Poprzednie częściInne kolory życia - część I

Inne kolory życia - część XVI

28 września 2011, Morowo

Hanna wrzuciła siatkę z zakupami do bagażnika i zamknęła klapę z trzaskiem. Kilkoro ludzi prowadzących obładowane wózki do swoich samochodów skierowało wzrok na kobietę. Poczuła ich ciekawskie spojrzenia na plecach.

Wsiadła do auta i ciężko westchnęła. Kiedy stała przy kasie dopadła ją dziwna myśl. Podobna do innych, które nie dawały jej spokoju, odkąd spotkała się z tamtym mężczyzną. Czy na pewno postępuje właściwie? Zgodziła się na tę rozmowę pod wpływem starych emocji, ciągle żywych. Teraz i one już minęły, pozostawiając po sobie pustkę wypełnianą wątpliwościami. Ten maszynista przecież miał rodzinę. Szukała argumentów, żeby usprawiedliwić swoją decyzję. Nie było łatwo. Właściwie to nie znalazła żadnych, oprócz tych, które już były – nie zliczyła, ile razy spóźniła się gdziekolwiek, kiedy ten facet akurat prowadził pociąg. I jeszcze ten jego uśmiech, wytrącający z równowagi, do granic przesłodzony. Nie był szczery. Znała się na tym. To była gra w kotka i myszkę z cierpliwością kolejnych pasażerów. Ale trafiła w końcu kosa na kamień. Może bardziej humanitarne zagranie byłoby odpowiedniejsze, ale w małym miasteczku nikt nie zaprzątał sobie głowy takimi duperelami. Pewnie w tych większych tak samo. Chodziło przecież tylko o nauczkę, ale za to dobitną, bolesną fizycznie i dzięki temu również psychicznie. Poskleja się na proszkach przeciwbólowych, poleży ze trzy dni w łóżku i będzie prawie jak nowy, mówił chicho głosik w głowie kobiety, próbujący przedostać się przez ścianę wątpliwości.

Oczywiście, że nie chodziło jej wcale o koszty. Miała wystarczająco pieniędzy, aby bez większego żalu zapłacić temu konusowi, swoich i tatusiowych. Tamten facet wyglądał na podekscytowanego zleceniem, choć starał się tego nie okazywać.

Odpaliła silnik i wyjechała z parkingu. Tocząc się przez miasto w stronę osiedli na północy, poczuła, jak niespokojne myśli powoli odchodzą. Nie miała złudzeń, że już nie wrócą. Wieczorem, może w nocy albo nad ranem pojawią się ponownie. Nie pozbędzie się ich, dopóki nie dostanie telefonu z wiadomością, że zlecenie zostało wykonane.

Dodała gazu i skręciła gwałtownie w lewo. Chciała skorzystać ze skrótu, który znali tylko stali mieszkańcy miasteczka. Auto lekko zarzuciło, silnik zawarczał głośniej. Potem słychać już było tylko uderzenie. Hanna nacisnęła hamulec, ale za późno. Auto zatrzymało się, a kobieta cudem uniknęła bolesnego pocałunku z kierownicą. Rozległ się czyjś krzyk. Ktoś zaczął walić w boczną szybę auta. Głuche stukanie gdzieś z daleka, przynajmniej tak jej się wydawało, dopóki nie odzyskała pełni świadomości. Dopiero wtedy zrozumiała, że to jakiś mężczyzna, który drugą ręką wskazywał na leżącego przed maską chłopaka.

Gapie podbiegli do poszkodowanego. Ktoś już wyjmował komórkę z kieszeni, ktoś inny zakrywał oczy swojemu dziecku. Hanna wciąż siedziała w aucie. Facet, który wcześniej walił w szybę, teraz stał niczym ochroniarz przed klubem i patrzył w jej stronę. Chyba wiedział, co kombinuje. Pieprzony wróżbita. Nie miała złudzeń, że kiedy otworzy drzwi, już stąd nie odejdzie, a na pewno nie sama. Co najwyżej w obecności policjantów i raczej nie do mieszkania, a na komisariat. Gówniarz mógł się nie pchać pod jej auto. Przechodził w miejscu niedozwolonym, ale Hanna czuła, że świadkowie zeznają na korzyść chłopaka. Ten machał ręką i tłumaczył coś jednemu z gapiów. Był przytomny. Miał trochę krwi na głowie i dłoni. Musiał uderzyć o krawężnik. Hanna przyglądała mu się jeszcze przez moment, starając się tym zbić z tropu pana ochroniarza w międzyczasie przekręcając kluczyk w stacyjce. Silnik zaskoczył za trzecim razem. Facet z miejsca chwycił za drzwi.

– Po moim trupie, paniusiu! – krzyknął i w tym samym czasie samochód ruszył gwałtownie do tyłu.

Kilkoro ludzi rzuciło się, aby zatarasować przejazd, ale auto wyminęło ich sprawnie z piskiem opon i pognało przed siebie. Miała pewien pomysł, w zasadzie jedyny, który niósł nadzieję, że uda jej się wywinąć z tego bagna.

Na miejscu zdarzenia gapie zaczęli pytać każdy każdego, czy ktoś z nich kojarzy tamtą kobietę. Wszyscy kręcili głowami. Wtedy do rozmowy dołączył poszkodowany chłopak.

***

Zatrzymała się gdzieś na wsi. Nie znała tej okolicy. Starała się unikać głównych dróg. Jechała szutrem, auto wyło, a podwozie błagało o litość. W końcu zaparkowała przed wiejskim sklepikiem, zamkniętym od lat. Budynek niszczał, w oknach nie było szyb, ściany pobazgrali graficiarze. Na drzwiach widniały resztki z nalepek sieci komórkowej Era.

Dopiero teraz dotarło do niej, co się tak naprawdę wydarzyło. Potrąciła jakiegoś małolata, a potem po prostu, bezczelnie i ostentacyjnie odjechała na oczach gapiów. Ilu z nich poznałoby model i wskazało numery rejestracyjne auta? Zakładając, że wielu skupionych było na losie chłopaka i tak ktoś na pewno obserwował samochód. Choćby ten samozwańczy strażnik Teksasu, który nie spuszczał Hanny z oka. Ledwo mu uciekła. Jednak koniec końców nie miała o to do siebie pretensji. Postąpiła rozsądnie. Gówniarz wparował przed maskę, a ona musiałaby się gęsto tłumaczyć na komendzie. Raczej nie będą jej ścigać. Zakładała, że nastolatek tylko się poobijał. No, może ta rana głowy wyglądała poważnie, ale to przez krew, która oblepiła włosy. Nawet nie będą musieli go hospitalizować. Z kolejnymi to nowymi argumentami wymyślanymi na poczekaniu pewność siebie wracała.

Musiała teraz zadbać o siebie. Wyjęła ze schowka dwie przeciwbólowe tabletki i połknęła na raz, popijając resztką wody mineralnej z małej butelki. Kątem oka zobaczyła w bocznym lustrze jakiegoś chłopaka. Stał na poboczu i przyglądał się jej albo autu. Nie ruszał się, ręce miał ułożone wzdłuż tułowia. Gdyby nie słoneczny dzień, Hanna pomyślałaby, że to scena rodem z jakiegoś filmu grozy. Odpaliła auto i powoli ruszyła do przodu. Chłopak ciągle tam stał, w tej samej upiornej pozycji, z lekko przechyloną głową. A może to ostatnie Hanna dodała od siebie? Z tej odległości trudno było to już ocenić. Umysł zaczynał płatać figle. Kiedy wjechała w zakręt, w duchu podziękowała, że w bocznym lusterku widziała już tylko nudne pobocze i mijane, nieliczne zabudowania przedzielane zagajnikami.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania