Dzień cd15
Wejście do samochodu wyglądało komicznie. Nachylił się zza kałuży i oparł rękami o karoserię, żeby sięgnąć do zamka. Dłoń oparta o auto nie pozwalała mu jednak otworzyć drzwi. Podskakiwał, próbując ją przesunąć, drugą ręką trzymając klamkę.
— No, debil — usłyszał od strony chodnika.
Mężczyzna od dwójki przechodził obok, jednak jego głowa obracała się tak, by jak najdłużej obserwować scenę.
Tobiasz odepchnął się, stracił trochę równowagi, ale oparł się o samochód obok. Udało się.
Wsiadając, naciągnął to samo ścięgno. Zapiekło jeszcze bardziej. Zatrzasnął drzwi. Miał nadzieję, że będzie to jak zamknięcie książki.
Trochę było.
Nic nie analizował, nie liczył. Automatyka uciszyła na moment umysł. Kluczyki, nawiew, ręczny, pasy. Sięgnął do stacyjki.
W kieszeni telefon zaczął wibrować. Wydłubał go z trudem. Kieszeń naciągnęła się w pozycji siedzącej.
Zosia.
— No, hej, oddzwaniam. Nie mogłam odebrać, bo myłam Ignasia. Tylko na moment spuściłam go z oczu, a on wytaplał się w błocie. Bo u nas pada.
Tobiasz spojrzał przez przednią szybę. Kropla zsunęła się powoli po szkle, zostawiając za sobą cienką smugę.
— Skąd wiedział?
— Co wiedział? O czym ty mówisz?
Odchylił głowę na zagłówek. Na chwilę przymknął oczy.
— Nic. To nie do ciebie.
— A do kogo?
Wycieraczka przesunęła się po szybie, zgarniając wodę.
— Czy ty mnie w ogóle słuchałeś?
Tobiasz spojrzał na zaparowaną boczną szybę. Przetarł ją dłonią, ale tylko rozmazał wilgoć.
— Tak. Myłaś Ignasia.
Po drugiej stronie zapadła krótka cisza.
— Byłeś na badaniu?
— Tak. Wszystko dobrze.
Westchnął.
— To dobrze. Opowiesz w domu. Z rynny się leje. Miałeś poprawić. W końcu nam tynk odpadnie od tego zalewania. Tyle razy prosiłam.
Spojrzał w lusterko. Mężczyzna od dwójki był już kilka samochodów dalej. Szedł chodnikiem, ale co jakiś czas oglądał się jeszcze za siebie.
— Tak. I zawsze w deszcz.
— Tak, w deszcz, bo mi się przypomina. Kto powinien o tym myśleć? Ja?
Zresztą — dodała — tynkować też nie będę. Rób, jak chcesz.
— Zrobię to. Zrobię.
— A, jeszcze masz krew w tym tygodniu.
Tobiasz westchnął i oparł dłoń na kierownicy. Skóra kierownicy była chłodna.
— Wiem, pamiętam.
— I kolonoskopię, ale to muszę umówić.
— O Boże, naprawdę? Przecież jestem zdrowy.
Ręka zacisnęła się na kierownicy.
— Nie zaczynaj. Umówiliśmy się, że po czterdziestce robimy komplet badań.
Ten ton.. — pomyślał.
— Czy wszystkie muszą być od tyłu?
Po drugiej stronie rozległo się krótkie westchnienie.
— Nie marudź. To ważne.
— Jasne. Ważne teraz, bo ty masz trzydzieści siedem.
— Tak. I za trzy lata nie tylko je zrobię, ale sama, słyszysz, sama tego dopilnuję. Nie będzie mi nikt tego załatwiał ani prowadzał jak dziecko.
Tobiasz milczał. Z dachu samochodu spływała woda, cienkimi strużkami znikając za krawędzią szyby.
— I gdybym potrafiła, to rynnę też bym dawno zrobiła, bo aż wstyd. Ile to już? Dwa lata?
Spojrzał na podsufitkę.
— Bo mam inne rzeczy. Dobrze, słuchaj, muszę jechać. Pogadamy potem.
— Jasne. Mi też miło z tobą rozmawiać!
— Pa.
Rozłączył się.
— O Boże!
Telefon został mu w dłoni. Ekran jeszcze przez chwilę świecił, odbijając się w mokrej szybie, aż w końcu zgasł.
W jego głosie był gniew — na Zosię i na siebie.
Jedna rozmowa, dwa kłamstwa, trzy porażki.
Ta myśl zabolała.
Miałeś nie być idiotą. Miałeś nie kłamać. Miałeś dostrzec...
Popatrzył na telefon. Rozwiązanie leżało w dłoni, dostępne.
I co?
Ma powiedzieć o Starcu? Ma powiedzieć, że nie chciał rozmawiać, bo ma ważniejsze rzeczy — myślenie o muchach i liczenie kropel? Ma przyznać, że bez niej nie dbałby o nic?
O nie.
Odłożył telefon na siedzenie pasażera. Przez szybę zobaczył człowieka biegnącego przez ulicę. Mężczyzna przycisnął teczkę do piersi i przeskoczył przez kałużę. Samochód jadący z naprzeciwka ochlapał mu nogawki.
Być szczerym to rozebrać się do naga i wybiec na ulicę, pod koła. Być szczerym i prawdziwym to można w domu wariatów. Tam, gdzie nikogo nic nie dziwi.
Czy oni są szczęśliwi?
Nie, bo krzyczą i płaczą.
Ale zaraz, zaraz.
Jest!
Jest jedna odpowiedź, kawałek układanki.
Tobiasz wyprostował się.
Skoro ja nie wiedziałem o Ignasiu, a on wiedział, to on...
Nie może być...
Tak!
A może nie?
Nie, no tak!
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania