Niepoprawny książę iX

25. Logan

Spełnieni, rozleniwieni i osuszeni zeszli na dół w końcu pokazując się pozostałym. Mieli wrażenie, jakby w końcu opuścili swoją, najlepszą kryjówkę Od razu przystąpili do parzenia kawy, wciąż z różnymi odczuciami.

- Oo ,w końcu was widzę - usłyszeli znajomy glos - W końcu mogę wyjść do pracy? - zapytała Emily Jeffey. Zaśmiali się i pokiwali głową.

- Przepraszam, Emily, za kłopot - spuściła głowę Sophie.

- Mój siostrzeniec nie jest kłopotem - zagroziła palcem - Ale następnym razem mówcie, jak zamierzacie cały dzień nie wychodzić z lóżka - parsknęła, Sophie oblepił czerwony rumieniec, a Logan jeszcze nigdy nie odczul takiego zawstydzenia. Mimo tego radość, pragnienie i miłość i inne pozytywne uczucia, których nie czuł już tak długo, wygrywały wszystko.

Wyraźnie wyczuwał to właśnie przy niej. Podał jej kubek z aromatycznym napojem wracając do rzeczywistości.

- Jakoś ci wynagrodzimy - odchrząknął jej brat obserwując, jak Sophie właśnie upija łyk kawy.

- Zakładam, że was dziś nie widzę was w hotelu? - zapytała pakując rzeczy do torebki. Para popatrzyła na siebie pytająco, a jednocześnie z lekkim zakłopotaniem, pokręcili głową.

- Jakbyś mogła w razie czego nas zastąpić - zapytała nieśmiało właścicielka hotelu.

- Haa!!. W końcu pokażę prawdziwe oblicze Emily Jeffey ! - zawołała zwycięsko brunetka, na co pozostali roześmiali się radośnie, żegnając ją.

- Tato, pojedziemy dziś popuszczać latawiec ? - zapytał malec, odbiegając po rozrzucanych klocków na dywanie.

- Hmm, myślę, że pogoda dzisiaj jest akurat na latawiec - popatrzył w okno, zastanawiając się.

- Super!. Sophie pojedzie z nami? - zaciekawił się żywiołowo. Oboje spojrzeli na siebie ponownie.

- Jeśli będzie chciała - wzruszył ramionami, a wtedy chłopcy spojrzeli na nią.

- Z przyjemnością - zgodziła się. Nie wiedziała,jaką radość mu sprawiła, w tym samym czasie młody Jeffey wesoło podskoczył najwyraźniej, to samo czując - Tylko najpierw musze skoczyć do domu przebrać się w końcu - dodała, odstawiając pusty kubek.

- Mi tam odpowiada - mruknął pod nosem Logan. Zachichotała słodko i ruszyła do drzwi.

- Tobie chyba wszystko odpowiada - szepnęła złośliwie. Patrzył, jak zakłada buty z lekkim smutkiem.

- Ogarnij się Logan, zaraz ją zobaczysz - powiedział w duchu. - Zobaczymy się niedługo? - zapytał.

- Za pół godzinki u mnie pod bramą - oznajmiła.

- Czemu u ciebie? - zmarszczył brwi, podchodząc do niej

- Bo u mnie - zażądała - A po za tym, to książę przyjeżdża po księżniczkę, a nie na odwrót... Tarzanie - wyjaśniła przedrzeźniając. Warknął cicho z lekka irytacja. Wspięła się na palce i pocałowała go słodko wyciszając w nim jakąkolwiek złość. Jego ręce już automatycznie powędrowały na lędźwie, a następnie na pośladki. Poprawiła je o stopień wyżej.

- Syn, wciąż na ciebie patrzy się - upomniała. Pogładziła go po policzku i wyszła w pośpiechu zostawiając go uradowanego, jak smarkacza.

Sophie:

Ostatnie jakieś dwadzieścia godzin były jak ze snu. Istnym spełnieniem marzeń, nie sądziła, że doczeka się tych dni. Weszła do domu rozpoznając od razu znajome walizki. Westchnęła, że zaraz zacznie się dramat.

- Sophie Casandro Hetfield!. Gdzie ty podziewałaś się cala noc?. Chcesz żebym flaki z siebie wypruła?! - krzyknęła niemal biegnąc w jej kierunku.

- Nie bądź, tak drastyczna mamo - jęknęła przeciągle.

- Co ty wyprawiasz?!. Gdzie byłaś?! - domagała się odpowiedzi idąc, tuż za nią po schodach.

- U Logana - odpowiedziała całkiem szczerze.

- Zabiłaś mnie w tym momencie! - darła się w niebogłosy.

- Mamo, proszę cię! - krzyknęła.

- Masz narzeczonego kobieto, a ty byłaś u innego mężczyzny?! - pisnęła tracąc oddech.

- Tak byłam u Logana i kochałam się z nim całą noc, wiesz?!. Kocham go matko! - krzyknęła w jej twarz

- Jak możesz mówić mi takie rzeczy?!. To nasz wróg?!. On zabił Willa!. On.. .On!! - złapała się za szafkę, na co Sophie spoważniała i podbiegła do rodzicielki.

- Usiądź - poleciła i poprowadziła ją na swoje lóżko. Znów podbiegła do swojej szafy, szukając odpowiednich ubrań.

- Jak mogłaś?! - mówiła nieco spokojniej, ale wciąż zła.

- Mamom czy zależy ci na moim szczęściu ?. Chociaż raz? - popatrzyła na nią, nie mając już siły toczyć z nią wojny.

- Oczywiście, że tak ! - oburzyła się.

- Więc, chcę żebyś wiedziała, że kocham do szaleństwa Logana i zamierzam odejść od Cola - poinformowała na jednym wydechu.

- Nie wiesz co mówisz - mówiła, jak a mgłą. Złapała się za głowę, jakby zwiastowała już ciężką migrenę.

- Wiem, matko. On i tylko, on daje mi tyle szczęścia, co nikt nie potrafi i wiesz, opowiedział mi cały wypadek. On nigdy nie był winny za śmierć Willa. To Will szarpnął za kierownice całkowicie pijany, a Logan nie umiał nad tym zapanować...

- Przestań! - wrzasnęła przerywając jej - Bedziesz skończona, jak odejdziesz od Cola! - zagroziła. Właśnie wyjawiła jej prawdę o losie jej syna, ale widocznie wypuściła to wszystko drugim uchem. Nie ukrywała zdenerwowana i młoda dziewczyna.

- Nie, matko, bo będę z Loganem szczęśliwa i wolna!. Nawet nie wiesz, jaki jest Cole!. Przy tobie potulny, jak baranek, a gdy ciebie nie ma w pobliżu istny diabeł w nim siedzi ! - krzyczała pełna żalu.

- Mówisz tak, bo jesteś przewrażliwiona ! - osądziła.

- Przewrażliwiona? - załkała. Pokręciła głową z niedowierzeniem - Nigdy ci tego nie mówiłam, bo właśnie wiedziałam, że tak zareagujesz. Nie uwierzysz mi i bedziesz bronić tamtego zwyrodnialca - ciągnęła wstrząśnięta.

- Dziecko, ja wiem, że przeżyłaś śmierć Willa, ojca, ale proszę cię nie popełniaj błędu. Jeffey cię zrani, wykorzysta, jak, tylko będzie mógł - próbowała ją przekonać wstając z lóżka od emocji.

- Nie. Kiedyś przychodził przecież do nas, pamiętasz jaki był?. Może nieokrzesany, co przyznaję, ale w środku jest wrażliwym i czułym mężczyzną i kocha mnie mamo - próbowała jej wytłumaczyć. Próbowała już wszystkiego, ale widziała, że to na marne. Założyła w tym czasie beżową lekko rozkloszowaną sukienkę wzięła ze sobą na wypadek jeansowi kurtkę zważając na to, że dziś było wietrznie - Przykro mi mamo, jeśli cię tym zawiodę, ale chcę być w końcu szczęśliwa - wzruszyła ramionami - Pogodziłaś się z wyborem Kimberly, pogódź i z moim - pocałowała w policzek matkę i wyszła z pokoju zabierając torebkę. Zajęło jej to wszystko tak, jak obliczyła. Zdążyła po tuszować rzęsy i pomalować usta delikatnym brązem. Rozczesała kilka razy włosy, które były pokręcone pewnie od porannej kąpieli na której wspomnienie od razu dostała rumieńców. W prawdzie nie poznawała siebie w tej roli, ale było jej z tym dobrze. Wyszła przed dom od razu auto rzuciło się jej przed ogrodzeniem. Zasiadła na miejsce pasażera z przodu.

- Jak tam gotowi chłopcy? - zapytała wesoło.

- Taaak ! - wykrzyczał radośnie Liam. Domyślała się, gdzie ich wiezie. Od razu zobaczą jak idzie budowa hotelu. Patrzyła przez okna i obserwowała drzewa, które mijali. Dłoń, która znalazła się na swoim nagim udzie oderwała od swoich myśli. Uśmiechnęła się do niej, a następnie popatrzyła na kierowcę. Wiedziała, że powtarza się w swoich myślach, ale był taki przystojny, a ona była szczęściarą. Pamięta teraz te okulary, wtedy w życiu nie pomyślała, że to Logan. Byli na miejscu. Fundamenty i parę ścian świadczyły, że coś tu powstaje wielkiego. Przywitali się z kierownikami budowy, z którymi krótko porozmawiali, po czym poszli, o wiele dalej, by nie słuchać całego hałasu. Złapała go za rękę, co go chyba zaskoczyło, ponieważ spojrzał na nią zdezorientowany, gdy wspinali się po niewielkiej górce. Wspominał miłą ostatnią wycieczkę po tutejszym lesie. Wzruszyła ramionami niewinnie, a on splótł ich palce rozluźniony. Pierw cała trójka puszczała kolorowy latawiec przy tym bardzo dobrze bawiąc. W tle z radia robotników można było usłyszeć przyjemną piosenkę. Obserwowała małego Liama, jaki był szczęśliwy, co ją nawet wzruszało. Uwielbiała śmiech Logana, na początku uważała, że w ogóle on nie potrafi śmiać się, a teraz jego radosny dźwięk był dla niej najpiękniejszą melodią. Gdy chłopiec biegał już sam wymyślając różne zabawy, oni leżeli beztrosko na zielonej trawie. Ona na brzuchu, a on na prawym boku w nią się wpatrując. Jeździł koniczynką po jej nagim ramieniu powodując jej łaskotki.

- Łaskoczesz - mruknęła sielankowo.

- Nie umiem trzymać rąk daleko od ciebie - mruknął wzdychając. Uśmiechnęła się.

-To dobrze - odrzekła podnosząc przy tym głowę - Słyszałam, że Liam zostaje u ciebie. Cieszę się, Logan - powiedziała szczerze.

- Taak, ja tez, ale cieszyłbym się jeszcze, gdybym miał kogoś jeszcze przy sobie... -wyznał, a ona spojrzała na niego pytająco.

- Gdybym miał ciebie - wyjaśnił nieśmiało. Wiedziała, że ma jeszcze kłopot z wyznawaniem uczuć, ale i tak świetnie mu szło. Kto by pomyślał, żeby pod tym umięśnionym ciele, było tyle emocji, uczuć i pasji. Westchnęła głęboko.

- Gdy jestem z Colem czuję się właśnie, jak ten latawiec - wyznała patrząc się na zabawkę w locie, więc popatrzył i on - Jak na uwięzi... Ale gdy jestem z tobą czuję się całkowicie wolna - mówiła a, on słuchał. Chyba przeczuwał, że jeszcze nie kończy, wiec cierpliwie czekał. - Logan, ja wiem, jak musisz się czuć - zaczęła mówić już całkiem poważnie - Pewnie myślisz, że jesteś dla mnie kochankiem, zwykłym romansem - mruknęła spuszczając wzrok, lecz po chwili jej niebieskie oczęta powróciły na niego - Dlatego chcę odejść od Cola i to zrobię - przyznała - Ponieważ chcę być z tobą, jeśli ty chcesz być ze mną. Tylko... - powiedziała, a w jej oczach można było dostrzec delikatne łezki.

- Tylko co? - zapytał zaintrygowany.

- Tylko musisz pozwolić mi ciebie kochać - poprosiła nieśmiało. Przełknął ślinę i patrzył z wielkim wrażeniem na nią miał coś powiedzieć, lecz przyłożyła mu palec do ust, by jeszcze chwile poczekał - Skradłeś mi serce Logan, Liam skradł

mam nadzieje, że bym mogła być jego mamą, nie biologiczną, ale pozwól...- w tym czasie nie wytrzymał i przyciągnął ją do siebie łącząc pocałunkiem. Oderwał się dopiero, gdy wyczuł, że brakuje im już tchu.

- Nie pragnę niczego innego bardziej - odpowiedział jej, odgarniając kosmyk włosów za ucho. Odetchnęła ogromna ulgą

- Tylko pozwól mi, na to - dokończyła zadowolona. Głowę ułożyła na jego ramieniu. Objął ją czule dając najniezwyklejsze uczucie bezpieczeństwa. Mają jeszcze przed sobą trochę przeszkód,, by być wolni i szczęśliwi. Nie wiedzieli, czy im się uda, ale wciąż mieli nadzieje, ponieważ, gdy byli ze sobą mieli wrażenie, że mogą wszystko.

26. Sophie

Cztery dni brakowały do przyjazdu Cola. W prawdzie obawiała się go, ale w końcu musiała to zrobić. Powinna już tak dawno, a Logan Jeffey dawał ku temu największy powód. Zastanawiała się, czy matka już mu poskarżyła się. Na pewno wariował ze złości, ponieważ nie odbierała znów od niego telefonów. Wiedziała, że przy nim nic jej nie grozi. Czytała książkę dla Liama. To, jak wtulał się w nią w jak w prawdziwą matkę, miażdżyło to jej serce. Pragnęła być jego przyjaciółką, a jeśli nazwałby ją kiedyś mamą, byłaby zachwycona. Spojrzała na niego, wymawiając ostatnie słowa. Powieki miał przymknięte i oddychał lekko.

- I żyli długo i szczęśliwie - szepnęła, głaszcząc go po czuprynie. Uśmiechnęła się i delikatnie powstała. Szla do jego pokoju leżał na łóżku, gdzie jeszcze dzisiaj doświadczali prawdziwej miłości.

- Zasnął? - zapytał. Miał na sobie parę papierów. No, tak zaniedbali trochę ostatnio pracę, więc on nadrabiał, choć ona też powinna.

- Tak - kiwnęła głową. Weszła na kolanach, na pościel - A ja chyba powinnam pójść - mruknęła, na co spojrzał na nią.

- A ja uważam, że powinnaś zostać - wypowiedział spokojnie.

- Wszystko dzieje się tak szybko, że boję się, że to zniknie - wyznała z lekko drżącym głosem. Zakłożyła włosy za uszy, pokazując mu przy tym, jak jest urocza.

- Nie znikniemy, Sophie - uśmiechnął się łagodnie. Odłożył papiery i wyciągnął do niej ręce, w które wbiła się bez wahania - Powiedz, że zostaniesz - szepnął całując ją w głowę - Nie lubię być sam - dodał, od razu smucąc się. Uśmiechnęła się lekko i kiwnęła głową za zgodę - Możemy nadrobić ten film zmierzch? - zaproponował z lekką chrypką, gdy wodził palcem po jej nagim ramieniu. Zaśmiała się domyślając, jak to będzie wyglądać.

- Z przyjemnością - odrzekła rozchmurzona. Przez połowę filmu kochali się z tym samym uczuciem i pasją. Przez co musiała początek opowiedzieć.

- Chyba wolałbym być Tylerem - mruknął na końcu.

- Dlaczego? - zmarszczyła brwi.

- Bo zawsze mógłbym cię ogrzać - odpowiedział, w pewien sposób zniesmaczony. Zaśmiała się szczerze.

- Dobrze, że nie jesteś, ani wampirem, ani wilkołakiem - odparła rozbawiona, a on w końcu skierował na nią wzrok - Jesteś moim Loganem - dodała blisko jego ust.

- Moja Sophie - westchnął wplątując ręce w jej włosy i pocałował ją czule. Tego właśnie pragnęła, uczuć, gestów, miłości. Uczucie braku bólu było dla niej tego czego pragnęła. Był idealny we wszystkim co robił, jakby znał ją i wiedział czego w danej chwili potrzebuje nie tylko, w momentach łóżkowych.

Logan:

Miał wrażenie, że żyje w nie przerwanym śnie. Sophie Hetfield pragnęła z nim być, a on pragnął z nią być. Nie planował tego nigdy. Gdyby wiedział, że wyrośnie, na tak piękną kobietę może i w dawnych latach, by już próbował z nią. Zdążył się przyzwyczaić do jej obecności przez ten krótki czas. Świetnie zajmowała się Liamem, momentami go rozczulała i zadziwiała. Obserwował ją, gdy leżała z nim przytulona czytając bajeczkę na dobranoc. Raz nawet usnęli wspólnie tak zwyczajnie. Śmiali się gardłowo, miała melodyjny śmiech, pełen słodkości i wdzięku. Gdy spała obok niego nie mógł się nadziwić jej urody. Jej włosy idealnie układały się na poduszce, jakby posiadały w sobie jakąś magie i były do tego stworzone. Nie był w stanie opisać koloru. Nie była blondynką, ale ciemnego brązu, jak on też nie miała. Najbardziej lubił je w pełnym słońcu, gdy robiły się lekko rudawe dodając jej charakteru. Już za pierwszym razem pokazała swój temperament. Powodowała w nim ciągłe pożądanie, czy to było w ogóle możliwe?. Miał nadzieje jedynie nie stanie się jakoś uzależniony od seksu. Uwielbiał delektować się jej zapachem, gdy wtulona była w jego ciało, pogrążona we śnie. Zastanawiał się, czy może być coś lepszego od trzymania jej w objęciach?. Od tego uczucia, które czuł, dzięki niej?.

Na drugi dzień już musieli wrócić do pracy. Emily, by nie dała rady pociągnąć dalej. Wzięli ze sobą Liama, który spokojny grał w grę na malej sofie, albo kolorował rysunki.

- Jak nazwiemy nowy hotel? - zapytała wytracając go z równowagi. Miała na sobie spodnie z wysokim stanem oraz top na bardzo cieniutkich ramiączkach. Stojąc za nią, nie mógł się oprzeć, by nie dotknąć jej nagiego ramienia, musnąć ustami ją po szyi. Skuliła się na odczucie łaskotek. Dziękował, że dziś właśnie związała włosy w wysoki kucyk ponieważ miał lepszy dostęp do jej nagiej szyi.

- Powinniśmy skupić się, na pracy - upomniała z uśmiechem.

- Przy tobie nie można - mruknął z lekka chrypką w głosie.

- Zbok - burknęła radośnie.

- mhm - zmrużył swoje powieki - Kto kogo wybudzał w nocy ze snu - wspomniał na glos, na co zarumieniła się, odwracając głowę w bok. Pocałowała go w policzek i znów wróciła twarzą do biurka. Posłużył się wspomnieniem z nocy. Rozbudzona odwróciła się do niego, gdy on beztrosko śnił. Pieszczotliwie całowała go po nagim, umięśnionym torsie. Niedowierzał ani jej, ani tej pobudce, ona tylko wpatrywała się niewinnie. Nie długo po tym kochali się powoli, pełen uczuć, nieco zaspani.

- Może lepiej pójdę do siebie ? - zaproponowała wracając do rzeczywistości.

- Nalegam byś została - powiedział będąc blisko jej ucha, wyprostowała się zszokowana.

- Nalegasz? - prychnęła rozbawiona.

- Jestem dyrektorem - wzruszył ramionami, wodząc po jej ramionach opuszkami palców. Zaśmiała się lekko i odwróciła się do niego twarzą. Była taka rozpromieniona, odgarnął jej cieniutki kosmyk za ucho.

- Więc, musi pan dyrektor przestać mnie napastować czuję się niezręcznie przy pracy i przy pana synu - powiedziała oficjalnym tonem. Roześmiali się ponownie i złączyli się z ustami pocałunkiem pełnym słodyczy.

- Teraz to nazywa się napastowanie? - chrząknął po cichu. Uśmiechnęła się niewinnie i przedłużyła ich niewinne pocałunki. Objął ją wokół drobnej talii. Pogłębił pocałunek, gdy zanurzyła swoje palce w jego włosy, uwielbiał tą pieszczotę. Zadawała mu przyjemny masaż, na co jego całe ciało rozluźniało się. Gdy wyczuł, że ich pocałunki stały się śmielsze i bardziej namiętne oderwał się z cichym jękiem niezadowolenia.

- Skupmy się lepie,j na pracy - zasugerował, wcale nie chcąc. Zaśmiała się słodko jeszcze raz w jego ramionach i powrócili do pracy.

- Więc, jak nazwiemy nasz hotel? - powtórzyła pytanie.

- Raczej wszystko mi jedno - zapytał. Zacisnął usta popadając w zadumę.

- Nie chcę, by to była jakaś głupia nazwa - chrząknęła zastanawiając się również. Chwycił ją za dłoń i splótł ich palce. Podziwiał ją, jak wytężała umysł po chwili odezwała się z pomysłem:

- SoLo? - zapytała

- SoLo? - powtórzył marszcząc brwi.

- Sophie, Logan - wytłumaczyła.. Chwile podumał analizując jej propozycje. Coś osobistego, ale też anonimowego - pomyślał.

- Podoba mi się - kiwnął głową za zgoda, co ucieszyło ją.

- Możemy coś zjeść ? - zamarudził nagle Liam. Popatrzyli na niego z wielka czułością, ale także z lekkim rozbawieniem. Dziewczyna kiwnęła głową.

- Jasne, zejdę na dół po obiad - zaproponowała chwytając za torebkę i po chwili wyszła.

Dzień minął im tak, jak właśnie powinien. Czuł, że tworzą rodzinę. Oglądali przedostatnią część zmierzchu. Miał ją obok. zajadała się sorbetem cytrynowym, który kupili z innymi zakupami, tuż po pracy wraz z jego synem. Pochłaniała oczami film co, jakiś czas karmiąc Logana, który przyjmował posłusznie każdą następną łyżkę. Przecież nie lubił słodyczy... Cóż, nie było akurat, to takie słodkie.

- Chyba pobrudziłaś się - mruknął, gdy otulał ją swoimi ramionami.

- Gdzie? - zmarszczyła brwi i zerkała na siebie szukając plamy.

- Tu - wskazał miejsce krótkim machnięciem głowy, nim zareagowała, a na jej dekolcie wylądowały jego ciepłe usta. Przełknęła ślinę.

- Logan... - wykrztusiła - Czy na pewno, aby tu jestem brudna? - chrząknęła z uśmiechem..

- No już nie - oderwał się i spojrzał na nią całą zarumienioną. Roześmiała się słodko i odstawiła lody na szafkę. Ujęła jego twarz w dłonie, oblizując się przy tym ze smakiem.

- Cwaniak z ciebie - powiedziała z lekką chrypką, po czym pocałowała czule. Wgłębił swoją dłoń w jej gęste pasma włosów.

- Jakoś trzeba sobie radzić - odrzekł odrywając się od niej.

- Aha - westchnęła rozbawiona, a po chwili jej mina przeobraziła się w chwilę grozy - Logan, zdaje się mi, że masz darmowego współlokatora - wybełkotała patrząc gdzieś za nim, jakby była w transie.

- Hm? - zmarszczył brwi zdziwiony i odwrócił się. Jeżeli jej chodziło właśnie, o tego malutkiego pajęczaka w wielkości małego paznokcia, to zrozumiał jej aluzje.

- Pewnie z ogródka przyszedł - pomyślał na głos - Chyba nie boisz się? - zapytał rozbawiony, wracając wzrokiem na nią.

- Logan, to nie śmieszne i proszę zabierz go stąd - poleciła dumnie.

- Sophie, to malutki pajączek, który boi się bardziej ciebie, niż ty jego - oburzył się.

- Logan, albo jego stąd ewakuujesz, albo ja stąd ewakuuję się - założyła ręce na piersi zdeterminowana, wciąż przyglądając się pająkowi. Skrzywiła się i poczuła najwidoczniej ciarki po swoim cudownym ciele, ponieważ za trzęsła się.

- Sophie, gwarantuje ci, że cię nie zje - zaśmiał się, zbliżając się do niej.

- Logan! - pisnęła uderzając go w ramie. Westchnął ciężko, a jego głowa opadła bezsilnie na jej ramie.

- Okey… Ale robię tylko dlatego!... - zaczął zirytowany.

- Bo co? - zmarszczyła groźnie swoje brwi.

- Bo zależy mi na tobie - odrzekł wgłębiając swoje oczy w nią. Uśmiechnęła się rozczulona.

- Doceniam, to ty mój... Rycerzu - odrzekła, na co ponownie roześmiał się z jej nieugiętej postawy, a po chwili mężczyzna wstał z pościeli. Podszedł do ściany, jak przyczajony tygrys z gazetą w ręku, bez problemu udało mu złapać się tego małego pajęczaka. Pokazał dziewczynie nieco bliżej.

- Na pewno, nie może z nami zamieszkać? - zarechotał pokazując, Bez słowa uniosła rękę i palcem wskazała na taras, skinął głową i ruszył do drzwi od balkonu - Będzie mu smutno - popatrzył na nią ostatni raz przed wyjściem.

- Zaraz będzie tobie smutno, jak zostaniesz tu z tym pająkiem - burknęła wcale nie uradowana. Pokręcił głową rozbawiony i wyszedł na zewnątrz. Po chwili wrócił z pustymi rękoma.

- Grzeczny Logan - pochwaliła go dumnie. Zaraz znów znalazł się przy niej, gdy już nasycił się nią przynajmniej na dłuższą chwilę i odebrał swoja nagrodę za uratowanie przed szkodzącym intruzem, mogli kontynuować film. Ten gatunek filmów nie był jego typem, ale spędzał z nią czas i to się liczyło. Dziękował Phoebe, że w miarę bez problemu zgodziła się, by Liam został u niego. Oczywiście ostrzegła, że będzie przyjeżdżać, kiedy będzie chciała, a on w sumie nie widział nic w tym złego, również i miło będzie mu widzieć rodziców Phoebe. Malec zżyty również i z nimi był. Zdążył zapisać chłopca do szkoły, którą już nie długo miał rozpocząć. Czasem zazdrościł mu, że on zaczyna wszystko od początku. Z uśmiechem na twarzy patrzył, jak jego syn rośnie. Nie mógł zasnąć od tych wszystkich wrażeń. Gdy ona wciąż śniła tak beztrosko. Zszedł na dół, gdzie napił się wody. Wyjął papierosa i wyszedł przed dom w dresach. Rzeczywiście powinien chyba rzucić palenie pomyślał, właśnie zaciągając się. Usiadł na schodach ciesząc się własnym szczęściem, które zburzyła właśnie Alice Hetfield, która wchodziła na jego podwórko.

- Pani Hetfield - skinął głową.

- Logan... - mruknęła - Jak udało ci się tak nakręcić Sophie? - zapytała.

- Do niczego nie nakręcałem. Pani Alice nie zamierzam kłócić się - zaczął już zrezygnowany.

- Chcesz wykorzystać Sophie?. Zemścić się?! - oskarżyła, podnosząc głos.

- Zapewniam Panią, że kocham pani córkę - chrząknął poważnie.

- Kochasz?! - parsknęła z niedowierzaniem - Litości chcesz tylko jej pieniędzy. Ile chcesz w takim razie?.

- Nie wierzę, że pani mi to proponuje - przetarł swoją zmęczoną twarz tą rozmową i podniósł się - Chcę być z Sophie, a Sophie ze mną - powiedział zdecydowany.

- Więc powiedz mi, Logan, ile znaczy dla ciebie twój syn? - zapytała groźnie. Popatrzył na nią z uwagą - zostaw Sophie w spokoju, albo bedziesz musiał pożegnać się z synem - zagroziła mrożącym krew głosem. Przełknął ślinę czując lęk.

- Nic pani nie jest nam wstanie zrobić - wykrztusił w szoku.

- To okażę się - odrzekła - Skończ tą całą szopkę, a twój syn poczuje to, co ty kiedyś - dodała, a po chwili tak szybko, jak tu przyszła tak szybko odeszła.

Ponownie Alice Hetfield zburzyła jego spokój. Jego syn był najważniejszy, a ona chciała go odebrać?. Pewnie by posłużyła się jego przeszłością. Przełknął ślinę wchodząc do sypialni, gdzie leżała jego kobieta marzeń. Po drżącym policzku spłynęła mu gorzka łza mając świadomość co będzie musiał teraz zrobić.

Sophie:

Palił kolejnego papierosa na tarasie. Uśmiechnęła się sama do siebie, wygramoliła się z pościeli powodując cichy szelest. Ubrała się najpierw i podeszła do niego po cichu. Objęła go wokół pasa i splotła ręce na wysokości brzucha. Przytuliła się do jego pleców, jakby stęskniła się za nim. Czuła jak spiął się, a po chwili rozluźnił, chwycił za jej dłonie rozkoszując się tą krótko chwilą.

- Co tu tak robisz wcześnie? - spytała.

- Nie mogłem spać - odparł. Zgasił papierosa i odwrócił się do niej. Był ponury i przygnębiony co ją zmartwiło.

- Coś się stało? - zaciekawiła się.

- Sophie, pora przestać, już dłużej nie umiem udawać - powiedział gorzko.

- Co masz na myśli ? - marszcząc swoje brwi. Nie rozumiała o co mu chodzi, złapała jego dłoń, którą od razu wyswobodził.

- Wykorzystałem cię to wszystko - powiedział bez żadnych emocji. Potworne kłamstwo uderzyło ją w twarz.

- Słucham? - upewniła się, czy dobrze słyszy. Dlaczego jej to mówi?. Wydawał się na szczęśliwego.

- Nie kocham cię, nie zależy mi na tobie - uśmiechnął się arogancko - Byłaś pod ręką, to wszystko ! - krzyknął.

- Dlaczego to mówisz, Logan?! - uniosła głos.

- Bo mam ciebie dość!. Mam dość zasranej księżniczki i mam dość posuwania cię! - huknął na nią. Rozszerzyła oczy w szoku, serce jej pękło w tym czasie, na drobne kryształy - Pragnąłem kasy, a ty mi pomogłaś, więc dzięki ci, Sophie! - uniósł ręce zachwycony, a potem spojrzał na nią zły.

- Jak mogłeś?! - załkała. Czując jak otacza ją cień.

- Nienawidzę cię temu mogłem! - wrzasnął - A teraz spieprzaj! - rozkazał. Tak Logan Jeffey właśnie zburzył jej świat, nie mogąc dalej patrzeć na niego wybiegła z pokoju. Zignorowała wołanie wesołego Liama.. Wbiegła do swojego domu kompletnie zapominając, że dzisiaj jest sobota...

***CDN***

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania