Stary przyjaciel część 1. Star Wars

Jest to kolejne opowiadanie związane z Asaro Erhetią, także jeżeli ktoś chce rozumieć je w pełni, zaleca się przeczytanie pierwszej części o tytule "Asaro Erhetia".

Miłego czytania :)

~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~

Dziewczynka kończyła zaplatać wianek z długiej trawy i Smoczych Kwiatów nazwanych tak z powodu ich ciemnoszafranowego koloru, które kołysząc się na wietrze sprawiały wrażenie, że cała łąka spowita była płomieniami. Małe rączki czterolatki sprawnie wiązały zielone źdźbła z cienkimi łodygami.

Dziewczynce przyglądał się chłopak. Nie pierwszy raz widział już, jak szarowłosa z cierpliwością łączy, znalezione na polanie rośliny, w dziecięce arcydzieło.

Kiedy skończyła wstała, a wygniecione źdźbła trawy ostatkiem sił próbowały podnieść się do pionu, by znów smagane wiatrem falować w morzu zieleni. Spojrzała na chłopaka. Jej duże zielone oczy śmiały się a w wyciągniętej ręce trzymała zielono-pomarańczową koronę. Czterolatek przyjął dar i nałożył na głowę.

- Jest naprawdę bardzo ładny, ale to bardzo, bardzo – powiedział śmiejącym się głosem.

- Offi! Wiem. Mówisz tak za każdym razem – odpowiedziała zielonooka jednocześnie delikatnie się rumieniąc.

- Ale ten jest naprawdę bardzo, bardzo ładny. – Zapanowała chwila milczenia. W trawie dało się słyszeć cykanie świerszczy. Słońce delikatnie paliło policzki ciepłym, wiosennym światłem.

- Muszę już iść – powiedziała po chwili dziewczynka. – Mama kazała mi być w domu na obiad i powiedziała, że będzie się gniewać jak się spóźnię.

- Ale potem wrócisz? – Chłopak przystąpił z nogi na nogę. – Znalazłem fajne miejsce i muszę ci je pokazać.

- Dobrze, przyjdę.

 

*

 

Niszczyciel wyszedł z nadprzestrzeni. Z rozsuniętych klap osłaniających hangar wyleciała chmara myśliwców. Przed pilotami widniał pomarańczowy obraz planety Qish.

- Lećcie zaraz za nami – usłyszał kapitan krążownika – oczyścimy drogę.

Przez okna na mostku widać już było tylko rudy glob. Sygnał poinformował, że statek wszedł w atmosferę. Nie minęło wiele czasu jak dookoła trójkątnego kadłuba rozpoczęła się walka. Niebo przecinały setki myśliwców droidów, a przed samym krążownikiem widać było fregatę separatystów.

- Przygotować działa! – wydał rozkaz kapitan.

Tuż przed oknami przeleciał zielono-szary statek ostrzeliwujący nieprzyjaciela. Kiedy jego cel zniknął w płomieniach eksplozji, maszyna wykonała pętlę i zaczęła pikować biorąc na cel kolejnego droida.

Asaro usłyszała ostrzegawcze bipnięcie Q4-S4. Zbliżały się rakiety. Skręciła gwałtownie maszynę by uniknąć pocisków. Zrobiła to w samą porę gdyż rakiety przeleciały tuż za silnikami myśliwca. Jedi popatrzyła na skaner. „Szlag, naprowadzające”. Małe pociski zawróciły i znów ją ścigały. Przyspieszyła statek. Przed nią znajdował się krążownik wroga. Skierowała się prosto na niego. Rakiety były tuż za nią. Asaro nie przestawała szarży. Zdawało się, że chce wlecieć we fregatę separatystów. W ostatnich chwili poderwała myśliwiec a ścigające ją pociski uderzyły w barierę energetyczną krążownika.

- Asaro, przyleć do nas, musimy uformować szyk – usłyszała w słuchawce głos Mistrza Plo Koona. Skierowała maszynę w umówione miejsce.

Dookoła niej podlatywały statki z niewielkimi, rozkładanymi w kształt litery X statecznikami, umieszczonymi na długich skrzydłach. Szybko uformował się klucz. Asaro widziała przed sobą srebrno-niebieski statek mistrza Plo. Spojrzała w lewo. Równolegle do niej leciał brązowy myśliwiec Treeke.

- Bombowce gotowe generale – usłyszała.

- Ruszamy na fregatę – zakomenderował Plo Koon.

Cała kompania ruszyła w stronę krążownika. Na nowo uformowany szyk zaczęła napierać cała masa wroga. Asaro nacisnęła na spust. Zielone pociski przelatywały między niebieskimi droidami. Usłyszała wybuch. Jeden z myśliwców republiki spadał w płomieniach.

- Mają za silną obronę – usłyszała głos Treeke. – Nie przedrzemy się!

- Asaro i Treeke osłaniajcie bombowce. Ja i reszta zielonych zajmiemy się stworzeniem bezpiecznego korytarza – w słuchawce brzmiał głos mistrza Plo.

Szarowłosa posłusznie zwolniła nieco, by zrównać się z lecącymi z tyłu bombowcami. Widziała jak szwadron kierowany przez srebrno-niebieski statek rozpoczyna formowanie czegoś w rodzaju długiego pierścienia. Każdy myśliwiec wroga, który znalazł się w jego środku, zostawał uwięziony w morderczym ostrzale.

Kiedy byli blisko fregaty, Asaro wydała rozkaz do ataku. Eskadra przeleciała przez sam środek uformowanego pierścienia i znalazła się tuż nad poszyciem statku wroga. Treeke wyrwał się na przód. Zlokalizował wierze strzelnicze. Parę szybkich strzałów wystarczyło, aby zneutralizować zagrożenie. Bombowce rozpoczęły zrzucanie pocisków. Asaro zobaczyła, że tarcze krążownika są zbyt silne nawet dla bomb.

- Mistrzu Plo. Nie mamy wystarczająco dużo siły ognia, by przebić się przez barierę – powiedziała.

- Ja mogę coś na to zaradzić – odparł Treeke. Jego statek przechylił się w lewo i zniknął z pola widzenia, zasłonięty krążownikiem.

- Treeke, nie! – Asaro poleciała za nim. Widziała jak brązowy myśliwiec znika w niewielkiej szparze znajdującej się w połowie wysokości statku wroga, w której były miejsca na wloty do hangarów. Padawan skierował statek w stronę silników krążownika. Asaro leciała za nim, kiedy niespodziewanie myśliwce wroga zagrodziły jej drogę. Była zmuszona do oddalenia się od fregaty. Spojrzała w stronę ogromnego statku. Myśliwiec Treeke zniknął pod metalowym poszyciem. Spróbowała wrócić do bombowców. Szybko zauważyła, że trzech już brakowało. Widziała nawet dopalający się wrak jednego z nich na dachu fregaty. Usłyszała wybuch.

- Pani generał! Osłony padły!

- Przystąpić do ostrzału.

Deszcz bomb zasypał krążownik. Asaro przyspieszyła statek. Lawirowała między myśliwcami wroga. Kiedy doleciała do końca zobaczyła brązową maszynę, która dołączyła się do szwadronu kierowanego przez mistrza Plo. Odetchnęła z ulgą.

Fregata separatystów zaczęła spadać. W komunikatorze usłyszała wiwaty żołnierzy.

Skierowała swój statek do wyznaczonego miejsca lądowania. Widziała uciekające myśliwce wroga i wracające na krążownik republiki statki klonów. Pierwsza faza walk poszła dobrze.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Kapelusznik 3 miesiące temu
    No. Dobry początek
    Odpowiednia skala
    Krótka zwarta akcja
    Mógłbym się przyczepić że bombowce republiki nie miały właściwie bomb - a energetyczne torpedy - ale nazwijmy je bombami
    Byle byś nie myślała o bombowcach typu - Last Jedi
    Pozdrawiam
    Kapelusznik
  • Pontàrú 3 miesiące temu
    Onie, The Last Jedi bombowce to była jakaś pomyłka XD. Oczywiście chodziło mi w tym tekscie o te energetyczne pociski
  • Kapelusznik 3 miesiące temu
    Pontàrú
    No to moje serce się raduje :D

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania