Z cyklu "głupotki poranne" – Gdy licha łycha świdruje po kichach
Na rozpoczęcie kolejnego tygodnia :)
//
– Mogłeś uprzedzić, że będzie pite, wziąłbym ze sobą zacniejszą świtę...
– Na cóż nam inni są przyjaciele, kiedy zaprawy nie ma tak wiele?
– Może masz rację, czym tu się dzielić, wystarczy mi mój stryj po kądzieli. Gdy dorwie łychę, to nie ma mowy, trunek za szybko uderza do głowy...
– Lepiej więc sami dzisiaj nalejmy, będą figury i kształt weselszy.
– Racja, mój bracie, szkło idź przygotuj. Później na kaca wypijem rosół.
– Nie ma to tamto, można balować, z lanymi kluskami czas pofolgować!
Komentarze (6)
Kocwiaczku→Właśnie wrzuciłem tekst, więc zauważyłem Twój:)
Mimo, że wesołe, to takie wytworne jakby:))→Można sobie wyobrazić taka pogawędkę.
P.S→Gdyby na początku tytułu →Z cyklu... lista się wyświetli:)
Tak, tak, zauważyłam i poprawiłam :) Dzięki za wizytę i uśmiech :D Wytworna dyskusja, mówisz? W sumie toć możliwe. Zawsze lepsze niż tylko bania, bania, bania ;) A kluseczki lubię, że ho, ho :D
O proszę i nawet lane kluski się pojawiły :) Nie powiem nie powiem, również lubię :D
Co tu więcej pisać? Po raz kolejny uśmiech zapewniony ;D
:) smaki dzieciństwa. Czasem im mniej skomplikowane tym lepsze. Miło, że jest uśmiech :D
No, tutaj już jest zdecydowanie rytmiczniej. Ogólnie bardzo sympatyczne te miniaturki - takie mocno stylizowane, ale humor bardziej współczesne. Efektu wow nie ma, ale szanuję taką literaturę :)
Miło, że pomimo dosłowności rymów jest to o tyle znośne, że ktoś chce czytać:) miałam przestać, ale skoro uśmiech jest to może i jakieś kolejne wrzucę:)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania