Pokaż listęUkryj listę

Stary przyjaciel część 42. Star Wars

Szaro-zielony myśliwiec przemknął tuż przed oknami sterówki krążownika. Dookoła rozlegały się odgłosy strzałów a na niebie widniały kształty setek myśliwców. Obie strony ponosiły straty jednak, ku uciesze znajdujących się na statku dowodzących, droidy bez łączności z serwerem głównym naprawdę stawały się zdecydowanie mniejszym zagrożeniem.

— Jak sytuacja? — spytała stojąca przy stole niebieskoskóra twi’lekanka. Jej palce były mocno wczepione w obudowę urządzenia; widać było, że przeżywa całe wydarzenie.

— Trudno powiedzieć — odpowiedział mężczyzna. — Nie mamy żadnej łączności ze statkami. Zażądaliśmy jedynie by w regularnych odstępach czasu ktoś zgłaszał się do hangaru i przenosił dane na pokład.

— Na pewno nie możem nic więcej zrobić?

— W obecnej sytuacji, nie. Kapitan Umbra zaraz poleci powtórzyć manewr zwabiania droidów do Ziemi Labiryntu, jednak nie liczyłbym, iż manewr będzie tak skuteczny jak za pierwszym razem. Separatyści widzą już, że nie jesteśmy zagrożeniem, więc nie wyślą do nas swoich jednostek.

— Jeżeli tak, to powinniśmy zaraz móc skierować nasze myśliwce aby dołączyły do walczących na orbicie — próbowała znaleźć jakieś rozwiązanie Valkiria.

— Niestety taka opcja też odpada. Nasze wojska znalazłyby się na tyłach sił przeciwnika. Nie ma szans by grupa myśliwców bez żadnej osłony pokonała blokadę.

— Możemy jednak spróbować stać się większym zagrożeniem — dołączyła do rozmowy, stojąca do tej pory przy oknie Asaro. Cały czas starała się obserwować swój statek a w nim jej Padawana. Często ciarki ją przechodziły jak młokos wykonywał szalone manewry w celu uniknięcia ataków wroga lub szarżował aby pomóc osaczonym przez droidy żołnierzom. — Jak słusznie pan zauważył, separatyści w końcu zrozumieją, że nie ma sensu wysyłać do nas większej ilości wojska. Raz wpadli w pułapkę i więcej do tego nie dopuszczą. — Valkiria patrzyła na Jedi wyczuwając nadciągającą dalszą część wypowiedzi, mogącą zwiastować jakąś większą akcję. — Kiedy sytuacja się uspokoi będziemy mogli spróbować opuścić strefę zakłóceń i nawiązać łączność z flotą na orbicie. Jak na razie nawet nie wiemy czy mamy do czynienia z republiką czy może z Qirinee. Jeśli udałoby się w jakiś sposób skoordynować działania, można by spróbować ataku na stolice wedle pierwotnego planu. — Spojrzała na Valkirię, która uśmiechnęła się na możliwość wprowadzenia w życie jej pomysłu.

— Nie dotrzemy tam — powiedział Talis. — Mamy do przebycia pustynię a wróg dysponuje działami przeciwlotniczymi. Jedyna szansa to atak prosto z orbity. Nawet ukradziony droidom generator osłon nie pomoże.

— Dlatego musimy poczekać na rozwinięcie sytuacji nad planetą i dlatego należałoby podjąć próbę odnowienia kontaktu. Nie ma potrzeby dłużej pozostawać w ukryciu. Nasze urządzenia powinny móc złapać sygnał z orbity nawet przy minimalnym zasięgu.

— Jakie zatem rozkazy?

— Kiedy na krążownik przybędzie kolejna seria meldunków przekaż wszystkim, że gdy pozbędziemy się droidów przesuwamy nasze okręty bliżej zachodniej granicy Ziemi Labiryntu, na tyle daleko, aby nawiązać połączenie z walczącą na orbicie flotą.

 

*

 

Sytuacja zaczynała się komplikować. Pomimo dobrego startu wróg zaczął odrabiać straty. Krążownik Providence zasypywał oddziały republiki seriami potężnych strzałów a szybkie fregaty uniemożliwiały kontratak. Na skrzydłach myśliwce wciąż stawiały czoła jednostkom wysłanym z Lucrehulka. Niestety szybko okazało się, że atakujący zmuszeni są wybrać między dwoma możliwościami; w centrum pola walki grupy myśliwców zostały osłabione na rzecz poprawienia obronności flank. Teraz to osłabienie pozwalało na wdzieranie się jednostek wroga głęboko w pozycje republiki. Jeśli spróbować zwiększyć obronność w tym punkcie, osłabi się flanki a fale ataków zaleją oddziały republiki od boku.

Tarkin zdawał sobie sprawę jak trudna czeka ich batalia. Sytuacja była beznadziejna gdyż wciąż nie mieli potwierdzenia, że faktycznie jest o co walczyć. Statki generał Erhetii jakby rozpłynęły się na planecie, co może równie dobrze oznaczać, że zostały zniszczone. Jeden ze scenariuszów zakładał zmuszenie republiki do odwrotu. W takiej sytuacji admirał nie mógł pozwolić na rozszczepienie floty. Wydał rozkaz aby część myśliwców z flank dołączyła do statków walczących w centrum. Te które pozostały, powinny wytrzymać ataki na skrzydłach lub przynajmniej zdecydowanie spowolnić otaczanie ich przez wroga. Można było powiedzieć, że wojsk mieli na styk.

Potężny wstrząs targnął statkiem. Pomimo prób unikania ataków, Providence nadal miał ich w swoim zasięgu. Wyświetlany na stole hologram przedstawiał obecną sytuację. Ostatecznie udało im się zniszczyć i trzecią fregatę. Jeden z Venatorów musiał jednak odstąpić od bitwy ze względu na uszkodzenia i teraz siły wroga skupiły się na kolejnym ze statków. Separatyści rozpoznali, które z krążowników są słabiej wyposażone oraz przybyły na pole walki prosto z innych frontów galaktycznej wojny i teraz sukcesywnie zabrali się za eliminację jednego po drugim. Wyświetlane dane informowały o ciężkim stanie kolejnego ze statków; tym razem tego, który przybył z Arsunamy. Korwety za wszelką cenę starały się odciągać uwagę wroga, jednak było ich zwyczajnie za mało. Admirał zdawał sobie sprawę, że jeśli nie uda im się nawiązać łączności z generał Erhetią, nie dysponują wystarczającymi siłami aby przełamać obronę separatystów i za jakiś czas będą zmuszeni się wycofać.

— Musimy zawrócić część wojsk. — Przed Tarkinem wyświetlił się hologram przedstawiający mistrza Jedi. — Próbowaliśmy dostać się do dział krążownika Providence jednak wróg ma zbyt mocną obronę. — Obraz na chwilę zniknął a mężczyzna poczuł jak podłoga pod jego nogami zatrzęsła się. — Mamy spore straty.

— Jeśli teraz zawrócimy nie będziemy mieli szansy na powtórzenie ataku. Lepiej jest wytrzymać do ostatniego momentu i dopiero wtedy przeprowadzić odwrót. Proszę pamiętać, mamy tylko tę szansę.

— Sytuacja krytyczna! — Obok postaci mistrza Koona pojawiła się kolejna postać. Był to kapitan jednego z krążowników. — Padły nam osłony oraz mamy ciężkie obrażenia silników. Będziemy musieli się wycofać.

— To już drugi Venator — powiedział Jedi.

— Dacie radę prowadzić tylko regularny ostrzał? Przesuńcie statek na granicę waszego zasięgu. Ustawcie się jak najdalej możecie ale nie odlatujcie. Potrzebujemy wszystkich sił — wydał rozkaz admirał. Hologram zniknął. Mężczyzna spojrzał na kel dorianina. — Proszę zawrócić wasze oddziały do naszych statków. Rezygnujemy z ofensywy i staramy się utrzymać jak najdłużej. Jeśli sytuacja będzie krytyczna, wycofujemy się z układu.

— Rozumiem, admirale.

Holograficzna postać zniknęła a Tarkin ponownie poczuł potężny wstrząs. Syrena alarmowa poinformowała go o nadszarpnięciu osłon dziobowych. Wydał rozkaz do ustawienia statku burtą do linii frontu i podkręceniu mocy generatorów na skrzydłach. Wydał też rozkaz przygotowania hipernapędu. Jeśli nie uda im się nawiązać kontaktu z oddziałami na planecie, będą musieli uciekać stąd jak najszybciej.

 

*

 

— Jak zgaduję wasza flota już zmierza w kierunku Qish — rozpoczął rozmowę Offerusz. Mikkianka postanowiła nie odpowiadać na pytanie. — Radzę się trzymać z dala od bieguna południowego. Możecie zostać przez przypadek… usmażeni.

— Zapłaci pan za atak na święte ziemie — głos władczyni przepełniła mordercza nuta.

— To się jeszcze okaże. Jeśli flota waszej jasności się nie pojawi, może uda nam się oszczędzić parę miast na Qirinee.

— Nie może pan zaatakować bezbronnych ludzi. Wojna dotyka tyko wojowników.

— Wojna dotyka wszystkich, zwłaszcza bezbronnych ludzi.

— W takim razie muszę czym prędzej powstrzymać pańskie działania.

— Może pani spróbować.

Transmisja została zakończona. Offerusz dumnie popatrzył na wyświetlane na hologramie pole bitwy. Tak samo jak i on, republika musiała zdawać sobie sprawę, że nie mogą ciągnąć tego ataku w nieskończoność. Obrona separatystów była zwyczajnie zbyt silna.

Generał zdawał sobie jednak sprawę, co może utrzymać przeciwnika na jego pozycjach. Jeśli wróg zdobędzie fizyczne potwierdzenie istnienia wielkiego działa, lub jeśli uda mu się nawiązać połączenie z uwięzioną w Ziemi Labiryntu armią, może próbować odważniejszych ataków. Na to nie mógł pozwolić. Jedi Asaro ustawiając statki w centrum zakłóceń tak naprawdę sama sobie utrudniła zadanie.

Wydał odpowiedni rozkaz a do Ziemi Labiryntu ruszyły kolejne myśliwce droidów. Nie muszą wygrać z generał Erhetią. Wystarczy, że nie uda jej się nawiązać połączenia z flotą na orbicie a ta po krótkim czasie podejmie decyzję o odwrocie.

— Nie jest pan zaniepokojony przybyciem do układu wojsk z Qirinee? — spytał siedzący przy długim stole hrabia Dooku.

— Jeśli ich wojska nas zaatakują zaczniemy niszczyć ich miasta; jedno — zaakcentował — po drugim.

— Pamięta pan jednak o naszej umowie?

— Oczywiście, hrabio. Zgodnie z życzeniem miasto… jak mu tam?

— Ertanix.

— Tak, miasto Ertanix zostaje nieruszone. Sprawdziłem sobie nawet co to za aglomeracja. Mają tam największą świątynię na planecie a i oficjalny dom samej matriarhinii znajduje się na wspomnianym terenie. Czyżby jakieś religijne sprawy wzywały pańską duszę?

— Radzę darować sobie takie uwagi. Czuje się pan zbyt pewnie.

— A czemu nie? Dwa z siedmiu statków wroga już są w odwrocie…

— My straciliśmy trzy.

— Tylko fregaty. Poza tym, ufam kapitanowi Rataniemu. Powierzenie mu krążownika Providence było bardzo dobrym pomysłem.

— Radzę uważać, by pańska ignorancja nie obróciła się przeciwko panu.

— Dziękuję za ostrzeżenie ale wydaje mi się, że jak na razie wszystko idzie zgodnie z planem.

Blondyn usiadł na obrotowym krześle z wysokim oparciem i odepchnął się nogami wprawiając mebel w ruch wirowy. Hrabia Dooku tylko delikatnie uniósł jedną brew po czym wlepił wzrok w hologram pola bitwy.

 

*

 

— Admierale! Nowe statki dołączają do walki! — Usłyszał za plecami Tarkin.

— Wróg?

— Nie wiadomo. Nie są to jednak statki separatystów.

Mężczyzna szybko podszedł do okna i popatrzył na pole bitwy. Z czerni kosmosu wyłoniła się grupa obiektów w szparkim tempie zmierzająca w stronę walczących.

— Wrzuć mi to na hologram! — wydał polecenie i czym prędzej skierował kroki w stronę stołu. Niebieska mapa pokazała mu siedem sygnatur nowo przybyłych obiektów. „Statki Qirinee” pomyślał Tarkin. Sześć sporych krążowników typu Fixat co, jeśli dobrze zapamiętał ze szkolenia, znaczyło „Wiatr”, oraz statek flagowy samej matriarhinii Xari e Anduri Kazito, Xazar – Wyzwoliciel.

O ile armia republiki dysponowała danymi na temat standardowych krążowników Qirinee, o tyle okręt flagowy był zagadką. Wywiad donosił jedynie, że został stworzony stosunkowo niedawno i nie było jeszcze w zasadzie okazji zaobserwowania go w akcji. Przewidywano natomiast możliwość wyposażenia go w generatory osłon nowej generacji, których to wynalezieniem i rozpowszechnieniem cieszyła się co prawda planeta Mon Calmari, lecz technicy Qirinee na pewno znaleźli sposób na ich modyfikację.

— Czy wiemy co zamierzają? Czy któryś z krążowników ma z nimi kontakt?

— Nikt nic takiego nie zgłosił, sir.

— Spróbujcie mnie z nimi połączyć.

Po chwili przed mężczyzną pojawiła się holograficzna postać niskiego bruneta.

— Witam, mówi Wilhuff Tarkin, admirał floty republiki.

— Witam. Z tej strony admirał Xariusz Felaxi.

— Proszę podać cel waszych działań. Weszliście w strefę wojenną.

— Odpowiadam tylko przed najjaśniejszą władczynią. Nasze działania nie powinny być dla was istotne. To jest sprawa tylko między nami a burzycielami świętości energii.

— Jeśli nie odpowiecie na nasze pytanie, republika uzna was za wroga i będzie zmuszona rozpocząć działania wojenne. Powtarzam, jesteście na terenie walk…

Postać bruneta zniknęła nie usłyszawszy co admirał miał dalej do powiedzenia. Cała sytuacja bardzo mu się nie podobała. Nie znał zamiarów qirińczyków i pomimo iż wszystko wskazywało na to, że raczej nie są tu by pomagać separatystom, brak odzewu ze strony trzeciej armii utrudniał prowadzenie działań wojennych. Jeśli teraz zaatakują, mogą wciągnąć republikę w kolejną, mniejszą wojnę. Co prawda Qirinee nie będzie w stanie zawojować nad demokratycznymi systemami, ale nękanie niektórych planet przez napalonych i dość mocno opancerzonych wyznawców energii nie należało do szczytu marzeń pogrążonej w wojnie galaktycznej republiki.

Tarkin wydał rozkaz do zgrupowania wojsk i lekkiego odsłonięcia lewej flanki. Miał nadzieję, że oddziały Qirinee będą chciały uderzyć separatystów, a tym manewrem jedynie delikatnie zasugeruje im, którędy mają to zrobić. Zwarcie szyków pozwoli im też dłużej stawiać opór. Krążące wokół Venatorów myśliwce pozbywać się będą jednostek wroga a cała formacja może pozostawać w bezpiecznym dystansie, osłonięta przez pozostałe krążowniki. Wydał rozkaz do ustawienia statków w dwóch liniach tak, by pierwsza kryła drugą. W ten sposób schowane statki będą mogły dokonać szybkich napraw a jeśli któremuś z pierwszej linii padną osłony, natychmiast wymieni się go na jeden z tylnych krążowników.

Flota Qirinee była już bardzo blisko. Można ją było bez trudu zaobserwować gołym okiem. Nadal pozostawała jednak poza zasięgiem dział wroga.

Kolejny alarm zagłuszył wypełniające przestrzeń odgłosy strzałów i silników myśliwców. „Co tym razem?” pomyślał Wilhuff.

— Admirale! Kolejne statki dołączają do bitwy!

— Znowu Qirinee?

— Tym razem separatyści. Mamy potwierdzenie. Cztery fregaty Munificent I jeden krążownik Providence.

— Że co?!

Tego się kompletnie nie spodziewał. Skąd wróg wziął tak potężne wsparcie? Przecież nie mógł wiedzieć ze stuprocentową pewnością, że republika zaatakuje a obrona planety była wystarczająco duża. Popatrzył w stronę zbliżających się statków Qirinee. „Czyżby spodziewał się ataku ze strony tych napaleńców? Przecież doskonale wiedzieli, że planeta wyznawców energii nie słynęła z agresji a jedynie z obrony. A co jeśli…”

— Czy mamy skany bieguna południowego?

— Nie, sir.

— Natychmiast sprawdzić, czy mamy jakieś jednostki, które mogą ich dokonać!

W jego głowie parę porozrzucanych informacji zaczynało układać się w większą całość. Skoro Qirinee nigdy nie atakowała jako pierwsza, jasnym było, że to separatyści wykonali prymarny ruch. Jednak cóż to miał być za ruch, skoro ich flota nie była w stanie przebić osłon planety. Przypomniała mu się krótka, zakodowana wiadomość od Asaro Erhetii. „Południowy biegun, wielkie działo”. Nikt nie potwierdził mu istnienia takiego obiektu. Co jeśli faktycznie separatyści użyli tego rodzaju broni, aby przebić pole siłowe Qirinee? Wtedy jasnym byłoby dlaczego flota jej mieszkańców ruszyła do ataku. Posiłki separatystów też nie byłyby bezzasadne. Skoro planeta straciła obronę, można przeprowadzić inwazję. Armia republiki zjawiła się w momencie między tymi wydarzeniami, czyli tuż po strzale z domniemanego, gigantycznego działa i tuż przed przybyciem wsparcia. Dlaczego jednak separatyści nie zgrali przybycia floty ze strzałem? Mogliby przebić osłony i od razu przeprowadzić desant. Jakim cudem Qirinee zareagowała tak szybko na agresję ze strony separatystów. Niemożliwe aby ich flota pozostawała w gotowości przez cały czas.

Pomimo tych paru informacji które pasowały do siebie niczym puzzle układanki, nadal pozostawało wiele nieznanych elementów. Admirał zaczynał mieć problemy z przeanalizowaniem tej sytuacji. Cały czas czuł, że coś ucieka mu między palcami.

Zobaczył na hologramie, że statki Qirinee zmieniły trajektorię i ustawiły się w formacji obronnej oczekując ataku ze strony nowoprzybyłych oddziałów separatystów. Zarówno armia wyznawców jak i republiki zostały uwięzione pomiędzy silnym ostrzałem z obu stron. Sytuacja była dramatyczna.

 

*

 

Frank Getłow odłożył swój komputer na posadzkę i wyjrzał przez okno krążownika Providence. Wyraźnie widział ułożone w formacji obronnej statki republiki oraz oddalone od nich o nieznaczną odległość okręty Qirinee. Z nadprzestrzeni wyszło zaplanowane dla separatystów wsparcie. Mężczyzna wiedział o nim z bazy danych, nad której bezpieczeństwem miał czuwać.

— Oho, chyba czas się zwijać — powiedział sam do siebie po czym przyłożył komunikator do ust. — Varta? Tak tu Frank. Możecie mnie już zabrać? Robi się gorąco.

— Czy wszystko jest gotowe?

— Przybyli ci napaleńcy. Jak nic rozwalą to wszystko w pył. Republika też się wpycha.

— Najważniejsze czy nasz mały Offi dostanie karę, na którą zasłużył.

— Jak nie republika to separatyści. Za taką porażkę nie będzie dla niego łaski.

— Obyś miał rację…

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (5)

  • Kapelusznik 7 miesięcy temu
    No i to się nazywa prawdziwa bitwa kosmiczna
    Wyrabiasz się :)
    Całe starcie, próba ogarnięcia sytuacji przez Tarkina, chaos pola bitwy - PERFEKCJA
    Jestem pod wielkim wrażeniem jak dobrze udało ci się skonstruować całą scenę.
    Szczera 5
    Pozdrawiam
    Kapelusznik
  • Pontàrú 7 miesięcy temu
    Uff, dobrze, że spełniam oczekiwania ;)
  • Kapelusznik 7 miesięcy temu
    Pontàrú
    Reakcja Tarkina wypadła szczególnie dobrze
    Sam, jak przeczytałem o posiłkach miałem podobną reakcję.
    Choć bardziej to brzmiało:
    - Co do kur...
    XD
  • Nefer miesiąc temu
    Dobrze skonstruowana scena batalistyczna, bitwa zmierza do punktu kulminacyjnego, który zręcznie odsuwasz, wzmagając napięcie. Oczywiscie, zajrzę wkrótce co dalej.
  • Pontàrú miesiąc temu
    Nie byłoby zabawy gdybym podał wszystko czytelnikowi w krótkim tekście. Na moment kulminacyjny należy jeszcze trochę poczekać.
    Pozdrawiam

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania