Asaro Erhetia Część 11. Star Wars

Biegła przedzierając się przez wysoką trawę. Postać w szarej pelerynie oddalała się zwykłym marszem jednak Asaro czuła, że dystans do niej się nie zmniejsza. Przyspieszyła. Wiatr przewiewał przez jej proste, szare, długie do ramion włosy. Peleryna falowała szarpana coraz silniejszymi podmuchami. Wszędzie dookoła było szaro. Biegła przez nieskończoną łąkę starając zbliżyć się do uciekającej postaci. Dystans oddzielający obie kobiety zmniejszył się. Asaro złapała za miecz i wykonała długi skok. Opadła na kobietę, która w ostatnim momencie osłoniła się takim samym zielonym ostrzem. Spod kaptura spojrzały na Asaro zielone oczy. Młoda Jedi odskoczyła przyjmując pozycję obronną. Naprzeciwko niej stała znów ona sama, lecz parę lat starsza. Miała wyraźne zmarszczki przy ustach i na czole, włosy zaś pozostały niezmiennie szare.

- Czego chcesz?! – krzyknęła. Starsza kobieta patrzyła tylko smutnym spojrzeniem. Asaro rzuciła się na nią. Ta znów sparowała jej atak. Asaro uderzyła z piruetu jednak i teraz jej ostrze uderzyło w ostrze Jedi.

Wiatr wzmógł się. Rzeczywistość szarzała. Smagane podmuchami, trawy szeleściły, wypełniając przestrzeń złowieszczym dźwiękiem. Kobieta wyciągnęła rękę a Asaro poczuła jak przy użyciu mocy została wyrzucona wysoko w powietrze, gdzie wiatr był jeszcze mocniejszy. Skupiła się by miękko wylądować i po chwili znów biegła w stronę swej starszej wersji. Kolejna perfekcyjna parada i dźwięk zderzonych mieczy świetlnych.

- Czego chcesz?! Powiedz wreszcie! – Przeciwniczka nie odpowiedziała. Jej wzrok był smutny. Znów odepchnęła Asaro. Schowała miecz świetlny. Młoda kobieta wzięła mocny zamach i popędziła w stronę kopii. Wiatr znów zawiał mocniej. Asaro czuła, że teraz nie może nie trafić. Zielone ostrze bez najmniejszego oporu przeszło przez postać. Kiedy Asaro spojrzała czy aby na pewno trafiła zobaczyła nadal spokojnie stojącą starą siebie. Zielone oczy pełne furii spotkały się z zielonymi oczami pełnymi smutku. Starsza kobieta zaczęła się rozpadać na drobne kawałki, które odleciały na silnym wietrze.

Asaro otworzyła oczy. Leżała na siedzisku przy stole z holorzutnikiem. Dyszała ciężko.

- Wszystko w porządku? – spytał Lifted, siedzący na fotelu do kierowania pomocniczymi wieżami. W jego głosie dało się wyczuć delikatną nutę niepokoju.

- Tak… zły sen – wymamrotała Asaro.

*

Kamino przywitało ich jak zwykle deszczem i dźwiękiem fal. Jedyne co im pozostawało, to cieszyć się, że kanonierka miała miejsce do lądowania w zamkniętym hangarze a nie na jednym z zewnętrznych lądowisk. Asaro przez okno w drzwiach widziała jak na jednym z takich lądowisk stoi jej własny, szaro-zielony statek moknący już od trzydziestu dni. Q4-S4 podjechał do Jedi. W tonie, jaki z siebie wydał, Asaro wydawało się, że usłyszała współczucie dla wysłużonej, stojącej na deszczu maszyny, w której przyszło mu latać.

Statek oddziału Skorolle wylądował. Kiedy drzwi się otworzyły Asaro zobaczyła mistrzynię Shaak Ti i jeszcze jedną osobę stojącą obok, której nie była w stanie zidentyfikować. Podeszła do oczekujących a gdy się zatrzymała, piątka klonów zasalutowała ustawiona w jednym szeregu.

- Spocznijcie żołnierze – powiedziała Shaak Ti. Na rozkaz Skorolle opuściło, stojące naprzeciwko siebie Jedi. Mistrzyni spojrzała Asaro prosto w oczy. – Musimy porozmawiać.

Cała trójka opuściła hangar pomału przemierzając białe korytarze placówki na Kamino. Asaro przyglądała się ukradkiem nieznajomemu. Był to młody mężczyzna o ciemnobrązowych, krótko obciętych włosach nieco wyższy od niej samej. Szybko zorientowała się, że przy pasku miał przypięty miecz świetlny. Nie wiedziała czemu, ale nie miała dobrych przeczuć.

- Podczas twoich ćwiczeń skontaktowała się ze mną Rada Jedi – zaczęła po chwili milczenia Shaak Ti. – Już oczywiście wiesz o śmierci mistrza Tesharka – na te słowa Asaro zobaczyła, że chłopak lekko spochmurniał – w końcu dostałaś po nim oddział. – Znów zapanowała chwila milczenia. Obok trójki Jedi przeszła grupka robotów medycznych analizujących nazbyt głośno dane dotyczące jakiegoś guza w mózgu. – Mistrz Teshark miał padawana – kontynuowała mistrzyni – nie ukończył on szkolenia i potrzebuje nowego mistrza. Poznaj Treeke.

Młokos uśmiechnął się niepewnie. Asaro spojrzała mu prosto w kasztanowe oczy. Powoli klarowała jej się pewna wizja. Jasnym było, że kanclerz poprosił o specjalny oddział dla senatu tylko za namowami jej ojca, który po raz kolejny próbuje ją kupić, a nie z własnego pomysłu. Yval znów chce ją odciągnąć od zakonu i Rada Jedi to widzi. Dlatego właśnie teraz, kiedy zakon został zmuszony do przyznania jej oddziału podległego senatowi, próbuje przeciągnąć ją na swoją stronę poprzez sprawienie jej ucznia. Znów jest ofiarą ciągłego konfliktu pomiędzy sojusznikami. Gdyby na deskach najsłynniejszego teatru na Curuscant wystawiano sztukę, w której potrzebowano by uosobienia konfliktu, nadawałaby się do tej roli idealnie.

Dotarło do niej, że trochę za długo patrzy na chłopaka z, jak się domyślała, gniewnym wyrazem twarzy. Odwzajemniła uśmiech lub przynajmniej się starała, lecz to, co musiało pojawić się na jej ustach raczej było dalekie od życzliwego łuku.

- Tak więc – powiedziała Shaak Ti wyraźnie akcentując ostatnią sylabę – od teraz Treeke jest twoim padawanem i pracujecie razem w Skorolle.

„Czy ten koszmar się nie skończy. Czemu znów jestem rozdzierana” myślała Asaro.

- A więc mam swojego pierwszego ucznia – oznajmiła. – Mam nadzieję, że będzie się nam dobrze współpracować. – Tym razem uśmiech był, miała nadzieję, szczery. Odetchnęła w duchu, kiedy twarz młodego mężczyzny również się rozpromieniła. Spojrzała na mistrzynię. – A co z misją, o której była mowa? Ponoć macie coś dla mni… dla nas, dlatego przerwaliście ćwiczenia. Chyba, że chodziło tylko o Treeke.

- Nie. Macie również misję od senatu. – Asaro miała nadzieję, że mistrzyni nie widziała jak Jedi przewróciła oczami. – Musicie polecieć na Christophis. Według danych ma się tam odbyć spotkanie senator Rallin z przedstawicielami separatystów. Macie ją złapać na gorącym uczynku i przyprowadzić przed oblicze sprawiedliwości.

- Naprawdę? – wymsknęło się Asaro. – Super elitarny oddział do łapania zdrajców?

- To nie moja decyzja tylko senatu, więc mogłabyś darować sobie uwagi. Ja przekazuję ci tylko informacje – głos był surowy.

- Z mistrzem Tesharkiem wykonywaliśmy zdecydowanie trudniejsze misje niż łapanie zdrajców – wtrącił się Treeke.

- Widzę, że będziecie się dogadywać, bo jeśli chodzi o pretensjonalność to jesteście na podobnym poziomie – Shaak Ti mówiła cicho acz groźnie. Padawan zmieszał się.

- Ale on ma rację. Skorolle to nie oddział do łapania polityków…

- Skorolle to oddział pod rządami kanclerza i będzie robił co kanclerz sobie zażyczy. Asaro, ja też jestem rozczarowana i zła na takie decyzje. Senat po raz kolejny pokazał jak traktuje Zakon Jedi. Po raz kolejny wojna i władza biorą górę nad rycerskimi wartościami. Nie mamy jednak wyboru. Musisz być silna. Pamiętaj, czego się nauczyłaś podczas pobytu tu, na Kamino. A teraz pozwólcie, ale muszę wracać do swoich obowiązków. – Shaak Ti ukłoniła się delikatnie, na co Asaro i Treeke odpowiedzieli tym samym. Przez chwilę patrzyli na odchodzącą togrutankę.

- Chodź młody. Pakuj się i lecimy na Cristophis.

Średnia ocena: 4.5  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Kapelusznik 4 miesiące temu
    Dobry odcinek.
    Tylko dobry
    Kiedy Asaro myślała powinny pojawić się znaki zapytania.
    Dodatkowo trochę mało krytyki względem jedi
    Którzy jako zakon dołączyli przecież do wojny galaktycznej
    Misja ok
    Padawan... Trochę słownictwo zbyt przypomina mi anakina i ahsoke
    4
    Czekam na kontynuację
    Pozdrawiam
  • Pontàrú 4 miesiące temu
    Dziękuję

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania