Częstochowska Róża Część 2 - Księżyc jest piękny (7/7)

Przypominanie sobie źle wpływało na jego psychikę, ale musiał sobie przypomnieć. Musiał. Co z tego, że właśnie przewalał się po łóżku niczym robal, próbujący odwrócić się z powrotem na odnóża? Co z tego, że wył teraz z rozpaczy i palącego jego duszę bólu? Nic z tego, zasługiwał na to. Nienawidził siebie. Przeklinał dzień swych narodzin. Przeklinał świat, że to wszystko musiało się stać. Przeklinał siebie, że nie zrobił nic, by zaradzić tragedii, która działa się na jego oczach…

Wył jak pobity pies. Zupełnie nie po męsku. Było mu wstyd, że jest słaby. Dawno już nie płakał, tak usilnie maskował i odrzucał od siebie emocje, że nie czuł nigdy ochoty, by to robić. Tęsknił za Anną. Chciał ją ujrzeć, porozmawiać… Mogłaby mu się znów przywidzieć, cokolwiek… Po prostu chciał ją ujrzeć, tak rozpaczliwie tego pragnął… Gdyby mógł, jak w książkach czy filmach, zaprzedać duszę by ją ożywić, w tym momencie zrobiłby to bez zastanowienia. Choć… on już nie miał duszy. Zginęła wraz z Anną.

Nagle poczuł coś na swoim policzku. To był bardzo znajomy dotyk. Aż zbyt znajomy... Zupełnie taki sam jak wtedy, kiedy Anna otarła mu łzy…

Podskoczył i krzyknął zduszonym głosem, podnosząc się na łóżku. Ujrzał… klosz białej sukni. Spojrzał wyżej… Rękę, lekko wyciągniętą w jego stronę… Przesunął wzrok jeszcze wyżej… Zobaczył księżycową twarzyczkę…

To niemożliwe.

– …Anna? – spytał, biorąc ciężkie wdechy ze strachu.

– Powiedziałam, że wrócę.

Beniamin czuł, że zwariował. Tak, musiał zwariować. Znowu to przywidzenie, ten omam… Przełknął ślinę. Co powinien zrobić? Zejść do kuchni i wbić sobie widelec w dłoń, a później wrócić na górę i sprawdzić, czy się otrząsnął i już nie ma zwidów? Nie, zrobił coś innego. Chwycił dłońmi wyciągniętą rękę Anny. Była ciepła, zupełnie prawdziwa. Zadrżał… Czuł jej zapach, tak hipnotyzujący i delikatny…

– To naprawdę ty…? – spytał zrozpaczonym tonem.

– To naprawdę ja – odpowiedziała spokojnie. Beniamin pokręcił głową.

– Ale… Przecież… – Przyłożył dłoń kobiety do ust, zaciskając oczy.

– Wróciłam do ciebie. Przecież obiecałam, że nigdy cię nie zostawię. Kim byłabym, gdybym złamała tę obietnicę?

– Ale… Jak mogłaś wrócić, skoro ty… – Nie umiał dokończyć tego tak, jak wczoraj. Anna szepnęła „ciii” i drugą dłonią pogładziła mężczyznę po głowie. Był to ciepły, pełen delikatności dotyk. Beniamin nie mógł wytrzymać, wtulił głowę w tors Anny. Nie obchodziło go, czy to iluzja, czy też nie… To koiło jego duszę, uspokajało. Jej ciepło, zapach i dobroć… czuł je. Nie mogły być fałszywe. Nie mogły być…

Spędzili w ciszy kilka minut. Anna głaskała Beniamina delikatnie po głowie, kiedy on wczuwał się w delikatną woń jej ciała, otulony materiałem sukni.

– Wszystkiego najlepszego. – Złamała ciszę. Beniamin otworzył wtedy delikatnie oczy.

– Jedenasty października… Zapomnij, że dziś moje urodziny… To nasza rocznica.

– Westchnął, delikatnie odsuwając się od kobiety i wstał z łóżka.

– …Pamiętałeś? – spytała zasmuconym tonem. Parsknął śmiechem i pokręcił głową.

– Jak mógłbym zapomnieć? A myślisz, że dlaczego przed chwilą tak ryczałem? Wspominałem, jak pierwszy raz powiedziałaś, że mnie kochasz…

– Zawsze będę cię kochać, Beniaminie Bieliński – powiedziała bardzo poważnym tonem. Aż przeszły go ciarki. Za oknem zaczęło się ściemniać.

– Czy… mógłbym zapalić światło? – spytał.

– Oczywiście.

Zapalił lampkę, która stała na biurku. W pokoju od razu zrobiło się przyjemniej. Gdy Beniamin spojrzał teraz na Annę, poczuł onieśmielenie. Jak można być tak pięknym, pomyślał. Stali tak w ciszy krótszą chwilę, nie ruszając się z miejsca. Anna wyglądała tak, jakby czekała na jakąś sugestię. Zastanowił się chwilę.

– To ten… Skoro jeszcze jest rocznica… Może… zatańczylibyśmy? Tak, jak robiliśmy co miesiąc, jedenastego dnia – zaproponował.

Anna uśmiechnęła się. Beniamin poczuł ulgę. Podszedł do kobiety i poprosił do tańca, lekko kłaniając się, jak prawdziwy dżentelmen. Anna podała mu rękę. Tańczyli powoli, uważnie stawiając każdy krok. Patrzyli sobie uważnie w oczy. Beniamin zastanawiał się, jakim cudem to może być iluzja? W tym momencie nie chciał nawet w to wierzyć. Jakim sposobem czując ciepło, dotyk i zapach… widząc te żywe oczy… Aż pomyślał, że może Anna wcale nie umarła, może to była jakaś podstępnie zaplanowana intryga, dzięki której chciała się zemścić za to, co zrobił…

Cóż, w takim razie zasługiwał. Choć ta opcja była niestety mało prawdopodobna…

Ich taniec trwał bez słów. Co jakiś czas Anna wbijała wzrok w ziemię, by chwilę później znów nawiązać kontakt wzrokowy z Beniaminem, lecz trwało to krótko, zanim znowu skierowała oczy ku ziemi. Wyglądało to tak, jakby chciała o coś poprosić, ale nie miała odwagi… Pomyślał, że nic się nie zmieniła, do tej pory był w stanie ją odczytać.

– Czy czegoś byś chciała? – spytał. Jej usta lekko zacisnęły się.

– Taką jedną rzecz…

Beniamin poczuł ucisk w gardle. Chyba rozumiał, czego chciała. By to sprawdzić, delikatnie przysunął swoją twarz do jej. Reakcja Anny była natychmiastowa, jej źrenice rozszerzyły się, a ciało znieruchomiało. Trafił.

Zamknął oczy i powoli zbliżył twarz, by ucałować Annę, której usta były niesamowicie miękkie. Nie odrywał się od nich długo, a kiedy już to zrobił, szybko ponowił pocałunek. Po chwili oderwał się na dobre, biorąc głębszy wdech. Anna szybko zarzuciła ręce na kark Beniamina i pocałowała go namiętnie. Oczarowany tym gestem, wplótł szybko palce w jej włosy, drugą ręką obejmując w talii. Dawali sobie nawzajem delikatne pocałunki, co jedno skończyło, by zrobić przerwę na oddech, drugie rozpoczynało na nowo. Przyciskali się, chcąc być tylko bliżej siebie. Beniamin przeczesywał jednocześnie gęste włosy Anny, delikatnie masując skórę jej głowy. Był taki szczęśliwy…

Jej całusy wypełniała delikatność, którą zawsze sobą reprezentowała. Gdy po daniu buziaka odwdzięczała się tym samym, czuł, jak wiele uczucia w to wkłada. Kiedy tylko usta kobiety naciskały na jego, emocje tym przekazane przeszywały jego ciało. Swoje pocałunki Anna przepełniała miłością, były subtelne i ciepłe, nieporównywalne z niczym innym. Działały na duszę Beniamina niczym lek gojący wszystkie rany. Gdyby mógł, już nigdy by nie przestał, pragnął pozostać zaklętym z Anną w pocałunku.

W końcu jednak przestali, by odetchnąć. Anna otarła łzy z oczu. Beniamin przesunął drugą dłoń z jej włosów na talię.

– Moje życie bez ciebie… jest bezsensowne – powiedział, patrząc kobiecie prosto w oczy.

– Moje bez ciebie również było.

– Jestem taki szczęśliwy będąc z tobą…

– Naprawdę…?

Nie odpowiedział, tylko ją ucałował. Całował kolejno po brodzie, po lewym policzku, po nosie, po prawym policzku, w kąciku prawego oka, w prawą powiekę oka, w powiekę lewego, w kącik lewego, w środek czoła, po czym powrócił znowu do ust. Po chwili wygiął Annę mocno w przód, złapała szybko za jego barki w obawie, że się przewróci. Beniamin kontynuował całowanie, tym razem delikatnie muskając ustami Annę po kościach obojczykowych, po szyi, tuż pod uchem. Nie mógł się opanować, był tak szczęśliwy, tak zaabsorbowany…

Anna chwyciła za gumkę na włosach Beniamina, po czym obluźniła, doprowadzając tym do rozpuszczenia się fryzury. Powoli wyprostowała się i włożyła obydwie ręce między kosmyki włosów partnera, delikatnie masując jego głowę i kark. Gdy Beniamin zakończył wreszcie pieszczenie ukochanej pocałunkami, objął ją mocno obydwiema rękoma i przycisnął.

– Nigdy mnie nie opuszczaj… Nigdy… – szepnął. – Nie mogę bez ciebie normalnie żyć…

– Ja bez ciebie… też nie mogłam…

Nagle Beniamin uniósł Annę do góry, ku jej zaskoczeniu, po czym położył na łóżku, pod sobą. Chwycił jej dłonie swoimi, ich place skrzyżowały się i mocno zacisnęły. Patrzyli sobie głęboko w oczy, bez słów, aż w końcu złamał ciszę.

– Pamiętasz, jak kładliśmy się tak na łóżku i…

– Pamiętam. – Przerwała. – Nie mów. Po prostu to zrób.

Jak na rozkaz, przyssał się do Anny. Ten pocałunek jednak był inny od wcześniejszych, bardziej intymny, nieco wulgarny… lecz mimo wszystko przepełniony uczuciami. Beniamin polizał delikatnie usta Anny, a ona lekko rozwarła je, by mógł dostać się w głąb nich i zacząć gładzić delikatnie jej język swoim. Mocno zacisnęła oczy, kiedy mężczyzna ewidentnie coraz bardziej się rozkręcał. Jednakże nie trwało to długo, ponieważ Anna przerwała całą akcję, lekko odpychając ukochanego od siebie. Załkała, biorąc głębokie wdechy.

– Zrobiłem coś nie tak…? – przestraszył się, widząc jej reakcję.

– Emocje mnie poniosły… – szepnęła, nie otwierając oczu. Beniamin rozluźnił jedną dłoń z uścisku Anny, by otrzeć łzy z jej twarzy. Pomyślał, że może zbyt szybko zadecydował o tym, może nie była gotowa?

– Nie chciałem…

– To nie tak… Po prostu… zatęskniłam za tym. Ale na raz, to chyba za dużo…

Beniamin położył się obok, pozwalając Annie odpocząć. Leżał na boku, trzymając kobietę delikatnie za rękę i patrząc na nią, jak leży na plecach, z głową zwróconą ku niemu.

– Wiesz, że jesteś piękna? – powiedział, podziwiając jej twarz.

– Jak księżyc? – spytała, z lekkim uśmiechem.

– Jak księżyc.

– A ty nadal masz te piękne oczy.

Nie odpowiedział na to nic, jedynie delikatnie się uśmiechnął. Minuty mijały, gdy zaczął stawać się coraz bardziej, ale to bardziej sennym. Starał się za wszelką cenę nie usnąć. Anna widząc to, zareagowała.

– Powinieneś iść spać.

– Nie chcę spać…

– Nie kłam. Chodź, połóż mi się na ramieniu.

Z ochotą to zrobił, choć nadal starał się nie zasnąć. Anna z uśmiechem dotknęła delikatnie palcem czubka jego nosa. Nie dał rady długo, po dłuższej chwili odpłynął, zasypiając spokojnie. Anna patrzyła na mężczyznę z uśmiechem.

– Być może naprawdę mnie kochałeś. – Szepnęła do Beniamina, kiedy spał, z ustami delikatnie wygiętymi w smutku. – Żałuję jedynie, że to wszystko musiało się tak skończyć. A teraz… Nie zostało już wiele czasu. Bo noc jest krótka… Zupełnie jak życie.

Gdy słońce wstało, Beniamin pozostał sam w łóżku, bez żadnego śladu po Annie. Ostre promienie słońca obudziły go.

Znowu. Znowu to samo. Znowu ta iluzja… Ale teraz było tylko gorzej. Tańczył z nią, przytulał… nawet całował. Był przez to taki szczęśliwy…

A Anna ponownie zniknęła.

Nie… to nie mogła być iluzja, to było zbyt prawdziwe…

„Przecież powiedziałaś, że nigdy mnie nie zostawisz…” – powiedział w myślach, po czym na głos soczyście zaklął. Nie wiedział zupełnie, co się z nim dzieje. Stracił całkowicie kontrolę nad swoim życiem i umysłem.

Średnia ocena: 4.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania