Pokaż listęUkryj listę

Stary przyjaciel część 45. Star Wars

Pomieszczenie wypełnił dźwięk przesuwnych drzwi a na szczycie krótkich schodów pojawiła się postać brunetki o średnim wzroście, ubranej w schludną, prostą sukienkę. Buty na obcasie zastukały na metalowej posadzce, kiedy nowoprzybyła stanęła przed oddzielającą ją od więźnia, emanującą czerwonym blaskiem barierą.

— Thirs — odezwał się twi’lekanin i podszedł do krawędzi celi. — Cieszę się, że cię widzę! — zamilkł na chwilę. Popatrzył prosto w oczy senatorki a do jego głowy nie wpadały żadne słowa.

— Chciałam ci raz jeszcze podziękować — przejęła inicjatywę kobieta. — Powiedzieli mi co zrobiłeś i dlaczego cię tu zamknęli. Oczywiście nie zgadzam się z tą decyzją! Jestem pewna, że gdy Asaro… generał Erhetia zakończy działania i odbije Qish z rąk separatystów znajdziemy sposób, żeby cię stąd wyciągnąć.

— To nic takiego.

— Jak to nie? Doskonale wiesz na ile można zamknąć osobę w więzieniu za utrudnianie pracy wojskom, zwłaszcza podczas galaktycznej wojny.

— Ehh, wiem, wiem…

— Ale żeby było jasne, ja nie podzielam tej opinii. Jet af daffaras, fare qa qvejeta qout ee boeeteste varal sujen diflartee!*

— Proszę rozmawiać w Basicu! — usłyszała głos stojącego przy wyjściu z pomieszczenia strażnika.

— Wiem przecież — lekko smutnym tonem powiedział Sheeq — ale doskonale wiesz, że zasady to zasady. Z punktu widzenia prawa złamałem parę przepisów.

— Ha! W obecnych czasach naprawdę przestaję czasem wierzyć, że te, jeszcze działają. Ilu to polityków łamie prawo i nie mają z tego powodu żadnych problemów.

— Widać status zapewnia wszystko — zaśmiał się cicho twi’lekanin.

— Nie smuć się. Obiecuję, że zrobię co w mojej mocy, żeby spróbować cię wyciągnąć!

— Tylko przypadkiem nie włamuj się do więzienia. — Senator popatrzył na strażnika, który uważnie przysłuchiwał się ich rozmowie.

— Fif moe meere** — zaśmiała się kobieta. Sheek odwzajemnił uśmiech i przyłożył dłoń do dzielącej ich bariery. Brunetka wykonała podobny gest. Trwali tak w milczeniu aż do momentu, kiedy głos stojącego za nimi klona przywołał Thirs do siebie. Więzień widział jak postać przyjaciółki znika za przesuwnymi drzwiami. Kiedy znów pomieszczenie wypełniła cisza opadł na stojące w kącie celi posłanie i przywołał wspomnienia. Wrócił myślami do początku swojej kariery, kiedy to dopiero zaczynał obrady w senacie republiki i jak to pierwszy raz spotkał się z tą czasami nieogarniętą brunetką. Z chęcią poznałby też wymienianą wielokrotnie przez Thirs Asaro. Śmieszyło go, jak za każdym razem kobieta poprawiała się używając nazwiska pani generał. Robiła to zawsze gdy byli w miejscu publicznym, jakby znajomość z Jedi była czymś nielegalnym. Może politycy i Rycerze nie dogadywali się za dobrze ostatnimi czasy, jednak to jeszcze nie powód żeby tak się ukrywać.

Nie chciał tego przyznać przed samym sobą a tym bardziej przed Thirs, ale miał ogromną nadzieję, że uda jej się go jakoś wyciągnąć z obecnej sytuacji. Nie tak planował swoją karierę polityczną.

„Dasz radę, Thirs. Wierzę w ciebie”.

 

*

 

Frank poczuł jak coś szarpnęło kapsułą. Oderwał wzrok od komputera i wyjrzał przez maleńkie okienko pojazdu. Zobaczył przez nie sporych rozmiarów statek z solidnym wysięgnikiem, którego kleszcze najwyraźniej złapały właśnie za szalupę w której haker był zamknięty.

— Haha, no w końcu! Już myślałem, że nigdy mnie nie zabierzecie.

Popatrzył na otaczającą go przestrzeń. Był świadkiem jak statki mieszkańców Qirinee przeleciały tuż obok niego i jak w pościg za nimi ruszyły okręty separatystów. Całość wyglądała bardzo groźnie, kiedy w zasadzie trzy floty weszły w atmosferę planety. Jak słusznie można było przewidzieć, qirińskie krążowniki od razu skierowały się na południe. Frank zakładał, że i republika będzie chciała w pierwszej kolejności rozwalić działo jednak z tego co zauważył to trzy Venatory skierowały się raczej w stronę równika planety. Może dowódcy doszli do wniosku, że zeloci zajmą się ogromną bronią? A kto ich tam wie.

Drzwi kapsuły rozwarły się a w czymś w rodzaju ładowni stał mężczyzna o czarnych włosach i z wyraźną blizną ciągnącą się przez połowę twarzy.

— Ha! No proszę! — zaśmiał się Getłow i w przyjacielskim geście rozłożył ramiona. — Wysłali po mnie naszego Pięknego!

— Mogę cię jeszcze zostawić w tej pustce — wymamrotał najemnik.

— No daj spokój, Lert! Chyba nie powiesz, że się nie cieszysz! — Haker uwielbiał droczyć się z wiecznie spochmurniałym pilotem transportowców. Co prawda już nie raz się to dla niego omalże niedobrze skończyło. Frank doskonale pamiętał jak zdenerwowany mężczyzna zamknął go w kontenerze na przyprawę a nie wyrzucił go w kosmos chyba tylko dlatego, że pojemnik był potrzebny do odbioru towaru. To były długie godziny spędzone w ciasnym pomieszczeniu…

— Zabieraj nas stąd zanim tamci zdecydują się nas zestrzelić — wykonał gest wskazując kciukiem za plecy. Lert tylko przewrócił oczami i wydał gniewny pomruk po czym skierował się do pomieszczenia pilota. Kiedy Frank już miał wejść do sterówki, oddzielające ją od reszty statku drzwi zamknęły się tuż przed jego nosem, pozostawiając go w chłodnej ładowni. Zrobił krok do tyłu i zmarszczył się w gniewnym grymasie.

— Daj spokój! Przecież i tak wiesz, że tam wejdę! — Otrzymał zero odpowiedzi. — Dobra, jak tam chcesz! — Haker złapał za swój komputer i usiadł pod drzwiami, podpinając kabel do znajdującej się na ścianie deski rozdzielczej.

 

*

 

Ostrzał wroga nie ustawał. Byli już daleko poza Ziemią Labiryntu i teraz oprócz statków droidów znaleźli się jeszcze pod silnym ogniem dział przeciwlotniczych. Krążownik kapitana Umbry sprawdzał się jako tarcza i blokował większość ataków separatystów. Pociski rozgrzanego gazu rozbijały się o tarcze generowane przez urządzenie ukradzione przez żołnierzy republiki w pierwszych etapach działań na Qish.

Asaro widziała już zmierzające w ich stronę krążowniki. Jak słusznie podejrzewali na początku, atak frontalny na stolicę byłby samobójstwem. Teraz jednak, kiedy wróg musiał rozdzielić swoje wyposażenie pomiędzy dwa różne fronty, szansa zdobycia stolicy była ogromna.

Od momentu kiedy flota republiki i Qirinee przebiły się przez obronę, statki wyznawców zniknęły z pola bitwy. Ostatnie zapisy pokazały, że zeloci udali się prosto na biegun południowy, pociągając za sobą ścigające je fregaty i okręt Providence. Dzięki temu Venatory miały szansę dolecieć w jednym kawałku do stolicy i podjąć próbę jej odbicia. Wszystko wskazywało na to, że po wielu dniach starań w końcu poczynili znaczące postępy. Byli bardzo blisko wygranej.

— Jest ich za dużo! — Asaro usłyszała docierający od strony holostołu głos. Mówił jej Padawan lawirujący między jednostkami wroga w jej myśliwcu.

— Wytrzymajcie jeszcze chwilę! Zaraz dostaniemy się pod osłonę pozostałej floty! — wykrzyczała Jedi.

Wstrząs targnął całym statkiem kiedy jeden z pocisków rozbił się o osłony Venatora.

— Generale! Dostaliśmy centralnie z głównych dział wroga!

— Jak to możliwe? Co z kapitanem Umbrą?

— Nie odpowiada. Dane pokazują, że najwyraźniej stracił osłony.

W tym momencie potężny rozbłysk oślepił na chwilę zgromadzonych w sterówce krążownika. Asaro doskonale wiedziała co się stało. Kiedy jej wzrok powrócił do normalnego funkcjonowania od razu spojrzała w stronę drugiego z trójkątnych statków. Początkowo nie mogła dostrzec znaczącej zmiany poza faktem zniknięcia otaczającej statek pomarańczowej bańki osłon, jednak po przeanalizowaniu danych wyświetlanych na holostole potwierdziła swoje obawy.

Cały dziób Venatora zaznaczony był na hologramie na czerwony kolor. Rozbłysk którego doświadczyli był niczym innym jak wybuchem przeciążonego generatora osłon. Właśnie stracili swoją główną tarczę.

— Natychmiast ponowić próbę nawiązania połączenia!

— Tak jest, ma’am!

— Pomimo tej straty — odezwał się kapitan Tancerville — powinniśmy bez problemu dotrzeć do stolicy. Nasz statek wytrzyma ostrzał wroga. Jesteśmy już naprawdę bardzo blisko.

— To że dotrzemy do miasta to raczej pewne — odezwała się Asaro. — Bardziej martwi mnie fakt, że gdyby jednak coś miało pójść nie tak, nie mamy planu awaryjnego.

— Generale! Mamy połączenie!

Nad blatem stołu pokazał się obraz czarnowłosego mężczyzny z gęstą brodą.

— Jak sytuacja? — spytała Asaro.

— Jak już zapewne wiecie, straciliśmy generator osłon. Statek jeszcze leci ale nie lada moment… estrzeleni. Atak nie ustępu… ak długo jeszcze wytrzymamy.

— Czy może pan powtórzyć?

— Nie wiem jak długo jeszcze wytrz…my

Po tych słowach obraz zniknął. Asaro ponownie popatrzyła w stronę krążownika. Pojazd nosił ślady wielu poważnych uszkodzeń nie tylko pozostałych po pierwszej śmiałej próbie przedarcia się na planetę, ale i zupełnie nowe. Jedi widziała jak okręt ma wyraźne problemy z utrzymaniem poziomu i jak co chwila jedyny sprawny napęd rozbłyska nienaturalnym kolorem.

Nagle z głównego silnika wydobył się niespodziewany obłok gazu. Potężna eksplozja tuż nad komorami paliwa zatrzęsła całym statkiem, który to niespodziewanie zaczął przyspieszać w stronę stolicy.

— On się zaraz rozbije! — krzyknęła Valkiria.

— Tam są cywile! — również wrzasnął Uqviau.

Asaro była świadkiem, jak pokiereszowany szkielet dawnego Venatora z potężnym łupnięciem uderza w piaskowiec i jak maszyna z impetem wjeżdża w stojące na obrzeżach miasta domy. Metalowa konstrukcja sunęła po kamieniach pozostawiając głęboki ślad w skalnym podłożu. Jedi zamknęła oczy. Można by powiedzieć, że poczuła śmierć stojących na drodze wraku istot.

Od momentu kiedy stracili swoją główną obronę, ostrzał wzmógł się a próby odnowienia kontaktu i sprawdzenia czy ktoś przeżył upadek Venatora spełzły na niczym. Jedyna dobra informacja była taka, że byli na obrzeżach stolicy.

Przed oknami przeleciał niebieski myśliwiec Jedi. Asaro domyśliła się kto jest pilotem. Widziała jak nowe wojska dołączają do walczących pod dowództwem jej Padawana statków. Właśnie teraz miała się rozpocząć ostateczna bitwa. Nad stolicą wisiały trzy statki republiki, z których niczym z ula zaczęły wylatywać kanonierki i inne transportowce. Czas na atak naziemny.

 

*

 

Tarkin, już znacznie bardziej opanowany, w wyprostowanej postawie obserwował zmiany w dostarczanych mu danych. Odkąd szczęśliwie udało im się pozbyć floty przeciwnika zadanie znacznie się ułatwiło. Wróg miał dobrą obronę, to fakt, jednak dla myśliwców i tego co pozostało z szybkich korwet ta nie stanowiła problemu. Statki, osłaniane dodatkowo przez Venatory, pozbywały się dział przeciwlotniczych i co poniektórych posterunków droidów. Admirał widział też, jak jedyny ocalały statek z floty generał Erhetii dotarł do stolicy i rozpoczął desant ocalałych wojsk.

Przełączył obraz wyświetlany nad stołem. Hologram pokazał mu mapę miasta oraz punkty zboru żołnierzy republiki. Plan był prosty; pozbyć się wszystkich pozostałych na terenie fortów i zdobyć główny budynek rządu. Najprawdopodobniej tam chował się dowódca nieprzyjaciela.

— Ech, gdyby wszystko było tak proste jak zniszczenie tego wieżowca — powiedział sam do siebie. Gdyby nie fakt, że nie tylko mieli odbić planetę z rąk wroga, ale i sprawić by stolica Qish nie zniknęła z jej powierzchni, to zdecydowanie preferowałby to łatwiejsze rozwiązanie.

Uważnie obserwował poczynania żołnierzy na hologramie. Dzielne wojska republiki zdobywały fortyfikacje wroga, jedna za drugą. Tarkin doskonale wiedział, że w tej walce nie obędzie się bez ofiar cywilnych. W końcu działania na taką skalę, w najbardziej zaludnionym mieście pomarańczowej planety z pewnością pociągną za sobą wiele istnień nie tylko klonów.

— Admirale, wszystkie wojska są już na powierzchni! Jakie dalsze rozkazy?

— Najpierw zdobyć wszystkie forty — powiedział spokojnie Tarkin — a potem otoczyć budynek rządu. W miarę możliwości chciałbym mieć możliwość pojmania generała separatystów. — W głowie zajaśniał mu obraz gigantycznego działa. Tylko pomyśleć co mogłaby osiągnąć republika dysponując taką technologią!

Raz kolejny popatrzył na wyświetlane dane. Walki jakby utknęły w martwym punkcie.; najwyraźniej wróg musiał się już dobrze zabezpieczyć. Jedyne co mógł teraz zrobić to czekać na dalszy rozwój wypadków.

 

*

 

Potężny krążownik Xazar pod dowództwem admirała Xariusza Felaxi wisiał w powietrzu otoczony potężną zawieją śnieżną. To co znajdywało się pod statkiem przekraczało najśmielsze oczekiwania.

Na pierwszy rzut oka można było pomyśleć, że stalowa konstrukcja to sporych rozmiarów wieżowiec zbudowany na samym środku bieguna południowego, gdyby nie fakt, że całość miała możliwość poruszania. Gdy dopiero co dolatywali do celu lufa działa była położona i wycelowana, jak się domyślał, w Qirinee. Teraz separatyści próbowali użyć broni ponownie aby jednym strzałem zniszczyć nieprzyjacielską flotę. Xariusz oczywiście nie mógł do tego dopuścić i statki cały czas zmieniały swoje położenie. Separatyści w akcie desperacji próbowali zmieniać nachylenie ogromnej lufy tak, by nadążać za latającymi w kółko statkami.

Na lodowej powierzchni rozgrywała się właściwa walka. Setki wojowników z licznych zakonów planety stawiali czoła nieprzyjacielowi. Największe wrażenie robiły, wyłamujące się ponad przeciętne jednostki, sporych rozmiarów egzoszkielety, pilotowane przez Najwyższych Kapłanów Energii. Znani ze swojej furii i poświecenia w imię wyznawanej religii, stali na czele wojsk osłaniając towarzyszy najwspanialszym dorobkiem qirińskiej cywilizacji – wysokoenergetycznymi barierami. Cudownym widokiem były grupy wyznawców z różnych zakonów, schowanych za lewitującą przed kapłanem tarczą.

Pomimo silnej obrony mieszkańcom Qirinee ostatecznie udało się przebić przez umocnienia wroga i dostać do centrum dowodzenia gigantyczną bronią. Zeloci nie oszczędzali nikogo jeśli chodziło o bezpieczeństwo samej Energii. W krótce placówka z hukiem wyleciała w powietrze. Wtedy właśnie do akcji wkroczyły myśliwce. Chmary statków o dość obłym kształcie otoczyły całą konstrukcję, a deszcz pocisków i torped protonowych zasypał gigantyczne działo. Wspomagani ostrzałem z krążowników piloci, w końcu odsłonili główny reaktor.

Potężna eksplozja zatrzęsła ziemią gdy broń separatystów dokonała żywota. Silne wstrząsy rozeszły się po piaskowcowym podłożu wprawiając niemalże całe koło podbiegunowe w drgania. Wyzwolona energia stopiła otaczające biegun śniegi a potężne fale ruszyły ku północy zmiatając wszystko co napotkały na swojej drodze. Mieszkańcom Qirinee taki obrót spraw kompletnie nie przeszkadzał. Najważniejszym było wyeliminowanie zagrożenia. Życie mieszkańców Starszego Brata było drugorzędne. Nie obchodził ich los znajdujących się na biegunie stacji badawczych czy położonych w pasach zieleni niewielkich osad. Wojownicy mieli jedno zadanie – chronić dom.

 

*

 

Mężczyzna wyszedł z budynku placówki badawczej znajdującej się w południowej części pasa zieleni. Zaniepokoił go potężny wstrząs. On i Geerela Zatqee od dobrych kilku godzin próbowali wyjaśnić czego to byli świadkami lecz nic nie przychodziło im do głowy. Teraz, zwabiony hałasem zdezorientowany mężczyzna stał na wyciętej w lesie polanie przed niewielkim budynkiem laboratorium.

— Geera? — powiedział z przerażeniem do klęczącej przy podręcznym komputerze czerwonoskórej twi’lekanki.

— Czego?! — warknęła podpita badaczka. Spojrzała w stronę mężczyzny i zamarła. Coś zmierzało w ich stronę, wyrywając potężne, wiekowe drzewa razem z korzeniami.

— Geera, ja… ja cię kocham.

— Eeeeh, a ten znowu swoje! Chrzań się!

Potężna fala uderzyła w mały budyneczek, rozbijając go na drobne kawałki niesionymi przez nią kamieniami i kłodami, pociągając za sobą ciała obu naukowców.

 

*

 

Zielone miecze zawirowały rozcinając kolejne zbliżające się droidy. Otoczona pociskami Asaro wirowała w morderczym tańcu co chwila unikając i odbijając nadlatujące strumienie rozgrzanego gazu. Machnęła ręką a leżący niedaleko niej kawałek rozbitej kanonierki wleciał prosto w nadciągające posiłki wroga, torując przejście do kolejnej dzielnicy.

— Jesteśmy już blisko! — krzyknęła do sojuszników. Klony i wojownicy z Qish wspierali się w walce torując sobie drogę do centralnego budynku. W krótce dołączyły do nich posiłki pod dowództwem generała Koona. Bitwa trwała w najlepsze a odgłosy strzałów wypełniały całą przestrzeń.

Asaro popatrzyła na wieżowiec qishańskiego rządu. Doskonale wyczuwała w nim obecność swojego dawnego przyjaciela oraz obecność kogoś jeszcze – hrabiego Dooku.

— Generale! Wysłali pająki! — krzyknął jeden z żołnierzy.

— Przygotować ładunki! Pike?

— Tak, ma’am?

— Zorganizuj ekipę z jump-packami. Spróbujcie oślepić te droidy!

— Rozkaz, ma’am!

Żołnierz zniknął z jej pola widzenia a Jedi pogrążyła się w walce. W ostatnim momencie wykonała odskok gdy jeden z wysokoenergetycznych pocisków uderzył w ziemię tuż pod jej nogami. Przebiegła kawałek i schowała się za ścianą budynku. Ku jej zaskoczeniu okazało się, że nie chowa się tam sama. Obok niej stała dwójka wystraszonych dzieci.

— Spokojnie, jesteśmy z republiki — powiedziała najłagodniej jak potrafiła jednak efekt został zniszczony przez pocisk, który uderzył tuż obok kryjówki. Małolaty zakrzyczały przerażone. — Schowajcie się gdzieś w bezpiecznym miejscu! Spróbujcie dostać się do dzielnicy… ehh, jak jej tam… Ereeki. Są tam nasi ludzie. Zapewnią wam bezpieczeństwo. Rozumiecie? — słowa kierowała do starszego z dwójki, jak przypuszczała, rodzeństwa. Chłopczyk tylko skinął głową i czym prędzej pobiegł do rozchylonych drzwi, wpuszczając swojego brata przodem. „Wojna dotyka wszystkich i odbiera wszystko” pomyślała mimowolnie Jedi.

Ponownie wyskoczyła z ukrycia. Zobaczyła, jak zorganizowana przez Pike’a drużyna z plecakami rakietowymi, podlatuje do baniakowatych czerepów sporych droidów i likwiduje ich mechaniczne oczy. W końcu mogła wkroczyć do akcji. Rozpędziła się i skierowała w stronę spękanej ściany jednego z domów. Z wykorzystaniem mocy wbiegła po murze i wybiła się wysoko w powietrze. Srebrne rękojeści mieczy niby znikąd pojawiły się w jej dłoniach a połączone podwójne ostrze uderzyło w jedną z trzech nóg droida. Maszyna straciła równowagę. Jedi wylądowała tuż pod nią. Wyciągnęła obie ręce a silne uderzenie mocą podbiło robota do góry zrzucając go na stojących obok blaszanych kompanów. Niestety, zajęta całą akcją Asaro nie zobaczyła nadciągających w ich stronę czołgów. Za późno spostrzegła wycelowaną prosto w nią lufę jednego z dział. Odrzut poruszył pojazdem gdy chmura rozpędzonego gazu zaczęła zmierzać w jej stronę.

Nagle zupełnie znikąd pojawiła się przed nią niebieska postać. Nadlatujący pocisk uderzył a siła strzału odrzuciła Asaro. Z impetem uderzyła w skalne podłoże. Kiedy ponownie otworzyła oczy zobaczyła przed sobą, wyciągającego do niej rękę twi’lekanina. Złapała ją a silny uchwyt postawił ją na równe nogi.

— Dzięki — powiedziała do stojącego przed nią Uqviaua. Szybkim wzrokiem oceniła wojownika. W prawej ręce trzymał topór podobny do tego który miała Valkiria a w lewej coś na kształt tarczy wykonanej z pola siłowego. — Niezły sprzęt — skomentowała.

— Qirińska technologia — odpowiedział mężczyzna i zamachał dzierżoną osłoną.

— Bez wątpienia przydatne.

Rozmowę zakłóciły kolejne strzały z dział czołgów. Wszyscy żołnierze republiki starali ukryć się za dostępnymi wmieście barykadami. Asaro i Uqviau czym prędzej schowali się za ścianą jednego z domów.

— Musimy się jak najszybciej dostać do centralnego budynku! — przekrzykiwała odgłosy strzałów.

— Chyba zaraz złapiesz jakąś podwózkę!

— Co? — Jej pytanie zostało zagłuszone przez niedaleką eksplozję. Twi’lakanin wskazał tylko palcem na znajdującą się za Jedi ulicę.

Dopiero teraz usłyszała dźwięki silników ścianocykli. Energicznie odwróciła się i zobaczyła nadciagające w ich stronę stado maszyn, otoczonych przez chmurę pomarańczowego pyłu. Na czele kolumny jechała Valkiria co chwila wykrzykując, niecenzuralne jeśli Asaro dobrze dosłyszała, rozkazy.

Nagle do głowy szarowłosej zawitał pomysł. Musiała dostać się jak najprędzej do budynku rządu. W krótce Offerusz zda sobie sprawę z porażki i może zechcieć uciekać. Nie mogła do tego dopuścić!

— Valkiria! — wrzasnęła Jedi do komunikatora.

— Tak?

— Chcesz złapać tego, co rozpoczął całą tę akcję?

— Gdzie on jest? Dawaj go tu!

— Podjedź do mnie! Czas na przejażdżkę do centrum!

Asaro zobaczyła jak jeden z motorów odłącza się od grupy i zmierza na wysłane przez nią koordynaty. Valkiria z głośnym warknięciem silnika zatrzymała maszynę tuż przed nogami Jedi. Wojowniczka postanowiła nie tracić czasu. Szybko wskoczyła na pojazd i zajęła wolne miejsce strzelca.

— Dokąd?

— Do głównego budynku!

Warkot silnika wypełnił ulicę a tumany kurzu otoczyły pozostawionego samotnie Uqviaua.

Maszyna wypadła na jedną z głównych dróg w mieście. Tak jak wszędzie i tu znajdowało się wiele droidów wroga. Asaro popatrzyła na znajdujący się przed nią spust.

— Umiesz strzelać?! — przekrzykiwała warkot Valkiria.

— Raczej tak!

Jedi złapała za rączkę zamontowanego na motocyklu działa i energicznie pociągnęła za cyngiel. Potężny pocisk opuścił krótką lufę wbijając się prosto w oddziały nieprzyjaciela. Zaraz po tym nad głową wojowniczki przeleciał szaro-zielony statek pustosząc zajmowane przez wroga ulice.

— Dzięki Treeke! — krzyknęła do komunikatora Asaro. — Valkirio, co robisz?!

Motocykl gwałtownie skręcił w jedną z bocznych ulic.

— Jadę skrótem!

— Jak niby to jest skrót?

— Lepiej patrz!

Kadłub lewitującego nisko nad ziemią motoru rozszczepił się na coś co przypominało dwie płozy a stanowisko strzelca, na którym siedziała Asaro, uniosło się do góry. Valkiria skierowała pojazd prosto na ścianę domu. Tuż przed nią poderwała maszynę a ta zaczęła wjeżdżać po pionowej ścianie. Jedi poczuła jak jej fotel obraca się na żyroskopie. Po chwili znalazły się na dachu skromnego bloku.

— Tam! — wskazała na wysoki budynek Asaro.

— Wiem przecież! Poza tym, i tak nie widzę gdzie pokazujesz!

Znów rozległy się odgłosy strzałów. Nad ścianocyklem zawisła chmara droidów na swego rodzaju niewielkich ścigaczach i teraz rozpoczęły ostrzał szarżujących w stronę centrum kobiet.

— Zrób coś z tym! — krzyknęła Valkiria. Asaro czym prędzej wstała z siedziska. Może i działo było mocne jednak zdecydowanie bardziej ufała swoim mieczom. Zielone ostrza zabłysły kiedy szarowłosa stanęła, balansując na czubku wieży strzelniczej.

Energetyczne klingi odbijały każdy zmierzający w stronę Asaro pocisk. Niestety, założenie, że uda im się w pojedynkę dotrzeć do centrum były naiwne. Droidów przybywało pomimo tego, że Jedi starała się ich pozbywać najszybciej jak umiała. Sytuacja rysowała się nie najlepiej.

— Popatrz! — usłyszała głos Valkiri. Nad nimi zawisła grupa kanonierek. Wyglądało na to, że wszyscy starali się pomóc obu generał dotrzeć do celu. Walka jednak się przeciągała a zmuszona do ciągłych uników Valkiria niewiele zmniejszała dzielący je od wieżowca dystans.

— Admirale, jak sytuacja? — spytała Asaro, przykładając komunikator do ust, kiedy chwilowy kryzys został zażegnany.

— Widzę pani śmiałe manewry. Muszę powiedzieć, że nie jest to najlepszy sposób dostania się do celu. — Z głosu Tarkina Jedi wnioskowała o dość dobrej sytuacji. — Zbyt dużo pani ryzykuje. Sugerowałbym dołączyć do najbliższych oddziałów i wspomóc je w walce.

— Nie możemy pozwolić by wróg opuścił układ.

— I nie pozwolimy.

— Jak może pan to zagwarantować?

— Jeśli nasze działania będą skoordynowane wkrótce będziemy pod samym budynkiem. Generał separatystów nie ma już w zasadzie drogi ucieczki.

— Kłamstwa! Nie słuchaj go Asaro! — w komunikatorze odezwał się kolejny głos.

— Pani zachowanie jest niedopuszczalne — zaakcentował ostatnie słowo Tarkin.

— Dotrzemy tam! Nie ważne co pan myśli, dotrzemy!

Valkiria rozpędziła ścianocykl. Obie generał szybko zbliżały się do krawędzi budynku. Tylko dwie ulice dzieliły je od celu.

— Co ty robisz?!

— Jesteś tym Jedi, czy nie? Zrób to magiczne coś rączkami a będzie dobrze!

Motor wyskoczył. Asaro skupiła się. Starała się przetransferować całą swoją siłę w jeden punkt maszyny. Próbowała podbić maszynę by nadać jej dodatkową prędkość. Potężny wstrząs targnął pojazdem kiedy uderzenie mocy przyspieszyło go. Obie kobiety przeleciały długą parabolą nad następnym budynkiem lądując prosto pod murami głównej siedziby rządu. Valkiria nie traciła nawet chwili. Złapała za stery i skierowała motocykl prosto na ścianę budynku.

W Asaro uderzyła fala emocji. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem zaraz zobaczy swojego starego przyjaciela.

 

*

 

— Musi pan jak najszybciej rozpocząć ewakuację — wycedził przez zęby hrabia Dooku. Z gniewem patrzył na stojącego przy hologramie, wyświetlającym obraz z bieguna południowego, blondyna. — Przegrał pan. Tak jak z resztą podejrzewałem.

— Jeszcze nie wszystko stracone! Projekt wyszedł idealnie!

— Na nic ten cały projekt! Miliony kredytów wydane na marne przez pańską głupotę! Jeśli pan nie ma zamiaru się ewakuować, cóż, nie pozostawia mi pan wyboru.

Czerwone ostrze miecza świetlnego zajaśniało kiedy zakrzywiona rękojeść pojawiła się w ręce lorda Sithów. Offerusz czym prędzej złapał za swój elegancji, srebrny blaster.

— Nie oddam planów tego działa republice!

— Wiem, że nie. Będę miał pewność kiedy pana zabiję! Tracimy tylko czas. Mój transport już czeka.

Pomieszczenie stopniowo wypełniał głos silnika jakiegoś pojazdu. Offerusz ignorując ostrzeżenia hrabiego czym prędzej podszedł do okna i spojrzał w dół budynku. W tym właśnie momencie zielone ostrze rozbiło panoramiczną szybę a do pomieszczenia wpadła ubrana na szaro postać. Po chwili obok niej stanęła również niebieskoskóra twi’lekanka. Zielone oczy popatrzyły gniewnie po zgromadzonych przywódcach separatystów.

— Asaro Erhetia — jako pierwszy odezwał się Dooku. — Imponujące wejście, muszę przyznać.

— Poddaj się hrabio! Nasze wojska zaraz otoczą budynek. Wasza armia już jest poważnie zdziesiątkowana a wy nie macie dokąd uciec.

— Zapłacisz za wszystko co zrobiłeś! — Qishańska wojowniczka złapała za drewniane rękojeści wiszące u jej pasa i ruszyła biegiem w stronę lidera separatystów.

— Valkirio, NIE!

Asaro nie zdążyła nic zrobić. Lord Sith wyprostował rękę a w kierunku twi’lekanki wystrzeliła seria piorunów. Rażona atakiem wojowniczka momentalnie została odrzucona i z łoskotem uderzyła plecami w ścianę, upuszczając swoją broń. Asaro obniżyła sylwetkę.

— Porywcza Valkiria — zaśmiał się gardłowo Dooku — trochę o pani czytałem.

Asaro co chwila to spoglądała na twi’lekankę to na rywala.

— Zostaw ją! To pojedynek między nami.

— I sądzisz, że możesz mi dorównać?

— Mogę spróbować.

Skoczyła do ataku krzyżując swoje ostrze z krwistą klingą przeciwnika. Zawirowała parując kolejne uderzenie. Ponownie przystąpiła do ataku używając obu mieczy. Sith uniknął jednak jej cięcia odskakując sprawnie.

Całemu starciu przyglądał się Offerusz. Pomimo tego, iż już wcześniej wiedział kto jest generałem po stronie republiki, nie mógł uwierzyć, że spotkał swoją przyjaciółkę. Wspomnienia uderzyły do jego głowy choć z całych sił starał się ich pozbyć. Pamiętał szafranowy kolor smoczych kwiatów, wianki które razem z Asaro robili jako niepokorne czterolatki, przypomniał sobie jak razem odkrywali tajemnice rozbitego na polu statku i jak dziewczyna uratowała ich swoimi umiejętnościami. Powróciło wspomnienie rozstania i ponownego spotkania na stacji kosmicznej przy czarnej dziurze Siffarze. Uderzyły go obrazy mafii dla której pracował i wspomnienia złych rzeczy których musiał dokonać. Czy pójście do szkoły wojskowej w istocie było dobrym rozwiązaniem? Czy dzięki jego działaniom świat faktycznie mógł stać się lepszym miejscem?

Z zamyślenia wyrwał go okrzyk przyjaciółki. Kiedy ponownie spojrzał na walczących ujrzał Asaro spętaną piorunami. Nie wiedział co ma robić. Wyrzekł się przecież jakichkolwiek powiązań z szarowłosą Jedi. W kamiennej pozie oglądał jak targana mocą towarzyszka zbliża się do wybitego okna. Kiedy była już na krawędzi, pętające ją sidła mocy nagle zniknęły. To Valkiria ponownie podniosła się do walki.

Asaro uważnie obserwowała działania twi’lekanki. Doskonale zdawała sobie sprawę, że wojowniczka nie ma szans z lordem Sithów. Pokonując ogarniający jej ciało ból spróbowała wstać. Zobaczyła jak Dooku prostym uderzeniem mocy pozbawia niebieskoskórą broni i szykuje się do kolejnego ataku.

— Valkiria! Łap!

Rękojeść miecza świetlnego wylądowała prosto w ręce przywódczyni qishańskich wojsk. Pomimo tego, że nie była szkolona w używaniu tego typu broni, twi’lekanka w ostatnim momencie odpaliła zielone ostrze. Część błękitnych piorunów zatrzymała się na klindze, jednak energia ponownie odrzuciła wojowniczkę. Wzrok Dooku spoczął na podpierającej się na rękach Asaro. Sith wyprostował rękę a Jedi poczuła jak niewidzialna siła spycha ją z dachu.

Spadała. Informacje docierały do niej w zwolnionym tempie. Czy tak miał wyglądać jej koniec? Obolała i pokonana rozbije się na kamiennej ziemi a pomarańczowe piaski wsiąkną jej krew. Czy tak? Nie tym razem!

Jedi ujrzała przymocowany do zewnętrznej ściany budynku ścianocykl. Wyciągnęła rękę w jego stronę i skupiła się. Maszyna drgnęła, odczepiła się od powierzchni i tak samo jak Asaro zaczęła spadać. Teraz wojowniczka złapała mocniej za miecz. Wbiła poszarpane zielone ostrze w mur budynku. Poczuła jak jej ramię o mało nie wyskoczyło z barku kiedy doświadczyła gwałtownego hamowania. Motor właśnie przeleciał jej przed twarzą. Cały czas zsuwając się wyprostowała rękę i ponownie użyła mocy. Maszyna zmieniła trajektorię i przyległa do ściany budynku. Warkot silnika dobiegł jej uszu, kiedy pozbawiony pilota pojazd samowolnie zaczął wspinaczkę w górę wieżowca. Asaro zeskoczyła na jadący pojazd i zabalansowała na jednej z płóz. Pomimo jej wielu lat treningu w opanowywaniu emocji jej duszę wypełniał gniew.

Kiedy ponownie znalazła się w pomieszczeniu, nikogo prócz Valkiri tam nie było. Podbiegła do twi’lekanki.

— Valkirio! Valkirio!

— Oni, oni uciekli.

— Tak, tak, spokojnie, widzę.

— Oddziały republiki są już w środku.

— Co? Jak to?

Z klatki schodowej dobiegł ją dźwięk zapalanego miecza świetlnego.

— Treeke!

Czym prędzej popędziła w stronę wyjścia. Musiała zostawić ranną generał i pomóc swojemu uczniowi. Odgłosy walki były coraz wyraźniejsze. W końcu wbiegła na odpowiednie piętro. Ku swojej uciesze zobaczyła, że jej Padawan nie walczył sam. Ramię w ramię stał z nim mistrz Plo Koon. Gdy tylko ich oponent zauważył przybycie szarowłosej, rzucił się do ucieczki. Energicznym skokiem znalazł się przy drzwiach do kolejnego pomieszczenia. Trójka Jedi ruszyła w pościg jednak gdy dopadli drzwi, te okazały się zamknięte.

— To… pomieszczenie… bezpieczeństwa… qishańskiego rządu — usłyszeli za sobą zasapany głos. Do zgromadzonych dołączył Uqviau.

— Szybko, przebijmy się bo nam ucieknie! — krzyknął Treeke.

— To na nic…

— Jak to na nic? — Młokos złapał za swój miecz i wbił klingę w metalową gródź. Dookoła posypały się iskry a miecz momentalnie zgasł. — Co się stało?

— Mówiłem… że to na nic — oddech twi’lekanina stopniowo się wyrównywał.

— Czy to pomieszczenie ma inne wyjście? — spytał jak zwykle opanowanym głosem Plo Koon.

— Tak, ale wieści nie są za dobre. Jest to wyjście pozwalające na ewakuację z miasta.

— Szlag by to — zaklęła pod nosem Jedi.

 

*

 

Słońce było już nisko nad horyzontem a świat powoli spowijał chłód pustynnej nocy. Na skraju wybitego okna, z nogami spuszczonymi w przepaść, siedziała kobieta ubrana w szary płaszcz. W dłoniach trzymała wianek zapleciony ze smoczych kwiatów. Tych samych, które rosły na jej rodzinnej Arkantanice.

Kiedy ostatecznie udało im się zdobyć miasto i dostać do pokoju bezpieczeństwa nie zastali w nim nikogo. Jedyne co leżało na środku sali to właśnie ten wianek.

— Nie zapomniał — powiedziała smętnym głosem Asaro. — Pomimo tego, jak bardzo próbował się mnie pozbyć ja i tak byłam częścią jego życia.

— Na naszej drodze bardzo często spotykamy wielu starych przyjaciół — odezwał się stojący wewnątrz pomieszczenia Plo Koon.

— Część przyjaciół również tracimy — dodał Treeke. Jego umysł przywołał obraz dawnego mistrza.

— Tak, wiem, wiem. Żałuję tylko, że nie mogłam z nim porozmawiać. Wiem, że był generałem separatystów jednak wciąż czułam…

— Że możesz go przekonać? — dokończył zdanie mistrz Jedi. Asaro nie odpowiedziała.

— Ludzie wybierają swoje własne ścieżki. Każda jest inna i nie każda jest dobra. Czasami musimy pozbyć się niektórych wspomnień, żeby te, nie ściągnęły nas na niepożądaną drogę.

— Popatrzmy na pozytywy — dodał Treeke. — Pomimo tej tragicznej sytuacji udało nam się ostatecznie uratować Qish.

— Bardzo chciałbym cię przeprosić, Asaro — powiedział Plo Koon. — Za to, że zostawiłem cię na tej planecie w tak nieodpowiedzialny sposób.

— Spokojnie, nie obwiniam cię, mistrzu, o takie decyzje. Wiem, że należy wykonywać polecenia rady i równie dobrze zdaję sobie sprawę ze znaczenia Qish w senacie. Jedyne czego nienawidzę to tych ciągłych kłamstw. Po co budować nadzieję w kimś, o kim się wie, że ma ponieść porażkę?

— Po to, żeby odnosił sukcesy jak ty? — spytał kel dorianin. Asaro przewróciła oczami.

— Tak czy inaczej, uratowaliśmy Qish i pozbyliśmy się tej broni. Sądzę, że to raczej dobry finał całej akcji.

— Z pewnością — odpowiedział Plo Koon.

Asaro popatrzyła na zachodzącą za horyzontem pomarańczową kulę na tle której przelatywała eskadra kanonierek. Ta batalia w istocie dobiegła końca.

*To głupota, żeby zamykać cię w więzieniu przez taką rzecz

** Jeśli będę musiała

 

~~ ~ ~ ~ ~ ~

Odcinek przedstawia ostatnią batalię jednak to jeszcze nie koniec. Powinien pojawić się jeszcze epilog ;)

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 5

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (14)

  • Kapelusznik 7 miesięcy temu
    No
    Fajny finish
    Podoba mi się z jaką łatwością rozprawił się z naszą bohaterką i Valkirią Dooku - patrząc na lore - mają i tak szczęście że jeszcze żyją
    Dooku był nawet bardziej niebezpieczny od Grievousa, prawdziwy mistrz pojedynków i walki przeciw mieczom świetlnym.
    Wątpię by nawet obecność Plo Koona wiele tu zmieniła
    Ogólnie - bardzo fajny odcinek
    Czekam na Epilog
    no i wiadomo co po nim :)
    Pozdrawiam
  • Pontàrú 7 miesięcy temu
    Matko, ale co się tego odcinka pisało. 11 stron wyszło! Ja wiem że ludzie piszą więcej ale taki mój standard to było 5 stron a kiedyś to w ogóle dwie
  • Kapelusznik 7 miesięcy temu
    Pontàrú: "11 stron wyszło! Ja wiem że ludzie piszą więcej ale taki mój standard to było 5 stron a kiedyś to w ogóle dwie"
    Kapelusznik: [Pamiętając niekończącą się listę 15 stronicowych odcinków] "A tak! Dużo stron! Tak. Faktycznie! Świetnie ci poszło! Tak trzymaj!"
    XD
    A tak zupełnie szczerze - pisz ile chcesz i ile myślisz że potrzeba
    Część moich odcinków się wydłuża bo pierwotna idea sceny i opisy się przedłużyły itd.
  • Pontàrú 7 miesięcy temu
    No ja nie daję rady więcej niż 5 XD. Potem mi się to jakoś rozłazi i tyle z opowiadania
  • slawko00 7 miesięcy temu
    Ciekawie. Ciekawie. Zostawiam 5
  • Pontàrú 7 miesięcy temu
    Oooo, nowa twarz. Miło mi
  • slawko00 7 miesięcy temu
    Pontàrú. Jaka tam nowa haha. Stara. Na samym opowi jestem od kilku miesięcy i niekiedy mi się chyba zdarzało pisać komentarze nawet pod Twoimi opowiadaniami a Tobie pod moimi
  • Pontàrú 7 miesięcy temu
    slawko00 wybacz. W sensie wiem, że jesteś na opowi już długo bo widzę. Nowa twarz odnosiło się do tego, że normalnie na codzień pod tekstami widzę kapelusznika, rebelliusOnea i Nefera.
  • slawko00 7 miesięcy temu
    Pontàrú Spoko. Ja rzadko tu wchodzę dlatego tak rzadko mnie wiadać
  • TheRebelliousOne 7 miesięcy temu
    To jest chyba najlepsza rzecz ze świata Star Wars (nie licząc epizodów I-VI), z jaką się zetknąłem. Zostawiam 5 i czekam na epilog :)
    Pozdrawiam ciepło :)

    PS.: No jestem ciekaw o czym Ty tam z Kapelusznikiem gadasz... "...wiadomo co po nim..."? Czyżby miało niedługo wjechać kolejne opowiadanie? Nie wiem, ale hype mam duży! :D
  • Pontàrú 7 miesięcy temu
    Haha, kapelusznkik nie umie chyba wytrzymać na myśl o pewnym małym projekcie XD
  • TheRebelliousOne 7 miesięcy temu
    W pewnym sensie wiem co czuje... sam planuję taki "mały" projekt, który będę pisał w tym samym czasie co motocykl :D No i sam jestem ciekaw co takiego wymyśliliście... ;)
  • Nefer 5 dni temu
    Dobry odcinek. Mnie osobiscie najbardziej przypadła do gustu krótka scena przed zagładą stacji badawczej. Przynajmniej on zdążył wyznać uczucie, odpowiedzi mozejuż nie usłyszał.
    Pozdrawiam
  • Pontàrú 5 dni temu
    Tak, ta scena ze stacją badawczą miała być taka krótka i koniec końców dość humorystyczna pomimo tragedii (chodzi o wypowiedź bohaterki)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania