Pokaż listęUkryj listę

Stary przyjaciel | Bitwa która nie miała miejsca 1.

Parę informacji na początek. Z powodu błędów logicznych i fabularnych oraz zmiany własnego zamysłu opowieści poniższa część i część następna zmieniają nazwę na "Bitwa której nie było". Zostawiam je na Opowi jeśli ktoś jest ciekaw jak mogą wyglądać batalie w świecie Star Wars. Są one jednak niekanoniczne i wydarzenia w nich zawarte nie mają powiązania z obecną fabułą. Przepraszam za zamieszanie i proszę o wyrozumiałość.

Z wyrazami szacunku, Pontàrú (✿ヘᴥヘ)

 

Link do muzyki stworzonej specjalnie dla mojej serii Star Wars pozostaje aktywny. Zapraszam do posłuchania.

 

https://www.youtube.com/watch?v=eb6V962FCZY&t=

 

~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~

 

Etreetee jeszcze przez chwilę stała zdezorientowana to patrząc na Jedi, to na odchodzącą twi’lekankę. W końcu, zaproszona gestem szarowłosej postanowiła schować się w przyjemnym cieniu materiałowych ścian.

— Słyszałaś całą rozmowę — bardziej oznajmiła niż spytała Asaro. Blondynka energicznie zaprzeczyła kiwaniem głową. Jedi oparła ręce na ramionach. — I jak, dowiedziałaś się czegoś nowego o swojej generał? A może już wiedziałaś? — Kulturoznawczyni zdawała się maleć w oczach. Wrócił jej dawny strach a szarowłosa znów widziała przelęknioną, drobną Etreetee jaką ta była na początku.

— Przepraszam — Jedi przerwała panującą ciszę. — Po prostu… mam teraz dużo na głowie. — Blondynka dalej się nie odezwała a jedynie potwierdziła skinieniem, że doskonale rozumie. — Przejdźmy do tego, dlaczego cię tu poprosiłam. Potrzebuję zakodować krótką wiadomość do kogoś, kto najprawdopodobniej jest zaznajomiony z kulturą Qish. Chodzi o to, że muszę się upewnić, że wiadomość dotrze do republiki i jednocześnie nie zostanie rozkodowana przez separatystów. — Etreetee nadal nie bardzo wiedziała po co Jedi ją ściągnęła. — Czy mogłabyś mi streścić parę najważniejszych pozycji z literatury qishańskiej?

 

*

 

Postać w czarnym płaszczu stała, na wysuniętym z wysokiego wieżowca lądowisku. Delikatny wiatr rozwiewał krótkie, jasne włosy a gorące słońce przypiekało na twarzy. Offerusz widział jak pojawiający się na tle błękitnego nieba kształt, powoli zbliża się do stolicy pustynnej planety. Doskonale wiedział, że jego gość mógł opuścić przestrzeń kosmiczną tuż nad miastem i oszczędzić czekającemu takich widoków. Popsułoby to jednak powoli narastające uczucie niepokoju i grozy.

Maszyna o miodowym kolorze wzbiła tumany drobinek zalegających na płycie lądowiska. Generał separatystów widział wysuwane po obu stronach statku niewielkie nóżki. W końcu pojazd typu Punworcca116 osiadł na wyznaczonym miejscu a Offerusz wsłuchał się milknące powoli silniki. W końcu przestrzeń znów wypełniała pełna napięć cisza a drobniutkie ziarenka piasku omiatały ściany kosmicznego jachtu.

Dźwięk hydrauliki otwieranego trapu przerwał panujący spokój a czarne, skórzane buty zastukały na metalowym zejściu. Brązowy płaszcz zafalował groźnie a przed blondynem stanął siwy mężczyzna z białą brodą około osiemdziesiątki.

— Przyjemność to widzieć ciebie, Hrabio — odezwał się generał separatystów.

— Darujmy sobie uprzejmości, panie Kejt — Sith zaakcentował nazwisko rozmówcy. — Rozumiem, że prócz tych… nieistotnych wydarzeń z elektrowni wszystko idzie zgodnie z planem i dotrzyma pan wszelkich obiecanych terminów? — Głos Dooku wypełniała wyraźna cyniczność.

— Oczywiście. Prace są już na wykończeniu. Wszystkie placówki działają z pełną wydajnością a inżynierzy kończą pracę nad „Najpotężniejszą Stroną Mocy”. — Blondyn zobaczył jak na twarzy lidera separatystów pojawił się krzywy uśmiech w momencie podania nazwy ogromnego działa. Musiał przyznać sam przed sobą, że odczuł z tego faktu pewną satysfakcję.

— A jak nasi przyjaciele? Dalej są niegroźni? — Dwie postacie zaczęły zmierzać w stronę wejścia do wieżowca a dźwięk ich kroków wybijał wolny rytm marszu.

— Obecne dane informują, że wróg zaczął zwijać obóz. Nie planują jednak opuszczenia obecnego miejsca postoju gdyż dookoła Doliny Janori nadal są rozstawione działa przeciwlotnicze. Wygląda na to, że postanowili jedynie przygotować się na odwrót lub na atak.

— A jakie są ich szanse?

— Szanse powodzenia ataku? Minimalne…

— Tak samo minimalne jak szanse na pozyskanie danych z elektrowni? — Nie oszczędził komentarza Dooku. Obaj mężczyźni zatrzymali się tuż przed podwójnymi drzwiami wejściowymi do izby lordów(1).

— Nie, gdyż tym razem jesteśmy jednak bardziej zabezpieczeni — odpowiedział zadziornie Offerusz.

— Uważaj na słowa, generale. Wykazywać wojowniczością będziesz się na polu bitwy a nie tu, zamknięty w rzekomo uzbrojonym po uszy mieście.

Obaj separatyści zniknęli we wnętrzu wieżowca a drzwi zamknęły się za nimi odgradzając przywódców od nieprzyjemnego żaru pustynnej planety.

 

*

 

Asaro popatrzyła na swoje dzieło. Etreetee ostrożnie uderzyła plikiem kartek o stolik w celu ich wyrównania. Obie kobiety otoczone były stertą papierów, porozrzucanych nieregularnie po całej podłodze namiotu. W ręku Jedi znajdowało się coś na kształt tabelki, zawierającej wszystkie litery z basica ułożone na jej krawędziach. Wnętrze tablicy wypełnione było skośnymi liniami tychże znaków a rozmaite kształty przyprawiały patrzącego o delikatny oczopląs.

Asaro odrzuciła arkusz a ten w charakterystyczny sposób zaczął opadać, by w końcu po niemożliwej do przewidzenia trajektorii znaleźć się na ziemi.

— Mamy to! — wykrzyknęła Jedi. — Teraz tylko przekazać wszystko do Pi’a. Oby miał gotową tę całą bombę kotową czy jak jej tam.

Nie czekając na reakcję kulturoznawczyni szarowłosa opuściła namiot i skierował swoje kroki w dół wzniesienia. Przyłożyła komunikator do ust.

— Pi, gdzie jesteś?

— Na statku dowodzenia, generale.

— Jużeś się tam dostał?

— Miałem przygotować bombę…

— Rozumiem. Czekaj tam gdzie jesteś. Albo nie… — Asaro nie mogła ukryć podekscytowania. — Spotkamy się na mostku.

Odciągnęła urządzenie od ust i szybko rozejrzała się po obozowisku. Prace miały się już ku końcowi. Większość namiotów została rozmontowana a zasobniki ze szczątkowym zaopatrzeniem zabrane na pokład Venatora. Wojowniczka szukała najbliższej kanonierki szykującej się do odlotu. Dopiero po chwili dotarł do niej jej własny błąd. „Przecież ja mam statek” puknęła się w czoło.

Skierowała swoje kroki do szarozielonego Eta-2 Actis-class. Nie lubiła latać. Jej żywiołem była walka na stałym gruncie a nie przerażające i niezmiernie dynamiczne bitwy kosmiczne. Poniekąd zazdrościła umiejętności swojemu padawanowi. Przypomniało jej się, jak uczeń zlikwidował jeden ze statków separatystów, poprzez przeciążenie generatora osłon. Kiedy usłyszała w raporcie, że Treeke bez ociągania władował się w wąską szparę we fregacie wroga, była pod wrażeniem jego umiejętności. Pomimo ogromnego ryzyka jakie podjął młokos musiała przyznać, że była w stanie docenić jego talent.

Zatrzymała się przy maszynie i popatrzyła na błyszczące poszycie. Dopiero niedawno dostała ten nowy model. Jeszcze dziewięć miesięcy temu, kiedy ratowała Thirs, latała Deltą-7. Westchnęła cicho, popatrzyła na wiszący nad doliną krążownik i otworzyła kokpit myśliwca. Skłamałaby gdyby powiedziała, że fotel jest niewygodny. Nowiutkie oparcie idealnie dopasowywało się do jej pleców. Zdjęła wiszący na ściance zestaw słuchawkowy i założyła na głowę. Odgarnęła opadające na twarz włosy i uruchomiła maszynę. Dźwięk silników wypełnił kokpit a zielono-szary statek wzbił się w powietrze. „To tylko krótki lot. Dasz sobie radę” pomyślała, aby dodać sobie trochę odwagi.

Chwilę później już lądowała na płycie jednego z hangarów. Czym prędzej opuściła myśliwiec. Co prawda Venator również trudno było nazwać stałym lądem, jednak przynajmniej tutaj nie widziała dzielącej jej od ziemi odległości lub otaczającej czerni kosmosu.

Asaro skierowała swoje kroki do windy. Obraz jaki malował się przed jej oczami był dość standardowy. Co chwila grupy klonów przecinały jej drogę, kanonierki wlatywały i wylatywały z hangarów, małe transportery przewoziły ciężkie skrzynie a przestrzeń wypełniona była hałasem dokonywanych napraw, rozładowywania sprzętu i rozmów żołnierzy. Wszystko ucichło kiedy Jedi znalazła się w windzie a metalowe drzwi odgrodziły ją od krzątaniny. Nie jechała sama, a dźwig zdawał się zatrzymywać na każdym z możliwych pięter, co chwila wypuszczając i przyjmując nowe osoby.

W końcu postawiła swoje kroki na mostku. Podobnie jak w hangarze, tu również panował harmider. Przy holostole stał kapitan Tancerville, do którego napływała cała masa raportów. Asaro postanowiła mu nie przeszkadzać. Zobaczyła, że Pi czeka już na nią przy komputerze nawigacyjnym. Skierowała swoje kroki w jego stronę.

— Witam, generale — rozpoczął rozmowę klon, stając na baczność.

— Spocznij, żołnierzu — wydała rozkaz Asaro. — Mam o co prosiłeś. Zakodowaną informację, którą miejmy nadzieję przechwyci republika. Z tego co rozumiem resztę potrzebnych danych zapełnimy losowymi znakami.

— Tak jest, sir. Wszystko już gotowe. Wystarczy dopisać wymaganą wiadomość.

— Proszę bardzo. — Asaro wręczyła hakerowi świstek papieru. Klon przyjrzał się uważnie zawartym na nim zapiskom.

 

P W G B K D F V G S E B

H L M J K W V A S A R O

Q U W D F D M E T N I G

X Z H G L F W Y H O T A

V A Z D G P __ Y I R I N

K S K Z T K H Y R I Q V

X P H R S T L Z S E N E

 

— Tylko pamiętaj, wszystko ma być tak jak na tej kartce. Co do litery i co do wiersza.

— Zrozumiałem, sir.

Asaro jeszcze przez chwilę przyglądała się, jak klon zostaje pochłonięty przez odmęty linijek kodu i jak sumiennie przepisuje podaną mu wiadomość. Prosiła w duchu aby ten plan zadziałał. Zdawała sobie sprawę, że jej limit szczęścia na jedną misję wyczerpał się i teraz wzięła już i tak spory kredyt.

Nagle usłyszała za sobą zaniepokojony głos. Jak się okazało był to jeden z oficerów, który przekazywał kapitanowi niedobrą informację. „Oho, szczęście się skończyło” pomyślała i czym prędzej podeszła do stołu.

— Separatyści się zbliżają. Zwiadowcy wykryli armię droidów przedzierającą się przez kanion do Doliny Janori. Cel może być tylko jeden.

— Działa przeciwlotnicze — dokończył Talis Tancerville.

— Ale po co? Przecież i tak jesteśmy tu więzieni? Te droidy to tylko marnowanie czasu — powiedziała Asaro.

— Może mają już dość ryzykowania i postanowili, by nawet przypadek nie decydował o tym, by dane o ich broni opuściły układ? — zasugerował kapitan. — A może zostali przyciśnięci przez jakąś szychę? Trudno ocenić. Według mnie ich atak ma sens. Jeśli zniszczą działa przeciwlotnicze, Venator nie wytrzyma zmasowanego ostrzału ich floty.

— Ale zniszczenie tych dział to misja samobójcza. Muszą dostać się do doliny i jeszcze wytrzymać ostrzał z krążownika.

— Dla droidów chyba nie ma słowa „samobójcza”. Widać ich przywódca musi być bardzo makiaweliczny i bardzo musi mu zależeć na odebraniu nam tych danych.

— Kapitanie, zbliża się flota wroga.

— Ile?

— Setki myśliwców.

Asaro i Tancerville popatrzyli po sobie. Nawet potężne działa naziemne oraz armaty krążownika nie są w stanie odeprzeć takiej ilości wroga. Nie pozostało nic innego jak przygotować się na kolejne starcie.

 

*

 

— Mam nadzieję, że ten atak to nie tylko pokazanie jak wydać kasę na armię i stracić ją w parę godzin? — spytał Dooku.

— Zapewniam cię, hrabio, że wiem co robię. Nie przeczę, że będzie to kosztowna akcja, jednak tylko to pozwoli nam na odebranie wrogowi danych. Czy nie zgodzisz się ze mną, iż dobro naszego projektu jest warte takich poświęceń?

— Tylko jeśli na początku pozwala się na parę drobnych błędów — zripostował Sith. Offerusz wiedział, że na więcej złośliwości nie może sobie pozwolić. Stanął przed holostołem z wyświetlanymi danymi pola bitwy. Jeszcze chwila a Venator zostanie otoczony przez chmarę myśliwców. Nie będzie w stanie wytrzymać takiego ostrzału.

— Czyżbyś nie ufał swojej blokadzie łączności? Ponoć nic przez nią nie przeszło?

— Ufam, ale zważywszy na to, ile błędów już popełniłem — bardzo chciał powiedzieć to ironicznie, jednak w ostatnim momencie się powstrzymał — nie mogę pozwolić na kolejne.

— To podejście bardziej mi się podoba, generale. — Hrabia uśmiechnął się i oparł w wygodnym fotelu, stojącym na środku pokoju wszechlorda Qish.

 

(1) fshegi - qish.”lord”. Główny polityk rządzący regionem. Raiqeet - qish.”region”. Jednostka administracyjna na którą podzielona jest powierzchnia planety)

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze

  • krajew34 rok temu
    Miodowy kolor? Toż to wyższa szkoła jazdy. :) Podoba mi się postać blondynki, z łatwością da się ją wyobrazić, w mojej głowie nie wiedzieć czemu to mała, lekko otyła okularnica z nieporadnością na twarzy. (Zapewne kłóci się to z twoją wizją, ale cóż poradzę.) Różnica z Anakinem o nie lubieniu latać, fajnie, dzięki czemu bohaterka jest bardziej sobą, niż kolejnym odgrzewanym kotletem Jedi. Tylko jedno wyrażenie mi nie pasuje, jak na razie: e jej limit szczęścia na jedną misję wyczerpał się i teraz wzięła już i tak spory kredyt. - tu kredyty to waluta, jeśli dobrze pamiętam, więc jakby trochę kłóci się z klimatem.
    Z radością stwierdzam, że nie zauważyłem żadnych błędów, czy powtórzeń. Rozdział łatwo się czyt, a w głowie natychmiast pojawiają się odpowiednie obrazy. Miła lektura.
  • Pontàrú rok temu
    No kredyt to faktycznie waluta i tu może należałoby uściślić. Nwm skąd wzięło ci się, że blondynka jest lekko otyła. U mnie raczej byłą smukłą/szczupłą kobietą, ale fakt, nie ma tego zaznaczonego w tekście :)
    Dzięki za wizytę
  • Kapelusznik rok temu
    Bardzo dobrze przedstawiona scena.
    Dziwi mnie jednak że tak mało myśliwców - zakładam że to zaledwie pierwsza fala i w następnej będą też bombowce.
    Brak artylerii separatystów też dziwi
    5
    Pozdrawiam
  • Pontàrú rok temu
    To dopiero początkowy etap walk. Z resztę, pozostałe statki raczej lepiej wysłać, gdy działa przeciwlotnicze zostaną już rozwalone,czyż nie?
    Dzięki za komentarz :)
  • Pontàrú rok temu
    I jeszcze, czy to twój komentarz pojawił się na you tube'ie?
  • Kapelusznik rok temu
    Pontàrú
    Heh
  • Zgadzam się z przedmówcami. Błędów brak, a czytając kolejne rozdziały można poczuć jakby się oglądało serial Star Wars, który bije na głowę nowe epizody sagi. Piąteczka i pozdrawiam. :)
  • Pontàrú rok temu
    A dziękuję, dziękuję. Może Disney porwie się na adaptację Asaro XD
    Dzięki za odwiedziny ;)
  • Nie radzę się sprzedawać Disney'owi. Upolitycznią Twoją twórczość tak jak ostatnie dwa epizody... XD
  • Pontàrú rok temu
    Aj tam. Będę ich pilnować jak J.K.Rowwling swojego Pottera i będzie ideolo. Choć może jak Disney zaproponuje mi ofertę to powiem o tym jakiemuś JBO czy innym takim i zaproponują wyższą cenę XD
  • Pontàrú Wyższa oferta od Disney'a? W jakim Ty świecie żyjesz, że taki nierealistyczny scenariusz zapodajesz? XD
  • Pontàrú rok temu
    W świecie marzeń, fantazji i cudów. W wewnętrznym świecie własnego umysłu, tam gdzie cywilizacja nie zdążyła zburzyć otaczającej magicznej aury. W świecie barwnych postaci i nieograniczonych światów, gdzie zwykła logika nie starcza by uwięzić przestrzeń wśród schematów…

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania