wstydzisz się swojego arcydzieła? - parsknęła. Mężczyzna westchnął i wstał od stołu.

- Dobrze wiesz, że tak - zaczął mówić idąc do niej - Ale sama do tego doprowadziłaś - powiedział zdecydowanie, na co zaniemówiła.

- Mhm...sama się obiłam - burknęła pod nosem.

- Nawet nie denerwuj, Sophie ! - krzyknął, na co drgnęła ze strachu. Popatrzyła w bok by nie patrzeć w jego rozwścieczone oczy - Gdybyś nie pieprzyła się z tym frajerem za moimi plecami!...

- Nie żałuję żadnej sekundy z nim - wycedziła przez zęby przerywając mu jego wymowę - I jest milion kroć lepszy od ciebie - Dopowiedziała odważnie, a w nim złość parowała. Uniósł rękę ze szklanką, na co przymknęła oczy myśląc, że może być po niej. Usłyszała brzdęk, a na końcu zobaczyła rozwaloną szklankę nad jej głową, o ścianę w jego ręku.

- Mam nadzieję, że nim nacieszyłaś się, bo więcej go nie zobaczysz - burknął zły, ale opanowany.

- Cole?! - krzyknęła widząc jak odchodzi.

29. Logan:

Był zły na syna za tą ucieczkę, ale również po części go rozumiał, także tęsknił z niewyobrażalną siłą za Sophie. W jego głowie wciąż słyszał jej słodki i zarażający śmiech. Nie było godziny o, której o niej nie myślał. Rozmyślał jak czuje się jego luba. Gdyby mógł odebrałby jej cały ból jaki odczuwała, gdyby mógł zadbał o nią jak na to zasługiwała. Był zły również na siebie, że ją tak potraktował, ale znał również Alice Hetfield i wiedział, że jak będzie chciała mu zagrozić to przed niczym nie cofnie się. Pragnął pomóc sąsiadce, jednak nie wiedział jak. Podczas gdy on przewracał się już kolejny raz z boku na bok rozmyślając o niej, ona bała się chodzić po własnym domu...

***CDN***

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania