Briljen i Viljen -- Rozdział 3

--- Ichron ---

 

Białozłote smugi światła przezierały przez karmazynowe zasłony zawieszone w oknach. Cztery rogi wielkiej, szczegółowej mapy przytrzymywane były w miejscu przez wygaszone świece na szerokich podstawkach. Blat stołu był kwadratowy - olbrzymi zwój papieru zajmował praktycznie całą jego powierzchnię, bowiem został stworzony właśnie do tego celu, do tego stołu, do tego pokoju. Przy każdej z krawędzi mapy stała jedna osoba - oprócz mnie byli to moi dwaj doradcy, Pelle i Aurben oraz dowódca wojsk Agnonu, sir Nemjod Graul. Pierwszy z nich był zdecydowanie najwyższy, chodził lekko przygarbiony. Jego łysa głowa w połączeniu z pociągłą, nieco pomarszczoną twarzą i trójkątną brodą nadawały mu wyglądu karykaturalnego gargulca, strażniczo górującego nad wszystkimi ze swoją wiecznie czujną, nieco nikczemną miną.

Pelle nie był jednak nikczemnym człowiekiem - jego rodzice oddali go na wychowanie do klasztoru gdy był jeszcze dzieckiem, ich gospodarstwo podupadło i nie mieli środków na utrzymanie syna. Przy całej swojej bystrości i inteligencji młody Pelle był jednak gorliwym sceptykiem i otwarcie podważał nauki Świątyni oraz autorytet Świętych Mężów - toteż nigdy nie udało mu się uzyskać posady w żadnej ze świątynnych instytucji. Został urzędnikiem i powoli piął się po szczeblach kariery aż doszedł tutaj, na królewski dwór. Choć nabrał doświadczenia i był niezrównanym uczonym oraz zarządcą, to po dziś dzień pozostała w nim cyniczna maniera i brak oporów przed wygłaszaniem śmiałych tez, szczególnie takich, które nie wyszłyby z innych ust przez wzgląd na grzeczność, kulturę, obyczaj, religię - i to w nim ceniłem.

Stojący naprzeciw mnie Aurben z domu Malse był mężczyzną o szerokich horyzontach, rozciągających się od jednego wierzchołka stołu aż do drugiego. Horyzonty te zasilał oczywiście królewski skarbiec i pałacowa kuchnia, które - jak sam przyznawał - trzymały go najmocniej na obecnej posadzie. Sęk w tym, że nie miałem żadnych wątpliwości co do Aurbena. Ten pocieszny, tchórzliwy mężczyzna był mistrzem gry i pozoru - z zewnątrz delikatny, opasły balon, sprawiający wrażenie, jak gdyby miał pęknąć w wyniku najmniejszego nakłucia. Jego ton oraz sposób wysławiania się przywodziły na myśl zlęknionego szczeniaka, który - nawet gdy zacznie już szczekać - nie wywołuje najmniejszej grozy.

Kim był jednak faktycznie Aurben z domu Malse? Z domu, który nigdy nie był domem szlacheckim w Agnonie i nie posiada żadnych włości na terenie państwa? Pochodził z Bralje, małej mieściny rybackiej nad rzeką Flost. Nic więcej nie udało mi się dowiedzieć na temat jego dzieciństwa - historia tego człowieka podzielona jest na kilka części, w których pojawia się znikąd w różnych miejscach. Najpierw jako drobny złodziejaszek, później urzędnik celny na granicy, następnie specjalista od przesłuchań na zamku Dejran, z którego sekretnie operuje cała agentura Agnonu. Połowę tych historii usłyszałem z resztą z jego własnych ust - na ile więc można im wierzyć? Zapewne połowa tylko jest prawdziwa, zaś połowa tej połowy opiera się częściowo tylko na faktach. Aurben z domu Malje, którego imię zmyślono a szlachecki herb pojawił się z mojej łaski na jego pelerynie - był głową wszytkich szpiegów, agentów i opłaconych obserwatorów od Białych Szczytów na południu aż po północne wybrzeże. Miał kontakty w kryminalnym półświatku i potrafił znaleźć każdego przestępcę, jeżeli ten zaczynał przeszkadzać królewskim interesom. Stał przede mną bezsprzecznie najbardziej niebezpieczny człowiek w królestwie - tchórzliwy opas, który sączył wino ze srebrnego kielicha.

Trzeci człowiek znajdujący się przy wielkim stole był postacią najnudniejszą i najmniej nieprzewidywalną. Nemjod Graul przy całym swoim geniuszu taktycznym i charyzmie, która pozwalała mu porywać żołnierzy Agnonu do boju w najcięższych nawet chwilach, był jednocześnie człowiekiem zupełnie prostym, gotowym oddać życie za honor i inne zmyślone zasady, które wszyscy na pałacowym dworze traktowali jak bajki. Niedojrzałość czy heroizm? Głupota czy czystość? Słabość czy…? Nie mnie to z resztą oceniać. Liczyła się jego niezachwiana gotowość do wykonywania rozkazów. Z całej trójki, która i tak stanowiła moich najbardziej zaufanych ludzi - gdybym miał powierzyć komuś życie, na pewno nie byłby to sir Graul, bo prędzej bohatersko zginąłby za sprawę, niż zboczył ze ścieżki prawości, by za wszelką cenę dopiąć swego.

- Posłałeś po czarodzieja z Lauf-Na-Fai, Wasza Miłość. - odezwał się w końcu Aurben cieniutkim, udawanym głosikiem. Rozbiegany wzrok, oczy szeroko otwarte w wyrazie dziecięcej naiwności - postać grana groteskowo, kiedy się wie, niezwykle wiarygodna, kiedy tej wiedzy się nie posiada.

- Więc już wiesz, lordzie Malje. Nie spodziewałbym się niczego innego po tobie. - odparłem nieco markotnym tonem, bo i cała dzisiejsza narada była dla mnie tematem ciężkim i odkładałem ją tak długo, jak tylko mogłem.

- Czarodziej? Dlaczego posłałeś aż tak daleko? - spytał Pelle, pomijając kompletnie jakiekolwiek formułki. Kiedyś - niezupełnie mając to na myśli - zasugerowałem mu, aby mówił swobodniej, gdy rozmowa jest prywatna. Od tamtej pory swoboda ta weszła mu w nawyk aż nadto.

- Sprawa jest delikatna i potrzebujemy kogoś, kogo wizerunek nie ucierpi na uczestnictwie w niej. Człowieka, który zbierze na siebie wszelkie niepochlebne słowa i szybko wyjedzie, zabierając ze sobą całą złą pamięć. - odparłem, zerkając na sir Graula, który już nerwowo mrugał oczami. Nie odzywał się jeszcze, rzadko pozwalał sobie na wtrącanie się w sprawy niemilitarne, lecz dawał znać swoją twarzą, że coś wściekle go gryzie.

- Faktycznie, w tym wypadku agnońscy Święci Mężowie odpadają. Czy zechcesz wyjawić nam szczegóły swojego planu, Wasza Miłość? - spytał Aurben. Nikczemna ironia w wypowiedzianych przez niego słowach sprawiła, że drażniące ciepło rozeszło się po moim ciele, od nóg - przez tułów - po głowę. Ten człowiek wszystko już wiedział.

- Nie wydam Viljen za mąż... To Briljen, moja młodsza córka... będzie nagrodą w turnieju. - wydukałem i obserwowałem zdziwienie na wszystkich twarzach oprócz fałdowatej facjaty lorda Malje, udekorowanej bujną koroną kręconych włosów i trzema potężnymi podbródkami.

- Sam rzekłeś, że czujesz się coraz gorzej. Że potrzebujesz dziedzica. Skąd pomysł, aby Briljen wydawać? Co za turniej? - zadał pytanie Pelle, tak oburzony, jakbym właśnie obwieścił, że sprzedam jego żonę i dom.

- Nie widzisz, stary głupcze? Briljenowy małżonek właśnie dostanie królestwo. - odparł Aurben, zmieniając nagle swój słodki i przymilny ton, gdy zwracał się do drugiego doradcy.

- To wbrew świętym prawom. Dziedzicem powinno być najstarsze dziecko. - burknął nagle sir Graul nie wytrzymawszy nabudowanego w jego organizmie napięcia, wybuchł... po cichu, grzecznie.

- Tak. Dlatego właśnie sprowadziłem laufickiego czarnoksiężnika. - odparłem ze spokojnym wzrokiem, próbując ukoić nim rycerskie nerwy dowódcy. - Żaden ze Świętych Mężów nie udzieliłby sakramentu pod Drzewem Kasji, wiedząc, że czyni wbrew prawu kanonicznemu. Do zawiązania królewskiego małzeństwa potrzebny jest czar, to wiecie. Reszty chyba można się domyślić. - skwitowałem, lecz sądząc po minie, jaka wymalowała się na kanciastej twarzy sir Graula, on jeden niekoniecznie się czegokolwiek domyślał.

- Ta sztuczka się nie uda. Ludzie nie na czarodzieja będą pomstować, tylko na ciebie. - zauważył Pelle. - Jak cię nazwą, kiedy wszystkie prawa złamiesz, na których zasadzony jest ten kraj?

- Niech nazywają mnie jak zechcą. - odparłem szybko. - Dla mnie ważnym jest, aby Agnon przetrwał, aby jego lud nie głodował i nie musiał oglądać wiosek spalonych na wojnie. Taki scenariusz jest bliski, Gemesang posuwa się coraz dalej w swojej ekspansji na zachód, mają już bazy wypadowe po tej stronie morza. To dzięki wam Agnon jest nadal Agnonem. Dzięki wam zniszczyliśmy sabotażystów, szpiegów i kaznodziejów z Cesarstwa. Młodzi nie mają pojęcia o tym, co należy robić. Nie wiedzą jak rządzić krajem, co dopiero mówić o takich czasach, jak teraz. Wy musicie rządzić, kiedy ja odejdę. Wam wszystko zostawiam.

- Czyli turniej to dwie pieczenie na jednym ogniu. - rzekł Aurben. - Odwołanie do świętych tradycji, bla, bla, żeby trochę załagodzić tę sztuczkę… i znaleźć rycerzyka, idiotę, którym łatwo będzie sterować.

- Tylko dlaczego Briljen? Po co ta zmiana? - spytał Pelle i przez chwilę nie dowierzałem, że na prawdę zadał to pytanie.

- Briljen ludzie kochają, ona ich zjedna sobie, co byście nie wyprawiali. Ona będzie was słuchać i będzie twarzą tego dworu. A Viljen? Obie córki kocham, ale… Viljen to burza, trąba powietrzna, sztorm. Ona wyprawiałaby co chciała, nikogo by nie usłuchała, ani męża, ani was, ani ludu. Teraz już jest nie do zniesienia, wyobrażasz sobie ją, gdyby dostała władzę? - spytałem, a na twarzy Pelle’a pojawiał się coraz jaśniejszy wyraz zrozumienia. Odszedłem od stołu i powoli skierowałem się do okna, uchylając jedną z zasłon i spoglądając na pałacowe ogrody. Briljen przechadzała się pomiędzy krzewami, jakiś młodzik jak zwykle podglądał ją zza żywopłotu. Ciekawe co by zrobił, gdyby wiedział, że go widzę? Nie dziwiłem mu się szczególnie - sam w jego wieku robiłem gorsze rzeczy. Mimo wszystko ręka sama zaciskała się na niewidzialnym kiju, którym z chęcia sprałbym go po pustej łepetynie - w końcu poglądał moją córkę, co on sobie wyobrażał? Może by tak kazać go obić, dla zasady? Kto wie, jak tak podgląda - może i coś gorszego, głupszego mu do głowy strzeli?

- Tylko co z Viljen w takim razie? Szaleć zacznie. Trzeba dać jej coś w zamian, czymś ją zająć. - zauważył słusznie Aurben, odciągając moją uwagę od chłopaka, któremu planowałem już w głowie bolesne popołudnie i długą tyradę o honorze i moralności.

- To zadanie dla Pelle’a. Znajdziesz coś dla niej, nie wiem, niech się uczy? Może podróż jakaś? Cokolwiek. Jak będzie trzeba to zaczniesz ją ganiać, żeby uciekała. Byle nam nie naknociła. - rzekłem do łysego gargulca, który od razu sposępniał. Wiedziałem, że lubi Viljen a jej trudny charakter sprawiał, że było jej pod tym względem niezwykle blisko do Pelle’a… ale to właśnie dlatego jemu wręczyłem to zadanie. On najlepiej ją zna i on najlepiej się nią zajmie, próbując ukoić jej ból i znosząc razem z nią brzemię niesprawiedliwości, które spadło na nią z mojej ręki.

- Jak sobie życzysz, Wasza Wysokość. - odparł doradca z grzecznością i ukłonem głowy. Obraził się nie na żarty.

- Aurbenie, ty pilnuj czarodzieja. Wywiedziesz się też wszystkiego o kandydatach, którzy się zgłoszą do turnieju. Nie ma tam prawa się znaleźć nikt zza morza. - stwierdziłem, zaś szeroki lord skinął jedynie głową.

- Jakie zadanie należy do mnie? - spytał sir Graul, wyjątkowo niezadowolony ze spisków i knowań, w których przyszło mu uczestniczyć.

- Milczenie i gotowość, sir. - odpowiedziałem bez zastanowienia.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze

  • Clariosis 4 miesiące temu
    Bardzo dobrze opisałeś przedstawione postaci. Rozpocząłeś od krótkiego, ale jednocześnie szczegółowego opisu, dzięki któremu każdy z bohaterów wyróżnia się czymś, a nie jest jedynie imieniem przewalającym się między innymi zdaniami. To ogromny plus. Zaczynamy dowiadywać się coraz więcej, ale pojawiła się u mnie mała uwaga, którą jednak biorę "rezerwowo", bo może będzie to wyjaśnione później. O co chodzi z tymi "świętymi prawami", jakoby nie można było przekazać królestwa mężowi córki? W końcu wychodzi na to, że Ichron nie ma synów, ale córki, więc w takim przypadku władzę nad królestwem powinien przejąć jej mąż. Dlatego nie rozumiem skąd tu takie poruszenie, jakoby to było przeciwko świętemu prawu? Bo jeżeli ustanawiający te prawa byli przekonani, że każdy król doczeka się choć jednego syna, to musieli być doprawdy naiwni. ;) Chyba, że byłaby możliwość przekazania królestwa córce, ale jak wychodzi z całej rozmowy, to raczej nie. Biorę oczywiście to rezerwowo, bo może się jeszcze wyjaśnić, ale wolałam się już teraz podzielić swoimi uwagami. Za tą część stawiam piątkę za opis bohaterów i moment, w którym król dostrzega bohatera z pierwszej części, jak podgląda jego córkę. Bardzo fajnie przepleciona akcja. c:
  • Godu 4 miesiące temu
    Oj, święte prawa - same z nimi kłopoty :D Chodziło o to, że władca powinien przepisać tron najstarszemu dziecku (w sytuacji, gdy nie ma synów - najstarszej córce, tj. de facto jej mężowi, bo Agnon nie odstaje tu bardzo od standardu średniowiecznego i królowa nie ma wiele mocy decyzyjnej), zdecydował się jednak poczynić inaczej - na dziedzica wyznacza młodszą Briljen. Dziękuję, że zwróciłaś mi na to uwagę bo będę wiedział, żeby postarać się lepiej wytłumaczyć te zawiłości w rozdziałach, w których bardziej wniknę w te tematy. Mam nadzieję, że kolejne rozdziały spodobają się nie mniej! :)
  • Clariosis 4 miesiące temu
    Godu Teraz jest już to jasne. :) W takim razie to sugerowałabym, by dopisać, że właśnie o to chodzi, że to ma być pierworodne dziecko. A decyzja króla jest jasna - wyjaśnił, że jego najstarsza córka nie da się tak łatwo do pionu ustawić jak ta druga. :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania