Poprzednie częściTylko on, ona i motocykl - Prolog
Pokaż listęUkryj listę

Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Tylko on, ona i motocykl- Tom 2 - Rozdział 2 – Czas na ekspansję

Jersey City, Nowy Jork, lato, rok 2004

Od „bliskiego” spotkania z gorylem z gangu Cursed Riders minęły trzy dni, ale jednak Ryan nie tylko nie umiał zapomnieć o tym wszystkim, ale cały czas był zaniepokojony, co starał się ukryć przed resztą braci, mimo że opowiedział im o zajściu. Choć byli wściekli z powrotu tych drani to jednak żaden z nich nie był jakoś specjalnie zaskoczony. Zdawali sobie sprawę, że to było nieuniknione. Nowy prezes Angelsów zaś nie chciał pokazać swoich obaw, gdyż takie nastawienie nie przystoi liderowi gangu motocyklowego. Zastanawiała go też jeszcze jedna sprawa: kto rządzi Ridersami i dlaczego jeden z nich korzystał z usług jego ojca? Cóż, pan Evans znany jest w Nowym Jorku z tego, że nawet ze zdezelowanego strucla zrobiłby pojazd do wyścigów, ale czemu Ridersi?

Właśnie te myśli towarzyszyły mu, kiedy siedział przy barze w siedzibie klubu i pił drinka, którego zrobiła mu jedna z nowych barmanek. Pomimo napiętej sytuacji, była przynajmniej jedna dobra wiadomość: nowi rekruci i kobiety do pracy w klubie. Choć minęły tylko trzy dni, popularność Fallen Angels wciąż stała na wysokim poziomie i udało się w ten czas znaleźć nowe osoby, które bardzo chętnie postanowiły zbuntować się przeciwko utopii, jaką stworzył rząd miasta i komisarz Stevenson.

— Maria! Co ty robisz?! – usłyszał nagle gniewny głos Evelyn, która podeszła do jakiejś młodej dziewczyny z orzechowymi włosami i lekko bladą skórą, która siedziała na kanapie. Gdy jednak tylko Evie do niej podeszła, wstała od razu i stanęła jak żołnierz.

— N-nic, pani Mitchell! – odpowiedziała przerażona dziewczyna. Nowy prezes Angelsów dyskretnie obserwował całe zdarzenie i próbował się nie uśmiechnąć. Jego ukochana wzbudzała strach wśród innych kobiet w gangu (poza Amy, Judith i Jolene), a nawet niektórzy kadeci i enforcerzy się jej bali. Od ich małych „wakacji” w Las Vegas i przez wydarzenia, które miały tam miejsce stała się o wiele twardsza i Ryanowi to imponowało w dużym stopniu.

— No właśnie, do cholery… – warknęła i chwyciła Marię za ramię, ciągnąc za soba. — Jesteś bezużyteczna! Jesteś ŻAŁOŚNIE bezużyteczna i rzygać mi się chce jak widzę twoje lenistwo! Zasuwaj do góry za bar pomóc Judith! – dodała popychając ją w stronę schodów.

— Ale pani Mitchell, ja nie chcę pracować, źle się czuję! – powiedziała łamiącym się głosem Maria.

— Leję na twoje samopoczucie! ZASUWAJ NA GÓRĘ!!! – ryknęła Evie i zrobiła parę kroków w stronę spanikowanej dziewczyny, przez co ta z krzykiem przerażenia uciekła na górę. Nowa Pierwsza Dama Angelsów zaś westchnęła i podeszła do Ryana, siadając koło niego.

— Widzę, że trzymasz je krótko niczym instruktor Marines… – zaśmiał się mężczyzna i wziął łyk piwa.

— Te głupie gówniary… Słowo daję, pewnie ich nadopiekuńczy rodzice zdążyli im już wmówić, że są jak księżniczki rodem z bajek Disneya… – powiedziała przewracając oczami.

— No cóż, przynajmniej ty sprowadzasz je na ziemię. – zachichotał Ryan i objął Evie jedną ręką. — Mimo wszystko, dosyć szybko znaleźliśmy nową krew do klubu. I to w jakich ilościach! Czyżby aż tylu nowojorczyków nas jednak kochało?

— Jak to mówią, zakazany owoc smakuje najlepiej. No i pewnie nie wszyscy są zadowoleni z rządów burmistrza i tego drania Stevensona. – wtrąciła się stojąca za barem Amy, podając drinka Evelyn. — Moja kumpela z Brooklynu twierdzi, że oboje chcą zamienić Nowy Jork w jakieś chore miasto policyjne…

— A więc naszym zadaniem będzie przeszkodzenie im w zrobieniu z naszego miasta drugiej Korei Północnej! – powiedział Ryan, wstając z miejsca. — Wychodzę sprawdzić jak się mają nasze dawne interesy i czy nikt ich przypadkiem nie przejął. – oznajmił swojej dziewczynie i po pocałowaniu jej na pożegnanie opuścił siedzibę klubu, przed którą stali bliźniacy Ace i Joker, którzy byli pochłonięci debatą czy dziewczyny są piękniejsze w Nowym Jorku czy w Las Vegas.

— Cóż, te w LV są bardziej opalone, a ja uwielbiam opaleniznę… – stwierdził zamyślony Ace, paląc papierosa.

— Ale nowojorskie laski są trudniejsze do zdobycia, a ja lubię wyzwania! – szturchnął go po bratersku Joker.

— Dziewczyny z Nowego Jorku są najlepsze! Proszę, debata rozwiązana! – powiedział nagle Ryan i stanął miedzy obydwoma bliźniakami. Popatrzył na ich naszywki z imionami, które kazał im naszyć na klubowe ubrania, żeby móc ich odróżnić, bo byli niczym rudzi bracia z pewnego filmu o czarodziejach, który oglądał z Evelyn. Dobrze, że przynajmniej ubierali się różnie.

— Ryan! Wystraszyłeś nas! – zaśmiał się Joker. — Jest jakaś robota dla nas? Chętnie poznalibyśmy to cholerne miasto…

— No i macie ku temu dobrą okazję, bo muszę załatwić coś i potrzebuję kogoś do pomocy, a że wy akurat się obijacie i jak sam powiedziałeś Ace, że chcecie poznać moje rodzinne miasto… pakować dupska na motory i jazda za mną! – oznajmił nowy prezes, po czym jego nowi bracia postąpili według rozkazów. Cała trójka (podobnie jak większość, jeśli nie wszyscy amerykańscy harleyowcy) jeździli na motocyklach Harleya-Davidsona. Różnił ich tylko model. Ryan wciąż jeździł na swoim wiernym czarnym Fatboy’u, a bliźniacy z Las Vegas posiadali Springery, gdzie jednoślad Ace’a był czarnobiały, a Jokera czerwony. Obydwaj ruszyli za Ryanem i jechali przez Jersey City ku zaskoczeniu i zaniepokojeniu przechodniów. Mieli przeczucie, że już chyba cały Nowy Jork wie o ich powrocie i było im dobrze z tą myślą. Coyote zawsze mówił, że nie tylko to miasto, ale cały kraj potrzebuje kopa w tyłek i ich zawszonym obowiązkiem jest zadawać te kopniaki.

— A ty co taki pochłonięty w myślach, Ace? – zapytał brata Ryan, gdy tak pędzili przez miasto. — Nie odzywasz się odkąd ogłosiłem werdykt waszej małej debaty…

— To moja była… znów do wydzwania… – wyjaśnił nowy sierżant Angelsów. Podobnie jak Ryan, miał dziewczynę w Las Vegas, o której wolałby zapomnieć i która nie do końca wiedziała na co się pisze. Różnica jednak polegała na tym, że dziewczyna Ace’a chciała go sobie podporządkować za wszelką cenę, bo wierzyła, że jej ukochany się zmieni. Ace przez chwilę miał nawet kryzys przez tą sytuację, ale Ryanowi udało się mu przemówić do rozsądku i upewnić się, że jego dziewczyna już nigdy więcej się do niego nie zbliży.

— Znowu?! Słowo daję, nie ma nic gorszego niż była laska! – zaśmiał się Joker. — Wiecznie żywe wspomnienie największych błędów twojego życia.

— A czego ona chce? Chyba nie zamierza próbować wrócić do ciebie? – spytał go Ryan.

— No właśnie tak. I płakała do słuchawki, wyobrażacie sobie? – odparł Ace.

— Co za uparta baba… przestraszenie jej było największą przysługą, jaką mogłem ci wyświadczyć! Ale jeśli nawet groźba uwięzienia w piwnicy, tortur i karmienia tylko i wyłącznie surowym mięsem nie wystarczyła, żeby trzymała się od ciebie z daleka do końca życia, chyba tylko kulka w łeb by pomogła… – westchnął nowy prezes Angelsów.

— Amen! – przytaknął mu Joker. — Ale tak całkiem serio to ignoruj te jej gorzkie żale. Znowu chcesz, żeby ci robiła pranie mózgu?

— No nie… i macie rację. – odpowiedział Ace. — Dzięki, bracia. Jesteście najlepszym co mnie w życiu spotkało! – dodał w końcu uśmiechnięty, gdy cała trójka dojeżdżała do magazynu, który dawniej służył za jedno z miejsc, w których gang motocyklowy prowadził swoją działalność przynoszącą zyski.

— To tutaj… – oznajmił Ryan schodząc z motocykla i oglądając budynek. Nie zmienił się on zbytnio i wciąż pozostawał tą samą zniszczoną przez czas ruderą, której nikt „normalny” nie chciałby mieć na własność. — Sprawdźmy czy wciąż nadaje się do użytku. – dodał, po czym cała trójka weszła do środka. Wnętrze było puste tak jak się spodziewali. Zniknęły także maszyny laboratoryjne, w których tworzono narkotyki. Ryan westchnął cicho i stwierdził, że to najprawdopodobniej komisarz Stevenson zarządził całkowite przeczesanie miasta w poszukiwaniu klubowej działalności.

— Nie ma tu nikogo i niczego… – odezwał się Ace.

— Cóż, przynajmniej budynek wciąż stoi. Odrobina pracy, małe zakupy i to miejsce będzie znów przynosiło nam kasę! – uspokoił go Ryan. — Poza tym, zawsze możemy sprawdzić czy Ridersi nie zdążyli już się zadomowić z powrotem i odebrać im jakiś interes! Musimy tylko znaleźć budynek, który służy im za przykrywkę, wystrzelać każdego kto będzie go bronił, a na pewno będą mieli ochroniarzy, pogadać z zarządcą i tyle!

Bliźniacy spojrzeli na siebie i kiwnęli głowami. Był to dobry pomysł, dzięki któremu Angelsi mogli stanąć finansowo na nogi dość wcześnie. Poza tym, mogłoby to poważnie osłabić Cursed Riders. Same plusy.

— Zawsze możemy też spróbować pomóc miejscowym sklepikarzom i innym ludziom z własnymi interesami pozbyć się nadmiaru… kasy… – powiedział do prezesa Joker.

— Dokładnie! Ale najpierw wybaczcie, muszę wykonać telefon do pewnego współpracownika… – odparł Ryan i wyciągnął telefon. Bliźniacy zaś rozglądali się po magazynie i badali teren.

— Cóż, to dobry początek… chociaż w Las Vegas mieliśmy lepsze źródła dochodów. – stwierdził Ace, drapiąc się po głowie.

— No niestety, Nowy Jork nie jest pełen kasyn i innych tego typu rzeczy, ale podobno jest tu prawie tylu ćpunów co w Los Angeles! Każdy diler ma tu szansę zostać drugim Donaldem Trumpem! – zaśmiał się Joker, kiedy Ryan wrócił do nich po skończeniu rozmowy.

— No dobra, stary znajomy zgodził się na ponowną współpracę z nami i otwarcie biznesu w tym magazynie, ale i tak pojedziemy poszukać miejsca, skąd Ridersi czerpią zyski. Ponieważ nie wiemy gdzie to jest, mam prosty plan: znajdziemy jakiegoś ich motocyklistę, wydobędziemy od niego informację i wtedy jedziemy odebrać tym ćwokom interes. Jakieś pytania? Nie. No to jazda! – powiedział stanowczo, po czym wszyscy trzej weszli na jednoślady i udali się w stronę Manhattanu, gdzie mogliby zapolować na źródło informacji.

 

W tym samym czasie, Jersey City

Evelyn robiła obchód siedziby patrząc czy wszystkie dziewczyny pracują i nie obijają się. Choć do wielu spraw podchodziła na luzie i nie traktowała zbyt wielu rzeczy poważnie, rola Pierwszej Damy nowojorskiej brygady Fallen Angels była odstępstwem od tej reguły. Traktowała ten tytuł z powagą i czuła, że znalazła coś, w czym dawałaby z siebie wszystko. Na szczęście jej reputacja groźnej suki sprawiła, że żadna z dziewczyn nawet nie myślała o obijaniu się. Wszystkie chodziły jak w zegarku, począwszy od barmanek, a na striptizerkach skończywszy. Swoim zachowaniem imitowała Helen, którą stawiała sobie za wzór. Kiedy myślała o swojej dawnej mentorce, bardzo żałowała, że nie już jej na tym świecie. Ta kobieta była osobą, którą Evie mogłaby śmiało nazwać matką, której jej brakowało… A wszystko przez młodszą siostrę, która myślała, że postępuje dobrze. Gdy dziewczyna o tym myślała, miała ochotę przejść się na cmentarz na Manhattanie i zdewastować grób Victorii.

 

„Ile bym dała, żebyś wciąż była wśród nas, Helen… tęsknię za tobą. Coyote’em też. Nawet za tobą, Snake…”

 

Jej rozmyślania przerwał jednak widok na pewną dziewczynę o szczupłej budowie ciała, jędrnych piersiach i czarnych włosach, ubraną w niebieski strój striptizerki. Siedziała na kanapie przy stole bilardowym i piła piwo. Nawet stąd Evie wiedziała, że dziewczyna jest już lekko wstawiona. Rozwścieczona podeszła do niej.

— Gina! Mogę wiedzieć co ty wyprawiasz?! – spytała. Ta z kolei podniosła leniwie głowę i spojrzała na dziewczynę Ryana ledwie otwartymi oczyma.

— Ja… tego… rodzę dzidziusia, pani Mitchell… tu i teraz! – odparła śmiejąc się. Evelyn jednak nie było wcale do śmiechu.

— Nie zapominasz się?! – spytała Pierwsza Dama Angelsów.

— Bo co? Bo mam gdzieś twoje groźby? – spytała ze złośliwym uśmiechem Gina i wstała z miejsca kiwając się z lewej na prawą. — Idź zrobić dobrze swojemu facetowi czy coś albo zgnoić Emily lub Marię, a mi daj spokój…

Od razu jednak pożałowała tych słów, ponieważ Evie bez ostrzeżenia uderzyła ją w twarz z całej siły. Gina poleciała na stół bilardowy i przewróciła się. Evie zaś podeszła do niej cięta jak osa.

— Mam gdzieś, że jesteś pijana… LICZ SIĘ ZE SŁOWAMI, SUKO! – zagroziła jej, gdy nagle do obu dziewczyn podbiegła trzecia. Była to blondynka o dosyć wysportowanej figurze z dosyć uroczym wyrazem twarzy. Evelyn mogłaby przysiąc, że w szkole musiała być cheerleaderką. Taką miała urodę przynajmniej. Tak czy inaczej, nie wyglądała na pierwszy rzut oka na kogoś, kto interesował się motocyklowym światem

— Pani Mitchell, przepraszam za nią! – powiedziała i pomogła wstać trzymającej się za twarz Ginie. — Zaraz doprowadzę ją do porządku i obie wrócimy do naszych poszczególnych zadań… – próbowała uspokoić Pierwszą Damę i gdy czarnowłosa alkoholiczka stanęła już na nogi, obie dziewczyny udały się w stronę łazienki.

— No ja, do cholery, myślę, Emily! I Gina! Jeszcze jeden taki tekst, a przez następny tydzień będziesz czyścić kible własnym językiem! – zagroziła Evelyn i udała się w stronę baru, gdzie obsługiwały Judith i Maria. Był tam także Screwball, który z kimś rozmawiał przez telefon.

— Ale jej przywaliłaś… – powiedziała rudowłosa dziewczyna, czyszcząc jedną ze szklanek.

— Zasłużyła sobie! Sama słyszałaś jak się do mnie odnosi! Zero szacunku… – odpowiedziała gniewnie Evie. — Nalejcie mi dowolne piwo… – poprosiła, po czym Maria od razu zajęła się tym.

— Ja też bardzo przepraszam za nią, pani Mitchell. Przysięgam, że ona taka jest tylko, gdy się mocno struje! – oznajmiła nieśmiało młoda dziewczyna, nalewając alkohol. Jej postawa i słowa mocno zdziwiły Evelyn.

— Ty… przepraszasz za nią? Tak jak Emily? Co wy, siostrami jesteście czy co? – spytała zdziwiona, powoli uspokajając się i biorąc łyk podanego jej piwa.

— No… to w sumie do pewnego stopnia prawda. Jesteśmy najlepszymi przyjaciółkami od czasów liceum. Bardzo różnimy się od siebie, ale można powiedzieć, że… dopełniamy się. – wyjaśniła barmanka, skupiając na sobie uwagę zarówno Evelyn jak i Judith oraz Screwball’a, który skończył rozmowę. Ta pierwsza jednak była najbardziej zaintrygowana tym wyznaniem.

 

„Prawie jak ja, Amy, Judith i Jolene… To jednak nie usprawiedliwia zachowania Giny!”

 

— Na twoim miejscu nie mówiłabym takich rzeczy, mała. Evie może zastosować odpowiedzialność zbiorową! – zaśmiał się motocyklista, wstając z miejsca.

— Gdzie idziesz, Eddie? – spytała Judith.

— Warlord dzwonił! Podobno znalazł gościa, który zajmie miejsce skarbnika po Saint’ie… – odparł Screwball. — Chce, żebym pomógł mu go sprowadzić i przypomnieć co i jak. To stary znajomy naszego klubu. Ryan w sumie też przydałby się, ale jest zajęty jakąś ważną sprawą. Coś z Ridersami, więc szykuje się jatka…

Słysząc to, Evie poczuła pewien niepokój, ponieważ wciąż miała w pamięci wydarzenia sprzed domu swojego ukochanego. Martwiła się, że ten wielkolud, który naszedł jego rodzinę mógł donieść reszcie swoich braci o tej sytuacji i teraz nemezis Angelsów będą jeszcze bardziej zdeterminowani niż dotychczas. Ale z drugiej strony próbowała się uspokoić. W końcu Ryan wychodził cały z gorszych sytuacji i ta na pewno nie będzie inna.

— Hej, Evelyn! – wyrwała ją z przemyśleń Jolene. — Wiem, że powinnam kończyć za piętnaście minut, ale mogę wyjść wcześniej? Jestem umówiona z przyjaciółmi na małe spotkanie! – wyjaśniła.

— Mówiąc spotkanie, masz na myśli orgię? – zażartowała Pierwsza Dama i ledwo powstrzymała śmiech.

— Nie! Nie tym razem… chociaż seks będzie miał tam miejsce to ja nie będę uczestniczką lecz widzem! – zaśmiała się opalona dziewczyna.

— Nawet nie chcę wiedzieć o czym ty mówisz… – powiedziała Evie i spuściła głowę na dół. Jolene tylko znów parsknęła śmiechem i po pożegnaniu się opuściła siedzibę klubu, kierując się w stronę swojego domu.

 

Pół godziny później, Manhattan

Ryan i bliźniacy znaleźli się już w pobliżu terytorium Ridersów i rozpoczęli swoje małe „polowanie”. Mieli nadzieję, że złapią kogoś wysoko postawionego albo chociaż kogoś, kto nie jest kadetem, ponieważ ci nie zawsze dysponowali wiedzą potrzebną do realizacji działań. Rozglądali się po całym południu „stolicy” Nowego Jorku w poszukiwaniu odpowiedniego źródła informacji jednak nie mogli nikogo znaleźć. Jakby tego było mało, starali się unikać patroli policyjnych, gdyż nie wiedzieli czy komisarz Stevenson nadal jest cięty na nich. Owszem, rodzice Ryana mówili, że w mieście jest spokojnie, ale motocyklista jednak czuł, że to może być cisza przed burzą.

— Przy odrobinie szczęścia trafimy na tego śmiecia, który chciał pobić mojego ojca… – powiedział do siebie Ryan, rozglądając się za Ridersami. Trzej Angelsi jeździli nawet po miejscach, które Cursed Riders odwiedzali najczęściej oraz te, gdzie urządzali sobie wyścigi. Nowy prezes nienawidził swoich największych wrogów, chociaż pomysł z wyścigami nie wydawał mu się taki głupi. Zawsze to jakaś forma rozluźnienia atmosfery w klubie i pogłębienia więzi między braćmi.

— Ryan! Chyba jest jeden! – oznajmił nagle Ace i wskazał na mężczyznę na motocyklu stojącego przy jednym z nowojorskich hoteli. Podrywał jakąś dziewczynę, która już z daleka wyglądała jakby jadła mu z ręki. — Chyba nas nie widzi… albo jest zbyt zajęty swoją dziunią…

— To jedźmy popsuć mu randkę! – powiedział z uśmiechem Joker i spojrzał na Ryana, na co ten tylko wskazał ręką na ich przeciwnika i wszyscy trzej zaczęli podjeżdżać do niczego niespodziewającego się harleyowca.

— To znaczy, że jestem własnością Cursed Riders? – spytała uśmiechnięta dziewczyna.

— Nie, wtedy każdy z moich braci musiałby cię mieć… a ja chcę, żebyś była tylko i wyłącznie moja… – odparł motocyklista i patrzył na nią dosyć… niepokojącym wzrokiem, kiedy nagle usłyszał głośniejsze warknięcie jednośladu za sobą. — Hej, to nie jest jakieś przedstawienie! – powiedział zły, odwracając się w stronę trójki Angelsów, nie widząc ich naszywek.

— Spadaj, mała, on ma pryszcza na fiucie! – powiedział do dziewczyny Joker, na co ta z obrzydzeniem odeszła, zostawiając czwórkę motocyklistów.

— No nie! Zapamiętałem wasze mordy! Jadę po moich braci i razem wam dołożymy! – warknął wściekły Rider, po czym odpalił jednoślad i ruszył, a Angelsi za nim. Żadna ze stron nie chciała otworzyć ognia, żeby nie mieć na karku dodatkowych problemów w postaci policji. Kiedy tylko jednak mogli się znaleźć w miejscu, gdzie stróże prawa prawie w ogóle nie zaglądali, od razu otworzyliby ogień. Członek Ridersów jednak nie dawał za wygraną i próbował uciec za wszelką cenę, manewrując między trąbiącymi samochodami, za nic mając bezpieczeństwo innych. To sprawiało, że Ryan i reszta mieli utrudnione zadanie i nie mogli się zbytnio zbliżyć do swojego celu. Cwaniak także wykonywał ostre zakręty w miejscach, w których Angelsi myśleli, że pojedzie prosto.

— No zaraz nie wytrzymam i go strącę klamką z tego cholernego motocykla! – krzyknął wściekły Joker i wyciągnął swój pistolet. Zanim jednak zdążył strzelić, on, jego brat i Ryan usłyszeli warkoty innych jednośladów z obu stron. Po chwili spełnił się najgorszy scenariusz: z obu stron skrzyżowania wyjechał przynajmniej tuzin harleyowców z naszywkami Cursed Riders na ich plecach.

— Ten tchórzliwy skurczybyk zadzwonił po wsparcie! – warknął wściekły prezes Angelsów.

— Co robimy? Wycofujemy się? – spytał go Ace, patrząc na przewagę liczebną wroga.

— Zapomnij! Za długo już polujemy! Odstrzelimy tych mięczaków, a jego przesłuchamy! JAZDA! – ryknął Ryan po chwili namysłu, po czym cała trójka przyspieszyła, podczas gdy Ridersi wjechali na most prowadzący do Bronxu. — Bronx! Dobra nasza! Świnie tam w ogóle nie zaglądają! To nasza szansa!

Faktycznie Ridersi kierowali się do Bronxu z nadzieją, że tam zgubią pościg, jednak tak się nie stało.

— No dobra, bracia! Te ćwoki chcą potyczki?! TO BĘDĄ JĄ MIELI! – oznajmił ścigany przez trójkę Angelsów harleyowiec, po czym skierował się ze swoją świtą do jakiegoś opustoszałego parku, który stanowiłby świetne pole walki, a wysokie drzewa o dość grubych pniach były idealnymi osłonami. Ridersi wjechali do parku, zostawili motocykle, chwycili za broń i pobiegli schować się za drzewami. Potem pozostało im tylko czekać na adwersarzy. Oni zaś wjechali w sam środek parku, gdy nagle wrogi gang motocyklowy otworzył do nich ogień z niemalże każdej strony. Wszyscy trzej Angelsi zeskoczyli ze swoich jednośladów i zaczęli rozglądać się za osłonami. Nie mieli jednak na to dużo czasu z powodu latających pocisków, które cudem zdołali ominąć i schowali się za jakimś pomnikiem.

— Cholera! Nie tego się spodziewałem! – warknął Ace i próbował odpowiedzieć ogniem w miejsce, z którego leciały kule.

— Teraz już wiem jak czuli się Coyote i Snake w Wietnamie… – burknął Ryan. — No dobra, plan jest taki: przesuwamy się powoli do przodu i wybijamy tych wszystkich skurczybyków! – rozkazał swoim braciom i po chwili strzelanina zaczęła się na dobre. Ridersi jak zwykle mieli przewagę liczebną, ale strzelali tak jakby pierwszy raz dostali broń do ręki, bo trafiali wszystko… tylko nie Angelsów.

— To tak jakby nie chcieli nas zabić! – zaśmiał się Joker, zabijając jednego z przeciwników i unikając latających pocisków. Ryan i Ace również położyli trupem kilku motocyklistów Cursed Riders, jednak zaczęło im brakować amunicji. A jakby tego było mało… z daleka było słychać syreny policyjne!

— Jasna cholera! Policja zmieniła się na gorsze odkąd Stevenson został komisarzem! Dobra, zmiana planów: znajdźcie tego szmaciarza, którego goniliśmy i postrzelcie go, ale NIE-śmiertelnie! I macie to zrobić jak najszybciej! Świnie się zbliżają! – rozkazał Ryan, po czym bliźniacy po uniknięciu kolejnej salwy ze strony Ridersów zaczęli strzelać na odwrócenie uwagi, a nowy prezes Angelsów wypatrywał celu. Było to jednak trudne, gdyż wrogowie mimo że odnieśli straty wciąż zasypywali harleyowców gradem kul z karabinów, które musieli przywieźć specjalnie na tą akcję. Ryan w tamtym momencie żałował, że nie wziął czegoś więcej niż pistoletu maszynowego MAC-10. Jego przemyślenia przerwało jednak wypatrzenie ściganego, który próbował przemieścić się z jednej osłony do drugiej. Brunet wykorzystał to i posłał trzy-pociskową serię w nogi swojego celu. Ten zaś upadł wyjąc z bólu. Reszta Ridersów jakby zaczęła tracić zapał do walki albo usłyszała syreny policyjne i zaczęła się wycofywać, wcześniej zabierając broń po poległych.

— To nasza szansa! – zawołał Ace i wyszedł na otwarty teren.

— Na co czekasz?! Znokautuj go, zabierz na motor i spadamy! Czuję chrumkanie na karku! – krzyknął do niego Ryan. Ace tak też postąpił. Jednym ciosem w głowę pozbawił przytomności ściganego, a następnie zawlókł go na swój motocykl i cała trójka razem z więźniem odjechała zanim policjanci przybyli na miejsce zdarzenia i zabezpieczyli je. Ryan przez całą drogę wiwatował zadowolony. Uwielbiał, kiedy akcje szły po jego myśli, a ta była przeprowadzona niemalże idealnie.

 

„Czy to w Las Vegas czy w Nowym Jorku, Ridersi zawsze będą naszym mięsem do bicia!”

 

Tego wieczora, Jersey City

— Ale po przesłuchaniu go będziemy mogli go zabić? – dopytywał się Big Hog Ryana, kiedy siedzieli przy barze i pili whisky. Dwie godziny temu prezes Angelsów i bliźniacy z Las Vegas przywieźli wciąż nieprzytomnego motocyklistę Ridersów do siebie i przywiązali go do krzesła w piwnicy, w której kiedyś znajdowała się oraz skrytki na wszelkie „dobra” Angelsów.

— Być może… jeśli to ktoś znaczący, będziemy go mogli używać do szantażowania tych bydlaków. A jeśli to tylko kolejny enforcer, pozbędziemy się go… i to tak, żeby się nas bali! – odparł Ryan, rozglądając się za swoją kobietą. — No gdzie ta moja królowa motocyklistów?! – spytał na głos.

— Tuż za tobą, Wasza Wysokość… – zaśmiała się Evelyn i usiadła koło niego. — Wyskoczymy gdzieś później? Mam ochotę się upić i potańczyć, a podobno ktoś znowu robi jakąś imprezę w opuszczonym magazynie w Brooklynie! – powiedziała z entuzjazmem.

— Że też ty masz jeszcze siłę i czas na imprezy… dziewczyny dobrze pracują? – spytał z uśmiechem jej mężczyzna.

— Jasne! Amy powiedziała, że jakby co to wszystkich przypilnuje, więc… jedziemy teraz czy w tej chwili? – odpowiedziała zadziornym pytaniem na pytanie. Ryan tylko parsknął śmiechem na słowa Evie i dokończył picie swojego trunku, po czym obydwoje pożegnali się z resztą klubu i już mieli wsiąść na Fatboya i ruszać w stronę neutralnej dla Angelsów i Ridersów części Nowego Jorku, gdy nagle zauważyli Jolene. Była w dosyć dobrym humorze, a w ręku trzymała małą kamerę video.

— Hej, Jo! – powitała ją przyjaźnie Evelyn i podeszła do niej. — Jak było na tym… spotkaniu? I co to za kamera? Chyba nie ukradłaś ze sklepu, co?

— Wyluzuj, moja czarnowłosa przyjaciółko. Kamera jest moja. Wzięłam ją z domu zanim tam poszłam, ale to nieważne! Normalnie nie uwierzysz co tam się działo. To spotkanie było dla jakichś bogatych i napalonych typków, którzy rzucali kasą w dwie dziewczyny, które uprawiały seks na stole bilardowym! – wyjaśniła biseksualna koleżanka Evie.

— Tego… nie musiałam wiedzieć… – prychnęła dziewczyna. — A po co mi to mówisz? Dobrze wiesz, że ja wolę TYLKO facetów, a poniżać się w taki sposób nie mam zamiaru…

— Daj dokończyć! – zaśmiała się Jolene. — No więc kręciłam to wszystko i normalnie nie mogę się doczekać, żeby pokazać to reszcie. No weź zobacz choć na chwilę!

Evelyn westchnęła cicho. Nie była osobą o homofonicznych poglądach, ale środowiska LGBT naprawdę nie były czymś, co ją kręciło.

— No dobra… ale tylko parę sekund… – powiedziała w końcu, a Jolene zaczęła odtwarzać nagranie. Nie było na nim nic zaskakującego: ot dwie dziewczyny poniżające się za kasę przed wiwatującymi snobami w garniturach i rzucających banknotami. Evie była poniekąd obrzydzona i zażenowana tym widokiem. Nie rozumiała jak ktokolwiek z własnej woli może robić coś tak upokarzającego. Owszem, ona sama miała na koncie stosunek z Ryanem przy reszcie gangu, ale to było co innego. Kiedy już miała przestać patrzeć, dostrzegła na filmiku coś dziwnego… — Czekaj! Czekaj! Przewiń do tyłu i pokaż tą bladą z krótkimi włosami! – powiedziała nagle. Jolene zdziwiona tą reakcją postąpiła według prośby. Kiedy Evie dokładnie przyjrzała się podejrzanej bohaterce nagrania, otworzyła szeroko oczy, a jej szczęka opadła na dół niczym kafar. Nie wiedziała co powiedzieć.

— To… to…– próbowała w końcu z siebie wydusić. — PRZECIEŻ TO MADISON!!!

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (6)

  • Pasja 08.12.2020
    Pytania do siebie i brak odpowiedzi. Rayan szef Angelsów musi mieć szeroko otwarte oczy. Natomiast Evelyn ostro bierze stery i goni do pracy panienki. Czy aby nie za bardzo przejęła się rolą? Zadziwia mnie zwracanie się do niej przez per Pani. Takie to nie amerykańskie. Czyżby wywyższała się? Pamiętam, że do Helen też zwracano się przez pani, ale ona była starsza i doświadczona. Evelyn praktycznie jest młoda. Rayan ze wszystkimi się brata i nie każe sobie panować. Ciekawa rozmowa o byłej jednego z bliźniaków.
    Dawny magazyn i plany na przyszłość i zainteresowanie się drugim gangiem i wyeliminowanie ich z rynku. Czy to takie proste? Poszukiwanie nowych i starych na wspólny biznes.
    poszukać miejsca, skąd Ridersi czerpią zyski… w głowie Rayana jedna myśl.
    A Evelyn pokazuje kto rządzi. Chyba za ostro. Aby być szanowaną, trzeba szanować innych.
    Akcja z Ridersami trochę naciągnięta… trzech przeciwko tuzinowi? I jeszcze wzięli jeńca.
    I szok na końcu… Madison na przyjęciu. Ciekawe?
    Pozdrawiam
  • TheRebelliousOne 08.12.2020
    Witam, witam! :)
    Evelyn i jej rola? Podchodzi do niej poważnie, fakt, ale najbardziej ze względu na Ryana. Dobrze wie, że Fallen Angels to jego druga rodzina i chce robić wszystko, aby nie była ona dysfunkcyjna i działała sprawnie. Stąd jej ostre podejście do niekompetentnych panienek w klubie. Jeśli chodzi o kwestię szacunku, kobiety motocyklistów często potrafiły się bić między sobą. To było normalne w gangach motocyklowych. Mimo wszystko, panowała tam "rodzinna" atmosfera i właśnie ją Evie chce utrzymać. Strzelanina z Ridersami naciągnięta? Cóż, rozumiem dlaczego tak uważasz, ale historia pamięta wiele takich momentów, gdy ktoś z przewagą liczebną poniósł klęskę. Madison? To prawda, jej samo-upodlenie jest szokiem, ale być może ma swoje powody... Ślicznie dziękuję za komentarz i że wciąż czytasz moją twórczość.

    Pozdrawiam ciepło :)
  • Clariosis 09.12.2020
    No proszę, proszę. Bohaterowie powracają pełną parą i odnajdują się dobrze w przydzielonych pozycjach. Ciekawa scena walki o dominację, widać, że Ryan bierze poważnie swoją rolę, czego również nie można odmówić Evelyn. ;)
    I huh, interesująca końcówka. Naprawdę mnie ciekawi co dokładnie masz w planach w związku z Madison, bo jeżeli się pokazuje w takich sytuacjach to czuję, że ma to większe znaczenie.
    Czekam na ciąg dalszy, historia trzyma świetny poziom. :)
  • TheRebelliousOne 09.12.2020
    Witam znowu, Clariosis! :D
    Oczywiście, że się odnaleźli. Mieli prawie dwa lata w Las Vegas na pozbieranie się, a Nowy Jork przekona się o tym. Fakt, nasza ulubiona para bardzo poważnie podchodzi do swoich ról, co raczej nie jest dziwne, gdyż jak wspomniałem wcześniej, Fallen Angels to ich druga rodzina. A Madison... no cóż, musisz czekać i zobaczyć dlaczego postanowiła wyrzucić swoją godność do śmietnika.

    Dziękuję za komentarz i pozdrawiam ciepło :)
  • Pontàrú 13.02.2021
    Wracam w końcu do żywych ( i powoli nadrabiam teksty). Rozdział ciekawy i musiałem sobie trochę naprzypominać co się działo ale myślę że już wszystko mam. Błędów za bardzo nie widzę. Osobiście czepiałbym się składni w niektórych momentach ale teraz nie jestem w stanie powiedzieć gdzie. Język polski pozwala na dość dużą dowolność jeśli chodzi o kolejność słów ale czasem niektóre kombinacje zwyczajnie brzmią lepiej. Może pomogło mi też to że osłuchałem sobie cały tekst więc wiedziałem co mi brzmiało mniej naturalnie?
    Tak czy inaczej widzę że trzymasz się obranego przez siebie stylu. Jedynie ta reakcja Evelyn mi jakoś nie pasuje. Ta postać przeszła naprawdę dużą transformację z tego co widzę i póki co trudno mi określić czy aby nie za dużą. W końcu jako czytelnicy przyzwyczailiśmy się już do wcześniejszego obrazu Evie. Zobaczę jak to się będzie dalej rozwijać.
    Ode mnie 5
  • TheRebelliousOne 13.02.2021
    Jezu, najpierw sisi, teraz Ty wracasz... Opowi wraca do świata żywych! XD
    Transformacja Evelyn jest spowodowana pobytem w Las Vegas. Oczywiście kiedyś na pewno zostaną wyjaśnione wydarzenie, które tam zaszły (będziesz zaskoczony, zwłaszcza że czytasz inne moje opowiadania... ;) ). Poza tym, ukochana Ryana jest już nieco starsza i inaczej patrzy na życie. Ale hej, poruszyłeś ciekawą kwestię i zwróciłeś mi dobrą uwagę. Dziękuję za ocenę i że wciąż czytasz moje opowiadania.

    Pozdrawiam ciepło :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania