Niepoprawny książę XII

Czuł presję czasu. Kolejna umowa, znów coś robi za plecami Sophie, w dodatku z jej matką. Przełknął ślinę i odpowiedział.

- Jeżeli to ma ją uratować - wykonał ruch przytakujący głową.

- Wstań - poleciła ,czując zażenowanie trochę łagodniejszym głosem - Sprawdzę to - powiedziała zdecydowanie.

- Proszę, jak najszybciej - podszedł do niej bliżej, na co uciekła znów na krzesło.

- Powiedziałam, że postaram się, a teraz odejdź - zasugerowała, wlepiając wzrok w drzwi.

- Tylko niech nie będzie za późno - pokręcił głową z niedowierzeniem i wyszedł w pośpiechu mając świadomość, że to na razie tyle z jego szczególnej misji.

33.Sophie:

Byli na spotkaniu z jego wspólnikami. Nudziła się przez cały czas, ponieważ miała zakaz rozmawiania z którymkolwiek. Gdy musiała w końcu odpowiedzieć na jakieś pytanie, odpowiadała krótko i zwięźle czując jego chłodne spojrzenie.

Weszła bez słowa do domu, rzucając torebkę na kanapę.

- Czy na prawdę musimy razem jechać na Florydę? - odezwała się ponuro.

- Znasz odpowiedź. Tak - odparł, nalewając do szklaneczki alkoholowego trunku.

- Mam tu hotel, drugi w trakcie budowy - mówiła, próbując go przekonać - I wszystko co cenne - dokończyła smutno w swoich myślach.

- Chcesz wybuduje ci tam kolejny - wzruszył ramionami, jakby było to takie proste.

- Tu mam rodzinę, znajomych, tam nie mam nikogo - zarzuciła mu gorzko.

- Masz mnie - popatrzył na nią groźnie - Do kurwy nędzy!. Sophie mam pozwolić byś pieprzyła się na prawo i na lewo ze swoim sąsiadem?! - warknął zirytowany.

- Niee... Nie chodzi, o niego, Cole !

- I mam w to uwierzyć?! - burknął podchodząc do niej. Odsunęła się pod drzwi prowadzący na taras.

- Cole jemu na mnie nie zależy, nawet - jęknęła bezsilnie łapiąc się za głowę. Nie miała już siły na to wszystko. Pociągnęła nosem i spojrzała na niego błagającym wzrokiem.

- Postanowione - odparł stanowczo, mając zamiar już odejść

- Ale ja nie chcę tam jechać... - chrząknęła pod nosem, jak dziecko.

- do cholery, Sophie ! - krzyknął wciskając brutalnie szklankę w podłogę, na co drgnęła, a następnie chwycił ją za szyję.

- Cole!! - krzyknęła z przerażeniem. Przycisnął ją do ściany, na co mocno uderzyła się głową, aż zrobiło się słabo.

- Jak mówię tak, to masz mnie się słuchać!. Jasne?! - wrzasnął w jej twarz. Modliła się, by przestał. Brakowało jej tchu, skinęła głową uwalniając łzy przerażenia. W tym momencie nie wiadomo skąd i za jaką boską sprawą do domu szybkim krokiem wkroczyła jej matka z siostrą, najwyraźniej musiała na zewnątrz już usłyszeć krzyki. Była gotowa do ataku w dłoniach trzymając większą cegłę. Była wdzięczna, że właśnie została uratowana. Cole natychmiast ją puścił, a jej ciało bezsilnie opadło na podłogę łapiąc łapczywie powietrze. Kimberly od razu podleciała do młodszej siostry. Mężczyzna był w szoku i najwyraźniej zaskoczony widokiem jeszcze dwóch kobiet, w końcu został przyłapany na gorącym uczynku i chyba to wyczuł. Już miał coś powiedzieć, jednak jej rodzicielka go prześcignęła

- Łapy precz, psycholu, od mojej córki! - wrzasnęła wściekła. Ruszył w kierunku starszej kobiety. Chwycił ją za nadgarstki

- Mamo ! Cole! - wykrztusiła Sophie, Przeciągnął kobietą, że opadła na ścianę z piśnięciem, po tym gwałtownie wypadł z domu. Gdy rodzeństwo pomogła jej wstać, obie od razu podskoczyły do swojej rodzicielki zmartwione.

- Mamo?! - powtórzyła - Nic ci nie jest? - zapytała.

- Mii?!!. To tobie?!. Co on tobie?! - zilustrowała ją całą. Dostrzegła jednego sińca jeszcze na przedramieniu córki, po czym sama dopowiedziała w swoich myślach. Zamknęła sobie buzie dłonią nie mogąc nic wykrztusić. Zszokowana przytuliła córkę do siebie - Tak bardzo cię przepraszam - załkała. Sophie nie powstrzymując łez wtuliła się w mamę - Przepraszam, Sophie - powtórzyła. Starsza blondynka dołączyła do kobiet, otaczając je swoimi ramionami.

- Nie twoja wina - odpowiedziała w końcu Sophie. Matka odsunęła się od niej i przyjrzała się jej uważnie sprawdzając, czy jest cała i zdrowa.

- A ja jeszcze nalegałam na ten związek...Wybacz mi proszę... - po czym znów przytuliła córkę do siebie głaszcząc ją po głowie.

- Wybaczam.

- Zaparzę herbaty - oznajmiła druga, młoda dziewczyna.

- I zadzwoń po policje - polecił jej rodzic zdeterminowany, nie spuszczając z wzroku z poszkodowanego dziecka.

***

Po złożonych zeznaniach i odjechaniu funkcjonariuszy. We trzy siedzialy na kanapie, gdzie Sophie w końcu otworzyła się swojej matce i siostrze, które nie mogły w to po prostu uwierzyć.

- Dzieciaku - złapała się za głowę przejęta.

- Mówiłaś, że przesadzam, więc... - wzruszyła ramionami. Matka ponownie objęła ją czule ramionami, ciężko wzdychając. Musiał to być najwyraźniej straszny widok. Jej dziecko w rękach oprawcy. Tylko co tu robiła?. Nic nie mówiła, że przyjeżdża i to z Kimberly?. Jak, by wzięła dodatkową obstawę. Tak, czy bądź w trafiła o dobrej porze. Nie nocowała dziś sama w domu, na szczęście. Z rana miała mieć wymienione zamki i na wypadek, co chwile przejeżdżały pod jej domem patrole. Teraz, Cole Cervantes będzie ukrywał się widziała to, nawet w najgorszych filmach, będzie czyhał na swoją ofiarę, a nią była ona.

Leżała już w łóżku wraz z siostra były zwrócone do siebie.

- Mówiłaś, że byłaś chora... A nawet Myles wiedział, że ty nigdy nie chorujesz, że to nie podobne do ciebie - zaczęła szepcząc - Jestem tu na miejscu, potrzebowałaś mnie, a ja zawiodłam - przełknęła ślinę.

- Kimberly, nie obwiniaj się - uspokoiła ją, układając rękę na jej ramieniu.

- Jak mam nie obwiniać się?... Mówiłam, że lepiej nie mogłaś trafić, a trafiłaś w ręce tyrana! - mówiła z przejęciem w głosie.

- Nic byś nie zrobiła - spuściła wzrok. Blondynka westchnęła i popatrzyła na siostrę ze współczuciem.

- Twój koszmar się skończył - przytuliła ją. Sophie odetchnęła z taka ulga jak jeszcze nigdy. Objęła swoją siostrę - Jak byłyśmy małe wieczorami opowiadaliśmy sobie w przeciwieństwie do innych śmieszne historie pamiętasz? - zapytała starsza z nich.

- Wal - rozchmurzyła się, nie mogąc się doczekać.

- Wiec... Ostatnio Chris postanowił mi ugotować zupę - zaczęła.

- Chris?!. Zupę? - upewniła się. Doskonale wiedziała, że jej szwagier nie potrafił gotować. Domyślała się, że to będzie porażka.

- Aha. aChciał mnie odciążyć - uśmiechnęła się - Szkoda, że zapomniał o soli, a no i posłodził, jak herbatę - zaczęła rechotać, a za nią i Sophie. Śmiała się przez chwile wyobrażając minę swojej siostry i siostrzeńca w momencie próbowania przyrządzonego obiadu przez Christophera.

- Nie mam ostatnio chyba śmiesznych historii - przełknęła ślinę Sophie.

- To nic - uspokoiła ją głaszcząc ramię Kim - Opowiedz coś miłego - zachęciła.

- Miłe wspomnienia mam jedynie z Loganem - odrzekła nieśmiało, nie wiedząc, że całą rozmowę podsłuchuje Alice Hetfield. Kimberly ciężko westchnęła, ale po chwili uśmiechnęła się.

- Więc ciesz się, że nie jestem mamą - uspokoiła ją. Sophie nie ukrywała zaskoczenia w zachowaniu siostry. Wciąż pamiętała, jak ona jej zwierzała się z pierwszej randki, czego zazdrościła. Teraz w końcu ona mogła komuś więcej opowiedzieć o swojej niespełnionej miłości do Logana Jeffey'a.

- Jednak na poważnie - odezwała się pod wrażeniem po wysłuchaniu siostry.

- Nie planowałam tego Kim.

- Wiem, Sophie - uśmiechnęła się smutno - Jednak wątpię, że mama pozwoli ci...

- To i tak nie istotne - przerwała jej z bolesnym grymasem na twarzy - Bo zostawił mnie. Nie wiem dlaczego tak nagle... Po prostu chciał na mnie zemścić się, z powodu mamy.

- Przykro mi - posmutniała druga z nich.

- Taa...Mi też - pociągnęła nosem - Chodźmy już spać - poprosiła, na co mężatka zgodziła się. Pragnęła przenieść sie do Krainy Morfeusza, gdzie mogła spotkać znów Logana. Miała wrażenie, że policzki znów jej płoną na samo wspomnienie, o ich chwilach. Rozbudzał w niej wszelkie emocje. Był jej oddechem, śmiechem i wsparciem, wszystkim czego potrzebowała, a Cole najgorszym wcieleniem zła. Wypuściła łzę spod przymkniętej powieki mając nadzieję, że wkrótce będzie już wolna.

34.Logan:

Od razu zauważył policje u sąsiadów, więc przypuszczał, że musiało stać się coś złego. Od tego momentu minął tydzień.

Musiała to być sprawka matki dziewczyny, sama Sophie, by nie zadzwoniła na policje, w dodatku zauważył drugi samochód z rejestracją Kanadyjską. Nurtował siostrę, by dowiedziała się w końcu, co się tam dzieje, jednak brak jakiegokolwiek odzewu od Sophie jeszcze bardziej niepokoił. Wypalał papierosa, po papierosie na swoim tarasie. tracił rozum przez tą chorą sytuację, a w dodatku przecież obiecał, że nie zbliży się więcej do dziewczyny. Alice Hetfield przekonała się najwidoczniej o prawdziwym obliczu Cola. Widok w ich samochodzie zranił go, ale jeszcze bardziej zranił, gdy on wymagał czegoś od niej siłą. Drgnął na kogoś kroki i zauważył w pokoju Phoebe.

- Logan, muszę z tobą porozmawiać - odezwała się z lekkim niepokojem.

- Mów - mruknął.

- Nie chcę, żebyś mnie znienawidził - pokręciła głową zestresowana.

- Phoebe, do rzeczy - poprosił.

- Powiedziałam dla Sophie kilka okropnych rzeczy - wyznała, podnosząc wzrok na niego.

- Co do cholery!? - spojrzał na nią, jak wyryty.

- Twoja matka zagroziła mi, że nie pozwoli mi widywać się z Liamem - zaczęła wyjaśniać.

- Co?! - powtórzył, czując narastającą złość.

- Twoja matka kazała mi skłócić ciebie i Sophie ! - uniosła glos zdenerwowana - Groziła mi Liamem, nie wiedziałam co robić...

- Jak mogłaś w to wciągnąć się?! - krzyknął zbulwersowany.

- Przepraszam - powiedziała cicho.

- Do cholery! - wywalił srebrny nie wielki stolik nabuzowany.

- Logan...

- Mogłaś przyjść do mnie, ale wolałaś działać za moimi plecami?! - warknął.

- Nie Logan!. Twoja matka mnie zastraszyła, ciebie nie było. Co miałam zrobić?! - próbowała wytłumaczyć się - Mówię to, bo jesteś moim przyjacielem, bo chce być fair, a Sophie… Na prawdę ją zraniłam i mam wyrzuty sumienia - objęła się za ramiona, jakby przypominała właśnie tą całą sytuacje.

- Co jej powiedziałaś? - zapytał, opierając się bezsilnie o barierkę.

- Że zamierzamy stworzyć rodzinne i chciałam upewnić się, że miedzy wami jest to skończone... Że kochaliśmy się tak, jak zawsze i chwaliłeś mi sie o dokonanej zemście - wyznała wszystko skruszona.

- Do cholery jasnej ! - warknął uderzając w poręcz.

- Logan, przepraszam - wydusiła z lekkim strachem.

- Temu Sophie tak zachowywała się - powiedział rozłoszczony, łącząc wszystko całość w myślach.

- Nie chce stawać między wami - pokręciła głową - Zasługujesz na szczęście, ale nie chce stracić syna - Podniosła sie z krzesła i popatrzyła mu w oczy.

- Masz moje słowo, że tak nie stanie się, a teraz idę rozmówić się z matką - oznajmił - Zostań tu - polecił. Nie musiał długo jej szukać od razu odnalazł ją w kuchni, gdzie przyrządzała potrawkę z kurczaka. Nuciła pod nosem wesoło, a on skrzywił sie na ten widok.

- Jak mogłaś?! - warknął.

- Logan? - popatrzyła na niego pytająco.

- Jak mogłaś Phoebe wykorzystać w sprawie mojej i Sophie?! - krzyknął.

- No tak, poskarżyła się...Wiedziałam, że będzie z nią więcej kłopotów niż pomocy - wymamrotała obojętnie.

- Co ty sobie wyobrażasz?! - krzyknął zbulwersowany.

- Nie tym tonem, młody człowieku!. Staram sie ciebie chronić! - podniosła glos.

- Chronić, czy uprzykrzyć jeszcze bardziej życie?. Kocham Sophie, czy to podoba ci sie, czy nie i będę kochał przez następne wieki!. Zrozum to w tej swojej porąbanej głowie i daj mi żyć po swojemu!. Skończcie z tymi swoimi chorymi intrygami wraz z jej matką, inaczej przysięgam stracisz syna! - zagroził jej po czym, wyszedł mijając się przy wyjściu z siostra, która patrzyła na nich zmartwiona.

- Nie patrz tak - zasugerowała Jeniffer Jeffey.

- Jeśli chcesz, żeby był w końcu szczęśliwy, daj sobie temu spokój - poradziła, po czym odeszła. Teraz wszystko rozumiał. Wpadła do niego wściekła, tuż po rozmowie z Phoebe. Przeklną w myślach idąc przez ogrodzenie sąsiadów. Walnął w drzwi czekając zniecierpliwiony. Serce mu stanęło, gdy drzwi otwierały się, jednak w nich ukazała się Kimberly od razu z surową miną.

- Kim... Jest Sophie? - zapytał.

- Nie i nie powinieneś tu być - powiedziała chłodno.

- Kim, proszę muszę z nią porozmawiać - próbował przekonać siostrę dziewczyny, którą wielbił nad swoje życie.

- Rozumiem Logan, ale na prawdę jej nie ma. Pojechała z matką na zakupy - odpowiedziała dość przekonująco.

- Możesz przekazać, że byłem?. Że chcę z nią, tylko porozmawiać? - poprosił.

- Logan, ona i tak zbyt wiele wycierpiała, jeszcze ty do tego dołożyłeś, Zostaw to tak jak było - mówiła, o wiele innym tonem. Nie sądził, że tak potrafi, była chodzącą kopią matki, a teraz pokazała drugie oblicze. Może zawsze je miała tylko przez całą tą nienawiść widział tylko jedne oblicze, nie tylko tej kobiety, ale i całej rodziny.

- Nie dam sobie spokoju, Kim - pokręcił głową zdeterminowany - Chyba, że ona tego będzie chciała - zagroził palcem.

- Logan nasza matka nigdy nie zgodzi się, abyście w byli ze sobą - westchnęła.

- Nie obchodzi mnie to, dlatego przekaż jej proszę - chwycił ją za ramiona, by spojrzała mu w oczy.

- Dobrze - skinęła głową. Przez to wszystko zapomniał zapytać się o Col'a, ale postanowił już wrócić do domu. Znalazł swoja siostrę w jej pokoju, gdzie szczotkowała swoje długie włosy.

- Sophie coś odpisała? - zapytał wciąż rozgorączkowany.

- Mam z nią spotkać się, więc pewnie dowiem się. Czemu sam nie zadzwonisz? - zapytała zdziwiona.

- Bo nie odbiera - odrzekł, ostudzony siadając w fotelu - Teraz już wiem czemu - dodał, porywając się na nogi ponownie.

- Gdzie idziesz? - zapytała, wołając.

- Spotkać się z Niallem - odkrzyknął. Nie długo po tym był pod domem Fletcherów, gdzie jego kolega już na niego czekał na podjeździe. Przywitali się po męsku.

- Napijesz się czegoś? - zapytał zapraszając do jego domu. Od razu widać było, że do jego wnętrza przyłożyła się ręka kobiety pełnej elegancji i klasy.

- Nie, dzięki - mruknął.

- Była u niej ostatnio policja - odezwał się, gdy już siedzieli na werandzie z drugiej strony domu, a blondyn przełknął ślinę z trudem.

- Wiadomo coś? - zapytał przejęty.

- Nie wiem nic, bo Sophie unika mnie z zajebistym efektem! - burknął - Nie wychodzi z domu, w pracy nie wiem, czy my mijamy się, czy nie chodzi - mówił.

- A, Emily? - zapytał.

- Podobno mają spotkać się - odparł.

- To wtedy dowiesz się

- Nie umiem tyle czekać! - warknął - Zawsze byłem w tym kiepski - chrząknął podpalając papierosa, po czym wypuścił szary dym.

- To fakt- przyznał - Może ja z nią porozmawiam ? - zapytał.

- Ty?! - popatrzył na niego zdziwiony. Zastanawiał się, jak on mógłby w tym pomóc.

- Warto spróbować - wzruszył ramionami. Może nie był taki to zły pomysł. W tym momencie dołączyła do nich zadowolona Evelyn, przysiadając na kolana męża.

- O czym gadacie? - zapytała. Jednak mężczyźni milczeli. Jej anielskie oczy wpatrywały się w nich podejrzanie popatrzyła - Aha.. Rozumiem - mruknęła - Męskie tajemnice - skrzyżowała ręce na piersi. Logan westchnął widząc, że zona przyjaciela nie zamierza odpuścić, więc mniej więcej opowiedzieli kobiecie, która przejęta złapała się za głowę - Czemu nic nie mówiłeś?! - oburzyła się i spojrzała na swojego partnera - Może bym przekonała Sophie, albo...

- Już pozamiatane, Evelyn - uspokoił ją, wcinając się w słowa - Skoro była policja u nich to musiało coś wydarzyć się - wyjaśnił młody Fletcher.

- Boże... Biedna Sophie - jęknęła smutno - Nawet nie wyobrażam sobie... Jak ten łajdak tak mógł?!.

- Nasze matki kiedyś słono zapłacą za te wszystkie problemy - zapewnił ich gość, wciąż wracając z myślą do swojej ukochanej...

***CDN***

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania