Pokaż listęUkryj listę

Stary przyjaciel część 38. Star Wars

Stała tak zdezorientowana jeszcze przez chwilę próbując poukładać myśli. Coraz bardziej bała się, że podczas gdy była nieprzytomna wydarzyło się coś potwornego. Jej wyobraźnia podsuwała coraz gorsze scenariusze i po chwili Thirs była już niemalże pewna, że nie tylko jej przyjaciel dopuścił się niewyobrażalnej zbrodni, ale i nadesłana przez Asaro wiadomość nie zwiastowała niczego przyjemnego. Potrząsnęła głową odganiając złe myśli i popatrzyła na szklane drzwi. Nikt jej nie pilnował więc chyba mogła na spokojnie opuścić pomieszczenie. Złapała tylko za holopad i odłączyła gumową rurkę doprowadzającą jakąś substancję do jej krwioobiegu.

Kiedy wstała z łóżka poczuła jak nogi jej się uginają a obraz przed oczami na chwile zajaśniał nienaturalnym blaskiem. Organizm musiał być najwyraźniej trochę przemęczony całym spadaniem z ogromnej wysokości, co raczej odebrała jako normalny symptom. Człowiek nie został w końcu przeznaczony do tego typu latania.

Kiedy stanęła przed drzwiami te rozsunęły się wpuszczając senatorkę na korytarz. Zdziwił ją trochę brak ludzi. Pewnie wszyscy głównodowodzący zebrali się teraz w sali obrad, żeby przeanalizować wysłaną przez Asaro wiadomość. Thirs zastanawiała się, co też ważnego może znajdować się w tak krótkim kawałku tekstu. Ilość liter wydawała się śmiesznie mała jak na ważną wiadomość wojskową. Jednocześnie brunetka zdawała sobie sprawę, że najprawdopodobniej właśnie od tych kilkunastu znaków zależał dalszy los jej przyjaciółki.

Minęła na korytarzu grupę klonów, która nie za bardzo przejęła się spacerującą po Głównej Siedzibie Strategicznej senatorką. Po krótkim marszu dotarła do większego pomieszczenia z dużymi oknami. Zrozumiała wtedy brak zwiększonej ilości wojskowych i eskorty. Nie była w głównym budynku a w skrzydle szpitalnym przeznaczonym na potrzeby wojskowe. Przez trójkątną, futurystycznie wyglądającą siatkę okien widziała łącznik szpitala z większym obiektem oraz płytę lądowiska. Kiedy uważniej się przypatrzyła rozpoznała postać niebieskoskórego twi’lekanina prowadzonego przez grupę żołnierzy na statek transportowy. Miała ochotę wybiec na środek i wykrzyczeć wszystkim, że Sheeq jest przecież niewinny. Czy mogła jednak być tego pewna?

Usiadła na znajdującej się w pomieszczeniu kanapie i popatrzyła na trzymane w dłoni urządzenie. Na pasku na górze widniała ikonka potwierdzająca podłączenie holopada do sieci. Postanowiła sprawdzić do czego został jej przyznany dostęp. Po paru minutach przeszukiwania okazało się, że wszelkie nadzieje mogła wyrzucić do kosza. Ile dałaby teraz aby móc skontaktować się z Asaro. Jej oczy ponownie spoczęły na długim łączniku. Może mogła spróbować przedostać się do Głównej Siedziby i dowiedzieć się czegoś więcej.

Wstała z kanapy i szybkim krokiem skierowała się do znajdujących się po przeciwległej stronie drzwi. Korytarz za nimi płynie przechodził z białych odcieni skrzydła szpitalnego do szarawych barw bliżej kojarzonych z wojskiem. Bez ziarna niepewności można było powiedzieć, że budynek był nowy lub przynajmniej znacząco rozbudowany na początku wojny. Wcześniej, gdy republika nie posiadała tak regularnej armii i polegała na wojskach należących do niej systemów obiekt tego rodzaju zwyczajnie nie był potrzebny. Nie w takim stopniu zaawansowania.

Przed kolejnymi drzwiami zatrzymała ją dwójka pilnujących wejścia klonów.

— Chciałabym skontaktować się z panem Hadrianem Acquaintem — powiedziała pewna siebie.

— Przykro mi, ale bez wejściówki nie może pani dostać się na teren budynku — odpowiedział jeden z żołnierzy.

— Żołnierzu, proszę jej pozwolić. Myślę, że pani Anusmi bardzo pomogła nam w sprawach wojennych i należy jej się choć trochę informacji — usłyszała za sobą głos młodego mężczyzny.

— Tak jest admirale. — Klony rozsunęły się a Thirs weszła na teren siedziby zaraz za nieznajomym.

— Dziękuję — powiedziała.

— Proszę się nie cieszyć. Kazali mi poinformować panią, że może pani wracać do domu. Nie znalazłem pani w skrzydle szpitalnym więc przypuściłem, że próbuje się pani dostać do Siedziby Głównej.

— A co z informacjami o Qish i o generał Erhetii? — zapytała trochę zbita z tropu Thirs.

— Niestety nie mogę udzielić takiej informacji. — Mężczyzna stanął przed okienkiem znajdującym się w ścianie i wręczył siedzącemu za nim służbiście dokumenty. — Admirał Tarkin — przedstawił się i odebrał swój identyfikator. Szklane drzwi rozsunęły się a mężczyzna wykonał ręką zapraszający gest.

— Kapitan Gery Seraka, jeśli dobrze pamiętam, już na panią czeka.

— Dziękuję. Wysłali pana, admirale, żeby przekazać mi, że jestem już wolna?

— Akurat przechodziłem obok. Sam się zgłosiłem.

— Na pewno nie może mi pan powiedzieć co takiego wysłała Asa… generał Erhetia — w ostatnim momencie ugryzła się w język. Admirał Tarkin tylko uniósł jedną brew i dłonią wskazał senatorce drogę do wyjścia. Thirs cicho westchnęła i skierowała swoje kroki do drzwi prowadzących na płytę lądowiska.

 

*

 

— Nadal nie ustaliliśmy co robimy. Jakie dalsze kroki? — spytał kapitan Tancerville.

— Myślę, że skoro separatyści nas nie atakują — zaczęła Asaro — możemy założyć, że przyjęli strategię z zakładnikami. Dzięki temu możemy czuć się względnie bezpieczni.

— Wyczuwam nadchodzące „ale”. Ma pani coś na myśli?

— Kiedy szłam z grupą klonów i Etreetee Avels przez Ziemię Labiryntu spotkaliśmy niewielki oddział droidów. Co ciekawe maszyny te najwyraźniej straciły kontakt z bazą. Było to o tyle dziwne, że wcale nie znajdowały się tak daleko i powinny łapać sygnał chociażby ze statków na orbicie. Poza tym sama również nie miałam kontaktu z obozem. Na pewno wiecie o tym, gdyż Treeke próbował się ze mną skontaktować.

— Tak, to prawda. Potrzebowaliśmy informacji od pani żeby obmyślić plan awaryjny ataku na stolicę.

— Mój plan ataku na stolicę — dorzuciła od siebie Valkiria. Asaro nie miała zamiaru wdawać się w dyskusję z twi’lekanką.

— Tak czy inaczej podejrzewam, że z niewyjaśnionych powodów na wspomnianym terenie dochodzi do zakłóceń w łączności. Nie chcę ryzykować, że separatyście zmienią plan i jednak postanowią nas zaatakować. Moglibyśmy przesunąć oba krążowniki nad teren Ziemi Labiryntu. Jeśli moje założenia są prawdziwe separatyści będą wiedzieć gdzie jesteśmy ale nie będą w stanie nam nic zrobić. Ostrzał orbitalny odpada a wysłanie droidów wiąże się z utratą łączności. Te maszyny bez kontaktu z bazą stanowią znacznie mniejsze zagrożenie.

— Jeśli to co pani mówi jest prawdą, my również stracimy kontakt. Nie tylko z republiką ale i między sobą.

— Kontakt z republiką i tak utraciliśmy. Jedyne co nam zostaje to wierzyć, że widomość dotarła do stolicy i już jest organizowana pomoc. Co do kontaktu między statkami to owszem stracimy go. Będziemy jednak na tyle blisko siebie, że wiadomości przez posłańców nie powinny być problemem a nawet można by pokusić się o łączność kablową. Ta powinna dalej działać.

— Zapominasz o jeszcze jednej rzeczy — odezwała się Valkiria. — Ziemia Labiryntu dla wielu mieszkańców Qish jest miejscem świętym. Raczej nie będą akceptowali widoku dwóch ogromnych statków nad obszarem ich kultu.

— Będzie to dla ciebie problem?

— Ha, dla mnie nie bo ja w nic takiego nie wierzę. Dla mnie Avuno Zefeeroshegsheq to sterta wyschniętych i przypalonych kamieni. Jednak wiem, że dla niektórych może być to poważny problem.

— Nie możemy pozwolić by religia wpłynęła na taktykę wojenną — powiedział Talis Tancerville.

— Ciekawe słowa jak na kogoś kto podlega rycerzom pewnego zakonu — skomentowała twi’lekanka.

— Podlegam generałom republiki. Ich wyznanie nie jest elementem tej wojny i tak samo wyznanie pani ludzi nie powinno zmieniać naszych planów.

— Proszę nie zapominać, że też jestem generałem w tej wojnie.

— Tak, mianowanym na szybko przez mistrza Plo Koona — odgryzła się Asaro.

— Jestem generałem swoich wojsk i generałem podlegającym rządowi panującemu na Qish — warknęła Valkiria. — Zajęłam pozycję wyznaczoną mi przez głównodowodzącego armią republiki…

— Teraz ja jestem głównodowodzącą armią republiki i mogę cię tej pozycji pozbawić.

— I co wtedy zrobisz? Mam zabrać swoich ludzi i dołączyć do separatystów?

— Myślisz, że by cię przyjęli? — Ironicznie zapytała Asaro.

— Możemy przestać? — wtrącił się niemalże krzycząc Talis. — Proszę myśleć racjonalnie. Umieszczenie naszych wojsk nad Ziemią Labiryntu jest istotnie dobrym rozwiązaniem. Nawet jeśli utrata łączności to bujda to takie ulokowanie statków w zasadzie wyeliminuje możliwość ataku z powierzchni. Będziemy spokojnie mogli poczekać na pomoc republiki. — Dwie kobiety dalej patrzyły na siebie z płomieniami w oczach. — Wiem, że sprawy religijne są ważne, jednak teraz naprawdę nie mamy czasu ani możliwości się nimi przejmować. Proszę porozmawiać ze swoimi ludźmi i przekonać ich co do neutralnego charakteru naszych działań — ostatnie zdanie skierował do Valkirii. Generał spojrzała mu w oczy po czym energicznie obróciła się w miejscu i zaczęła zmierzać w stronę wind. Kiedy wojowniczka była dostatecznie daleko Asaro głośno wypuściła powietrze z płuc.

— I co ja mam z nią zrobić? — spytała bardziej kierując wypowiedź do samej siebie.

— Najlepiej zająć się misją — odpowiedział kapitan Tancerville.

— Ma pan rację.

— Wydać stosowne rozkazy?

— Tak. Proszę powiedzieć wszystkim, że mają wrócić na statek. Potem przesuwamy flotę nad Ziemię Labiryntu.

 

*

 

W wysokim fotelu siedział młody blondyn ubrany w standardowy wojskowy strój. Na jego piersi wisiała drobna kolekcja medali i orderów oraz innych oznaczeń. Specjalnie wyszykował się tak na ten dzień. Nie zawsze wszak jest okazja ogłosić komuś o jego pewnej przegranej.

Patrzył na martwy jak dotąd hologram w oczekiwaniu na połączenie z rozmówcą. W rogu sali obrad qishańskiego rządu ubrany w pelerynę stał siwobrody mężczyzna i uważnie przypatrywał się poczynaniom swojego generała.

Offerusz czuł wwiercające się spojrzenie hrabiego Dooku. Wiedział jednak, że nie ma się czym przejmować. Co prawda przywódca separatystów miał prawo traktować podlegającego mu generała z wyższością, zwłaszcza w momencie poniesienia przezeń tak wielu klęsk. Dostanie się na Qish drugiego krążownika oraz tajemniczego transportowca, awaria elektrowni, wyciek danych i przełamanie blokady nie były raczej godnymi pochwały wydarzeniami tej wojny. Teraz jednak nie miało to większego znaczenia. Oto Najpotężniejsza Strona Mocy była gotowa a wielka lufa arktycznego działa zasilana dwudziestoma pięcioma potężnymi elektrowniami wycelowana w bliźniaczkę pustynnej planety.

Obraz zamigotał a hologram wyświetlił postać mikkianki w ozdobnej sukni i z wieloma drogocennymi elementami biżuterii na każdym wolnym zakątku ciała od długich kolczyków pozaczepianych na falujących krótkich mackach wyrastających z głowy poprzez naszyjniki na krótkim łańcuszku na odsłoniętej stopie kończąc. Kobieta emanowała potęgą i pewnością siebie. Stanowiła idealne odzwierciedlenie potężnej i doświadczonej matriarchini.

— Dzień dobry, wasza wspaniałość — rozpoczął rozmowę blondyn zachowując formalny styl wypowiedzi.

— Istotnie wspaniały to dzień a światło energii świeci jaśniej niż normalnie — odpowiedziała mikkianka a mężczyzna rozpoznał jeden z rodzajów wypowiedzi władczyni. Jak dobrze, że doczytał sobie trochę o kulturze tej egzotycznej planety.

— Pragnę się przedstawić. Nazywam się Offerusz Kejt. Jestem generałem prowadzącym obecną kampanię wojenną i posiadającym pełną władzę nad systemem Qish.

— Nasz świat cieszy się, że obecny władca postanowił skontaktować się z młodszą siostrą. Wątpliwości jednak mam co do uczciwości pańskiego panowania.

— Wątpliwości można mieć i do młodszej siostry, która pozostawiła brata w potrzebie. — Offerusz widział jak jego słowa tknęły władczynię gdyż jej dotychczas spokojne macki zaczęły falować z nieco większą częstotliwością.

— W jakiej sprawie chciał się pan ze mną skontaktować — postanowiła przejść do konkretów Xari e Anduri Kazito.

— Chciałbym przedyskutować dołączenie Qirinee do naszych sprzymierzonych systemów. Zapewniamy bezpieczeństwo i ochronę w trwającej galaktycznej wojnie oraz wzrost gospodarczy i równe traktowanie. — Mikkianka wybuchła śmiechem czego Offerusz się kompletnie nie spodziewał po opanowanej na pierwszy rzut oka kobiecie.

— A czemuż mielibyśmy dołączać do waszej lichej organizacji?

— Może po to, żeby nie zostać zniszczonym?

— A jak zamierza pan to osiągnąć? Wasze nic nie znaczące statki nie mają szans przeciw wspaniałej flocie Qirinee i przeciw chroniącej nas energii.

— Ostrzegam tylko waszą jasność. Umówimy się tak. Daję waszej światłości dwie godziny na podjęcie rozsądnej decyzji a potem — spojrzał na wyświetlane, na stojącym pod ścianą ekranie, plany gigantycznego działa — użyję silniejszych środków perswazji.

— Już teraz mogę odrzucić pańską propozycję — niemalże warknęła matriarchini.

— Pozostanę jednak niewzruszony i dotrzymam danego terminu. Skontaktuję się ponownie za dwie godziny. Niech święta energia prowadzi waszą wysokość ku najlepszym ścieżkom — wygłosił oficjalne pożegnanie i zakończył transmisję. Spojrzał na stojącego w rogu hrabiego Dooku. Nie mógł być pewien wale wydawało mu się, że dostrzegł skromny uśmiech na twarzy wiecznie powściągliwego lidera separatystów. Wszystko wskazywało na to, że plan dobiega końca wraz ze zbliżającą się godziną zero.

 

*

 

Dwa Venatory wisiały nad popękaną skorupą qishańskiej pustyni. Pomimo wcześniejszych wątpliwości kapitana Tancerville istotnie w momencie kiedy statki znalazły się nad Ziemią Labiryntu wszelka łączność została przerwana. Mężczyzna niczym nie mógł wyjaśnić sobie tej zagadki i przystanął ostatecznie na ignorowaniu źródła tajemniczych zakłóceń.

Na statku panowało poruszenie. Wszyscy przygotowywali się do nadchodzącej bitwy. Nawet jeśli wojska republiki się nie zjawią i tak stacjonujące na Qish oddziały zmuszone będą do podjęcia walki. Możliwe też było, że wróg zmusi ich do bezwzględnej kapitulacji a republikanie nie będą mogli nic zrobić. Przez atak na ich zapasy mieli bardzo trudną sytuację a porcje jedzenia dla żołnierzy zostały już dość znacząco zmniejszone. Nie wiadomo jak długo będą w stanie walczyć.

Talis spojrzał na wiszący równolegle do nich okręt kapitana Umbry. Krążownik był niemalże szkieletem tego co z niego zostało. Pospawane blachy, załatane dziury, rozerwany główny silnik i prowizorycznie zamontowany skradziony droidom generator osłon sprawiały wrażenie, iż statek był tylko lewitującym wrakiem dawnej potęgi.

Kapitan głośno wypuścił powietrze z płuc i wrócił do omawiających strategię przy okrągłym holostole Treeke i Asaro. Czekali jeszcze na przybycie kogoś od strony mieszkańców Qish oraz na samego kapitana Umbrę. Mieli dużo do przemyślenia. „Tak wiele scenariuszy, tak mało czasu” pomyślał dowódca. Osobiście chciał wierzyć w pomoc republiki. Co jednak jeśli dojdzie do walki na orbicie? Co mieliby robić oni uwięzieni na pustyni?

Przemyślenia przerwali wchodzący do sterówki Nelis Umbra i Valkiria Hemnan, która rzuciła w stronę Asaro dość nieprzyjemne spojrzenie. Na szczęście Jedi była zbyt pogrążona pokazywaniem swojemu uczniowi czegoś na wyświetlanej na stole mapie terenu Qish.

Talis Tancerville zbliżył się do zebranych na statku osób. Czas przygotować się na ostateczne starcie.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (4)

  • Kapelusznik 8 miesięcy temu
    Bardzo ale to bardzo przedstawione 4 sceny
    Spotkanie Thris i Tarkina - lekkie, proste i przekonujące (nikt jeszcze nic nie podejrzewa :D)

    Dyskusja o strategii i wybraniu punktu gdzie będą się bronić - wybranie tego regionu - bardzo, ale to bardzo dobra decyzja - tu muszę chylić czoła. Taki region nie tylko zapewnia świetną ochronę statkom i siłom naziemnym, ale też znacząco ogranicza możliwości armii droiidów - działa jonowe, o których ci wspominałem stają się właściwie bezużyteczne, nie mogąc namierzyć celu. Lotnictwo będzie miało problemy z komunikacją itd. Jedyne jednostki CIS które dobrze by radziły sobie w takich warunkach to: Komando droidy i ewentualnie HMP Droid Gunship - który był inteligentniejszy od innych latających droidów. Są to najniebezpieczniejsze z droidów - fakt, ale i bardzo elitarne i rzadkie - co daje siłą Republiki znaczącą przewagę.

    Rozmowa między Orfeuszem a Królową - przekonująca - nie zaprzeczam.

    I ostatnia scena i rozmyślania generała - bardzo trafne.

    Czekam na ten Wielki Finał :)
  • Pontàrú 8 miesięcy temu
    No popędzasz, popędzasz. Tak właśnie mi się wydawało, że dorzucenie Tarkina będzie spoko pomysłem. Widzisz teraz, że we wszystkim jest głębszy plan? Ziemia Labiryntu, problemy z łącznością, trzecia frakcja pomagająca. Jeszcze trochę na finał chyba jednak poczekasz ;) (A potem zaczniemy naszą zabawę myhyhyy)
  • Nefer 5 miesięcy temu
    A mnie ciekawi rola, którą ptrzeznaczasz planecie Qirinee oraz jej przywódczyni. Chwilowo, wydaje się bardzo pewna siebie. A przecież, chyba musi już coś wiedzieć o planach separatystów. Dobrze napisany odcinek.
    Pozdrawiam
  • Pontàrú 5 miesięcy temu
    Planeta jest wspominana parę razy, istotnie, tak więc słusznie możesz podejrzewać, że nie jest tylko "zapychaczem" opowiadania. Dziękuję za wizytę :D

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania