Poprzednie częściBo jestem inna 1

Bo jestem inna 17

Zbliżały się święta wielkanocne. Marta nie miała ochoty spotykać się z Kingą na śniadaniu u rodziców. Wiedziała, że Kinga i Łukasz przechodzą kryzys, mimo to w dalszym ciągu są ze sobą – podobno ze względu na dzieci.

Natan miał już siedem lat, a mała Mila cztery miesiące. Nie ingerowała w ich życie, nie chciała. Może dlatego, że z Kingą nigdy tak naprawdę się nie polubiły, a z Łukaszem też nigdy nie była blisko.

Podpytała Magdę, jak i gdzie będzie te święta spędzała. Okazało się, że przyjaciółka też nie ma planów i prawdopodobnie spędzi je sama w domu.

Niewiele myśląc, Marta zaproponowała, żeby spędziły je razem, „gdzieś na wyjeździe”, jak to określiła – w miejscu, gdzie nie będzie problemów z zabraniem ze sobą Felka.

Magda trochę się zastanawiała, ale w końcu przyjęła propozycję.Marta zadzwoniła do Białowieży, do pani, u której wcześniej spędziła trzy dni. Nie było żadnych problemów. Zarezerwowała pokój dwuosobowy, wpłaciła zaliczkę i umówiła się na przyjazd już w Wielki Czwartek.

Nie mogła się doczekać tego wyjazdu. Nareszcie pogadają sobie szczerze i odpoczną. Uprzedziła rodziców, że nie będzie jej przez całe święta, bo wyjeżdża z przyjaciółką i z psem – żeby nie było im przykro i takie tam.

Mama oczywiście trochę pogadała, ale w sumie to chyba tak z przyzwyczajenia.Czekały na ten wyjazd z niecierpliwością jeszcze kilka dni i w końcu nadszedł ten wyczekiwany czwartek.

Marta odebrała Magdę z pracy i od razu pojechały do Białowieży. Po drodze zatrzymywały się ze względu na Felka i na to, żeby coś zjeść. Na miejscu były wieczorem. Dostały ładny pokój, i to z własną łazienką.

Marta przywitała się z gospodynią serdecznie. Miały do dyspozycji kuchnię, mogły sobie z niej korzystać, jak tylko chciały.Już będąc w pokoju, rzuciły się na łóżka i zaczęły rozmawiać. Marta pytała, co słychać w firmie.

Magda wzruszyła ramionami.– To co zawsze. A konkretnie o co ci chodzi? – roześmiała się.

– A o nic, tak tylko zapytałam, nic konkretnego.

A tak naprawdę, Marta? To nic konkretnego czy to nie jest przypadkiem nasz dyrektor Jasiński?

– Nie, no co ty, on? Absolutnie! –

Marta chciała się wykręcić, ale Magda swoje wiedziała.

– Marta, to fajny facet. Wiem, że jest sam. Baby się za nim uganiają, ale on tylko pożartuje, pośmieje się i tyle.

Może jest gejem?

– Nie jest gejem.

– A skąd ty to wiesz?

– Wiem, Magda. Nie jest na pewno gejem.

Od słowa do słowa ich ploteczki zeszły na osobę Rafała.

– Magda, powiedz mi tak szczerze... Czy ty i Rafał jesteście małżeństwem?

Magda zamyśliła się i przez chwilę nic nie mówiła. W końcu się odezwała, a był to dłuższy monolog:

– Nie, ja nigdy nie wyszłam za mąż. Byli w moim życiu faceci, z jednym byłam nawet trzy lata, ale się rozpadło. Nieważne.

Rafał? Jego poznałam jesienią ubiegłego roku. Spotykaliśmy się krótko, ale niedługo po poznaniu zamieszkał u mnie. Mówił, że jego praca polega głównie na wyjazdach.

Przed świętami Bożego Narodzenia, jakoś tak ze dwa tygodnie przed, wyjechał w delegację do Hiszpanii. Tak przynajmniej mówił. Wrócił po Nowym Roku.

Mówił do mnie „żono”, a ja przedstawiałam go jako męża. A powiedz mi, Marta, jak ty go poznałaś?

– Na wigilii u moich rodziców. Przyjechał z bratem i jego żoną, jest jakimś tam kuzynem Kingi.

– No dobrze, i co dalej? Możesz powiedzieć o wszystkim, ja już z nim i tak nie będę.

– Co mam ci powiedzieć, Magda? Zabrałam go do siebie, bo chciał poznać Felka. Został na noc, sama to zaproponowałam.

– Zaszło coś między wami?

– Tak – przyznała Marta. – Kochaliśmy się, ale myślałam, że to będzie tylko ten raz.

– Było więcej razy?

– Przyjechał do mnie po kilku dniach, został. Mówił, że ma zaległy urlop, że to nowa firma... nie chciał powiedzieć jaka. I wtedy domyśliłam się, że żeruje na kobietach.

- Wyjebałam go około piątej rano, ale przedtem wykorzystałam. Zrobiłam to z premedytacją. Poszedł skulony w mróz. Nie miał wtedy auta i dziwi mnie, że tak szybko sobie kupił.

-Magda zwiesiła głowę.– To był mój samochód – powiedziała cicho. – Po tym, jak go zdemaskowałaś, odjechał, pamiętasz? Zostawił mnie z tobą, podrzuciłaś mnie pod blok i odjechałaś, a on wrócił następnego dnia.

-Wziął jakieś swoje rzeczy, nie oddał mi kluczyków i do tej pory się nie odezwał.

– Dlaczego nie zgłosiłaś kradzieży samochodu na policji?!

– A po co? To było stare auto, i tak miałam zamiar je zmienić. Niech sobie ma, dopóki się nie zepsuje.

– Kurwa! Magda, ale to twoja własność, on ci to auto ukradł!

– Wiem, Marta, ale ja nie jestem taka przebojowa jak ty. Pogodziłam się z tym. Szkoda, że taki drań z niego wyszedł, ale cóż... Nie mam szczęścia w miłości. A ty? Nic nie mówisz.- Miałaś męża?

– Tak, przez piętnaście lat – pokiwała głową Marta. – Jest strażakiem. Pojechał na akcję i zajął się poszkodowaną. Tak jej pomagał, że się zakochał. Piętnście lat poszło się jebać.

– Nie chciałabyś, żeby wrócił?

– Nie. On chce, był u mnie niedawno, ale ja nie wchodzę dwa razy do tej samej rzeki. Jak kocham, to na zawsze, albo wcale.

– Nie tęsknisz za mężczyzną? No wiesz, te sprawy i tak dalej...

– Magda, było „i tak dalej”, a teraz? Jak mi się nie uda z takim jednym, to, kurwa, kupię sobie wibrator! – zaczęła się głośno śmiać, gdy zobaczyła minę Magdy.

– Marta, ale jak? Naprawdę?

– No tak, przynajmniej nie będzie oklapły. Gotowy zawsze, jak mi się będzie chciało dymać.

-Marta zapomniała, że miała nie przeklinać. Obiecała to sobie, ale niestety emocje znów wzięły górę.Przyjaźniły się, ale Magda była zupełnie inna – spokojna, ugodowa.

Może nie szara myszka, ale dużo jej nie brakowało. Lgnęła do Marty, która zawsze jej imponowała tym, że była taka zadziorna, broniła swoich racji i nie bała się mówić prosto z mostu, gdy coś jej się nie podobało.

Różniły się bardzo od siebie i może to właśnie je przyciągało.

Nie miały ze sobą kontaktu przez całe lata, a teraz ten kontakt odżył ze zdwojoną siłą.Rozmawiały jeszcze trochę.

Marta wyprowadziła psa na nocny spacer, a w tym czasie Magda korzystała z łazienki. Po powrocie z dworu Marta poszła pod prysznic. Obie zmęczone gadaniną zasnęły jak przysłowiowe niemowlaki.

W święta po śniadaniu poszły na spacer. Słońce ogrzewało im twarze. Nie rozmawiały już o problemach damsko-męskich, natomiast rozmyślały o zbliżającym się bankiecie. Gdzie się odbędzie? Jak to będzie wyglądało? Z tańcami czy nie?

-Niedziela zleciała im w mgnieniu oka, a już w poniedziałek po obiedzie wracały do domu. Marta odstawiła przyjaciółkę pod sam dom, a sama wracając, podjechała jeszcze do rodziców.

Łukasza z Kingą i dziećmi już nie było. Zapytała o nich z czystej ciekawości.

– Wiesz, Martusiu, lepiej jest między nimi. Łukasz kocha dzieci, a Kinga? Ona też się zmieniła – mówiła mama, a ojciec jej przytakiwał.

– To dobrze, w końcu może coś i do niej dotarło – odpowiedziała Marta.

Posiedziała jeszcze trochę i obdarowana koszem dobrego jedzenia odjechała.

Następnego dnia dostała mailem zaproszenie na bankiet, który miał się odbyć w modnej restauracji pod Warszawą. W zasadzie miała to być impreza integracyjna dla pracowników firmy.„To już w sobotę? Tak szybko? W co ja się ubiorę?” – myślała.

Nie miała pojęcia, jaki charakter będzie miała ta impreza.

Nie chciała biegać po sklepach w poszukiwaniu jakiejś modnej sukienki czy innego ubioru, a że najlepiej czuła się w spodniach, to z własnej szafy wyjęła czarne spodnie typu cygaretki, do tego jasny top i czarny żakiet. Na nogi postanowiła założyć szpilki, ale też zabrać ze sobą wygodne baleriny. Strój odłożyła na bok, miał czekać do soboty.

-Umówiła się z Magdą, że przyjedzie po nią i razem pojadą na imprezę.

W końcu nadeszła ta upragniona sobota. O godzinie szesnastej obie weszły do restauracji. Marta zaczęła szukać wzrokiem dyrektora.

- Był. Siedział przy stoliku z jakąś ładną blondynką, rozmawiali o czymś bardzo żywiołowo i co chwila się śmieli. Marta obserwowała ich i układała sobie w głowie plan – szaleńczy, jak go określiła.

- Zasiadła z Magdą przy stoliku blisko dyrektora, po chwili dosiadło się do nich dwóch pracowników firmy. Po powitaniu, które wygłosił sam prezes – a którego Marta dotąd nie poznała – zaczęła się zabawa.

Najedzeni i co niektórzy już podpici ruszyli do tańca. Marta, niewiele myśląc, wypiła kieliszek wódki dla kurażu i porwała jednego z panów do tańca.

Dziwnym trafem, tańcząc, była cały czas blisko Jasińskiego, który tańczył z blondynką. Widział Martę, ale nie dał po sobie poznać, że jest nią zainteresowany.

Skończył się jeden taniec i zaraz zagrano drugi, potem był trzeci i przerwa.

„No, Jasiński, czas zacząć działać” – pomyślała i roześmiała się głośno z dowcipu, który opowiedział wyraźnie zainteresowany Magdą jeden ze współtowarzyszy przy stoliku. ----Spojrzała na dyrektora i zobaczyła, że on też na nią spogląda. Zauważyła ruch wśród muzyków, którzy szykowali się do zagrania. Niewiele myśląc, weszła na podium, szepnęła coś jednemu z panów, ten kiwnął głową i zapowiedział przez mikrofon:

– Teraz będzie tango. Panie proszą panów.Zanim zaczęli grać, Marta podeszła do dyrektora.

– Czy mogę pana prosić? – zapytała.

-Blondynka spojrzała na nią ze złością, ale dyrektor już wstał i poprowadził Martę na parkiet.

Tańczyli nieznacznie przytuleni do siebie. Nie odzywali się, ale Marta wiedziała, że to tylko kwestia czasu. Spojrzała na tańczącą Magdę, a ta pokazała jej kciuk uniesiony do góry. -

Mocniej przylgnęła do dyrektora, niby niechcący otarła swój policzek o jego brodę. Uśmiechnął się.

– Grasz ze mną? – szepnął jej do ucha.

– Nie – odszepnęła. – Tańczę i jest mi kurewsko dobrze tańczyć z tobą.

– Aż tak?

– Aż tak, a może nawet lepiej.

Tango się skończyło, zagrano coś szybszego. Dyrektor nie wypuszczał jej z ramion. Wiedziała, że ten wieczór, ta zabawa będzie ich.

„A potem, kiedy już będziesz pijany z miłości do mnie, oddam cię tej blondynie” – pomyślała i słodko się do niego uśmiechnęła.

„Marta, och Marta, jak ty na mnie działasz” – mówił do niej w myślach Jasiński.

A ona tylko się uśmiechała, tak jakby chciała powiedzieć, że słyszy wszystko, o czym on myśli.

Zapowiedziano przerwę w tańcach. Co niektórzy rzucili się na jedzenie, a Marta wyszła na dwór – chciała się trochę przewietrzyć.

Nawet nie zauważyła, że wyszedł za nią ktoś jeszcze. Ktoś, kogo najmniej by się spodziewała i kogo wcześniej nie zauważyła na sali.

– Cześć, Marta – odezwał się za jej plecami głos, a ona na ten dźwięk drgnęła.

Odwróciła się. To był Igor.–

Ty... ty? Co ty tu robisz? – zająknęła się.

– Zostałem zaproszony. Z opóźnieniem, ale jestem – uśmiechnął się. – Ale co ty tu robisz?– -Też zostałam zaproszona.-

– Pracujesz w naszej firmie?

– Jak to w naszej? Przecież ty już podobno zostałeś zwolniony.

– Z prezesury tak, ale zatrudnili mnie jako kierownika działu technicznego.

– No i ok – odpowiedziała. – Wracam na salę.

Igor złapał ją za rękę.

– Marta, nie uciekaj. Pogadajmy.

– O czym i po co?

– Coś się jednak wydarzyło między nami. Nie chciałabyś powtórzyć? Tak na trzeźwo? Dobra byłaś w te klocki.

Podeszła do niego bliżej i z całej siły uderzyła go w twarz.

– W te klocki też jestem dobra – powiedziała głośno. – Powtórzyć? Nie? To weź się ode mnie odpierdol, kutasie!

Otrzepała ręce i weszła do środka.

Podeszła do stolika i chociaż w zasadzie nie piła alkoholu, tym razem wlała sobie do kieliszka wódki, wypiła i znów nalała.

– Marta, co się dzieje? – zapytała Magda, zaskoczona jej zdenerwowaniem. – Nie pij, proszę.

– Muszę. – Otworzyła torebkę, wyjęła kluczyki do samochodu i podała Magdzie.

– Trzymaj, będziesz prowadziła.

– Jedziemy już, Marta?

– Bawimy się, przyjaciółko, bawimy! Ale dzisiaj nie pij, będziesz kierowcą – zaśmiała się.

Dyrektor bacznie ją obserwował. Kiedy zespół zagrał, podszedł i zabrał ją na parkiet.– Marta, co jest? – zapytał.

– Nic nie jest, Kubusiu. Nic a nic. Tylko taki jeden kutafon dostał w mordę.

– Nie rozumiem, mów jaśniej.

– Ty nie rozumiesz, on też nie zrozumiał, dlatego dostał. Kubusiu, ale to nie ty, nie ty. Ty mnie tylko przytul, tak mocno, mocno.

Przytulił ją. Widział, że wypita wódka szybko zadziałała. Nie zważając na nic, wyprowadził ją z sali na powietrze. Było już ciemno. Nachylił się nad nią i zaczął całować. Ocknęła się, momentalnie wytrzeźwiała.

– Ty też, Jasiński?! – zawołała i zanim się spostrzegł, dostał mocno w twarz. – Ty też? Zostaw mnie, lamusie! Wypierdalaj z tym ryjem do tej swojej blondyny! Odejdź, odejdź!– -Słowotok ci się włączył, Marta. Nie odejdę, nie zostawię cię. Proszę, uspokój się.-

Spojrzała na niego zapłakana.

– Zawieź mnie do domu – poprosiła.

– Dobrze – przytulił ją. – Zawiozę.

– Muszę iść po torebkę i Magdzie powiedzieć.

– Ja przyniosę i powiem. Usiądź na ławce, zaraz będę.

Jak powiedział, tak zrobił. Zawiózł Martę do domu, podprowadził pod same drzwi i wszedł za nią do mieszkania. Posadził w fotelu, zapytał, czy chce herbatę. Nie chciała.

– Idź już – poprosiła. – Przepraszam. Nie chciałam, żeby tak to wyszło.

– Marta, nie chcesz, żebym został?

Nie, jeszcze nie teraz i nie dziś. Dziękuję.

Jasiński wyszedł, a w mieszkaniu zapadła głęboka cisza. Marta wiedziała, że postąpiła słusznie. Piętnaście lat małżeństwa ze strażakiem, zdrada, a potem historia z oszustem Rafałem zostawiły w jej sercu zbyt głębokie rany. Nie mogła tak po prostu rzucić się w ramiona kolejnego faceta, nawet jeśli był nim cholernie przystojny dyrektor Jasiński. Musiała najpierw poukładać samą siebie.Jako wolny strzelec bardzo ceniła sobie swoją niezależność – pracowała z domu, a z firmą Jasińskiego łączyły ją jedynie intratne zlecenia. Nie musiała w poniedziałek rano meldować się w biurze i znosić szeptów za plecami, co dawało jej ogromny komfort.

Kiedy w poniedziałkowe popołudnie Magda zadzwoniła do niej z relacją zfirmy, Marta parzyła właśnie kawę w swojej kuchni, a Felek kręcił się pod jej nogami.

– Marta, ty nawet nie wiesz, co tu się dzieje! – ekscytowała się przyjaciółka przez telefon. – Igor chodzi z podbitym okiem i plotkuje, że napadli go w drodze do domu, a dyrektor... Dyrektor cały dzień dopytywał o ciebie .Marta uśmiechnęła się do słuchawki i tylko mrugnęła do odbicia w oknie. Godzinę później na jej skrzynkę mailową wpłynęło nowe, ogromne zlecenie od firmy, a w treści wiadomości, tuż pod oficjalnymi wytycznymi, Kuba dopisał prywatną wiadomość: „Mam nadzieję, że odpoczęłaś. Czekam na projekty. I na Twój znak, kiedy będziesz gotowa na tę herbatę, której w sobotę odmówiłaś. Tym razem bez pośpiechu. K.”Marta zamknęła laptopa z cichym satysfakcjonującym kliknięciem. Wiedziała, że Jsiński tak łatwo nie odpuści – widziała to w jego oczach na parkiecie. Ale tym razem to ona miała zamiar rozdawać karty. Na własnych warunkach, we własnym tempie i z bezpiecznego dystansu własnego mieszkania.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania