Bo jestem inna 18
Miała kaca moralnego. Nie odpowiedziała na wiadomość od dyrektora, a samochód, który powierzyła Magdzie, wciąż stał na firmowym parkingu.
– Muszę jechać do tej cholernej firmy – pomyślała. – Kurwa, jak ja się tam pokażę? Ale muszę, chociażby po to, żeby odebrać auto. Nawarzyłam sobie piwa, to teraz muszę je wypić. Sama. Najgorsze będzie spotkanie z Jasińskim.-
-Zadzwoniła do Magdy i zapytała, czy jutro będzie mogła przyjechać po kluczyki, bo chce odebrać auto.
– No w końcu! – roześmiała się Magda. – Pewnie, że możesz. Cały czas leżą w szufladzie mojego biurka.
– A dyrektor jest? Nie chciałabym się z nim widzieć.
– Marta, i tak będziesz musiała. Nie odkładaj tego na później.
– Ale wiesz, Magda... no, kurwa mać, wstydzę się. Zachowałam się debilnie, a na dodatek zaliczył ode mnie liścia.
– Jakiego liścia? – zdziwiła się Magda.
– No, przywaliłam mu w twarz. Nie wiem, co mi strzeliło do głowy.
– To rzeczywiście trochę cię poniosło... Marta, bądź jutro. Ja zabieram się do pracy. Pogadamy, jak się spotkamy po robocie.
– Do jutra, Magda – rozłączyła się.Pojechała taksówką. Już na miejscu, w firmie, pierwsze co zrobiła, to pobiegła do sekretariatu. Przywitała się z Magdą, odebrała kluczyki od auta i już chciała uciekać, ale przyjaciółka szybko przetłumaczyła jej, że ucieczka nic nie da kiedyś i tak będzie musiała stanąć z dyrektorem twarzą w twarz
.Marta poszła na górę. Nie lubiła jeździć windą, a gabinet dyrektorski znajdował się na pierwszym piętrze. Stanęła przy drzwiach i wciąż wahała się, czy wejść, czy nie, gdy nagle drzwi się otworzyły, a w progu stanął Jasiński.
– Długo tak będziesz stała pod tymi drzwiami? – zapytał. – Zapraszam do środka.
– Wiesz... to znaczy, chciałam przeprosić, panie dyrektorze – wypaliła. – Wiem, że dałam ciała. Nie powinnam była, ale... kurwa, no co ja się będę przed panem tłumaczyła?
Jednym zdaniem: nie popisałam się.
Patrzył na nią, słuchał i nie przerywał. Nie usiadł za biurkiem, nie poprosił też, żeby usiadła ona. Na jego twarzy nie gościł nawet cień uśmiechu.
– Powiedz coś, Jasiński! – krzyknęła, przestając panować nad sobą.
– Ochrzań mnie, opierdol, kurwa, ale nie stój tak jak słup!-
Nic. Cisza. Podszedł do drzwi, otworzył je szeroko i bez słowa pokazał jej gestem, że ma wyjść. Zrozumiała.
Wychodząc, syknęła tylko:– Jednak z ciebie też jest kawał...
– Nie musisz kończyć – odezwał się cicho. – Wiem, co chcesz powiedzieć. Wróć, jak ochłoniesz.
– Spadaj! – Trzasnęła za sobą drzwiami tak głośno, że aż jego osobista sekretarka, siedząca w pokoju obok, wyjrzała zza biurka i z niedowierzaniem pokręciła głową.
Była zgorszona zachowaniem Marty, choć doskonale wiedziała, że dyrektor darzy ją ogromną sympatią.
Marta nie wiedziała, co ma ze sobą zrobić. Było jej potwornie źle. Wsiadła do auta, odpaliła silnik i niewiele myśląc, pojechała do domu Łukasza i Kingi.
Mieli mały domek pod Piasecznem. Nie była u nich całe lata, ale jakimś cudem trafiła.
Po drodze kupiła duży, zdalnie sterowany samochód dla Natana i wielkiego, pluszowego misia dla Mili.
Łukasza nie było w domu, przywitała ją Kinga.
– Marta? – zdziwiła się. – Wchodź. –
Otworzyła furtkę i zaprosiła ją do środka, pytając, czy napije się kawy.
Marta skinęła potakująco głową.Usiadły w kuchni. Kinga gotowała obiad, Natan był jeszcze w szkole, a Mila spała w swoim łóżeczku.
– Marta, co się stało?
– Kinga, sama nie wiem. Nie przepadamy za sobą, ale musiałam was zobaczyć. Pogadać z tobą... Nie wiem, może zakopiemy w końcu topór wojenny?
– Pewnie – uśmiechnęła się Kinga, choć nieco niepewnie. – Przynajmniej możemy się postarać. To nie jest tak, Marta, jak myślisz.
Wiem, że obie nie jesteśmy aniołkami. Ja byłam złośliwa wobec ciebie, ty mi odpłacałaś tym samym. Nie potrafiłyśmy się dogadać. Czasem nawet żałowałam, ale byłyśmy sobie po prostu obce.
– Wiem – westchnęła Marta. – Obie zawiniłyśmy. A przecież w końcu jesteśmy rodziną. Są dzieci i chociażby dla nich powinnyśmy żyć w zgodzie.
– No właśnie. Ale cieszę się z twojej wizyty, Marta. Zostaniesz na obiedzie? Niedługo wróci Łukasz, odbierze Natana ze szkoły. Zostań, proszę. I nie bój się, nie będziemy chcieli zamienić naszego domu na twój.Obie się roześmiały -i był to śmiech szczery, nieudawany.
-Łukasz mimo że zaskozcony , ucieszył się z wizyty siostry . Mocno ją przytulił
-dobrze że wpadłaś do nas -powiedział
– Obiad zjedli we czworo. Marta wręczyła prezenty. Natan, jak to chłopiec, szalenie ucieszył się z samochodu. Mila przyglądała się misiowi, ale była jeszcze za mała, by cokolwiek powiedzieć. Po obiedzie Marta zaczęła się żegnać.
Uścisnęła Kingę i obiecały sobie, że od tej pory ich relacje będą poprawne i będą w stałym kontakcie.
Do domu w Józefowie wracała spokojna, zadowolona z siebie. Nawet Kinga wydała jej się nagle całkiem spoko babką.
Minęło kilka dni. Marta stała przed swoim lustrzanym powiernikiem i rozmawiała z własnym odbiciem.
– Muszę się w końcu przełamać i pojechać po to zlecenie. Z Jasińskim nie muszę gadać... ale wiesz, jak on na mnie spojrzy, to mi zaraz nogi miękną. No, co ty byś zrobiła?-
- Kurwa mać, masz dylemat, Marta...
– Nie przeklinaj – upomniała swoje odbicie.
– Ale jak tu się od tego odzwyczaić? Ktoś pije, ktoś pali, a ja przeklinam.
Nawet nie wiem dlaczego, przecież rodzice nigdy nie używali takich słów.
No nie, jestem po prostu inna i bez tego bym nie istniała. Może kiedyś się oduczę..
-Te rozważania przerwał dzwonek telefonu. Odebrała, choć numer wyświetlił się jako nieznany.
– Dzień dobry, słucham? – zapytała.
– Witam panią – od razu poznała głos dyrektora. – Dzwonię w sprawie zlecenia. Czyżby pani zrezygnowała?
– Jego ton był bardzo oficjalny, chociaż Marta dałaby sobie głowę uciąć, że on tam, po drugiej stronie słuchawki, cicho się z niej podśmiewa. Podjęła grę.
– Nie zrezygnowałam, może być pan spokojny. No chyba że ma pan już kogoś na moje miejsce, to wtedy adieu, papa!
Cisza po drugiej stronie nagle ją zaniepokoiła.
– Czy jest tam pan jeszcze?
– Proszę o odebranie zlecenia w trybie natychmiastowym. Dokumenty będą czekać u dyrektora Jasińskiego. Do widzenia.
– Rozłączył się.
– Kutas – rzuciła pod nosem, ale on już tego nie słyszał.Wiedziała, że to celowe zagranie. Chciał ją wkurzyć? Upokorzyć? Ale właściwie dlaczego?
Z drugiej strony... czy to na pewno był on? Powiedział: „Dokumenty będą czekać u dyrektora Jasińskiego”.
Przecież gdyby to był Jasiński, powiedziałby „u mnie”. Może rozmawiała z kimś zupełnie innym? Z kimś, kto miał łudząco podobny głos?
– Kurde... – pomyślała. – Teraz to dopiero mam dylemat.
Pojechała następnego dnia. Od razu skierowała się do gabinetu dyrektora. Zajrzała najpierw do sekretariatu i zapytała sekretarkę, czy szef jest u siebie. Był.
Marta weszła bez pukania. Jasiński siedział za biurkiem i przeglądał jakieś papiery. Spojrzał na nią, po czym bez słowa sięgnął do teczki z dokumentami.
– Rozumiem, że przyjechała pani po zlecenie? Proszę bardzo – odezwał się w końcu oficjalnym tonem.
Teraz z kolei ona nic nie powiedziała. Wyrwała mu projekt z ręki i odwróciła się na pięcie. Dopiero przy samych drzwiach zatrzymała się na moment, spojrzała na niego wymownie i wyszła. Tym razem obeszło się bez trzaskania drzwiami.
Wracając, chciała wstąpić do Magdy, ale nie zastała jej za biurkiem. Okazało się, że dziewczyna jest na zwolnieniu. Niewiele myśląc, Marta wyciągnęła telefon i zadzwoniła do niej z pytaniem, czy może wpaść z wizytą.
Magda wręcz ucieszyła się na tę propozycję.–
- Pewnie, wpadaj! – rzuciła do słuchawki.
Pół godziny później Marta stała już w progu jej mieszkania.– Co ci właściwie dolega? – zapytała na dzień dobry, taksując ją wzrokiem.
– Nic! – roześmiała się Magda. – Po prostu nie chciało mi się iść do pracy, więc załatwiłam sobie trzy dni wolnego.
Chodź do pokoju, pogadamy. Zabierz kubki z kuchni, a ja zaraz przyniosę ciasto. Wczoraj upiekłam.
Rozsiadły się wygodnie na kanapie. Rozmawiały o plotkach z biura oraz o tym, że Magda zaczęła spotykać się z jednym z mężczyzn, którzy podczas ostatniego bankietu siedzieli z nimi przy stoliku.
– Wiesz, znamy się krótko, ale prywatnie spotkaliśmy się już trzy razy. No i w firmie też na siebie wpadamy – opowiadała z uśmiechem Magda. – Wydaje się naprawdę w porządku, ale musimy się lepiej poznać.
A tobie jak poszło z dyrektorem?
– To kutas! – wybuchła Marta. – Idę do niego... przecież już byliśmy na „ty”, a on nagle wyskakuje do mnie z „panią” albo w ogóle się nie odzywa!
A przecież przeprosiłam, pokajałam się. Magda, ja nie będę przed nim bić pokłonów. Za stara na to jestem.
– Marta, sama nie wiem, co ci powiedzieć... Może daj sobie z nim spokój? Wyluzuj, rób swoje i tyle. Ale rób to dla siebie, a nie dla niego.
– Pomyślę o tym, kochana. Tyle że sama wiesz, jak kiepsko wychodzi mi wrzucanie na luz-
Posiedziały jeszcze trochę, nadrabiając zaległości, po czym Marta zaczęła się zbierać. Tego dnia nie miała już ochoty na żadne odwiedziny – pojechała prosto do swojego domu w Józefowie.
Komentarze (2)
Niezła z niej numerantka *****;)
Tak . Ale chciałam zeby taka była . Pozdrawiam i dziękuję za ocenkę .
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania