Częstochowska Róża Część 2 - Księżyc jest piękny (5/7)

Zszedł do piwnicy i ściągnął zasłony z zakurzonych obrazów Anny. Wyniósł je na górę, do salonu, tam wziął suchą szmatkę i zaczął przecierać. Gdy już odkurzył, zaczął wieszać malowidła na ścianach. Myślał, że tutaj powinny były wisieć cały czas.

„Byłem głupi. Byłem tak głupi…”

Tamtego dnia, gdy nazwał ją różą… cały świat się zmienił. Potem poszli na rynek i spędzili ze sobą cały dzień, aż do wieczora. Na sam koniec odprowadził Annę do domu, która to zapierała się, by pójść z nim na przystanek autobusowy. Beniamin jednak zakazał dziewczynie zostać, argumentując, że da radę i nie powinna wracać sama po ciemku. I właśnie wtedy Anna chwyciła go mocno za rękę, którą pokrywały blizny. Ten dotyk był tak ciepły, tak przyjemny… Na samą myśl o tym Beniaminowi krwawiło serce. Pamiętał wyraz twarzy dziewczyny, jej zaszklone oczy, policzki rozgrzane, a usta uśmiechnięte. Podziękowała mówiąc, że to były najlepsze urodziny, jakie kiedykolwiek miała. I dodała, że jest jej najlepszym przyjacielem. Jego serce w tamtej chwili zapłakało.

I zapłakało teraz, na wspomnienie tego.

– Anna… – wydukał pod nosem, wieszając obrazy na ścianie. – Tak bardzo chciałbym cofnąć czas…

Pamiętał jeszcze jedno. Głupie myśli, za które siebie nienawidził. Czułość Anny w tamtym momencie… Nie, cała czułość, którą mu okazała, była piękna i uszczęśliwiała. Ale jednocześnie… przerażała, gdyż cały czas, gdzieś z tyłu głowy, miał to widmo rodziców i katów, które cały czas go prześladowało. Czuł, że nikt nie mógłby go lubić. A tym bardziej… kochać. Nie wierzył, żeby Anna mogłaby go pokochać. Że te wszystkie emocje widoczne w jej oczach… to tylko dlatego, że mówi jej te wszystkie komplementy. Ten zachwyt wkrótce minie. W końcu musi być dla niej starym koniem, pewnie uważa go za coś w stylu „starszego brata”, lub „fajnego, starszego kolegi”…

Lecz był jeszcze jeden, ważniejszy aspekt. Beniamin był słaby. Nie umiał sobie poradzić ze swoimi problemami. Anna dobrze o tym wiedziała. Jak mogłaby pokochać takiego mazgaja? A nawet jeżeli… to czy i tak by pewnego dnia nie odeszła? W końcu każdy odchodzi… Rodzice odeszli, przyjaciele, poznani przez Internet, którzy byli dla Beniamina ważni również odeszli, znajdując innych przyjaciół, czy mając dość jego problemów… Nawet dziewczyna, w której się podkochiwał w gimnazjum, kiedy wyznał jej swoje uczucia, potraktowała go w okropny sposób…

Każda relacja Beniamina kończyła się tragedią. Bał się bycia zostawionym. W końcu urosło to do takiej paranoi, że zrywał wszystkie znajomości jako pierwszy, nawet bez konkretnej przyczyny. To było lżejsze do przełknięcia, niż bycie zostawionym…

Uderzył pięścią w ścianę. Był zły na siebie. Był tak strasznie zły na siebie…

– Anna… Przepraszam, że nie byłem obecny, kiedy mnie potrzebowałaś…

Zapłakał jak głupi. Było mu wstyd, że jest takim tchórzem. I znów coś mu się przypomniało. To było jedno z najpaskudniejszych wspomnień.

Nastał wrzesień. Anna zaczęła trzecią klasę gimnazjum, kiedy Beniamin miał jeszcze wolne. I znowu napadła go chandra. Nie miał na nic ochoty, ciągle rozmyślał o tym, jak Cyryl na niego patrzył. Myślał o cieple Anny które czuł, gdy go obejmowała… to było straszne. Ta wrażliwość była przerażająca. Miłość, którą czuł w swoim sercu, również.

Nie umiał dłużej siebie okłamywać. Kochał Annę Warmuzek… i to doprowadzało go do szaleństwa. Bał się tego uczucia. Był pewien, że dziewczyna tego nie odwzajemnia, że ponownie zostanie skrzywdzony. Chciał uciec jak najdalej, a z drugiej strony potrzebował Anny… Potrzebował tak bardzo…

Nienawidził siebie za to.

Ciągle o niej myślał, ale ograniczył kontakt. Nakłamał, że wkręcił się do pracy i stąd ma mało czasu, no i jeszcze przygotowywania na studia. A prawda była taka, że całe dnie siedział w domu przed komputerem i zapychał się głupstwami, próbując nie myśleć… Chciał uciec jak najdalej, by nikt nie był w stanie go już nigdy odnaleźć. Został pochłonięty przez paranoję. Po nocach śnił, że trzyma Annę za rękę i obydwoje są szczęśliwi. Przez to każdego ranka wpadał w coraz to gorszy dół. Doszło w końcu do tego, że codziennie pił alkohol i co kilka dni zwiększał dawkę. W pewnym momencie upijał się tak mocno, że chodząc zataczał się. Babcia była zła na wnuka, ale uznała, że młodość „swoimi prawami się rządzi”. Była przekonana, że wkrótce przestanie. Nie podejrzewała przecież, by po terapii, na jaką zaciągnęła Beniamina w gimnazjum po jego wybryku z cięciem się miał jeszcze jakiekolwiek problemy. Wierzyła, że wszystko się unormowało. Była w błędzie, ale z jego winy.

Anna martwiła się, ale Beniamin kazał jej nie przyjeżdżać. W końcu jednak zaczęła naciskać, błagając, by powiedział co się stało. Że widzi, co jest nie tak. Żądała wyjaśnień…

Pamiętał tamto okropieństwo dobrze. Pokłócili się wtedy po raz pierwszy… Anna powiedziała kilka mocnych słów, przez które Beniamin bardzo się zdenerwował.

Później przepraszała, ale pozostał wściekły. Był tak wściekły, że w pewnym momencie pomyślał „oby się udławiła”. Nie pamiętał dokładnie, co wtedy powiedziała… Ale w tym momencie czuł, że mu się należało. Że takiemu słabeuszowi i tchórzowi, który najpierw zwalił na nią swoje problemy, a potem usilnie ją omijał, należy się kop w twarz…

I za wszystkie inne rzeczy, które zrobił, również…

Zaczął biec na górę. Otworzył dużą szafę i zaczął grzebać w poszukiwaniu czegoś. Wtedy kolejne wspomnienie wróciło. To było tydzień po kłótni. Od tamtego czasu w ogóle nie odzywali się do siebie. Pamiętał ostatnie słowa, które napisała na koniec: że żałuje tego, co powiedziała. Beniamin czuł poczucie winy. Nadal był zły, ale… wcale nie był lepszy.

Na stronie gimnazjum Anny odkopał plany lekcji. Sprawdził, o której dzisiaj kończą klasy trzecie. Nie marnując więcej czasu, wsiadł w autobus linii podmiejskiej i pojechał do Olsztyna. Chciał przeprosić dziewczynę twarzą w twarz. Chciał wyjaśnić, że to przez jego paranoję, że… Nie, z czego niby ma się tłumaczyć? Po prostu przeprosi. Nawet uklęknie, by przeprosić… Chociaż nie, w miejscu publicznym to lepiej nie, tylko niepotrzebnie ją ośmieszy przed rówieśnikami…

Znalezienie drogi do szkoły zabrało Beniaminowi więcej czasu, niż się spodziewał. Jednak w końcu trafił na gimnazjum im. K. Karlińskiego. Stanął niedaleko bramy, tak, by nie wyglądać podejrzanie i obserwował, szukając Anny. Wśród grupy uczniów opuszczających budynek nie było jednak księżycowej buźki. Zastanawiał się, czy w ogóle dziś przyszła do szkoły… Pomyślał, że może została na jakiś dodatkowych zajęciach, albo może skończyła lekcje wcześniej? Wtedy właśnie zobaczył Cyryla, który wyleciał ze szkoły jak oparzony i rozglądał się nerwowo wokoło, po czym pobiegł na tyły budynku. Beniamina od razu przeszły złe przeczucia, bez namysłu wbiegł na teren szkoły, choć nie powinien, jako iż nie był ani uczniem, ani rodzicem… Jednakże, nie obchodziło go to. Cyryl biegł o wiele szybciej od niego, nie zdążył chłopaka nawet dogonić. Nagle usłyszał dziwny dźwięk, a dokładnie uniesiony ton. Ktoś krzyczał: „nie wtrącaj się w to, emosie!”.

Beniamina ogarnęło zimno, zatrzymał się i wyjrzał lekko zza rogu, upewniając się, że nikt go nie zauważy. Zobaczył, jak grupa młodych osób otacza Annę, przyciskając dziewczynę do muru. Jeden chłopak trzymał rękę zaciśniętą na bluzce dziewczyny, gdy drugi przetrzepywał jej plecak, wyrzucając zawartość na ziemię. Cyryl szarpał się z trzecim, niestety mieli przewagę liczebną. Agresorów było siedmiu, trzech chłopaków, cztery dziewuchy. Drugi, do tej pory opróżniający plecak, pomógł powalić koledze Cyryla na ziemię, który krzyczał, że mają zostawić Annę w spokoju. Chwycili go za ręce i przytrzymali, wychudzony Cyryl nie mógł się wyrwać. Jedna z dziewuch wzięła portfel Anny z ziemi i wyciągnęła pieniądze, drugą nogą kopała zeszyty.

– Tylko tyle, grubasie? – szydziła, patrząc na monety. – Pewnie wydałaś na żarcie, tłusta świnio.

Anna zagryzła wargę. Próbowała zamachnąć się na agresorkę, była pełna furii, lecz wtedy ten, który ją przytrzymywał, chwycił ją pod szyją i silnie przycisnął do ściany.

– Spokojnie, bo ci się krzywda stanie! – zagroził. Beniamin widział już dość. Dostał jakby nadludzkiej szybkości, w mgnieniu oka pojawił się przy kolesiu przytrzymującym Annę, złapał go od tyłu za koszulkę i odepchnął od dziewczyny. Ten zachwiał się, po czym przeklął i próbował uderzyć Beniamina, który więc, odruchowo, przypominając sobie swoje szkolne lata piekła, wysadził agresorowi soczyste uderzenie z pięści prosto w nos. I nie obchodziło go to, że jest młodszy. Dla bandytów nie miał litości.

Dziewuchy i ich „ochroniarze” widząc, jak Beniamin przefasonował facjatę ich koledze uciekli, jednocześnie wykrzykując pogróżki. Beniamin nie przejmował się, pomógł Cyrylowi wstać, a potem szybko podszedł razem z chłopakiem do Anny, która zbierała rzeczy z ziemi.

– Anna, nic ci nie zrobili?! – spytał przerażony. Zobaczył wtedy, że ma małego siniaka tuż pod okiem. Dziewczyna kontynuowała zbieranie, nawet na niego nie spoglądając.

– Wszystko jest okej – odpowiedziała, wkładając zeszyty bez ładu do plecaka i zaczęła brać w dłonie porozrzucane długopisy. Wtedy Beniamin złapał ją mocno za ręce. Spojrzała wtedy na jego twarz, na której widoczna była nieopisana złość.

– Zawsze tak mówisz. Zawsze omijasz temat. Nie jest z tobą okej. Nie jest z tobą wcale okej!

Wtedy właśnie pierwszy raz zobaczył łzy spływające po policzkach Anny. Płakała głośno, dając upust emocjom. Beniamin objął ją. Wraz z Cyrylem czekali, aż się uspokoi.

Kontynuował grzebanie w szafie, szukając czegoś rozpaczliwie. Wywalał niepotrzebne rzeczy na ziemię. To musiało gdzieś tu być…

Przez to, że uderzył tamtego bachora miał trochę problemów, jednakże monitoring szkolny na szczęście wszystko zarejestrował. Musiał jednak zapłacić mandat za wkroczenie na teren szkoły i „zaatakowanie ucznia”, ale nie skończyło się to sprawą w sądzie, jako iż działał w obronie Anny i Cyryla. A co do mandatu, pomyślał, że niech już będzie. Cały wrzesień przyjeżdżał do Olsztyna, by odbierać Annę ze szkoły. Czekał na nią zawsze niedaleko bramy. Dziewczyna za to często zapraszała go do domu. I pewnego razu, coś mu dała.

Udało mu się to znaleźć. Wyciągnął dość duże płótno, również zawinięte w prześcieradło, które natychmiast rozerwał. Ujrzał portret, namalowany farbami akrylowymi. Przedstawiał jego, jak był dziewiętnastolatkiem. To był prezent od Anny za to, że jej pomógł. Gdy dawała mu ten obraz wyznała, że już od długiego czasu miała takie problemy w szkole. Że to dlatego, że jest nieco puszysta, biedniejsza i nie wychowują jej rodzice. Nikt nie chciał pomóc. Choć babcia chodziła do szkoły i próbowała to załatwić z nauczycielami, każda próba interwencji kończyła się tylko pogorszeniem sytuacji. Ale kiedy Beniamin ją obronił… dzieciaki zaczęły się bać. Tak mówiła Anna. Pamiętał dokładnie moment, w którym wręczała mu ten obraz… Jak płakała, ciągle przepraszając za to, co powiedziała wcześniej. I ciągle dziękowała za ratunek. Nawet nazwała go „bohaterem”. Obraz u dołu był podpisany: „Dla Beniamina, dla mojego bohatera”.

Jego ręce zadrżały, gdy wpatrywał się w napis. Pytał sam siebie, jak mógł być taki głupi. Jak mógł do tego wszystkiego doprowadzić…

Usiadł pod ścianą na której zawiesił portret. Niegdyś tam się znajdował, wrócił w końcu na swoje miejsce. Beniamin siedział pod nim i ryczał jak dziecko.

Dziś jest jedenasty października. Dzień przeklęty i dzień piękny…

Już rozumiał. Tak usilnie próbował tłumić emocje, że jego psychika wycięła mu numer i ukazała widmo Anny. Nie wiedział czy to dobrze, czy nie. Raczej nie. Coś, co tak boli, nie może być dobre…

Nie zorientował się nawet, kiedy się ściemniło. Położył się do łóżka, zmęczony tymi wszystkimi emocjami. Przekręcał się a to na lewy, a to na prawy bok, albo leżał na wznak, lecz w żadnej pozycji nie było wygodnie. W końcu chwycił za telefon, by sprawdzić godzinę. Była równo dziewiętnasta trzydzieści. Jeszcze za wcześnie, by spać, ale nie mógł wstać. Przekręcił się na brzuch, twarz wciskając w poduszkę.

To było dokładnie sześć lat temu. Właśnie tego dnia, właśnie wieczorem. Właśnie w tym mieście…

Ale kiedy rano wstawał tamtego dnia z łóżka, nie miał pojęcia, jak bardzo ten dzień będzie znaczący.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (5)

  • Shogun 2 tygodnie temu
    Tak, nareszcie! Zrobił pierwszy krok! :) Tak jak sądziłem, tak jak mówiłem :)
    I co najważniejsze zaczął żałować, że siebie nienawidzi, a to pierwszy krok do tego, aby zaprzestać tej "samonienawiści"
    Wyjął jej obrazy i na powrót powiesił ma swoje miejsce. To z pewnością musiało w pewien sposób go "oczyścić", choć w małym stopniu.
    Dowiedziałem się w tym rozdziale bardzo ważnej rzeczy... że był bohaterem dla Anny. On? Taki spokojny, wycofany i zamknięty w sobie chłopak? Nie może być!
    A jest! :)
    I tutaj właśnie na chwilę się zatrzymajmy. Bo był bohaterem po tym jak pomógł jej w tym incydencie w szkole. To fakt, ale czy na pewno tylko wtedy był tym bohaterem? Nie był nim może już wcześniej? Czy bycie bohaterem to tylko definicja składająca się na heroiczny ratunek drugiego z opresji? Szczerze wątpię.
    Bo tak naprawdę... jak wcześniej widziała go Anna? Kim dla niej był? Czy on o tym wiedział? Czy kiedyś mu o tym mówiła? No właśnie, bo nie mówiła zbyt wiele o sobie, ale to się zapewne zmieniło właśnie od tamtego incydentu. A dlaczego?
    Bo w końcu Beniamin dowiedział się o pewnych problemach Anny, które podejrzewał o istnienia, ale o których nie słyszał, ani których nie widział.
    I co najważniejsze po raz pierwszy zobaczył łzy u Anny. Usłyszał jej głośny płacz. Wbrew wszelkiemu rozsądkowi i pozorom to dobrze, gdyż Anna podobnie jak Benjamin, tak jak mówiłem wcześniej ukrywa swoje emocje, a tutaj dała im ujście, pozwoliła im eksplodować na oczach innych. To bardzo oczyszczające. Bo ile można nosić w sobie emocje i się nimi dławić? No właśnie...
    Coś czuję, że ich relacja od tamtego momentu się zmieniła, na lepsze. Może byli wobec siebie bardziej otwarci, a zwłaszcza Anna wobec Benjamina. Może nie ukrywała już swoich problemów?
    Może postacie z obrazów nie płakały już niemo i bez łez?
    Mam nadzieję, że tak, w imię "zasady" że jeśli człowiek otworzy się przed drugim człowiekiem i nie dostrzeże za to potępienia a zrozumienie, to już więcej się przed nim nie zamknie.

    Tak, mówiłem, że Benjamin zrobił pierwszy krok, i jestem z niego dumny, jednak przed nim jeszcze daleka droga, gdyż nadal nie może zrozumieć tego dobra jakie go spotkało ze strony Anny, oraz nadal uważa, że na nie, nie zasługuje. Nie może zrozumieć, zaakceptować, zarówno tego jak i siebie...
    Nadal uważa, że jest słaby, że jest mazgajem nie zasługującym na to, aby go lubić, a tym bardziej pokochać.
    Choć po części już się to zmienia, to przez to, iż nie jest to proces zakończony, nadal "miota" się między jednym a drugim.
    Bo w końcu z jednej strony to jest tak przyjemne, że gotów to zaakceptować, a z drugiej uważa, że nie jest godny.
    Pytanie, co przeważy? Co zwycięży?

    Jak na razie zdołał spojrzeć na Annę, która wyłania się z jej obrazów. Zdołał spojrzeć jej w "oczy" dlatego zaczął się tłumaczyć. Czy ona tego oczekuje, zapewne nie. Ona to wie i oczekuje czego innego, o czym też mówiłem już wcześniej. Tego aby Benjamin sobie wybaczył...

    Jak na razie zdołał spojrzeć na "siebie" z przed sześciu lat, co już jest dużym osiągnięciem. Zdołał spojrzeć na "bohatera". Czy to zaakceptuje? Czy mu wybaczy? Czy wybaczy sobie?

    Kluczem do tego może być pokonanie strachu przed przeszłością. Nie chowanie jej po kątach, a ponowne "odkrycie" i zrozumienie.

    Oby każdy kolejny krok zbliżał go do tego.
    A tymczasem, jak zawsze...
    Pozdrawiam :)
  • Clariosis ponad tydzień temu
    Shogunie, dziękuje Ci pięknie za komentarz. :)
    Jak na razie nadal pozwolę sobie milczeć, więc zapraszam serdecznie do kolejnej części - spokojnie, moje milczenie nie będzie trwało długo, po prostu jeszcze nie nastał czas. Na razie pozwalam, jak wspominałam wcześniej, byś sam grzebał i mógł mnie poznawać od tekstu... intrygująca dyskusja nas jednak czeka, kiedy już dojdziemy do prawdziwego sedna. :)
    Pozdrawiam serdecznie!
  • Shogun ponad tydzień temu
    Clariosis aj, naprawdę skromne Twe odpowiedzi Clar ;) Ukrywasz przede mną swój "widok" ;)
    Tak za niedługo spotkamy się w kolejnej części, gdyż lubię czytać kolejną część po otrzymaniu odpowiedzi na poprzednią, bo wtedy wiem, że mogę iść dalej ;)
    Doczekać się również nie mogę, gdy spotkamy się "u mnie, albowiem zapewne będzie o czym rozmawiać ;)

    Pozdrawiam również, po raz kolejny ;)
  • Clariosis ponad tydzień temu
    Shogun już mam zapisane linki do Twoich publikacji, tam już szerzej pokomentuję na pewno. :)
  • Shogun ponad tydzień temu
    Clariosis bardzo mnie to cieszy, gdyż naprawdę ciekawi mnie co powiesz o ostatnich mych "dziełach" haha :D

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania