Briljen i Viljen -- Rozdział 16

--- Viljen IV ---

 

Czarna niczym smoła, śmierdząca maź bulgotała groźnie w spiżowym kotle, kiedy mieszałam ją raz po raz za pomocą wielkiej, metalowej chochli, dorzucając od czasu do czasu kolejne porcje poszatkowanych liści yksysu. Ubrałam kremowy fartuch pożyczony w sekrecie od jednej ze służek, bo zalanie wywarem jednej z moich lepszych sukni nauczyło mnie ważnej lekcji. Było niesamowicie gorąco i duszno - ale nie zamierzałam paradować w pracowni półnago jak mój mentor, szczególnie, iż stał ledwie kilka metrów ode mnie, zerkając raz po raz znad księgi opatrzonej złowrogimi rysunkami, by sprawdzić jak mi idzie.

- Mieszaj szerzej. - powiedział, przewracając stronę. - Inaczej anful-ankah będzie gęsty na obrzeżach i stwardnieje.

- Co to znaczy? Anful-ankah? To nazwa tej mikstury? - spytałam, starając się bardziej przyłożyć do mieszania, choć pot zaczynał lać się po moim czole i spływał po nosie, a nie mogłam co chwilę przestawać, by go wytrzeć.

- Lauficka. Na wasze to będzie… Łyk Nocy. Albo jakoś tak, nie wiem.

- Nazwa pasuje. Po jednym łyku ślepnie się na godzinę, tak?

- Tak, ale mikstura zaczyna działać dopiero kilka minut po wypiciu.

- Po co w ogóle ją robię? W kółko tylko mikstury… uff... w dodatku takie dziwaczne, które do niczego się nie przydadzą. Mógłbyś pokazać mi w końcu… uff… jakieś zaklęcia.

- Ha! Ulgaub, nau nau. Chyba każdy uczeń czarownika kiedyś powie te słowa, he! A wtedy każdy nauczyciel odpowie tak samo. Zaklęcia to wyższy stopień wtajemniczenia, trzeba zrozumieć jak działa magia, żeby spróbować choćby najprostszych.

- A co takiego może się stać? Źle wypowiem słowo i czar nie zadziała?

- Samo wypowiadanie inkantacji to jedna dziesiąta tego, co trzeba zrobić. Reszta dzieje się tutaj. - odparł Let-e-let, po czym zastukał palcem w skroń. - A co do wywaru… też się mylisz. Jeszcze się nam przyda.

- Do czego? Chcesz oślepić jakąś damę dworu i udawać młodzieńca? - spytałam, wyobrażając sobie tę scenę i doznając natychmiastowego ataku żenady.

- Pff. Gdybym przybył tutaj zdobywać damy dworu, to już miałbym conajmniej trzecią.

- Chyba za pomocą jakiejś czarnej magii. - odparłam, parskając śmiechem.

- Eeeeeh, mało jeszcze wiesz. - odpowiedział enigmatycznie czarodziej, po czym machnął na mnie ręką i powrócił wzrokiem do swojej książki. Po kilku minutach maź przerzedziła się wreszcie i zaczęły pojawiać się na niej granatowe, połyskliwe smugi. Zawołałam mojego mentora, który odłożył lekturę i szybkim krokiem podszedł do kotła.

- Mhm. Dobrze. Zgaś ogień, ale nie przestawaj mieszać. Konsystencja musi być ciekła, inaczej jak dodasz to komuś do wódki to od razu się zorientuje.

- Zaczynam się bać tego, co chcesz z tym zrobić.

- Strach jest dobry. Czarodziej musi jakoś dystansować się od gawiedzi. Jedni robią to za pomocą strachu, inni budują sobie pozycje, a jeszcze inni po prostu zamieszkują gdzieś w lesie na kompletnym odludziu.

- Aha. I mam rozumieć, że to jest generalna cecha czarodziejów, a nie twoje dziwactwo?

- Zaczynam żałować, że cię tutaj przyjąłem. Nie zwracasz się do mnie jak do normalnego nauczyciela.

- To kiedy oślepimy cały pałac magicznym wywarem, mistrzu? Normalny nauczycielu?

Let-e-let wyszczerzył zęby i kwiknął w groteskowym akcie rozbawienia. Napięcie, które towarzyszyło mu dzisiejszego dnia widocznie nieco się z niego ulotniło. Uświadomiłam sobie w tej chwili fakt, który wprawił mnie w wesołe osłupienie - on nigdy nikogo nie uczył. Stresował się tymi lekcjami.

- W zasadzie masz rację. Co ja gadam? Tak się wczułem, że mało nie odstawiłem tu lekcji jak w jakiejś akademii, ha! A przecież nie przyjąłem cię z nadzieją na grzeczną uczennicę, tylko właśnie dlatego, że umiesz pokazać pazur. Że jesteś bardziej jak my, laufowie, niż jak agnończycy. Pasowałabyś tam, w moich rodzinnych stronach.

- Nie wiem czy to komplement, czy najgorsza obraza, jaką w życiu słyszałam.

Let-e-let ponownie wydał z siebie rozbawione chrumknięcie i wyciągnął z jednej z szuflad długi zwój papieru.

- Może laufowie nie są miłymi i ułożonymi ludźmi, ale tam życie jest o wiele prawdziwsze, niż tutaj. Wszyscy mają przerąbane, ale wszyscy o tym wiedzą. Nie ma tej… atmosfery kłamstwa, która unosi się tutaj wszędzie, jak jakaś mamiąca mgła. Tam jak ktoś cię okrada to cię okrada, a nie zabiera ci pieniądze i każe to znosić w imię boże, bo to datki na świątynię. Jak ktoś żywi urazę to mówi ci to w twarz, a nie uśmiecha się i rozpowiada potem plotki o tobie po całym mieście.

- To nie brzmi jak prawda.

- Ale tak właśnie jest na Lauf-Na-Fai. Ludzie są źli, nikczemni, nierzadko podli i egoistyczni, ale nigdy nie dwulicowi, nie kłamliwi. A przynajmniej… kultura nie jest na tym zbudowana. Wiesz, chodzi mi raczej o różnicę na poziomie społecznym. Wiesz na przykład, czym jest Maul-Anague?

- Nie.

- Już możesz przestać mieszać. - stwierdził Let-e-let, po czym nachylił się nad kotłem i zaciągnął mocno. - Hmmm. Uuuch. Nawet zamroczyło, nieźle. Maul-Anague to lauficki zwyczaj. Jeżeli wykryjesz, że ktoś spiskuje przeciwko tobie, masz święte prawo zabić go nawet i w biały dzień.

- Bardzo cywilizowane zwyczaje.

- Wydaje się głupie, ale jak myślisz, ilu jest chętnych do spiskowania?

- Przeciwko silnym pewnie niewielu. Poza tym, co, jeżeli ktoś skłamie? Zabije kogoś i poda Maul-Anague za powód, mimo, że ten nie uczestniczył w żadnym spisku?

- Potrzebny jest dowód albo świadek. Świadek zawsze przysięga pod Mieczem Prawdy w podobnych sytuacjach.

- A cóż to znowu? Ten miecz?

- Ostrze, które spada ci na łeb, jeśli kłamiesz. - odparł czarodziej i zadowolony zaczął nabierać chochlą wywar z kotła i rozlewać do szklanych buteleczek i fiolek.

- Mam wrażenie, że te genialne sposoby na likwidację spisków wcale nie redukują liczby ofiar śmiertelnych. - oznajmiłam, ciężko opadając na krzesło i łapiąc za wielki wachlarz na długim, drewnianym kiju, który oparty był o ścianę komnaty. Nigdy w życiu jeszcze nie spociłam się tak okropnie, jak podczas przygotowywania tej mikstury. Czary nie były jednak tak lekkim i wygodnym zajęciem, jak sobie wyobrażałam, a już na pewno nie tak, jak przedstawiali je w agnońskich legendach i opowieściach, gdzie czarownicy pstryknięciem palca tworzyli pałace i zmieniali pogodę.

- Wiesz co… zwiedziłem wiele krain i uzmysłowiłem sobie jedną rzecz. Nie można oceniać czyichś zwyczajów przez pryzmat własnych, bo te nasze zawsze wydają się lepsze. Bo tak nas wychowano. Różnice kulturowe trzeba poznać na własnej skórze, zrozumieć i przyswoić. Dopiero wtedy można na prawdę dyskutować nad wyższością jednych albo drugich, nad moralną słusznością czy czymśtam jeszcze. Ale spokojnie, będziesz miała ku temu okazję.

- Co?

- Wybierzemy się do Lauf-Na-Fai prędzej, czy później.

- Zaraz, zaraz. O niczym takim nie było mowy. Na nic się nie zgadzałam.

- Dobrze wiesz, że podjęłaś decyzję, kiedy przekroczyłaś ten próg. Nadejdzie taki dzień, kiedy ani ja, ani ty nie będziemy mogli tutaj zostać. Coś się wydarzy, idzie jakaś burza i nie trzeba wróżyć przyszłości, aby to dostrzec.

- O czym ty gadasz? Nigdzie się nie wybieram! Skąd w ogóle taki pomysł!?

- Jeżeli chcesz na prawdę zrozumieć cokolwiek głębiej, nie możesz siedzieć tutaj na stołku i wczytywać się w księgi. One nie dadzą ci pełnego obrazu. Ani na magię, ani na świat, ani na ludzi. A już na pewno nie na twój cel.

- Mój cel?

- Już zapomniałaś o swojej wizji? Ha!

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze

  • Clariosis 2 miesiące temu
    Przeczytałam dwie części za jednym zamachem. O, dzieje się!
    No proszę, nasza księżniczka w końcu przekonuje się, że będzie musiała za swoją intrygę odkupić większą cenę, niż tylko pot? Ale w sumie co ma rzec - intryga została uknuta wobec niej przez własnego ojca, a wobec ojca knuta jest kolejna... Czyli mamy splot wydarzeń, których już nic a nic nie jest w stanie powstrzymać. Ten kto odpuści będzie przegranym, a przegranym nikt nie chce być. Więc pozostaje po prostu drążyć dalej, aż wizja się wypełni. A wizja, choć niejasna, nie zapowiada niczego dobrego... choć można mieć nadzieję, że tak tylko z pozoru się zdaje. Ale czy na pewno?
    Pięć.
  • Godu 2 miesiące temu
    Bardzo dziękuję za ocenę. Istotnie, wydarzenia powoli zmierzają do pewnego momentu przełamania - dla mnie samego będzie to nie lada wyzwanie, aby połączyć ze sobą wszystkie uplecione dotąd wątki i nadać im sens w nadchodzących wydarzeniach, ale mam nadzieję, że podołam zadaniu :D
  • Clariosis 2 miesiące temu
    Godu Czuję, że jak najbardziej podołasz. :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania