Poprzednie częściUratuj mnie - Prolog

Uratuj mnie - Rozdział 1 - Pierwsze spotkanie

ILONA

 

Ciekawe jaki on jest. Zastanawiam się w duchu, zbliżając się z każdą stacją do celu mojej podróży. Trochę obawiam się tego, że na dwa tygodnie mam zamieszkać z zupełnie obcym mężczyzną, którego nie widziałam nigdy wcześniej na oczy.

Teoretycznie nic mi nie grozi z jego strony – w końcu to rodzony brat mojej najlepszej przyjaciółki, Karoliny, ale i tak nie czuję się z tym zbyt komfortowo. Waham się, czy dobrze robię i za każdym razem kiedy pociąg staje na stacji, mam ochotę chwycić swoje bagaże, wysiąść z wagonu i wracać z powrotem do Warszawy, nie oglądając się za siebie. Jednak potem przypominam sobie dlaczego stamtąd uciekam i ostatecznie nie wysiadam z pociągu, choć w myślach zrobiłam to już co najmniej ze dwadzieścia razy.

Wolę więc zrealizować ten szalony plan, na który wpadła Karolina i schronić się w domu jej dziadków, w którym po ich śmierci mieszka jej brat, niż żyć w ciągłym strachu i poczuciu zagrożenia ze strony Marcina, przed którym uciekam.

Z Marcinem poznaliśmy się kilka miesięcy temu i od tamtej pory nie daje mi spokoju. Można śmiało powiedzieć, że mam stalkera, który niejednokrotnie dał mi do zrozumienia, że nie jestem mu obojętna, ale do którego ja zupełnie nic nie czuję, nigdy nie czułam i na pewno już nie poczuję. Nie po tym, przez co muszę przez niego przechodzić.

Ten cały stalking, jego sms-y, telefony, nagabywanie, „przypadkowe spotkania”, wizyty pod pracą i mieszkaniem sprawiły, że stałam się kłębkiem nerwów, który czasami miewa ataki paniki i musi brać leki na sen i uspokojenie.

Rozmowy z nim, moje prośby i groźby nie sprawiły, że dał mi spokój. Wręcz przeciwnie. Mam wrażenie, że to go tylko bardziej zachęciło. Nawet informacja o tym, że sprawa trafiła na policję, nie przyniosła oczekiwanego rezultatu…

To dlatego za namową Karoliny wzięłam dwa tygodnie urlopu w biurze tłumaczeń, gdzie pracuję jako tłumacz od kilku lat, odkąd skończyłam studia i nie mówiąc o tym nikomu, nawet rodzicom, spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy i nie oglądając się za siebie, opuściłam wynajmowane mieszkanie i wsiadłam w pociąg.

Mimo tych wszystkich obaw co do mojej najbliższej przyszłości, tli się we mnie nadzieja na to, że jeśli zniknę Marcinowi z oczu i nadal nie będę odpowiadać na jego telefony i sms-y, to ta obsesja na moim punkcie mu minie i da mi wreszcie spokój, którego tak bardzo teraz potrzebuję. Wprawdzie ta nadzieja jest naprawdę niewielka, ale jest i chwytam się jej mocno, bo inaczej chyba bym oszalała.

Może wszystko się jakoś ułoży. Może Marcin da mi spokój. Może mieszkanie z tym całym Karolem, to nie taki znowu głupi pomysł… Jest byłym policjantem, więc przynajmniej będę czuć się bezpiecznie. Poza tym Karolina mówiła, że jej brat pracuje jako informatyk w jakiejś firmie, więc nie będziemy razem w domu przez 24 godziny na dobę. To jedna z niewielu rzeczy, które o nim wiem. Karolina nie była zbyt wylewna, gdy mi o nim opowiadała. Trochę to podejrzane, ale przecież to moja najlepsza przyjaciółka, która z pewnością nie zrobiłaby niczego, co mogłoby mi zaszkodzić. Poza tym wielokrotnie podkreślała, że Karol jest naprawdę w porządku i na pewno się dogadamy, jeśli tylko damy sobie szansę na poznanie się. Mam nadzieję, że rzeczywiście tak będzie.

Dla dodania sobie otuchy ściskam w dłoni zawieszkę w kształcie róży wiatrów na srebrnym łańcuszku, wierząc, że dobrze robię i zmierzam w dobrym kierunku. Następnie zabieram swoje bagaże, biorę głęboki oddech i opuszczam pociąg.

Peron, na którym wysiadam po niespełna półtoragodzinnej podróży jest mały, ale zadbany tak samo jak niewielkie miasteczko, w którym się znajduję. Nie ma na nim zbyt dużo ludzi, a ci, którzy wysiedli razem ze mną, zdążyli już odjechać z osobami, które po nie przyjechały lub udali się w stronę przystanku autobusowego bądź do wyjścia do miasta. Zanim się obejrzałam, zostałam sama na peronie nie licząc pary, która kłóciła się o coś zawzięcie. Nigdzie nie było Karola.

Zapomniał, że miał mnie odebrać? A może się rozmyślił i nie chce już, żebym z nim zamieszkała w ciągu tych dwóch tygodni? Zastanawiam się lekko zaniepokojona, siadając na ławce w cieniu. Przysuwam bliżej siebie swoje bagaże i rozglądam się niepewnie dookoła, ale brata Karoliny nigdzie nie ma, a ja nawet nie mam do niego numeru telefonu, bo to Karolina wszystko zaaranżowała. To ona umówiła się z Karolem, że po mnie przyjedzie i razem pojedziemy do jego domu na wsi kilka kilometrów stąd.

Postanawiam poczekać cierpliwie, bo może coś mu wypadło i po prostu trochę się spóźni. W końcu i tak nigdzie mi się nie śpieszy.

 

KAROL

– Cholera jasna, szlag by to trafił! – Klnę pod nosem, kiedy nie znajduję wody w swoim samochodzie.

Przed chwilą skończyłem wymieniać koło, z którego uszło powietrze. To dlatego brudnymi dłońmi szukam teraz w schowku mojego auta i innych jego zakamarkach czegoś do ich wytarcia. W końcu znajduję paczkę chusteczek higienicznych dzięki, którym choć trochę mogę doprowadzić się do porządku. Skoro i tak jestem już spóźniony, to chcę przynajmniej wyglądać jak człowiek, kiedy będę odbierał tę dziewczynę z dworca.

Może to moje spóźnienie, to jakiś znak? Co mnie podkusiło, żeby zgodzić się na ten głupi pomysł Karoliny? Zastanawiam się i wsiadam z powrotem za kierownicę.

Prawie nic o niej nie wiem, oprócz tego, że to najlepsza przyjaciółka mojej młodszej siostry i tłumaczka angielskiego, która ma stalkera. Facet tak bardzo niszczył jej życie, że moja wspaniała siostra wpadła na pomysł, żeby zamieszkała w moim domu. Szczerze? Wątpię, żeby to powstrzymało tego stalkera, ale możemy spróbować skoro policja najwyraźniej czeka, aż coś jej się stanie, zanim potraktują sprawę naprawdę poważnie. Myślę z przekąsem, ale po chwili wzdycham ciężko. Na pewno robią wszystko, co w ich mocy.

Sam byłem kiedyś jednym z nich więc wiem, że starają się jak tylko mogą. Może po prostu mają zbyt mało dowodów… Nieważne, nie zamierzam tego roztrząsać. Ta dziewczyna pomieszka ze mną przez dwa tygodnie, a potem stąd wyjedzie i nigdy więcej się już nie spotkamy. Muszę to jakoś wytrzymać… W końcu jestem winien Karolinie przysługę. Na szczęście za dwa tygodnie będziemy kwita i znów będę mieć święty spokój i cały dom tylko dla siebie.

Z niechęcią odpalam silnik, a kiedy zerkam na godzinę przypominam sobie, że przecież pociąg już przyjechał, a ona pewnie tam na mnie czeka. Nawet nie mam jej numeru telefonu, żeby dać jej znać, że jestem już niedaleko. Nawet nie pamiętam jak się nazywa. Iwona, Ilona, Lena… A może jeszcze inaczej?

Boże, w co ja się wpakowałem… Zastanawiam się, utyskując w duchu na własną głupotę, gdy wybieram numer Karoliny.

– No cześć, braciszku? Jedziecie już do domu? – Pyta nadmiernie podekscytowana.

– Nie, złapałem gumę i się spóźnię. Napisz do niej, że będę za jakieś 10-15 minut.

– Stało się coś? Coś z tobą? Coś z samochodem? – Jej głos nagle staje się zaniepokojony i irytująco piskliwy.

– Po prostu złapałem gumę. – Odpowiadam, starając się zachować cierpliwość. Czemu wszyscy zawsze muszą się tak o mnie martwić?

– Na pewno wszystko okej? Masz dziwny głos, jakbyś był zdenerwowany.

– Oczywiście, że nie jestem. Czym miałbym się denerwować? – Dopytuję z ironią, przekładając telefon do lewej dłoni, żeby prawą włączyć radio. Po chwili trafiam na swoją ulubioną stację muzo.fm i w samochodzie rozbrzmiewa Start of Something Good zespołu Daughtry.

Ujdzie. Uznaję i zostawiam radio w spokoju. Aby skończyć z Karoliną wszelkie dyskusje, jak najbardziej opanowanym tonem ponawiam swoją prośbę.

– Karolina, po prostu napisz do tej koleżanki, że będę za 10 minut. Proszę.

– Sam do niej napisz. Zaraz podeślę ci jej numer.

– Dobra, tylko szybko. – Zgadzam się, bo przynajmniej dzięki temu zakończymy tę rozmowę.

– Karol… – Karolina jednak najwidoczniej uparła się, żeby kontynuować naszą pogawędkę i odzywa się z wahaniem.

– Tak? – Pytam, wyczerpując resztki cierpliwości.

– Bądź dla niej miły. Ona wiele przeszła. Ostatnio przytrafiło jej się tyle przykrości… Bardzo cię proszę.

– Postaram się. – Nie dość, że ta obca dziewczyna ma mieszkać w moim domu, to jeszcze mam się z nią obchodzić jak z jajkiem. Tego nie było w naszej umowie. Zaciskam usta i biorę głęboki oddech. – Będę dla niej miły. Baaardzo miły. – Odpowiadam dwuznacznie, podkreślając wyraźnie słowo „bardzo”. Oczywiście robię to tylko po to, żeby wkurzyć Karolinę, bo nie w głowie mi romanse.

– Karol! Ani mi się waż! To nie jest śmieszne, bo sytuacja naprawdę jest poważna. Poza tym Ilona to moja najlepsza przyjaciółka, która ma teraz ciężki okres w życiu.

– Mówiłaś, że znacie się od niedawna i już nazywasz ją swoją najlepszą przyjaciółką?

– Rzeczywiście, nie znamy się długo, ale mogę na nią liczyć i nie pozwolę, żebyś to schrzanił! Poza tym mamy umowę i wisisz mi przysługę. Zachowuj się więc porządnie, bo wiem, że takim człowiekiem właśnie jesteś. Ona też taka jest, przekonasz się o tym. Jestem pewna, że się dogadacie.

Z pewnością… Już nie mogę się doczekać… Myślę cierpko i nagle sobie o czymś przypominam.

– Ile ona wie?

– Nie więcej niż ja. – Karolina odpowiada z przekąsem. – Tylko tyle, ile pozwoliłeś mi powiedzieć. – Dopowiada ostrożnie, a ja nawet nie jestem zdziwiony, że wie o co ją pytam mimo tak nagłej zmiany tematu. W końcu w gronie rodzinnym od dwóch lat ten temat wisi w powietrzu, które skutecznie zatruwa, dlatego chętnie korzystam z opcji unikania mojej ukochanej rodzinki i spędzam każdą wolną chwilę w mojej samotni.

– Co dokładnie jej powiedziałaś?

– No to, że byłeś kiedyś policjantem, ale dwa lata temu odszedłeś i teraz pracujesz jako informatyk… Resztę sam jej powiesz, jeśli będziesz chciał. Potrafię uszanować twoje prośby, Karol. – Dodaje na koniec nieco urażonym tonem.

– Dobrze, już dobrze. Wierzę ci. – Waham się, ale w końcu dodaję ciszej: – Dziękuję. A teraz kończę, bo jestem już spóźniony. Nie będzie to dobrze wyglądać, jeśli spóźnię się jeszcze bardziej.

– Masz rację, pierwsze wrażenie jest ważne… Choć nie zawsze, Karol. Pamiętaj o tym i zaopiekuj się nią. Jestem pewna, że te dwa tygodnie, to będzie dla was świetny czas. – Kończy tajemniczo, po czym żegna się szybko i rozłącza.

– Kobiety…

 

ILONA

 

NIEZNANY: Cześć, tu Karol. Karolina dała mi twój numer. Piszę, żeby dać Ci znać, że spóźnię się jakieś 10 minut. Przepraszam.

ILONA: Cześć :) Nie szkodzi, poczekam. Nie spiesz się.

KAROL: Jak cię rozpoznam?

ILONA: Będę najwyższą dziewczyną na dworcu, więc na pewno mnie nie przegapisz ;) Poza tym mam bordową walizkę na kółkach, czarną torbę z laptopem i czarny plecak.

 

Czytam nasze wiadomości jeszcze raz, zerkam na godzinę i uśmiecham się pod nosem. Właśnie mija 20 minut odkąd Karol napisał, że będzie za 10 minut. Nieźle zaczyna się ta nasza znajomość, nie ma co. Uśmiecham się szerzej, podnoszę wzrok znad telefonu i z zaciekawieniem spoglądam na ludzi opuszczających pociąg, który przed chwilą zatrzymał się na stacji.

Nagle wśród ludzi śpieszących po peronie dostrzegam stojącego, młodego mężczyznę, na oko w moim wieku, choć równie dobrze może być trochę starszy. Zresztą to nieważne, bo ten około trzydziestoletni mężczyzna wpatruje się we mnie intensywnie nieodgadnionym wzrokiem, aż zaczynam czuć się nieswojo. W jego spojrzeniu jest coś dziwnego, jakaś mieszanina szoku, niedowierzania, złości, bólu i czegoś jeszcze, czego nie potrafię zidentyfikować. Czuję nieprzyjemny dreszcz przechodzący przez moje ciało pod wpływem pary świdrujących oczu.

Przesadzam, coś musiało mi się przewidzieć…

Maskuję zaskoczenie i uśmiecham się szeroko do Karola. Nigdy wcześniej go nie widziałam, ale dostrzegam wyraźne podobieństwo pomiędzy (jeszcze) nieznajomym, wysokim blondynem a Karoliną. Tak do siebie podobne może być tylko rodzeństwo.

Chłopak, ku mojemu rosnącemu zdziwieniu, nie odwzajemnia mojego uśmiechu. Po prostu stoi na środku peronu, nie robiąc sobie zupełnie nic z tych wszystkich ludzi, którzy muszą go omijać i przeszywa mnie swoim lodowatym spojrzeniem, aż zaczynam czuć się coraz bardziej niekomfortowo.

Spuszczam głowę, nie wiedząc co zrobić i gdzie podziać wzrok. Nerwowym ruchem zakładam kosmyk włosów za ucho, poprawiam okulary na nosie i ściskam mocno swój talizman – wisiorek w kształcie róży wiatrów. Czekam, aż do mnie podejdzie, a w międzyczasie rzucam mu zaniepokojone spojrzenia. Nadal tam stoi. Do tego jest cały czerwony na twarzy i wyraźnie zdenerwowany. W końcu zaciska dłonie w pięści i szybkim krokiem rusza w moją stronę.

Kiedy jest już blisko, wstaję z ławki, kurczowo ściskając w dłoniach torbę z laptopem i mimo moich 181 centymetrów wzrostu, nagle czuję się bardzo mała. Przede mną stoi równie wysoki mężczyzna. Jest postawny, wyprostowany i szczupły, może zbyt szczupły, ale za to o dobrze zbudowanych ramionach. Przechodzi mi przez myśl, że pewnie uprawia jakiś sport albo chodzi na siłownię. Blond włosy obcięte na krótko ma lekko spłowiałe od letniego słońca, a jego brązowe oczy, tępo we mnie wpatrzone, ciskają gromy. W mocnym, czerwcowym słońcu wydają się niemal ciemno-złote. Nigdy jeszcze nie widziałam takich oczu i nie mogę oderwać od nich wzroku, bo choć wyraz twarzy Karola jest posępny i ponury, to w jego źrenicach czai się błysk, jakaś iskra, która mocno kontrastuje z jego bladą i zmęczoną twarzą.

W końcu odrywam wzrok od jego oczu, który pada odruchowo na jego usta, które zaciskają się nerwowo w wąską kreskę. Znów uciekam spojrzeniem, ale tym razem spoglądam na jego policzki pokryte kilkudniowym zarostem, które drgają ze zdenerwowania. Niepewnie przełykam ślinę, kiedy znów spoglądam w jego czujne oczy.

Patrzymy na siebie w milczeniu przez chwilę, aż w końcu znajomy-nieznajomy odzywa się do mnie szorstko niskim, stanowczym i pewnym głosem:

– Jesteś koleżanką Karoliny, prawda?

– Tak. – Udaje mi się jakimś cudem z siebie wydusić. – Ilona. – Przedstawiam się niepewnie, kiedy podaję mu dłoń. Przez ułamek sekundy widzę jego zawahanie i jakby… obrzydzenie w wyrazie jego twarzy, ale ostatecznie, po chwili trwającej wieczność, dosyć mocno i szybko ściska moją wyciągniętą dłoń.

– Karol. Przepraszam za spóźnienie. – Rzuca poirytowany, ale jego przeprosiny zupełnie nie brzmią na szczere. Następnie nerwowym ruchem chwyta rączkę mojej walizki i odwraca się do mnie plecami.

– Samochód jest tam. – Macha niedbale ręką w bliżej nieokreślonym kierunku i rusza przed siebie.

Ja natomiast nie ruszam się ani o krok oniemiała z zaskoczenia. Co to wszystko znaczy? Karolina nie tak opisywała mi swojego starszego brata. Poza tym jego sms-y były raczej neutralne i uprzejme. Przeprosił mnie nawet za swoje spóźnienie, uprzedził mnie o nim, a teraz? Wyraźnie zdenerwował się na mój widok. Tylko dlaczego?

W końcu postanawiam go dogonić, żeby to z nim wyjaśnić. Jesteśmy przecież dorośli, więc rozmowa powinna wszystko załatwić.

– Wszystko w porządku? Coś nie tak? – Pytam Karola, kiedy się z nim zrównuję, na co on wzdycha głeboko.

– Mam dziś zły dzień. – Jego krótka i nic niewnosząca odpowiedź zdecydowanie mnie nie satysfakcjonuje. Nie chcę być wścibska, ale po prostu muszę wiedzieć, dlaczego tak bardzo zdenerwował się na mój widok.

– Na pewno? Masz brudne ubranie i twarz. – Karol przystaje i zerka na swoje ciuchy zirytowany, a ja w tym czasie znajduję w plecaku nawilżane chusteczki.

– Jeszcze tego brakowało!

– Masz, wytrzyj sobie czoło nad lewym okiem. – Radzę mu, podając chusteczki, które o dziwo przyjmuje, choć gdzieś w głębi poważnie obawiałam się, że może ugryźć moją wyciągniętą dłoń.

– Dzięki. Musiałem po drodze wymienić koło.

– Ojej, Miałeś wypadek? To coś poważnego?

To by wyjaśniało jego zdenerwowanie…

– Nie, po prostu musiałem na coś najechać i zeszło powietrze. – Wyjaśnia i bez uprzedzenia rusza w kierunku parkingu. Z lekkim opóźnieniem dołączam do niego, pomagam mu zapakować bagaże do bagażnika i po chwili w zupełnej ciszy zakłócanej jedynie radiem, wyjeżdżamy z miasteczka.

Okolica jest naprawdę urokliwa. Zaraz po opuszczeniu granic miasteczka, Karol skręcił w drogę, przy której po jednej i drugiej stronie rośnie las. Kiedy tylko z niego wyjeżdżamy, dookoła rozpościerają się sady, pola i łąki.

Bardzo lubię takie okoliczności przyrody i zawsze się nimi zachwycam jednak teraz daleko mi do jakichkolwiek pozytywnych myśli, uczuć i słów. Mimo to postanawiam przerwać tę krępującą ciszę między nami i choć trochę poznać obcego mi mężczyznę, z którym będę mieszkać pod jednym dachem przez najbliższe dwa tygodnie. O ile wcześniej nie ucieknę w popłochu, gdzie pieprz rośnie…

– Karolina mówiła, że pracujesz jako informatyk w jakiejś firmie? Co to za firma? Czym się zajmuje? – Zagaduję go i dostrzegam, jak jego ręce zaciskają się mocniej na kierownicy.

– Pracuję w międzynarodowej firmie logistycznej.

– Taka praca to chyba coś kompletnie innego niż policja. Skąd taka zmiana? Jeśli mogę wiedzieć. – Karol hamuje gwałtownie na środku pustej drogi i spogląda na mnie lodowato.

– Nie możesz. Nigdy więcej mnie o to nie pytaj. Policja to temat tabu, jasne? – Jego nieznoszący sprzeciwu głos zbija mnie z pantałyku.

– Dobrze. Przepraszam. – Wydukuję tylko, a on wrzuca pierwszy bieg, szarpiąc za skrzynię biegów. – Zjedź na pobocze. – Proszę go, zanim zdąży ruszyć. – Proszę. – Karol spogląda na mnie i, w co ciężko mi uwierzyć, spełnia moją prośbę. Nie gasi silnika tylko nerwowymi ruchami pociera dłonią kark, jakby próbował się uspokoić.

– Słuchaj, nie znam cię, więc nie wiem, czy to twoje standardowe zachowanie, ale z tego co mówiła mi o tobie Karolina, to nie zachowujesz się tak na co dzień. – Zaczynam delikatnie i staram się, aby mój głos był opanowany, choć targają mną silne emocje. W końcu niecodziennie ktoś daje mi znać w tak dobitny sposób, że mnie nie lubi. A przecież on mnie nawet nie zna, więc nie ma powodów do takiego traktowania mnie! – Widzę, że masz ze mną jakiś problem. Musiało zajść jakieś nieporozumienie, bo Karolina uparcie twierdziła, że nie masz nic przeciwko, żebym się do ciebie wprowadziła. Jeżeli tego jednak nie chcesz, to powiedz mi to teraz. Zrozumiem, naprawdę. Odwieziesz mnie z powrotem na dworzec i wrócę do Warszawy, a ty nie będziesz musiał się ze mną męczyć.

Patrzę na niego z wyczekiwaniem, ściskając kurczowo plecak, który trzymam na kolanach. Widzę, że intensywnie rozmyśla nad moją prośbą zupełnie tak, jakby rozważał wszelkie za i przeciw. Do tego chyba zrobiło mu się głupio, bo doskonale widzę, jak próbuje się opanować, zanim odzywa się pozornie spokojnym głosem:

– Nie, zostań. Przepraszam. – Jego szczery ton wprawia mnie w osłupienie. Atmosfera w samochodzie zmienia się nagle o 180 stopni. – Po prostu, gdy dojedziemy na miejsce, ustalimy kilka zasad dzięki, którym będziemy mogli jakoś razem funkcjonować pod jednym dachem. Obiecałem Karolinie, że ci pomogę, a ja dotrzymuję słowa.

– Jesteś pewny? Mogę powiedzieć jej, że to ja się rozmyśliłam. Wrócę do Warszawy i już nigdy więcej się nie spotkamy.

Karol spogląda mi prosto w oczy i ponownie intensywnie rozważa moją propozycję o czym świadczy zmarszczka na jego czole. Zastygam w bezruchu i oczekiwaniu, kiedy po raz pierwszy, odkąd spotkaliśmy się na peronie, jego spojrzenie jest neutralne, ale równie przeszywające. Jak gdyby chciał za pomocą tego świdrującego spojrzenia wejść do mojej głowy, mojej duszy.

Odganiam od siebie te absurdalne myśli, kiedy wciąż na siebie patrzymy. W pewnym momencie jego spojrzenie prześlizguje się po moich długich, prostych, brązowo-rudych włosach, mojej twarzy, policzkach, piegach, nosie… Przełykam głośno ślinę, kiedy jego czujny wzrok zatrzymuje się o ułamek sekundy za długo na moich ustach. On chyba też zdaje sobie z tego sprawę, bo kiedy z powrotem zerka w moje oczy, natychmiast spuszcza głowę, by po chwili odzyskać rezon i znów odezwać się opanowanym głosem, jakby ta inspekcja mojej twarzy sprzed chwili nie miała w ogóle miejsca:

– Zostaniesz u mnie przez dwa tygodnie. Nie jesteś niczemu winna.

Nie jestem niczemu winna? O co mu chodzi? Mimo zżerającej mnie ciekawości, nie pytam go o nic więcej. Widocznie ma jakieś powody, dla których tak zareagował na mój widok, a ja nie mogę wymagać, żeby przyznał się do nich przede mną tu i teraz. W końcu znamy się dopiero od kilkunastu minut! Nagle wpada mi do głowy pewna myśl, o którą postanawiam go od razu zapytać, żeby nie było nieporozumień.

– Może ty kogoś masz i dlatego jesteś na mnie zły? Karolina mówiła, że mieszkasz sam, ale może to nieprawda i lepiej będzie, jeśli wrócę do Warszawy… – Upewniam się jeszcze na koniec, bo być może w tym tkwi problem.

– To nie tak. Z nikim się nie spotykam, Mieszkam sam, więc możesz u mnie zostać.

– Dobrze, dziękuję. Ale jeśli zmienisz zdanie, od razu mi o tym powiesz, a wtedy wyjadę, zgoda? – Pytam i wyciągam w jego kierunku dłoń, którą ściska drugi już raz dziś. Tym razem jednak bez obrzydzenia i o wiele delikatniej.

 

***

 

Po kilkunastu minutach jazdy w niezręcznej atmosferze skręcamy w boczną, szutrową drogę, przy której po jednej stronie znajdują się nieliczne budynki, a po drugiej rośnie stary, gęsty las przez co do środka auta przez uchylone szyby wpada teraz przyjemny sosnowy zapach lasu po deszczu.

W końcu, gdy dojeżdżamy do miejsca, gdzie utwardzona nawierzchnia zmienia się w piasek, Karol zatrzymuje samochód. Stajemy przed dosyć dużym domem jednorodzinnym w bezpośrednim sąsiedztwie, którego nie ma żadnych innych domostw. Pomalowany na beżowo jednopiętrowy dom, z poddaszem, który Karol odziedziczył po dziadkach jest raczej skromny, ale zadbany. Moje serce z miejsca kradnie taras przed wejściem, który obrasta winogrono podobnie jak altanę stojącą w rogu czystego, wypielęgnowanego ogrodu w którym rosną tuje, krzewy i mnóstwo kolorowych kwiatów. Od razu widać, że posadziła je babcia Karola. Moja babcia miała identyczny ogródek z aksamitkami, goździkami, maciejkami, różami i malwami. Jest śliczny! Dalej za domem pod samym płotem stoi szopa, a tuż do niej przylega garaż obok którego rośnie nieduży, uroczy ogródek warzywny.

– Ładnie tu. – Przyznaję szczerze, gdy zamykam za sobą drzwi auta, omiatając obejście ciekawskim wzrokiem.

– Dzięki. – Odpowiada cicho Karol i otwiera bagażnik, żeby wyjąć z niego moje torby.

– Do czego ci druga brama i furtka z tyłu? – Pytam z ciekawości, kiedy mój wzrok pada na ogrodzenie na tyłach domu, za którym rośnie stary, jabłonowy sad.

– Prowadzą do mojego sadu. Możesz tam chodzić, jeśli chcesz. – Odburkuje i kieruje się w stronę domu, a ja niepewnie podążam za nim.

Nagle słyszę szczekanie psa gdzieś blisko. Obracam się dookoła własnej osi, ale nigdzie nie widzę zwierzęcia. Karol za to spogląda w stronę garażu za domem i wyjaśnia chłodnym tonem:

– To Rex, mój pies. Musiałem niechcący zamknąć go w garażu. – Wyjaśnia krótko i po chwili otwiera kluczykiem garaż, z którego na podwórko wypada jak z procy podpalany owczarek niemiecki stęskniony za swoim panem.

Idealny pies dla policjanta. Przebiega mi przez myśl.

Rex skacze na Karola i opiera swoje przednie łapy o jego nogi, domagając się pieszczot, a ja po raz pierwszy widzę, jak Karol się uśmiecha. Jego uśmiech jest nieco krzywy, ale ja akurat nie uważam tego za defekt, a raczej pewną cechę szczególną, która tylko dodaje mu zadziorności na posępnej i poważnej twarzy.

Kiedy pies w końcu mnie dostrzega i podbiega do mnie z impetem, staję jak wryta, bojąc się ruszyć. Rex jest wprost ogromny i poszczekuje na mnie niegroźnie, ale i tak czuję się nieswojo. Kurczowo ściskam torbę z laptopem przed sobą i zerkam to na psa, to na Karola.

– Nie bój się. Nic ci nie zrobi, po prostu jest ciebie ciekawy. Rex, siad.

Założę się, że Karol dużo z nim trenuje, bo pies jest niezwykle słuchany. Natychmiast spełnia jego polecenie i siada posłusznie przede mną, nie spuszczając jednak ze mnie czujnego wzroku. Mam wrażenie, że Karol dobrze się bawi moim kosztem, ale ja nie zamierzam dawać mu powodów do satysfakcji. Staram się rozluźnić tak, żeby pies nie wyczuł mojego zdenerwowania, a następnie ostrożnie i bardzo powoli podtykam mu pod nos dłoń, żeby mógł ją powąchać i się ze mną „zapoznać”.

– Cześć, Rex! Jak się masz, piesku? Śliczny jesteś, wiesz? – Przemawiam do niego łagodnie i głaszczę go delikatnie po głowie, a ten odwdzięcza się za moją pieszczotę merdającym ogonem.

Zerkam na Karola z satysfakcją i przyłapuję go na tym, że mi się przygląda. Kiedy jednak nasze spojrzenia się spotykają, natychmiast spogląda gdzieś w bok, jak gdyby był zły na mnie za to, że jego psi przyjaciel mnie polubił.

Czara jego goryczy przelewa się, kiedy z bocznej kieszeni walizki wyjmuję przysmak dla psów. Byłam przygotowana pod tym względem, bo Karolina uprzedziła mnie o jedynym, oprócz Karola, lokatorze w tym domu. Kiedy Karol widzi, jak Rex reaguje na moje komendy „siad” i „podaj łapę”, a potem cieszy się z nagrody w postaci smakołyku, zabiera ze złością moje bagaże i idzie prosto do domu, nie zaszczycając mnie ani jednym spojrzeniem. Wzdycham ciężko i podążam za nim zrezygnowana.

Kierując się do „mojego” pokoju, Karol chłodnym głosem i z kamiennym wyrazem twarzy mówi mi, jakie pomieszczenia mijamy. Podążam za nim niepewnie i staram się zapamiętać rozkład domu, rozglądając się z ciekawością po schludnych wnętrzach. Mijamy kolejno kuchnię, łazienkę oraz duży salon z kanapą i telewizorem, a na koniec docieramy do dwóch pokoi na tyłach domu.

– To mój pokój. – Karol wskazuje na drzwi po lewej stronie, a następnie otwiera drzwi z prawej. – A to twój. – Zachęca mnie gestem, abym weszła do środka pierwsza.

Uśmiecham się więc do niego niepewnie na ten dżentelmeński odruch i wchodzę do przestronnego, uroczego pokoju z dużym podwójnym łóżkiem. Pokój jest w pełni umeblowany i czysty. Widać jednak, że zarówno w nim, jak i całym domu brakuje kobiecej ręki. Nigdzie nie zauważyłam chociażby kwiatów doniczkowych, ozdób ani dekoracji, co nie oznacza jednak, że dom nie jest przytulny. Wręcz przeciwnie, bardzo mi się tu podoba, a już najbardziej podoba mi się taras za oknem, z którego mogę wyjść na podwórko za domem i dotrzeć prosto do sadu.

– Bardzo tu ładnie. – Odwracam się przez ramię i znów przyłapuję Karola na tym, jak przygląda mi się intensywnie. Gdy jednak nasze spojrzenia się spotykają, odchrząkuje, odkłada moje torby na podłogę przy łóżku, a kiedy się odzywa, jego rzeczowy i wystudiowany ton głosu i sposób mówienia sprawiają, że czuję się tak, jakby pouczał mnie policjant, którym przecież Karol kiedyś był.

– W trakcie drogi tutaj pomyślałem o kilku zasadach dla bezpieczeństwa. Mam nadzieję, że będziesz się do nich stosować.

– Co to za zasady?

– Po pierwsze, nie gadamy o policji. – Spuszczam głowę na wspomnienie jego wybuchu w aucie i kiwam głową potakująco.

– Po drugie, kiedy jestem poza domem, w pracy, na treningu, na bieganiu albo jestem gdziekolwiek indziej albo to ty oddalisz się od domu, na przykład na spacer, rower czy co tam będziesz chciała robić, masz mieć telefon cały czas przy sobie.

– Dobrze.

– W razie czego, będziesz mogła wezwać pomoc. – Spinam się cała na jego słowa, które wypowiada niewzruszonym tonem z surowym wyrazem twarzy.

– Po trzecie, kiedy coś mi wypadnie albo po pracy będę musiał wstąpić na zakupy czy cokolwiek albo jeśli po prostu będę musiał wrócić później niż zwykle, dam ci o tym znać wcześniej.

– Dobrze, rozumiem. – Wtrącam, ale Karol jakby tego nie zarejestrował. Mówi dalej, patrząc mi ciągle w oczy, aż czuję się nieswojo tak, jakbym miała zaraz dostać mandat. Gdybym nie wiedziała, że był kiedyś policjantem, to prawdopodobnie teraz przeszłoby mi przez myśl, że mam do czynienia z funkcjonariuszem policji.

– Po czwarte, kiedy będziesz chciała gdzieś pójść, na przykład do sadu, masz mi o tym powiedzieć i wziąć ze sobą telefon i najlepiej także Reksa.

– Okej. – Tylko tyle jestem w stanie z siebie wydusić zaskoczona i dziwnie poruszona tym, że Karol tak poważnie podchodzi do tego wszystkiego, mimo widocznej jak na dłoni niechęci do mnie.

Jeszcze przez chwilę Karol informuje mnie o tym w jakich godzinach pracuje i kiedy mogę spodziewać się jego powrotu z pracy do domu, a także wypytuje mnie o Marcina – jak wygląda, czym się zajmuje i w jaki sposób mnie nęka. Na koniec cierpkim tonem każe mi się rozgościć w domu, po czym odwraca się i chce wyjść, ale zastyga z ręką na klamce, kiedy go wołam:

– Karol. Mam coś dla ciebie. – Słyszę, jak niepewnie brzmi mój głos z obawy przed tym, jak zareaguje na mój skromny prezent. Nie daję jednak po sobie poznać zdenerwowania, ale wyjmuję z plecaka duże, próżniowe pudełko z szarlotką pokrojoną na kawałki. – Wiem, że to zbyt mało za to, co dla mnie robisz i naprawdę nie wiem, co jeszcze będę musiała zrobić, żeby ci się odwdzięczyć, ale mam nadzieję, że na początek to wystarczy. Sama upiekłam. – Z lekkim uśmiechem na ustach podchodzę do niego i podaję mu pudełko, na które patrzy nieufnie.

– Nie musiałaś. – Patrzy gdzieś w bok, ale przyjmuje mój prezent. – Dzięki.

– Mam nadzieję, że będzie ci smakować. Oczywiście, to nie wszystko. Dołożę się do wszystkich rachunków… – Chcę dodać, że nie chcę go wykorzystywać, ani sprawiać mu kłopotu, ale on kategorycznie mi przerywa.

– Nie będzie takiej potrzeby.

– Ale…

– Koniec dyskusji, nie będziesz za nic płacić. W końcu będziesz tu tylko dwa tygodnie. – Stwierdza zdecydowanym tonem, zerka ostatni raz w moje oczy i wychodzi, zostawiając mnie samą, kompletnie skołowaną, niepewną i zastanawiającą się, czy to wszystko dzieje się naprawdę.

 

KAROL

– Jak mogłaś?! Dobrze o wszystkim wiedziałaś, a mimo to ją tu ściągnęłaś. Nie spodziewałem się tego po tobie, Karolina! Nie myślałem, że możesz być tak okrutna! – Wyrzucam z siebie słowa jak z karabinu, nie dając siostrze okazji do wtrącenia choć słowa. – Od początku wiedziałem, że to beznadziejny pomysł, ale teraz tylko się w tym utwierdziłem. Nie powinno było ci to nawet przejść przez myśl, rozumiesz?!

– Karol… Uspokój się i posłuchaj mnie, proszę. – Wtrąca zdecydowanym tonem. – Gdzie jesteś? Gdzie Ilona? Chyba nie powiesz mi, że kazałeś jej się wypchać? – Jej głos staje się zaniepokojony.

– Jesteśmy już w domu, ale zastanawiam się, czy nie przerwać tego wszystkiego. Nie wierzę! Po prostu nie wierzę, że mi to zrobiłaś. Co ty sobie myślałaś?! – Krzyczę na Karolinę, wydeptując ścieżkę w sadzie, po którym chodzę nerwowym krokiem w tę i z powrotem.

– Ona potrzebuje pomocy, a ty wisisz mi przysługę. Do tego byłeś policjantem, więc kto jak nie ty zajmie się nią najlepiej? Poza tym przesadzasz. Minęło już tyle czasu, odkąd Kamili nie ma w twoim życiu, a ty to ciągle przeżywasz…

– Słucham?! – Wybucham z niedowierzaniem. – Myślisz, że tak łatwo jest się pozbierać po czymś takim?! Jak ty czułabyś się na moim miejscu?

– Po prostu uważam, my wszyscy uważamy, że powinieneś zacząć żyć. – Mówi łagodnym tonem. – Jak długo zamierzasz tkwić w takim stanie? Bo ja uważam, że już dość tego, Karol. Już dość.

Siostra przekonuje mnie z mocą do swoich racji, a jej ostatnie słowa poruszają we mnie pewną czułą strunę tak, że nie jestem w stanie powiedzieć czegokolwiek. Przez chwilę obracam w głowie dwa krótkie słowa „Już dość”, jednak po chwili przytomnieję i na oczy znów opada mi czerwona zasłona złości.

– Jak mam zacząć żyć, kiedy ona tu jest?! Czy ty siebie słyszysz? – Wzdycham. – Nie wiesz, jak to jest, Karolina… Źle zrobiłaś. – Rozłączam się bez pożegnania i kopię kamyk, leżący obok mnie, a po chwili słyszę sygnał wiadomości.

 

KAROLINA: Przepraszam, chciałam dobrze. Pozwól jej zostać chociaż na tydzień, proszę.

 

– Dajcie wy mi wszyscy święty spokój! – Mówię podniesionym głosem w przestrzeń i postanawiam rozładować całą złość bieganiem. I choć zawsze ten sposób mi pomagał, to obawiam się, że teraz tak nie będzie.

Mimo obaw postanawiam spróbować i znaleźć się jak najdalej od niej i od znajomych rysów twarzy, których nie widziałem już tak długo, ale o których nigdy nie zapomniałem…

Kiedy zobaczyłem ją na tamtym peronie, poczułem się tak, jakbym miał déjà vu. Przez chwilę myślałem, że to Kamila. Kiedy jednak ta dziewczyna wstała, uświadomiłem sobie, że to ktoś inny. Mimo lekko zgarbionych pleców, zupełnie jakby wszystkie jej obecne problemy przytłaczały ją dosłownie i w przenośni, fakt, że Ilona jest od niej zdecydowanie wyższa jest niezaprzeczalny. Tylko dzięki temu w tamtym momencie zdałem sobie sprawę, że nie patrzę na Kamilę. Ale na tym koniec różnic, bo reszta elementów w jej wyglądzie jest zbyt boleśnie znajoma. Te same zielone oczy, długie i proste brązowawe włosy, piegi, mały nos, pełne usta i dołeczki w policzkach, które pojawiają się tylko, gdy uśmiecha się naprawdę szeroko.

Jak ja to wszystko bardzo dobrze znam z innego życia…

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania