Pokaż listęUkryj listę

Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Tylko on, ona i motocykl - Tom 2 - Rozdział 5 – Małe śledztwo

Manhattan, Nowy Jork, dzień po strzelaninie z mafią rosyjską, rok 2004

Ryan i Evelyn zawsze starali się spędzać ze sobą tyle czasu ile tylko mogli. Na początku ich znajomości brunet niemalże codziennie jeździł do swojej czarnowłosej ukochanej do Newark, skąd zabierał ją na rozmaite randki. Bawili się na nich doskonale, kompletnie zapominając o otaczającym ich świecie i zamiast tego skupiali się tylko na sobie. Razem jeździli po prawie całym Wschodnim Wybrzeżu, chodzili na imprezy, koncerty i wpadali w tarapaty.

Niestety, z czasem zaczęły przychodzić nowe obowiązki dla nich obu, przez co musieli trochę ograniczyć czas spędzany na zabawę, a zwłaszcza po tym jak objęli najważniejsze funkcje w Fallen Angels. Choć wciąż zachowywali się jak para zakochanych ludzi to jednak czasami odczuwali, że ich codzienne obowiązki oddalają ich od siebie, a do tego obydwoje nie mogli dopuścić. Evelyn jednak bardziej bała się tej myśli. Przy Ryanie czuła się najbezpieczniej i choć nie zaprzeczyłaby, że poradziłaby sobie bez niego to jednak życie bez jej kochanego bruneta nie byłoby takie samo.

Nie myślała jednak o tym w tej chwili. Była szczęśliwa, bo w końcu prezes Angelsów znalazł trochę czasu na luźną randkę i zabrał ją na obiad do KFC. Wielu pomyślałoby, że wspólne jedzenie w restauracji Fast-Food jest raczej mało romantyczne, jednak Evie za bardzo to nie obchodziło. Niemal każda chwila u boku jej mężczyzny dawała jej radość. Poza tym, czarnowłosa dziewczyna nie znosiła tych wszystkich luksusowych restauracji. Uważała je i ludzi, którzy do takowych uczęszczają za fałszywe i niedorzeczne. Nie potrzebowała takich rzeczy w swoim życiu.

— Pyszności… – powiedziała, zajadając się jednym ze skrzydełek z kubełka. — Wegetarianie nie wiedzą co tracą. Nigdy nie zrozumiem jak mogą pozbawiać się takich smakołyków!

— To prawda… – zaśmiał się Ryan i również zajadał się tym niezbyt zdrowym, ale z pewnością pysznym jedzeniem. — Tak przy okazji, Kociaku… dzięki, że namówiłaś mnie na ten wypad. Potrzebowałem tego.

— Nie ma sprawy, wielkoludzie… – uśmiechnęła się do niego Pierwsza Dama Angelsów. — Ostatnio wyglądałeś okropnie. Chyba to całe bycie prezesem Fallen Angels zaczęło cię męczyć, co?

— Wszystko w porządku! – machnął ręką jej mężczyzna. — Muszę tylko odpocząć trochę od tego szaleństwa. Od świń, Ridersów, Ruskich, tego cholernego Lumberjacka… Serio, same problemy na problemach ostatnio!

Evelyn mogła do tej listy dodać własne zmartwienie: ewentualny powrót Troy’a Kinga. Nie okazywała tego, ale po wizycie u Madison cały czas zastanawiała się czy on jeszcze żyje. Oficjalnie mówiło się o jego śmierci, chociaż ciała nigdy nie odnaleziono. Przez całe to rozmyślanie pogodny uśmiech wyparował jej z twarzy, co nie umknęło oczom Ryana.

— Kociaku… coś się dzieje? – zapytał ostrożnie i spojrzał na swoją ukochaną. Czarnowłosa dziewczyna niemal wzdrygnęła się i spojrzała na motocyklistę. Wiedziała, że żadna bzdura jej nie uratuje z tej sytuacji. Harleyowiec może i nie był geniuszem, ale umiał powiedzieć, kiedy jego dziewczynę coś gryzie. Evie czasem żartowała sobie, że Ryan był Sherlockiem Holmesem w poprzednim życiu.

— To aż tak oczywiste, co? – westchnęła i spojrzała na w niebo. — Nie, to nie ma związku ani z nami ani z klubem. No, w sumie ma, ale nie tak jak myślisz…

— To znaczy? – dopytywał zakłopotany Ryan.

— Chodzi o… tego bydlaka Troy’a. – wyznała jego dziewczyna.

Słysząc to imię, Ryan od razu przypomniał sobie o sylwestrowym ataku na Newark i linczu, jaki Angelsi zgotowali temu potworowi i jego znajomym. Po dziś dzień był dumny z wzięcia udziału w tej akcji. Uwielbiał, kiedy cały klub motocyklowy jechał spuścić komuś łomot w tak spektakularnym stylu. Zastanawiał go jednak los Troy’a. Prezes Angelsów trzymał się teorii, że drań zamarzł na śmierć po tym jak ten połamał mu nogi i zdjął z niego kurtkę, zostawiając go na mrozie w samej koszuli. Ale… skoro Evelyn o nim wspomniała, coś musi być na rzeczy.

— Chodzi o tego dupka z Newark? O co chodzi? Przecież nie żyje… – powiedział zaciekawiony brunet.

— Tak, ale… – zaczęła niepewnie Evelyn. — Parę dni temu… spotkałam Madison. Wiesz, moją BYŁĄ przyjaciółkę, która zdradziła naszą przyjaźń dla niego. Ona… jest prostytutką. Puszcza się za narkotyki lub kasę na nie, wyobrażasz sobie?

Takiego wyznania Ryan nie spodziewał się usłyszeć.

— Jesteś pewna, że to ona? I jak do tego doszło? – zapytał ostrożnie, po czym Evie zaczęła opowiadać mu wszystko: o filmiku zrobionym przez Jolene, o wypytaniu mężczyzny, który był obecny na tej orgii oraz o wyśledzeniu Mads i zastaniu jej w mieszkaniu w przerażającym stanie. Prezes Angelsów początkowo nie wiedział co o tym wszystkim myśleć, ale z każdą kolejną chwilą coraz bardziej się uspokajał.

— Także tak to wygląda. – skończyła opowiadać jego dziewczyna. — Chciałabym się mylić, ale jedna z moich teorii jest taka, że to Troy ją zmusza do puszczania się z bogatymi ludźmi. Za kasę lub narkotyki. – dodała. Brunet jednak nie wyglądał na zbytnio przejętego.

— Dwie sprawy, Kociaku… – westchnął. — Po pierwsze, Troy na pewno nie żyje. Rozebraliśmy go i zostawiliśmy połamanego w temperaturze minusowej, pamiętasz? Chyba tylko Ruski mogą przeżyć w takich warunkach. Po drugie, jeśli JAKIMŚ CUDEM żyje, na pewno nie będzie chciał się mścić na tobie. Po co znowu miałby zostać skatowanym przez najniebezpieczniejszy gang motocyklowy w Ameryce? No i nie przejmuj się tą całą Madison. To ona wybrała takie życie, więc nic tobie, mi i nikomu innemu do tego.

Na te słowa dziewczyna się uspokoiła. Ryan miał rację. Madison spaliła za sobą ten most i Evie nie miała zamiaru go odbudowywać. Miała tylko nadzieję, że jej była koleżanka przeczytała zostawiony przez nią list.

— Na nas to chyba nie ma mocnych… – zachichotała Pierwsza Dama Angelsów.

— Dokładnie! – przyznał jej rację motocyklista. — A Ruskimi też się zajmiemy, jeśli będą czegoś próbowali. Ich kraj przegrał zimną wojnę z naszym, więc ich nic niewarta mafia też poniesie klęskę w walce z wyjętymi spod prawa Jankesami! – oznajmił pewny siebie, kończąc jeść, po czym obydwoje wsiedli na jednoślad i zaczęli jechać w stronę siedziby klubu, z nadzieją że Big Hog i Lumberjack jeszcze się nie pozabijali.

— Wracając do tego całego Troy’a… – odezwał się nagle Ryan. — Mógłbym dla ciebie sprawdzić czy jeszcze żyje! Wyślę kogoś z braci na małe śledztwo, jeśli to cię uspokoi!

— Naprawdę?! Zrobiłbyś to dla mnie? – spytała z niedowierzaniem Evelyn.

— No jasne, że tak! Jeśli dzięki temu będziesz spokojniejsza, pewnie, że zrobię. Już wystarczy, że ja jestem kłębkiem nerwów przez to wszystko… – odparł prezes Angelsów. — No i może wieczorem uda się wyczaić jakiś melanż, co? – zaproponował, co wywołało u jego dziewczyny szeroki uśmiech na twarzy.

— Jeszcze się pytasz?! Dawno nie zabalowaliśmy nigdzie! – zaśmiała się i wtuliła do niego, kiedy przejeżdżali przez most prowadzący do Jersey City.

 

W tym samym czasie, siedziba Angelsów, Jersey City

— Hej, dziewczyny. Też macie przerwę teraz? – spytała Gina, podchodząc do siedzących na kanapie wewnątrz siedziby Fallen Angels Marii i Emily.

— Tak. Korzystam póki nie ma Evelyn. Nie chcę, żeby znów nazywała mnie pasożytem… – odparła Maria i rozejrzała się. — Serio, nie spodziewałam się, że życie kobiet w gangu motocyklowym jest takie…intensywne.

— Nasi tatusiowie inaczej to opisywali… – zachichotała Emily i wzięła łyk piwa, które stało na stoliku przed nimi. — Gina, a ty chyba już jej nie podpadniesz, mam nadzieję? Ostatnio mocno ci przywaliła?

— Ha! Nie boję się jej! Niech mnie bije ile chce! Byłam traktowana gorzej przez lepszych! – prychnęła. — Cholera, jak to powiedziałam, poczułam się jak ta zdzira… – zaśmiała się z własnych słów.

— Komu to mówisz. Ja też nie mogę jej zdzierżyć. – westchnęła Emily i sięgnęła do kieszeni. Kiedy jednak nic w niej nie znalazła, na jej twarzy pojawiło się zmartwienie. — O, nie. Nie, nie, nie… proszę, nie mówcie, że je zgubiłam! – powiedziała spanikowana.

— Co się stało? Co zgubiłaś? – zapytała zdziwiona Maria.

— Nasze zdjęcie… TO zdjęcie! Zniknęło! – oznajmiła jej koleżanka.

Ku zaskoczeniu Marii i Emily Gina, najbardziej ostra i nerwowa z całej trójki nie przejęła się specjalnie tą wiadomością.

— No i czemu jesteś taka przerażona? Z powodu tego głupiego zdjęcia? – prychnęła. — Już dawno temu powinnaś była się go pozbyć, nawet jeśli TA żmija została zamazana. Poza tym, w mieszkaniu mamy z kilka sto razy lepszych zdjęć, na których NIE MA tej fałszywej suki. – dodała i machnęła ręką.

— Gina! – upomniała ją Emily. — Nie możesz tak mówić! Rozumiem, że poczułaś się zraniona tak samo jak my, ale czy naprawdę chcesz wymazać przeszłość ot tak? – spytała. Zanim jednak uzyskała odpowiedź, zauważyły jak Ryan i Evelyn podjeżdżają do parkingu przed klubową siedzibą. Dźwięk Harleya należącego do prezesa Angelsów działał na nie jak afrodyzjak. Nie były oczywiście jedynymi osobami, które miały tą… przypadłość. Te piękne amerykańskie dwukołowe maszyny miały w sobie to „coś”, co budziło motylki w ich brzuchach.

— Gina, Emily i Maria… – zaczęła Evie, schodząc z jednośladu i kierując się w stronę dziewczyn. — Mam nadzieję, że się nie obijacie? – spytała dość groźnie.

— Spokojnie, jesteśmy na przerwie! – machnęła ręką uśmiechnięta Gina, choć pomimo wcześniejszej rozmowy z przyjaciółkami, starała się nie podpaść znów pierwszej damie. Wciąż goił jej się ślad po tym jak dostała od niej z pięści w twarz i choć przez stan upojenia nie pamiętała tego, jej przyjaciółki opowiedziały o zdarzeniu wolała nie podpadać ponownie Pierwszej Damie i nie powtarzać tej sytuacji na trzeźwo.

— No i bardzo dobrze. – odparła czarnowłosa dziewczyna. — Będę na górze, jakby ktoś czegoś potrzebował! – dodała, po czym udała się za Ryanem do siedziby, przypominając sobie o zdjęciu, które Emily zgubiła. Nie chciała go jednak teraz oddawać.

Choć od szarpaniny pomiędzy Big Hog’iem a Lumberjack’iem minęła doba, atmosfera w klubie pomiędzy obydwoma motocyklistami wciąż była napięta. Oficer drogowy Angelsów wciąż wierzył, że sytuacja z Ruskimi gangsterami to wina Jeff’a oraz że podczas swoich „wakacji” na Rikers Island dogadał się z Ridersami. Każdy jednak uważał, że mężczyzna przesadza. Nawet Screwball uważał tą teorię za nieprawdziwą, a przecież jest to człowiek wierzący w szaloną teorię spiskową o Hitlerze, który uciekł sterowcem do Argentyny. Jakby tego było mało, wśród enforcerów klubu również tworzyły się „obozy” stające po obu stronach tego wewnętrznego konfliktu. Ryan na samą myśl gotował się ze złości. Wojna domowa to ostatnie, czego ten klub motocyklowy potrzebuje, zwłaszcza w tej chwili, kiedy na horyzoncie pojawił się nowy, budzący co najmniej niepokój wróg.

Na tej całej sytuacji cierpiała również Amy. Owszem, w swoim stylu nie okazywała tego i bardzo dobrze udawała, że sytuacja, w którą wpakował się jej facet nie rusza jej specjalnie to jednak Evie mogła spojrzeć przyjaciółce w oczy i stwierdzić, że czuje się źle przez to. W końcu Angelsi są (albo przynajmniej powinni być) jak jedna, wielka rodzina, a tymczasem dochodzi do takich sporów i awantur.

Myśląc o tym, Evelyn udała się na piętro siedziby, gdzie za barem obsługiwała motocyklistów Judith, zaś Jolene tańczyła dla zebranych na stole bilardowym.

— Hej, ruda! – przywitała się z wieczną optymistką pierwsza dama i zajęła miejsce.

— Witam cię, Evie! Jak było na randce? – zapytała Judith z uśmiechem, podając kolejny kufel piwa jednemu z enforcerów.

— Lepiej niż myślałam! Już zapomniałam jak bardzo cieszę się z czasu spędzanego razem z Ryanem… Znów poczułam się jak nastolatka! – zaśmiała się czarnowłosa. — Widziałaś może Franka i Jeffa? Jeśli tak to powiedz mi, że się nie kłócili…

— Nie, nic z tych rzeczy… ale unikają się jak tylko mogą i w ogóle nie gadają ze sobą, a gdy już przechodzą koło siebie, burczą coś w swoją stronę. Normalnie jak dzieci… – westchnęła barmanka. — Wiem jednak, że prędzej czy później się pogodzą…

— Klasyczna Judith! Zawsze ma dobre przeczucie! – przerwała jej Evie i zachichotała, bawiąc się włosami.

— No tak, ale naprawdę wierzę, że się pogodzą! Wiesz, może i są obrażającymi się, dużymi, owłosionymi dziećmi, ale lojalność wobec Angelsów cenią sobie przede wszystkim! – wyjaśniła jej optymistyczna Judith. Ona również nie wierzyła w teorię Big Hog’a o dogadaniu się z Ridersami w więzieniu. Żaden z Angelsów by tego nie zrobił.

— Obyś miała rację. – westchnęła pierwsza dama, wstając. — Zobaczę co u Amy na dole. Mam nadzieję, że jest w trochę lepszym humorze…

— Pewnie, zrób to! A jeśli się nie uda, podeślij ją tutaj! Z chęcią dodam jej otuchy! – zawołała ją Judith i podała kolejne kufle ze złocistym napojem.

Ryan tymczasem przeglądał wiadomości w swoim telefonie. Właściciele interesów, które generowały przychody dla klubu miały zdawać raporty o postępie prac oraz o ewentualnych zagrożeniach. Czekał również na SMS od Warlorda, który pojechał sprzedać te narkotyki, które mieli na składzie. Trochę żałował, że nie udało się zdobyć tych od Ridersów, bo oznaczałoby to podwójne pieniądze, ale jego ojciec zawsze powtarzał, że człowiek nie zawsze dostaje to, czego chce. Motocyklista pogodził się z tą myślą.

Skoro o myślach mowa, powrócił do niego temat tego łajdaka z Newark, którego pozostawił nad jeziorem. Również myślał, że Troy zamarzł na śmierć, ale skoro tak, czy Madison naprawdę nie ma szacunku do siebie i sprzedaje swoje ciało za narkotyki z własnej woli? To wszystko było pogmatwane, a najgorszy w tym wszystkim był niepokój Evelyn. Wtedy właśnie obmyślił plan działania.

 

„Niepokój to ostatnia rzecz, jakiej ta moja kobieta potrzebuje. Powęszę na mieście i spróbuję się czegoś dowiedzieć! Dowie się, że ten potwór nie żyje, będzie spokojna i chociaż jeden problem zniknie z naszego życia!”

 

Uzbrojony w ten plan Ryan, wstał z kanapy i ruszył w poszukiwaniu paru motocyklistów do pomocy.

— Ace! Joker! Screwball! Big Hog! Ruszać dupska, jedziemy na miasto! – oznajmił bojowo. Wywołani przez niego motocykliści natychmiast przerwali swoje czynności i podążyli za prezesem w stronę wyjścia, gdzie czekały ich jednoślady. Jeden po drugim wsiedli na swoje maszyny i ruszyli za swoim liderem.

— Ryan! Czy to jest ten moment, w którym mogę spytać gdzie jedziemy? – spytał Screwball, jadąc na prawo od bruneta.

— Dobrze, że pytasz! Pamiętasz tego gnojka z Newark, któremu spuściliśmy łomot w 1999 za to, co zrobił Evelyn? Mój kociak ma obawy, że typ wciąż żyje i będzie chciał się zemścić! – wyjaśnił Ryan, gdy harleyowcy mijali rodzinnego sedana, pokazując palcem co myślą o kierowcy.

— I chcesz go szukać? – przerwał mu Big Hog. — No weź, Ryan, przecież to zajmie wieki! Nowy Jork to duże miasto… – dodał marudnie.

— Spokojnie, bracie, mam trop, który na pewno zaprowadzi nas do niego. Kierunek: Coney Island! – oznajmił, po czym motocykliści przyspieszyli i zaczęli jechać w stronę wskazanej dzielnicy, mając nadzieję, że nie spotkają po drodze ani Ridersów ani Rosyjskiej Mafii. Było to jednak dość prawdopodobne, ponieważ byli zmuszeni przejechać przez Manhattan oraz Brooklyn, czyli tereny obydwu. Angelsi jednak przyjęli strategię defensywną i nie otworzą pierwsi ognia, chyba że ktoś uparcie stanie im na drodze. Chociaż oficjalnie byli „wyjętymi spod prawa degeneratami” jak ich opisał komisarz Stevenson na jednej z konferencji prasowych, nie chcieli pakować się w kolejną strzelaninę. Policja już wystarczająco obsesyjnie szuka powodów, żeby aresztować gangsterów wszelkiej maści.

Po dwudziestu minutach jazdy w końcu dotarli na Coney Island. Miejsce to jak zwykle było pełne ludzi niczym Manhattan nocą. Różnica jednak polegała na tym, że oprócz Amerykanów można było znaleźć ludzi ubranych w niespotykane w tym kraju ubrania europejskich marek oraz mówiących dziwnym językiem bądź akcentem.

— Skąd tu się wzięło tylu Ruskich? – spytał zaskoczony Ryan, patrząc na przechodniów, którzy wydawali mu się dziwni.

— Pewnie zrozumieli, że ich komunistyczna utopia to syf i przyjechali żyć w idealnym kraju! – zaśmiał się Joker.

— Nie śmiej się, bo taka prawda! Pomyśl, czemu populacja Rosji tak bardzo zmniejszyła się po objęciu władzy przez Gorbaczowa i tą jego pierestrojkę czy jak oni to tam nazywają? – wtrącił się Screwball z jedną ze swoich teorii spiskowych. — Że niby epidemia? Jasne… chyba epidemia emigracji!

— Dobra, panowie! To tutaj! – przerwał bratu prezes Angelsów, gdy dotarli pod jeden z małych bloków mieszkalnych, jakich było kilka w okolicy Coney Island. — Evelyn dała mi dokładny adres. Jakby co, szukamy laski, która nazywa się Madison Reed. Znajdujemy ją, ona nam mówi gdzie jest Troy King, my grozimy, że jak zbliżą się do Evelyn, będą cierpieć i wracamy do siedziby na piwko! Jakieś pytania? – oznajmił bojowo niczym generał armii. Reszta motocyklistów tylko kiwnęli głowami i ruszyli za Ryanem do wnętrza budynku.

— Byłbym zapomniał… Big Hog! – odezwał się brunet do zarośniętego harleyowca. — Jak już uporamy się ze wszystkim, musimy pogadać… domyślasz się pewnie o czym... – wytłumaczył. Frank tylko kiwnął głową. Domyślał się o co, a raczej o kogo może chodzić. Ale czy był gotów na rozmowę na ten temat?

Jego rozmyślenia jednak musiały poczekać, ponieważ Angelsi znaleźli się przed drzwiami do mieszkania dawnej przyjaciółki Evelyn. Ryan postanowił zacząć na spokojnie i zapukał do drzwi. Nikt nie otwierał. Próbował jeszcze raz, ale skutek był ten sam.

— Dobra… a więc wchodzimy na pałę… – powiedział do siebie, po czym otworzył drzwi solidnym kopniakiem. Oczekiwał, że zaraz lokatorka mieszkania krzyknie z przerażenia, ale zastała go kompletna cisza. Apartament również nie wyglądał okazale. Wszędzie walały się śmieci, głównie torebki po narkotykach oraz butelki po piwie.

— Cholera, ale tu syf… jak w naszej dawnej siedzibie w Las Vegas… – stwierdził zaskoczony Ace.

— Wygląda na to, że jej nie ma. – westchnął Big Hog. — Tak coś czułem, że to będzie za proste… i teraz pewnie będziemy musieli jej szukać?

— Daj spokój, cholera wie gdzie ona może być… – machnął ręką prezes. — Mimo to, rozejrzyjmy się tu trochę. Może znajdziemy coś, co da nam wskazówkę gdzie może teraz być.

Tak też uczynili motocykliści i weszli do środka, próbując nie potknąć się o śmieci na podłodze.

— Chyba byliśmy detektywami w poprzednim życiu… – zażartował Joker. Reszta Angelsów szukała cały czas jakichś wskazówek, jednak nie znaleźli nic przydatnego. Zrezygnowany Ryan usiadł na kanapie i warknął z frustracji. Nie był przyzwyczajony do porażek w swoich planach. Wtedy właśnie przypomniał sobie coś ważnego…

— Joker! Ace! Screwball! Weźcie popytajcie innych osób, które mieszkają w tej dziurze! Frank! My tu jeszcze się rozejrzymy! – polecił swoim braciom i nie minęła minuta, a trójka harleyowców wyszła, zostawiając swojego prezesa z Big Hog’iem, który podszedł do bruneta i usiadł koło niego. — Domyślam się, że wiesz o czym chcę z tobą pogadać… – zaczął chłopak Evelyn.

— Taa… o Lumberjacku… – westchnął jego rozmówca i spojrzał przed siebie.

— Wiem, że to dla ciebie drażliwy temat, ale ja naprawdę go nie znam. Kiedy dołączyłem do klubu, on już poszedł siedzieć. I chciałbym dowiedzieć się czegoś o nim… czegokolwiek, co pomogłoby mi sobie radzić z tym gościem. – wyjaśnił Ryan.

— Co tu dużo mówić… to przemądrzały, arogancki dupek, który zawsze wymyślał plany, które mogły kończyć się naszą śmiercią lub upadkiem Angelsów. A ponieważ ma gadane, głupsi bracia wierzyli w jego bzdury… – opowiedział dość wymijająco Frank. — Tylko Coyote wywoływał u niego uczucie strachu i respektu. Mimo wszystko, nie wyrzucił go z klubu, choć przez niego straciliśmy tylu braci… – westchnął. Ryan słuchał tych słów z uwagą, choć nie był szczególnie zszokowany. Miał swoje podejrzenia co mogło być przyczyną ich kłótni. Była jednak jedna sprawa, którą musiał wyjaśnić.

— Rozumiem… ale dlaczego oskarżyłeś go o zdradę klubu po tej strzelaninie z Ruskimi? – zapytał w końcu.

— Bo to logiczne! Podejrzewam, że kiedy siedział w Sing Sing, spiknął się z Ridersami i chciał nas podać na tacy! – odparł Frank.

— Ale dlaczego miałby to zrobić? – dopytał Ryan.

— Bo zapewne obwinia nas za to, że trafił do Sing Sing w pierwszej kolejności! – odparł Oficer Drogowy Angelsów, w końcu wywołując zaskoczenie u swojego brata. — Widzisz, gliniarze zabrali go podczas jednej z naszych nieudanych akcji w Chinatown. Jeff miał jedno proste zadanie: ubezpieczać nasze tyły, podczas gdy my mieliśmy odebrać żółtkom heroinę… – zaczął opowiadać mu tą historię, a Ryan słuchał każdego jego słowa. Tak się jednak złożyło, że gdy tylko miał zacząć wchodzić w szczegóły, trójka posłanych harleyowców wróciła do opuszczonego mieszkania, prowadząc jakichś dwóch czarnoskórych mężczyzn w dużych bluzach.

— Cóż, sąsiedzi mówią, że ta cała Mads sprowadza sobie do domu jakichś typków… takich jak ci dilerzy z Bronxu, którzy akurat byli tutaj i sprzedawali swój syf. Te małpoludy nie chcą za dużo mówić. Może wam się uda ich przekonać do gadania? – zaproponował Ace, popychając obydwu na środek pomieszczenia. Prezes Angelsów podszedł do nich zdeterminowany.

— Zrobimy tak, chłopaki: ja zadam wam pytanie, a wy odpowiecie mi na nie w taki sposób, żebym był usatysfakcjonowany. Pasuje? Dobrze! – wytłumaczył ich sytuację Ryan. — A więc… co się dzieje z Madison Reed i gdzie ona teraz może być? – zapytał ich stanowczo.

— A wal się, białasie! Niczego się od nas nie dowiesz! – wyśmiał go jeden z mężyczn.

— Dokładnie! My z białasami nie gadamy! – przytaknął drugi.

To wyprowadziło Ryana z równowagi. Choć nie był takim rasistą jak reszta Angelsów, wciąż nienawidził, kiedy kolorowi obrażali jego rasę.

— GADAJCIE NATYCHMIAST ALBO SŁOWO DAJĘ, NIE BĘDZIE PO WAS CO ZBIERAĆ!!! – zagroził motocyklista, ale obydwaj czarnoskórzy nadal nie brali go na poważnie.

— Uszu nie myjesz, że nie słyszysz, biały śmieciu? – zażartował pierwszy z przesłuchiwanych. Zresztą co cię człowieku obchodzi jakaś zaćpana białaska, która… – nie dokończył, ponieważ Ryan przestrzelił go na wylot z pistoletu o wysokim kalibrze.

— TAK MNIE OBCHODZI! – krzyknął, przeładowując swoją broń, podczas gdy drugi mężczyzna aż osunął się na podłogę z przerażenia. Nie spodziewał się tego, co właśnie miało miejsce.

— Dobry Boże! Jesteście psycholami! Ten świniak Stevenson miał rację! – powiedział drżącym głosem, podczas gdy Big Hog stanął nad nim i złapał go za ubranie, po czym uderzył go z pięści w twarz.

— Gdzie jest Madison Reed?! – zapytał zastraszającym głosem, patrząc czarnoskóremu w oczy. Ten się poczuł jakby sama kostucha gapiła się na niego.

— Ja nie wiem! Raz ją puknąłem, nie wiem gdzie ona jest! – odparł autentycznie przestraszony facet, przez co Frank ponownie go uderzył.

— Kłamiesz! Gadaj albo zaraz wyślę cię do przyjaciela! – warknął Oficer Drogowy Angelsów.

— Okej! Okej! Już mówię! – w końcu wykrzyczał złamany rozmówca motocyklistów. — Któryś z gangów w Nowym Jorku… nie wiem który… ma alfonsa, który załatwia innym dziwkę na zawołanie. Nie wiem jak wygląda, nigdy nie widziałem go osobiście, bo posyła swoje towary ze swoimi gorylami, ale ponoć to kawał cwaniaka! Słyszałem, że najpierw wpędza laski w narkotyki, a potem zmusza je do prostytucji w zamian za nie!

— Jak się nazywa? Troy King?! – dopytywał Ryan, celując do niego z pistoletu.

— Co?! Nie, chyba nie… Jego ksywka to Big D! Tylko tyle wiem! Proszę, nie róbcie mi krzywdy! – błagał, ale jego słowa nie docierały do Angelsów. Frank zaczął go dusić aż w końcu z przesłuchiwanego kompletnie uleciało życie, podczas gdy w drzwiach do mieszkania pojawił jakiś stary człowiek. Był to sąsiad zaalarmowany hałasem z mieszkania Madison. Na widok sceny w środku zaniemówił na chwilę.

— Nic nie widziałem! Mnie tu nie było! – powiedział spanikowany i zniknął. Motocykliści spojrzeli na obydwa trupy, po czym opuszczali kolejno mieszkanie, a potem blok. Ryan nie krył zadowolenia.

— Cóż, przynajmniej Evie może spać spokojnie… – powiedział usatysfakcjonowany.

— Dlaczego? Bo ten Troy może faktycznie nie żyje lub uciekł do innej części kraju ze strachu przed nami? – spytał go Ace.

— Dokładnie! I zanim spytacie o tego całego Big D… póki nie zachodzi za skórę nam lub nie krzywdzi naszych lasek, mam go gdzieś! Nie wiem jak wy, ale ja uważam, że sprawa zamknięta! – odparł Ryan i prowadził swoich braci z powrotem do siedziby klubu.

 

W tym samym czasie, południe Manhattanu

Siedziba Cursed Riders nie była tak zapełniona od czasu ataku ich arcywrogów z Jersey City. Teraz prawie zawsze znajdowało się tutaj stado motocyklistów, których X i Greaser zdołali ściągnąć ze Wschodniego Wybrzeża bądź południa Ameryki. Kiedy wiceprezes Ridersów patrzył na to, co udało im się osiągnąć w te dwa lata, był z siebie dumny, ale żałował jednak, że Cesar lub Nazi nie mogą tu być i na to spojrzeć. Z pewnością byliby zadowoleni z tego jak sprawnie udało im się odbudować umierający nowojorski oddział ich klubu motocyklowego.

Greaser przechadzał się po siedzibie i słuchał wydobywającego się z głośników utworu Trooper w wykonaniu Iron Maiden, kiedy jego uwagę przykuł wołający go motocyklista z irokezem w stylu Mr. T i naszywką „Sgt. at Arms” na skórzanej kamizelce.

— Hej, Greaser! Nie wiesz gdzie się podział X? Miałem sprawę do niego… – odezwał się.

— Sam nie wiem, Nightmare… – wzruszył ramionami wiceprezes Ridersów. — Mówił tylko, że jedzie na spotkanie z potencjalnymi rekrutami, ale nic poza tym. A jak tam bracia i dziewczyny? Wszyscy dobrze się sprawują? Nie ma gównianych akcji?

— Nie, tylko chłopakom chce się opróżnić jaja, ale wszystkie panny zawalone robotą i nie ma kto im dogodzić… – odparł Nightmare i podrapał się po głowie. — Jak tak dalej pójdzie, bracia będą pukać siebie nawzajem!

— Nawet tak nie żartuj! – zaśmiał się Greaser. — Dobra, chodź, pojedziemy zgarnąć jakieś dwie panienki i powiemy, że siedzimy na dużym stosie dragów, co zresztą dzięki wyrolowaniu Ruskich jest prawdą. Od razu zrobią się chętne! – dodał i kierował się do wyjścia. Gdy tylko otworzył drzwi, na jego drodze stanęła pewna dziewczyna. Była wystrojona, miała makijaż na twarzy i ogólnie wyglądała jakby szła na ekskluzywną randkę.

— A ty to kto? – spytał oschle zarośnięty mężczyzna i próbował minąć dziewczynę, ale ta stanęła na jego drodze.

— Nie, czekaj, ja… przyszłam tutaj, bo mam sprawę. Nazywam się Madison… – przedstawiła się dziewczyna.

— Czego chcesz, Madison? Spieszy mi się… – powiedział niechętnie Greaser.

— Chodzi o to, że… no, słyszałam od… przyjaciela, że macie dobry towar i… możecie się nim ze mną podzielić, jeśli… – próbowała się wyjaśnić Madison. Motocyklista już zrozumiał o co dziewczynie chodzi i uśmiechnął się szeroko.

— A więc dobrze słyszałaś. Śmiało, wchodź, a my… dogadamy się jakoś… – zaprosił ją do środka i ze śmiechem zwrócił się do Sierżanta Angelsów. — Nightmare! Wołaj braci! Wygląda na to, że nasz mały problemik sam się rozwiązał! – oznajmił harleyowcowi z irokezem i po chwili wokół Madison zebrały się tabuny motocyklistów o niezbyt kuszącym wyglądzie i jeszcze mniej kuszącym zapachu. Dziewczynie jednak to było wszystko jedno. Po przeczytaniu tamtego listu ostatnie światełko w tunelu zgasło dla niej. Teraz liczyła się tylko jedna rzecz.

 

„Czas zarobić na moje potrzeby…”

Średnia ocena: 4.5  Głosów: 8

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (8)

  • pasja 4 miesiące temu
    Bardzo ciekawa część.
    Choć wciąż zachowywali się jak para zakochanych ludzi to jednak czasami odczuwali, że ich codzienne obowiązki oddalają ich od siebie, a do tego obydwoje nie mogli dopuścić… Czasem trzeba przystanąć i odetchnąć powietrzem. Wiadomo natłok obowiązków i pełnienie szczytnej funkcji szefa i pani szefowej wymaga czasu.
    Evelyn mogła do tej listy dodać własne zmartwienie: ewentualny powrót Troy’a Kinga… po odwiedzeniu mieszkania Madison ta myśl nie opuszczała Evelyn. Czy żyje? Pewnie dowiemy się niebawem.
    Oficjalnie mówiło się o jego śmierci, chociaż ciała nigdy nie odnaleziono… Czyli mógł przeżyć.
    Madison i jej upadek pewnie jeszcze będzie długo przewijał się pomiędzy myślami evelyn i pewnie będzie miła wiele wspólnego z Troyem. Tak, czy tak to, szkoda dziewczyny. I dobrze, że Ryan podjął się wyjaśnienia sprawy. Bo tak naprawdę Madison wpadła w czyjeś ręce. Narkotyki i sprzedaż ciała jest przez nią niekontrolowane.
    Nie chcę, żeby znów nazywała mnie pasożytem… No, no Evelyn pokazuje pazurki i trzyma mocno dziewczyny. Nawet Emily nie może jej zdzierżyć… wymazać przeszłość ot tak?… nie może się z tym pogodzić i utrata zdjęcia bardzo ją przygniotła.
    Wojna domowa to ostatnie, czego ten klub motocyklowy potrzebuje, zwłaszcza w tej chwili, kiedy na horyzoncie pojawił się nowy, budzący co najmniej niepokój wróg… konflikt chyba nierozwikłany i nabrzmiewa. Czy Ryan potrafi go rozstrzygnąć? Bo oficer drogowy wierzy w konszachty Jeffa z ruskimi. Konflikt Franka i Jeffa trwa.
    Wyjazd do mieszkania Madison w pewnym stopniu rozwiązuje język Frankowi. I Ryan próbuje zrozumieć jego niechęć do Jeffa. Czy Frank rzeczywiście ma żelazne dowody na zdradę?
    Puste mieszkanie i zamieszanie z typami dokłada jeszcze jeden element do rozwiązania sprawy… Big D? Czy to aby nie Troy?
    A tymczasem Madison zjawia się w Siedzibie Cursed Riders i … „Czas zarobić na moje potrzeby…”

    Pozdrawiam
  • TheRebelliousOne 4 miesiące temu
    Pasjaaaaaaaaa! :D

    Jak zwykle bogata i ciekawa analiza rozdziału. To lubię :) Fakt, Ryan i Evelyn nie mieli ostatnio czasu dla siebie przez swoje nowe obowiązki, więc trochę luzu przydałoby im się.
    Fakt, to, co się stało z Troyem nie dawało spokoju naszej Pierwszej Damie o kruczoczarnych włosach. Teraz jednak byłaby na niego gotowa.
    Madison i jej upadek... faktycznie, co doprowadziło do niego? Ktoś konkretny? Czy może poczucie winy? Odpowiedź na to pytanie nie jest oczywista...
    Emily i zdjęcie? Oj, tak, ten temat będzie dręczył ją i koleżanki jeszcze długo. A przeszłości wymazać się nie da.
    No i konflikt Lumberjacka z Big Hog'iem... No tak, Frank ma do Jeffa ogromną urazę za przeszłość.
    A Big D? Kto to taki? Troy? Czy może ktoś kompletnie nieznany bohaterom?

    Cieszę się, że rozdział Ci się podobał i że wciąż czytasz to opowiadanie mimo moich karygodnych przerw.

    Pozdrawiam ciepło i dziękuję bardzo! :)
  • Clariosis 2 miesiące temu
    Baaardzo przepraszam, że zajęło mi to tak długo - wiele się dzieje zmian w moim życiu i nadal się będzie działo przez najbliższy rok, więc czytanie, ale też pisanie, musiało u mnie zejść na drugi plan. :( Ale i tak się trzymam twardo, w końcu to jedna z moich ulubionych historii tutaj, więc nie mam zamiaru jej odpuścić!! ;)
    Rebelu, wspominając początki, utrzymuję wcześniejsze stanowisko - stajesz się coraz lepszy w tym, co robisz. Śledzę naszych bohaterów z Fallen Angels już rok i z każdym kolejnym rozdziałem nie mogę się doczekać kolejnego, co jeszcze im los przyniesie. Wykreowałeś Evelyn i Ryana początkowo jako dość niedojrzałą, a nawet nieco toksyczną parę, która z biegiem czasu dojrzała w swoich uczuciach i umacniała się. Jednak pokazałeś też drugą stronę medalu - jak nisko można upaść. Madison, totalnie zeszmacona, pozbawiona godności, przerażającym jest, jak człowiek może nisko upaść... Tylko pytanie, czy na pewno Ryan i Evelyn mogą spać spokojnie? Kim jest tajemniczy alfons, czy aby na pewno Troy nie ma nic z nim wspólnego? Miałabym jednak delikatne wątpliwości, ale intryguje mnie, jak się ta zagadka rozwiąże. Coś czuję, że łatwo nie będzie, szczególnie teraz, gdy na scenę weszli ruscy komuniści.
    Kawał świetnej roboty, zostawiam zasłużone pięć i pozdrawiam serdecznie. :)
  • TheRebelliousOne 2 miesiące temu
    Claaaaaaaaaaaar! :D
    Lejesz mi miód na serce pisząc, że staję się lepszy. Evelyn Ryan byli toksyczni? Cóż, na swój sposób nadal są. Wystarczy tylko wyobrazić sobie jak spędzają czas poza obowiązkami klubowymi. Nie opisuję tego dokładnie, żeby czytelnik spróbował się domyślić szczegółów... ;) Ich miłość jednak umacnia się, fakt. Choć prolog już pokazał gdzie ich zaprowadziła to jednak wiele się wydarzy w ich życiu jeszcze. No i Madison... tak, może się wydawać, że dla niej już nie ma nadziei, a po tajemniczym liście Evelyn to już w ogóle. Faktycznie, kim jest tajemniczy alfons? No i Troy? Cóż, nawet po rozprawieniu się z nim bohaterowie nie mają spokoju. Ruska mafia to jest coś, co muszę wyjaśnić: to nie są tacy komuniści jak się wydaje czytelnikowi. To po prostu gangsterzy, którzy w przeszłości służyli Mateczce Rosji czy to w Specnazie czy to w KGB czy gdzieś indziej.

    Dziękuję za ocenę i również pozdrawiam ciepło :)
  • .Ostwind. miesiąc temu
    Opowiadanie tak wciąga ze trudno sie odciągnąć 😂
    Nie umiem pisac szczegółowych opisów i komentarzy na temat wiec wyrażę sie tak jak mi dyktuje umysl (może serce?)
    Stajesz sie coraz wprawniejszy w pisaniu, to opowiadanie jest tego potwierdzeniem.
    Świetnie pokazujesz jak Evelin i Rayan odnajdują sie w nowej rzeczywistości i w nowych obowiązkach, jesteś jedna z niewielu osób które znam ( niekoniecznie osobiście) i które potrafią pisac w ten sposób ze czujesz sie jak jedna z osób w danym opowiadaniu. Podziwiam ze umiesz tak świetnie dobierać słowa i czekam na dalszy rozwój akcji! Pozdrawiam serdecznie i zostawiam piąteczkę!
  • TheRebelliousOne miesiąc temu
    Witam nową użytkowniczkę! :D
    Cieszę się, że widać u mnie poprawę. Kiedy zacząłem to pisać, nie do końca wiedziałem jak się za to wszystko zabrać, ale ostatecznie zadowolony jestem z faktu, że ludziom się podoba moja twórczość. To opowiadanie i tak będzie jeszcze poprawiane, gdyż mam co do niego... plany.
    Evie i Ryan odnajdujący się w nowym świecie i z nowymi obowiązkami? Cóż, miejmy nadzieję, że to się nie zmieni...

    Dziękuję za podzielenie się opinią oraz ocenę. Spodziewaj się mnie pod swoimi opowiadaniami.

    Pozdrawiam ciepło! :)
  • Pontàrú tydzień temu
    Dobrze napisany rozdział. Przyznam że widzę u Ciebie poprawę stylu. Jak kiedyś musiałem się czepiać jakichś gramatycznych rzeczy, tak teraz jest już w większości dobrze. Nie wiem jak to nazwać ale moim zdaniem masz charakterystyczny sposób pisania dialogów. Nie mówię że zły, ależ skąd! Po prostu mam wrażenie że rozpoznałbym Twoje opowiadanie po dialogach xD. Czaaasem może bywają mniej naturalne ale to w sumie tyle. Zostawiłem 5
  • TheRebelliousOne 5 dni temu
    Musisz mi kiedyś powiedzieć co masz na myśli z tymi dialogami, bo ja nie widzę tej różnicy pomiędzy moją wersją ich pisania, a tym jak pisze je reszta opowijczyków, serio XD. Cieszę się, że widać u mnie poprawę. Mam nadzieję, że następne rozdziały, nad którymi pracuję od dzisiaj (kochane wolne w pracy <3) podtrzymają ten trend.

    Pozdrawiam ciepło :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania