Niepoprawny książę XIII

35.Sophie:

Nie miała ochoty na zakupy. Więc postanowiła spotkać się z Emily Jeffey w centrum handlowym, gdy matka chodziła po sklepach. Nie mogła nigdzie sama chodzić, wiedziała że to dla jej dobra, ale znów czuła się jak więzień. Gdy Cole Cervantes jeszcze był na wolności, ona musiała uważać na każdy swój ruch. Siedziała przy kawiarence, a po chwili zauważyła ładnie ubraną przyjaciółkę, która od razu uśmiechnęła się radośnie na jej widok. W porównaniu do niej w końcu dostrzegła, że okropnie wygląda, miała nie rozczesane włosy, zero makijażu, a nawet sińce pod oczami.

- Dość chyba, Sophie - powiedziała sobie w myślach wzdychając. Przywitały się całusem w policzek i usiadły - Zamówiłam herbatę nam - poinformowała.

- Do tego, co mi opowiesz zdaje mi się, że będzie potrzebne coś mocniejszego niż herbata - burknęła dziewczyna o ciemniejszych włosach, na co Sophie rozchmurzyła się nieco, a nawet krótko roześmiała - Widziałam policje - dodała w końcu już poważniejąc.

- Tak - skinęła głowa - Szukają Cola - dopowiedziała wyjaśniając.

- Co sie stało?. Jak?. - wypytywała.

- Kłóciłam się z nim, bo nie chciałam stąd wyjeżdżać. Nie wiadomo skąd pojawiła sie mama z Kimberly - wzruszyła ramionami - I... Zobaczyły na własne oczy z kim żyłam przez tyle lat - dokończyła.

- Boże, całe szczęście ! - zawołała przytulając ją.

- Taak - mruknęła, po chwili dostały po zamówieniu i czekały, aż kelnerka odejdzie.

- Nie wyglądasz na zachwycona - przejrzała ją.

- Pozbyłam się Cola z domu, ale jeszcze nie z życia. Uwolniłam się, ale wciąż czuję się, jak w jakimś labiryncie. Nie mogę nigdzie chodzić sama, bo on gdzieś do cholery jeszcze szwenda się - tłumaczyła rozgoryczona.

- Złapią go zobaczysz - uspokoiła ją, łapiąc za dłoń.

- Tylko ciekawe kiedy. Czuję, jak po prostu obserwuje mnie, każdy mój ruch - mówiła zestresowana.

- Nie popadaj w paranoje. W końcu go znajdą i poniesie zasłużona karę - próbowała ją przywołać do zdrowego rozsadka.

- Masz racje - uśmiechnęła sie smutno - jak z Davidem? - próbowała rozweselić atmosferę i chyba jej udało się. Dość już tego. Cole Cervantes nie zasłużył, by o nim myślała, zamartwiała się, czy nawet rozmawiała. Były o wiele lepsze tematy.

- Nie najgorzej - uśmiechnęła się szczerze. Obie chyba pamiętały, że to były słowa Sophie Hetfield - Jutro wraca z misji. - rozwinęła bardziej, jednak wciąż tajemniczo.

- Cieszę się - zamieszała łyżką smętnie - Zasłużyłaś na to - dodała, w końcu spoglądając na nią.

- A ty, zamierzasz porozmawiać teraz z Loganem? - zapytała.

- O czym? - założyła włosy za uszy zmieszana.

- O was, on cię na prawdę kocha, Sophie - przyjrzała się jej uważnie.

- To dlaczego kazał mi...Cytując jego słowa ,,spieprzać''? - chrząknęła.

- Zapytaj się go. Porozmawiajcie, jak normalni ludzie - zarzuciła energicznie.

- Ja jestem normalna - uniosła ręce do góry na gest ,,wypraszam sobie'' - On nie jest - oskarżyła. Brunetka zaśmiała się.

- Doprawdy? - zapytała rozbawiona.

- Nie - westchnęła sfrustrowana - Ale to nie zmienia faktu, że kazał mi odejść, więc to zrobiłam, a po za tym związał się z Phoebe, a ona nie zamierza odejść, ostatnio dała mi wyraźnie do zrozumienia - wyjaśniła obrażona.

- Nie wierzę po prostu - pokręciła głowa - Znam go zbyt dobrze i gdy mówię ci, że on cię kocha, to tak jest, nawet jeśli tego nie mówi - powiedziała pewna siebie Emily.

- Zmieńmy temat na ciebie i Davida co? - poprosiła zirytowana, po czym obie zachichotały krótko.

- Mogę mu chociaż powiedzieć, że z tobą wszystko okay? - zapytała - Martwi się o ciebie.

- Nooo telefon od niego normalnie szaleje, nie ma co! - parsknęła z ironią. Ostatnio telefony od niego ucichły, na co posmutniała, ale wiedziała, że sama sobie jest winna skoro nie odbierała.

- Sophie, on boi się - wtrąciła się między słowami jej.

- Możesz - Zgodziła się wzruszając ramionami.

Przez niecierpliwe telefony matki, musiała zakończyć już te spotkanie z koleżanką. Pożegnały się i wyszła pod drzwi.

- A z nią czemu zadajesz się? - od razu usłyszała. Te wieczne pretensje o wszystko kiedyś ją wykończą.

- To moja przyjaciółka niemal, że od urodzenia, więc nie dziw się, że znów z nią rozmawiam - odpowiedziała wsiadając do samochodu.

- Ale ona też jest Jeffey - chrząknęła odpalając silnik.

- tak, mamo, ona jest Jeffey, tak samo, jak Logan, ale ani on, ani ona nie są winni temu co się stało Willowi ! - uniosła głos zdenerwowana - Nie byłaś tam. To Will skręcił kierownicą na tyle, że Logan nie mógł zapanować nad samochodem! - krzyczała wyprowadzona z równowagi. Ile jeszcze można?.

- Nie możliwe, zwalił winę na nieżyjącego - odrzekła smutno, popadając w lekką zadumę.

- Przestań ich czepiać się. Logan i tak czuje się cały czas winny za to mimo to, on jako jedyny był trzeźwy z nich! - próbowała przekonać.

- okay, starczy - przerwała jej już spokojniejszym głosem, na co dziewczyna westchnęła ciężko - Jak idzie budowa? - zmieniła temat.

- Nie wiem... Dawno nie byłam na miejscu - odparła już o ostudzonych nerwach. Zajechały na miejsce budowy, nie mogła uwierzyć, ale stał już budynek. Brakowało szklanych okien, farby na ścianach, no i dopracowanego wnętrza, ale już wielki gmach stał. Uśmiechnęła się zadowolona, po czym przełknęła ślinę wracając myślami do wspólnego dnia z Loganem i Liamem.

- Okey. Wracajmy - poprosiła ruszając do samochodu. Kobieta popatrzyła na nią smutno, przełknęła ślinę i poszła w jej ślady.

- Tata i Will byliby z ciebie dumni - powiedziała, gdy już wracały do samochodu, dziewczyna spojrzała na nią zdziwiona - Na prawdę - dodała - Tata nie powierzył byle komu interesu, a jakby dowiedział się o tym nowym hotelu byłby zachwycony

- Nie podzielałaś tego pomysłu, co zmieniło się? - zapytała zaskoczona.

- Każdy popełnia błędy - wzruszyła ramionami i popatrzyła na drogę przed sobą. Na wieczór były w domu. Nie mogła doczekać się, aż wejdzie do łóżka i zaśnie. Po pielęgnacji weszła do pokoju brata. Uśmiechnęła się i odczuła jakby kogoś tu obecność. Usiadła na krawędzi łóżka wzdychając. Lubiła sobie wyobrazić, że jej brat jednak siedzi tuż przy niej, a ona układa mu głowę na ramieniu, jak kiedyś. Poczuła silną tęsknotę i spojrzała w sufit. Wieczory stawały się już chłodne. Podeszła do okna, by je zamknąć. Usłyszała głośną muzykę z naprzeciwka. Rozszerzyła oczy w szoku znając ten utwór, który był teraz na czasie w radiu, a był to Maroon 5 - Girls Like You ft. Cardi B. Nie wierzyła, że to przypadek i wątpiła w to, że słuchał takich kawałków. Wyjrzała z zasłon i jej oczom na balkonie stał Logan Jeffey. Serce jej przyśpieszyło, jeśli to coś w rodzaju serenady to podobało się jej i udało mu się rozgrzać jej bolące serce. Założyła ręce na piersi zawstydzona

- Nie do wiary - przyznała na głos. Jeśli to był przekaz dla niej, to wystarczająco zrozumiała, ale, czy powinna uwierzyć?. Choć panował zmrok, a jego ciemne oczy ledwo dostrzegała, migoczące iskierki i tak skierowane na nią, na co przełknęła ślinę.

- Imprezy im zechciało się! - usłyszała niezadowolony krzyk z dołu matki. Uśmiechnęła się i pokręciła głowa z niedowierzeniem. Zamknęła okno i zasłoniła po czym wyszła z pokoju ze zmienionym humorem.

***

Spała do późna. Dawno tak nie spała, widocznie odsypiała to wszystko, co ostatnio wydarzyło. Czasem nie mogła uwierzyć, że tyle rzeczy wydarzyło się przez całe lato. Drzwi zapukały zdziwiła się, na co podsłuchała.

- Sophie, do ciebie! - usłyszała. Odziała się w szlafrok i zeszła na dół. W drzwiach stał Niall Fletcher.

- Niall - wykrztusiła zaskoczona.

- Cześć Sophie - uśmiechnął się serdecznie. Wyciągnęła rękę zapraszając go do środka mając złe przeczucie co do tych odwiedzin.

- Napijesz się czegoś? - zapytała.

- Kawy, jeśli można - poprosił nieśmiało. Po chwili wróciła do niego z tacą, którą postawiła na stole - Dziękuję - mruknął rozglądając się po pomieszczeniu. Usiadła w fotelu wodząc za jego wzrokiem - Kiedyś tu przesiadywałem bardzo często i mam wrażenie, że nic tu nie zmieniło się - odezwał sie po krótkiej ciszy.

- Bo nic nie zmieniło się - odparła - Po za liczbą osób w tym domu - dodała smętnie.

- Przykro mi Sophie i przepraszam za wszystko - powiedział.

- Tyy?. Za co? - uśmiechnęła się nie rozumiejąc.

- Zawaliłem sprawę... Jesteś wciąż siostrą Willa, a ja... - zaczął wyjaśnić.

- Niall proszę cię .Daj spokój nie masz i nie miałeś obowiązku nade mną sprawować jakiejś pieczęci - parsknęła rozbawiona.

- Ale on, by to zrobił dla mojej siostry, chociaż jej nie mam, ale nie pozwoliłby na to wszystko

- I tak jest to już zakończone - machnęła ręką obojętnie.

- Jak sie czujesz? - zapytał z troską w głosie.

- Okey - kiwnęła głowa - Najgorsze za mną - westchnęła cicho.

- Nie jestem w stanie wyobrazić, co musiałaś przeżyć - powiedział z dość przejętym głosem.

- Niall, proszę nie rozmawiajmy już o tym - poprosiła grzecznie - A teraz mów o co chodzi ?

- Planowałem wcześniej już przyjść... Chodzi o Logana - zaczął.

- Ahha?.

- Martwi się o ciebie, twierdzi, że go unikasz? - spojrzał na nią pytająco.

- Po prostu nie wychodzę z domu - wzruszyła ramionami - Nie bardzo mogę - uśmiechnęła się nieśmiało.

- Daleko do niego nie masz chyba co? - zadrwił z niej, na co założyła ręce na piersiach.

- Owszem.. Przyszedłeś jako swatka? - zapytała.

- Niee…. Sophie, jako dobry przyjaciel.

- Jego czy mój? - zmarszczyła brwi.

- Obojgu? - zaproponował na co uśmiechnęła się z niedowierzeniem - Zależy mu na tobie, nawet ja to widzę - dodał.

- Niall, ale kazał mi spadać - oburzyła się.

- Ale może miał do tego powody?. Zapytaj się go - próbował zachęcić.

- Pytałam się, odpowiedział, że chciał po prostu zemścić się

- Zapewniam cię, że ma dobre usprawiedliwienia - przemówił, a w trakcie rozległ się dzwonek w jego telefonie, spojrzał w ekran i podrapał się myśląc po czole.

- Odbierz - poleciła.

- Nie muszę, ale muszę zaraz lecieć - dopił kawy. Popatrzył się na nią jeszcze raz zmartwiony - Porozmawiaj z nim - poradził.

- Aha - westchnęła.

- Will by cię ukatrupił za to - podniósł się z kanapy, na co i ona wstała również.

- Tak sądzisz? - upewniła się spoglądając na niego.

- Nie powierzył, by siostry byle komu - uścisnął ją na pożegnanie, a następnie poczochrał po włosach, na co rozdziawiła buzie z zaskoczenia. Kiedyś tak samo robił jej Will, gdy z nią przedrzeźniał się. Miły to był dla niej gest. Westchnęła z uśmiechem i pomachała mu jeszcze na pożegnanie.

36. Logan:

Specjalnie puścił wczoraj tą piosenkę. Wiedział, że ją usłyszy. Nie był fanem tego zespołu, nie znał za bardzo tego utworu, ale słysząc go w radiu stwierdził, że będzie idealny do odtworzenia go. Chciał jej uświadomić, że to ona zawładnęła jego sercem. Nigdy nie zdobywał się na takie gesty, ale jeżeli miały mu pomóc to i nawet mógł codziennie puszczać jej ten kawałek, aż do znudzenia. W pracy nie pojawiała się, a on nie potrafił swojego miejsca odnaleźć. Nie raz zachodził do jej biura, jednak drzwi zamknięte świadczące, jedynie o jej braku. Ze spuszczona głową wracał do swojego gabinetu. Był zadowolony z efektów pracy przy drugim hotelu, nawet już zawiesili oświetlone, wielkie logo o nazwie SoLo. Rozchmurzył się na jego widok i przetarł swoją twarz, na której wymalowana była ogromna tęsknota. Wracając do domu zauważył u siebie na podjeździe tajemniczy samochód. Zmarszczył brwi zaintrygowany. Wszedł do domu, a w salonie ku jego zaskoczeniu siedziała znajoma postać z przeszłości. Był zaniepokojony, bo wiedział, że to będzie niemiłe spotkanie. Koło niego siedziała siostra, by towarzysząc gościowi.

- Ktoś do ciebie - odezwała się od razu odchodząc. Mężczyzna miał dwie ręce w tatuażach, był ciemniejszej karnacji, jak mulat z ciemnymi oczami.

- Cameron - wydusił.

- Logan, kopę lat - powiedział naturalnie uśmiechnięty.

- Co tu robisz? - zapytał podchodząc.

- Tak witasz starego kumpla? - zdziwił się i udał zmartwionego - Może dlatego, że wcale nie byłem kumplem ? - jego ton zmienił się. Wiał chłodem, grozą i nienawiścią.

- Cameron...

- No tak, bo przecież prawdziwych kumpli zostawia sie w biedzie nie? - przerwał mu zirytowany.

- To nie tak, dobrze wiesz - zaczął tłumaczyć się. Czemu właśnie teraz on pojawia się?. Kiedy i tak ma same problemy.

- A jak?. Chroniłem cię, jak brata, a ty odszedłeś, nawet nie odwracając się !. Obiecałeś mi, że mnie wyciągniesz, a nigdy nie wróciłeś. Za to widzę, gdzie wróciłeś - rozejrzał się dookoła z uśmiechem - Sam bym nie wahał się do takiego życia! - burknął na koniec.

- Czego chcesz? - przeszedł do rzeczy Logan widząc, że ta rozmowa nie ma sensu.

- Co ja chcę? - zaśmiał się krótko - słyszałem, że otwierasz hotel z sąsiadką?. Ładniutka - mówił złośliwie.

- Trzymaj się od niej z daleka - zagroził zaciskając dłonie w pięści.

- Aahh, no tak... W takim razie Logan dwa miliony, albo pożegnasz się z panienką Hetfeld - wypowiedział zawistnie. Chwycił kruche ciasteczko ze stołu i ruszył do drzwi.

- Cameron proszę. Nie dysponuje takimi pieniędzmi - zatrzymał go w locie.

- Waśnie widzę - spojrzał jeszcze raz na wnętrze domu - Logan Jeffey prosi - prychnął, kręcąc głową - Wiesz do czego jestem zdolny - ściszył głos. Poklepał go po ramieniu i wyszedł.

- Szlak! - warknął kopiąc nogą w fotel. Wszystko gromadziło się, w dodatku Cameron Burton znów pojawia się w jego życiu. Poznali się w poprawczaku, zbyt długo byli wrogami dla siebie. W końcu stali się również sprzymierzeńcami. Tworzyły tam się gangi, które nienawidzili sie siebie, Logan nie chciał do żadnego należeć, podobnie, jak Cameron. Dzielili razem klitę. Teraz przyznawał nie był zadowolony ze swojego zachowania. Obiecał, że mu pomoże, że wyciągnie go jakoś stamtąd, a nawet w dzień, który wychodził nie pożegnał się z nim i nigdy nie wrócił. Przeszłość wracała do niego jak bumerang, a pragnął skupić się już na swojej przyszłości wraz Sophie, jeśli gdzieś tam istniała. Cole, Cameron, Alice Hetfield, jego matka, kto jeszcze?. Kto jeszcze stanie na drodze do jego szczęścia, kiedy jego szczęściem po za synem była właśnie ona. Po położeniu Liama ruszył do siostry pokoju. Najwyraźniej spodziewała się go, bo od razu odpowiedziała.

- Jej matka przyłapała, jak Cole dusił ją - powiedziała.

- Co?! - zawołał w szoku.

- Policja go szuka - dodała.

- Jasna cholera! - walnął w ścianę zdenerwowany

- Dlaczego kazałeś jej spadać? - zapytała, widząc jaki zrezygnowany jest.

- Ja kazałem... To znaczy... Dałem się zastraszyć, a teraz jeszcze Cameron... - popatrzył w sufit.

- Komu? - popatrzyła na niego zmartwiona.

- Jej to już wyjaśnię sam - chrząknął i wyszedł z pokoju mając wciąż nadzieje.

***

Minął weekend, a on wciąż czuł nieustającą presje czasu. Tego, co obawiał się najbardziej nastąpiło. Wraz z poniedziałkiem dostał wiadomość od dawnego przyjaciela.

- ,,Dwa miliony, albo po niej'' - załączył również zdjęcie, które pokazywało właśnie, jak Sophie Hetfield wchodzi do Great Grant Hotel.

- Cholera! - warknął i od razu zerwał się na równe nogi. Biegiem znalazł się pod domem Hetfieldow. Drzwi otworzyła dumna Alice.

- Logan - chrząknęła gorzko.

- Gdzie jest Sophie?! - zapytał gwałtownie.

- Nie powinno to obchodzić Ciebie - zilustrowała go całego chłodnym wzrokiem, po czym spięła się.

- Ona jest w niebezpieczeństwie! - huknął na nią, na co spoważniała. Chwyciła za telefon i wykręciła numer.

- Mam nadzieję, że mylisz się - popatrzyła na niego groźnie, a on złożył ręce, jakby modlił sieę i wraz z kobietą czekał aż dziewczyna odbierze.

- Sophie?!. Sophie gdzie jesteś? - zapytała, włączyła specjalnie na głośno mówiący.

- Jaa... Jak to gdzie?. W pracy - odparła naturalnie - Właśnie weszłam do biura.

- Wracaj do domu natychmiast! - zarządziła. W tym momencie Jeffey chodził z miejsca do miejsca zdenerwowany.

- No chyba żarty sobie robisz? - zaśmiała się - Raczej jestem już pełno...pełnoletnia - zacięła się. Mężczyzna spojrzał w telefon osłupiały. Był pewien, że coś stało się. - Sophie?!. Co tam dzieje się?! Coś ci grozi?! - krzyczała do słuchawki.

- Właśnie widzę - mruknęła poważniejąc - Zdaję mi się, że muszę kończyć - dopowiedziała zestresowana.

- Sophie nie rozłączaj się! - prosiła - Sophie?! - pisnęła - O mój Boże - zasłoniła ręką buzie ze strachu.

- Jadę po nią. Pani niech zadzwoni po policje - poradził i szybkim tempem popędził do samochodu.

- Logan! - zawołała, na co odwrócił się zaskoczony, ale i zirytowany.

- Proszę przywieź mi ją - załkała całkiem rozbita, mężczyzna skinął głową, po czym wsiadł do pojazdu. Teraz los zbyt dobrze z niego drwił. Pierw postawił na jego drodze życia Sophie, potem odebrał. Znów była w niebezpieczeństwie. Jadąc po swoją kobietę życia nie był już niczego pewien, jak tylko jedynie to, że każda sekunda liczyła się.

***CDN***

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania