Niepoprawny Książę XX

53. Logan.

Wyobraźnia płatała figle. W swojej wizji miał ją na pięknym kobiercu w śmietankowej, jedwabnej sukni. Stała uśmiechnięta szczęśliwie wpatrujące się w obce oczy, w cudzą twarz. Stał, patrzył i nie mógł już nic więcej zrobić. Potrząsnął gwałtownie głową i spojrzał w jej odchodzącą, znajomą sylwetkę. Nie podobała mu się taka przyszłość. Byłby szaleńcem, żeby pozwolił jej odejść. Targany emocjami i zaskoczeniem od razu podbiegl do niej zszokowany jej postawą.

- Sophie, nie mowisz tego na powaznie. Oszalałaś?!. - przemowil do niej, chwytajac jej twarz w dłonie, jakby chciał upewnić się, że wciąż ona tu jest.

- Logan, on nam nie da spokoju - pokrecila glowa, a łzy same już spływały po policzkach - Ja mam dość, ile mogę jeszcze bać się?.

- Wiem, że boisz się... - powiedział zmartwiony - Ale...

- Boję sie?. Jestem przerażona Logan!. Przerażona, bo coś tobie może zrobić ten idiota!.

- Sophie...

- A, co jeśli bedzie chciał coś zrobić dla Liama?!. - zawołała rozgoryczona - Wybaczysz mi wtedy?. Ponieważ, ja sobie nigdy nie wybaczę, jeśli ciebie, albo Liama skrzywdzi.

- Sophie - westchnął boleśnie. Odgarnął jej część włosów, które były przyklejone do wilgotnych policzków i osuszył je kciukami. Jej widok był przygnębiający, wyglądała, jak skulony szczeniaczek. Nie mógł pozwolić jej odejść, nie po tym wszystkim.

- Nie pozwolę, by skrzywdził, kogokolwiek z was - odrzekł pewnym głosem.

- Skąd wiesz?!. Nie znamy godziny. Zobacz, co zrobił z hotelem!. - piszczała roztrzęsiona, a w końcu padł jej cichy szloch. Mężczyznę, którego zdawało się, że nic nie rozrusza, bolało, że ta dziewczyna cierpi. Z wielkim uczuciem i troską wziął ją w ramiona, by choć trochę ulżyć. Utonęła w nich, przyciskając twarz w jego ciało.

- Jestem przy tobie, zawsze będę, tylko nie zostawiaj mnie - poprosił - Bez ciebie nie dam rady - wyszeptał jej do ucha. Pozwolił jej wypłakać się, zadając jej masaż po plecach snującą się, po nich dłonią. Stopniowo łagodniała.

- Zostaniesz, prawda?. - upewnił się. Popatrzyła na niego niepewnie, na co wyczuł panikę, że nie potrafi jej przekonać -

- Nie stracę cię ponownie, więcej tego nie zniosę, Sophie - mówił, przykładając czoło do jej czoła - Zostań - wykrztusił. Oczy miała wciąż wilgotne błyszczały, tak niewinnie w jego kierunku w końcu kiwnęła głową za zgoda i znów wypuściła strumyk słonych łez.

- Powiedz to na głos - poprosił.

- Zostanę - załkała przygaszona, jak nigdy.

- Ze mną, nie, z nim - polecił, marszcząc brwi.

- Z tobą, Logan - powtórzyła, łącząc ich dłonie w jedność. Przy niej tylko czuł wszystkie najlepsze emocje na tym świecie, które łączyły się w jedno i to było nie do opisania.

- Kocham cię - westchnął z ulgą, na co ukazała zmarszczki podejrzenia na swoim czole.

- Przestań pajacować, w tą grę - burknęła. Ta kruszyna, nawet w takim stanie emocjonalnym potrafiła wydobyć z niego lekki śmiech.

- To akurat, nie gra - pokrecil głową, po czym uniosła lekko kąciki do góry. Wtuliła się znów w jego ciało, gdzie skryła się. Odprężył się, mając świadomość, że wciąż była z nim. Wpatrywała się pełna smutku w to co zniszczył ogień, a było tego

całe, jedno skrzydło. Przełknęła slinę zastanawiając się nad następnymi krokami.

54. Emily&Cameron.

Siedziała na swojej ulubionej, gładkiej pościeli późną, wieczorną porą. Wcierała w swoje, gładkie dłonie jaśminowy krem. Raptem drgnęła, na wpadnięcie niespodziewanego gościa w jej pokoju. Zmarszczyła podejrzanie brwi, mimo to i tak wyglądał świetnie. Potrafił zarazić tym, swoim pewnym uśmiechem, dlatego odwróciła wzrok ukrywając swojej radości na jego widok.

- Cam, czyżbyś pomylił znów sypialnie?. - zapytała. Przysiadł na pufie, którą przysunął od toaletki, by być bliżej niej.

- Ostatni raz nie było pomyłką i nie mów, że nie podobało się spać ze mną. Spałaś, jak niemowlę - odpowiedział całkiem szczerze. Powiódł po niej tajemniczym wzrokiem, a głównie po jej ciepłym szlafroku, gdy ona wspominała tamtą wspólną noc.

Wtedy miała już kłaść się spać, tak, jak teraz przyszedł do niej, tak odmienny i przygnębiony. Po swoim śnie o przeszłości pomyślał, tylko o niej. Poprosił ładnie, by móc z nią spać, co ją kompletnie zaskoczyło. Miała od razu nie pozwolić, ale po tym, jak wyznał, że po prostu potrzebuje kogoś, a tym bardziej jej zgodziła się rozczulona. Gdy zobaczył ją pierwszego dnia momentalnie odczuł silną potrzebę ją poznania bliżej. Nigdy nie starał się, tak długo, o dziewczynę, jak o nią. Nigdy nie czuł tego, co odczuwał przy niej. Wyśmiał ją delikatnie, gdy odwróciła się do niego plecami, a następnie przytulił ją do siebie, jak ulubionego, misia pluszowego. Po stoczonej krótkiej bitwie na wyswobodzenie się, w końcu uległa i z uśmiechem na twarzy zasnęła.

Wysłuchała kiedyś jego historię i współczuła mu, że los tak z niego zadrwił okrutnie.

- Mam do ciebie prośbę - rzekł do niej, odwracając uwagę od jej myśli.

- Cameron ma prośbę?. - zdziwiła się uśmiechnięta, gdy pachnący balsam wchłonął się mogła oprzeć się rękoma do tyłu zasiadając wygodniej.

- Jutro zaczynam szkolenie, co załatwiła mi Sophie i chciałbym, żebyś pojechała ze mną - powiedział nieśmiało - Przy okazji odprowadziła, jak dzieciaka do przedszkola - parsknął, na co roześmiała się wdzięcznie.

- Dlaczego miałabym to zrobić?. - zaintrygowała się.

- Ponieważ potrzebuję twojego wsparcia. Po za tym to zadanie z góry, Logan ci kazał - odrzekł rozbawiony.

Pokręciła głową z niedowierzeniem.

- Mhm… Już widzę, jak mój brat mówi: ,, Poproś Emily, jak będzie miała czas na pewno odwiezie''.

- Rany... Serio jesteście rodzeństwem - westchnął słysząc słowa kumpla, ponownie melodyjnie zaśmiała się.

- Okay - kiwnęła głową przyjaźnie.

- Serio?. - upewnił się. Ten mężczyzna działał na nią pobudzająco, a zarazem kojąco, to możliwe?.

- Mhm.

- Więc, pozostało mi podziękować - wypowiedział, gdy podniósł się. Przysunął się do niej na krawędź łóżka. Ułożył ręce po obu stronach na kołdrze zamykając jej ucieczkę, przyglądała się mu zafascynowana. Obserwował jej reakcje, gdy był na tyle blisko, żeby czuć jej przyśpieszony oddech na swoich wargach. Przełknęła ślinę ze strachu, była piękna. Odgarnął jej rozpuszczone, ciemne kosmyki włosów za ucho i bez uprzedzenia przytulił ich pocałunkiem. Czuła, jakby dryfowała po przyjemnej wodzie, jak magiczne motylki łaskotały ją po brzuchu. Przerwał tą pieszczotę ze smakiem i spojrzał tymi kasztanowymi oczami.

- Zbyt ładne podziękowania - wydusiła zarumieniona. Uśmiechnął się, ciesząc się, że tym razem nie dostał w twarz, albo nie całował ręki, chociaż i jej dłoń apetycznie smakowała.

- Mogę jeszcze raz?. - chytrze poprosił. Pokręciła głową protestując.

- Boję się - przyznała skruszona.

- Mnie?. - uniósł brwi z zaskoczenia, sądził, że jest nieustraszoną kobietą, która nie cofnie się przed niczym. Ponownie pokręciła głową przecząco.

- Nas - odparła, spuszczając wzrok. Wciąż był nad nią pochylony, czuła się trochę, jak ofiara, ale wiedziała, że nic jej nie grozi. Uśmiechnął się lekko i chwycił za jej mały podbródek, skierowując wzrok na siebie.

- Pozwól, że udowodnię ci, że nie ma czego - ponowił ten miły gest, na które serce mu radowało się bezgłośnie. Spiął się, gdy miał przeczucie, że przyjmie zaraz cios od niej, jednak jej dłonie pieszczotliwie dotykały jego twarz, na co opadli bezwładnie na łóżko. Odwzajemniała mu w końcu te przyjemne podarunki bez oporu i było to dobre uczucie. Pocałunki nabrały siły. Stały się namiętne, ta brunetka zawirowała mu w głowie. Wsunął opaloną dłoń pod jej szlafrok i pogładził jej nagie udo.

- Cam - westchnęła, gdy pieścił czule jej szyję. Dech zapierał jej w piersiach.

- Przepraszam - uniósł się nieco. Pokręciła głową rozbawiona.

- To było westchnienie - wyjaśniła, przegryzając dolną wargę.

- Na pewno?. Nie upomnienie, nie zastrzeganie? - upewnił się. Rozchyliła kusząco uda, na co wpadł w jej sieć. Przełknął ślinę, czując niezwykłe ciepło od jej cudownego ciała.

- Em - mruknął zachwycony, po czym ponownie złączyli się pocałunkiem. Pożądanie do tej dziewczyny wzrastało, a jej ciało prawidłowo reagowało na niego. Prężyła się i wierciła pod nim doznając przyjemności. Podwinęła odważnie mu koszulkę do góry, delektując się jego skórą na umięśnionym brzuchu, natomiast on powoli uwalniał jej ciało spod grubego odziania i rozszerzył oczy, na widok słodkiej, turkusowej halki.

- Ile masz jeszcze takich wdzianek? - zapytał ochryple. Uśmiechnęła się niewinnie, gładząc mu ramiona.

- Prawie każdy kolor - odszeptała uwodząco. Westchnął rozmarzony, po czym rzucił się na nią wygłodzony. Wybuchł ogień, gdy ustami tworzył drogę po jej ciele w dół. Usatysfakcjonowany spojrzał na nią całą rozgrzaną i wilgotną. Pieścił jej kobiecość przez bieliznę, jej ciało drżało nie do opanowania.

- Cam, proszę - pisnęła porywając biodra do góry. Pogrążona w intensywnych uczuciach, poczuła chłód, gdy spojrzała niżej, jego nie było. Był przy drzwiach. Nie do wiary!.

- Cameron!?. - zawołała podnosząc się do pozycji siedzącej.

- Zemsta jest słodka Em, prawie, jak ty - uśmiechnął się złośliwie. Szczęka jej opadła, a on radosny wyszedł. Brakowało jej słów, na to wszystko, zrezygnowana opadła na poduszki wytrącona z równowagi.

Oparty o drzwi plecami próbował wyrównać oddech. Da radę, nie zawróci - powtarzał sobie. Jej dotyk go bezboleśnie palił. Jak ona to zrobiła?. Cholera. Miał ruszyć do swojej sypialni i schować się, jego nogi poniosły, gdzie indziej. Zastał ją wciąż na łóżku, gdzie zostawił. Spoglądała na niego w szoku, wciąż zaczerwieniona. Zdążyła otulić się ubraniem.

- Nie mam pojęcia, jak ty, to wtedy zrobiłaś, ale ja nie dam rady - wypowiedział rozgorączkowany, a po chwili znów był przy niej. Czuł, że to właściwie miejsce. Zaśmiała się krótko niedowierzając właśnie, temu co się działo.

- Łajdak - burknęła, czując ciepło na swoim policzku, które zadawały jego usta - Po za tym straciłeś swoją szansę, mój miły - dopowiedziała z tonowanym głosem. Skrzyżowała ramiona na swojej klatce piersiowej, a on zniesmaczony spoglądał na nią z góry.

- Em - zamarudził, na co zachichotała słodko.

- Oko, za oko - szepnęła, a po chwili przyciągnęła go do siebie. Obcowali rozgrzani turlając się po rozkopanej pościeli. Dla nich, to było najlepsze przeżycie w całym ich życiu. Próbował stłumić jej głośne jęki, zarumieniona nie umiała powstrzymywać się. Rozkosz rozpierała ją całą. Zakładali, że jutro będą musieli tłumaczyć się nad jej rodzeństwem, ale teraz pozostało im delektować się tymi wspaniałymi doznaniami.

***CDN***

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania