Asaro Erhetia Część 12. Star Wars

Czarna kanonierka opuściła hangar. Kiedy pokonali wysokość chmur, ciężki deszcz przestał dudnić o metalowe ściany statku.

Asaro patrzyła jak Treeke przybija żółwiki po kolei z Liftedem, Shadem i Pi’em. Widziała uśmiech na jego twarzy, który pojawił się, kiedy to znów mógł zobaczyć dawnych druhów. Widziała również jak podszedł do kapitana Pike’a aby się przywitać. Cieszyła się z powodu powstawania przyjaznych relacji w ich małym gronie. Teraz nawet Q4 kręcił się już tylko dookoła młokosa a należałoby wspomnieć, że ledwo co opuścili planetę.

Zdawało się, że dla Treeke oglądanie kanonierki i sprzętu było wysoce zajmujące. Zwłaszcza sprzętu. Pike przygotował dla padawana taką samą prezentację, jaką wcześniej urządził Jedi. Adept reagował jednak zdecydowanie inaczej niż jego mistrzyni. Podobała mu się zabawa w szpiega. Żywiołowo reagował na każdy pokazany gadżet a zwłaszcza na „pelerynę niewidkę”, przyjmującą kolor tła.

Asaro oparła się wygodnie na kanapie przy holostole. Wzięła do ręki jeden ze swoich mieczy, ten z nieco większą rączką. Matowy srebrny uchwyt odbijał rozmazane światło sufitowych lamp. Jedi cicho westchnęła. Zamknęła oczy i uciekła do wspomnień.

*

Szybko przeskoczyła na kolejny filar. Zrobiła to w ostatnim momencie, gdyż ten na którym przed chwilą stała, szybko wsunął się w podłogę. Złapała równowagę. Zobaczyła nadlatujące zdalniaki. Mocniej złapała za miecze. Na sąsiednim filarze wylądowała Chiyiwey ledwo łapiąc równowagę na niewielkiej powierzchni. Asaro uniosła prawą rękę i odbiła nadlatujący pocisk. Usłyszała dźwięk, poszarpanego ostrza koleżanki. Ciyiwey używała kryształu o nieco większej mocy niż stosowane zazwyczaj w mieczach, dlatego jej ostrze przypominało nieco, nieustannie zmieniające się wiązki zielonych piorunów a odgłos towarzyszący każdemu, zamaszystemu cięciu był niższy niż normalnie.

Asaro przeskoczyła na kolejny filar. Widziała jak na salę wlatują kolejne kule treningowe. Nie bez problemu odbiła nadlatujące pociski. Niebieskie ostrze zabłysło jej tuż przed twarzą, kiedy w ostatniej chwili obroniła się przed atakiem.

Popatrzyła na morze pojawiających się i znikających filarów. Między słupami dostrzegła świecący cel. Zaczęła biec przeskakując po kolejnych ruchomych stopniach. Nagle jeden wysunął jej się z pod stóp. Użyła mocy i szybko katapultowała się na sąsiedni filar i złapała się go samymi końcami palców. Oba jej miecze wylądowały na podłodze. Spojrzała w górę. Próbowała się podciągnąć. Lewa ręka ześlizgnęła się z ruchomej platformy. Czułą tępy ból w palcach prawej. Nagle jakieś silne włochate ramie złapało ją mocno i wciągnęło na słup.

- Dziękuję – powiedziała dysząc lekko. Odpowiedź otrzymała w Shyriiwooku w postaci krótkiego ryknięcia.

Asaro i Chiyiwei zeskoczyły szybko z zapadającej się platformy. Gdy tylko szarowłosa dziewczyna znalazła oparcie, wyciągnęła ręce w stronę mieczy a te natychmiast podleciały do jej rąk. Znów rozbłysło niebieskie i zielone ostrze. Zrobiła to w ostatnim momencie gdyż w jej stronę znów nadlatywała grupa zdalniaków. Rozpoczął się morderczy ostrzał. Asaro starała się odbić pociski w stronę atakujących botów. Kiedy ostatni padł, znowu musiała zmienić filar. Zrobiła szybkie salto do tyłu. Rozejrzała się za celem. Świecący kamień znajdował się w samym rogu pokoju. Zaczęła biec, przeskakując po szczytach ruchomych kolumn. Zobaczyła jak Chiyiwey potknęła się o jedną z szybko wysuwających się przeszkód. Asaro wyprostowała ręce i przy użyciu mocy podsadziła oddaloną koleżankę.

Biegła dalej była już blisko, kiedy w oknie z którego przyglądał im się mistrz Plo Koon zobaczyła swojego ojca za którym wszedł wyraźnie zdenerwowany mistrz Windu. Nie zauważyła wysuwającej się platformy i uderzyła w nią całym ciałem. Poczuła ból w klatce piersiowej i to, że zsuwa się na podłogę. Kiedy tylko jej dosięgła rozległ się odgłos alarmowy a morze ruchomych kolumn uspokoiło się, po czym każda wsunęła się w podłogę. Przedstawicielka rasy Wookiee podbiegła do kobiety.

Asaro przez chwile nie mogła złapać powietrza. Ręka z metalową rączką miecza świetlnego była w momencie uderzenia między nią a przeszkodą i boleśnie wbiła się w splot słoneczny. Padawan leżała na podłodze na plecach próbując coś powiedzieć. Chiyiwey uklękła przy towarzyszce.

Dziewczyna widziała jak jej ojciec niemalże bije się z czarnoskórym Jedi. W końcu polityk został wyrzucony z pomieszczenia przez klony ochraniające świątynię. Nie mogła zrozumieć, jak tu wszedł ani o co chodzi, ale kłótnie pomiędzy ojcem i Radą Jedi a zwłaszcza mistrzem Windu, nie były dla niej nowością.

Chiyiwey podłożyła jej rękę pod głowę.

- Już dobrze… Dziękuję – stęknęła. Stwierdziła, że może znów oddychać. Wookee zaryczała, patrząc na kobietę brązowymi oczami.

- Tak, tak, jest dobrze. Dostałam w splot słoneczny i nie mogłam oddychać – szybko wyjaśniła. Znów usłyszała ciche porykiwanie. – Wiem. Przepraszam. Zagapiłam się i nie udało nam się ukończyć ćwiczenia.

Asaro powoli wstała. Podniosła porozrzucane po ziemi miecze i przywiesiła do paska krótkich, ciemnoszarych spodni. Usłyszała odgłos otwieranych drzwi a na salę wszedł mistrz Plo Koon. Obie padawanki ukłoniły się spiesznie.

- Niestety, nie zdałyście tym razem – Jedi mówił powoli – ale to nie powód by się poddawać. Młoda Asaro, widziałem co cię rozproszyło jednak pamiętaj, że na polu bitwy może zdarzyć się wszystko. Może pojawić się nawet członek twojej rodziny a ty nie będziesz miała czasu zastanawiać się, co tu robi a nawet po czyjej jest stronie, dlatego niech to będzie dla ciebie cenna lekcja – zrobił krótką pauzę. – Co do Chiyiwey nie mam póki co zastrzeżeń. Ogólnie obie spisałyście się dobrze, choć zapewne trenować będziecie jeszcze długo.

Obie uczennice ukłoniły się, podziękowały i opuściły salę ćwiczeń.

*

Asaro patrzyła na ciężką, matową, srebrną rękojeść. Miecz był niezwykły. Posiadał kryształ o nieco większej mocy niż stosowane zazwyczaj w mieczach, dlatego jego ostrze przypominało nieustannie zmieniające się wiązki zielonych piorunów. Odwiesiła broń na pasek i sięgnęła po drugie z ostrz. Rączka była podobna. Tak samo matowa i srebrzysta, wpadająca jednak bardziej w szarość. Najbardziej klasyczny miecz Jedi.

Lecieli w nadprzestrzeni już dość długo a Lightning zakomunikował, że zaraz powinni być na Christophis. Odwiesiła miecz na pasek i sięgnęła do leżącej obok torby. Wyciągnęła z niej zieloną chustę, daną jej na pierwszych ćwiczeniach przez Pike’a i założyła na szyję. Skoro już dali jej zabawki to może ich trochę poużywać. Założyła materiał na usta i nos a przed oczami zobaczyła znów stan zdrowia członków Skorolle oraz mapę miejsca, w którym mieli lądować. Zdjęła zakrycie i westchnęła. Kto by pomyślał, że miast zostać Mistrzynią w Zakonie Jedi i zasiadać w Radzie ona bawi się w tajną agentkę. Może od początku swojego istnienia była skazana na taką porażkę?

Nie chciała się teraz nad tym zastanawiać. Teraz musiała wykonać misję.

Średnia ocena: 4.3  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Kapelusznik 8 miesięcy temu
    Niewiele błędów
    Trochę dziwna ta retrospekcja
    Mistrz jedi nie zawsze zasiada w radzie
    4
    Pozdrawiam
  • Pontàrú 8 miesięcy temu
    Wiem, że ranga mistrza nie oznacza miejsca w radzie, ale tu chodziło o takie podkreślenie, że byłaby mistrzem a nawet członkiem rady
  • krajew34 8 miesięcy temu
    Jak na tę serię rozdział troszkę słabszy, do rady jedi trafiali ci najbardziej doświadczeni i potężni mistrzowie. Bycie mistrzem otwierało tę drogę, nie oznaczało automatycznie przydzielenie do niej. Moim zdaniem poprzednie rozdziały czytało się o wiele bardziej ciekawie.
  • Pontàrú 8 miesięcy temu
    Co do bycia mistrzem był w tekście wspomniany Mistrz Teshark a nie zasiadał w radzie. Wiem, że te stanowiska nie muszą iść w parze, ale (patrz komentarz wyżej)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania