Pokaż listęUkryj listę

Stary przyjaciel część 46. Epilog Star Wars

PARĘ DNI PO BITWIE O QISH

 

Wszędzie dookoła błyskały lapy aparatów i przenośnych czytników, kiedy ubrany w wojskowy mundur Hadrian Acquaint wyszedł na podwyższenie, staną za elegancką mównicą i spojrzał na znajdujących się u podnóża dziennikarzy. Jak zwykle miał lekką tremę. Takie tłumy trochę go onieśmielały.

— Z dumą pragnę ogłosić — rozpoczął, gdy zebrany w sali tłum trochę ucichł — że operacja na Qish zakończyła się pełnym sukcesem. Nasze wojska, jak zaplanowano, przeprowadziły błyskawiczną akcję i dzięki wszelkim staraniom republiki, ucierpiało bardzo niewiele obywateli.

— Co stało się z separatystami? — Pytanie nadleciało od kogoś z widowni.

— Oczywiście nie zajmują już układu. Ich flota została w większości zniszczona a niedobitki przepędzone z systemu.

— Za czasu działań wojennych w senacie miała miejsce dyskusja. Ludzie mówili, że republika nie wyśle wsparcia na nic nie znaczącą planetę.

— Proszę nie dać ponieść się emocjom — zaśmiał się zastępca głównego generała sektora. — Oczywiście, że nie ma czegoś takiego jak „nieznaczący system”. — Wykonał cudzysłów palcami. — Każda planeta jest ważna a republika nie pozostawia uciśnionych bez pomocy.

— Pojawiły się informację jakoby nasze wojska nigdy nie planowały ratunku dla Qish.

— Proszę państwa! To wszystko to plotki nadchodzące z obozu wroga. Proszę zaufać władzom republiki. Cała akcja była doskonale zaplanowana od początku do końca a jeśli komuś wydaje się, że ilości wojska były nieodpowiednie, cóż, musi wiedzieć, że cenimy jakość żołnierzy a nie ilość.

— Skoro mowa o żołnierzach, jak odnosi się to do wojowników z Zakonu Jedi. Ponoć to strażnicy pokoju.

— Nasi utalentowani generałowie stoją na straży pokoju. Nie my jednak decydujemy o ich działaniach a ich Rada. Dalsze uwagi proszę kierować do przedstawicieli zakonu…

Konferencja trwała nadal a tłum zgromadzonych dziennikarzy zasypywał Hadriana niekończącą się serią pytań.

 

*

 

— Czy ty to słyszałaś? — gniewnym tonem spytała siedząca na kanapie kobieta. Jej zielone oczy wlepione były w ekran wiszącego na ścianie telewizora. Przed nią na niskim stoliku stał sporych rozmiarów kubek z zaparzonymi ulubionymi ziołami.

— Przecież wszyscy wiedzą, że w wiadomościach nie poznasz prawdy.

— „Idealna akcja. Wszystko zaplanowane” — przedrzeźniała mężczyznę szarowłosa. — Wszystko dzięki ICH najlepszym generałom. Tarkin pospija sobie śmietankę, nie ma co.

— Może dość tych newsów? Chyba niedobrze ci służą.

Brunetka podeszła do telewizora i wyłączyła go. Wróciła do swojej przyjaciółki i usiadła na kanapie obok niej. Asaro uniosła dłoń a kubek niesiony niewidzialną siłą podleciał prosto do niej.

— Jak ja bym chciała tak umieć — z udawaną goryczą powiedziała Thirs.

— Ale to proste. Mogę ci pokazać. Odstaw tą szklankę na stół i wyciągnij rękę. — Senator postąpiła tak jak przykazała jej towarzyszka. — Skup się a na pewno ci się uda.

Thirs skupiła wzrok na przedmiocie. Z całych sił próbowała choć o milimetr przesunąć naczynie. Ku jej zaskoczeniu, wysoka szklanka drgnęła.

— Widziałaś to? — z entuzjazmem powiedziała Asaro. — próbuj dalej!

Po chwili Thirs zobaczyła jak naczynie unosi się do góry i elegancko ląduje w jej dłoniach.

— Faktycznie łatwizna — zaśmiała się. — Ciekawe czy jak ciebie nie będzie w mieszkaniu to też sobie poradzę.

— Ja tam nie wiem. Zawsze możesz próbować. Zwłaszcza, że jesteś z Qish a obok masz planetę niezłych napaleńców — Obie kobiety wybuchły śmiechem. Uwielbiały te momenty gdzie mogły spokojnie porozmawiać popijając przy tym ulubione, gorące napoje.

— Rozmawiałaś już o Sheequ — spytała nagle Thirs.

— Tak, spokojnie.

 

*

 

— Dziękuję, to były ostatnie dokumenty. Jest pan wolny… dosłownie — powiedział siedzący przy biurku mężczyzna i podał rękę rozmówcy. Twi’lekanin potrząsnął nią w przyjacielskim geście.

— Ja również dziękuję.

Dzień w którym mógł opuścić areszt był cudowny. Słusznie zaufał przyjaciółce. Wiedział, że nie pozwoli mu skończyć w więzieniu. Z resztą, skoro wszyscy politycy naginali prawa dlaczego on nie mógłby raz tego zrobić. Dzięki wygranej na Qish, całą akcję podciągnięto pod działania wojenne a te rządzą się już własnymi zasadami. Sheeq śmiał się, że jeszcze trochę tej farsy a przyznają mu nawet medal za poświęcenie dla dobra ojczyzny.

Dzisiaj w senacie odbywało się spotkanie ogłaszające uspokojenie sytuacji na jego ojczystej planecie. Jeśli szybko dotrze do domu, zdąży jeszcze się na nie wyszykować. Na miejscu podziękuje Thirs za to co zrobiła. „Może pojawi się i sama Asaro” pomyślał mężczyzna.

Przed budynkiem aresztu czekał na niego kapitan osobistej ochrony. Był to brązowoskóry twi’lekanin z nader poważnym wyrazem twarzy, co sprawiało, że za każdym razem gdy próbował powiedzieć jakiś kawał, nikt nie wiedział, czy aby nie brać słów gwardzisty na poważnie.

— Nie spodziewałem się odbierać pana kiedykolwiek z takiego miejsca — powiedział ochroniarz.

— Cóż, czasem tak w życiu bywa, że wpada się w różne sytuacje.

— Proszę tylko nie wpadać w nie zbyt często bo jeszcze się pan zadomowi.

— Ha! Prawie dobrze — zaśmiał się Sheeq. — Jeszcze trochę i może faktycznie będzie widać, że żartujesz. Dodaj jakiś lekki uśmiech i będzie super.

— Staram się, senatorze.

Obaj mężczyźni wsiedli do czerwonego ścigacza z otwartym kokpitem i włączyli się w żywy ruch Curuscant.

 

*

 

Czekała przed sekretariatem już dobrą chwilkę. Rozmawiająca z nią kobieta powiedziała, że sprawdzenie danych zajmie jej tylko parę minut. W końcu starsza, lekko otyła sekretarka ponownie pojawiła się za biurkiem.

— Przykro mi — zaczęła głosem bez wyrazu — ale nie możemy pani przydzielić ani ekipy na badania, ani nawet dofinansowania.

— Dlaczego nie? — spytała zdziwiona Etreetee. — Przecież zależy wam na badaniu kultury Qish!

— Zasady mówią jasno. Nie kończyła pani uniwersytetu w tym Raiqeecie więc nie możemy udzielić pani dofinansowania.

— Prowadzę działalność naukową. Podlegam Głównemu Centrum Badań i Rozwoju.

— Niech oni dadzą pani pieniądze — kobieta pociągnęła spory łyk orzeźwiającego affilagu.

— Nie mogą… — zająknęła się blondynka.

— Czemu nie?

— Emm… wykorzystałam budżet. Poza tym tną koszty bo państwo odbudowuje wyrządzone w stolicy szkody.

— Przykro mi dziecino ale tak wygląda świat. Mogłaby pani dostać dofinansowanie tylko gdyby kończyła pani nasz uniwersytet.

— Dobrze więc. Jaki macie najszybszy kierunek?

— Co proszę?

— Macie coś co trwa z dwa, może trzy lata?

— Niech no sprawdzę. — Kobieta pochyliła się na krześle i wlepiła oczy w monitor komputera. — Może pani rozpocząć studia w przyszłym semestrze. Są miejsca jeszcze na jednym z kierunków. Całość trwa trzy lata a koszty i pozostałe informacje znajdzie sobie pani w sieci.

— Co to za kierunek?

— Materiałoznawstwo.

 

*

 

Valkiria dumnie wypięła pierś pomimo towarzyszącego jej bólu. Stała wyprostowana w sali obrad qishańskiego rządu przed samym wszechlordem Guirtezem Hee, który to zmierzał w jej stronę z ozdobnym medalem w ręce. Musiała przyznać, że bardzo długo czekała na tę chwilę. Spojrzała na stojącego obok zastępcę. Uqviau Faliq podobnie jak i ona stał na baczność i czekał na swoją kolej.

Przez nowo wstawione panoramiczne okno zgromadzeni w sali mieli widok na rozpościerającą się u podnóża budynku stolicę. Co chwila na tle jasnego nieba przelatywał transportowiec lub inny statek roboczy. Republika wysłała nawet swoje ekipy do uratowania wszystkiego co się dało z rozbitego Venatora.

Pomyślała też o przedstawionych jej informacjach na temat strat wśród ludności cywilnej. Jak należało się spodziewać, wojna zabiera ze sobą nie tylko klony i maszyny, lecz również dzieci, przyjaciół i bliskich.

 

*

 

Przed czarną tablicą stał mężczyzna ubrany w mundur wojskowy. Przed nim leżał niewielki medalik zawieszony na marmurowym posągu. Na planecie panowała noc. Talis specjalnie zaplanował tak swój przylot, żeby nikt mu teraz nie przeszkadzał. Po walkach na Qish pozwolono mu na chwilę urlopu i postanowił poświęcić choć jeden dzień na podróż do odległej Uralli - dość skromnej planety.

Jeszcze raz przeczytał napis wyryty w płycie nagrobnej. Nelis Ubmra został pochowany na swoim rodzinnym globie. Jego ostatnie chwile wypełnione były walką i oddaniem republice. Uwięziony w rozbitym krążowniku, wraz z garstką żołnierzy stawiał czoła napływającym do środka droidom.

— Żegnaj, kapitanie — powiedział mężczyzna.

 

*

 

— Jak tam twoje rany, Lifted? — z wesołą nutą w głosie spytał Pike.

— Wszystko w porządku, kapitanie! Jest tak dobrze, że już pozwalają mi wrócić do służby.

— O nie, znowu będzie trzeba słuchać tych zjadliwych uwag — skomentował Shad.

— Marudź mi tak następnym razem a ty będziesz zabezpieczał nasze tyły! — zaśmiał się Lifted.

— Z tym ponownym wysyłaniem na misję to chyba miałeś rację.

— Eh, rozumiem kapitanie. Nie znaczy to jednak, że nie poleżałbym sobie spokojnie w skrzydle szpitalnym.

— Nasi potrzebują pomocy. Jakieś królestwo zaczęło się pultać i weszło z republiką w stan otwartej wojny.

— I jak zwykle my będziemy odwalać brudną robotę?

— Razem z pozostałymi — dodał Pi.

Oddział Skorolle siedział razem w wojskowym skrzydle szpitalnym. Jedyne co mieli teraz robić, to czekać na dalsze rozkazy.

 

*

 

— Przykro mi, mistrzu, że cię zawiodłem — głos hrabiego Dooku odbił się echem w pustej sali.

— Nie zawiodłeś mnie, mój uczniu. Zrobiłeś więcej niż można się było spodziewać.

— Przez moją porażkę Pryzmat Wiedzy Elementarnej wciąż znajduje się w rękach matriarhinii Xari e Anduri Kazito.

— Już niedługo — holograficzna postać zaśmiała się w przerażający sposób. — Już niedługo zdobędę potęgę o jakiej nie śniła galaktyka a wtedy — lord Sith wykonał dramatyczną pauzę — wtedy na zawsze zapanuje pokój. Test który udało się ci przeprowadzić otwiera drogę do wielu nowych możliwości. Taka siła! Taka władza! To wszystko w rękach jednej osoby! — salę znów wypełnił śmiech. — Nie musisz się martwić Darthcie Tyranusie. Czasy Sithów powrócą i nic nie będzie w stanie przeciwstawić się naszej potędze!

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (7)

  • Kapelusznik 7 miesięcy temu
    No!
    I w końcu finał!
    Bardzo dobrze skonstruowany - nie mogę zaprzeczyć.
    Pocięcie odcinka na malutkie sceny, przedstawiające co się stało z naszymi bohaterami jest bardzo fajne.
    Zakończenie bardzo satysfakcjonujące moim zdaniem
    Dobry Finish długiej historii
    I w końcu można zacząć kooperację
    A tego właśnie, cholera, potrzebuję w aktualnym klimacie - bo mnie depresja zje.
    Szczególnie jak dziś spojrzałem na skalę ofiar.
    Minęło kilka dni, a mój ostatni artykulik może być już nieaktualny.

    Pozdrawiam
    Kapelusznik
  • Pontàrú 7 miesięcy temu
    Haha, co za motywacja. Uprzedzę cię jednak że współpraca ze mną może być kłopotliwa zwłaszcza, że zaraz pewnie znowu dowalą mi roboty :c
  • Kapelusznik 7 miesięcy temu
    Pontàrú
    Mi też już dowalają
    Ale sobie poradzimy :)
  • TheRebelliousOne 7 miesięcy temu
    I tak oto kończy się jeden z najciekawszych fanfic'ów, jaki jak dotąd przeczytałem :D Ostatnie zdanie wywołuje u mnie uśmiech na twarzy, zważywszy na fakt jak dalej potoczyła się historia tego fantastycznego uniwersum ;) No to teraz czekam z niecierpliwością co Ty i Kapelusznik wymyśliliście... :D Leci 5

    Pozdrawiam ciepło :)
  • Pontàrú 7 miesięcy temu
    Haha, cieszę się, że opowieść tak ci się spodobała. No obserwuj, obserwuj. Nie wiem jeszcze w jakiej do końca formie zrealizujemy nasz projekt :P
  • Nefer 5 dni temu
    Udana powieść nawiązująca do świata "Gwiezdnych Wojen". Dobrzy wygrali, chciaż nie bez strat, czarne charaktery zdołały ostatecznie uciec i szykują kolejną rundę (więc znajdzie się materiał na dalsze częśći). Z tych końcowych migawek najbardziej spodobała mi się rozmowa o funduszach na badania. Biuorkracja zawsze i wszędzie taka sama, ale sposób na obejście durnych przepisów ciekawy.
    Pozdrawiam
  • Pontàrú 5 dni temu
    Miło mi, że wytrzymałeś do końca choć Star Wars to nie twoje tematy. Dziękuję za wspólną podróż i również pozdrawiam.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania