Niepoprawny książę XXV Fin

62. Emily:

Byli najpiękniejszą parą młodą, jaką widziała w życiu. Dumna obserwowała swojego brata i nie mogła nadziwić się, jak nadzwyczajnie świetnie wyglądał w czarnym garniturze. Ona piękna, jak anioł w cudownej sukni, która idealnie na niej leżała. Luźniejsza u dołu wdzięcznie tańczyła wraz z nią w powietrzu. Faliste, długie włosy zdobił drobny, mały, srebrny diadem przetrzymujący biały welon, choć nią nie była, wyglądała, jak prawdziwa

księżniczka. Tańczyli właśnie swój pierwszy taniec szczęśliwie rozpromienieni. Wymieniali się pojedynczymi czułymi spojrzeniami i słowami, czasami przerywając szczerym śmiechem.. Od samego początku pan młody pożerał swoją świeżą żonę wzrokiem i wiadomo było, że już chciał zedrzeć z niej te wszystkie warstwy białego materiału. W oddali było można usłyszeć również kłótnie

dwóch, dumnych starszych kobiet.

- Oo, nie.. .Jennifer, to dzięki mojej córce tu jesteśmy, to ona zdecydowała się na Logana! - rzekła zadowolona Alice Hetfiled.

- Nie, moja droga. To, dzięki mojemu synowi i jego upartości są razem - mówiła oburzona z zawziętością w glosie, kobieta z rodziny Jeffeyów. Siedziały przy stoliku degustując wyższej klasy wino. Ich dzieci pokręcili głowami z niedowierzeniem, ale chyba każdy wolał taką sprzeczkę niż wojny sprzed laty. Między czasie zakręcona ciuchcia młodych człowieczków przebiegła przez środek sali, wraz z wyrośniętym psem. Karmel, jednak nie należał do tych mniejszych piesków, był zaskakującą niespodzianką. Liam, oraz Myles byli czarującymi, młodymi dżentelmenami, nawet ich czworonóg miał malutką muszkę przyczepioną do obroży. Rozweselili się na ich widok, a następnie znów powrócili wzrokiem na siebie.

Wykonał jej subtelny obrót i poczuli się, jak w altance u pana Andersona. Westchnęli miło wspominając tę chwilę. Poprosiła palcem, by uchylił się nad nią, na co posłusznie wykonał jej prośbę nastawiając ucho. Przegryzła dolną wargę z pewną ekscytacją i zanuciła parę, cichych słówek. Rozszerzył oczy w szoku, również pełen strachu, a na koniec pełne

niesamowitego uczucia, jakim ją darzył. Położył dłoń na jej brzuchu i wyglądał, jakby właśnie czegoś upewniał się.

.Potwierdziła przytakując głową i wyszczerzył radośnie białe zęby. Z własnego szczęścia uniósł ją radośnie do góry i okręcił wokół własnej osi z głośnym jej chichotem. Najwidoczniej ze wspólnej wycieczki z gorących Włoch przywieźli nie tylko pamiątki, ale także owoc ich miłości. Wyjechali, by odreagować przykre wspomnienia, oraz poświecić kawałeczek czasu tylko sobie. Sophie, wciąż marzycielsko wspominała upojne chwile w pięknym apartamencie, oraz romantyczne chwile wśród orzeźwiających fal, na pięknej plaży.

Wzruszona siostra pana młodego obserwowała ich radość z niezwykłej nowiny. Wyczuła, że ktoś do niej się zakrada, ale nie bała się. Na swojej blado różowej sukni poczuła ciepłe dłonie, które czule obejmowały jej talię. Szepnął jej coś na ucho, zareagowała łagodnym uśmiechem, a następnie odwrócona twarzą do niego zagłębiła się w jego oczach.

- Piękna Emily - mruknął zadowolony, oplątując ją ramionami wokół pasa. Miał coś jeszcze dopowiedzieć, jednak przymknęła mu usta przykładając swojego palca.

- Kocham cię, Cam - przerwała mu. Uniósł brwi ku górze z zaskoczenia i ucieszony, raptownie przywarł do jej czerwonych od szminki ust. Dopiero przestał ją całować, gdy rzeczywiście im brakowało tchu, ciężko dysząc z lekką chrypką wyszeptał.

- wreszcie.

Roześmiali się krótko, wspominając swe początki. Mężczyzna odetchnął z ulgą ze świadomością, że warto było czekać na te słowa od tej niezwykłej dla niego dziewczyny. Dość utrudnioną miał drogę do niej ze względu na jej upór, ale ostatecznie zdobył jej serce.

Logan Jeffey doczekał się swej nocy poślubnej. Spełnieni i szczęśliwie wtuleni w swoje nagie ciała kochankowie dawali czas na wyrównanie swoich oddechów. Wpatrywali się zachwyceni w siebie roześmianymi oczami wypełnionymi beztroskością i miłością.

- Moja Sophie - szepnął jej na ucho, wciąż leżąc między jej gorącymi i drżącymi udami, obdarowując jej ramię jeszcze kilkoma przyjemnymi pocałunkami - Moja księżniczka - dodał. Uśmiechnęła się zarumieniona i spojrzała mu głęboko w oczy wracając do tamtej chwili, w której właśnie to zapewniała. Świadomość, że nie będzie więcej już takich samych chwil trochę ją zasmuciła. W głębi serca pocieszyła się, że mogła z nim je doświadczyć, oraz jeszcze wiele wspólnych chwil przed nimi.

- Mój Logan - odrzekła pewna siebie. Na kilka sekund zamilkła zamyślona, wtapiając palce w jego brązową czuprynę - Mój książę - Dodała zadowolona, ponownie zbliżając jego do siebie. Tak zakończyli ten idealny i piękny dzień w ich życiu, a nazajutrz mieli jechać w wymarzoną podróż poślubną, choć oboje czuli, że przed nimi czeka jeszcze długa i gorąca noc.

***

- Wowww... - rozległ się głos podekscytowany Liama Jeffeya - Więc, Sophie i tata nie mieli łatwo - powiedział, gdy leżał ze swoją ciotką w nowym całkiem jego pokoju na dużym łóżku.

- Mhm, widzisz nie tylko w bajkach dobro zwycięża nad złem. Oni z pewnością mają szczęśliwy koniec, no i nie muszę mówić, że kochają cię najbardziej? - powiedziała z uśmiechem wpatrując się w swój, biało-brązowy dom, na który był widok z okna.

- Tak wiem, choć czasami traktują mnie, jak nic nie wiedzącego pięciolatka. Żebyś widziała, jak mówili mi o ciąży Sophie, albo o ślubie. - powiedział rozruszony. Brunetkę rozbawiło i przyjrzała się chłopcu pod wielkim wrażeniem.

- Przypomnij mi... Ile masz lat? - zmrużyła oczy.

- No, prawie siedem - odpowiedział, jakby to była normalna rzecz.

- No, tak - Stłumiła w sobie lekki chichot i pozwoliła siostrzeńcowi kontynuować.

- Byliśmy nad jeziorem tu, u nas. Posadzili mnie na łóżku i patrzyli się na mnie, jakby mieli mi powiedzieć coś najgorszego, wyobrażasz sobie co wtedy myślałem?. Tata tak zaplątał się, że nawet Sophie roześmiała się, że rozbolał ją brzuch!

- Ochh…. Akurat to jestem w stanie sobie wyobrazić. Za dobrze znam twojego tatę.

- No właśnie, wtedy już Sophie wyręczyła go i spytała się mnie, czy bym chciał mieć oficjalnie drugą mamę, nie mogli tak od razu?. Po za tym wcześniej już im mówiłem, że nie widzę problemu z tym, wręcz przeciwnie - popatrzył na Emily, która mu niedowierzała zadowolona. Skinęła głową popierając siostrzeńca - Mimo to, fajnie wtedy było. Cały dzień bawiliśmy się, byliśmy na plaży, zjeżdżaliśmy z różnych zjeżdżalni, spacerowaliśmy. Pamiętam, jak nastraszyłem Sophie robalem, którego znalazłem uciekała ode mnie, gdzie pieprz rośnie, tacie, wtedy też oberwało się, ponieważ śmiał się z niej. Nieźle obraziła się wtedy, ale szybko złość jej przeszła, bo daliśmy z tatą po buziaku w policzek, stąd te zdjęcie - skończył swoją krótką opowiastkę, pokazując ramkę ze zdjęciem.

- Świetna przygoda, młody - uśmiechnęła się zadowolona do miłego dla oka obrazka.

- A u ciebie będzie happy end? - zapytał wesoło - i u Camerona?

- Ohhh… Nawet przyśpieszony - zachichotała kładąc rękę na swoim brzuchu.

- Jak to? - zmarszczył brwi nie rozumiejąc.

- Ponieważ będziesz miał kuzyna, albo kuzynkę. Jestem w ciąży, tylko...

- Super!! - zawołał radośnie przerywając jej, na co zmieszała się. W euforii zerwał sie na nogi sprytnie - Idę powiem tacie! - dodał wybiegając impetem z pokoju.

- Tylko nie mów tacie - burknęła do siebie. Nim zdążyła zejść na dół do kuchni, jej brat właśnie o wszystkim wiedział i spojrzał na nią ze szczerym uśmiechem. Dokładnie w tym momencie do kuchni wszedł również jej narzeczony.

- No to gratuluje, stary - przybił mu po męsku piątkę.

- Co? - mruknął zdezorientowany.

- Super wujek - zawołał młodziutki chłopiec - Bedziesz miał syna! - od razu mu przepowiedział, na co jego ojciec zareagował cichym śmiechem. Zaskoczony mężczyzna spojrzał na swoją kobietę kompletnie zaskoczony.

- Serio? - zapytał się jej, a potem zerknął na plaski jeszcze brzuch. Westchnęła ciężko.

- Przepraszam, nie powinieneś, tak dowiadywać się - spojrzała groźnie na Liama, który szybko uciekł z pomieszczenia

gdzie znajdowali sie.

- Na prawdę jesteś w ciąży? - upewnił się przełykając ślinę i podszedł do niej bliżej wolnym krokiem.

- No tak... Chciałam ci dzisiaj powiedzieć. Nie wiem, jak to stało się, to znaczy z pewnością wiesz, jak, ale wiesz zabezpieczałam się i w ogóle, no i ktoś mnie wyprzedził z tą informacją... - mówiła przejęta, aż w końcu nie wytrzymał i uciszył ten trajkot przysłaniając dłonią jej buzie.

- Ahh…. Zamknij się w końcu i daj mi się cieszyć - poprosił łagodnie z uśmiechem na twarzy, na co mrugnęła oczami zdezorientowana. Chwycił ją za pośladki i sprawnie uniósł do góry z jej delikatnym piskiem.

- Później pogadamy - machnął ręką na odchodne do Logana i zaniósł swoją wybrankę życia do jednego z pokoi gościnnych.

Ku jej zaskoczeniu radość i szczęście rozsadzała go od środka. Całował ją po całej twarzy, szyi i dekolcie.

- Na prawdę cieszysz się? - szepnęła, spoglądając na niego.

- Możesz przestać mnie brać za jakiegoś osiłka? - burknął, na co zachichotała i skinęła głową - Em... Dobrze wiesz, że pragnąłem i pragnę mieć z tobą dzieci - powiedział pochylony nad nią, gdy ta leżała zatopiona w pościeli.

- Ile? - chrząknęła ze zmarszczonymi brwiami.

- Z czwórkę, piątkę - odparł obsypując zachwycony jej nagą szyje pieszczotami, na które robiło się jej gorąco.

- Piątkę?! - wydyszała, z wrażenia podrywając się do góry - W życiu! - oburzyła się, na co roześmiał się melodyjnie.

- Tyle ile będziesz chciała - zapewnił ją, zakładając kosmyk włosów za ucho, na co odetchnęła z ulgą z łagodnym uśmiechem.

- Teraz lepiej - skinęła głową, opadając na poduszkę.

- Kocham cię, Emily i nawet nie wiesz, jakiego szczęściarza ze mnie zrobiłaś - wyznał jej ciepłym głosem. Rozczuliła się na te słowa i nie wiedziała, czy już hormony u niej zaczynały działać, czy po prostu Cameron Burton potrafił rozbudzać w niej wszelkie emocje i zmysły.

- A ja, ciebie kocham, Cam - odrzekła gładząc jego policzek.

- Powtórz - poprosił, na co roześmiała się ponownie.

- A ja, ciebie kocham Cam - powtórzyła wesoło, na co westchnął rozmarzony, po czym nachylił się nad nią, by znów zasmakować jej ust - I...

- Możesz zamknąć się wreszcie? - poprosił. Spiorunowała go wzrokiem.

- Okay... Dokończ - zgodził się zrezygnowany zanurzając twarz w jej dekolcie. Przełknęła ślinę, przyjemne pulsacje w podbrzuszu nabierały w sile. Jeju, jej piersi były teraz na prawdę wrażliwe.

- I w sumie na trójkę mogę zgodzić się - rzekła rozgrzana. Zabrzmiało, jakby właśnie targowała się. Spojrzał na nią zdumiony. Skinął głową zgadzając się i nie umiejąc już powstrzymać się przyciągnęła go do siebie.

 

63.

Logan Jeffey pokręcił głową z niedowierzeniem. Ponownie korzystali z ich pokoju gościnnego. Z uśmiechem ruszył na schody, a następnie wszedł do sypialni, którą kiedyś dzieliła ona sama. Spała spokojnie wraz z ich prawie roczną córką, Moment, gdy mała Rosie przychodziła na świat był niesamowicie przerażający, ale szczęśliwy. Moment, gdy ta mała duszyczka łapała swoją, małą, całą rączka za jego palec, wówczas miał wrażenie, że chwyta za serce. Rozczulił się na ich widok i westchnął spokojnie. Ich córka rozkochała go od pierwszego wejrzenia, tak jak jej matka i już przeczuwał, że będzie miała powodzenie u chłopców zawdzięczając urodę po rodzicielce. On z kolei będzie tych niedorzecznych adoratorów spławiał. Nie mógł się nadziwić Liamowi. Był bardzo dobrym i opiekuńczym bratem.

Uklęknął przed ich łożem i przyglądał się swojej kobiecie. Twierdziła, że to on ją uratował przed złem, ale to ona go ochroniła przed samotnością i złością, jaka w nim siedziała. Był jej wdzięczny za pokazanie, że świat ma również kolorowe barwy.

Wciąż była idealna. Jej cera wciąż była taka czysta, świeża i perfekcyjna. Włosy takie same, choć troszkę krótsze, ponieważ była nie dawno u fryzjera.

- Przestań na mnie gapić się - usłyszał jej zaspany głos, a następnie rozweselił się na jej otwarte turkusowe oczy, w których zakochał się do szaleństwa.

- Kocham cię - wyznał, spojrzała na niego czule i podniosła się do pozycji siedzącej zaskoczona., Podparła się ręką, drugą dłonią pogładziła z wielką pasją jego policzek. Uwielbiał to.

- Wiem... Bo, ja ciebie też - uśmiechnęła się łagodnie. Przekrzywiła głowę w bok delikatnie, prześwietlając go oczami dokładnie - Coś się stało? - dopytała z troską.

- Niee - pokręcił głowa - Jest tak, jak powinno być... Albo i lepiej - zapewnił, jednak zmarszczyła brwi podejrzliwa.

- Emily jest w ciąży - wypowiedział wzdychając. Nie ukrywała również zaskoczenia i rozpromieniła się wesoło..

- Cóż na to raczej zapowiadało się - powiedziała z dojrzałym głosem, a następnie zachichotała - Nie na darmo zdarzało się nam ich usłyszeć - dodała naturalnie. Skinął głową rozbawiony i chwycił ją za biodra, na co spojrzała na jego dłonie.

- Jednak, to wciąż moja, młodsza siostra - odparł z lekkim grymasem.

- Która jest dorosła, mój kochany - rzekła rozczulona - Ale ty z chęcią zamknąłbyś ją w klasztorze prawda? - dodała w dobrym humorze, na co przytaknął głową - Cóż, muszę zmartwić cię, ale ona tam w życiu, by nie pasowała -

powiedziała wesoło.

- Ty też - burknął, na co uśmiali się łagodnie - Korzystają z pokoju gościnnego - mruknął zniesmaczony.

- Znowu? - otworzyła oczy w szoku. Uśmiechnęła się kolejny raz rozbawiona. Krótką chwile milczeli w czasie, gdy on przyciągał ją bliżej do siebie. W końcu ściągnął ją na siebie, jednak tym razem zdążył zamknąć jej usta pocałunkiem na wypadek, gdyby miała krzyknąć. Z uczuciem oplotła go wokół szyi i swoją miną domagała się wyjaśnień.

- Na wypadek, by Rosie nie obudziła sie - powiedział cicho.

- Yhym - mruknęła przeczuwając, że to nie jest główny podwód. Z wyczuciem odgarnął jej włosy z ramienia i przypieczętował czuły pocałunek w jej słodką szyję. Sapnęła delikatnie z przyjemności.

- Tak, bardzo cię kocham - powtórzył. Rozczulona, przyłożyła swoje czoło do jego czoła, czubkiem nosa połaskotała pieszczotliwie jego nos.

- Nie masz pojęcia, z jaką siłą ja ciebie kocham - szepnęła szczerze. Zniecierpliwiony przyssał się do jej ust, a następnie wyścielił sobie drogę do jej ramienia. Jej organizm zaczął prawidłowo reagować na jego bardzo miłe gesty, zadowolony nie potrafił ich przerwać, gdy wciąż tak dobrze smakowała. Szepnęła mu kilka słów na ucho, po czym na jego twarzy pojawił się łobuzerski uśmiech. Zawstydzona przytuliła się twarzą do jego torsu, a następnie spojrzeli na swoją małą córeczkę, która wciąż beztrosko pogrążona była w bajkowej krainie snu. Popatrzyli się na siebie i bez słów przywarli się do siebie. Szczęśliwie i beztrosko przewracali się, jak króliczki po gęstym dywanie. Ciche szepty i przyjemne zipnięcia unosiły się po pomieszczeniu, tak, jak i żar ich miłości. Złe demony poszły w niepamięć, zło przegrało. Wiedzieli, że wspólnie przetrwają już wszystko.

Koniec.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania