Uratuj mnie - Rozdział 5 - Ten, w którym wszystko się zmienia

KAROL

 

Otwieram oczy. Jest już całkiem jasno, choć jest jeszcze wcześnie rano. To dziś. Najbardziej znienawidzony przeze mnie dzień w roku. Dlaczego akurat dziś nie mogłem pospać dłużej, żeby ten dzień był krótszy? Nie idę do roboty, nie dam rady… Musiałem wziąć wolne.

To już dwa lata od kiedy moje życie ostatecznie się rozsypało i nie było już, co zbierać. Czuję, jak całe moje ciało się spina, zaczynam się pocić, jest mi duszno, trzęsą mi się ręce…

To już dwa lata, a ja pamiętam wszystko, jakby to było wczoraj. Wciąż pamiętam i będę pamiętał do końca swojego życia. I dobrze mi tak! Będę cierpiał za swoje winy, bo przeze mnie czyjś świat się zawalił…

 

ILONA

 

Wstaję rano, gdy słyszę, jak Karol krząta się po domu. Zerkam na zegarek i dziwię się, że nie pojechał jeszcze do pracy. Choć kilka dni temu postanowiłam, że nie będę wścibska, to jednak jestem zbyt ciekawa powodu, dla którego zaspał. Może nadal źle się czuje po ukąszeniu przez osę? Niby zaglądałam do niego kilka razy w nocy tak dla pewności, czy nie dostał wstrząsu anafilaktycznego i wszystko było z nim w porządku, ale kto go tam wie...

Idę więc do kuchni, żeby sprawdzić, czy przypadkiem coś się nie stało. Może nawet przygotuję mu jakieś śniadanie... Wiem, że nigdy nie uda mi się odwdzięczyć za to, co dla mnie robi, ale robię, co mogę. Wychodzę właśnie z pokoju, kiedy o mały włos na niego nie wpadam.

– Oj, mało brakowało. – Uśmiecham się – Nie idziesz dziś do pracy?

– Nie. – Odpowiada sucho i kieruje się do swojego pokoju, nie reagując nawet na zaczepki Reksa.

– Jak się czujesz po ukąszeniu?

– Wyśmienicie! – Odpowiada z sarkazmem i znika za drzwiami, mocno nimi trzaskając.

Jest zły, ale oczywiście nie dowiem się, co się stało. Myślałam, że po tym, jak pomogłam mu po użądleniu przez osę, będzie dla mnie nieco łaskawszy. Ku mojemu rozczarowaniu okazuje się, że wcale nic się nie zmieniło, a być może teraz będzie jeszcze gorzej. Wydawało mi się, że wczoraj nawiązała się pomiędzy nami cienka nić porozumienia. Nawet udało mi się go rozbawić, a teraz… Kompletnie tego nie rozumiem.

– To tyle jeśli chodzi o dobre chęci. No nic, ominie go pyszne i pożywne śniadanie. – Zwracam się cicho do Reksa, drapiąc go za uszami. – Ty za to dostaniesz swoją porcję, chodź! – Wołam wesoło do psa. Wsypuję do miski Reksa jego ulubioną suchą karmę i sama zabieram się za śniadanie.

Po pożywnym posiłku staję przed otwartym na oścież oknem w kuchni i popijam malinową herbatę. Dzisiejszy dzień jest przepiękny. Na dworze, gdzie nie spojrzę, widzę soczystą zieleń i mnóstwo kwiatów. Upajam się ich zapachem. Ptaki ćwierkają jak szalone, słońce przygrzewa przyjemnie w twarz, a nade mną białe pierzaste obłoki suną po idealnie błękitnym niebie. Postanawiam wykorzystać dzisiejszy dzień na pranie, sprzątanie i oczywiście gotowanie.

Plusem tego, że Karol został dziś w domu jest to, że mogę wyłączyć telefon. Włączona komórka nie będzie mi potrzebna do kontaktu z nim, skoro jest za ścianą. Bardzo się cieszę z tego powodu, bo Marcin stał się nie do zniesienia. Wciąż próbuje się ze mną skontaktować, a do tego ostatnio zaczął wyzywać mnie od dziwek i szmat po tym, jak Karol odebrał mój telefon i zasugerował Marcinowi, że się z nim kochałam.

Całe szczęście zaraz zajmę się pracą w domu, więc choć na jakiś czas uwolnię od niego swoje myśli. Zanim zabiorę się do pracy, idę jeszcze do ganka i upewniam się, że drzwi wejściowe są zamknięte. Sprawdzam to już któryś raz dziś, zresztą jak co dzień, i wracam do kuchni. Zamykam otwarte na oścież okno i uchylam je od góry, aby nikt nie wszedł przez nie do środka. Następnie ubieram się w wygodne niebieskie szorty i białą bluzkę z krótkim rękawem. Włosy związuję w wysoki kok, żeby mi nie przeszkadzały i zabieram się do pracy.

Najpierw zajmuję się pościelą. Zdejmuję poszewki, a kołdry i poduszki wynoszę na taras. Zastanawiam się, czy zapukać do pokoju Karola i poprosić go o zdjęcie poszewek, ale się krępuję. Po chwili jednak uświadamiam sobie, że dzięki temu przy okazji sprawdzę, czy wszystko u niego w porządku. Wcześniej rano był nie w humorze, jak gdyby coś mu dolegało. Pukam więc do jego drzwi, a on po chwili otwiera je zamaszyście i ze złością pyta, czego chcę.

– Zmieniam pościel. Możesz zdjąć poszewki ze swojej? Upiorę je. Taki ładny dzień dziś. – Uśmiecham się delikatnie.

– Nie trzeba. Obejdzie się. – Odburkuje.

– To zajmie tylko chwilę.

Wzdycha przeciągle, ale cofa się i kieruje w stronę łóżka. Mam wrażenie, że coś pił, ale nie komentuję tego na głos.

– Tylko nie pierz ich w tym twoim kwiatowym płynie do płukania. – Upomina mnie z pretensją w głosie. – A już zwłaszcza nie pierz w nim moich ubrań, bo potem śmierdzą jak jakieś damskie perfumy. Robisz ze mnie pośmiewisko przed kolegami z pracy.

– Dobrze, nie będę tego robić. Przepraszam. – Odpowiadam urażona, przyglądając mu się, jak szarpie ze złością za poszewki i oddaje mi je, nawet na mnie nie patrząc. – Czy wszystko w porządku? – Pytam, zanim dociera do mnie, co chcę zrobić.

– W jak najlepszym. – Prycha z krzywym uśmieszkiem. – Nie jestem dziś w nastroju na pogaduszki, więc uprzedzam: daj mi spokój. Najlepiej w ogóle się do mnie nie odzywaj. Rób sobie to pranie, czy co tam masz do roboty, ale mi nie zawracaj głowy. – Wyrzuca poirytowany, przeczesując palcami jasne włosy, po czym nie czekając nawet na jakąkolwiek reakcję z mojej strony, zamyka mi drzwi przed nosem.

Czyli rozumiem, że twojej pościeli mam nie wietrzyć, największy gburze jakiego kiedykolwiek spotkałam? Pytam sama siebie w duchu i wycofuję się do łazienki nastawić pranie. Na odgłos ponownie otwieranych drzwi, odwracam się i napotykam rozsierdzone spojrzenie Karola, który trzyma w ręku puszkę z piwem. Wymija mnie, obrzucając jednym, szybkim i pełnym nienawiści spojrzeniem.

Nie wiem dlaczego, ale pod wpływem impulsu rzucam pościel na podłogę i podążam za nim do kuchni. Zupełnie jakby przed chwilą nie dał mi wyraźnie do zrozumienia, że mam dać mu spokój. Nic jednak nie poradzę na to, że coś w jego wzroku sprawiło, że stoję teraz kilka kroków od niego i patrzę, jak nerwowymi ruchami próbuje otworzyć nożem puszkę z piwem, bo zawleczka została urwana najprawdopodobniej po tym, jak pociągnął za nią zbyt mocno.

Obserwuję go w ciszy z boku, nie mając nawet pojęcia, czy w ogóle wie, że tu z nim jestem. W jego gwałtownych ruchach, zaciętym spojrzeniu i ustach, które lekko bełkotliwym tonem mamroczą przekleństwa jest tyle złości i gniewu, że aż robi mi się go żal. Jest w nim tyle złych emocji… Do tego ta piosenka, które leci teraz z radia na parapecie… Demons Imagine Dragons.

 

When you feel my heat, look into my eyes

It's where my demons hide, it's where my demons hide

Don't get too close, it's dark inside

It's where my demons hide, it's where my demons hide

 

Od razu przypomina mi się moja rozmowa z Karoliną i jej słowa o tym, że każdy, również ja i Karol, mamy swoje demony, z którymi musimy walczyć.

Jakie demony dręczą Karola? Jak mu pomóc? Zastanawiam się podczas, gdy on cały czas mocuje się z puszką.

Nagle przypominam sobie czas, kiedy w moim życiu było mi strasznie ciężko i choć wiele osób chciało mi pomóc, to ja nie potrafiłam nawet rozmawiać o pewnych sprawach. Chciałam komuś o wszystkim powiedzieć, ale nie mogłam, bo nie wiedziałam jak, a poza tym zwyczajnie bałam się przed kimś odsłonić. Miałam wtedy ochotę, aby wszyscy dali mi spokój, żeby nic do mnie nie mówili i zachowali dla siebie swoje złote rady w stylu „Uśmiechaj się więcej, to ci się polepszy” albo „Nie przejmuj się tym tak, nie warto”. Jak gdyby to było takie proste… Jak gdyby wystarczyło włączyć pewien przycisk w głowie i nagle zacząć myśleć i czuć zupełnie inaczej.

Marzyłam wtedy o tym, żeby wszyscy zamilkli i żeby ktoś mnie po prostu przytulił, tak od serca, i zapewnił, że wszystko będzie dobrze. Tylko tyle i aż tyle… Szkoda, że nikt na to nie wpadł i byłam ze wszystkim sama.

To dlatego pod wpływem tych wszystkich emocji, piosenki lecącej wciąż z radia, słów Karoliny, moich własnych doświadczeń i widoku Karola, który prezentuje się teraz jak kupka nieszczęść (wściekła i trochę wstawiona kupka nieszczęść), podchodzę do niego powoli. Kiedy staję tuż obok niego, drga lekko i wiem już, że przez cały ten czas nie był świadomy mojej obecności w kuchni. Wraca do mocowania się z puszką i nawet na mnie nie zerka. Dotykam delikatnie jego ramienia tuż powyżej łokcia i ostrożnym gestem, aby go bardziej nie zezłościć, odwracam go w moją stronę. Karol spogląda na moją dłoń na swoim ramieniu, a potem wreszcie patrzy w moje oczy i przez chwilę wygląda jak bezbronny, zagubiony, mały chłopiec. Jego rozbiegany wzrok przesuwa się po całej mojej twarzy i zatrzymuje się na moich oczach, a zdezorientowanie na jego twarzy powiększa się jeszcze bardziej, gdy przysuwam się do niego bliżej i ostrożnie go przytulam.

Czuję, jak w jednej chwili całe jego ciało się napina. W jednej ręce cały czas trzyma nóż, w drugiej puszkę, a pomiędzy nimi stoję ja i obejmuję go tak delikatnie, jak to możliwe, żeby go nie spłoszyć. Opieram głowę na jego ramieniu i wzmacniam uścisk, głaszcząc łagodnie jego plecy. Karol wypuszcza powietrze z płuc, jakby przez chwilę je wstrzymywał, a jego ciało się rozluźnia. Wzdycha przy tym tak, że czuję jego ciepły oddech na szyi oraz ruch jego klatki piersiowej na swojej. Może sobie to wyobrażam, ale wydaje mi się, że czuję również, jak niespokojnie bije jego serce.

Choć on nie odwzajemnia tego uścisku, tylko po prostu stoi z rękoma uniesionymi nieco w górze, jestem mile zaskoczona, że jeszcze ode mnie nie odskoczył, ani na mnie nie nakrzyczał. W pewnym momencie przez moją głowę mimowolnie przemyka myśl, że Karol ładnie pachnie. Jego perfumy, szampon do włosów oraz jego własny zapach tworzą całkiem przyjemną mieszankę… Odchrząkuję i postanawiam w końcu się odezwać.

– Cokolwiek cię dręczy, to minie i wszystko się ułoży, zobaczysz, Karol. – Odzywam się łagodnie i dla podkreślenia moich słów, ściskam go mocniej.

Nie zdążam powiedzieć już nic więcej, bo jego ciało znów się spina, a on sam odsuwa się ode mnie gwałtownie i patrzy na mnie z nienawiścią w oczach, aż odsuwam się od niego na krok.

– Nigdy więcej tego nie rób! – Syczy przez zęby z lodowatym wyrazem twarzy, odwraca się do mnie plecami i wychodzi, trzaskając drzwiami tak mocno, że aż podskakuję.

Postanawiam nie przejmować się jego wybuchem, ale i tak jest mi przykro. Zawsze staram się być dla wszystkich miła, nawet dla osób, za którymi nie przepadam, bo zdaję sobie sprawę, że nie da się lubić wszystkich, jednak wszystkim należy się szacunek. Tak jak ja nie przepadam za innymi, na przykład za osobami niezwykle ekspresyjnymi i głośnymi, tak kogoś może irytować ktoś tak spokojny, jak ja. Nie mam żadnych wrogów, nie lubię się kłócić, nie wyobrażam sobie, że mogłabym nagle zacząć się kogoś o coś czepiać, czy wykłócać o uznanie moich racji za wszelką cenę.

Tak samo postępuję z Karolem. Staram się wyszukać w pamięci słowa lub sytuacje, przez które tak mnie nie znosi, ale nic nie przychodzi mi do głowy. Mało tego, jestem pewna, że zachowywał się tak już od samego początku, od kiedy tylko spotkaliśmy się po raz pierwszy na peronie. Nic się od tamtej pory nie zmieniło, a pojutrze minie tydzień, odkąd tu jestem. Przez ten czas to on zawsze mnie prowokuje i pierwszy zaczyna się kłócić. Może taki już ma charakter… Ale przecież byłam świadkiem tego, jak był miły dla pani Zosi ze sklepu i tego swojego kolegi, którego spotkaliśmy parę dni temu na zakupach. Zupełnie, jakbym miała do czynienia z całkiem inną osobą. Tu musi chodzić o mnie, ale o co dokładnie?

Nie rozumiem, dlaczego tak mnie traktuje. Przecież nic mu nie zrobiłam, sam zgodził się tu ze mną być. Staram się schodzić mu z drogi. Piorę, sprzątam, gotuję, czasami przygotuję mu drugie śniadanie, żeby w ten sposób się mu odwdzięczyć za to, że mogę tu chwilowo mieszkać, a on i tak zachowuje się tak, jakby mnie nienawidził…

Kręcę głową i postanawiam zakończyć te bezsensowne rozważania i zająć się wreszcie praniem. Uwielbiam robić pranie i wywieszać je na dworze w taki słoneczny, ciepły dzień jak dziś, a potem zasypiać w pachnącej świeżością, letnim wiatrem i słońcem pościeli. Po rozwieszeniu ostatniego kosza z mokrymi ubraniami wracam do sprzątania. Odkurzam cały dom i myję wszystkie podłogi, ścieram kurze z mebli oraz szoruję kuchnię i łazienkę. Czuję przyjemne zmęczenie, ale i satysfakcję, bo lubię porządek. Potem wychodzę na godzinę do ogródka, żeby opielić grządki z warzywami, a zanim wracam do domu, bawię się przez chwilę z Reksem, nalewam mu wody do miski i idę do domu zabierać się za obiad, bo nie wiadomo kiedy zrobiło się już popołudnie.

Już z daleka słyszę wściekłe dźwięki You’re Gonna Go Far, Kid The Offsrping. Lubię tę piosenkę i też słucham jej, gdy jestem zła, a Karol ewidentnie jest dziś zły. Uświadamiam sobie, że od rana nie wyszedł z pokoju. Mam nawet zamiar zobaczyć, czy wszystko u niego w porządku, ale wtedy przypominam sobie jego ostrzeżenie, aby mu nie przeszkadzać. Postanawiam więc poczekać, aż przygotuję obiad i potem go zawołać, żeby zjadł. Może wtedy dowiem się od niego czegoś więcej.

Po kilku minutach krzątaniny w kuchni słyszę jednak głośny łomot dobiegający z jego pokoju, jakby coś ciężkiego spadło na ziemię. Potem następuje seria podobnych hałasów, jakby rzucał czymś o ściany. Zamieram w bezruchu, ale gdy słyszę dźwięk tłuczonego szkła, rzucam się biegiem do pokoju Karola. Otwieram szeroko drzwi bez pukania i po raz kolejny w przeciągu jednej minuty zamieram. W pokoju wszystkie krzesła leżą poprzewracane, książki, płyty i jakieś papiery walają się po podłodze, na dywanie leży potłuczona butelka po wódce, a na stoliku stoi sześciopak piwa. Brakuje czterech puszek. Do tego prawdopodobnie potłuczona szklanka i okropny smród alkoholu. A pośród tego całego bałaganu stoi on. Jest spocony i czerwony na twarzy. Jego wzrok mnie przeszywa, wywierca we mnie dziurę, kiedy tak stoi i ciężko dyszy, wpatrując się we mnie z wściekłością.

– Co. Ty. Tu. Kurwa. Robisz? – Cedzi powoli przez zęby, cały czas nie spuszczając ze mnie wzroku.

– Usłyszałam hałas i się wystraszyłam. Przyszłam tylko sprawdzić, co się stało. – Jąkam się, próbując usprawiedliwić swoje wtargnięcie. Serce zaczyna walić mi jak oszalałe.

– Kazałem ci dać mi spokój. Wyjdź stąd! No już, wynoś się! – Krzyczy tak głośno, że aż Rex zaczyna poszczekiwać, jakby chciał go upomnieć.

– Nie wyjdę, dopóki nie powiesz mi, co się dzieje. Przecież widzę, że coś się stało. – Zbieram się w sobie i mówię buntowniczo, podchodząc powoli do niego.

Zatrzymuję się jednak w pół kroku, gdy widzę porozrzucane, pogięte i porwane zdjęcia. Jest na nich z jakąś dziewczyną…

– O Boże. – Przykładam dłoń do ust zszokowana.

Zdjęcia pochodzą z różnych miejsc, znad morza, z Zakopanego, jakiejś zagranicznej wycieczki, imprezy, samochodu i kilku innych miejsc. Na każdym zdjęciu jest… moja sobowtórka.

Patrzę zszokowana na dziewczynę o identycznej fryzurze, długich i prostych, ale nieco ciemniejszych, brązowych włosach, rysach twarzy takie jak moje, zielonych oczach jak moje i piegach jak te, które widzę w lustrze każdego dnia…

Nie jestem w stanie wykrztusić z siebie ani słowa. Kątem oka dostrzegam ruch. To Karol podchodzi do mnie w kilku krokach, zatrzymuje się kilka centymetrów przede mną, chwyta za ramię i ciągnie za sobą w stronę drzwi. W pierwszej chwili daję się mu prowadzić, ale po kilku krokach otrząsam się z szoku i zapieram mocno nogami. Karol również się zatrzymuje i odwraca w moją stronę.

– Kazałem ci się stąd wynosić. Nie rozumiesz, co powiedziałem?! Nie chcę cię widzieć, nie chcę patrzeć na twoją przeklętą twarz! – Syczy wprost w moją twarz, potrząsając mnie za ramię po każdym słowie.

Patrzę na niego szeroko otwartymi oczami. Nigdy go takim nie widziałam. Do tej pory mimo tej całej niezręczności pomiędzy nami, czułam się przy nim bezpiecznie, a teraz nogi mam jak z waty i nie mogę się ruszyć, a w głowie słyszę szum. Chcę, żeby przestał, ale nie jestem w stanie wydusić z siebie ani słowa.

On jednak jeszcze nie skończył, jego słowa tną jak ostry nóż, sprawiają mi przykrość. Czuję łzy pod powiekami i gdzieś z tyłu głowy uświadamiam sobie, że przecież miałam być silna i przed nim nie płakać. Zabawne, że w takiej sytuacji myślę o takich rzeczach podczas, gdy on ciągle krzyczy.

– Nie rozumiesz, to powiem to jasno i dosadnie, może wtedy się ockniesz. Wypierdalaj z mojego pokoju i się tu, kurwa, nie pokazuj! Idź do siebie i po prostu tam siedź, do kurwy nędzy! – Rozkazuje mi i puszcza moje ramię.

Dyszy ciężko, ale to jeszcze nie koniec. Wymierza we mnie palec tuż przed moją twarzą i odzywa się kpiącym, bełkotliwym głosem:

– Widocznie jesteś głupsza, niż myślałem! Nie masz za grosz instynktu samozachowawczego. Pchasz się do mojego pokoju w najgorszym możliwym dniu. Wcale bym się, kurwa, nie zdziwił, gdyby się okazało, że to ty sama uganiałaś się za tym świrem, narobiłaś mu nadziei, a potem się na niego wypięłaś, to się chłopaczyna chciał zemścić. A tobie pewnie się to wszystko podobało!

Śmieje się, a jego śmiech i ostatnie słowa są jak kubeł zimnej wody. Robię zamach i z całej siły wymierzam mu siarczysty policzek. Milknie, chwytając się za miejsce, w które go uderzyłam i patrzy na mnie ze złością, niedowierzaniem i… zrozumieniem, jakby na ułamek sekundy ocknął się z pijackiego szału i zrozumiał swój błąd.

Ja też zrozumiałam swój błąd. Nie powinnam była wchodzić do jego pokoju. Nie powinno mnie tu w ogóle być. W tym domu. Z nim. Nie mogę tu zostać ani minuty dłużej. Ten cały pomysł, żeby się tu ukryć, był poroniony. Wybiegam szybko z pokoju i wpadam do „swojej” sypialni. Jestem cała roztrzęsiona. Nie widzę nic przez łzy, ale mimo to wyciągam walizkę i wrzucam do niej swoje rzeczy.

 

KAROL

 

– Co ja, kurwa, narobiłem?! – Pytam sam siebie, łapiąc się za głowę, gdy pierwszy moment obezwładniającej złości minął. – Popierdoliło mnie kompletnie! – Odtwarzam w głowie całą naszą rozmowę, a raczej mój krzyk i moje słowa, które ją zraniły. – Jak mogłem do tego dopuścić? – Nie dowierzam, że byłem zdolny do czegoś tak podłego.

Podchodzę do okna i otwieram je na oścież, mając nadzieję, że popołudniowe powietrze trochę mnie otrzeźwi. Rozglądam się zamglonym wzrokiem po pokoju i widzę porozrzucane puszki po sześciopaku piwa, prawie pustą butelkę wódki, przewrócone krzesła, rozbitą szklankę, pękniętą ramę łóżka i te cholerne zdjęcia. W mojej głowie pojawia się obraz Ilony i jej zszokowanej miny. Kiedy zobaczyła zdjęcia, krew odpłynęła jej z twarzy. Ona też to od razu zauważyła. Zauważyła, że Kamila jest do niej bardzo podobna. Przynajmniej z wyglądu. A ja zamiast jakoś to wszystko wytłumaczyć, rzuciłem się na nią jak jakiś wariat i jeszcze bardziej ją przestraszyłem.

W tamtym momencie była taka delikatna i bezbronna, a ja ściskałem ją z całej siły. Nie chciałem zrobić jej krzywdy, sprawić bólu ani jej uderzyć. Oczywiście, że nie. Po prostu trzymałem ją mocno, jakbym chciał podkreślić, że nie żartuję i ma mi dać spokój, jakbym chciał wbić jej do głowy to, że mówię poważnie. Nawet wtedy, gdy zobaczyłem jej łzy, nie mogłem przestać.

Boże…

Pewnie będzie mieć siniaki.

Co się ze mną dzieje?!

Cały czas mam przed oczami jej zbolałą twarz, widzę jak się trzęsie, jak się boi.

– Kurwa!

Nie mogę znieść tego widoku, a wyobraźnia wciąż podsuwa kolejne sceny. Widzę, jak rozwiesza pranie, wietrzy pościel, pracuje w ogródku, słyszę, jak sprząta i przygotowuje obiad w kuchni, a w międzyczasie znajduje czas na zabawę z Reksem, śmiejąc się w głos, kiedy rzuca mu piłkę.

Przypominam sobie, jak bardzo stara się nie wchodzić mi w drogę, jak szykuje mi kanapki do pracy, pomaga w zakupach, piecze ciasto, a potem denerwuje się nadmiernie, bo jedna część jest bardziej przypieczona niż reszta. Zupełnie niepotrzebnie, bo ciasto było pyszne.

Przypominam sobie, jak kiedyś wiatr powyciągał kosmyki jej włosów z kucyka, a ona rozpuściła je, odchyliła głowę do tyłu i zaczęła przeczesywać szczupłymi palcami fale rudawych, puszystych włosów, by potem ponownie związać je w wysoki kucyk, który podskakiwał przy każdym jej ruchu, kiedy podlewała konewką kwiaty w ogrodzie.

Tak cholernie się stara, a ja zachowałem się jak debil! Do tego ją wystraszyłem. To nie jej wina, że jest do niej podobna. Dlaczego nie mogę tego zrozumieć?! Czasami nie mogę znieść jej widoku, a przecież ona nie jest nią. Jest inna.

Miotam się po pokoju jak w jakiejś klatce. Postanawiam iść do Ilony i ją przeprosić. Staję pod jej drzwiami i słyszę jak pochlipuje, chodzi po pokoju, szura czymś, przestawia jakieś rzeczy, otwiera szufladę, a po chwili zamyka ją z hukiem. Biorę się w garść i pukam do drzwi. Cisza. Wszystko cichnie.

– Ilona, mogę wejść? Chcę ci tylko coś powiedzieć. – Nadal cisza. – Nic ci nie zrobię. Wchodzę. – Naciskam klamkę i słyszę głośne i stanowcze „Nie!”. Jestem już jednak jedną nogą w pokoju i zamieram na widok, który zastaję za progiem. – Co ty robisz? – Pytam niby spokojnie, ale w środku znów zaczynam się gotować.

Po chwilowym otrzeźwieniu nie ma już prawie śladu. Na oczy opada mi zasłona złości. Przez ułamek sekundy czuję również strach. Zaciskam ręce w pięści, ale staram się nie wybuchnąć. Widzę, jak Ilona siedzi na podłodze przed walizką, pakując do niej swoje rzeczy. Jest wystraszona, oddycha głęboko, a oczy ma szeroko otwarte. Rozchylone usta drżą, a twarz tonie w łzach. Po chwili jednak prostuje się, zaciska usta i odzywa się pozornie pewnym głosem:

– Pakuję się. Jutro, jak wytrzeźwiejesz, zawieziesz mnie na dworzec. Wracam do domu. – Oznajmia, po czym wraca do pakowania.

– Nigdzie się stąd nie ruszysz. Będziesz tu siedzieć, dopóki się od ciebie nie odczepi.

Widzę, że czuje się coraz bardziej niekomfortowo. Pewnie myśli, że zaraz coś jej zrobię. Ja natomiast czuję, jakbym spadał w przepaść. Stare rany otwierają się znów na nowo.

– Nie będę siedzieć tu z tobą pod jednym dachem i wysłuchiwać takich ohydnych słów. – Zwraca zapłakaną twarz w moją stronę, głos jej się łamie. – Wiesz jak się poczułam, kiedy tak do mnie mówiłeś? Jakby mnie ktoś walnął w twarz. Wiem, że nie powinnam była wchodzić do twojego pokoju tak, jak mnie uprzedzałeś, ale myślałam, że coś się stało. Jak ty byś się zachował, gdybyś usłyszał z mojego pokoju takie hałasy? Siedziałbyś z założonymi rękami?! – Tłumaczy z pasją. – Przepraszam, że cię nie posłuchałam i tam weszłam, ale…

– Przestań mnie ciągle przepraszać! – Podnoszę głos. – Nie mogę już tego słuchać. – Ilona znów zaciska usta i patrzy na mnie ze smutkiem.

– Wiesz, przyjechałam tu, bo miałam być tu bezpieczna, a wcale się już tak nie czuję. Do dziś bałam się jednej osoby, teraz boję się dwóch. Nie mogę więc tu z tobą mieszkać, bo po prostu się ciebie boję. – Szepcze cicho. Głos jej się łamie i ledwo powstrzymuje się przed płaczem. – To wszystko jest bez sensu, koniec z tym. Wracam do domu.

Stoję jak debil i czuję, że tracę grunt pod nogami. Znów kogoś zawiodłem, znów narażam kogoś na niebezpieczeństwo przez swoją głupotę. Nie mogę powtórzyć tego samego błędu. Przeczesuję włosy palcami zbyt mocno, żeby sprawić sobie ból, bo mam nadzieję, że to mnie otrzeźwi. Postanawiam ją zatrzymać, choćby nie wiem co, bo nagle czuję silny impuls, żeby ją chronić.

– Ilona, słuchaj, zareagowałem zbyt ostro. To się już więcej nie powtórzy. Nie podejmuj pochopnych decyzji, ogarnę się. Obiecuję! – Przekonuję z mocą, chwiejąc się lekko na nogach, ale widzę, że Ilona nie jest przekonana.

Otwiera usta, chce coś powiedzieć, ale zamyka je, przygryza dolną wargę, a po chwili odzywa się cicho:

– Muszę ci coś powiedzieć, bo czegoś tu nie rozumiesz. Widzę, że ewidentnie masz ze mną jakiś problem mimo, że teoretycznie nic ci nie zrobiłam. Po tym, co powiedziałeś wcześniej rozumiem już, że ty po prostu uważasz mnie za idiotkę i…

– Ilona… to… – Chcę wyjaśnić, że to nie tak, ale mi przerywa.

– Daj mi dokończyć. Myślisz, że to wszystko… że ta cała sytuacja, w której się znalazłam, to moja wina. Wkurzasz się więc, że musisz tu ze mną siedzieć i znosić moje towarzystwo, ale to nie tak. Marcin coś sobie ubzdurał od naszego pierwszego spotkania. Chodził za mną i nie dawał mi spokoju. Ja nigdy nie dawałam mu żadnych znaków. Żadnych! Rozumiesz? W ogóle nie był w moim typie, a jego bezpośrednie zachowanie od razu mnie od niego odrzucało. Mogę pokazać ci nasze sms-y.

Podchodzi do telefonu, odblokowuje go trzęsącymi rękoma i podtyka mi pod nos.

– Sam zobacz. Moje wiadomości są na biało, jego na niebiesko.

Przesuwa palcem po ekranie… Całym na niebiesko… Zatrzymuje się na białym dymku z krótką odpowiedzią. „Nie pisz do mnie takich sms-ów. Nie podoba mi się to. Nie rób tego nigdy więcej!”

– Wiesz, co mi napisał, że dostał ode mnie taką wiadomość? Nie? To słuchaj! „Pięknie wyglądałaś dziś w tej czerwonej sukience. Pasuje ci ten kolor. Jestem ciekaw, jakiego koloru była twoja bielizna. Też czerwona? Odezwij się, proszę.”

Zaciskam dłonie w pięści. Co za chuj! I do tego zboczeniec!

– Słuchaj kolejnej wiadomości, dostałam ją parę dni temu o drugiej w nocy. „Przez ciebie nie mogę spać. Zastanawiam się, w czym śpisz. Czy masz na sobie piżamę, seksowną koszulkę nocną na ramiączkach, bieliznę, którą ci wysłałem, a może leżysz w pościeli całkiem naga….?” Teraz przeczytam ci wiadomości z dziś. Pierwsza. „Dzień dobry, kochanie. Tęsknię za tobą.” Druga. „Wróć do domu, bardzo chciałbym cię zobaczyć.” Trzecia. „Wróć, nie zrobię ci nic złego”. Czwarta. „I tak cię, kurwa, znajdę, ty suko. Nie uciekniesz przede mną!!!”. Piąta. „Jak już cię dopadnę, to tak cię zerżnę, że nie będziesz mogła chodzić, ty szmato!” Szósta. „Przepraszam!!! Nie wiem, co we mnie wstąpiło, ale to ty tak na mnie działasz. Odbija mi, bo tak długo cię już nie widziałem. Wróć.” Do tego kolejne trzy wiadomości o podobnej treści, plus, kilka telefonów.

Podchodzi do mnie i wciska mi telefon do ręki.

– Czytaj! Czytaj wszystko od początku! Przekonasz się, że nigdy nie dostał ode mnie nawet pół słowa zachęty! – Wykrzykuje łamiącym głosem, a z jej oczu skapuje kilka łez. Biorę od niej telefon, ale od razu odkładam go na stół.

– Ilona, przepraszam.

Ilona spuszcza głowę i odzywa się już ze spokojem:

– Wyjdź, proszę. Jesteś pijany i chwiejesz się co chwila. Idź się położyć, a ja dokończę pakowanie. – Stara się mówić normalnie, a jednak widzę, że dużo ją to kosztuje.

Stoję jednak na środku pokoju i wpatruję się w nią tępo. Dotarło do mnie, że jeśli wyjedzie, będzie to oznaczało, że znów kogoś zawiodłem. I znów w podobnej sytuacji. Co za ironia, że historia, nawet tak nieprawdopodobna, lubi się powtarzać. Nie mogę pozwolić jej stąd wyjechać. Choćby nie wiem co, ona musi tu zostać.

 

ILONA

 

Jestem tak roztrzęsiona, że ledwo poruszam rękoma, pakując swoje rzeczy do walizki. Nie mogę jednak przestać tego robić, bo on wciąż tu jest i muszę się czymś zająć. Staram się na niego nie patrzeć i robić swoje. Liczę na to, że wyjdzie, jednak Karol się nie rusza. Zerkam w jego stronę i widzę jego zbolałą twarz. Coś w jego wzroku nie pozwala mi się odwrócić. Patrzę na niego z niemym pytaniem w oczach i po chwili zauważam zmianę w jego spojrzeniu. Jakby podjął decyzję. Zaraz odpuści i stąd wyjdzie. Jednak on siada na krześle z ciężkim westchnieniem i przeciera rękoma twarz.

– Ja też chciałbym ci coś powiedzieć. Jestem ci winien wyjaśnienia. – Mówi z trudem, jakby powstrzymywał falę silnych emocji przed przejęciem kontroli nad jego głosem. – To nie twoja wina, że taki jestem w stosunku do ciebie. Masz rację, że nic mi nie zrobiłaś. – Milknie i uśmiecha się do mnie blado.

– Chodzi o tę dziewczynę ze zdjęć? Tę, która jest do mnie tak bardzo podobna. – Pytam cicho, choć brzmię, jakbym stwierdzała fakt.

Karol potwierdza moje przypuszczenia, kiwając smutno głową.

– Byliśmy razem przez cztery lata. Kamila była moją pierwszą miłością. Nie będę wchodził w szczegóły. Byłem bardzo zakochany, świata poza nią nie widziałem, ale wszystko się skończyło, gdy dowiedziałem się, że zdradziła mnie z moim przyjacielem.

Marszczę brwi i przetwarzam w myślach jego słowa.

– Przykro mi. – Mówię szczerze ze smutkiem, bo nie wiem, jakie inne słowa byłyby odpowiednie w tej sytuacji.

– Bardzo to przeżyłem. Piłem, spałem, nigdzie nie wychodziłem, odciąłem się od wszystkiego i wszystkich, nic już nie miało dla mnie żadnego znaczenia. Po urlopie wróciłem do pracy do jednostki. Udawałem, że wszystko jest okej. Nikt nawet nie zwracał za bardzo na to uwagi oprócz mojego dobrego kumpla. On widział, co się ze mną działo, ale nie pozwoliłem sobie pomóc. W policji problem alkoholu jest bardziej powszechny, niż się wszystkim wydaje, więc…

– Więc choć niektórzy widzieli, co się z tobą działo, udawali, że jest inaczej, bo przecież każdy musi jakoś odreagować stres. Jeden krył drugiego. – Kończę za niego.

– Dokładnie. Trwało to jakiś miesiąc. Zajmowaliśmy się wtedy sprawą dziewczyny, która była prześladowana przez jakiegoś świra, jak ty. – Przełyka ślinę i patrzy na mnie smutnym wzrokiem. – Facet był poszukiwany, więc sprawa wyglądała trochę inaczej. Zaplanowaliśmy akcję, w której ta dziewczyna miała służyć jako przynęta. Jednak ktoś z naszych na miejscu zasadzki popełnił błąd, koleś wciągnął ją do samochodu i zdołał uciec. Mało tego, znalazł podsłuchy i szybko straciliśmy z nią kontakt.

Słucham tego wszystkiego z niedowierzaniem i przerażeniem, bo przecież to może spotkać i mnie.

– Jakimś cudem na postoju, kiedy płacił za paliwo na stacji, udało jej się do nas zadzwonić, ale ja byłem tak rozkojarzony, że nie udało mi się jej namierzyć. – Głos mu się załamuje, ukrywa twarz w dłoniach. – A był na to czas, Ilona. Mogłem to zrobić, gdybym nie myślał w czasie akcji o Kamili.

Nie wiem, co powiedzieć, więc po prostu słucham, co wydarzyło się dalej.

– W czasie, gdy na miejscu realizacji zrobił się młyn, kiedy nie udało nam się jej namierzyć, ten świr skapnął się, że dzwoniła na policję, pojechał z nią do pobliskiego lasu i zaczął okładać. Skatował ją strasznie. Odniosła różne obrażenia, a najgorsze było takie, że uszkodził jej wzrok i przestała widzieć na jedno oko…

Karol zaczyna płakać jak dziecko, a ja wstrzymuję oddech z przerażenia i ze współczucia.

– Co się z nią potem stało? Znaleźliście ją? – Chcę wiedzieć, ale nie wiem, czy zniosę odpowiedź na moje pytanie.

– Kiedy ją bił w lesie, stali na jakiejś drodze. Akurat nadjechało dwóch leśniczych, którzy go odciągnęli, wezwali karetkę i policję. To było dokładnie dwa lata temu. Co do dnia.

Nie wiem, co mam powiedzieć, ale wiem, że czasami gesty są lepsze niż słowa. Powoli podchodzę do krzesła, na którym siedzi i delikatnie go przytulam. Po raz drugi dzisiejszego dnia. Boję się, że tylko go zdenerwuję tym gestem, ale on chwyta mnie mocno za bluzkę na plecach i wtula swoją głowę w mój brzuch. Tym razem odwzajemnia mój uścisk i to on ściska moje ciało mocno jak w imadle. Cały czas łka jak mały, bezbronny chłopiec.

– Nie wyjeżdżaj! Jeżeli coś ci się stanie, to tego nie zniosę! Nie chcę, żeby ktoś znowu przeze mnie cierpiał… Obiecuję, że będę zachowywał się normalnie! Nie powiem, ani nie zrobię ci żadnej przyszłości, tylko zostań! Proszę! – Bełkocze błagalnym tonem, a ja już wszystko rozumiem.

– To dlatego zrezygnowałeś z pacy w policji i teraz pracujesz jako informatyk? Karolina mi o tym mówiła.

– Tak. Przez skok w bok Kamili straciłem kobietę, którą kochałem, najlepszego przyjaciela i pracę, która była moją pasją… Dla mnie jako byłego policjanta, faceta, po prostu człowieka, szczerość i zaufanie są bardzo ważne, a zdradziły mnie osoby, którym najbardziej ufałem. Rozumiesz?

– To dlatego tak się na mnie wyżywasz i mnie nienawidzisz? Bo ci ją przypominam?

– Nie nienawidzę cię, po prostu…

– A do tego moja sytuacja tylko jeszcze bardziej przypomniała ci o tamtych wydarzeniach?

– Tak. – Przyznaje szeptem.

– Nie wiedziałam o tym. Karolina nie mówiła mi o szczegółach twojego odejścia z policji.

– Rodzina o tym nie wie oprócz Izy, mojej siostry. Czułem do siebie odrazę i wstyd, więc im o tym nie powiedziałem. Po prostu odszedłem z policji. Myślą, że miałem dość tej pracy, a tak naprawdę to kochałem.

– Boże, Karol… Gdybym wiedziała, że przytrafiło ci się coś takiego, to nigdy bym tu nie przyjechała. – Odsuwam się od niego i siadam na krześle obok tak, aby spojrzeć mu w oczy. – Karol… – Zaczynam łagodnie. – Ja już wszystko rozumiem. Dziękuję ci, że mi o tym powiedziałeś, ale i tak nie jestem pewna, czy to dobry pomysł, żebym tu została. Będziesz się męczył, a nie chcę, żebyś przeze mnie cierpiał.

Patrzy na mnie z niedowierzaniem.

– Ilona, proszę. Błagam cię. – Szepcze i kładzie swoją dłoń na mojej dłoni, ściskając ją lekko. – Po tym wszystkim, co ci przed chwilą powiedziałem… Zrozum… – Wpatruje się we mnie intensywnie oczami szaleńca. – Nie możesz wyjechać. Zostań.

Przygryzam wargę i zastanawiam się, co zrobić. Jeśli zostanę, będę solą na jego rany. Jeśli wyjadę i, nie daj Boże, coś mi się stanie, załamie się. Postanawiam więc wybrać mniejsze zło.

– Dobrze, zostanę. Ale proszę cię, niech to, co się dziś stało… niech to się już nigdy nie powtórzy, bo tego nie zniosę.

– Obiecuję. Przepraszam jeszcze raz.

– Idź się położyć, a ja się rozpakuję. – Uśmiecham się do niego blado.

Karol nieśmiało odwzajemnia mój uśmiech, wstaje z krzesła, zataczając się przy tym lekko, i kieruje się do drzwi. Chwyta już za klamkę, ale w ostatniej chwili odwraca się i patrzy na mnie, siedzącą cały czas w miejscu, gdzie mnie zostawił.

– Nie jesteś jak ona. Jesteś do niej podobna tylko z wyglądu. Już to wiem, ale muszę to jeszcze tylko zrozumieć. Daj mi czas.

Karol wychodzi, a ja siedzę jeszcze przez chwilę przy stoliku. Czuję się jak szmaciana lalka bez siły ani energii. Ogrom wiadomości mnie przytłacza. Jestem tak wyczerpana, że czuję się, jakby to był tylko sen. Kładę się więc na łóżku, układam wygodnie na boku i zamykam oczy, żeby śnić dalej. Mam jednak nadzieję, że tym razem nie będzie to koszmar.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • DieCrivaine 2 miesiące temu
    No, ciekawa jestem jak to dalej się rozwinie... :)
  • lubiewiosne 2 miesiące temu
    Dowiesz się już niedługo :) Szósta część pod tytułem "Zły sen" pojawi się za kilka dni. Tradycyjnie: nowy tydzień, nowy rozdział :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania