Niepoprawny książę XVI

42.Sophie

Widok, którego nie cierpiała, widok uderzający w nią z ogromną siłą. Znowu jej brakowało tchu, znowu przyzna mamie, że miała racje. Była kompletną idiotką.

- Sophie!- krzyknął przeskakując sprawnie łoże - Sophie, Sophie! - powtórzył jeszcze kilka razy. I w końcu złapał ją jeszcze przed schodami - To nie tak jak myślisz.

- Serio?.! Bo ja myślę, że właśnie trzymałeś stanik swojej byłej! - fuknęła na niego zezłoszczona - Ja... Naiwna kretynka ze mnie! - burknęła odwracając się,

- Nie!. Sophie…. - znów chwycił ją za rękę, którą od razu wyrwała - Pomiędzy mną, a Phoebe nic nie ma. Po prostu ona zgubiła swoją bieliznę, gdy spaliśmy razem w dniu... - właśnie dostrzegł, że źle zaczął tłumaczyć się. Jej mina mówiła wszystko.

- Spaliście?!. Razem?! - pisnęła w szoku przerywając mu w słowie.

- Niee.. Nie tak, jak myślisz!. Sophie... - próbował ją przekonać.

- Daruj sobie - chrząknęła ze łzami w oczach, na co przełknął ślinę. Mógł przysiąc, że nigdy nie chciał jej zranić, ani sprawić u niej łez tym bardziej przez siebie. To było dla niego najgorszą porażką.

- Sophie, proszę uwierz mi - otarł jej łzę kciukiem. Otworzyła oczy zaskoczona wahając się.

- On mówi prawdę, Sophie - usłyszała dodatkowy głos. Spojrzała w tamte miejsce, w drzwiach stała dziewczyna, jak zwykle ładnie wyglądająca - Logan, mogę z Sophie porozmawiać?- zapytała nieśmiało.

- Nie chcę z nią rozmawiać - pokręciła głową, protestując znów ruszając w swoją stronę.

- Sophie, proszę!- zawołała za nią, na co westchnęła ciężko.

- Żebym tego nie żałowała - założyła ręce na piersiach, a Logan choć wcale nie chciał odszedł do swojego pokoju zły sam na siebie.

- Sophie, pomiędzy mną, a Loganem już dawno nic nie ma - zaczęła.

- ohh… To już nie sypiacie ze sobą śmiejąc się ze mnie? - parsknęła.

- Niee.. .Oh, tak bardzo cię przepraszam za tamto. Logan...

- Tak mówił, jak wolałaś sprzymierzyć się przeciwko mnie z panią Jeniffer - powiedziała chłodno.

- Robiłam to ze względu Liama… Nie proszę o wybaczenie, ani o to, że może będziemy przyjaciółkami, ale o zrozumienie ze względu na nich. Na Liama i Logana - spojrzała na nią błagającym wzrokiem, widziała w niej skruchę i chyba rzeczywiście, żałowała swojego wyczynu - Na prawdę nic między nami nie ma. Wtedy zasnęliśmy po prostu. Pierw fakt chciałam go uwieść, by wywiązać się z umowy z jego matką, ale gdy Logan zaczął opowiadać mi o tobie z taką miłością. Nie potrafiłam i jak już mówiłam jemu... Zazdroszczę ci, bo też bym chciała mieć taką osobę - była lepsza w przekonaniu jej, cóż tym razem. Założyła włosy za uszy, czując, jak napięcie ulatnia się z niej - Nie stoję wam na drodze - zapewniła.

- Więc mogę odegrać się na tobie? - zapytała mrużąc powieki myśląc, jak tu zemścić się. Druga dziewczyna uniosła kąciki ust do góry rozbawiona i skinęła głową za zgodą - Więc mam nadzieję, że bedziesz trzymać się z daleka od niego? - burknęła, na co roześmiały sie - Zbyt żałośnie co ? - zapytała rozpogodzona.

- Trochę - przyznała z ładnym uśmiechem, Phoebe.

- A po za tym dbaj lepiej, o Liama - popatrzyła na nią surowo - To dobry dzieciak, który nie wiadomo z jakiego powodu kocha także ciebie i tęskni za tobą.

- Wiem, Sophie - pokiwała głową z przygnębieniem i wstydem - Dlatego myślałam... O zatrzymaniu się tu na dłużej - wzruszyła ramionami.

- Tutaj?! - pisnęła w szoku

- Nie, no nie w tym domu, ale w Burlington - wyjaśniła.

- Masz szczęście - przyznała - Liam będzie zachwycony - zmieniła ton na bardziej przyjazny.

- Taak… Przepraszam ciebie jeszcze raz - popatrzyła na nią smutno - Nie chciałam cię nigdy zranić - zapewniła. Sophie skinęła głową przyjmując przeprosiny.

- Działałaś pod wpływem impulsu. Chciałaś chronić syna - wzruszyła ramionami. Uśmiechnęła się lekko rozmówczyni, a następnie rzekła.

- Jeszcze raz przepraszam, a teraz idź do niego i uspokój. Znając jego jest pewnie wściekły - zachęciła ją i ruszyła do swojego pokoju. Sophie Hetfield westchnęła z ulgą i ruszyła do zmierzonego pokoju.

- Sophie, przytul go ode mnie - usłyszała, na co oczy otworzyła szerzej. Uśmiechnęła sie złośliwie.

- Chciałabyś - parsknęła, na co uśmiały się. Blondwłosa pokręciła głową z niedowierzeniem, a ona weszła do jego sypialni. Był na balkonie widziała jego posturę, która była tyłem odwrócona do niej. Palił papierosa patrząc się gdzieś w dal, pewnie w jej dom. Oparła się najpierw o framugę. Przełknęła ślinę czując wstyd, że zwątpiła w niego.

- Przepraszam, Logan - odezwała się pierwsza, mężczyzna spiął się, a następnie odwrócił się do niej marszcząc brwi - Bardzo cię przepraszam [ powtórzyła, widząc, jak właśnie zagasza fajkę - Ale ta moja głowa - wskazała palcem na swoją część ciała - Lubi panikować - wyznała smutno, po czym podeszła wolnym krokiem do niego. Był zły na nią, że tak łatwo zwątpiła w niego, widziała to w nim.

- I tak lubię tą twoją głowę - uniósł lekko kąciki ust do góry, na co kamień z serca spadł dziewczynie.

- Poczułam się też zazdrosna i wściekła...

- Każdy, by zareagował tak, jak ty Sophie - przerwał jej przymykając usta palcem, a następnie chwycił ją za dłonie - Ja przepraszam, ze musiałaś poczuć się zraniona - mówił smutno, na co skinęła głową i wtuliła się w jego ciało. Objął ją czule całując w głowę - Wiem, jak po części się czujesz, bo ja również to czuję, gdy ulicą idziemy, a inni mężczyźni pożerają cię wzrokiem - wyznał, na co zaskoczona spojrzała na niego marszcząc brwi.

- Wcale nie - zaprzeczyła, na co uśmiał się krótko.

- Ty tego nie dostrzegasz, bo nie zwracasz na nich uwagę, ale ja widzę, jak po prostu cię rozbierają tymi swoimi ślepiami - mówił, a ona nie dowierzała - Na szczęście tylko mogą tak - chrząknął surowo, na co roześmiała się - Możesz mi zaufać, Sophie - spojrzał jej głęboko w oczy, uśmiechnęła się lekko.

- A ty, mi - zapewniła. Rozpromienił się przed nią, tak pięknie akcentując te swoje dołeczki. Wspięła się zwinnie na swoje palce i złożyła mu czuły, pełnego uczucia pocałunek chcąc wynagrodzić mu za przykre słowa. Złapał ją za biodra zdecydowanie i odwzajemnił od niej ten miły gest, pogłębiając go wyczuwając już wewnętrzną ulgę.

***

Uwielbiała z nim zasypiać i budzić się przy nim, im wcześniej wstawali jeszcze mieli chwilę dla siebie, by oddawać się czułościom. Zazwyczaj wpatrywała się w jego ciemne oczyska, które pochłaniały wzajemnie ją całą, nie raz ją peszyło to, ale i tak uwielbiała. Pierw stoczyli małą, dziecinną bitwę, ponieważ nie chciał wypuścić z łóżka. Ostatecznie ona wygrała uciekając mu do łazienki. Gotowa mogła zejść na dół, chcąc chwycić za torebkę, nie chcący wywróciła ją rozsypując wszystkie rzeczy na dywan.Warknęła na siebie i uklękła na podłogę. Nie które rzeczy również wpadły pod łóżko musiała, więc nachylić się bardziej przy tym wypinając nie mając pojęcia, że ktoś ją obserwuje. Gdy sprzątała swoje rzeczy, mały Liam przechodził akurat obok sypialni swojego ojca.

- Wujek Cameron, co robisz? - zapytał szepcząc się, widząc starszego mężczyznę, który obserwował bacznie Sophie zadowolony. Drgnął na obecność malca wyczuwając małe zakłopotanie.

- A, taak patrzę - podrapał się po głowie czując się przyłapany - Dobre widoki mam - odszeptał rozbawiony.

- Widoki? - zmarszczył czoło pięcioletni chłopiec i rozejrzał się po pokoju - Tu jest tylko Sophie - powiedział nie rozumiejąc, na co zaśmiał się Cameron.

- Błąd młody nie tylko, tylko, aż Sophie - poklepał go po ramieniu i wspólnie jeszcze chwile patrzyli na kobietę, która kończyła zbierać swoje rzeczy, Usłyszeli chrząkniecie za sobą. Stał Logan Jeffey z dość poważną miną i z założonymi rękoma na klatce piersiowej.

- Liam, czy nie powinieneś pakować się do szkoły? - zapytał poważnie.

- Tak tato - skinął głową i odszedł klepiąc po plecach Camerona, który nie ukrywał zmieszania. Czuł się przyłapany i speszony.

- A ty, Cameron, nie powinieneś być, gdziekolwiek, po za moją sypialnią? - zwrócił się groźnie do kolegi.

- Tak, tato - spuścił wzrok i odszedł zostawiając echo śmiechu. Brunet niedowierzał tej sytuacji. Sam przez sekundę przyglądał się swojej kobiecie oparty o framugę. Musiał przyznać, że widok hipnotyzujący i pobudzający wyobraźnie. . Odwróciła się uśmiechnięta.

- Co tam? - zapytała, zakładając torebkę na ramię dopiero dostrzegając go przy drzwiach, który sam nie mógł na początku oderwać od niej wzroku.

- Hmm.. Może pora już, żebyś nosiła spodnie? - mruknął, podziwiając jej zgrabne nogi, pokryte czarnymi rajstopami.

- Spodnie?. Przyczepiasz się do mojego ubioru? - oburzyła się, wciąż w dobrym humorze poprawiając szarą luźniejszą sukienkę.

- Niee...- podrapał się po głowie. Westchnął ciężko - Zważając, że już dni będą mroźniejsze... - chrząknął czując, że brzmi już zabawnie.

- Ooo - przerwała słodko - Dziękuję, że martwisz się - pocałowała w policzek i wyprowadziła z pokoju, niezadowolonego z efektu jakiego uzyskał. Delektowała się kawą przy wysepce, gdzie przygotowane były już różne produkty spożywcze. Domyśliła się, że pewnie kolega znów będzie dziś gotował. Do kuchni wparowała roztargniona Emily Jeffey.

- Szlak!. Zaspałam. Która godzina? - zapytała zalatana.

- Po ósmej. Mi ciebie też miło widzieć, Emily - odrzekła rozbawiona.

- Na dziewiątą mam spotkanie z klientami - Miała na sobie szlafrok, a pod spodem tylko bieliznę w kolorze czarnym, chyba nawet nie zauważyła, że nie zawiązała pasa w talii.

- Więc, masz jeszcze czterdzieści minut - poinformowała ją Sophie, zerkając na swój zegarek.

- Świetnie - chrząknęła, po czym raptownie wysypała cała zawartość z torebki szukając czegoś

- Czegoś szukasz ? - zapytała rozbawiona.

- Dostałam ostatnio nowe próbki perfum - odpowiedziała pochłonięta w szukaniu, Sophie rozejrzała się po bałaganie panującym na blacie.

- Te?- zapytała, podnosząc malutką probówkę.

- Dzięki! - zawołała wesoło, przyjmując, po czym wsmarowała słodki zapach w okolice szyi, uszu oraz dekoltu.

- Słodkie jakieś - mruknęła niezadowolona Emily. Przyjaciółka poparła ją z kiwnięciem głowy z lekkim grymasem.

- Raczej nie mój zapach - odparła, zerkając na perfumy na której nie było żadnej etykietki.

- Widzę, że ktoś potrzebuje dobrej kawy - wtrącił się dość z szarmanckim głosem Cameron, który nie wiadomo skąd znalazł sie przy siostrze Logana. Podsunął jej kubek z wciąż parującym napojem, który przechwyciła. Czuła na swoim karku jego oddech, brunetka zarumieniła się, a Sophie patrzyła z szerokim uśmiechem.

- Dziękuję - mruknęła spięta.

- Apetycznie pachniesz - nachylił się delektując się zapachem, gdy ona pakowała rzeczy z powrotem - Uwielbiam wanilie - parsknął śmiechem, na co dziewczyna spojrzała morderczym wzrokiem na koleżankę, której ciężko było powstrzymać sie od śmiechu zasłaniając przy tym ręką buzie.

- Muszę iść w końcu ubrać się - dodała już z pewniejszym i surowym głosem.

- Jak dla mnie możesz tak cały dzień chodzić - mówił ciepło, była przekonana, że szczęka jej opadła, tak jak jej przyjaciółce. Od razu oprzytomniała i zasłoniła swoje wdzięki zawiązując na ścisłą kokardę. Musiała jakoś ogarnąć się, wzięła głęboki wdech i wypuściła ciężkie powietrze. Wyprostowała się i odwróciła głowę w jego stronę kompletnie z inną mimiką.

- Więc korzystaj, bo więcej nie zobaczysz - puściła oczko, chwytając za torebkę, swoją kawę i odeszła. Pokręcił głową.

- Nie raz będzie mi dane - krzyknął za nią, na co można było usłyszeć słodki chichot.

- W twoich snach - usłyszał wraz z dziewczyną, która roześmiana była tą całą sytuacją. Odchrząknęła dając znać o swojej obecności, więc uśmiechnął się do niej czarująco.

- Pomyliłaś perfumy z ekstraktem do wypieków prawda?- zapytał uśmiany, dziewczyna podrapała sie w gęstych, podpiętych włosach.

- Najwidoczniej - przyznała się - Mam coś dla ciebie - dodała, szperając w torebce.

- Dla mnie ? - zmarszczył brwi zaskoczony.

- Mhm - w końcu wyciągnęła z torebki dwie koszulki z dokumentami - Tu formularz odnośny kursu, wypełnij swoje dane, zaczynasz już w ten weekend - poinformowała, po czym pokazała na drugą kartkę - A tu nasza umowa o prace, przeczytaj i daj znać, jak coś nie odpowiada. Nowy hotel czeka na szefa kuchni.

- Dzięki! - zawołał z wrażenia, po czym zmarszczył brwi - Sophie, ale ja nie mam tyle pieniędzy na ten kurs, nie mogę przyjąć od ciebie takiej sumy - wybronił się oddając jej papiery, na co uśmiechnęła zdumiona.

- Ale to nie ode mnie pieniądze, tylko jako... - zaczęła zastanawiać się, jak go skłonić, by jednak przyjął - Jako pracodawca mam obowiązek dbać o rozwój swojego pracownika, oraz zapewnić mu wszelkie szkolenia - puściła oczko zalotnie i popiła swój ciepły jeszcze napój kofeinowy. W kuchni obok niego zjawił się już jej chłopak do którego uśmiechnęła się.

- Jaaa… Dzięki! - odparł szczęśliwy, jak dziecko i energicznie ucałował ją w czoło, na co zarechotała - Mówiłem, że masz najlepszą dziewczynę? - zwrócił się do kumpla.

- Nieee - mruknął zniesmaczony.

- Masz najlepsza dziewczynę pod słońcem! - stwierdził podekscytowany.

- Taa… Już wyraźnie to stwierdziłeś wcześniej w mojej sypialni - burknął i spojrzał na dzwoniący telefon Sophie, który wyciągnęła z torebki.

- W twojej spialni? - dopytała się wesoło młoda kobieta.

- Aaa... - podrapał się po głowie Burton - Widzę, że Emily zwędziła mi wanilię, więc pójdę odebrać, nim znów się wysmaruje. - oznajmił radośnie chowając się czując kłopoty.

- Pójdę do łazienki i idziemy - poinformował mężczyzna na co skinęła głową. Ruszyła właściwie za nim, ale w innym celu. Stanęła za drzwiami od pokoju Emily Jeffey, nie mogła powstrzymać się od podsłuchania. Cieszyła się wraz z tą dziewczyną, która może otwarcie tego nie pokazywała. W dodatku coś czuła, że to będzie warte podsłuchu.

- Znowu coś o moim ubiorze? - zapytała siostra Logana już ubrana w czerwony, elegancki kombinezon.

- W tym też wyglądasz seksownie - odparł rozbawiony ilustrując ją całą. Dziewczyna odwróciła się do niego ze zmarszczonymi brwiami.

- Cam, to jest moja sypialnia, twoja jest po drugiej stronie - zasugerowała patrząc się na drzwi na zmianę na niego.

- Doskonale, to wiem - opadł wygodnie na jej łóżku, na co splotła ramiona na klatce piersiowej patrząc na niego z surową miną - Ale chcę odzyskać to co moje.

- Co twoje? - oburzyła się, opierając się pośladkami o toaletkę, a on powstał z miejsca u ruszył w jej kierunku.

- Ekstrat waniliowy? - prychnął ciepłym śmiechem. Dziewczynę zalał czerwony rumień na twarzy, zakryła swoją zażenowaną twarz dłońmi, po czym wypuściła powietrze z ust. Wzięła torebkę, która stała za nią i zajrzała do środka. Chwyciła za próbówkę faktycznie znajdującą się w środku i roześmiana wręczyła mu. Stał blisko niej, na co zaczęło raptownie brakować powietrza. Przełknęła ślinę.

- I po coś jeszcze - dodał z lekką chrypką przyglądając się jej pięknej twarzy.

- Cam, nie mam czasu - szepnęła z lekką paniką w głosie. Odgarnął jej włosy na drugie ramie, po czym nachylił się nad odsłoniętą szyją. Rozkoszując się zapachem, ją przelatywał niesamowity dreszcz.

- Przeginasz - wykrztusiła groźnym głosem. Totalnie przeginał, ale ona nie da się. Będzie twarda.

- Mi wydaję się, że tobie to podoba się - szepnął jej na ucho uwodzącym głosem, długo nie czekała, a poczuła jego gorące wargi na swoim ramieniu. Miała wrażenie, że jej wnętrzności w brzuchu eksplodują i zmieniają swoje położenie. Miała go już na przeciw, bardzo blisko - Powinnaś pomyśleć o podobnych perfumach - wypowiedział czując jej przyśpieszony oddech na swoich ustach Nie mogąc doczekać się jego wargi przywarły do jej niestety dłoni, którą na czas osłoniła się

- A ty powinieneś opamiętać się - odszeptała, uśmiechając się złośliwie.

- Em... - mruknął z przytłumionym głosem niezadowolony.

- Im dłużej czekasz tym lepiej smakuje - puściła oczko zalotnie i uciekła sprytnie pod szafę, z której wyciągnęła białą marynarkę.

- Więc wiedz, że jestem bardzo cierpliwy - odrzekł zszokowany, ale i uśmiechnięty najwyraźniej jej grą

***

- Sophie, co tu robisz? - usłyszała uśmiechnięta szeroko. Raptownie oderwała się od ściany.

- Nic - odrzekła od razu niewinnie.

- Wiesz, że nie ładnie tak podsłuchiwać? - podszedł do niej bliżej właśnie ją przyłapując.

- Kto mówił, że podsłuchuję ? - założyła włosy za uszy speszona, a przy tym uśmiechnęła się uroczo.

- Mhm - mruknął, na co westchnęła.

- Po prostu zżerała mnie ciekawość i chciałam cieszyć się wraz z Emily - wytłumaczyła się.

- Okey... .Dość już tego cieszenia i idziemy - polecił rozbawiony już - Bo spóźnimy się - bez wahania chwycił ją za biodra i uniósł do góry.

- Heej! - pisnęła wesoło.

- Niegrzecznie, panienko Hetfield - chrząknął, niosąc ją roześmianą na dół.

- Logan, postaw mnie na dół - zarządziła wesoło, na co postawił wreszcie przy kuchni - Cam na prawdę wydaje się zainteresowany Emily - powiedziała podekscytowana, na co roześmiał się.

- I nie podsłuchiwałaś? - zmarszczył podejrzanie brwi.

- Troszkę - pokazała palcami tworząc malutki dziubek.

- Idziemy - westchnął, wciąż niedowierzając jej. Skinęła głową i sięgnęła po telefon, który zabrzęczał ponownie nagle gwałtownie dziewczyna odrzuciła od siebie aparat, a na jej twarzy malował się strach.

- Sophie? - Jeffey popatrzył na swoją kobietę zatroskany. Przełknęła ślinę, nie umiejąc nic wykrztusić, więc ten podniósł telefon od razu zauważając wiadomość: od: Cole ,,TĘSKNIE''. Zaniemówiła czując, jak każdy nerw jej pobudza się. Schowała twarz w dłoniach.

- Heeej… Jestem przy tobie - wziął w swoje ramiona brunetkę - Jesteś bezpieczna - dodał gładząc ją po lędźwiach.

- Kiedy go złapią? - wydusiła zza mgłą..

- Już wkrótce - odparł jeszcze bardziej wciskając w siebie. Czuła przy nim spokój, ale także lęk. - Jestem przy tobie - mówił łagodząco.

Od tego incydentu minął tydzień, a Sophie wciąż trzęsła się na każdy dźwięk ze swojego telefonu. Ciężko było namówić Logana, by spokojnie spał, gdy ona spała u siebie w domu. Doceniała, że martwi się, ale przecież musieli normalnie funkcjonować. Policja zapewniała, że w końcu złapią Cola Cerventesa. Późniejszym wieczorem kładła się już do łóżka. Telefon zabrzęczał przełknęła ślinę i chwyciła włączając rozświetlony ekran. Widniała wiadomość pod hasłem ,,BARDZO TĘSKNIE'', na co zerwała się na nogi i podeszła do okna. Nikogo nigdzie nie widziała, mimo to zamknęła szczelnie okno i wróciła do łóżka. Bez Logana bała się jeszcze bardziej. Dziś nalegał, by u niego została, ale nie mogła tak cały czas. Przykryła się cała kołdrą, jak mała dziewczynka obawiająca się potworów. Modliła się, o to, by była w końcu wolna, o to, by Cole Cerventes zapomniał w końcu o niej, a ona o nim. Zamknęła oczy mając świadomość, że jutro znowu go zobaczy, swojego niepoprawnego księcia.

Średnia ocena: 3.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • An Caroline 4 miesiące temu
    Część XV przepraszam za błąd
  • Marzyciel 4 miesiące temu
    Możesz edytować. Mój profil-publikacje-ikonka po prawej.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania