Częstochowska Róża Część 2 - Księżyc jest piękny (6/7)

Była to sobota. Jednak odkąd Beniamin poszedł na studia, weekend wydłużył się znacząco. Wykłady miał we wtorki, środy i czwartki, reszta dni była wolna, lecz musiał czytać dużo książek i powtarzać wiele materiału… Ale podchodził do tego tak, by nie zmarnować całego wolnego czasu, oczywiście.

Wstał z łóżka, z którego wyrwał go z trudem budzik. Było około dziesiątej, gdy babcia nagle wparowała do pokoju i złożyła mu życzenia, po czym dała pieniądze mówiąc, by nie wydał na byle co. To była umowa którą Beniamin miał z babcią. Zamiast kupować wnukowi prezent dawała pieniądze, a on najlepiej wiedział, co z nimi zrobić. To zdarzenie przypomniało mu, że dziś są jego urodziny. Już wtedy uważał ten dzień za przeklęty, o którym nie warto nawet pamiętać. I pewnie spędziłby czas tak jak zawsze, czyli na nie robieniu niczego i zastanawianiu się na co wyda dane pieniądze, gdyby babcia nie kazała mu się szybko ubrać i zejść na dół. Mówiła to z dziwnym uśmiechem na ustach, to akurat nie było podobne do większości jego urodzin…

Beniamin posłusznie wykonał rozkaz i zszedł na dół, do salonu. A tam już czekała babcia w towarzystwie Anny, która ubrana była w czarną sukienkę na długi rękaw z białym, okrągłym kołnierzykiem i… białe czeszki, rzecz jasna, grzechem byłoby nie zapamiętać tego detalu. Na stole postawiły ciasto, którego zapach unosił się po pomieszczeniu. Beniamin zdumiał się głęboko. Po odśpiewaniu piosenki urodzinowej, babcia wyjaśniła, że Anna była tu od samego rana i piekły razem ciasto na miejscu, jako iż wiedziały, że solenizant szybko nie wstanie. Beniamin poczuł się sobą zażenowany. Aż się zastanowił, co Anna myśli o jego tendencji do lenistwa, której był świadom…

Ciasto było pierwszej klasy, dobrze wypieczone, lekko chrupkie u góry i wypełnione musem bananowym w środku. Wtedy stało się jasne, dlaczego Anna pytała kilka dni wcześniej, jakie owoce lubi najbardziej. Kiedy Beniamin z uśmiechem powiedział, że bardzo mu smakuje, Anna zrobiła się cała różowa na twarzy, kiwała się w lewo i prawo ze szczęścia, że udało się jej zrobić dobry wypiek. Kojarzył, że powiedział do dziewczyny „w pieczeniu jesteś tak samo dobra jak w malowaniu”. Wtedy twarz Anny zmieniła barwę z różu w krwistoczerwony, pamiętał dobrze. Aż zachichotał rozpamiętując, jak jej księżycowa buzia zmieniła się w dojrzałego pomidorka. Uwielbiał ją komplementować, tak fajnie reagowała…

Co było potem? Zastanowił się ciut mocniej i zrozumiał, że tego, co było pomiędzy zjedzeniem ciasta i wyjściem z domu, a tym znaczącym wieczorem, nie pamiętał w ogóle… Przewalił się na plecy i złożył ręce razem, kładąc je na brzuchu. Kiedy wszystko wokół było tak ciemne i ciche, wspomnienia łatwiej wracały. Przypomniał sobie, jak to wszystko się zaczęło.

Nastał wieczór, zupełnie taki sam jak teraz, bezchmurny i ciepły. Anna poprosiła go, by pojechali do centrum. Ach, Aleje Maryi Panny… Te aleje, co zmieniały się w zależności od pory roku… Kiedy były zimowe, poznał Annę. Kiedy były wiosenne, wybrał się z nią na przechadzkę. Kiedy były letnie, została jego przyjaciółką. A kiedy były jesienne… jego życie zmieniło się na zawsze.

Drzewa mieniły się ciepłymi kolorami, lampy oświetlały korony i liście, jakby próbując naśladować słońce, by ukazać ich kolorystyczną paletę. Niestety nie wychodziło to za bardzo, lecz miało i tak pewną atmosferę. Anna zauważała ten urok i porównywała wygląd drzew w ciągu dnia do aktualnego, wieczornego. Potrafiła ujrzeć piękno i ująć je w słowach, przelać na płótno i zatrzymać w czasie, by inni również mogli je dostrzec. To cudowna umiejętność, tak przez Beniamina ceniona… Pomimo smutku, który Anna nosiła w sercu przez swoją rozbitą rodzinę i problemy z niektórymi gnojkami, potrafiła cieszyć się wszystkim, co widzi. Zazdrościł dziewczynie trochę. Chciał być taki jak ona, cieszyć się z małych rzeczy, żyć kolorowo nawet, jeżeli wokoło jest szaro…

Odetchnął i zamknął oczy. Pierwszy raz od dawna chciał tak bardzo coś sobie przypomnieć. Chciał sobie przypomnieć tamten wieczór krok po kroku, odtworzyć w swojej głowie jak film, ujrzeć jeszcze raz, dokładnie tak, jak to miało miejsce…

Szedł razem z Anną przez aleję, która zdumiewająco nie była zatłoczona, choć trwał weekend a pogoda dopisywała. Zatrzymali się przy rzeźbie zatytułowanej „Dziewczynka z Gołębiami”, która była de facto fontanną, lecz o tej porze nieczynną. Annie bardzo się podobała i za każdym razem, gdy obok niej przechodzili, reagowała zachwytem.

Dziewczyna znowu zaczęła komplementować Częstochowę, jakie to piękne, artystyczne miasto. Beniamin uśmiechał się słysząc te zachwyty, głowiąc się, jak Anna może aż tak lubić to miejsce. Do dziś do końca nie rozumiał, co takiego Częstochowa miała w sobie, że skradła Annie serce. Lecz to samo mógł powiedzieć o sobie. Czym takim się wyróżniał, że to właśnie jemu, tamtego dnia, oddała serce?

Zmarszczył czoło delikatnie, wykopując wspomnienia dalej… Musiał sobie przypomnieć, to było tak ważne… Chciał to ujrzeć jeszcze raz, jeszcze ten jeden raz…

Ach, tak… Później usiedli na jednej z ławek, gdyż byli zmęczeni ciągłym chodzeniem. Nie pamiętał, kiedy ostatnio aż tak wiele łaził, chyba ostatni raz jak wspiął się wraz z Anną na ruiny zamku. Zaczął opowiadać, jak minęły pierwsze dni studiów, był bardzo entuzjastyczny, obrazował Annie wszelakie szczegóły używając gestykulacji i odpowiedniej mimiki twarzy. Dziewczyna wysłuchiwała z otwartymi ustami, pochłonięta opowieściami. Wybuchła, zupełnie jak Beniamin, śmiechem na anegdotę o jednym ze studentów, który był taki genialny, że na grupowym serwerze służącym do przesyłania danych między studentami a profesorami, nazwał siebie „GoracyKocur”, kiedy wszyscy, nawet Beniamin, użyli swojego nazwiska. Na to wspomnienie aż mimowolnie wypuścił więcej powietrza nosem, a jego ciało lekko zadrżało w chichocie.

Lecz to nadal nie był moment, który chciał sobie przypomnieć…

Kojarzył, że lawirowali w tematach, aż w końcu zeszło na uczucia… Och, tak, był zdumiony, kiedy Anna nagle spytała, czy miał kiedyś kogoś. Pamiętał, jak wtedy wyglądała: głowę odwróciła w bok, nogi przyciskała razem, a na kolanach trzymała dłonie, położone jedna na drugą. Usta starała się ukryć w lekkim szaliku, który założyła wraz z kurtką jako ubranie wierzchnie tamtego dnia. No cóż, wyznał bez owijania w bawełnę, że dawno temu była taka jedna dziewczyna, w której się podkochiwał, ale… kiedy wyznał swoje uczucia, przysłowiowo „dała mu kosza”, albo lepiej, „wylała kubeł zimnej wody prosto na jego rozgrzaną łepetynę”. Anna, jak zawsze, była smutna słysząc, że spotkało go coś złego. Aż wtedy pomyślał, że może lepiej było się do tego nie przyznawać…? Ale zostawała jeszcze jedna kwestia, dlaczego w ogóle o to spytała…

Nie mógł się powstrzymać, by nie spytać, jak to jest w jej przypadku. Czy może Anna ma kogoś na oku? Choć pamiętał, że… zadanie tamtego pytania wywołało w głębi niego ogromny chaos i strach. Bał się usłyszeć odpowiedź na to pytanie. A najgorsze, wtedy przynajmniej było, że odpowiedziała potwierdzająco. Pamiętał tą chwilę tak dokładnie, że przywołując ją w głowie spocił się, zupełnie jak wtedy. To było niewyobrażalne uczucie, czas na moment ustał, krew zastygła w żyłach, a Beniamin nie wiedział zupełnie, co myśleć. Brzmiało to jak wyrok…

Przypomniał sobie ich rozmowę:

– Bo raz tak pomyślałam… Bo wierzę, że na tym świecie są rzeczy, które są nam przeznaczone i… myślę, że znalazłam kogoś, komu mogłabym oddać swoje serce, ponieważ spotkanie tej osoby było odgórnie zaplanowane dla mnie…

– Ach, tak… – powiedział z lekkim zawiedzeniem w głosie. Po chwili zmusił się do uśmiechu. – Ta osoba musi być więc szczęściarzem!

I wtedy… nawiązali kontakt wzrokowy, którego nie mógł złamać, choć czuł niepokój. Oczy Anny były tak duże, tak niebieskie… A jej źrenice tak mocno rozszerzone, tak lśniące, że wręcz mógł się w nich przejrzeć. I w tamtym momencie świat stracił na znaczeniu. Żadne zdarzenie, żadna myśl, nie miała wtedy znaczenia. Była tylko Anna. To musiało trwać tylko chwilę, choć zdawało się być wiecznością. Oczy Anny wyrażały silne emocje, które wręcz obezwładniały Beniamina i analizowały dogłębnie, jakby chcąc wyciągnąć coś ukrytego z jego wnętrza, a on nie mógł się nawet temu oprzeć… Usłyszał jak dziewczyna bierze wdech, przygotowywała się by coś powiedzieć, na pewno tak było, ale Boże Najświętszy, co takiego… Tak chciał już poznać odpowiedź, czując to silne napięcie, które powstało między nimi…

To napięcie, poczuł je dokładnie tak jak wtedy, jakby cofnął się w czasie. Mięśnie zacisnęły się, a ciśnienie podniosło, oddech niekontrolowanie przyspieszył. Beniamin usilnie chciał już dojść do rozwiązania, do tego przełomowego momentu, ale nie mógł przyspieszyć, musiał przypomnieć sobie wszystko dokładnie, krok po kroku.

– Powiedz mi, Beniamin. – Przypomniał sobie, jak usta Anny wreszcie poruszyły się, wypowiadając jego imię w oficjalny sposób. – Co miałeś na myśli wtedy… kiedy nazwałeś mnie różą? Kiedy powiedziałeś, że ja… jestem wyjątkowa?

– …To moje myśli na twój temat. – Wypalił z lekką niepewnością. Aż go skręciło. I wtedy i teraz, na wspomnienie tego, pomyślał – „Durniu! Mogłeś to lepiej rozegrać, a nie brzmieć jak dzieciak!”.

Anna wtedy uwolniła chłopaka z sideł swojego wzroku, ukrywając zaszklone oczy za powiekami. Pamiętał, jak silna panika go ogarnęła. Bał się, że ją zranił.

– Dlaczego… Zawsze na mnie tak pięknie mówisz? – Zadała kolejne pytanie, zaciskając dłonie w piąstki. W głosie dziewczyny czuć było silne emocje. – Dlaczego uważasz, że jestem wyjątkową różą?

– A nie? – spytał z głupim uśmiechem. – To wszystko, co powiedziałem, to nie tak po prostu. Zrobiłaś dla mnie tak wiele, nie jestem w stanie tego wyrazić. To, co mówię… to moje uczucia.

– Twoje… uczucia?

– Dokładnie, moje uczucia. Nie okłamuję cię. – Zapewnił. Anna spojrzała na Beniamina ponownie, a on uśmiechnął się. Jej oczy lśniły, a policzki rozgrzały się. Nadal nie miał pojęcia, do czego ta cała rozmowa prowadziła, była… dziwna. Z jakiegoś powodu jednak zaczął przyglądać się Annie uważnie. Jej oczy były takie niebieskie, twarz taka okrąglutka, jak księżyc w pełni… Ach… gdyby tylko się nie bał, wypowiedziałby wszystkie zachwyty, nazwałby ją pięknym księżycem, najpiękniejszą z róż… Tak, powiedziałby to wszystko, gdyby się nie bał. Anna odwróciła nagle wzrok, a jej ciało lekko zadrżało. Beniamin zauważając to, znowu poczuł się niesamowicie dziwnie. Napięcie wróciło. – Powiedziałeś… że osoba, o której myślę, że mogłabym oddać swoje serce… jest szczęściarzem, tak?

Zamarł na moment. Znowu powrócił strach. Czyżby chciała mu wyznać, kto to jest? Już to widział, to na pewno Cyryl. W końcu znali się dłużej i był w jej wieku, to normalne… Wyśmiał siebie w głowie, że jaki był głupi. Naprawdę sądził, że Anna zrozumie jego intencje w ten sposób? Przecież… nawet nie zasługiwał, by być kochanym...

Czuł, że musi być silny. Jego nadzieje zaraz zostaną zmiecione z powierzchni ziemi… Tak, to będzie boleć, ale to musiało się stać… Już się nastawiał… Już był gotowy…

Zobaczył, jak Anna powoli otwiera usta, by coś powiedzieć. Usłyszał jakiś dziwny trzask wewnątrz swojej duszy. Już tak blisko, by mieć złamane serce na nowo… Aż skręcił się na łóżku, wspominając ten moment…

– Jeżeli ja więc jestem ewenementem natury, białą różą na krzewie samych duplikatów… – Zapowietrzyła się. – To ty musisz być czterolistną koniczynką. Też ewenementem natury.

Co wtedy czuł? Nie miał pojęcia. To musiała być jednocześnie mieszanka wszystkiego, jak i zupełnie niczego. Z jednej strony zrozumiał tą aluzję, z drugiej… co ona mówi?

– Czterolistną koniczynką…? – Aż powtórzył z szoku. Anna kiwnęła głową.

– Szczęściarzem, że. Chociaż chyba powinnam była powiedzieć, że osobą która ją znalazła… No ale… Chyba rozumiesz…

Nie, nie… Beniamin wtedy nie rozumiał. Czy Anna naprawdę to powiedziała? Że jest… szczęściarzem? W tym kontekście? Przeszły go ciarki. Nie, musiał coś źle zrozumieć... Otworzył szeroko oczy, myśli płynęły jak szalone… Lecz po chwili jego wątpliwości zostały rozwiane.

– Czy ty mnie kochasz? – Czas znowu się zatrzymał. Nie wiedział co powiedzieć, lecz Anna kontynuowała. Wysłuchiwał każdego słowa uważnie, wręcz z chorą dokładnością. – Bo… Tak, wiem… to głupie… W końcu jesteś już studentem, dorosłym mężczyzną, a ja jestem gimnazjalistką, która rysuje jakieś obrazki… – Mówiła, pocierając dłonie nerwowo. – Ale… Ale po prostu… – Zaczęła w tym momencie brać łyki powietrza. – Ale… Ty po prostu nie wiesz…

Napięcie było tak mocne, że miał wrażenie, że zaraz omdleje. Anna zacisnęła powieki mocno i naprężyła ciało, jakby pod ogromnym wysiłkiem fizycznym. Beniamin przygotował się, by przypomnieć sobie ten najważniejszy moment. Te najpiękniejsze słowa. I nagle, idealnie tak jak je wypowiedziała, zabrzmiały w jego głowie.

– …Ty nie wiesz, jak bardzo cię kocham. Ty jesteś… moim bohaterem!

– Krzyknęła ostatnie słowa, nie zważając na to, czy ktokolwiek inny to słyszy. Ktoś na pewno usłyszał, ale… to nie było ważne. Gdy sobie to przypomniał, do jego oczu napłynęły łzy. W przeszłości również tak się stało. Zareagował wtedy wręcz histerią. Złapał Annę mocno za ręce i krzyczał, mając w poważaniu, czy ktoś to widzi. Krzyczał, że to przecież ona nie wie jak on ją kocha. Że o czym ona mówi, nie jest żadnym bohaterem, że to ona jest jego bohaterką... Poryczał się wtedy jak głupi, mizdrzył się i szlochał, jego emocje w tamtym momencie po prostu szlag jasny trafił. Wtulił twarz w ramię Anny, tak, by gapie nie widzieli jak wyje. Dziewczyna gładziła Beniamina delikatnie dłonią po głowie. Pewnie dużo ludzi musiało się gapić… Ale co go to obchodziło? Był szczęśliwy. Dostał to, czego tak bardzo pragnął. Osoba którą kochał, odwzajemniła to uczucie. Tylko to się liczyło.

Tamtego wieczora pojechał wraz z Anną do Olsztyna i odprowadził ją, trzymając za rękę, do domu. Wrócili stosunkowo późno, księżyc był wtedy krótko po pełni, ale lśnił pięknie. Pamiętał, jak Anna wskazała na naturalnego satelitę mówiąc: „zobacz, jaki księżyc jest dziś piękny!”. A Beniamin, patrząc na twarz dziewczyny, odpowiedział:

„Tak, faktycznie jest piękny. Zawsze jest.”

Po tych słowach załzawił. Anna wyciągnęła wolną rękę, by mu te łzy otrzeć. Pamiętał, jaki był to ciepły dotyk. Kiedy dotarli pod jej dom, wyściskał dziewczynę mocno i długo, nie chcąc się żegnać. Jednak wiedział, że jutro znowu się zobaczą. Na koniec powiedział, by pamiętała, że ją kocha.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (3)

  • Shogun ponad tydzień temu
    Beniamin robi to o czym mówiłem, czyli chyba powinienem być zadowolony, że stosuje się do moich "rad"? :) A może dlatego, że poniekąd przewidziałem jak będzie wyglądać i przebiegać "terapia"? :)

    Szczerze nie wiem ;)

    Ale tak, jak mówiłem już wcześniej, dobrze, że staje twarzą w twarz z przeszłością, że sobie ją przypomina i ponownie na nią "patrzy".
    Dobrze również, że nie wspomina tylko tych "złych" rzeczy, ale i te dobre, gdyż nie można żyć tylko bólem. Potrzebna jest jeszcze radość.

    No cóż, to, że oboje będą w sobie zakochani, było wiadome od początku ;) ale sposób w jaki zostało to przedstawione nie został przeze mnie przewidziany i bardzo dobrze, gdyż mogłem w pełni cieszyć się świetnym opisem i przedstawieniem tego właśnie wątku. Bardzo ważnego wątku...

    No bo tak, skoro oboje wyznali sobie miłość i było dobrze, a nawet świetnie, to skąd ta śmierć Anny? Skąd jej odejście? Powodu nadal nie znamy, a na obecnym etapie historii nic tych powodów nie dostarcza.

    Nadal pozostaje to tajemnicą, gdyż moje trzy teorie, które przedstawiłem już wcześniej powoli upadają. W sumie trudno mi powiedzieć, która z nich jeszcze się "trzyma", ale raczej nie będę się nad tym już za bardzo rozwodził. Zamiast tego, po prostu będę kontynuował poznawanie dalszej historii. Dalszej przeszłości, choć dobór słów w tej konfiguracji brzmi dość nienaturalnie, to jednak ma sens ;)

    Jedno mnie tylko zastanawia i nie daje spokoju. Kwestia, która do tej pory nie została poruszona (być może celowo) a mianowicie, że przecież pomiędzy Beniaminem i Anną jest "widoczna" różnica wieku. No właśnie i pomimo tego nikt nic sobie z tego faktu nie robi. Nie dziwi, nie czepia się, nie wytyka palcami. Dość zaskakujące. Bo w końcu nie jest to dość "codzienna" sytuacja.
    Intrygujące zagadnienie.
    Ciekaw jestem, czy zostanie poruszona w dalszym ciągu historii.

    Cóż, tym razem komentarz (a raczej esej) dość skromny ;) bowiem wydarzyło się to, co wydarzyć się musiało, aby historia mogła pójść dalej :) Gdyż zapewne teraz przez jakiś czas będzie "pięknie, szczęśliwie" Autorka nas do tego przyzwyczai, by nagle uderzyć smutkiem i bólem niczym taranem ;) Smutkiem w postaci odejścia Anny, gdyż dalej tego nie wiemy, a jest zbyt pięknie, aby coś się stało, a jednak coś się stało.
    Coś, co do tego odejścia doprowadziło...
    Tylko co?

    Zawędrować będę musiał do kolejnej części, a tym czasem , jak zawsze...
    Pozdrawiam ;)
  • Clariosis tydzień temu
    Shogunie, jak zawsze dziękuję za poświęcenie czasu i pozostawienie komentarza. :)
    Bardzo się cieszę, że opis wątku miłosnego tak się podobał. Co do kwestii wieku, jak dobrze zauważyłeś, nie zostanie ona poruszona za bardzo w historii, ale z biegiem czasu, jak będziesz zaznajamiał się z kolejnymi częściami, na pewno sama poruszę to, łącznie z moimi przemyśleniami na ten temat. Ale do tego jeszcze trochę. ;)
    Tak ładnie to określiłeś, że przecież było dobrze, a nawet świetnie, więc co takiego doprowadziło do tragedii? Na tym polu też będzie jeszcze dużo do omówienia. Coś czuję, że od kolejnej części zaczniesz się powoli domyślać, mieć jakieś poszlaki... ale sądzę, że ostateczne rozwiązanie okaże się, mimo wszystko, pewnym zaskoczeniem. Ale o tym też będę się chciała szerzej rozpisać później. Naprawdę będzie o czym mówić.
    Odpowiedź napisana, w takim razie czekam na Ciebie pod kolejną częścią - niedługo również widzimy się u Ciebie, gdy tylko uporam się z obowiązkami i samopoczuciem. Słabnę ostatnio, więc nie mam sił się skupiać na niczym, ale to minie. ;)
    Pozdrawiam!
  • Shogun tydzień temu
    Clariosis jak zawsze dziękuję za obszerną odpowiedź :) Będę cierpliwie podążał dalej ;)
    Tak, widzimy się za niedługo pod kolejną częścią ;)
    Tymczasem dziękuję za pozdrowienia i życzę szybkiego powrotu dobrego samopoczucia oraz sił ;)
    Trzymaj się Clar! ;D

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania