Pokaż listęUkryj listę

Kaleka księżniczka z końca świata: Ta najgorsza

15 września 2026, wtorek, 14:20, hol przy stołówce w ośrodku w Wielkopolsce

 

Coś mnie drapie w gardle od rana, ale nie na tyle mocno, by było warto o tym wspominać. Znając życie gdybym powiedziała o tym komukolwiek z fizjoterapeutów poszłoby to dalej, być może nawet by dotarło do władz ośrodka i bym nie mogła uczęszczać na zajęcia,a to ostatnie czego potrzebuję.

 

Jadę wózkiem w stronę stołówki, licząc, że zdążę zająć jakiś wolny stolik. Ostatnio częściej poruszam się po ośrodku samodzielnie (chociaż na wózku). Uważam to za duży sukces. To chyba ta nowa, większa dawka baclofenu sprawia że jestem mniej lękliwa.

 

Krystyna siedzi w kółeczku. Matka siedzi na kanapie, w okół niej gromadzi się parę osób na wózkach, tworząc symetryczne kółeczko. Kojarzę to towarzystwo tylko z widzenia - pracujący, towarzyscy, ci, z których mam brać przykład. Jedna z nich, Sandra, trzyma w ręce telefon i coś na nim pokazuje Krystynie, obie pochylone nad tym jak nad jakimś świętym graalem.

 

- O, właśnie, Lilu! - Woła Krystyna, kiedy mnie zauważa, machając do mnie ręką. - Sandra pomoże ci z pracą. Ta dziewczyna to ma kontakty, mówię ci.

 

Zatrzymuję się, zaciskając dłonie na obręczach wózka. Czuję jak wypełnia mnie zimno pomimo że w ośrodku zdecydowanie przeginają z ogrzewaniem, szczególnie jako na wrzesień. Postanawiam zacząć spokojnie. Rzeczowo. Tak jak zawsze, gdy coś innego chce przejąć nade mną kontrolę.

 

- Jakich ofert?

- No, zdalna obsługa klienta, coś z pisaniem tekstów, jest nawet coś w call center - wylicza Sandra, patrząc na mnie tym swoim wzrokiem pełnym dumny, jakby conajmniej uratowała afrykańskie dzieci przed wielkim głodem.

- Doceniam, że chciałaś pomóc, ale to nie jest potrzebne - odpowiadam, starając się, żeby zabrzmiało to jak fakt, nie jak emocja. - Jeśli będę chciała pracować, sama się za to zabiorę. Umiem obsługiwać wyszukiwarkę,bez obaw.

- Ej, no co ty, ja tylko chciałam pomóc - Sandra zmarszczyła brwi, jakby nie spodziewała się reakcji innej niż bezgraniczna wdzięczność.

- Doceniam intencje, ale jeśli masz takie samarytańskie odruchy tu było się zgłosić do mnie, nie do mojej matki.

 

Zapada cisza. Myślałam, że może na tym się skończy - w końcu przedstawiłam swoje stanowisko dość jasno.

 

- A w ogóle to czemu ty nigdy nie przychodzisz wieczorami do świetlicy? - pyta Sandra, odkładając telefon. - Wszyscy tam są, można pogadać, pośmiać się.

- Jestem zmęczona po zajęciach. Nie mam wtedy siły na cokolwiek innego niż gapienie się godzinami w sufit,a szczególnie na interakcje społeczne. To chyba zrozumiałe, biorąc pod uwagę, ile godzin dziennie tu ćwiczymy.

- No ale przecież po to tu przyjeżdżasz, żeby się z ludźmi zobaczyć - mówi, jakby to była oczywistość, której nikt wcześniej nie raczył mi uświadomić.

 

Wciąż próbuję trzymać się faktów, w głowie szukam kolejnych argumentów, czegoś, co dałoby się logicznie obronić. Jeśli emocje dojdą do głosu to nie będę lepsza od nich. A przecież wiem, że jestem.

 

- Może ty. Ja przyjeżdżam tu na rehabilitację. Płaci się tu za zabiegi, to nie są kolonie dla dorosłych. Gdybym chciała pogawędek przy herbacie to nie marnowałabym na to dwunastu tysięcy.

- No to czemu w ogóle tu przyjeżdżasz? - wtrąca ktoś inny z kółka, z uśmieszkiem, który nie do końca wiem, jak interpretować.

- Bo potrzebuję rehabilitacji. To powinno być oczywiste.

 

Sandra kiwa głową, ale robi to w sposób, który sugeruje, że wcale się nie zgadza, tylko czeka na swoją kolej, żeby zacząć od nowa.

- No wiesz, ja na przykład lubię czuć się potrzebna. To normalne, każdy tego potrzebuje.

- Nie każdy potrzebuje dokładnie tego samego - odpowiadam, wciąż w miarę spokojnie, chociaż czuję, jak coś się we mnie niebezpieczne napina. - To, że tobie to daje satysfakcję, nie znaczy, że musi dawać mnie.

- To bardzo źle!

- Nie każdy jest tobą, nie mierz mnie swoją miarą.

- Że co proszę?! - Sandra już porzuciła rolę dobrodusznego aniołka. Teraz jej głos stał się żałośnie piskliwy, chociaż pewnie chciała zabrzmieć groźnie.

 

Chciałam odpowiedzieć na to wszystko najchłodniej i najbardziej logiczne jak się da. Naprawdę chciałam. Nie z powodu jakiejś wydumanej moralności, po prostu lubię patrzeć z góry na ludzi miotających się w swoich malutkich emocjach gdy zgniatam ich kruchutkie ego. Ale nawet ja mam jakieś granice.

- Nie zrozumiesz. Nie jesteś na moim poziomie intelektualnym, tak samo jak cała reszta twoich przyjaciół.

 

Zapada cisza, niestety na krótko,bo ktoś,kogo nie kojarzę nawet z imienia, rzuca , że może bym się napiła piwka wieczorem, skoro i tak piją tam codziennie, że może w końcu bym nie była taka sztywna.

 

- Ależ patologia - mówię tylko, i to chyba jest gorsze niż wszystko, co powiedziałam do tej pory, sądząc po tym że teraz zamilkli na dłużej.

- No wiesz co,Krysiu, ale ty to masz charakterną córkę - mówi jeszcze ktoś, kręcąc głową. - Nie da się jej przegadać.

 

Matka śmieje się nerwowo, przeprasza wszystkich, po czym chwyta rączki mojego wózka i odciąga na bok, na drugą stronę holu gdzie nikt nas nie usłyszy.

- Nie wolno obrażać ludzi!

- Mogli nie zaczynać.

 

Krystyna nie odpowiada. A ja myślę tylko, że przez chwilę naprawdę się starałam trzymałam nerwy na wodzy, starałam się być do bólu logiczna, ale to i tak nic nie dało, bo nikt tam nie chciał mojej logiki, tylko żebym w końcu ustąpiła. Ich niedoczekanie.

 

---

 

15 września 2026, wtorek, 21:52, pokój w ośrodku

 

Piszę do Józefiny, zanim zdążę się zastanowić, czy warto. Opisałam wszystko bardzo dokładnie.

Odpowiedź przychodzi szybciej niż zwykle.

„Prawidłowo, nie rób sobie żadnych wyrzutów"

 

Tylko tyle. Ale to i tak więcej niż się spodziewałam.

 

„Serio tak myślisz?" - pytam,bo niedowierzam. Ktoś naprawdę jest po mojej stronie w tym konflikcie?

"A czy kiedykolwiek cię okłamałam?"- odpisuje, i wiem że to pytanie retoryczne. Swoją drogą, to chyba nasza najdłuższa konwersacja w tym miesiącu.

 

Odkładam telefon, gardło daję o sobie znać o wiele bardziej niż rano,ale to nie jest ważne. Ważne że ktoś rozumie, nawet jeśli wyraża to zaledwie w trzech słowach.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania