Pokaż listęUkryj listę

Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Tylko on, ona i motocykl - Rozdział 8 - Niezapomniany Sylwester w Newark

Coney Island, Nowy Jork, Sylwester, rok 1999

 

Całe miasto było gotowe powitać Nowy Rok z hukiem. Chociaż do nocy było jeszcze daleko to nawet teraz mieszkańcy nie mogli się doczekać aby wejść w nowe milenium z determinacją oraz zapomnieć o krzywdach, jakie ich spotkały w starym. To byłby dla nich nowy start, który rodziłby nowe nadzieje, szanse i inne okazje…

Żaneta stała na plaży na Coney Island i czekała na kogoś z ogromną powagą na twarzy. Wciąż miała w pamięci wizytę tajemniczej prokurator sprzed kilku dni. Nie chciała sobie robić dodatkowych kłopotów, ale czuła, że musi porozmawiać o tym z Ryanem. Może nie była już jego dziewczyną (choć nie chciała się przyznać, że czasami tego żałowała), ale jednak świadomość, że motocyklista będzie miał prawo dyszące mu na kark zaniepokoiła ją do tego stopnia, że musiała zadzwonić do niego i umówić się na spotkanie. Poza tym, miała również do przekazania informacje odnośnie pewnej osoby…

Ryan jechał na spotkanie szybko, choć niechętnie. Nie lubił spotkań ze swoją ex, gdyż za każdym razem martwił się, że będzie chciała do niego wrócić. Jednak jej telefon do niego poranku brzmiał bardzo kusząco… Czy to możliwe, że Żaneta zdobyła informacje odnośnie człowieka, któremu motocyklista przysiągł zemstę za skrzywdzenie jego ukochanej? No i co z tym „tajemniczym gościem”, o którym wspomniała na końcu? Poza tym, martwił się, że to miejsce będzie pełne ludzi od czasu śmierci zboczonego mikołaja.

Przestał jednak rozmyślać nad tym wszystkim, gdyż w końcu dojechał na miejsce. Zaparkował swój motocykl w ślepej uliczce, po czym skierował się na piechotę w stronę plaży. Od razu wypatrzył Żanetę. Wszędzie rozpoznałby jej elegancki płaszcz koloru ciemnoniebieskiego. Gdy dziewczyna zauważyła harleyowca, podeszła do niego z uśmiechem i go lekko przytuliła. On od niechcenia objął ją jedną ręką.

— Hej, Ryan… Cieszę się, że jesteś. Mam dla Ciebie mnóstwo informacji, które mogą Ci się przydać… – powiedziała Polka, gdy już przerwała uścisk i popatrzyła na motocyklistę.

— Czyżby? W takim razie zamieniam się w słuch… – odparł i odwzajemnił spojrzenie, zastanawiając się co za chwilę usłyszy.

— Zacznę od tych dobrych informacji. – oznajmiła. — Z potwierdzonego źródła wiem, że Troy i ta jego Madison przebywają obecnie w Newark, gdzie planują urządzić ostry melanż nad jakimś dużym jeziorem. Myślę, że Evelyn będzie wiedziała gdzie dokładnie, skoro tam mieszkała. Zanim zapytasz, tym potwierdzonym źródłem jest moja przyjaciółka Mandy Powell, która była odwiedzić rodziców i podsłuchała w drodze do nich jak kumple Troy’a rozmawiają o ów imprezie i sam widzisz…

Ryan słuchał jej słów i od razu uśmiechnął się od ucha do ucha. Na takie informacje czekał od momentu, w którym Evie pojawiła się pod jego domem i wypłakała mu się w klatkę piersiową.

 

„Mam Cię, Troy King, Ty jebany zwyrodnialcu… W końcu Cię dostanę! Teraz już nie uciekniesz mi ani osobie, którą chciałeś skrzywdzić! Nareszcie dostaniesz za to, co próbowałeś zrobić Evelyn! Ale chwileczkę…”

Ryan przypomniał sobie pierwsze słowa Żanety: „Zacznę od tych dobrych informacji…”. Skoro przedstawiła dobre to pewnie ma też złe. Oby tylko nie okazało się, że Evelyn straciła kolejną siostrę.

— Super. Naprawdę cieszę się, że mnie poinformowałaś o tym. Dzięki. A jaka jest zła wiadomość? – zapytał, próbując ukryć fakt, że obawia się najgorszego.

— Ryan… Ty i reszta Fallen Angels… macie kłopoty z prawem. – odpowiedziała i popatrzyła na niego oczami mówiącymi „Tak, mówię poważnie”. Mężczyzna był zdziwiony, ale nie wyglądał na specjalnie przejętego.

— Co? Ale jak? To niemożliwe! Przecież opłaciliśmy gliniarzy w Jersey City! – tłumaczył Polce Ryan.

— Tak? To dlaczego parę dni temu zapukała do mnie kobieta, która przedstawiła się jako prokurator okręgowy Nowego Jorku i zaczęła wypytywać o Ciebie i Twój klub motocyklowy? – zapytała ironicznie. Pewny siebie uśmiech motocyklista zniknął z jego twarzy, aby ustąpić miejsca bladości, szoku i lekkim przerażeniu.

— CO?! Ale… jak?! Była u Ciebie i wypytywała o nas?! Proszę Cię, powiedz, że nic jej nie mówiłaś! – powiedział i popatrzył na nią spanikowany. Dziewczyna zobaczyła mocny niepokój w jego oczach.

— Nie, oczywiście, że nie! Nigdy nie zrobiłabym czegoś, przez co miałbyś kłopoty! Owszem, była dociekliwa i miejscami zadawała niewygodne pytania, ale cudem udało mi się ją spławić! Przepraszam, że nie powiedziałam wcześniej, ale martwiłam się, że będę miała problemy nie tylko z Tobą, ale też i z prawem. Gliniarze już i tak mają mnie w kartotece za parę drobnych gówien…

Harleyowiec popatrzył na Żanetę i odetchnął z ulgą. Jeśli mówi prawdę, jest bezpieczny. Przynajmniej na razie. Jest jednak coś, co go zastanawia odnośnie tej tajemniczej prokuratorce…

— Uff, to całe szczęście… A pamiętasz może jak nazywała się wojowniczka o sprawiedliwość? – zapytał zaciekawiony.

— Tak. Twierdziła, że nazywa się… Victoria Morgan.

 

„Morgan? Przecież to nazwisko panieńskie Helen! No nie… Ta sprawa robi się coraz gorsza.”

 

— Żaneta, serio, dziękuję Ci, że mi to mówisz, naprawdę bardzo mi pomogłaś! – powiedział Ryan, uśmiechnął się i przytulił dziewczynę, tym razem z chęcią. Gdy Żaneta poczuła jego ciepło, myślała, że się roztopi jak masło. Mężczyzna tak bardzo na nią działał… — Mam jeszcze jedno pytanie, tak ciekawości… Pamiętasz tego zboczonego Mikołaja z centrum handlowego? Skąd wiedziałaś, że to on? – spytał nagle i przerwał objęcie. Ku jego zaskoczeniu, dziewczyna zaśmiała się.

— To dłuższa historia, ale co mi tam, opowiem Ci ją w skrócie… – odparła.

 

Galeria na Manhattanie, Nowy Jork, kilka dni wcześniej

 

Żaneta pożegnała się z Ryanem i wróciła do galerii, gdzie kontynuowała świąteczne zakupy. Cały czas myślała o motocykliście i próbowała sobie przypomnieć, dlaczego zerwała z tak idealnym dla niej facetem. Nagle jej uwagę znów przyciągnął ten dziwny mikołaj sklepowy z brzuchem, przez który nie dopinał mu się czerwony kubrak. Podeszła trochę bliżej, żeby podsłuchać jego kłótni z rodzicem dziecka…

— Ty zboczony sukinsynu! Myślałeś, że nie zauważę, gdzie pchasz swoje łapska?! Napiszę na Ciebie oficjalną skargę! – mówiła do niego wściekła matka małej dziewczynki, która na oko miała z pięć lat.

— A idź się wypchać wibratorami w każdą dziurę, dziwko! – odwarknął nieuprzejmie mikołaj. — Myślisz, że się takiej lafiryndy jak Ty boję?

Kobieta zmierzyła go tylko nienawistnym spojrzeniem i odeszła ze swoją pociechą. Polka postanowiła ją zaczepić i dowiedzieć się co jest grane.

— Przepraszam panią, czy coś się stało? – spytała zaciekawiona. — Wszystko w porządku?

— Tak… na całe szczęście. – odparła zestresowana matka dziewczynki. — Ale mam dla Ciebie dobrą radę: trzymaj się z dala od tego bydlaka w stroju mikołaja! To jakiś zboczeniec. Chciałam zrobić mojej małej zdjęcie z nim i nie wiem co by się stało, gdybym nie zauważyła, że jego łapy wędrują pod jej ubranie… Uhh! Nawet nie chcę o tym myśleć!

— Rozumiem… dziękuję za ostrzeżenie! – powiedziała Żaneta i pożegnała się z matką, która skierowała się prawdopodobnie do działu obsługi klienta. Polka już chciała odejść i zająć się swoimi sprawami, gdy nagle zauważyła, że ów zboczeniec gdzieś idzie.

 

„Gdzie Ty się wybierasz, zboczeńcu? Szukać kolejnej ofiary? Będę miała na Ciebie oko…”

 

Żaneta zaczęła śledzić mężczyznę, jednak przez ten cały świąteczny tłok było to bardzo ciężkie. Niby wyróżniał się z tłumu przez bycie przebranym za Świętego Mikołaja, ale jednak w końcu zgubiła go. Była wściekła na siebie, ale próbowała sobie wmówić, że pewnie poszedł na papierosa. Zawróciła więc i kontynuowała swoje zakupy bez żadnych trosk. W międzyczasie też spotkała Madison, z którą spędziła trochę czasu i dowiedziała się co nieco o Evelyn. Po rozmowie w kawiarni z przyjaciółką poczuła, że musi iść „za potrzebą”. Udała się więc do toalety w galerii. Idąc w jej stronę zauważyła wychodzącego z niej Mikołaja. Tak, TEGO Mikołaja… Obrzydzona jego widokiem weszła do środka. Już miała wejść do jednej z kabin, gdy nagle usłyszała cichy płacz dziecka. Zaniepokojona poszła za tym dźwiękiem i jej oczom ukazał się straszny widok: mała dziewczynka rozebrana od pasa w dół z której ciekły… krew i coś, co wyglądało jak nasienie! Nie była to jednak ta sama dziewczynka, co wcześniej. Ta była nieco starsza, choć niewiele. Żaneta była przerażona i choć domyślała się co się stało to jednak podeszła do małej i kucnęła przy niej. Była ledwie przytomna, ale oddychała.

— Skarbie… co się stało? – zapytała i popatrzyła jej w zapłakane oczy.

— Święty… Mikołaj… – wymamrotała z zamkniętymi oczami dziewczynka.

 

Coney Island, Nowy Jork, Sylwester, rok 1999

 

— I oto cała historia. – powiedziała w końcu Żaneta. — Ciekawe czy ten skurwiel zdawał sobie sprawę czyją córkę zgwałcił…

Ryan słuchał tego z niedowierzaniem. Czuł jak zbiera się w nim wściekłość, ale po chwili opanował się, gdyż przypomniał sobie co Saint mu zrobił na tej plaży.

— Żaneta, naprawdę dobrze zrobiłaś, mówiąc nam o tym. – pochwalił Polkę motocyklista. — Ale wybacz mi, muszę jak najszybciej wrócić do siedziby klubu i poinformować Evelyn i resztę braci o tym, co mi przekazałaś! Do zobaczenia! – pożegnał dziewczynę, po czym podbiegł do motocykla i odjechał. Ona tylko patrzyła na niego z uśmiechem i poczuła, że przez chwilę nie widziała świata poza nim.

 

„Wiem, że pewnie Ty i ja to zamknięty rozdział… ale tęsknię za Tobą, Ty małpoludzie na motocyklu.”

 

Jersey City, Nowy Jork

 

Evelyn czyściła brudne szklanki w barze na parterze i słuchała lecącej z głośników piosenki Welcome to the Jungle autorstwa Guns n’ Roses. Pomagała jej Judith, podczas gdy Amy zajmowała się tańcem na rurze w klatce. Helen robiła obchód budynku, żeby sprawdzić czy wszystkie dziewczyny sobie radzą. Jolene dziś nie było, ponieważ była zajęta planowaniem wielkiego melanżu sylwestrowego. Większość motocyklistów była zajęta swoimi sprawami, z wyjątkiem Big Hog’a, który z podziwem patrzył jak świetnie Amy sobie radzi. Evie była również zdziwiona jej doświadczeniem, mimo że słyszała o matce, która jej tego nauczyła. Nagle do baru podszedł Coyote. Wyglądał na zmęczonego.

— Evie, Skarbie, nalej mi piwo, jakiekolwiek… – powiedział ziewając.

— Pewnie, Coyote, już za chwilkę. – odparła i zaczęła nalewać mu piwo Budweiser. Gdy już szklanka była wypełniona złocistym płynem, podała ją prezesowi Angelsów, który wypił ją w kilka sekund i potrząsnął swoją głową z lewej strony na prawą, a z jego twarzy można było wywnioskować, że czuje się lepiej.

— Dzięki, młoda, od razu mi lepiej. To jak tam z Ryanem? – zapytał z ciekawości.

— Dobrze, naprawdę dobrze. Przy nim czuję się najlepiej. W sumie przy Was też. Serio, jesteście dla mnie rodziną, jaką zawsze chciałam mieć.

— Cieszę się, że tak uważasz. – zaśmiał się mężczyzna. — A skoro mowa o Ryanie to gdzie on się podział?

— Pojechał spotkać się z tą całą Żanetą. Podobno miała dla niego jakieś informacje ważne… nie podoba mi się to trochę, ale tak długo jak go nie podrywa, mogę ją tolerować. Ciekawe co mu chce przekazać. – zastanawiała się Evelyn.

Na odpowiedź nie musiała długo czekać, gdyż z zewnątrz usłyszała znajomy warkot motocykla, a po chwili Ryan wszedł do środka. Wyglądał na wyraźnie podekscytowanego, choć nie miał uśmiechu na twarzy.

 

„Co ta Polka mu powiedziała? Jeśli próbowała go poderwać, wykopię ją z powrotem do Europy!”

 

— Bracia! Chodźcie tu szybko, mam mocne wiadomości! Gdzie jest Evelyn?! Kociaku, chodź tu też! – wołał wszystkich Ryan i latał z jednej strony na drugą. Nie minęła minuta, a oczy wszystkich Angelsów (i ich kobiet) były zwrócone na enforcer’a. — Słuchajcie, zacznę najpierw od tych złych wieści: jakaś baba, która jest prawnikiem się nami interesuje i prawdopodobnie zaczęła zbierać na nas dowody. Była u Żanety i wypytywała o Fallen Angels, ale na szczęście moja ex ma tyle oleju w głowie, że nas nie wsypała! Mimo wszystko, musimy być czujni, bo babka jest zawzięta. No i Helen… – zwrócił się nagle do żony Coyote’a. — To może być ktoś, kogo znasz… w końcu babka ma to samo nazwisko: Morgan.

Kiedy kobieta usłyszała swoje panieńskie nazwisko, złapała się za głowę i próbowała nie wpaść w szał. Wiedziała o kogo chodzi, wiedziała, że to jej siostra.

 

„Vickie, Ty pierdolona szmato! Jak możesz zrobić mi takie świństwo? Chcesz wsadzić do więzienia człowieka, którego kocham?! Po co? Żeby zaimponować mamusi, która gnije pod ziemią?! Niech ja Cię tylko dorwę…”

 

Bobby podszedł do swojej żony i delikatnie ją objął. Widział, że zaraz może wpaść we wściekłość, więc dał jej do zrozumienia, żeby się uspokoiła i jest przy niej.

— Spokojnie, Kochanie, poradzimy sobie… Twoja siostra nie wpakuje mnie ani żadnego innego Angelsa do pierdla, obiecuję… – mówił do niej niespotykanym u niego łagodnym głosem. Helen zamknęła oczy i przytuliła męża, choć gniew nie opuścił jej twarzy. Ryan tymczasem odchrząknął i znów skupił na sobie uwagę gangu.

— To by było na tyle, jeśli chodzi o złe wiadomości. Teraz czas na dobre: udało nam się ustalić położenie tego jebanego kutasa Troy’a Kinga, o którym Wam mówiłem. Wiecie, tego, który próbował zgwałcić moją Evelyn i oczernił ją przed znajomymi! Dostałem cynk, że obecnie przygotowuje się do melanżu sylwestrowego w Newark, więc nic nie stoi na przeszkodzie, żeby tam pojechać i dać mu lekcję dobry manier, w stylu Fallen Angels! – oznajmił, po czym reszta motocyklistów krzyknęła głośno „Taaaaak!” I podniosła pięści do góry. Nie trzeba było detektywa, żeby domyślić się, co planowali harleyowcy z Fallen Angels…

— To co, bracia? Może tegorocznego Sylwestra spędzimy w Newark? – zapytał z chytrym uśmieszkiem Coyote, na co reszta Angelsów znów krzyknęła twierdząco.

— Ale chwileczkę! – odezwał się nagle Big Hog. — Co z siostrą Helen? Taka akcja to będzie dla niej idealny dowód do wykorzystania w sądzie!

— O to się nie martw, Frank… – poklepała go nagle po ramieniu żona Coyote’a. — Już ja sobie z nią porozmawiam, kiedy Was nie będzie…

Słysząc te słowa, Bobby lekko się zmartwił.

— Jesteś pewna, Skarbie? – spytał żony.

— Tak, Bobby. Wy jedźcie dać mu w kość, ja przekonam moją świętoszkowatą siostrzyczkę do dania nam spokoju… – odparła Helen.

Evelyn podeszła powoli do Ryana i nie spuszczała z niego wzroku.

— Jadę z Wami. – oznajmiła krótko i stanowczo, na co Ryan się uśmiechnął i ją pocałował.

— No pewnie, Kociaku. Myślałem, że to takie oczywiste, że nie muszę tego mówić… – odparł, po czym motocykliści zabrali się do przygotowań. Postanowiono, że każdy pojedzie na swoim motocyklu z jednym pasażerem, który później będzie pilnował jednośladów, podczas gdy reszta będzie terroryzować Troy’a i jego kumpli. Ku zdziwieniu Evie, Judith i Amy też zamierzały pojechać. Kobiety motocyklistów raczej nie brały udziału w kryminalnej działalności klubów motocyklowych. Wyjątek stanowiła Helen, która planowała odwiedzić Vickie i „przekonać” ją do wstrzymania się ze śledztwem oraz Jolene, która musiała zostać w klubie, żeby nim zarządzać. Nie była jednak niezadowolona z tego powodu. Przemoc nie była jej ulubionym zajęciem.

— Na pewno poradzisz sobie z barem i resztą? – zapytała jej Helen.

— Pewnie! Dobrze wiesz, że potrafię tu zrobić dosłownie wszystko! Poza tym, zawsze mogę zadzwonić po koleżanki, które na pewno chętnie pomogą w kwestii tańca lub... seksu. – puściła oczko uśmiechnięta blondynka.

Gdy wszystko było już postanowione, Fallen Angels zaczęli szykować się na prawdziwą wojnę z miasteczkiem Newark. Coyote czuł jak ta sytuacja zabiera go z powrotem do przeszłości…

 

Wietnam, rok 1968

 

Od pamiętnego zestrzelenia śmigłowca minął miesiąc. Od tamtego czasu, Bobby, Ray i Clint stali się praktycznie nierozłączni. Razem chodzili na patrole, razem odpierali ataki komunistycznego Wietkongu i razem dostawali burę od porucznika za niewłaściwe traktowanie cywilów. Udział ich kraju w wojnie wietnamskiej trwał już dosyć długo, a końca konfliktu nie było widać. Wręcz przeciwnie, wszystko wskazywało na to, że to będzie naprawdę długa wojna. Wojna, której prawdopodobnie nie dałoby się wygrać w stu procentach…

Trójka żołnierzy dostała kolejne zadanie: mieli sprawdzić tajemniczą wioskę w północnej części kraju. Wywiad donosił o obecności nie tylko partyzantów, ale także… komandosów radzieckiego Specnazu(1)!

— Tego już za wiele! – zagrzmiał podczas lotu helikopterem Clint operujący na stanowisku strzelca. — Nie dość, że te jebane komuchy z Moskwy dają im uzbrojenie to jeszcze włączyli się do walk?!

— Spokojnie, Cesar, nie wyciągaj pochopnych wniosków! – uspokoił go siedzący na innym stanowisku strzeleckim Bobby. — Może oni po prostu szkolą partyzantów?

— Tak czy inaczej, polecimy tam i zajebiemy ich! Im mniej czerwonych, tym lepiej! – wtrącił się Ray, który pełnił siedział jako pasażer w śmigłowcu. Clint i Bobby parsknęli śmiechem.

— Amen, Ray! – powiedział do niego Clint.

Mężczyźni lecieli już spory kawałek drogi i przy okazji ostrzelali kilka budynków, które miały na sobie flagi Wietnamu Północnego. Clint czerpał z tego wyjątkową przyjemność. W końcu znaleźli jakąś wioskę, która odpowiadała rysopisowi podanemu im przez wywiad.

— Znaleźliśmy wioskę! – oznajmił Bobby, ale zaczął się jej przyglądać. — Ale… coś mi tu nie gra… nie wygląda na posterunek Wietkongu… a już na pewno nie na bazę Specnazu! Tam jest tylko jakaś grupka cywilów… Dziwne…

— BOBBY! Oni chcą nas zmylić! Czy jesteś naprawdę taki krótkowzroczny?! Zapomniałeś o sytuacji w Da Nang lub Sajgonie?! Otwórz ogień i daj im do zrozumienia, że komunizm nie jest na tym świecie mile widziany! – wrzasnął do mężczyzny Clint.

— Masz rację, Cesar… – odparł po chwili zastanowienia Bobby i obaj mężczyźni otworzyli ogień ze swoich karabinów maszynowych. Strzelali w każdy budynek, we wszystko co się rusza… musieli też chyba trafić w coś łatwopalnego, bo cała wioska się zapaliła. Clint śmiał się jak psychopata. Jego śmiech wywołał u jego towarzyszy broni przejmujące dreszcze.

— TO ZA KENNEDY’EGO(2)! TAK JEST! SMAŻCIE SIĘ W PIEKLE, JEBANE ŻÓŁTKI!) Z POZDROWIENIAMI OD AMERYKI I LYNDONA JOHNSONA(3)!!!

Kiedy wreszcie załoga śmigłowca uznała, że wioska została spacyfikowana, pilot zaczął lądować przy niej. Trójka żołnierzy wysiadła obadać teren. Nie mogli jednak uwierzyć w to, co zobaczyli…

 

Droga do Newark, Newy Jersey, Sylwester, rok 1999

 

Nastała noc, podczas której jednak nie panowała cisza. W końcu kończył się powoli XX wiek i świat wchodził w nowe milenium, więc odgłosy świętowanie poprzez fajerwerki słychać było dosłownie wszędzie. Hałas ten jednak nie potrafił zagłuszyć warkotu całego legionu motocykli, prowadzonych przez członków Fallen Angels. Zwarta kolumna motocyklistów, każdy z pasażerem jechała w stronę Newark, aby urządzić największą rozróbę od czasów zamieszek w Los Angeles sprzed 7 lat. A wszystko to po to, żeby zemścić się za tragedię, jaka spotkała dziewczynę jednego z nich. To miasto zadarło z jedną z nich i niech lepiej szykuje się na wojnę. Evelyn siedziała za Ryanem i czuła jak ogarniają ją dreszcze. Rok temu złożyła sobie przysięgę, że nigdy nie wróci do tej przeklętej dziury. Teraz jednak jechała do niej aby dać nauczkę dwóm skurwielom, którzy tam mieszkają: swojej dwulicowej „przyjaciółce” Madison i temu zboczonemu gnojowi Troy’owi. Nie mogła się doczekać, żeby zobaczyć ich miny!

— Kociaku! – jej myśli przerwał wołający ją Ryan. — Żaneta mi wspomniała, że oni będą gdzieś nad jakimś dużym jeziorem i podobno wiesz gdzie to jest! Więc…?

Evie chwilę pomyślała, ale nagle dostała olśnienia.

— Tak, wiem! – odparła. Za uczelnią Newark Academy znajduje się takie jedno! Kiedyś tam byłam na imprezie i Troy mówił, że to jego ulubiona miejscówka w miasteczku!

Motocykliści wychwycili informację i przyspieszyli trochę. W końcu przekroczyli granicę Newark i zaczęli szukać Troy’a. Rozjechali się po kilka osób i rozpoczęli poszukiwania. Minęły dwie godziny, ale jakoś nie mogli znaleźć swojego celu. Nie odmówili sobie jednak obowiązkowego wandalizmu: od wybijania okien po obijanie samochodów kijami bejsbolowymi. Kiedy już uznali, że wystarczy szkód dla miasta, wrócili do grupy i zaczęli szukać dalej. Evie nagle zauważyła znajomą osobę, która szła ulicą i nie zauważyła zamieszek. To był Patryk!

— Ryan, zatrzymaj się na chwilę… on nam może powiedzieć, gdzie jest Troy i reszta. – powiedziała do mężczyzny, który zatrzymał się zgodnie z jej życzeniem. Podobnie postąpiła reszta Angelsów. Polak patrzył na dziewczynę zszokowany.

— Evelyn? – powiedział. — To naprawdę Ty? Wow, nie widziałem Cię od imprezy u Madison… myślałem, że nie wrócisz…

— Tak, wiem, wiem, Patryk… ale wróciłam, bo muszę się rozprawić z demonami przeszłości, jeśli wiesz, co mam na myśli. – odpowiedziała sugestywnie.

— Ty i Twój chłopak chcecie zabić Troy’a, prawda? Spokojnie, nie będę Was powstrzymywał. W sumie ja też nigdy dupka nie lubiłem…

— Nie dziwię Ci się… A wiesz może, gdzie on teraz jest? Podobno nad jeziorem przy Newark Academy. – powiedziała przesłuchująca go Evie.

— Tak, jest tam… – upewnił ją Patryk. — W sumie to wszyscy tam są: On, Mads, Dennis, Josh i jeszcze kilka osób. Myślę, że jak się pospieszycie to zdążycie ich dopaść. Powodzenia. – dodał, po czym uśmiechnął się i skierował w stronę domu. Evelyn uradowana wróciła na motocykl Ryana i gang pojechał w stronę jeziora.

Tymczasem Troy i Madison bawili na miejscu w najlepsze. Odkąd Evie wyjechała z miasteczka, Madison bardzo zbliżyła się do chłopaka i nie widziała świata poza nim. Nie potrafiła dopuścić do siebie myśli, że jej chłopak mógł być zły. Kompletnie zapomniała też o Evelyn i o tym jak przywaliła jej pięścią na tej imprezie. Miała ją gdzieś, miała wszystko gdzieś. Wszystko, poza Troy’em, rzecz jasna. Siedziała przytulona do niego i razem popijali piwo przy ognisku.

— Mads… może dokończymy picie, znajdziemy jakieś krzaki i potrenujemy na misjonarza? – zapytał z uśmiechem Troy.

— Troy, misiu, czy Ty nigdy nie masz dość? – zaśmiała się dziewczyna. — Może później, daj mi jeszcze trochę posiedzieć tak…

Chłopak już miał coś odpowiedzieć, gdy nagle zauważył jak coś poleciało w ich stronę. Było długie, srebrne i… miało palący się lont.

— JASNA KURWA, KRYĆ SIĘ! TO BOMBA RUROWA! – krzyknął Josh, po czym wszyscy imprezowicze upadli na ziemię. Bomba wybuchła i utworzyła wielki hałas. Kiedy Troy i Mads podnieśli głowy, żeby zobaczyć co się dzieje, ujrzeli kto nią rzucił… Był to Warlord! On i reszta Angelsów jechali w ich stronę uzbrojeni w broń obuchową oraz palną wszelkiej maści i nie wyglądali przyjaźnie. Bobby prowadził ich niczym generał swoją armię.

— Bracia! Do ataku! – krzyknął, po czy motocykliści ruszyli jeszcze szybciej na skamieniałych ze zdumienia i przerażenia imprezowiczów. Troy, Madison i reszta zaczęli uciekać, a Ryan, Big Hog i Screwball pojechali za nimi. Reszta została z Coyote’em i okrążyła młodych. Kiedy motocykliści upewnili się, że ich ofiary nie mają dokąd uciec, Coyote, Warlord, Saint i Big Hog zeszli ze swoich jednośladów, podeszli do imprezowiczów i zaczęli ich okładać kijami bejsbolowymi. Prezes Fallen Angels był mocno zdziwiony, gdyż żaden z tych cykorów nie podjął się próby obrony. Amy również podeszła do jakiegoś chudzielca i chwyciła go za ubranie.

— Tacy jak Ty lizali mi buty w liceum… – warknęła i przywaliła mu z całej siły w jaja.

Po trzydziestu minutach ostrego lania poobijani i poniżeni kumple Troy’a uciekli w popłochu.

Tymczasem Troy i Madison zdołali jakoś uciec, więc Ryan i Evie pojechali szybciej, żeby ich znaleźć. Dennis i Josh nie mieli tyle szczęścia. Warlord znudzony pościgiem postrzelił Josh’a w nogę, zaś Dennis źle stanął na nodze i upadł, wyjąc z bólu. Judith i obaj motocykliści zeszli ze swoich maszyn i podeszli do chłopaków. Rudowłosa dziewczyna popatrzyła na nich z udawanym współczuciem.

— Prawie mi Was szkoda, gnojki… Ale kiedy krzywdzicie jednego z nas, lepiej przygotujcie się na piekło od Fallen Angels! – powiedziała do nich Judith i zaśmiała się, po czym Warlord i Screwball podeszli do nich, chwycili za szmaty (Warlord Josh’a, a Screwball Dennis’a) i zaczęli bezlitośnie bić po twarzach, przy czym ten drugi puścił swoją ofiarę i zaczął deptać po jej głowie i klatce piersiowej. Gdy już skończyli, Judith wyciągnęła linę z torby na motocyklu Screwball’a i przywiązała ich do drzewa. Nie było z tym problemu, bo w końcu chłopacy byli ledwo przytomni i zbyt poobijani, żeby się jej przeciwstawić.

W tym samym czasie, Evelyn zauważyła Madison, która nie miała dokąd uciec. Znalazła się bowiem na nisko położonej skalnej półce, która prowadziła na niemalże środek jeziora.

— Kochanie, ja idę dać jej nauczkę. Ty jedź zmiękczyć Troy’a dla mnie.

Motocyklista posłuchał dziewczyny, wysadził ją i odjechał. Evie podeszła do przestraszonej Mads z uśmiechem. — Hej, Mads… jak tam Twój nosek? – zapytała, podchodząc coraz bliżej.

— Evelyn… ja… posłuchaj, wszystko Ci wyjaśnię… – jąkała się Madison i szukała w głowie słów, które uspokoiłyby jej byłą koleżankę. — Każdy z nas robi durne rzeczy i…

Niestety, nie dane jej było dokończyć, bo Evelyn uderzyła ją w twarz, tak jak rok temu. Kiedy Mads pod wpływem uderzenia osunęła się na ziemię, Evie stanęła nad nią i popatrzyła jej w oczy z pogardą, po czym wymierzyła kolejny cios… i kolejny… i jeszcze jeden.

— Zdradziłaś naszą przyjaźń… dla NIEGO? Żeby móc być jego lalką do seksu?! Serio, Madison? Jak Ty mogłaś? Po tym, co mi zrobił?! Nie rusza Cię nawet fakt, że on zabił moją siostrę?! – spytała gniewnie dziewczyna, gdy już przestała zadawać uderzenia z powodu bolących rąk.

— Co on… Ci zrobił? To Ty na niego napadłaś, jak nie chciał dać Ci koksu… Poza tym, Twoja siostra sama się zabiła, bo miała dość Twoich starych! – warknęła Mads i trzymała się za obolałą głowę. Evelyn popatrzyła na nią wściekle.

— Jesteś żałosna… tak bardzo oślepiła Cię miłość do tego gnoja, że nie myślisz racjonalnie i nie dopuszczasz do siebie myśli, że może kłamać… Żałuję, że Cię poznałam… – odparła Evie i odeszła powoli, żeby odnaleźć Ryana. Nie zawahała się jednak przedtem napluć byłej koleżance w twarz.

Troy również znajdował się w nieciekawym położeniu, ponieważ Ryan zagonił go na pomost. Próbował jednak zachować zimną krew, kiedy motocyklista do niego podchodził.

— Zabiję Cię, Ty śmieciu… – powiedział Ryan z furią płonącą w jego oczach.

— Nie masz jaj, Ty fagasie… – zadrwił Troy. — Myślisz, że te skóry i łańcuchy robią z Ciebie twardziela? Mylisz się, jesteś zwykłym pozerem i mięczakiem! Pasujesz do tej brudnej kurwy, z którą się trzymasz!

Słysząc te słowa, Ryan rzucił się na niego i zaczął tłuc go po twarzy, mając gdzieś czy go pobije na śmierć. Jego uderzenia były tak potężne, że głowa Troya odlatywała do tyłu i uderzała o deski pomostu. Chłopak czuł jak jego czaszka pęka od pięści motocyklisty. Po paru minutach solidnego oklepu, harleyowiec w końcu przestał. Twarz Kinga wyglądała jak rozdeptana śliwka i była cała we krwi. Stracił też kilka zębów. Nagle pojawiła się Evelyn i powoli podeszła do obu mężczyzn.

— Widzę, że mój chłopak nieźle Cię urządził… Jeśli chcesz mnie błagać o wybaczenie za próbę zgwałcenia mnie i zamordowanie mojej siostry, teraz jest dobra pora. – powiedziała pewna siebie i uśmiechnięta.

— Pierdol się, zdziro… Ty i Twój pedał spaliniarz na motorynce… Zabiłbym Twoją siostrunię jeszcze raz, gdybym miał szansę… – odwarknął Troy, gdy nagle Evelyn z całej siły nadepnęła swoim ciężkim glanem na jego piszczel, łamiąc mu ją. Aż było słychać głos uszkadzanej kości. Troy ryknął w cierpieniu i zaczął głośno przeklinać, na co dziewczyna znowu nadepnęła glanem, ale tym razem na jego krocze. Troy krzyczał ile sił w płucach i cierpiał nieziemsko. Ryan i Evelyn popatrzyli na niego z satysfakcją i zdjęli z niego kurtkę, po czym odeszli z powrotem na motocykl.

— WY PIERDOLONE SKURWYSYNY! WRACAJCIE TU! JESZCZE Z WAMI NIE SKOŃCZYŁEM! ZNAJDĘ WAS I ZAMORDUJĘ ZA TO, SŁYSZYCIE! – wrzeszczał Troy, trzymając się za złamaną nogę i plując wybitymi zębami. — CZEKAJCIE, DO CHOLERY!

Ignorowali jednak wulgaryzmy i obelgi wykrzykiwane przez chłopaka. Chcieli bowiem, żeby zamarzł na śmierć. Pod spodem miał tylko czarny bezrękawnik, który w ogóle nie chronił go przed zimnem.

— W końcu go dopadliśmy, Kociaku! Jak się czujesz? – zapytał Ryan, kiedy wsiedli na jednoślad i odjechali.

— Nie czułam się tak dobrze odkąd Cię poznałam… – odpowiedziała dziewczyna i zamknęła oczy. — Wiesz co… chcę teraz pojechać do rodziców. Muszę się zobaczyć z Alice i… zabrać ją ze sobą. Mam nadzieję, że jest taka możliwość. – dodała. Motocyklista nic nie mówił i tylko pojechał w stronę jej domu. Zanim to zrobił jednak, zajechał w stronę ogniska, gdzie zebrała się reszta Angelsów. Po przepędzeniu gówniarzy sami skorzystali z piękna tego miejsca, aby chwilę odsapnąć przed powrotem do Nowego Jorku, gdzie mogliby spędzić ten ostatni dzień w roku tak jak należy: w dobrym towarzystwie, w swoim mieście i ze świetną atmosferą.

— Ryan! Evelyn! Jak tam? Znaleźliście naszych uciekinierów tak jak Screwball i Warlord? – spytał uśmiechnięty Snake.

— Tak złapaliśmy tych dwóch pizdusiów, którzy próbowali uciec nakarmiliśmy ich naszymi pięściami i przywiązaliśmy do drzewa w tamtym lesie. Ciekawe, czy są tam niedźwiedzie… – zaśmiał się Screwball

— To już ich problem, Eddie(4)! – odparła mu Judith i całe towarzystwo również zarechotało.

— Chłopaki, jeśli planujecie jechać za niedługo, jedźcie. Ja muszę jeszcze odwiedzić z Evie jej siorę i starych! – oznajmił w końcu Ryan.

— Spoko, nie ma problemu, ale wracajcie do NY szybko! Do północy jeszcze trochę, ale wiecie jak czas leci… – odpowiedział Coyote, po czym wrócił na swój motocykl i dał reszcie sygnał, że czas wracać. Po upływie dwóch minut Angelsi odjechali w stronę swojego miasta, podczas gdy Ryan i Evelyn skierowali się do domu dziewczyny. Mocno się ona stresowała przed ponownym spotkaniem z rodziną. Oby tylko Alice była cała i zdrowa. W końcu dotarli na miejsce. Evie w połowie drogi do drzwi wejściowych zatrzymała się zestresowana. Motocyklista podszedł do niej.

— Kociaku, wszystko w porządku? – zapytał.

— Tak, tak, tylko… martwię się, że zobaczę coś, co mi się nie spodoba… – odpowiedziała, na co Ryan położył dłoń na jej policzku i popatrzył jej w oczy.

— Evelyn… nie przejmuj się… Cokolwiek się stanie, jestem przy Tobie… – powiedział z uśmiechem. Ona również się uśmiechnęła i oboje podeszli do drzwi. Ryan gwałtownie otworzył je potężnym kopniakiem i wszedł z dziewczyną do środka. Larry od razu podbiegł zobaczyć co się dzieje.

— Jebani włamywacze! Wy już wstydu nie macie! Jak Wam zaraz wypier… – przerwał swój krzyk, gdyż zobaczył kto złożył mu wizytę. — Evelyn… i Ty… – w końcu wykrztusił z siebie i przybrał twarz człowieka, który był gotów panikować.

— Tak, tatusiu… to ja. I jeśli nie chcesz aby mój chłopak zrobił Ci z dupy jesień średniowiecza, lepiej nie wchodź mi w drogę. – powiedziała jego córka. Rozwścieczony mężczyzna ruszył na nich obu, ale Ryan złapał go za rękę i zaczął powoli ją miażdżyć. Larry próbował ukryć ból, a Evelyn patrzyła niego niewzruszona.

— Nie mów, że Cię nie ostrzegałam. A teraz zawołaj Alice, żeby przyszła tutaj! I gdzie jest matka? – zaczęła przesłuchanie, po tym jak jej facet puścił dłoń ojca i popchnął go z całej siły na ścianę.

— Twoja… matka… odeszła od nas… niedługo po… odwołaniu Twoich poszukiwań… – wycharczał Larry, ściskając się za obolałą rękę i leżąc na podłodze. — A Alice… dostała się na studia… tylko nie powiedziała gdzie… na pewno nie tutaj… – dodał.

Słysząc te słowa, Evelyn czuła, że zaraz się rozpłacze. Jej rodzina dosłownie się rozpadła: ojciec stał się wrakiem człowieka, matka odeszła prawdopodobnie do matki w Seattle, Alice studiuje niewiadomo gdzie, a Rachel nie żyje. Miała ochotę wrócić nad jezioro i dobić Troy’a, ale doszła do wniosku, że nie jest on wart tracenia energii i czasu.

— Chodźmy, Ryan… – rzuciła krótko do swojego mężczyzny, a ten razem z nią wyszedł. Larry próbował wołać swoją córkę, ale na darmo. Obydwoje wsiedli na motocykl i skierowali się do Nowego Jorku.

— Już po wszystkim, Kociaku. Już po wszystkim… – powiedział do niej podczas jazdy Ryan.

— Wiem. I dziękuję, że byłeś… nie! Że JESTEŚ przy mnie i pomagasz mi ze wszystkim. Nie wiem co bym zrobiła bez Ciebie i Fallen Angels. – uśmiechnęła się dziewczyna.

— Wiadomo. W końcu mówiłem Ci, że jesteś najważniejszą osobą w moim życiu. Obok Angelsów, oczywiście. – odparł jej motocyklista i odwrócił się, żeby ją pocałować, kiedy wjeżdżali z powrotem do Nowego Jorku, w którym zaczęły strzelać sztuczne ognie. — O, cholera, chyba mamy Nowy Rok! – dodał zszokowany i dał gazu, żeby jak najszybciej znaleźć się w swoim domu, gdzie mógł razem z Evie uczcić ten dzień w ich ulubiony sposób.

 

Jersey City, Nowy Jork

 

Angelsi wrócili do swojej siedziby, gdzie zaczęli świętować przyjście nowego milenium. Alkohol lał się strumieniami, muzyka grzmiała w uszach, a niektórzy z motocyklistów strzelali w niebo, stojąc na dachu budynku.

Amy miała wolne, ponieważ Jolene zaprosiła swoje koleżanki do pomocy z klubowymi sprawami, więc nic nie stanęło jej na drodze w miłym spędzeniu czasu z Big Hog’iem. Amy nie chciała się do tego przyznać innym, ale mężczyzna działał na nią bardzo przyciągająco. On również nie chodził koło dziewczyny obojętnie.

Screwball i Judith udali się na motocykl mężczyzny w celu wykonania czegoś, co przeszłoby do historii: chcieli uprawiać seks podczas jazdy na jednośladzie. Snake postanowił „wypróbować” koleżanki Jolene w łóżku na zapleczu siedziby i sprawdzić czy są tak dobre jak ona sama. Saint i Warlord poszli na górę zmierzyć się w grze w bilard.

Coyote z kolei pojechał z powrotem do swojego domu, gdzie czekał na Helen. Próbował to ukryć, ale martwił się o żonę. Jej spotkanie z siostrą mogło się skończyć różnie. Helen nienawidziła swojej rodziny z pasją i obawiał się, że będą kłopoty. Nagle jednak usłyszał dzwonek do drzwi. Od razu poszedł otworzyć i zgodnie z przewidywaniami, przed nim stanęła Helen. Wyglądała na rozdrażnioną, choć próbowała się uśmiechnąć na widok męża. Weszła do środka, przytuliła go i pocałowała.

— Cześć, Skarbie… jak poszło z siostrą? Da nam spokój? – zapytał i popatrzył na nią.

— Hej… no cóż, próbowałam jej przemówić do rozsądku, ale było ciężko. Mamusia zrobiła jej niezłe pranie mózgu. Myślę jednak, że się ogarnie. Ale może zacznę od początku, bo to długa historia…

 

Hotel na Midtown Mahnattan, Nowy Jork, parę godzin wcześniej

 

Vickie wyszła z kąpieli i ubrała na siebie biały szlafrok. Położyła się na łóżku i zaczęła czytać jakieś akta. To był dla niej męczący dzień. Spędziła go całego na przeglądaniu kartoteki kryminalnej Bobby’ego i jego braci z Fallen Angels. Od jej feralnego spotkania z Helen minęło kilka miesięcy, ale kobietę ta sytuacja bolała wciąż tak samo. Słowa jej starszej siostry odbijały się echem w jej snach. Nie widziała Helen tak wściekłej od czasu jej pamiętnej wyprowadzki. Po jakimś czasie odłożyła teczkę z aktami i już miała się położyć spać, gdy nagle usłyszała telefon. Zerwała się na równe nogi i trochę się przestraszyła. Kto może do niej dzwonić o takie porze? Okazało się, że to obsługa hotelu.

— Victoria Morgan… – powiedziała niechętnie Vickie.

— Pani Morgan, jakaś kobieta do Pani. Twierdzi, że jest z rodziny. Taka niska, czarne włosy, ubrana jak motocyklistka…

 

„Helen?! Co Ty tu robisz?! Może chce mnie przeprosić? Może w końcu zrozumiała, że matka robiła to wszystko dla niej, bo ją kochała?”

 

Vickie nakazała obsłudze wpuścić ją do środka. Gdy usłyszała pukanie, otworzyła siostrze drzwi. Niestety dla niej, Helen nie wyglądała na kogoś, kto chciał pojednania.

— Helen… siostro, nawet nie wiesz jak się cie…

— Zamknij mordę. – rzuciła krótko jej starsza siostra i weszła do środka, odpychając Vickie. — Gdyby nie fakt, że ochrona mnie widziała i pewnie ciągle obserwuję, rozwaliłabym Ci głowę łomem szybciej niż zdążyłabyś krzyknąć „Mamusiu, ratuj”. – dodała i popatrzyła na siostrę z czystą nienawiścią w oczach.

— Helen, czemu taka jesteś? Czy ten motocyklowy jaskiniowiec aż tak Cię nastawił przeciwko mnie? – spytała smutna Victoria.

— Bobby’ego do tego nie mieszaj! Moje nastawienie to tylko efekt działalności Twojej i matki! Z resztą nieważne, powiedz mi lepiej co Ty odstawiasz z tym śledztwem przeciwko nam?! Odwołaj je natychmiast! – rozkazała. Jej młodsza siostra tylko krótko się zaśmiała.

— Możesz o tym zapomnieć. – odparła spokojnie. — Ci ludzie zniszczyli naszą rodzinę i nie zamierzam im tego darować. Znajdę coś na nich, wsadzę do więzienia i uratuję Ciebie przed nimi i Tobą samą. Jeszcze mi podziękujesz jak uwolnię Cię od tych małp na motorach. – dodała pewna siebie.

Helen miała ochotę udusić swoją młodszą siostrę za te słowa. O sobie chamstwa mogłaby słuchać na okrągła, miała gdzieś co ludzie o niej mówią, ale za gadanie bzdur o swoim mężu i jego braciach z Fallen Angels była gotowa zabić jednym uderzeniem z pięści. Powstrzymała się jednak od przemocy i uśmiechnęła się arogancko, co było dziwne, zważywszy na sytuację. Vickie to chyba zauważyła, bo pewność siebie zaczęła znikać z jej twarzy, a zaczął pojawiać się gniew. Nagle starsza siostra zaczęła się śmiać.

— I co Ty niby możesz nam zrobić? Nie masz na nas dowodów i raczej nic nie znajdziesz… – powiedziała ze złośliwym uśmiechem.

— Tak? Więc po prostu sfabrykuję dowody i na ich podstawie wyślę ten gang do Sing Sing(5)! Myślisz, że ktoś to będzie sprawdzał? Nikt wam nie uwierzy! – odwarknęła triumfalnym głosem Victoria. Helen tylko się uśmiechnęła po usłyszeniu tej odpowiedzi.

— Na Twoim miejscu zostawiłabym mnie i Angelsów w spokoju. Jeśli tego nie zrobisz, cały Nowy Jork pozna Twój sekret, siostrzyczko. – powiedziała uśmiechnięta. Vickie słysząc te słowa tylko się zaśmiała.

— Proszę Cię, wszyscy wiedzą, że jestem lesbijką i nikomu to nie przeszkadza. – odparła.

— Nie mówię o Twojej orientacji seksualnej. Mówię… o tym. – dokończyła Helen i nagle wyciągnęła… mały dyktafon! Nacisnęła przycisk „PLAY” i Victoria usłyszała swoje słowa o fabrykacji dowodów. Prawniczka zbladła ze strachu. Tego się nie spodziewałaś.

— Helen… nie rób niczego pochopnie… Na pewno się jakoś dogadamy… – wyjąkała.

—Więc posłuchaj mnie uważnie, młodsza siostro… masz wycofać śledztwo, gówno mnie obchodzi jak to zrobisz, musisz załagodzić sytuację! Jeśli tego nie zrobisz, to nagranie trafi do Fox News, CNN i innych mediów! – zagroziła Helen, po czym skierowała się do wyjścia. Vickie stała osłupiona. Gdy starsza siostra otworzyła drzwi i zaczęła opuszczać jej apartament, wpadła na kobietę. Była to Azjatka o krótkich, czarnych włosach w krótkiej i eleganckiej sukience koloru niebieskiego.

— Ups, przepraszam, ja już wychodzę… – udawała uprzejmość Helen. — Spokojnie, jestem… koleżanką Victorii z liceum, wpadłam w odwiedziny. – dodała.

— Ooo, rozumiem… – odpowiedziała kobieta. — Jestem Wendy Tang, partnerka Vickie, miło poznać. – przedstawiła się. Helen tylko przytaknęła, po czym opuściła hotel zadowolona, mając gdzieś co się dzieje obecnie w apartamencie siostry.

 

Jersey City, Nowy Jork

 

— Skarbie, jesteś genialna! – przytulił żonę uradowany Bobby, jak usłyszał całą historię. Helen tylko się śmiała i odłożyła dyktafon na półce. Ani trochę nie odczuwała żalu przez fakt, że szantażowała własną siostrę. W jej mniemaniu, zasłużyła sobie za to ciągłe bronienie matki i trzymanie jej strony bez względu na wszystko. Nie żałowała nawet tego, że nie przyznała się przed partnerką Vickie do bycia jej siostrą. Bobby wyjął dużą butelkę whisky i nalał swojej żonie do szklanki, a sam pił z butelki jak twardziel, którym z resztą był. Oboje porządnie się napili i przenieśli zabawę do sypialni, a po wszystkim Helen patrzyła na sufit i myślała o swojej młodszej siostrze, którą trzymała w garści.

 

„Spróbuj mi teraz zagrozić, Vickie, ty świętoszkowata lesbo! Chciałaś zrujnować mi życie? Ani mi się waż, bo ja zrujnuję je Tobie!”

 

Newark, New Jersey

Madison ledwo wstała na równe nogi, starła ślinę Evelyn z twarzy i strzepała kurz z ubrania. Takiego łomotu nie dostała jeszcze nigdy w życiu. Czuła jak jej rok temu złamany nos znowu jest rozkwaszony. Nie było jednak czasu na stękanie z bólu. Musiała znaleźć Troy’a i upewnić się, że nic mu nie jest. Kulejąc, zaczęła robić obchód jeziora w poszukiwaniu swojego chłopaka. W końcu go znalazła na tym pomoście. Nie mogła uwierzyć w to, co widzi: Troy wyglądał jak po piętnastu rundach walki z Mike’iem Tysonem. Twarz zakrwawiona, jego nos uszkodzony bardziej niż jej, podbite oko i leżące koło jego głowy zęby wywołały u niej przerażenia. I jeszcze ta nienaturalnie wygięta noga…

— O, mój Boże… Troy… co oni Ci zrobili… – powiedziała zrozpaczona Mads.

— PRZESTAŃ STAĆ JAK WIDŁY W ŁAJNIE I POMÓŻ MI, DO CIĘŻKIEJ KURWY! – wrzasnął chłopak, na co dziewczyna od razu do niego podeszła i próbowała pomóc mu wstać. Było ciężko, a jego krzyki bólu nie pomagały.

— Gdzie są Josh i Dennis? Ich też tak urządzili ci spaliniarze? – spytała dziewczyna.

— A CHUJ MNIE OBCHODZI GDZIE ONI SĄ! CIEBIE TEŻ NIE POWINNO! SPÓJRZ NA MNIE, NA MOJĄ NOGĘ! KURWAAA!!! – ryczał obolały Troy, a Madison czuła lekkie podirytowanie jego zachowaniem. Próbowała jednak go zrozumieć, bo ktoś, kto dostał taki oklep ma prawo być wnerwionym. No i kochała go bardziej niż własne życie.

— Spokojnie, zabiorę Cię do szpitala, tam Cię opatrzą, a potem poszukam ich dwóch, ok? Nie wierzę, że Evelyn tak nas urządziła… – powiedziała Mads, pomagając mu iść.

Gdy Troy usłyszał to imię, czuł, że zaraz wybuchnie. Zaczął krzyczeć jeszcze głośniej i szarpać się jak szaleniec.

— JEBANA EVELYN I JEJ POPIERDOLONY SPALINIARZ! ZAJEBIĘ GO, A JĄ ZGWAŁCĘ! POŻAŁUJE, ŻE NIE CHCIAŁA DAĆ MI SIĘ BZYKNĄĆ NA TEJ IMPREZIE!!! – ryczał z całej siły. Gdy Madison usłyszała te słowa, zatrzymała się nagle. Jego słowa wywołały u niej szok i niedowierzanie.

— Co Ty… powiedziałeś? – spytała chcąc się upewnić, że jej się nie przesłyszało. — Próbowałeś zgwałcić Evie?!

— A czy to ma znaczenie?! No dalej, zabierz mnie do tego jebanego lekarza! – warknął chłopak. Mads czuła jak ogarnia ją gniew. Zrozumiała już wszystko.

— Więc to prawda… naprawdę chciałeś... ją zgwałcić… a ja uwierzyłam w Twoje kłamstwo… dla Ciebie… wypięłam się na moją najlepszą przyjaciółkę… którą chciałeś skrzywdzić! – mówiła dziewczyna, choć była tak wściekła, że ledwo mogła się wypowiedzieć. Do Troy’a zaczęło docierać, że popełnił błąd, ale zanim zdołał cokolwiek powiedzieć, Madison krzyknęła ze wściekłości i w ślepej furii zaczęła wlec go na koniec pomostu. Chłopak przez swoje rany nie potrafił stawiać oporu. Próbował jeszcze coś powiedzieć, gdy nagle dziewczyna zrzuciła go z pomostu do rzeki. Troy zaczął się topić.

— POMOCY! RATUNKU! JA NIE UMIEM... PŁYWAĆ! – krzyczał tonący mężczyzna. Mads stałą tylko i patrzyła na niego przerażona. Właśnie zrozumiała co zrobiła. Odwróciła się i zaczęła szybkim krokiem opuszczać miejsce nad jeziorem. Zatrzymała się jednak, gdyż Troy ostatkami sił ją zawołał.

— MADS! PRZEKAŻ TEJ MOTOCYKLOWEJ SZMACIE, ŻE MORDERCÓW… BYŁO DWÓCH! POMÓGŁ MI… MOTOCYKLISTA…

Więcej słów nie usłyszała, gdyż Troy w końcu zaczął tonąć na poważnie. Słychać było tylko słabnący z czasem bulgot, a potem… cisza…

 

„Cholera… Co ja zrobiłam…”

 

Jersey City, Nowy Jork

Ryan i Evie leżeli na łóżku w domu mężczyzny, oboje rozebrani, szczęśliwi i zaspokojeni. Motocyklista leżał płasko na plecach i obejmował jedną ręką swoją dziewczynę, która była położona na boku i wtulona w niego jak w pluszowego misia. Czasami odnosiła wrażenie, że w sumie Ryan był dla niej takim misiem czasami. Wielkim, umięśnionym, wytatuowanym pluszowym misiem, przy którym czuła się jak krasnal i z którym uprawiała najlepszy seks na świecie.

— Nie lubię się powtarzać, Ryan, ale… dziękuję Ci. Za wszystko. Kocham Cię najbardziej na świecie. Nie potrafię bez Ciebie żyć. – szepnęła mu uśmiechnięta, na co harleyowiec obrócił się w jej stronę i mocno przytulił, patrząc jej w oczy. Kiedy dziewczyna zasnęła, pocałował ją i sam powoli zamykał oczy.

 

„Obiecałem Ci, że go dopadnę? I dotrzymałem słowa. Nie przejmuj się, Evelyn… Od tej pory… od tego roku… będzie już nam tylko lepiej!”

 

1) Specnaz – specjalne siły wojskowe, działające w dawnej ZSRR i obecnej Rosji.

2) Mowa tu o zamachu z 1963 roku na prezydenta Johna Fitzgeralda Kennedy’ego.

3) Lyndon Johnson – prezydent USA z lat 1963 – 1969, który objął urząd po śmierci prezydenta wspomnianego wyżej.

4) Eddie – prawdziwe imię Screwball’a.

5) Sing Sing – zakład karny o zaostrzonym rygorze, który znajduje się w stanie Nowy Jork

Średnia ocena: 4.8  Głosów: 5

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (7)

  • Klaudunia 31.12.2019
    Jak zawsze świetny, długi, pełen akcji rozdział. I znów płynnie zmieniasz czasy!
    Evelyn jest podłą, okrutną kobietą. Ja za takie uważam większość dziewczyn i dlatego ich nie lubię. Za dużo widziałam i słyszałam...
    Fantastyczny rozdział! Myślę, że powinieneś naprawdę zrobić taką książkę. Odniósłbyś wielki sukces, jestem pewna!
  • TheRebelliousOne 31.12.2019
    To chyba jedna z najmilszych rzeczy, jakie usłyszałem. Naprawdę bardzo Ci dziękuję :) Kto wie, może kiedyś wydam to w postaci papierowej... A co do Evelyn… cóż, postaw się w jej sytuacji: czy gdybyś Ty przeżyła to samo, co ona, nie byłabyś taka sama? Czy gdyby Ciebie ktoś chciał zgwałcić (czego oczywiście Ci nie życzę w żadnym wypadku!), potem Twoja przyjaciółka nie uwierzyłaby Ci i trzymała stronę tego potwora, a potem jeszcze na dokładkę rodzice Ci nie uwierzyli i uważali Cię za tą złą, byłabyś w stanie udawać, że nic się nie stało i żyć dalej tak jak dotąd? I don't think so ;) Jeszcze raz bardzo dziękuję i życzę udanych opowiadań w 2020! :D

    PS.: Nie wszystkie dziewczyny są podłe i okrutne, pamiętaj o tym. :)
  • Klaudunia 31.12.2019
    TheRebelliousOne Dziękuję, może masz rację : )
  • Pontàrú 05.01.2020
    Przejrzyj jeszcze raz tekst bo jest parę błędów edycyjnych i parę błędów z rodzajem słów pod kontem płci gramatucznej.
    Trochę mi się dialogi w tej części nie podobały. Jak na mój gust brzmią dość sztucznie. Np ta Żaneta która podchodzi w galerii do nieznajomej kobiety i zadaje pytania. Jakoś wątpię by matka miała ochotę odpowiadać jakiejś nieznajomej po tym co się stało.
    Szybkie zmiany zachowania bohaterów też są dość dziwne jak dla mnie. Np Madison która w mgnieniu oka postanawia utopić kogoś kogo jeszcze przed chwilą kochała na zabój. Wiadomo, że jak dowiedziała się że została przez niego oszukana miała prawo być zła ale mimo wszystko jejreakcja wydaje się dość naciągana.
    Argument Troya że nie umie pływać może i prawdziwy jednak w tej sytuacji jak dla mnie trochę śmieszny. Przecież miał złamaną nogę! Na tym powinien się skupić.
    Mała uwaga logiczna. Podczas opisu znalezienia zawał conej dziewczynki najpierw mówisz, że słychać jej płacz a potem, że leży niemalże nieprzytomna. Trochę mi się to wyklucza. Spróbuj może jakoś inaczej to opisać.
    Z dobrych rzeczy widzę, że akcja była lepiej poprowadzona. Atak na Troya i jego imprezę był zdecydowanie lepiej opisany niż wcześniejsze strzelaniny Angellsów. Dosłownie czuło się ogrom tego przedsięwzięcia.
    A jeszcze, skoro doskonale wiedzieli, że impreza jest nad Jeziorem które Evelyn znała, to po co jest wprowadzona postać Patryka, który tylko potwierdza, że impreza faktycznie jest nad jeziorem? Co robili motocykliści przed tym spotkaniem? Nie mieli szukać tego Troya? Bo na razie wyglądało jakby wpadli żeby porozbijać miasto zamias pomóc koleżance w potrzebie.
    Za ten odcinek 4 bo wiele uwag. Pozdrawiam
  • TheRebelliousOne 05.01.2020
    Dzięki za wizytę i ostrą krytykę ;) Jeśli chodzi o Twoje uwagi to znów pobawię się z Mourinho i spróbuję się wyjaśnić. Więc:
    - Matka chciała ją instynktownie ostrzec przed tym zboczeńcem. W końcu nie chciałaby, żeby ktoś inny padł jego ofiarą. Ja bym tak zrobił, na przykład.
    - Owszem, może to się wydawać dziwne, ale zauważ, że Mads poświęciła swoją najlepszą przyjaciółkę, kogoś, z kim się długo trzymała i kto wskoczyłby dla niej w ogień... dla człowieka, który próbował tą przyjaciółkę zgwałcić i oczernił przed innymi! Trzeba wziąć to pod uwagę.
    - Myślę, że Troy był zbyt zszokowany tym wydarzeniem, żeby myśleć o swojej złamanej nodze i dlatego brak umiejętności pływackich jako pierwszy przyszedł mu do głowy
    - Cholera, masz rację, muszę to poprawić... Dzięki za wypatrzenie
    - No cóż, można uznać, że Angelsi chcieli małej... rozgrzewki przed główną atrakcją, a Patryk właśnie po to został "wrzucony": żeby potwierdzić te fakty. No i chciałem też go pokazać jako "niewinnego obserwatora" w tym wydarzeniu, który jako jedyny w Newark nie trzymał strony Troy'a i nie uwierzył w jego brednie.

    No, tyle z moich wymówek. Jeszcze raz dziękuję za wizytę i uwagi, które pomagają mi w staniu się lepszym pisarzem. Również pozdrawiam :D
  • Pasja 22.03.2020
    Mocna część i sporo wyjaśniająca. Jak widać skorumpowani strażnicy prawa i powiązanie z gangiem czyni ich ponad prawem. Dlatego nie ma śledztwa w zabiciu Mikołaja i innych akcji. Policja umarza z braku twardych dowodów.
    Wiele tajemnic nie odkrytych jeszcze: Rodzina Evelyn się rozpadła, czy odnajdzie siostrę. Co Helen ma na dyktafonie? No i Wietnam - co zobaczyli? Madison i utopienie Roya i dwóch morderców siostry Evelyn ( motocyklista) czyżby z ich gangu?
    Bardzo jestem ciekawa.

    Pozdrawiam
  • TheRebelliousOne 22.03.2020
    To prawda, miasta przeżarte korupcją to nie jest coś niezwykłego. Dlatego właśnie takie gangi jak Fallen Angels i Cursed Riders mogą się czuć względnie bezkarne, jeśli chodzi o ich występki. Na te wszystkie pytania w końcu przyjdzie odpowiedź, ale jedno mogę wyjaśnić: Helen nagrała na dyktafonie jak jej siostra palnęła o fabrykowaniu dowodów w celu aresztowania Angelsów. Nie wyjaśniłem tego dobrze w tym rozdziale? :P Muszę się trochę pospieszyć z pisaniem tych rozdziałów, bo zbliżasz się do ostatniego napisanego jak dotąd :D

    Również pozdrawiam ciepło :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania