Briljen i Viljen -- Rozdział 14

--- Briljen III ---

 

Służba uwijała się najszybciej, jak tylko mogła, bo i atmosfera przy stole była tego wieczoru wyjątkowo napięta. W mgnieniu oka na podłużnym stole pojawiały się kolejne potrawy, podane na bogato zdobionych półmiskach, misach, talerzach i salaterkach - raz, dwa, raz, dwa, jak w zegarku, niczym żołnierski, miarowy chód, jedno danie pojawiało się po jednej stronie stołu, drugie po przeciwnej - symetrycznie, z dbałością, nie było tu miejsca na pomyłki. Najbliżej mnie wylądowały kurczęta w sosie kurkowym, zaraz obok nich sałatka z ogórków i słodkie bułeczki. Siedzący obok mnie Pelle poruszył się niecierpliwie, poprawił swoje krzesło. Zaburczało mu w brzuchu, ale nikt nie zwrócił na to uwagi. Był ostatnio nadzwyczaj zapracowany, więc mógł pozwolić sobie na taką niedbałość przy stole - choć i tak na jego twarz wypełzł momentalnie czerwony rumieniec. Naprzeciw nas siedziały dwie kobiety - Viljen oraz ciotka Nejfi, która przybyła na zaproszenie pana ojca siedzącego u góry stołu. Była to podstarzała, wychudzona kobieta o niebywale żylastej szyi, z której zwisały grube łańcuchy srebrnej biżuterii, zdające się ciągnąć ją w dół swoim ciężarem. Siwe włosy spięte miała w kok za pomocą fikuśnej, stylizowanej na wielkiego motyla spinki wysadzanej ametystami. Pod kolor fioletowej sukni - gustownie i zgodnie ze współczesną modą. Nie było tu zaskoczenia - ciotka była dość prominentną personą na agnońskich dworach. Uśmiechnęła się do mnie widząc, że jej się przyglądam, więc odwzajemniłam gest i szybko uciekłam wzrokiem do służby wychodzącej już z komnaty jadalnej.

- Niech matka Enon pobłogosławi to jadło, które wyrosło z agnońskiej ziemi… - zaczął ojciec z poważną miną.

- Oliwki są z Nedherassy. - wtrąciła ciotka Nejfi i momentalnie na twarzy ojca pojawił się grymas, którego nie miałam radości obserwować już od dawna. Skrzywił usta, powieka mu zadrgała, lecz nie odpowiedział na zaczepkę ani słowem, zamiast tego kontynuował.

- Aby jeno dobro się z nich przyjęło, prosimy Matkę słowami uczczoną...

- A zło wyszło drugą stroną. - skwitowała staruszka, wywołując mimowolnie prychnięcie śmiechem u mnie i siostry. Pelle przełknął ślinę a ojciec pokiwał głową sam do siebie, zacisnął zęby i wyrzekł:

- Jedzmy już.

Sięgnęłam po kawałek kurczęcia, nieco sosu, trochę ziemniaczków i poprosiłam Pelle’a, aby podał mi pomidory w śmietanie. Gargulec pomimo słyszalnego wygłodzenia nie nałożył sobie dużej porcji - za wszelką cenę chciał być kulturalny, nawet w tak kameralnym gronie.

- Zapewne domyślasz się, po co cię zaprosiłem, Nejfi? - spytał ojciec, łamiąc chleb na pół z zawziętą miną. Mogłabym przysiąc, że w tym momencie wyobrażał sobie jakąś bardzo brutalną scenę.

- Czy nie dlatego, że stęskniłeś się za mną, drogi szwagrze? - spytała staruszka, imitując zaskoczenie na tyle bezbłędnie, że gdyby nie sarkazm w jej głosie, uwierzyłabym w każde słowo.

- Ymh… - stęknął pan ojciec. - Tak. - wyrzekł z bólem, zapędzony w kozi róg. - Ale jest też poboczny powód. Zbliża się ceremonia zaślubin Briljen z księciem Astanem. Ktoś musi się nią zająć, mam wiele spraw na głowie, no i uważam, że potrzeba tu...

- Kobiecej ręki? To chciałeś powiedzieć?

- Odpowiednich uzdolnień i zainteresowań.

- Dobra, przestań ględzić. - odparła ciotka, a ojciec wybałuszył oczy. - Znam mistrza z Vovonny, który szyje suknie dla dam dworu i księżniczek. Jego dłonie czynią cuda o wiele większe, niż tych twoich zaśniedziałych kapłanów. Poślę po niego. Będzie też potrzebna perdia, to ostatnio standard na zaślubinach. Briljen, nosiłaś kiedyś perdię?

- Em… dawno temu, ciotko. Jeszcze jako dziecko…

- No to będziesz miała okazję. Musisz nauczyć się w niej chodzić do czasu ceremonii.

Przypomniałam sobie ostatnią perdię, którą nosiłam - pożyczyłam ją od jednej z dam dworu, bo pierwszy raz widziałam coś takiego na oczy. Było to nakrycie głowy podobne do diademu, lecz złożone z kilku pięter, coś na kształt wysokiego rusztowania przepełnionego obfitymi dekoracjami w postaci kryształów i grawerunków. Potrzeba było wiele treningu, aby chodzić w czymś takim i nie zrzucać tego z głowy przy każdym bardziej dynamicznym ruchu - jako dziecko nieszczególnie to potrafiłam, dlatego perdia wróciła do właścicielki w kilku kawałkach.

- Świetnie. Swoją drogą… Viljen. - odezwał się ojciec. - Słyszałem, że bywasz ostatnio u laufickiego czarodzieja. Nie pochwalam tego. Odrzuciłaś też nauczyciela, którego znalazł dla ciebie Pelle.

Viljen spojrzała na ojca wzrokiem tak chłodnym, że całe jedzenie musiało od niego wystygnąć. Uśmiech wywoływany gderaniem ciotki momentalnie spełzł z jej twarzy.

- Let-e-let to bardzo ciekawa persona. Podróżnik, zna wiele krain i wiele wie o ludziach, którzy w nich mieszkają.

- Od tego miałaś nauczyciela geografii jako dziecko.

- Nie uczył mnie o ludach, które zna Let-e-let.

- Po cóż ci wiedza o dzikusach i ich barbarzyńskich zwyczajach? - spytał ojciec, a siostra przełknęła ślinę mrużąc oczy, jak gdyby połknęła właśnie wiązankę nieszczególnie przyjaznych słów, które miały wylądować pod adresem pana ojca.

- Wiedza zawsze może się przydać. - wtrąciła się Nejfi. - Co gdyby te dzikusy napadły Agnon? Nie masz wyobraźni, drogi szwagrze? Wielka horda barbarzyńców z zachodu. Słyszałam proroctwo, według którego taka inwazja ma zniszczyć naszą cywilizację.

- Gdybym rządził krajem słuchając się proroctw, Agnon dawno skończyłby jak Lauf-Na-Fai. Kiedyś potężna cywilizacja, teraz mieszkają w ruinach i szałasach, tańcząc wokół ognisk.

- Tak sobie ich wyobrażasz? - spytała ciotka, krzywiąc się. - Może też powinieneś więc posłuchać lekcji u pana Lelepeta.

- Nazywa się Let-e-let, ciociu. - poprawiła ją Viljen.

- Mimo wszystko, to nie przystoi, aby królewna chadzała w takie miejsca… - odezwał się nagle Pelle, a król skinął do niego głową z uśmiechem aprobaty.

- Młodszej królewny wydawać też nie przystoi. - zaoponowała ciotka, a ojciec zacisnął zęby i uderzył pięścią w stół.

- Nie będziemy o tym rozmawiać. - oznajmił, a w komnacie zapanowała kompletna cisza. Dopiero po dłuższej chwili przerwał ją Pelle pytając ciotkę Nejfi, czy ta poda mu mizerię. Staruszka kompletnie go zignorowała, wciąż skupiona na ojcu. Wpatrywała się w niego takim wzrokiem, jakby miała zaraz splunąć w jego kierunku jadem.

- Myślisz, że prawda nigdy nie wyjdzie na jaw? Coś takiego? - spytała. - To, że nie będziesz o tym rozmawiać, nie znaczy, że przestanie to być prawdą.

- Przestań, Nejfi. Dobrze ci radzę.

- Grozisz mi? Nie mogę uwierzyć, jak się zmieniłeś od śmierci Filobjan. A może zawsze taki byłeś, gdzieś głęboko w sercu? Mam wrażenie, że to ona trzymała cię w ryzach. Tak, teraz to widzę. Zawsze służyła ci dobrą radą. Jak i ja, z resztą. Gdyby ona nadal żyła… nie pozwoliłaby ci na to.

- Nie miałaby nic do powiedzenia. - odparł twardo Ichron. - A teraz proszę cię, zakończ ten temat.

- Dobrze. Ale pomnij moje słowa, twoje kłamstwa w końcu obrócą się przeciwko tobie. Ona się dowie. Byłoby o wiele lepiej i łatwiej, gdyby ta informacja dotarła do jej uszu z twoich ust.

- Zamilcz.

I ponownie zapanowała cisza, której przerzedzenie spoczęło na barkach biednego, garbatego i wygłodniałego Pelle’a, który wyciągnął swoją długą, szponiastą rękę ponad stołem, pokazując na coś palcem.

- Briljen, podasz mi tę szynkę?

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze

  • Clariosis 3 miesiące temu
    No proszę, sądziłam, że ciotka będzie raczej typem konserwatywnej kobiety, a tu taka miła niespodzianka. :) Podoba mi się jak bezczelnie podchodziła do króla, który zaczyna czuć iż traci kontrolę, ale usilnie próbuje wmówić sobie, a przede wszystkim innym, że wcale tak nie jest. Idealnie uchwyciłeś emocje napięcia i niepewności, które zaczynają coraz mocniej obściskiwać całą fabułę i postaci. Ze szczerym sercem muszę Ci powiedzieć, że nie pamiętam kiedy ostatnio jakakolwiek dłuższa czytana historia podobała mi się tak bardzo, jak Twoja. Jak ostatnio czytałam cykl zdający się idealnie wpasowywać w moje zainteresowania, to w pewnym momencie zaczęło mi się już niedobrze robić od głupoty bohaterów i infantylności zdarzeń. To świetna odskocznia, bo doprawdy trzyma wysoki poziom i nie wiesz nawet jak mi się mordka ucieszyła widząc kolejny rozdział. :) Jutro sobie na spokojnie przeczytam i wrócę z kolejnym komentarzem, he~he.
    Pozdrawiam.
  • Godu 3 miesiące temu
    Dziękuję za ten komentarz, bardzo przydał się w tej chwili ^^ Życie dobitnie ściąga ostatnimi czasy moje artystyczne "ja" w dół - ku przyziemnym sprawom - a praca zarobkowa skutecznie wysysa wenę, jak i energię. Przy całym moim lenistwie i dezorganizacji ciężko znaleźć jeszcze czas i motywację do zajęć, które wymagają wysiłku - czy to fizycznego, czy umysłowego. Miło jest widzieć, że ktoś docenia ten wkład i że tworzenie tej opowieści - a zarazem szlifowanie swoich zdolności pisarskich - ma jakiś sens :)
  • Clariosis 3 miesiące temu
    Godu Proszę bardzo! Po to piszę te wszystkie komentarze, by pomagać. :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania