Niepoprawny książę XV

40. Sophie:

Gdy on potrzebował pełnych dwóch dni uwierzyć w to, że ją odzyskał ona znów była, dzięki niemu szczęśliwa. Na każdym kroku próbował jej wynagrodzić złe wspomnienia, a jej rozpromieniona twarz mówiła mu wszystko. Liam był uradowany z powrotu Sophie, on jeden nie tracił wszelkiej nadziei i był pewny, że jego dzielny tata i ulubiona sąsiadka znów będą razem. Dlatego tym razem posadzili go naprzeciw siebie i wpatrywali się w niego czułym wzrokiem.

- Liam jest coś, o czym powinniśmy porozmawiać - zaczął Logan zestresowany. Dziewczyna zasiadła wygodnie opierając się o zagłówek łóżka malca obserwując ich.

- Hm? - mruknął przerzucając wzrok to na kobietę to na swojego rodzica.

- Widzisz.... Wszystko tak potoczyło się. I właściwie sami nie wiemy jak...

- Tato, czy możesz po prostu to powiedzieć? - poprosił z pewnym uśmieszkiem.

- Chcę powiedzieć, że jestem z Sophie, a z Sophie ze mną...

- Tata chcę ci powiedzieć, że wróciłam do was, nie tylko do niego. Oczywiście jeżeli ty tego też chcesz - pomogła mu tym razem uśmiechnięta brunetka. O wiele łatwiej jej to przychodziło.

- Super!!!! - zawołał od razu rzucając się na dziewczynę, która z radością go przyjęła. On w tym czasie wypuścił powietrze z ust i odczuł ulgę. Pomogła mu, kolejny raz i był wdzięczny. Spojrzała na niego wzrokiem przepełnionym miłością, gdy obejmowała jego dziecko puściła zalotnie do niego oczko i wtedy już był przekonany, że tylko ona będzie matką jego dzieci.

Cała trójka udała się na dół na małe świętowanie, od dziś chcieli czuć się, jak rodzina. Do kieliszków nalali soku pomarańczowego. Po wzniesionym toaście popili ze smakiem w gromkim śmiechu. Przyrządzili wspólnie kolacje i nadszedł znowu wieczór. Z trudem przekonał ją, żeby znowu u niego nocowała, ale najwidoczniej też miał dar do przekonywania. Tym razem nawet miała już przy sobie szczoteczkę do zębów przynajmniej, o piżamie w końcu mogłaby zapamiętać.

- Cieszę się tato, z powodu Sophie - wyznał pięciolatek gdy układał go do snu. Uśmiechnął się.

- Ja też młody. Miałeś rację, że Sophie ma wielkie serce - odpowiedział mu.

- Największe! -poprawił go wesoło, na co zaśmiał się.

- Masz rację - przyznał, głaszcząc go po głowie - Śpij dobrze, Liam - dodał, po czym pocałował go w głowę.

- Ale już będzie z nami na zawsze? - zapytał, gdy on sięgał po książkę z regału. Kiwnął głową.

- Na zawsze - odrzekł pewny siebie. Młodzieniec jeszcze raz uśmiechnął się i przystąpił do słuchania pierwszych słów taty jakie czytał z nocnej bajki.

Gdy Liam Jeffey już rozkosznie śnił, oni toczyli bitwę na kciuki leżąc na łóżku, na brzuchach. Zwróceni byli do telewizora, choć nie byli zainteresowani tym, co nadawali. Lubiła z nim delikatnie przedrzeźniać się, a on najwyraźniej z nią.

Kolejny raz z rzędu wygrał, na co oburzyła się.

- Gbur! - burknęła wciąż wesoło - Dałbyś dziewczynie wygrać - dodała niedowierzając.

- Lubię wygrywać - wzruszył ramionami, na co jej szczęka jeszcze bardziej opadła. Więc chwytając za koniec poduszki śmiało zdzieliła go po głowie. Był zaskoczony, ponieważ rozszerzył oczy w szoku.

- Nawet nie wiesz, co właśnie zrobiłaś - chrząknął.

- Zdaję mi się, że właśnie przyłożyłam wielkiemu macho z poduszki, który nie daje wygrać swojej dziewczynie, bo niestety jest wyjątkiem chyba na tej planecie - odpowiedziała pewna.

- Powtórz - polecił osłupiały. Zaśmiała się słodko.

- Nie - zaprotestowała odważnie. Uśmiechnął się Łobuzersko. Chwycił ją nie mocno za tył głowy i przycisnął do poduszki, którą miała pod sobą. Nie musiał długo czekać, na stłumiony pisk młodej kobiety rozległ się.

- Heeej!!.... To było nie ładne, Loganie Jeffey - powiedziała obrażona, uderzając go w ramię. Najzwyczajniej śmiał się z niej, a za pewne z jej wyglądu. Rozpuszczone włosy teraz miała rozczochrane mimo część, która była z przodu podpięta do góry. Ponownie sięgnęła po poduszkę, jednak zapomniała, że już nie ma nic za nią Wychyliła się za bardzo i tracąc grunt pod sobą ta misja zakończyła się fiaskiem. Jej ciało spadło z szarej pościeli z niewielkim hukiem na dywan. Trudno mu było powstrzymać się od śmiechu. Gdy zajrzał do niej na brak jakiegokolwiek odzewu i wyczuwając podejrzaną ciszę, ona bez głośnie chichotała ze swojej niezręczności. W końcu on nie umiał już kontrolować swojego wybuchu radości.

- Śmiej się, śmiej - powiedziała między melodyjnym śmiechem. Pomógł jej wdrapać się z powrotem, a właściwie na niego. Nie było to przypadkiem, miał silną potrzebę poczuć ją. Wgłębiła swój podejrzany wzrok w niego.

- Lubię, jak jesteś na mnie - wyznał, gdy ona podniosła nieco podpierając się rękoma. Uśmiechnęła się szeroko.

- Zbok! - oskarżyła, na co zarechotał.

- Tak. Zbok siedzi na mnie, bo myśli, że ja myślę o jednym - odrzekł, chwytając za biodra.

- A tak nie jest?. Świętoszkiem to raczej nie jesteś - powiedziała, właśnie zabierając jego ręce ze swoich pośladków.

Skradając mu słodkiego buziaka, zleciała z niego sprytnie. Gdy on nabrał już nadziei, na rozwinięcie się tej akcji, ona uciekła do łazienki.

- A ty, dokąd? - zawołał wychylając głowę.

- Nie interesuj się - odpowiedziała złośliwie. Zaśmiał się i pokręcił głową z niedowierzaniem.

- Wracaj, bo przyjdę po ciebie - zażądał próbując być poważnym, na co jej lekki śmiech znów zadzwonił mu w uszach.

- Uuu... Boję się - odparła rozbawiona. Nie wytrzymał, wstał, po czym ruszył do łazienki. Nie była zamknięta, na to właśnie liczył. Ona właśnie przemywała swoją piękną twarz ciepłą wodą.

- Higiena - upomniała matczynym głosem, podając mu szczoteczkę do zębów.

- Później - mruknął, odkładając szczoteczkę na miejsce, gdy od niej zabrał.

- Logan!. Później nie będzie ci chciało się! - oskarżyła piszcząc, gdy czuła jego dłonie próbują wkraść się pod sukienkę.

Dla odczepnego spełnił jej prośbę. Bez uprzedzenia, gdy wycierała ręce o ręcznik zaczaił się za nią i dźwigną do góry Roześmiana uderzyła go po ramieniu.

- Logan! - zawołała czując, jak lewituje powietrzu. Za nim zdążyła zareagować puścił ją opadającą z cichym świstem na pościel, po czym wpełznął się na nią jak wąż.

- Coraz bardziej dzisiaj grabisz, Tarzanie - chrząknęła.

- To przestań ze mną walczyć - odpowiedział z cwanym uśmieszkiem, zbliżając się do jej ust.

- Będę już do końca naszego życia - szepnęła, jakby to był sekret. Zaśmiał się lekko, podziwiając jej urodę. Ręce jej uniósł nad jej głową, po czym delikatnie w końcu zasmakował jej słodkiej szyi. Łaskotki od razu poczuła, jej radosny dźwięk znów rozległ się - Masz przechlapane - zagroziła mu z lekką chrypką, gdy już odczuwała niesamowitą przyjemność pod wpływem tych pieszczot.

- Mhm... - usłyszała. Zmrużyła oczy i sprawnie rozchyliła swoje uda. Wpadł w jej pułapkę. Jego krocze idealnie przytuliło się do jej kobiecości, która była pokryta jedynie ładnymi figami. Przełknął ślinę i spojrzał na nią podejrzanie. Przyjemne bądź nieprzyjemne pulsowanie już odczuwał, a ona po prostu śmiała się z niego.

- To nie było niechcący, prawda? - przejrzał ją. Pokręciła głową odpowiadając mu śmiało.

- Ktoś wpadł do króliczek nory ? - odpowiedziała mu pytaniem chytrze, na co oboje roześmiali się.

- Jesteś w tarapatach, panienko Hetfield - powiedział cicho blisko jej ust, W końcu objęła go ramiona wokół szyi.

- Jakoś nie boję się, panie Jeffey - odszeptała uroczo, a po chwili wtulił swoje usta w jej rozchylone wargi, które same zapraszały do siebie. Pogłębił swój pocałunek nienasycony, jego nogi powtórzyły to samo co ręce tyle, że w jego pasie. Chwycił zadowolony za jej nagie udo i zadał jej miły masaż dłonią. Gdy ich pocałunki nabierały namiętności i siły ich ręce walczyły z ich ubraniami.

- Panienko Sophie - westchnął, gdy pieścił ją za uchem. Zarumieniona uśmiechnęła się szczęśliwie i przysięgła sobie, że ta chwila mogłaby trwać wiecznie.

***

Nie chciało się jej wstawać, jednak wiedziała, że dziś musiała. Mieli dziś wyjątkowy dzień w pracy. Poczuła uginanie materaca z drugiej strony, ale wiedziała, że nie musi niczego obawiać się, ponieważ doskonale wiedziała kto to. Poczuła delikatne i ciepłe usta na swoim ramieniu i szyi, na co uśmiechnęła się do siebie.

- Powinniśmy wstawać, Sophie - usłyszała, na co mruknęła niezadowolona.

- Musimy? - zamarudziła, jak małe dziecko.

- Obawiam się, że tak. Mamy dziś wywiad do prasy o otwarciu SoLo - przypomniał jej.

- Powtórz - jęknęła domagając się tych miłych gestów od niego.

- Mamy dziś wywiad do prasy o otwarciu SoLo - powtórzył, na co prychnęła śmiechem.

- Nie to, baranie! - zawołała - To! - wskazała palcem na swoja szyję. Roześmiał się melodyjnie, po czym powtórzył swoją pieszczotę. Odwróciła się do niego, gdzie ponieśli się jeszcze niewinnym pieszczotom na pobudkę. Odziani i ogarnięci zeszli w końcu na dół. Najpierw musieli odwieźć Liama do szkoły, który już biegał po kuchni. Przy kuchence ku jej zaskoczeniu stał Cameron Burton, który sprawnie podrzucał naleśniki na patelni.

- Dla takich widoków warto wstawać - zawołała wyciągając ręce do góry, na co zaśmiał się nowopoznany kolega. Atrakcyjny mężczyzna, świetnie zbudowany w białej koszulce, która podkreślała jeszcze bardziej jego karnacje podrzucał sprawnie naleśniki na niewielkiej patelni. Widok imponujący. W kuchni również krzątała się Emily, która szykowała się do pracy, z którą również przywitała się. Dowiedziała się w nocy między innymi również o jej zakończonym związku z Davidem, na co zmartwiła się, że nic o tym nie wie, ale pozostawiła ten temat na później.

- Spóźnimy się - przeszkodził jej w tej milej chwili Logan Jeffey.

- Pięć minut nic im nie stanie się - uspokoiła go, poklepując go po ramieniu, na co pokręcił głową z niedowierzaniem. Usiedli wszyscy do wysepki gdzie każdy czuł się, jak w rodzinie. Dostrzegła również nieopodal głowę rodziny Jeffeyów, która westchnęła ciężko i odeszła zrezygnowana, na co chwilę zamilkła, gdy inni rozmawiali.

- Zdecydowanie chcę cię w mojej kuchni ! - stwierdziła Sophie, ze smakiem delektując się każdym kęsem.

- To dopiero początek - puścił do niej oczko.

- Tak myślę, że od dziś, ja będę tobie gotował - oburzył się Logan wstając, na co roześmiali się wszyscy - Pora iść - ponaglił swoją dziewczynę, całując w głowę, na co westchnęła bezsilnie.

- Dyrektor wzywa - parsknęła, rozbawiona Sophie, wstając od stołu, a pozostali pomachali jej na odchodne uśmiechnięci.

41. Logan

Musiała jeszcze przebrać się i delikatnie podmalować. Dzień był słoneczny, jak na jesień przystało wcale nie było jeszcze tak zimno. Uchylił szybę w oknie, by poczuć jeszcze przyjemne powietrze. Podjechał pod drugą bramę należącą do sąsiadów i włączył radio dla umilenia czasu.

- Zaczekamy w samochodzie, ale pośpiesz się - poprosił, spoglądając na nią

- Okyy - zapewniła kierując sie do domu. Wiedział, że to trochę potrwa, takie były już kobiety. Zastanawiał się czy zapalić, ale w ostatniej chwili zrezygnował. Nie lubił przy Liamie tego robić.

- Tato - odezwał się.

- Co tam? - spojrzał w lusterko wsteczne by popatrzeć na syna.

- Chciałbym dać dla Sophie prezent.

- Znowu czekoladki? - chrząknął, pamiętając tą doskonale sytuacje.

- Niee... Myślałem o czymś bardziej żywym - powiedział dość tajemniczo.

- Żywym? - zawołał zaskoczony - Kwiaty? - zmarszczył brwi.

- Nieee… Myślałem o piesku - odpowiedział nieśmiało.

- O psie... Ohh, to znaczy nie wiem, jak Sophie na to zareaguje - odparł pogrążony w myślach.

- Pirat odszedł do nieba - mówił, a on nie sądził, że o tym wie. W końcu zrozumiał jego aluzje - Musi za nim tęsknić, ale może, jak dostanie nowego przyjaciela nie będzie już taka smutna? - rozważał swoje wątpliwości na głos.

- Zastanowimy się jeszcze, czy to będzie dobry pomysł, okay?. Może być to trochę za wcześnie zważając na to, że Sophie była zżyta z Piratem, a co do niej.... Zapewniam cię, że już nie będzie smutna - odwrócił się zmartwiony do chłopca, który z uśmiechem skinął głową. Westchnął zastanawiając się, o pomyśle syna, gdy ona właśnie przebierała się.

Sophie.

Wybrała klasyczną musztardową sukienkę. Włosy pozostawiła rozpuszczone, nie miała ochoty z nimi coś robić. Delikatny makijaż zupełnie jej wystarczał. Wstała od toaletki drgając na drugą obecność w jej pokoju.

- Jedziesz z nim? - usłyszała przygnębiony głos. W progu oparta o framugę stała Alice Hetfield.

- Tak - skinęła głową, czuła, jak narasta w niej napięcie - On uważa, że będę z nim bezpieczna - wzruszyła ramionami, na co kobieta rozszerzyła oczy, ale po chwili kiwnęła głową ze zrozumieniem.

- Nie wiem, czy będę umiała z nim pogodzić się - mruknęła podchodząc do jej łóżka, gdzie usiadła.

- Przynajmniej postaraj się - spróbowała zachęcić kobietę, łapiąc czule za wąskie ramiona..

- A z jego matką... To to już na pewno nie! - wstała rozruszona. Dziewczyna uśmiechnęła się widząc, że powoli jej matka godzi sie z tym wszystkim. Tuz przed jej wyjściem zanuciła, odwracając się do niej, jeszcze na sekundę.

- Jego matka była kiedyś twoją przyjaciółką - rzekła, a kobieta wyczuwając spięcie w plecach odwróciła się do swojego dziecka - Nie brakuje ci jej? - zapytała nieśmiało. Widziała, jak kobieta przełyka ślinę z trudem pogrążona ze swoimi myślami. Spuściła wzrok, po czym znów wzniosła na twarz córki, która bez słowa wyszła z pokoju zostawiając również nadzieję, dla swojej matki. Założyła jesienne botki, oraz beżowy płaszcz na wszelki wypadek. Otuliła się kremowym szalem i wyszła z domu. Wciąż czekali na nią mężczyźni jego życia, zdecydowanie tak mogła ich nazywać. Wsiadła na miejsce pasażera.

- Jak tam kolego?. Gotowy do szkoły? - zwróciła się do malca odwracając, na co odpowiadając kiwnął głową. Podejrzewała jakąś niezręczną ciszę, zwykle dla Liama nie zamykała się buzia, popatrzyła na Logana w sumie zazwyczaj taki był zdystansowany i poważny na drodze, ale zazwyczaj starał się coś mówić, co jakiś czas do syna.

- A co wy tacy milczący ? - zapytała.

- My?. Nie - zapewnił kierowca naturalnie

- Jakoś tak - wzruszył ramionami pięcioletni chłopczyk z tylu w tym samym czasie.

- Aha... Jakoś tak - mruknęła, powtarzając słowa dziecka podejrzanie. Niedługo po tym pożegnali się z Liamem pod szkołą i ruszyli w stronę pracy - Dobra mów o co chodzi? - zapytała.

- Co, o co? - zmarszczył brwi.

- Co knujecie? - dopytała się zirytowana. Wiedziała, że jest coś na rzeczy.

- W sumie to nic - wzruszył ramionami.

- Logan! - krzyknęła uśmiechnięta., na co westchnął.

- Liam chce ci zrobić niespodziankę i tylko tyle możesz wiedzieć - zagroził jej palcem.

- Niespodziankę?! - pisnęła - Jaką? - zaciekawiła się podekscytowana.

- Mówiłem - burknął patrząc na nią kątem oka, na co jęknęła.

- No, dobraa - popatrzyła się na niego, na co zauważył i również jej przyjrzał się.

- No co ? - warknął.

- Nic... Tęskniłam za tobą - wyznała przegryzając dolną wargę. Byli w pracy spóźnieni, ale na szczęście już parkował i w końcu mógł spojrzeć na nią z uwagą. Spuściła wzrok, gdzieś w dół, na co delikatnie uniósł jej delikatny podbródek do góry.

- Ja za tobą też tęskniłem, Sophie - odpowiedział - Nawet nie wiesz, jak bardzo - dodał, na co uśmiechnęła sie łagodnie - Wiem, że tego nie mówiłem - westchnął na widok jej pięknej twarzy - przepraszam i... - powiedział cicho, jednak przerwała mu przykładając mu palec do ust.

- Nie torturuj się - powiedziała słodko - Taki twardziel, jak ty nie okazuje uczuć prawda? - zapytała, na co kiwnął głową z lekkim uśmiechem - Doceniam, że na tyle ile potrafisz, to otwierasz się przede mną - palcami muskała jego dobrze zarysowaną szczękę.

- Jak w taki krótki czas poznałaś mnie, tak dobrze? - zmrużył oczy.

- Wystarczająco cię obserwuję - odpowiedziała mu z zachwytem, na co zarechotał delikatnie.. - A teraz, panie Jeffey, pocałuj mnie bo wiem, że tego chcesz - chrząknęła wesoło, widząc, jak oblizywał się ze smakiem. Wykonał jej polecenie z ogromną przyjemnością. Po krótkiej, wspólnej i miłej chwili w aucie w końcu byli już na miejscu i nikt nie robił problemu. Każdy był życzliwy dla nich, na co był zaskoczony, a Sophie pokręciła głową i mógł wyczytać z jej ust ,, a nie mówiłam''.

Logan.

Siedzieli w jego biurze wraz z dość energiczną i podekscytowaną kobietą, która siedziała na jednym z rogu stołu, oni zaś obok siebie. Czuła jego dłoń na swoich kolanach, na co uśmiechnęła. Opowiadała co tworzą i z jakimi postępami, a kobieta szczegółowo wysłuchiwała każde jej słowo, natomiast Logan tylko coś dopowiadał i przytakiwał. To było pierwsze rozgłośnienie tej całej sprawy, dopiero wychodzą po za anonimowość i on szczerze trochę stresował się.

- Więc rozumiem, że szykuje się na prawdę świetne miejsce, nie tylko dla rodzin z dziećmi, ale także dla par? - zapytała.

- Jak najbardziej. Strefa Spa, kącik dla par na basenie zakrytym, między innymi dwie jacuzzi dla dwojga, oraz przeróżne oferty dla dwojga - przyznała zadowolona Sophie.

- A wy?. Wy należycie do par? - zapytała zaciekawiona. Popatrzyli na siebie z czułością i skinęli w tym samym czasie głowami. Teraz właśnie wychodzi z cienia, za jej sprawą.

- Tak - odpowiedziała - Jesteśmy - odwróciła do prowadzącej wywiad z uśmiechem.

- Super!. Będziecie chyba najgorętszą parą na rynku biznesowym w tym roku - pochwaliła zadowolona - Choć pierw nie na to zapowiadało się?. Ze względu na waszą przeszłość? - zapytała przenikliwie. Wyczuli zmieszanie, lekkie spięcie. Oboje chyba pamiętali swoje początki. Pamiętali dzień, gdy on walczył o życie, a jej brat właśnie odchodził z tego świata. Pokręciła głową, by odgonić przykre obrazy przeszłości.

- Przeszłość, zostawmy przeszłości - odpowiedziała pewnie. Druga kobieta spojrzała na mężczyznę.

- A ty Logan, co powiesz o tym? - zwróciła sie do niego. Popatrzył na Sophie Hetfield. Na jej widok nie umiał już nie uśmiechnąć się - Jaa...- zaczął przełykając ślinę na widok pięknej osoby siedzącej obok - To że kocham tę kobietę nad życie - wykrztusił. Dałby słowo, że właśnie puściła buraka na jego słowa. Uśmiechnęła się promiennie i spuściła wzrok, wiec on zwrócił się do dziennikarki, która z rozmarzona go słuchała. Rękę miała podłożoną pod brodę - I w życiu nie widziałem osoby, tak bardzo zaangażowanej w jakiś projekt, po za Sophie. Kto będzie chciał skorzystać z naszych usług gwarantuję, że będzie zadowolony - dopowiedział już naturalnie.

- Dziękujemy, Logan - kobieta wyłączyła dyktafon - i dziękujemy, Sophie, wywiad pewnie jutro pojawi się w porannej gazecie - poinformowała.

- Super ,czy coś jeszcze? - zapytała Sophie.

- Mamy już wszystko - zapewniła z uśmiechem - Do zobaczenia zapewne na otwarciu - zadeklarowała.

- Oczywiście - właścicielka hotelu wykonała uścisk dłońmi, a następnie ten sam gest powtórzył Logan. Poczekali na stojąco, aż starsza kobieta wyszła i opadli jednocześnie na swoje miejsca czując, jak jakiś ciężar właśnie z nich spada.

- Widzisz, nie było tak źle - odezwała się spoglądając na niego. Zawsze przy niej wszystko było takie proste. Nie było rzeczy, której nie pokonała z tą swoją niezwykłą siłą. No może znalazłby się jeden wyjątek, który już zostawia samemu sobie

- Racja - przyznał jej. Spojrzał na jej niewielki dekolt z uśmiechem.

- Wyznałeś mi miłość - uśmiechnęła się.

- To takie dziwne? - zmarszczył brwi, na co wzruszyła ramionami. Przybliżył się do niej obserwując jej reakcję.

- Nie wymagam od ciebie byś mówił mi non stop, jeśli nie chcesz - wyjaśniła mu, uśmiechając się delikatnie na jego bliskość.

- A, jeśli chcę? - nachylił się nad nią.

- To nie będę ci zabraniać - zaśmiała się, przyjmując jego pocałunki.

- Wydaje mi sie, że potrzebuję małego odstresowania - mruknął schodząc na szyję.

- Doprawdy? - zachichotała odczuwając przyjemne łaskotki i w końcu przyjemność.

- Mhm - przeciągnął słodkie pocałunki po jej dekolcie schodząc w dół, aż uklęknął przed nią.

- Logan - upomniała poważniejąc.

- Ty też wydajesz się spięta - powiedział, gdy był pod jej sukienką.

- Co ty nie powiesz - prychnęła czerwieniąc się bardziej. Nie umiała zapanować nad swoim ciałem, które wygięło się w pół na jego dotyk przy bardzo czułym miejscu kobiet. - Dyrektorze - dodała piszcząc. Oddech jej przyśpieszył się, tak jak jej krwiobieg. Zacisnęła pięści na jego czuprynie. Warknęła na siebie, że tak szybko potrafi mu ulec, nie przeszkadzało jej to niby, ale wolałaby, żeby nikt tego nie widział. Nie potrafiła tego przerwać, gdy on tam na dole tak cudownie pieścił.

- Logan - szepnęła z przyjemności - A niech cię! - warknęła i chwyciła go uśmiechniętego szeroko. Przyciągnęła do siebie po czym przywarli do siebie. Oplotła go nogami, jednocześnie, gdy on skrywał ją w swoich objęciach. Była niezastąpiona w tym był tego przekonany i czuł satysfakcje, że potrafił na nią tak działać. Zadawała czuły masaż jego głowy, po czym zsunęła swoją rękę nieśmiało na jego krocze. Przez chwilę zastygł zaskoczony. To jeszcze bardziej pobudziło jego pożądanie. Teraz desperacko jej potrzebował, miał wrażenie, jakby ostatni raz to mieli przeżywać. Gdy ścisnęła z wyczuciem za jego czułe miejsce wydobył z siebie ciche stęknięcie. Uśmiechnęła się zadowolona z siebie i ponownie pochłaniali swoje usta z pełnym pożądaniem i namiętnością, dopóki nie usłyszeli pukania w drzwi, a po chwili drzwi otworzyły się. Nawet nie zdążyli zareagować, cokolwiek zrobić, a w pomieszczeniu była Emily Jeffey.

- Sophie, chciałam ci przynieść...- zaczęła szybko i szybko przerwała, widząc ten widok. Czując zmieszanie i zaczerwienie - Ochłońcie trochę! - burknęła oburzona i speszona wyszła w pospiechu

- Czekam u ciebie w biurze! - krzyknęła za drzwiami. Sophie wybuchła z szczerym śmiechem i zakryła twarz w dłonie ze wstydu. Głowa mężczyzny opadła na jej piersi chowając swój wstyd i zażenowanie. Jego siostra właśnie ich przyłapała na nieprofesjonalnej sytuacji, w dodatku prawie dwuznacznej.

- Ten widok teraz będzie mnie prześladował do końca życia - mówił stłumionym głosem wciąż do jej biustu. Dziewczyna wciąż śmiała się i w końcu przestała. Pogłaskała go po głowie, spojrzał na nią była cała czerwona

- Ładnie ci w czerwonym - uśmiechnął się cwaniacko, pokręciła głową i oburzona uderzyła go w ramie.

- Dlatego właśnie nie robimy tego tutaj - powiedziała stanowczo.

- Za pierwszym razem tak tego nie mówiłaś - przypomniał jej.

- Bo, wtedy zamknąłeś drzwi na klucz - odrzekła, powoli podnosząc.

- Zapamiętam - odparł zniesmaczony, na co pokręciła głową wzdychając. Pomógł jej wstać, a następnie poprawiała sukienkę.

- Mówisz, że ładnie w czerwonym? - zapytała kierując się do wyjścia, na co skinął głową rozbawiony - Więc przygotuję ci niespodziankę pod spodem - puściła oczko dopowiadając, po czym wyszła. Słyszała, jak krótko zarechotał i poszła do swojego biura.

- No, nie ociągałaś się - usłyszała, na co znów roześmiała się Sophie.

- Przepraszam Emily, że musiałaś to widzieć - odrzekła siadając na krześle rozbawiona.

- Zapewne nigdy o tym nie zapomnę - popiła trunku, którym sama poczęstowała się.

- Dobra, nie ważne - machnęła ręką by odgonić wcześniejszy obraz - Co chciałaś? - zapytała.

- Przyniosłam ci wszelkie rezerwacje na ten miesiąc - przysunęła faktury i inne dokumenty - A przy okazji tak wyciągnąć cię na plotki - wzruszyła ramionami.

- Ahh, więc dobrze, że przyszłaś, bo też miałam taki zamiar. Słyszałam o Davidzie - spojrzała na nią całkiem poważnie, gdy ta uciekała wzrokiem - Czemu nic nie mówiłaś? - zapytała.

- Bo nie było powodu, a ty i tak miałaś zbyt wiele zmartwień - odrzekła pochmurna. Podniosła się od biurka i podeszła do stolika. Wróciła do przyjaciółki - Chyba przyda sie nam tego więcej - Wlała dla niej do szklaneczki, oraz sobie bursztynowej cieczy

-Więc, mów - zachęciła z uśmiechem jej szefowa. Wypiły po szklance, a dziewczyna z rodziny Hetfield słuchała z lekkim zmartwieniem,. Jej rozmówczyni nie była całkowicie rozbita, co ją pocieszało, ale nutę smutku można było wyczuć z jej opowieści.

- Więc San Diego ? - zapytała na koniec jej opowieści.

- Aha - skinęła głową wypijając do dna alkoholu - Nie to, że cierpię jakoś strasznie, ale jednak sądziłam, że to już ten właściwy. Nie zamierzam przeprowadzać się. Lubię swój dom, pracę, po prostu tu jest moje miejsce - wzruszyła ramionami.

- Rozumiem - przytaknęła głową. Sama kochała Burlington.

- No i nie zamierzam czekać nie wiadomo, ile na niego - oburzyła się.

- Mam nadzieję - uśmiechnęła się z postawy koleżanki.

- Słyszałam, że zatrudnisz tego Camerona? - zapytała.

- Aha, a ja słyszałam, że ma na ciebie chrapkę - wypowiedziała śpiewająco.

- Przestań,Sophie! - wybuchła śmiechem

- Taka prawda! - zawołała rozbawiona.

- Byłby chyba cud, żeby taki facet na mnie zwrócił uwagę - mruknęła przywołując obraz swojego nowego współlokatora.

- Jesteś dla siebie zbyt surowa - zauważyła koleżanka.

- Bo spójrzmy w prawdzie...

- Emily!. Jesteś piękną dziewczyną i gdyby po prostu nie zepsuta reputacja przez moja matkę, by całe stado facetów, by ganiało za tobą. To ty zawsze byłaś tą ładniejszą, ja miałam ten niedorzeczny aparat i krótkie włosy... Bleee - mówiła ze wspomnieniami, na co brunetka roześmiała się ponownie.

- Dzięki - westchnęła - Mimo to mój brat oszalał na twoim punkcie i z brzydkiego kaczątka wyrosłaś na pięknego łabędzia - powiedziała dumnie.

- Najwidoczniej - skinęła głową.

- Cieszę się, że pogodziliście się wreszcie - wyznała Emily Jeffey.

- Tak... Ja też - powiedziała opierając się plecami o oparcie całkiem rozluźniona. Przymknęła na chwile oczy wracając myślami z zachwytem do swojego ukochanego.

****

Mogła przysiąc, że po tej rozmowie zawirowało trochę w jej głowie, na szczęście na koniec dnia już nic nie czuła. Przecież nie powinna pić w pracy. Pokręciła głową z niedowierzaniem.

- Gotowa? - usłyszała, a w drzwiach czekał na nią jej książę z bajki. Uśmiechnęła się i kiwnęła głową. Chwyciła płaszcz, resztę rzeczy i wyszli razem z biura.

- Ta czerwona bielizna aktualna? - zapytał szepcząc na ucho, na co roześmiała się przypominając ta scenę z rana, gdy zamykała drzwi na klucz.

- Będę musiała do domu skoczyć po nią - odpowiedziała mu, na co uśmiechnął się łobuzersko. Pokręciła głową i poklepała go po ramieniu mając zamiar odejść. Mimo to przyciągnął ją do siebie i pocałował na co popatrzyła lekko z przekrzywioną głową jak dziecko. Przegryzła dolną wargę wspominając wesołą rozmowę z koleżanką..

- Na prawdę jesteś seksowny - rzekła, nie krępując się tym razem. Widziała, że lekko poczerwieniał z krótkim śmiechem - I też dobrze ci w czerwonym - zauważyła rozbawiona.

- Cóż, ty też jesteś seksowna - mruknął, znów wtulając się w jej wargi. Przycisnął niezwykłą brunetkę delikatnie do drzwi, przy których oddawała mu te ciepłe podarunki.

- Wracajmy - poprosiła cicho, gdy sycili się powietrzem. Kiwnął głową ze zrozumieniem, chwycił ją za dłoń, co ją zdumiało i odeszli w końcu od tych drzwi. Będąc w domu przebrała się w obiecaną bieliznę, oraz w wygodniejsze ubrania. Wzięła na wszelki wypadem ciuchy na zmianę zważając na to, że raczej dziś nie wróci do domu. Powinna pomyśleć również o piżamie tam, więc spakowała do torebki o obiecanym kolorze.

- Znowu? - usłyszała gdy miała już wyjść do domu.

- Tak, mamo - odparła wzdychając.

- Wydajesz się...

- Zakochana? - zapytała - Wreszcie - przyznała zadowolona - I jestem na prawdę szczęśliwa - dodała zdeterminowana.

- Okay.

- Okay?. - upewniła się podejrzanie.

- Ja w to nie mieszam się, ale nie chcę, byś wróciła do mnie z płaczem! - powiedziała zdenerwowana.

- To już coś - skinęła głową i wyszła na werandę, gdzie na nią czekał wciąż on. Wydawał się na zdenerwowanego, ale chyba zawsze był, gdy bywał pod jej domem. Powinna co prawda zaprosić go do środka, ale nie dał namówić się, po za tym całkiem możliwe, że uniknęli kolejnej burzy

- Nie uwierzysz, co właśnie stało się - powiedziała z ekscytacja.

- Hm? - mruknął prowadząc ja za rękę.

- Moja mama zaczyna akceptować nasz związek - wyznała.

- Żartujesz? - prychnął, odwracając sie do jej drzwi.

- Ani trochę - pokręciła głową zadowolona. Po niedługiej chwili byli już u niego. On szykował im kolacje, więc zapragnęła zajrzeć do jego syna. Zapukała najpierw, a następnie wyjrzała z głową

- Cześć kolego, mogę? - zapytała z grzecznością. Malec siedział przy biurku. na którym leżał niewielki zeszyt. Najwyraźniej odrabiał pracę domową

- Pewnie - zgodził się z uśmiechem. Podeszła do niego pochylając się obok niego opierając się rękoma o blat.

- Co tam odrabiasz? - zapytała dosiadając do niego.

- Matma - jęknął z bólem.

- Eehh.. Nigdy nie lubiłam - skrzywiła się, na co roześmiali się.

- Sophie, tęsknisz za Piratem?- zapytał.

- Pewnie - odparła z uśmiechem - Ale wiem, że mu nic nie dolega i jest szczęśliwy - zapewniła go wzdychając.

- Zapewne biega po zielonej trawie, tak jak lubił - pocieszył ją malec, na co uśmiechnęła się rozweselona.

- Taak. Lubił to bardzo - poparła go - Nie widziałam twojej mamy? - zapytała zaciekawiona.

- Aa, znów wyjechała - odparł smutno - Za tydzień wróci - dodał z nutą nadziei.

- Rozumiem - kiwnęła głową.

- Sophie, czy jak weźmiesz ślub z moim tatą to będę mógł zostać z wami ? - zapytał.

- Co to za pytanie w ogóle, kolego? - zmarszczyła brwi w szoku, na co wzruszył ramionami. Był już nastwiony na wesele, pocieszało ją to mimo tego okrutnego pytania.

- Babcia opowiadała, że jak do tego dojdzie to wyślecie mnie do jakiejś innej szkoły, albo będziesz wstrętną macochą - mówił przygnębiony, a ona nie mogła uwierzyć w to co słyszy. Dziewczyna była w szoku i nie rozumiała, jak starsza kobieta mogła straszyć swojego wnuka. Westchnęła ciężko.

- Liam nie wyobrażam sobie, żeby cię nie było przy nas - pogłaskała go po policzku - I jesteś niesamowitym szczęściarzem, wiesz? - uśmiechnęła się do niego łagodnie.

- Dlaczego?.

- Bo, jeśli zechcesz będziesz miał dwie mamy - odrzekła pewna siebie.

- Suupeer! - uśmiechnął się wesoło i przytulił się do niej. Serce jej uradowało się na tą miłą chwilę.

- Wraz z tatą jesteście dla mnie najważniejsi i nie myśl, że cię nie kocham, okay? - pocałowała go w głowę.

- Jesteś najlepsza - mruknął, na co zaśmiała się.

- Wiem - powiedziała cicho sama do siebie. Popatrzyła znów na jego zapiski i pokręciła głową - Dobrze, że cyferkową robotę oddałam twojemu tacie - mruknęła, na co uśmiali się ponownie.

Wszyscy wspólnie zajadali się kolacją na którą również załapali się Cameron wraz z Emily. Mieli wrażenie, że prowadzą już wreszcie sielankowe życie, jednak tam gdzieś za rogiem zło wciąż czaiło się na nich. Zdumiała ją postawa przyjaciela, jak dbał o jej siostrę Logana przy stole. Może szczęście jej było pisane szybciej niż jej się wydawało. Mulat nie przypominał teraz po sobie niebezpiecznego człowieka, który wpadł do jej biura tamtego dnia. Był poukładanym, ale i energicznym mężczyzną. Pytała się nie raz o jego tatuaże, z których chętnie opowiadał, a gdy spytała się, czy bardzo bolało nie ukrywał faktu, jak bardzo.

Po wszystkim rozkoszowali się sobą w łóżku, zadowolona była tym, jak wodził wzrokiem po jej bieliźnie o kolorze zgaszonej czerwieni, wpadającej prawie w bordo. Siedziała oparta plecami o jego ciało. Bawili sie czule dłońmi, zataczał delikatne kółka na jej śródręczu, całując co chwile w jej głowę. Już niczego więcej nie chciała.

- Chcę zostać twoją żoną - wyznała nieśmiało widząc, że mogła się pospieszyć, odwróciła głowę w jego stronę, spoglądał na nią zaciekawiony - Oczywiście, pewnego dnia - uspokoiła go. Uśmiechnął sie pogodnie. Wdzięczny był jej, że dała mu jeszcze jedną szansę, że mu wybaczyła. Okropnie ją potraktował i przepraszał wciąż za to wszystko. Zapewniała go, że to co Cole zrobił to wcale nie jego wina, tylko Cola, a on do końca tego i tak nie był przekonany.

- Do tego będziemy zmierzać - odrzekł pewnie - Tylko musimy uporać się z...

- Mamami - dokończyła za niego, na co kiwnął głową. Chodziło najwyraźniej mu również jeszcze o jedną osobę, o której i tak ona nie zapomniała, ale nie chciał wspominać. Złączyli się czułym pocałunkiem przesiąkniętym z wieloma pozytywnymi emocjami.

- Nigdy nie byłam bardziej szczęśliwa - wyszeptała między pocałunkami.

- Wiem - odparł, na co westchnęła ze szczęścia, długo nie musiała wyczekiwać prawidłowej odpowiedzi, bo już zaraz otwierał usta - Ja...

- Wiem - przerwała mu, wpijając się w jego wargi, zaskoczony mruknął z przyjemności. Gdyby mogła to, by z chęcią wbiła się w jego ciało, tak bardzo uwielbiała jego bliskość, że aż ją to czasem przerażało. Nie wyobrażała już sobie życia bez niego i wierzyła, że resztę spędzi właśnie z nim.

- Opowiedz mi o Cameronie - zaproponowała, gdy leżeli na boku, twarzą do siebie. Miała już na sobie czerwoną halkę, którą postanowiła, że chyba tu zostawi, co go ucieszyło ponieważ kusząco w niej wyglądała. Bawił się delikatnym materiałem jej odziania..

- To znaczy? - zmarszczył brwi.

- Długo znacie się?. Za co... Siedział ? - przegryzła dolną wargę ciekawiąc się..

- Czemu o to pytasz?.

- Nie odpowiada się pytaniem, za pytaniem - uśmiechnęła się, głaszcząc go po policzku, na co przymknął oczy delektując się tą pieszczotą - Po prostu chcę wiedzieć kogo zatrudniam w hotelu - wzruszyła ramionami Sophie.

- Mhm...Więc on... Wychował się w rodzinie zastępczej. Ojca nigdy nie poznał, mama zmarzła jego, jak jeszcze był mały. Jego ojczym był ćpunem, a zarazem dilerem...

- Biedny - mruknęła smutno.

- Życie go nie oszczędzało - przyznał - Pewnego dnia jego ojczym dosypał mu coś do napoju - próbował skupić się na historii koledze, którą już dawno usłyszał - I jakby był przygotowany na to, tamtego dnia do ich domu wpadła policja, oczywiście od razu zabierając Camerona do aresztu...

- O mój Boże... - niemal pisnęła - A jego ojczym? - była poruszona tą historią, nie sądziła, że tyle zła może być na tym świecie.

- Był czysty, więc... - wzruszył ramionami - Nie mieli nic na niego, zwalił całą winę na Camerona i tak znalazł się w poprawczaku ze mną - dokończył.

- Ile wtedy miał lat? - zainteresowała się.

- Bodajże siedemnaście - odpowiedział - rok już tam był, gdy ja do niego dołączyłem i rok dłużej, jak ja wyszedłem....

- Ahhh... Chyba dobrze, że go zatrudniłam prawda? - zapytała. Uśmiechnął się i tym razem on pogłaskał ją po policzku, odgarniając przy tym jej kosmyki włosów.

- Jesteś niesamowita - stwierdził. Rozpromieniła się zadowolona i wtuliła sie w jego tors rozkoszując się jego świetnym ciałem.

42. Logan:

Zaznał w końcu wewnętrzny spokój. Była jego ukojeniem i łagodną wersją jego. Nie potrafił do tej pory jeszcze nią nacieszyć się. Wszedł do swojej sypialni z zamiarem przebrania się, by móc zabrać swoją kobietę życia i syna do parku, którzy jeszcze przygotowywali sie w pokoju malca.

- Phoebe?! - odezwał się zaskoczony jej pobytem tutaj. Musiała widocznie wrócić w nocy. Klęczała za łóżkiem, jakby czegoś szukała.

- Przepraszam cię Logan, ale zapodziałam u ciebie stanik...Tamtej nocy.

- Serio? - mruknął zdziwiony. Przecież minęło już sporo czasu, ale w sumie nie miał czasu nawet na zobaczeniu, czy ona wtedy tu coś zostawiła. Wtedy tylko spali, ale może po prostu spadł gdzieś, gdy przebierała się - Okay...Więc szukajmy tego go, za nim Sophie go znajdzie - uśmiechnął się i dołączył do przyjaciółki, a za razem matki jego syna.

- Słyszałam, że pogodziliście się?. Na prawdę cieszę się ,Logan - uśmiechnęła się łagodnie.

- Tak, dzięki - skinął głową.

- Zasługujesz na szczęście. Ona nim jest. Po części zazdroszczę jej - chrząknęła gorzko.

- Phoebe? - zmarszczył brwi podejrzanie, spoglądając na nią.

- Nie o ciebie, idioto - burknęła, na co roześmiali się i w tym momencie kamień z serca spadł mu - O to, że po prostu masz kogoś takiego, jak ona, a ona... - wyjaśniła poważniejąc siadając na piętach.

- W końcu znajdziesz i dla siebie kogoś - pocieszył ją, na co skinęła głową z lekkim uśmiechem.

- No i mam - wyciągnął spod łóżka czarny biustonosz kobiety

- Nooo...Wiedziałam! - zawołała zadowolona przechwytując go, w momencie, gdy w progu stała jego brunetka. Szlak. Od razu pobladła. Zabrakło jej słów na ten okropny widok. Przełknęła ogromną gule w gardle i na pięcie odwróciła się z załamanym wzrokiem..

***CDN***

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania