Pokaż listęUkryj listę

Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Tylko on, ona i motocykl - Rozdział 2 - Ten pamiętny wieczór... (część pierwsza)

Newark, New Jersey, rok 1998

Zegar na ścianie tykał bardzo powoli, podczas gdy uczniowie seniorskiej klasy Newark High czekali na ostatni dzwonek. To był dla nich ostatni dzień szkoły, nie tylko na okres letni, ale też na zawsze. W końcu zostawiali za sobą podręczniki, sprawdziany i prace domowe i wkraczali na nowy etap życia zwany dorosłością. Większość z nich zapewne pójdzie na studia, inni zapewne zostaną w domach, znajdą pracę, może przy okazji poślubią swoją szkolną miłość.

Jednak Evelyn nie chciała nic z tego. Ledwie zdała szkołę i wiedziała, że nigdy nie trafiłaby do college’u, a nawet jakby chciała to nic z tego. Jej rodzice wyrazili się bardzo jasno, że nie byłoby ich stać na to. Z resztą to i tak byłaby strata pieniędzy. Evelyn trzymała się tej myśli już od dłuższego czasu.

Jedyne, czego chciała to wskoczyć do samochodu rodziców i pędzić ku zachodzącemu słońcu. Jej pierwszym wyborem byłoby kierować się w stronę Zachodniego Wybrzeża i żyć w miejscu, w którym nikt by jej nie znał. Poza tym słyszała, ze plaże w Kalifornii są piękniejsze niż te na wschodzie.

Evelyn ciągle uderzała ołówkiem o ławkę podczas oglądania powoli przesuwającej się wskazówki zegada. Z każdym kolejnym ruchem zbliżał się ostatni dzwonek. Była bardzo zniecierpliwiona. Ponieważ pochodziła z biednej rodziny i była niska, rówieśnicy nie dawali jej spokoju. Gdy nie wyśmiewali jej włosów, czepiali się o plamy na nieumytych ubraniach albo fakt, że sama źle pachniała, bo jej rodzice nie zawsze opłacali rachunki za wodę na czas. Nauczyciele również potrafili być okrutni. Niektórzy potrafili ciągnąć ją za włosy, wykręcać jej ręce i krzyczeć prosto w twarz. Z czasem stali się oni mniej agresywni, ale wciąż zaniedbywali swoich uczniów, nie licząc tych, których podejrzanie faworyzowali.

Ale przynajmniej wciąż miała Ryana…

Pomyślała o nim i liczyła dni, w których znów mogłaby go zobaczyć. Wiele się zmieniło od ich „przygody”, która wydarzyła się w zeszłym roku w Nowym Jorku. Evelyn zaczęła się spotykać z Ryanem coraz częściej i kompletnie oszalała na jego punkcie. Uwielbiała spędzać z nim każdą wolną chwilę, jeździć po rozmaitych drogach Wschodniego Wybrzeża siedząc na tylnym siedzeniu jego motocykla i słuchać o tym przez jakie piekło musiał przechodzić podczas okresu próbnego, które sprawił mu prezes klubu. Może było za wcześnie na takie uczucia, ale Evelyn nie mogła mu się oprzeć. Te jego brunatne włosy, niebieskie oczy, silnie ukształtowana szczęka i umięśnione ciało pokryte tatuażami… jak dziewczyna mogła przejść obojętnie obok takiego faceta? Oczywiście, rodzice Evelyn gotowali się ze złości jak dowiedzieli się z kim spotyka się ich córka, ale ona miała gdzieś co oni myślą. Owszem, był wysoki, silny i miał zastraszający wygląd na zewnątrz, ale wewnątrz, był jak pluszowy miś (zwłaszcza dla niej). Dziewczyna na początku łudziła się, że rodzice mogą się pogodzić z jej wyborem i polubić Ryana, ale wkrótce uświadomiła sobie, że to się nigdy nie stanie. On również cieszył się jej towarzystwem, a nawet bez niej miał wiele powodów do radości. Mężczyzna bowiem już jakieś dwa miesiące temu przeszedł już proces inicjacji klubowej i stał się pełnoprawnym członkiem. Dostał skórzaną kamizelkę motocyklową z logo Fallen Angels i zamienił naszywkę Prospect na Enforcer(1).

Evelyn rozejrzała się dookoła. Za nią siedział jakiś szkolny sportowiec, który zasnął i chrapał. Na prawo od niej znajdował się jakiś nieśmiały czarnoskóry chłopak, który namiętnie czytał jakiś komiks o Batmanie. „Co za nerd…” – dziewczyna pomyślała.

Ogólnie mówiąc, wokół niej byli ludzie, których nigdy nie lubiła. Banda wrednych drani, którzy mówili na nią White Trash bez żadnej chęci dania jej szansy i poznania. Kiedyś Evelyn rozmawiała z matką o tym problemie, ale zamiast okazania sympatii, kobieta powiedziała, że to wina dziewczyny, że jest taka odstraszająca. No cóż, po dzisiejszym dniu nie musiała się martwić co ci ludzie o niej powiedzą. Koniec z testami, koniec ze złośliwymi komentarzami od mijających ją na korytarzu podłych zdzir z bogatych rodzin i koniec z rodzicami marudzącymi na jej oceny. Po tym ostatnim dzwonku będzie po wszystkim.

Zdmuchnęła włosy opadające jej na twarz i podrapała się po swędzącej głowie. W takich chwilach nienawidziła swojej fryzury najbardziej. Koleżanka, która pomogła jej się wystylizować na tą pamiętną imprezę w zeszłym roku sama była w szoku na widok ewidentnego braku higieny u Evelyn, ale rozumiała ponurą sytuację dziewczyny.

— O, mój Boże, możesz tego nie robić, gdy przy mnie siedzisz? – usłyszała Evelyn za plecami. Odwróciła się i zobaczyła, że autorką tych słów była patrząca na nią z obrzydzeniem Mandy Powell, cheerleaderka i jedna z najpopularniejszych dziewczyn w szkole. Nosiła na sobie niebiesko – białą, obcisłą bluzkę bejsbolówkę, krótkie jeansowe spodenki oraz białe buty z czarnym symbolem Nike. Jej drogie ubranie stanowiło ogromny kontrast do pobrudzonej czarno - czerwonej koszuli na guziki i poderwanych jeansów, jakie miała na sobie Evelyn. — Jesteś taka obrzydliwa. Nic dziwnego, że tylko brudni spaliniarze na Ciebie lecą. – dodała ze złośliwym uśmiechem Mandy.

W odpowiedzi na te słowa, Evelyn przybliżyła się do tej aroganckiej suki i kilkukrotnie podrapała się po całej głowie, co spowodowało, że łupież z niej spadł na Mandy. Dziewczyna zadrżała i niemalże odskoczyła od niej.

— Fuj! Przyszła prostytutka…

Evelyn zignorowała te słowa, otworzyła zeszyt i zaczęła rysować czaski i małe serduszka, na których znajdowało się imię RYAN. Jej oczy powędrowały na zegar.

 

„Jeszcze tylko trochę. Dalej, dzwoń, do kurwy nędzy…”

 

Wreszcie dzwonek zadzwonił, dając sygnał, że dzień się skończył. Nauczyciel wstał leniwie z krzesła i próbował skupić na sobie uwagę uczniów, ale było za późno.

Evelyn wyszła ostatnia z klasy, ale pierwsza ze szkoły. Nie miała w niej zbyt wielu przyjaciół tak jak inne dziewczyny, ale nie obchodziło jej to. Nie potrafiła też zrozumieć czemu inni tak się smucą. Przecież w końcu są wolni! Pozostało jeszcze tylko odebrać siostry z innej szkoły… Na szczęście, była ona niedaleko miejsca, w którym uczyła się Evelyn, więc nie było problemu. To było wręcz rutyną, że wracały razem. Myśląc o Alice i Rachel, dziewczyna zastanawiała się nad pozostaniem w Newark dłużej dla ich dobra, ale nie była pewna czy mogłaby to zrobić. Alice jest drobną, ale za to twardą nastolatką. Poradziłaby sobie, prawda? Poza tym miała już tyle lat, że byłaby w stanie sama wracać do domu i nie może wiecznie polegać na starszej siostrze. Trochę gorzej było z Rachel, najbardziej „niewinną” z tej trójki.

W końcu Evelyn dotarła do szkoły, gdzie uczęszczało jej rodzeństwo i zaczęła się rozglądać, ale nie mogła wypatrzyć swoich sióstr. Spóźnienia nie były u nich czymś niezwykłym, ale pomyślała, że one również opuszczą budynek jako pierwsze ze względu na fakt, że dziś ostatni dzień. Poza tym, tak jak Evelyn zbytnio za szkołą nie przepadały.

Czekała zniecierpliwiona, gdy nagle usłyszała żeńskie głosy wykrzykujące wyzwiska oraz prośby o litość, więc poszła sprawdzić co się dzieje…

Jeden z tych głosów należał do Alice. — Zostawcie ją! – krzyczała.

Evelyn zauważyła grupę starszych dziewczyn, które otoczyły Alice i Rachel. Wszędzie mogłaby rozpoznać ich niezadbane blond włosy. Gdy się zbliżyła, zobaczyła jak Alice stoi przed Rachel i chroni ją przed resztą zbiegowiska.

— Co się tu dzieje? – spytała Evelyn.

— One znęcają się nad Rachel! – odpowiedziała Alice.

— Bo ona jest paskudna! – powiedziała jedna ze starszych dziewczyn.

Rachel chowała twarz za plecakiem, jej ręce drżały oraz było słychać odgłosy płaczu.

— Dlaczego się nad nią znęcają? – Evelyn zapytała Alice. Młodsza siostra poprosiła starszą, aby się przysunęła, po czym przekazała szeptem co się stało. Gdy Evelyn usłyszała już wszystko, wyprostowała się, zdjęła swoją zapinaną koszulę i dała ją Alice. Dobrze, że miała pod spodem czarny bezrękawnik. — Masz, okryj tym Rachel. – powiedziała, po czym zwróciła się do reszty zgromadzenia.

— A wy na co się gapicie, kurwy?! Nie powinnyście iść do domu przypadkiem?! – zapytała ich wściekła. Dziewczyny jednak wciąż cicho rechotały i nie przestawały się z niej nabijać, podczas gdy Alice owijała koszulę wokół talii Rachel.

— Patrzcie, ona chyba krwawi! – powiedziała jedna ze złośliwych dziewczyn.

Evelyn obrzuciła je spojrzeniem mordercy. — Wynocha stąd, bo zaraz z Was się krew poleje! – zagrzmiała zastraszającym głosem.

Złośliwe gówniary sobie poszły, dając tym samym potrzebną przestrzeń dla Evelyn.

— Dziękuję Ci… – wyjąkała nieśmiało Rachel.

— Chcesz wejść z powrotem do środka i to umyć? Masz przy sobie podpaski lub tampony, które rodzice nam kupili? – zapytała Evelyn. Rachel kiwnęła twierdząco głową, po czym weszły z powrotem do szkoły i w toalecie poradziły sobie z tym… problemem. — Spoko, dziewczyny… już idziemy do domu. – oświadczyła najstarsza siostra.

Droga do domu zajmowała im pół godziny. Evelyn szła z przodu, a młodsze siostry obok siebie za nią. Dziewczyna zauważyła, że coś szepczą do siebie i chciała podsłuchać o czym. Ostatecznie jednak uznała, że lepiej nie. To była ich sprawa, a ona sama miała inne rzeczy na głowie.

Gdy mijały rzędy domów jednorodzinnych, umysł Evelyn powędrował tam, gdzie zawsze. Zaczęła myśleć o imprezie, na którą miała iść tej nocy i liczyła na to, że Madison Reed – jej najlepsza przyjaciółka nie zaprosiła niejakiego Troy’a Kinga.

 

„No tak, ten chory pojeb Troy…”

 

Na początku Evelyn myślała, że jest on spoko gościem, ale z każdym kolejnym dniem tej znajomości, zaczęła uważać go za dziwaka. Miał takie niepokojące spojrzenie i czasem można było usłyszeć jak mamrocze coś do siebie. W sumie wiedziała o nim tylko tyle, że pochodzi z Queens w Nowym Jorku, ale po paru problemach z tamtejszą policją, przeniósł się do Newark. Często mówił o tym jak znęcał się nad wracającymi do domu uczniami i śmiał się przy tym. Jakby tego było mało, kiedyś zapytał Evelyn czy lubi koty. Kiedy odpowiedziała twierdząco, opowiedział o kocie, którego kiedyś miał. Gdy spytała się co się z nim stało, on odpowiedział bez emocji, że go zabił. Od tamtej pory Evelyn robiła wszystko, żeby go unikać. Poza tym, gdyby chciała się zadawać ze starszym facetem (Troy ma dwadzieścia pięć lat), poszłaby do Ryana.

Madison zawsze mówiła, że nie potrafi zobaczyć Troy’a robiącego takie rzeczy. Powiedziała Evelyn, że to pewnie tylko dla szpanu, gdyż Troy jest „zbyt uroczy”, ale Evie wiedziała swoje. Czuła, że powodem, dla którego Mads go tak lubiła było zaopatrywanie jej przez niego w każdy narkotyk, jaki tylko mogła sobie zażyczyć. Miała bowiem ostry nałóg, z którego Evelyn chciała przyjaciółkę wyciągnąć.

„Dobra, starczy myślenia o tym dziwolągu. Zaraz zwymiotuję…”

W końcu dziewczyny dotarły do małego domku, w którym mieszkały całe życie. Patrząc na niego Evelyn czuła obrzydzenie i rozczarowanie. O ile podwórko było czyste, o tyle dom z zewnątrz był brzydki i zaniedbany, a jego wnętrze również przyprawiało o mdłości. Ściany całkiem pożółkły od ciągłego palenia matki, podłoga miała nieliczne dziury, które próbowano desperacko wypełnić kawałkami drewna, o stanie kuchni, toalety i łazienki lepiej nie wspominać, a ściany sypialni, którą dzieliły siostry były również pełne dziur po uderzeniach pięścią. Coż, przynajmniej rodzina opłacała punktualnie jeden rodzaj rachunków: za prąd, dzięki czemu w domu na brak takich rzeczy jak telewizja i światło nie można było narzekać, a Evelyn mogła posłuchać na swoim starym gramofonie płyt winylowych takich wykonawców jak Metallica, Iron Maiden i Motorhead, ku niezadowoleniu swoich rodziców, którzy nienawidzili tego rodzaju muzyki.

 

„Co za szczęście, że niedaleko ktoś sprzedaje te płyty za kilka centów…”

 

Dziewczyna w pewnym sensie cieszyła się, że nie miała prawie w ogóle przyjaciół. Im mniej ludzi wiedzących jak mieszka, tym lepiej. Przynajmniej Mads rozumiała sytuację.

Evelyn oderwała się od tych myśli i razem z siostrami powoli zbliżała się do drzwi wejściowych. Obok domu zauważyła swojego ojca, Larry’ego Mitchella. Był to pochodzący z Brooklynu, łysy mężczyzna po pięćdziesiątce z lekką nadwagą i o niedogolonej twarzy. Pracował on akurat przy starym Fordzie F100, jej prawdopodobnie jedynym biletem do wolności od domu.

— Hej, tato… – pozdrowiła ojca Evelyn, po tym jak Alice i Rachel oznajmił, że idą do domu naprzeciwko aby pobawić się z dziećmi sąsiadów – ich chyba jedynymi przyjaciółmi.

Larry popatrzył na nią, nie przestając pracować przy silniku auta.

— Już po szkole? – spytał mocnym brooklyńskim akcentem.

— Jest czwarta, po południu. Dziś był mój ostatni dzień szkoły. Ukończyłam ją. – odpowiedziała dziewczyna.

Mężczyzna pokiwał głową i skończył pracować nad samochodem. Wziął kawałek jakiejś szmaty z kieszeni i zaczął wycierać swoje ręce. — No to w końcu moja dziewczynka zdała szkołę. Będę z Tobą szczery, nie sądziłem, że Ci się uda…

Jego słowa zabolały, ale Evie wymusiła śmiech.

— Jak widać, jestem pełna niespodzianek…

Mężczyzna zaśmiał się i poklepał Evelyn po plecach. — Ale i tak jestem z Ciebie dumny. Masz przy sobie kartę ocen?

Dziewczyna pokiwała głową, wzięła w ręce swój plecak, otworzyła go i wyjęła kartkę papieru, która opisywała jej szkolne osiągnięcia. Mężczyzna przyjrzał się bliżej.

— Gdybym nie znał Cię lepiej, pomyślałbym, że sfałszowane.

— No dalej, tato, trochę więcej wiary we mnie! – zaśmiała się Evelyn, po czym wzięła kartę z powrotem i schowała do plecaka.

— Zamierzasz świętować? – zapytał Larry.

— Tak, planuję. Madison urządza dziś wieczorem imprezę.

Mężczyzna zmarszczył czoło, a na jego twarzy pojawiło się zmartwienie. — Imprezę, mówisz? Ale chyba ten Twój chłopak się nie pojawi, co?

— On ma na imię Ryan i nie, nie będzie go. Jest zajęty.

— Musi to być coś naprawdę ważnego, skoro nie ma czasu dla swojej dziewczyny… – stwierdził Larry, nie kryjąc ulgi.

— Przestań, tato… Poza tym wiem, że gdyby miał czas i poszedł ze mną, też byś marudził. – odpowiedziała Evelyn, krzyżując ręce.

Widząc, że zbliża się kłótnia, jej ojciec zmienił temat. — Twoja matka jest w środku. Może pójdziesz się z nią przywitać?

Evelyn uściskała ojca i weszła do domu, po czym skierowała się do dużego pokoju, gdzie znajdowała się jej matka, Diana Mitchell. Była to wychudzona kobieta o drobnej buzi, kościstych kolanach i długich, czarnych włosach. Siedziała na fotelu i oglądała w telewizji przemowę prezydenta Clintona i co jakiś czas komentowała pozytywnie jego słowa. Chociaż dziewczyna miała na ogół w poważaniu politykę, nigdy nie potrafiła zrozumieć jak rodzice mogą być jego zwolennikami mimo tych wszystkich skandali, które go otaczały.

Na widok córki wymusiła lekki uśmiech.

— Ojej, już jesteś… Gdzie są Alice i Rachel? – zapytała.

— Poszły się pobawić z dziećmi Hernandezów. Wrócą później.

— Czy one zawsze muszą się bawić z tymi Meksykańcami? Równie dobrze mogłyby się tam przeprowadzić. – burknęła Diana.

„Chciałabyś tego, co? Mniej gęb do wyżywienia w Twoim życiu…” – pomyślała Evelyn, ale nie powiedziała tego na głos. — Mamo, każdemu potrzebny jest przyjaciel… – powiedziała w końcu.

— Taaa… – odparła tylko Diana, po czym zaciągnęła się trzymanym w ręku papierosem. Biały dym poleciał w stronę Evelyn, przez co parę razy kaszlnęła. Jej matka była palaczką, co wywołało u niej ogromną nienawiść do papierosów i ogólnie palenia. Jasne, sama paliła zioło, ale uważała, że jest ono o wiele mniej szkodliwe niż nikotyna. Rodzice jednak twierdzili odwrotnie, co wywoływało u niej zażenowanie. Nawet ona sama po dziś dzień próbuje przekonać Ryana do próby zerwania z tym wrednym nałogiem.

— Idziesz na zakończenie roku? – zapytała matka

Evelyn zrobiła zdegustowaną minę i pokiwała przecząco głową.

— Nie, ale idę na imprezę do Madison. – odpowiedziała dziewczyna.

— Mogłam się domyślić. – westchnęła Diana, po czym ponownie zaciągnęła się papierosem i wydychając więcej dymu przewróciła oczami. — Wiesz, czasem mam wrażenie, że z każdym kolejnym pokoleniem jest coraz gorzej. Ale wiesz, i tak się cieszę. Zdałaś szkołę i nie zaszłaś w ciążę… Nie jesteś w ciąży prawda?

— Mamo! – podniosła głos w oburzeniu Evelyn.

Później tego wieczoru Alice i Rachel wróciły od sąsiadów. Na całe szczęście „kobieca sytuacja”, w jakiej znalazła się Rachel została opanowana, choć dziewczynce wciąż było wstyd. Evelyn zrozumiała, że sama musi porozmawiać o tym z siostrami, skoro rodzice tego nie zrobili. Ale to musiało poczekać, miała ostrą imprezę przed sobą.

Kiedy już skończyła robić sobie makijaż i ubrała się w bardziej buntownicze i… odsłaniające ubranie, wzięła torebkę i wyszła z domu bez żegnania się z rodzicami. Czuła, że dziś będzie impreza stulecia!

 

CIĄG DALSZY NASTĄPI…

 

(1) Enforcer – członek gangu motocyklowego odpowiedzialny za ochronę pozostałych członków klubu (nie tylko ich!) i bierze udział w walkach i innych potyczkach, gdzie go reprezentuje.

Średnia ocena: 4.2  Głosów: 6

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (15)

  • Pontàrú 12.11.2019
    "pomyślała Evelyn, ale powiedziała tego na głos." Zabrakło 'nie'

    Dam 5 na zachętę, bo mimo iż przydałoby się parę stylistycznych poprawek, tekst jest przyjemny. Przeczytaj go może sobie na głos i spróbuj znaleźć te miejsca, gdzie czasem zgrzyta.
    Na razie widzę bardzo kliszowy fragment… no ale nie ocenia się po pierwszych stronach. Będę czytać dalej i zobaczymy, jak akcja się rozwinie.
    Pozdrawiam ;)
  • Pasja 28.12.2019
    No i romans się klaruje. Dziewczyna szuka miłości i zrozumienia. Dom jej nie jest takim jakim powinien być. Matka z ojcem odizolowana od dzieci i bez zainteresowania rodziną. Sam fakt, że nie pozwala dalej na edukację zdolnej dziewczyny. Szkoda Evelyn i jej młodszych sióstr. Ciekawie prowadzisz akcję. Trochę masz niedociągnięć, ale przedmówca dał ci radę.

    Pozdrawiam
  • TheRebelliousOne 29.12.2019
    Dziękuję za komentarz :) Owszem, mogę mieć parę błędów (to moje pierwsze, poważne opowiadanie), ale naprawdę cieszy mnie, że ludzie zainteresowali się moją twórczością. Fakt, Evelyn i jej siostry pochodzą ze złego domu, w porównaniu do bohaterów większości dzisiejszych opowiadań, na jakie przynajmniej ja trafiałem do tej pory. To na pewno wpłynęło na jej buntowniczy charakter.

    Również pozdrawiam i życzę Szczęśliwego Nowego Roku :)
  • weatherwax83 24.01.2020
    "Evelyn rozejrzała się dookoła. Za nią siedział jakiś szkolny sportowiec, który zasnął i chrapał. Na prawo od niej znajdował się jakiś nieśmiały czarnoskóry chłopak, który namiętnie czytał jakiś komiks o Batmanie. „Co za nerd…” – dziewczyna pomyślała." - za dużo razy powtarza się słowo "jakiś", z resztą dalej też parę razy jest użyty niepotrzebnie.
    "— Dlaczego się nad nią znęcają? – Evelyn zapytała Alice." - lepiej by tu było "Evelyn zwróciła się do Alice."
    "Poza tym, gdyby chciała się zadawać ze starszym facetem (Troy ma dwadzieścia pięć lat)" - powinno być Troy miał dwadzieścia pięć lat, bo inaczej mieszasz czasy, choć wg mnie ta wzmianka w nawiasie jest ogólnie nie potrzebna... I o co chodziło z tym, że gdyby się interesowała starszym facetem to zwróciłaby się do Ryana, przecież już z nim jest. Ogólnie ten akapit o Troy'u był dla mnie mało zrozumiały.
    Zdziwiłam się, że tak mocno akcja została pchnięta do przodu, myślałam, że poczytam trochę o rozwijającej sie relacji Evelyn-Ryan. Nie powiem, ciężki los ma dziewczyna... żal mi jej strasznie. Tatusiek jeszcze wydaje się w porządku, ale mamuśka, to normalnie porażka... :(
  • TheRebelliousOne 25.01.2020
    Hmm… powiem Ci, że jak czytam niektóre z Twoich uwag to trochę się zdziwiłem. Nigdy nie myślałem tak nad niektórymi elementami rozdziału... Ale dzięki za komentarz, będę o nim pamiętał pisząc kolejne rozdziały :) A co do relacji głównych bohaterów... Easy, będzie dużo fragmentów im poświęconych. :D Jeszcze raz dzięki za odwiedziny, komentarz i pozdrawiam serdecznie. :)
  • DEMONul1234 28.03.2020
    Kurczę, w pierwszym akapicie dałeś mi pomysł na serię ^^ Woopsie :-)
  • TheRebelliousOne 28.03.2020
    Miło mi :D Tylko proszę, niech to nie będzie spin-off mojego opowiadania... XD
  • DEMONul1234 28.03.2020
    TheRebelliousOne Nie będzie ^^ Jak mi się uda to za paręnaście minut(jakieś 20/30) pojawi się na moim profilu, powiem, że po przeczytaniu połapiesz się z którego fragmentu utworzyłem fabułę ^^
  • TheRebelliousOne 28.03.2020
    DEMONul1234 Haha, w to nie wątpię :P Przy okazji, zachęcam do dalszego czytania "Tylko on, ona i motocykl" :) (zwłaszcza, że "Touchdown" na jakiś czas idzie na ławkę rezerwowych...)
  • DEMONul1234 28.03.2020
    TheRebelliousOne Staram się zabrać za serię z gangami motocyklowymi twego autorstwa...Wydaje mi się że wzorowałeś się w jakimś stopniu serią "Sons of Anarchy", ale nwm ^^
  • TheRebelliousOne 28.03.2020
    Uwielbiam "Sons of Anarchy" <3 I tak, miałem w głowie ten serial (i parę innych źródeł) pisząc to opowiadanie, ale zapewniam Cię, że to NIE JEST plagiat :)
  • DEMONul1234 28.03.2020
    TheRebelliousOne Nie bój się, sam piszę swoje historię inspirując się seriami i wydarzeniami ze swojego życia, czasem dobrze mieć coś na bazowanie ^^
  • Onyx ponad rok temu
    Ooooo, romansik się szykuje. Evelyn i Ryan byłoby cudowną parą :)
  • Onyx ponad rok temu
    *byliby
  • TheRebelliousOne ponad rok temu
    Oj, jeszcze wiele przed nimi... :D Dziękuję, że zajrzałaś i postanowiłaś czytać tego mojego potworka.

    Pozdrawiam ciepło :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania