Pokaż listęUkryj listę

Stary przyjaciel część 25. Star Wars

Podczas ostatniego dnia wędrówki nie wydarzyło się nic nadzwyczajnego. Słońce jak zwykle przypiekało na twarzy a pomarańczowy piach i pył przylegały do wilgotnych od potu ubrań. Tak jak przewidziała Asaro, znaleźli po drodze pare rozładowanych i pozostawionych na pastwę upału ciał droidów, które zbłądziły w geologicznym labiryncie i w skutek utraty łączności nie były w stanie wrócić do dowództwa. Podróżującym raz zdarzyło się też napotkać stado wołopodobnych stworzeń. Etreetee nazwała je urqvizami i powiedziała, że Ziemia Labiryntu leży na szlaku ich corocznych migracji. Po krótkiej rozmowie z kulturoznawczynią Asaro dowiedziała się, że zwierzęta te wykazują jedną z największych w galaktyce odporności na brak wody a wszystko dzięki niezwykle wydajnemu procesowi odzyskiwania jej i ponownego wykorzystywania przez organizm. Dodatkowo były ją w stanie magazynować w swoim ciele, co czyniło je cennym łupem dla dawnej cywilizacji Qish w okresie, gdy planeta zmieniała się w pustynię.

Również w tym okresie powstawało coś nazywanego przez naukowców pasami zieleni. Pomimo ogromnych temperatur na całej powierzchni na biegunach planety utrzymywały się czapy lodowe. Przesuwający się lodowiec wychodził poza obszar ujemnych temperatur by tam zamienić się w spore jeziora lub krótkie, szerokie rzeki. W skutek ogromnej dostępności wody w pasach zieleni skupiała się niemalże cała flora i fauna Qish.

Pomimo tych atutów pasy zieleni nie były jednak dobrym miejscem do mieszkania czy zakładania osad. Każde powstałe w nich miasto mogło przetrwać najwyżej do końca cyklu planety. W momencie gdy klimat łagodniał a pustynna planeta pokrywała się wodą i zieleniła od roślin, lodowce mogły przesunąć się ku niższym szerokościom geograficznym, pokrywając w ten sposób spory obszar, sięgając nawet dalej niż wcześniejsze pasy zieleni, co było jednoznaczne ze zmieceniem z powierzchni planety wszystkiego co stanie im na drodze.

Asaro doceniała wiedzę Etreetee. Okazało się też, że gdy blondynka odrzuciła swoje wcześniejsze uprzedzenia do Jedi i nieco się z nią zaprzyjaźniła, potrafiła bardzo ciekawie opowiadać. Zapytana o to, czy nie poświęciłaby się pracy na uniwersytecie odpowiedziała jednak przecząco. Wolała odkrywać i badać przeszłość obu planet, znajdywać powiązania i uważała, że praca na uczelni tylko by ją ograniczała.

- Wiesz, miałam kiedyś taki ciekawy sen – powiedziała Etreetee. – To było chyba gdy… gdy zasnęłam przy pracach na Ziemi Labiryntu właśnie. Szukaliśmy wtedy czegoś podobnego do wczoraj odkrytej jaskini.

- A co było dziwnego w tym śnie? – spytała Asaro.

- Byłam na statku kosmicznym i rozmawiałam z kimś wysoko postawionym… być może nawet z jakimś generałem… nie pamiętam już – speszyła się trochę. – W każdym razie prosił mnie o projekt. Miałam mu wymyślić jak mogłaby wyglądać stacja kosmiczna. Z jakichś powodów zależało mu, żeby przypominała księżyc. Pokazał mi nawet projekt i poprosił abym pomyślała nad materiałami. Chodziło o to, żeby było zarówno wytrzymałe jak i przypominało ciało niebieskie.

- Poprosił ciebie o materiały?

- No to jest właśnie dziwne, bo ja przecież nic na ich temat nie wiem. Ale cóż, w końcu to sen.

Widać było, że zbliżali się do końca wędrówki. Kaniony jakimi przyszło im się poruszać powoli robiły się mniej zawiłe i coraz szersze. Teren również zmienił formę i płaskie dotąd ścieżki zaczęły prowadzić pod górę. Ich cel stał u podnóża góry a najprostsza droga do niego prowadziła właśnie przez Avuno Zefeeroshegsheq.

Kiedy słońce znajdowało się już w połowie drogi od południa do zniknięcia za horyzontem, zza piaskowcowej ściany kanionu wyłonił się obraz niewielkiego płaskowyżu kończącego się u stóp masywnego wzniesienia. Tam właśnie stał budynek elektrowni.

Bryła była prosta. Widać było wyraźne łączenia przywiezionych na Qish modułów. Asaro rozpoznała wysokotransmisyjne kable wystające z boku konstrukcji i zmierzające ku południu. O dziwo budynek nie był mocno chroniony. Poważnym umocnieniem były jedynie działa przeciwlotnicze. Najwyraźniej separatyści zakładali, że ich obrona orbitalna wytrzyma ataki nieprzyjaciela lub uznali, że elektrownia nie jest dla nich aż tak istotna, co nie byłoby pocieszającą informacją. Asaro wyruszyła do elektrowni zakładając, że tutaj uda jej się pozyskać informacje na temat planów nieprzyjaciela. Jeśli okaże się, że wszystko to było na marne, straci niepotrzebnie kolejne trzy dni.

Cała drużyna ukryła się w cieniu wysokich skał. Asaro wyjęła z torby lornetkę. Do płotu nie mogło być więcej jak cztery kilometry. Na szczęście teren poprzecinany był szczelinami i skalnymi głazami, co pozwalało na efektywne ukrycie.

- Pike – przywołała żołnierza. Postać w szaro-zielonym pancerzu pojawiła się przed Jedi. – Wyruszycie wszyscy na elektrownię. Przejmujesz dowodzenie nad grupą. Ja zostanę tutaj i będę w kontakcie. – Rzuciła okiem na komunikator. Znów mieli zasięg a jedna z kontrolek na urządzeniu migała wskazując na nieodebraną wiadomość. – Nie wiemy co uda nam się wyciągnąć z komputerów elektrowni. Meldujcie o wszystkich cennych danych jakie pozyskacie i przede wszystkim nie dajcie się wykryć.

- Tak jest, Sir! Słyszeliście panią generał. Włączać maskowanie i marsz na elektrownię.

Piątka klonów i astromech wybiegła z ukrycia i powoli zniknęła z oczu dwóch kobiet stapiając się z tłem. Asaro uśmiechnęła się, przywołując wspomnienia niemalże sprzed roku.

- Co teraz robimy? – spytała Etreetee.

- Czekamy – odpowiedziała Jedi i założyła zieloną, wizyjną chustę na twarz. Przed jej oczami wyświetliły się informacje na temat całej drużyny. Na minimapce widziała kolorowe punkty oznaczające położenie klonów. Niestety mogła korzystać tylko z danych republiki i elektrownia nie była na niej zaznaczona.

Przypomniała sobie o nieodebranej wiadomości. Usiadła w cieniu i włączyła holoprzekaźnik.

- Mistrzyni – urządzenie wyświetliło postać jej padawana – tej nocy zostaliśmy zaatakowani przez droidów komandosów. Wstyd się przyznać, ale obeszli nasze zabezpieczenia. Była to mała grupa. Na szczęście praktycznie nie mamy strat w ludziach, ale okazało się, że coś innego było ich celem. Udało im się wysadzić nasze stanowiska z zaopatrzeniem. Według obecnych szacunków nie wystarczy nam go na więcej niż trzy dni. Jeśli nic się nie zmieni, a ty mistrzyni, nie wrócisz z lepszym planem, za dwa dni ruszamy na stolicę. To samobójczy plan, lecz nie mamy innego wyjścia. Za dwa dni będziemy pod ścianą i będziemy musieli podjąć walkę. Mam nadzieję, że wrócisz szybko z dobrymi wieściami.

Obraz zniknął. Asaro patrzyła przez chwilę w milczące już urządzenie. Przywiesiła przekaźnik do paska i schowała twarz w dłoniach. Bała się przyznać przed samą sobą, że nie ma planu. Bała się pomyśleć, że przegrała tę wojnę. Nie miała żadnej pewności, że w elektrowni znajdują się jakiekolwiek cenne dane. Można z niej było w najgorszym wypadku wysłać wiadomość do republiki. Przecież ktoś musi nasłuchiwać obleganego układu. Zaraz potem uderzył ją jednak fakt, że bez konkretnego powodu najprawdopodobniej pozwolą im zginąć i nie wyślą wojsk. Zwyczajnie się to nie opłaca.

Zastanawiała ją też inna sprawa. Celem ataku było bezpośrednie skrócenie pobytu wojsk republiki. Jeżeli tak im zależało na pozbyciu się nieprzyjaciela, dlaczego nie zastosowali ostrzału orbitalnego. Początkowo myślała, że to dlatego, iż wiedzieli, że wojska republiki zostały uwięzione pod blokadą i nie mają szans na ucieczkę a ostrzał byłby zwyczajnym marnowaniem pocisków i energii.

- Dlaczego nie ostrzał orbitalny? – powiedziała sama do siebie.

- Pewnie ze względu na geologię – odezwała się nagle Etreetee. Asaro przez chwilę zupełnie zapomniała o jej istnieniu. Kulturoznawczyni musiała usłyszeć wiadomość od Treeke. Jedi popatrzyła na nią pytająco.

- Qish to geologicznie aktywna planeta. Gorąco jest tu też ze względu na bardzo aktywne jądro. Mamy nawet Pustynię Samotnych Gór gdzie na ogromnym płaskim terenie znajdują się uśpione wulkany. Ostrzał orbitalny mógłby naruszyć strukturę tektoniczną i spowodować niewyobrażalne straty.

- Tak sądzisz? Nawet jeśli, to byłyby to tylko lokalne trzęsienia.

- Może być że nie. Za czasów wczesnej cywilizacji tubylcy testowali nową broń. Miała być to swego rodzaju bomba, czy coś takiego, powodująca trzęsienia ziemi. Ich eksperymenty były tragiczne w skutkach. Po detonacji spowodowali trzęsienie rozciągające się na połowę globu. Była to jedna z największych klęsk, jakie dotknęły Qish w historii… nie licząc cyklicznych susz oczywiście. Stało się to ze względu na niesamowitą aktywność geologiczną. Może nie zwróciłaś uwagi, ale cztery dni temu w nocy miało miejsce lekkie trzęsienie ziemi. Takie „pomruki” jak to się nazywa, są częstym zjawiskiem.

- Sugerujesz, że ostrzał orbitalny byłby na tyle silny, aby wywołać efekty podobne do tej bomby?

- Wydaje mi się, że tak. Przecież obecne działa krążowników są wielokrotnie silniejsze niż pradawna eksplozja. Wstrząsy na pewno sięgnęłyby stolicy.

- A tam separatyści mają centralę. Twoja teoria może mieć dużo sensu – przyznała Jedi znów zadziwiona wiedzą blondynki. Nie spodziewała się usłyszeć takich informacji od drobniutkiej, jąkającej się i wiecznie przelęknionej kobiety.

Zakończywszy rozmowę, Asaro ponownie oparła się plecami o kamienną ścianę. Spojrzała na położenie klonów. Kolorowe kropki migotały jej przed oczami.

„Proszę. W końcu musimy znaleźć jakieś rozwiązanie” pomyślała.

 

*

 

Klon schował się za głazem. Pokonali już około połowę drogi do elektrowni. Starali trzymać się w bezpiecznych odstępach żeby w razie wykrycia jednego z żołnierzy, reszta nie była narażona. Pierwszy szedł Shad. Jego umiejętności w skradaniu pozwalały na wybranie najlepszej, najbezpieczniejszej drogi do celu. Nie zawsze oznaczało to drogę najkrótszą. Na domiar złego okazało się, że na płaskowyżu również znajdują się nory przeklętych qurraków. Lightning, Shad i Pi zostali poinformowani o bestiach i teraz szerokim łukiem omijali zagłębienia w skalnym płaszczu planety.

- Stójcie! – usłyszała grupa w komunikatorach. – Muszę sprawdzić dalszy teren – odezwał się Shad.

Niewidoczna postać wyłoniła się zza głazu. Obejrzał dokładnie płaskowyż. Musiał przyznać, że nie mieli szczęścia. Im bliżej budynku się znajdywali, tym gładsza była przestrzeń. Separatyści najwyraźniej oczyścili wszystko przezornie, zanim postawili tu modułową konstrukcję. Shad uważnie przyglądał się płaskowyżowi.

- Dobra, mam plan. Ale się wam nie spodoba – powiedział. – Na wschód od naszej pozycji znajduje się duże zagęszczenie nor tych dzikich bestii.

- Qurraków? – odezwał się Lightning. – O nie, Shad, nawet o tym nie myśl!

- Można ich użyć jako osłony. Te bestie i tak nas nie wykryją… jeśli będziemy wystarczająco cicho. Nie mamy przecież całkowitego maskowania. Przebycie takiej odległości na pustym polu to samobójstwo.

- Jakby patrole droidów nie były wystarczającą przeszkodą – dodał Pi. – Jeden na nas prawie wpadł.

- Nie marudzić! – zakomenderował Pike. – Shad zna się na tym co robi. Innej opcji nie mamy. Kontynuuj!

- Tak jest, sir!

Shad jeszcze raz rozejrzał się uważnie. Od najbliższej nory dzieliło go dziesięć metrów. Obejrzał się czy nie zbliża się żaden patrol droidów i szybkimi, krótkimi skokami znalazł się w skalnym zagłębieniu. Położył się na brzuchu w głębi jamy. Na wyświetlanej pod hełmem mapie zobaczył jak pięć kropek, jedna po drugiej, zmienia swoje położenie.

Jego pomysł nie był taki szalony. Podczas lotu na tę planetę czytał o jej geologii i faunie. Swoje umiejętności skradania trenował jeszcze na Kamino. Znał na pamięć dziesiątki schematów planet i ich ukształtowania terenu. Dzięki tym informacjom mógł dopasować Qish do jednego z takich schematów. Wyczytał też, że qurraki unikają zamieszkałych obszarów i często porzucają swoje nory. Prawdopodobnie działania separatystów wygoniły te drapieżne bestie i puste jamy mogły służyć za kryjówki dla żołnierzy. Nie ociągając się przebiegł do kolejnej nory.

Przemieszczanie szło im płynnie a co najważniejsze bez bycia zauważonym. Im bliżej elektrowni byli, tym mniej prawdopodobne wydawało się natrafienie dzikiej bestii.

Shad wykonał sus do kolejnej jamy. Kiedy lądował spod butów osunęła mu się grudka kamieni, która z cichym stukotem potoczyła się w głąb nory. Klon położył się na brzuchu, kiedy jego uszu dobiegł niepokojący odgłos. Usłyszał jakby sapanie potężnego psa. Natychmiast spojrzał za siebie. Jego spojrzenie napotkało szparkowe oczy dzikiej bestii. Po chwili ryk wypełnił całą jamę. Nie czekając ani chwili dłużej, Shad wyskoczył z zagłębienia.

- Znalazłem jednego!

Potężna bestia wyłoniła się spod ziemi, wzniecając pomarańczowy pył. Potówór rozglądał się. Jego nozdrza wyraźnie wyczuwały zapach żywego mięsa jednak oczy niczego nie rejestrowały.

- Shad! Wynoś się stamtąd! – rozkazał Pike. Żołnierzowi nie trzeba było powtarzać. Wszyscy na mapie zobaczyli jak fioletowa kropka gwałtownie zaczęła oddalać się od dzikiej bestii. Qurrak zaryczał wściekle i uderzył jednym z ogonów w ziemię przed sobą. Kolce pozostawiły wyraźny ślad w piaskowcowym podłożu.

- Kapitanie! Działa! – odezwał się Pi. Pike natychmiast spojrzał w stronę elektrowni. Wieżyczki obronne zwróciły się w stronę stwora.

- Wszyscy pod ziemię! – wydał rozkaz kapitan.

Każdy z klonów zsunął się w głąb jamy. Po chwili słychać już było tylko odgłosy strzałów ciężkich dział i ryk dzikiej bestii. Tumany pomarańczowego pyłu przysłoniły niebo a do pustych nor wpadały dziesiątki malutkich kamieni.

Po paru sekundach ostrzał ustał a qurrak nie wydawał już żadnych dźwięków. Pierwszy z jamy wyjrzał Pike.

- Shad, żyjesz? – Komunikator milczał. – Shad? Shad zgłoś się! SH55-2 odpowiedz na wezwanie!

- Żyję… kapitanie. Melduje się… SH55-2 alias Shad.

- Czy odniosłeś jakieś obrażenia?

- Trochę… trochę mną miotnęło, ale raczej jest w porządku. – Pike spojrzał na mapę. Nie było wątpliwości, że Shad nie przebiegł takiej odległości w tak krótkim czasie. Od nory, z której wyszedł nieszczęsny qurrak, do kamienia, przy którym znajdował się zwiadowca, było około czterdziestu metrów.

- Czy możesz kontynuować misję?

- Tak jest, sir! – powiedział tym razem pewnie Shad.

- Nienawidzę tych pieprzonych kurczaków – odezwał się Lifted.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (6)

  • Kapelusznik rok temu
    No - w końcu kontynuacja - trochę ci zajęło.
    Opisy fajne i wyjaśnienia satysfakcjonujące - jedyny minus to ten tekst nawiązujący do Gwiazdy Śmierci - to mogłaś sobie odpuścić.
    Podoba mi się rosnące napięcie i chęć sukcesów, mimo że nie ma dowodu że jakiekolwiek się pojawią.
    Uwag właściwie nie mam.
    5
    Pozdrawiam
    Kapelusznik
  • Pontàrú rok temu
    Trochę zajęło bo życie się toczy a to i coraz bardziej pod górkę. Spodobał mi się twój pomysł na wyjasnienie to podkradam.
    Ten fragment z gwiazdą śmierci… no cóż, lubię gdy moje postacie przeplatają się przez różne dzieje Star Wars. Jakiś taki fetysz ;)
    Cieszę się, że udało się stworzyć jakieś napięcie.
    PS, demona ogarnę później bo kolokwialnie mówiąc, padam na ryj. Miał być dzisiaj ale trochę za dużo czasu mi zeszło
  • Kapelusznik rok temu
    Pontàrú
    Luzik - nie popędzam
    Sam mam coraz więcej na łbie...
  • krajew34 rok temu
    Wprawdzie pasy zieleni są oddalone dwoma zdaniami, ale niestety wizualnie to nadal blisko, wyraźnie widać użycie 2x tego samego słowa. Dodatkowo następny zaczynasz tymi samymi słowami, i po raz czwarty trochę dalej. :)
    Elektrownia, elektrownia - że elektrownia nie jest dla nich aż tak istotna, co nie byłoby pocieszającą informacją. Asaro wyruszyła do elektrowni
    drogi,drogi - drogi do elektrowni. Starali trzymać się w bezpiecznych odstępach żeby w razie wykrycia jednego z żołnierzy, reszta nie była narażona. Pierwszy szedł Shad. Jego umiejętności w skradaniu pozwalały na wybranie najlepszej, najbezpieczniejszej drogi
    planete, planet - planetę czytał o jej geologii i faunie. Swoje umiejętności skradania trenował jeszcze na Kamino. Znał na pamięć dziesiątki schematów planet
    To tylko moje spostrzerzenia, nie musisz nic z tym robić, jeśli nie chcesz. :)
    Rozdział nadal ciekawy, bez śladów nudy.
  • Nefer 9 miesięcy temu
    Akcja postępuje naprzód, podobnie jak patrol Asaro. Pomimowszystko, zakładam, że coś w tej elektrowni znajdą. Drobna uwaga formalna. Przyjmując rozkazy od Asaro Pike odpowieda formułką "Tak jest, Sir!". Trochę to dziwne, ponieważ Asaro jest kobietą. W podobnych sytuacjach autorzy SF (np. D. Webber, seria o Honor Harrington - to już klasyka militarnej SF) stosują formułkę "Tak jest, M'am!". Wkracza ona również do współczesnych, realnie istniejących armii (oczywiscie, anglojęzycznych).
    Pozdrawiam
  • Pontàrú 9 miesięcy temu
    Faktycznie to "sir" mi nie pasowało ale nie było mi wiadome jak je zastąpić. Dzięki za wskazówkę. W późniejszych tekstach też to się pojawia także troszkę czeka mnie zmieniania ;)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania