Uratuj mnie - Rozdział 8 - Burza

KAROL

 

Kiedy dobiegamy do domu z żalem wypuszczam dłoń Ilony. Zostawiamy sprzęt wędkarski i ryby w ganku. Zdejmujemy przemoczone buty, a ja ściągam również koszulkę, która przylega ściśle do mojego ciała i powoduje tym samym nieprzyjemne uczucie chłodu na skórze. Poza tym, jestem ciekawy, jak zareaguje na to Ilona. Na pewno znowu się zarumieni. Chcę zobaczyć to jeszcze raz i nie mogę odmówić sobie tej przyjemności. Na razie nie zauważyła, że nie mam na sobie tej części garderoby. Rzuciła tylko pośpiesznie, że przyniesie ręczniki i zniknęła w łazience.

Po chwili wychodzi z niej z ręcznikiem zarzuconym na plecy i rozpuszczonymi włosami, z których woda skapuje na podłogę. Podnosi oczy, spogląda wprost na moją klatkę piersiową i staje jak rażona piorunem. A ja, kiedy widzę jej reakcję, jak rozchyla usta i mruży oczy, czuję ogień najpierw tam, na dole, a potem na całym ciele mimo, że trzęsę się z zimna.

Jestem facetem i mam proste potrzeby, ale nie spodziewałem się tego, że jej spojrzenie i wyraz twarzy wywołają we mnie aż taką reakcję.

To na pewno przez to, że dawno nie byłem z kobietą. Tak, to na pewno to, bo przecież nic innego.

Przez kilka sekund, które trwają wiecznie, Ilona wodzi wzrokiem po moich piersiach, ramionach i brzuchu, aż w pewnym momencie budzi się jak z jakiegoś letargu i odchrząkuje. Nie umknęło mi to, że tak jak przewidziałem, zarumieniła się. Chociaż to niemożliwe, wygląda jednocześnie uroczo, imponująco, kobieco, seksownie i niewinnie.

– Masz tatuaż. – Ciszę przerywa jej głos, który drży sam nie wiem czy z zimna czy z innego powodu. Dłonią odnajduje swój łańcuszek z zawieszką w kształcie róży wiatrów, kiedy podobny symbol widzi na mojej lewej piersi.

– Wygląda znajomo? – Pytam, unosząc kąciki ust i przechylam głowę lekko w bok, a wtedy ona spogląda zamglonym wzrokiem wprost na mnie.

– A ta strzałka pod spodem, co ona oznacza?

– To runa. Teiwaz. – Odruchowo dotykam palcami tatuażu, który wygląda tak, jakby ktoś zamoczył palec w czarnej farbie i narysował nim strzałkę skierowaną grotem do góry.

– Co symbolizuje?

– Między innymi męstwo, odwagę, sprawiedliwość i wierność.

– To runa w sam raz dla… – Ilona milknie i zerka na mnie speszona.

Wiem, co chciała powiedzieć. I jak zwykle miała rację. Teiwaz to runa wspierająca między innymi policjantów. Zrobiłem ten tatuaż w ciągu pierwszego roku mojej służby. Miał być moim talizmanem, tak jak łańcuszek z różą wiatrów jest nim dla Ilony.

Nie zamierzam rugać jej za to, co chciała powiedzieć. Już nie. Kiwam więc tylko głową i tym samym potwierdzam jej przypuszczenie. Cały czas wpatruję się w nią, chłonąc wyraz jej twarzy, który poruszył mnie dogłębnie.

W pewnym momencie nasze spojrzenia znów się krzyżują, a wtedy Ilona natychmiast się prostuje, przeczesuje włosy palcami, odchrząkuje i odzywa się już zupełnie opanowana:

– Tu są ręczniki. – Podaje mi je, patrząc gdzieś w bok. – Dwa ci wystarczą?

– Tak. Jasne.

Kiedy biorę od niej ręczniki, Ilona wycofuje się z powrotem do łazienki, zerkając ostatni raz na moje tatuaże na piersi, a ja nagle wyobrażam sobie, jak stoi za drzwiami i się przebiera… Czuję, że zaschło mi w gardle i zrobiło mi się gorąco… Udaję się więc szybko do swojego pokoju, żeby się wreszcie osuszyć i przede wszystkim zająć czymś ręce i umysł.

Co się ze mną dzieje?! Cholera jasna!

 

ILONA

 

Nie mogę się wysuszyć. Ręce trzęsą mi się niemiłosiernie z zimna i czegoś jeszcze… Chyba nigdy jeszcze się tak nie czułam. Kiedy zobaczyłam go bez koszulki, nie mogłam oderwać wzroku od jego nagiego ciała. Jestem pewna, że to zauważył i pewnie teraz się ze mnie nabija. Mogę już zacząć się zastanawiać, co mu odpowiem na jego kąśliwe uwagi, kiedy mi to wypomni…

Co za kompromitacja! Ale nie mogłam nic na to poradzić. Mój wzrok bezwiednie przesuwał się po jego piersiach, brzuchu, pępku i przede wszystkich ramionach. Mimo, że nie jest atletą ani modelem, to widok jego tatuaży oraz szerokich ramion zupełnie mnie rozbroił. Nagle przypomniało mi się, jak mnie przytulił, a ja czułam się w nich bezpieczna. Musiałam się mocno powstrzymać, żeby nie podejść do niego i znów w nich nie zatonąć. Chyba kojarzą mi się z bezpieczną przystanią, a będąc stale w poczuciu zagrożenia, nachodzą mnie takie myśli. No bo jak inaczej to wytłumaczyć?

Do tego ta róża wiatrów… Boże... Przez cały czas miał na sobie ten symbol. Był tam ukryty pod cienkim materiałem bluzek i koszul, a ja nic o tym nie wiedziałam. Nawet wtedy, gdy przyznałam się przed nim, jak ważny jest dla mnie ten symbol, on nic nie powiedział, aż nagle teraz…

Chryste…

Właśnie kończę się wycierać, kiedy uświadamiam sobie, że nawet nie wzięłam ubrań na przebranie z tego wszystkiego.

Cholera!

Owijam się ręcznikiem, przeczesuję mokre włosy palcami, żeby szybciej wyschły i wychodzę z łazienki, mając nadzieję, że nie natknę się na Karola. Właśnie zbliżam się do jego pokoju, kiedy on z niego wychodzi. Tym razem ma na sobie koszulkę, ale mimo to mój wzrok mimowolnie znów wędruje w kierunku jego ramion. Dopiero potem spoglądam mu w oczy i aż otwieram usta, widząc jego minę. Tym razem, to on wodzi spojrzeniem po moim ciele, okrytym tylko cienkim ręcznikiem. Nie mogąc odmówić sobie tej przyjemności, kiedy się ocknęłam, postanawiam z niego zażartować tak, jak on robił to ze mnie:

– Teraz ty się zarumieniłeś. – Udało mi się to powiedzieć lekkim tonem, a do tego się uśmiechnąć.

– To od słońca. – Odbija pałeczkę lekko zachrypniętym głosem, cytując moje wcześniejsze słowa, a ja mijam go i zmierzam do swojego pokoju, usatysfakcjonowana tym, że brzmiałam całkiem normalnie, a nawet nieco zaczepnie mimo, że serce tłucze mi się niespokojnie w piersi.

Kiedy przebieram się w suche rzeczy i po kilku minutach wchodzę do salonu widzę, że Karol stoi przy oknie.

– Przechodzi? – Pytam go, a on drga lekko, bo chyba nie słyszał, jak tu weszłam i odwraca się przez ramię.

– Nie. Nie widać, żeby się przejaśniało. Nieźle się zaniosło.

Siadam na kanapie, podciągam kolana pod brodę i obejmuję nogi rękoma. Moje włosy wciąż są jeszcze trochę mokre, bo nie chciałam włączać suszarki zbyt długo w czasie burzy.

– Boisz się? – Pyta Karol, siadając na kanapie z lekkim, kpiarskim uśmiechem na ustach.

– Nie. Bałam się burz w dzieciństwie, teraz nawet je lubię. To taki przyjemny dreszczyk emocji. Choć przyznaję bez bicia, że nadal nie przepadam za gwałtownymi i nocnymi burzami.

– Tak? A ja myślałem, że się boisz, bo tak się skuliłaś i do tego się trzęsiesz. Już nawet chciałem zaoferować ci możliwość wtulenia się w moje silne, ciepłe ramiona.

Przewracam ostentacyjnie oczami i kręcę głową.

– Po prostu trochę mi zimno. – Odpowiadam zgodnie z prawdą, a w duchu cieszę się, że napięcie między nami zelżało i znów swobodnie żartujemy.

– W takim razie zamiast moich ramion lepszy będzie koc. – Stwierdza swobodnym tonem i podaje mi szary kocyk z pomponami, który leżał obok niego na kanapie.

– Dzięki. Przyznaj się, że to ty się boisz.

– Ja? Oczywiście, że nie. A nawet gdyby tak było, to bym się przecież nie przyznał.

– Bo co? To wstyd się czegoś bać?

– Myślę, że są gorsze rzeczy, których należy się bać. – Karol nagle poważnieje, nawet na mnie nie patrząc, a ja chcę wiedzieć więcej.

– Czego się w takim razie boisz? – Odważam się zapytać i z bijącym sercem czekam na jego odpowiedź.

Jak do jasnej cholery od żartów przeszliśmy do tak poważnej rozmowy?

Widzę, jak próbuje przetrawić coś w swojej głowie. Czuję nieprzyjemne ukłucie w sercu, bo wiem, że dobrze zna swoje lęki, ale teraz po prostu myśli, czy mi o nich powiedzieć.

– Boję się, że znów ktoś będzie przeze mnie cierpiał. Gdyby tak się stało, nie wytrzymałbym tego. – Przyznaje się szybko na jednym wydechu tak, jakby chciał mieć to już za sobą.

Patrzę na niego i posyłam mu pokrzepiający uśmiech. Bardzo smutny uśmiech.

– Boisz się o mnie? Chodzi mi o to, czy boisz się, że przeze mnie znów będziesz czuł, że kogoś zawiodłeś, jeżeli on mnie znajdzie?

– Tak… ale to mało prawdopodobne, że cię tu znajdzie, więc nie myśl o tym.

– To ty nie myśl o tym w taki sposób. Nie przyjechałam tu, żebyś został moim ochroniarzem tylko, żebym mogła tu przeczekać, aż będzie bezpiecznie. – Przekonuję go stanowczym tonem i spoglądam prosto w jego oczy. Chcę, żeby zrozumiał, że naprawdę mam to na myśli.

– Przecież gdyby tu po ciebie przyjechał… – Zaczyna Karol, a ja mimowolnie się wzdrygam. – … to nie patrzyłbym na to z założonymi rękami, tylko bym go unieszkodliwił.

– Boże, jakie to wszystko poplątane. Ty martwisz się, że mnie zawiedziesz, ja zamartwiam się o to, że będziesz miał kłopoty… Najlepiej by było gdybym tu w ogóle nie przyjeżdżała…

– Nie mów tak. Przynajmniej czuję się potrzebny i jest tak, jakbym znów był policjantem… – Mówi ciszej, a ja zastanawiam się, czy dobrze słyszałam. Wspomniał o policji, temacie tabu…

Waham się, czy zapytać go o coś więcej, aż w końcu podejmuję decyzję.

– Tęsknisz za policją? – Pytam, a on prycha ze smutnym uśmiechem.

– Bardzo…

– Mogę być wścibska?

– Możesz próbować.

– Wtedy, dwa lata temu, wyrzucili cię z policji, czy sam odszedłeś? – Spogląda na mnie czujnie, aż czuję niepewność.

Może trzeba było go o to nie pytać?

– Sam odszedłem. Nie mogłem znieść myśli, że znów zrobiłbym coś źle.

– Chciałbyś wrócić?

– Nie przeciągaj struny. – Uprzedza mnie bez złości, a dzięki temu znam odpowiedź na swoje pytanie. – Koniec tego, teraz ja będę wścibski. – Uśmiecha się krzywo. – A ty, czego się boisz?

Wzdycham głęboko i zastanawiam się, czy odpowiedzieć mu na jego pytanie.

Co sobie o mnie pomyśli?

Obracam w głowie różne opcje, ale ostatecznie postanawiam mu o tym powiedzieć. W końcu on mi powiedział. Poza tym, niedługo każde z nas pójdzie w swoją stronę i już nigdy więcej się nie spotkamy…

– Boję się tego, że Marcin mnie znajdzie i zrobi mi krzywdę. – Kulę się pod kocem. – Ale jest jeszcze inna rzecz, której boję się chyba nawet bardziej. – Kątem oka widzę, jak Karol poruszył się niespokojnie.

– Co to takiego?

– Boję się samotności. Tego, że już zawsze będę sama, smutna i zgorzkniała i że nigdy nie będę mieć męża ani dzieci. – Słyszę, że przy ostatnich słowach mój głos lekko drży, a po policzku spływa łza.

Ten temat jest dla mnie bardzo drażliwy, bo już od jakiegoś czasu marzę tylko o tym, a niestety nie przybliżam się do spełnienia tego marzenia nawet o krok. Przez to, że muszę się teraz ukrywać mam nawet wrażenie, że się cofam, że coś mnie omija. Być może mój przyszły mąż jest gdzieś tam w świecie, a ja zostałam na jakiś czas z niego wykluczona.

Nie chcę nie wiadomo czego, chcę jedynie bezpieczeństwa, stabilności i rutyny z ukochanymi osobami u boku. Mam 27 lat i jestem sama, a moim największym marzeniem są mąż, dzieci, pies i dom. To takie pospolite marzenia, ale dla mnie nieosiągalne. Teraz bardziej niż kiedykolwiek.

Czytałam kiedyś taką książkę, gdzie dziewczyna, która zakochała się w chłopaku, dowiedziała się, że ten ma dziecko. Ukrywał to przed nią, bo bał się jej o tym powiedzieć. Po pewnym czasie, kiedy zdała sobie sprawę, że nie może bez niego żyć, zaproponowała, że spróbuje spędzić z nim i jego synem jak najwięcej czasu. Po jakimś czasie stwierdziła, że takie życie jej odpowiada i nie wyobraża sobie już żyć inaczej. Powiedziała wtedy takie słowa, które wryły mi się w pamięć… Powiedziała wtedy, że pewne drzwi otworzyły się w jej sercu, a ona przez nie przeszła. Wtedy pomyślałam sobie, że ze mną jest tak, że akurat te drzwi w moim sercu są otwarte od dawna tylko, że ja nie mogę przez nie przejść mimo, że bardzo tego chcę.

 

KAROL

 

Ilona ociera zbłąkaną łzę i śmieje się nerwowo.

– Ale ze mnie idiotka. Jeszcze tego brakowało, żebym się przed tobą rozpłakała. Dopiero będziesz miał używanie.

Natychmiast przysuwam się do niej na kanapie i szturcham delikatnie w ramię, próbując zmusić do tego, aby na mnie spojrzała.

– Aż tak złe masz o mnie zdanie?

– No wiesz… Nie zawsze byłeś dla mnie tak miły jak dziś. – Uśmiecha się do mnie, a mnie jest strasznie głupio na wspomnienie moich szczeniackich zachowań.

– Masz rację. Zachowywałem się jak złamas, ale wiesz dlaczego taki byłem. – Ilona kiwa głową. – Nie mogłem powstrzymać się przed tym, żeby ci nie dokuczać, bo jesteś taka podobna do Kamili. – Wzdycham ciężko i nie przestaję mówić, choć sam się sobie dziwię, że tak się przed nią zwierzam. – Przez Kamilę zwątpiłem w miłość i przyjaźń, szczerość i zaufanie. Wtedy, dwa lata temu, straciłem dziewczynę, przyjaciela i pracę, która była moją pasją. Nie wspominając już o nerwach, zdrowiu i innych równie ważnych rzeczach…

– Rozumiem cię, Karol i nie mam ci tego za złe. – Ściska moją dłoń krótko, ale mocno i uśmiecha się pokrzepiająco.

Jest dla mnie taka dobra!

Wpatruję się przez chwilę w jej zielone oczy, w których jeszcze błądzą łzy i uświadamiam sobie, że nie są zupełnie zielone, bo na obrzeżach tęczówek mają złote plamki. Postanawiam ją pocieszyć. Jeszcze tego by brakowało, żeby to ona musiała pocieszać mnie. Nie chcę dostarczać jej zmartwień. Chcę sprawić, żeby była szczęśliwa i w trakcie swojego pobytu tutaj zapomniała o tym psycholu.

– A co do tego, co przed chwilą powiedziałaś, to uważam, że na pewno go znajdziesz. Tego swojego męża i ojca twoich przyszłych dzieci. – Mówię z największą pewnością, na jaką mnie stać, cały czas patrząc na jej profil, choć z jakiegoś powodu czuję się dziwnie na myśl o jakimś facecie, który zostanie kiedyś jej mężem i ojcem jej dzieci. Ciekawe, czy jej pociechy będą do niej podobne?

W końcu Ilona spogląda wprost na mnie. Nigdy nie widziałem jej takiej. Ma smutne oczy, ale czai się w nich nadzieja.

– Naprawdę tak uważasz?

– Jestem tego pewny.

– Dlaczego jesteś tego taki pewny? – Dopytuje, mrużąc oczy, jakby mi nie wierzyła.

– Bo to niemożliwe, żeby ktoś taki jak ty, był sam. Jesteś miła i taktowna, uprzejma i wrażliwa, szczera i uczciwa. Potrafisz przyznać się do błędu, dobrze gotujesz i pieczesz smaczne ciasta. – Uśmiecha się i spuszcza głowę, a jej lśniące i już zupełnie suche włosy opadają kaskadą na jej policzek. – Poza tym świetnie radzisz sobie z prowadzeniem domu. Chyba nigdy nie było tu tak czysto. – Wodzę ręką dookoła siebie na potwierdzenie moich słów. – A ogródek nigdy nie był tak dokładnie opielany. Umiesz też udzielić pierwszej pomocy i zrobić zastrzyk z adrenaliny. – Śmiejemy się na to wspomnienie. – Do tego nie jesteś brzydka, kogoś znajdziesz, zobaczysz.

– Ładna też nie jestem, więc nie byłabym tego taka pewna.

– Teraz przesadziłaś. Chyba, że mówisz tak, bo domagasz się komplementów.

– Nie, no co ty. – Przewraca oczami.

– No tak. Bo przecież ty nie umiesz ich przyjmować. Ale mówię serio. Jesteś całkiem ładna i mówię to całkiem obiektywnie.

– Okej. To skoro jesteśmy przy tym temacie, a ty jesteś facetem i jesteś CAŁKIEM OBIEKTYWNY, to powiedz mi, co w moim wyglądzie może podobać się facetom? Jestem tego strasznie ciekawa.

Chyba zrobiłem dziwną minę, bo Ilona zastrzega:

– Ty to zacząłeś, więc teraz proszę, mów, a ja słucham. Jakie pozytywne cechy mojego wyglądu mam podkreślić, żeby czuć się pewniej?

Cholera, jak to się stało, że rozmawiamy na taki temat?

Nie chcę sprawić jej przykrości i wymigać się od odpowiedzi, więc postanawiam być z nią całkowicie szczery. Jeśli to poprawi jej humor, to co mi szkodzi? Przecież tylko rozmawiamy, jak kumple. Spoglądam więc na nią z udawanym zastanowieniem i staram się brzmieć swobodnie. Jestem przecież CAŁKIEM OBIEKTYWNY. Najpierw skupiam się na jej twarzy i spoglądam prosto w oczy.

– Masz ładne, zielone oczy, długie i fajnie podkręcone rzęsy. – Omiatam wzrokiem jej nos i policzki usiane piegami. – Urocze piegi. – Widzę, jak kręci głową i chce coś powiedzieć, ale jej na to nie pozwalam. Patrzę na jej pełne usta i przełykam ślinę.

Ciekawe jak smakują?

Masz zajebiste usta. Takie do całowania. – Na te słowa, szturcha mnie w ramię. – No co? Jestem przecież obiektywny. Poza tym masz nogi do nieba…

– Krzywe, ale to szczegół.

– Troszeczkę… Ale masz rację, to szczegół. Ale przede wszystkim jesteś normalna i dzięki temu nie będziesz sama.

Ilona spogląda na mnie z wdzięcznością i delikatnym, ale nieco mniej smutnym uśmiechem na twarzy.

– Dziękuję. To miłe co powiedziałeś. – Ilona cichnie na moment, ale po chwili znów odzywa się ze smutkiem i nutą goryczy w głosie: – Ale nadal nie rozumiem, dlaczego, skoro jak twierdzisz, nie jestem brzydka i mam parę zalet, wciąż jestem sama? Dlaczego nikt oprócz Marcina nie zwraca na mnie uwagi? To straszne uczucie kiedy czegoś bardzo chcesz, a mimo, że próbujesz, nie zbliżasz się do tego nawet o krok. – Jej głos znów zadrżał, aż przysuwam się intuicyjnie bliżej niej.

Widzę, jak po jej twarzy spływa nie jedna, ale kilka wielkich łez. Czuję się nieswojo, ale jednocześnie jest mi jej tak bardzo szkoda. Widać, że bardzo to przeżywa. Nie chcę, żeby płakała, więc ujmuję jej brodę i delikatnie przesuwam ją tak, aby na mnie spojrzała. Drugą ręką wycieram jej łzy, a potem zakładam za ucho zbłąkany kosmyk włosów.

– Nie będziesz sama. Znajdziesz go. Prędzej lub później, ale go znajdziesz. Jestem tego pewien. A jak nie… to odezwij się do mnie za parę lat i sam się z tobą ożenię. Jakoś się przemęczę… Wprawę ze wspólnym mieszkaniem już mamy.

Parska śmiechem i wyciera resztki łez.

– Uważaj, bo za parę lat serio tu przyjadę i zaciągnę cię przed ołtarz.

Śmiejemy się, a w pewnym momencie Ilona pyta mnie nieśmiało:

– Mogę się do ciebie przytulić?

Po jej słowach czuję, jak wokół serca rozlewa mi się coś ciepłego i promieniuje na całe ciało. Rozbroiła mnie tą cichą prośbą tak bardzo, że odzywam się dopiero po kilku sekundach:

– Jasne. – Przysuwam się jeszcze bliżej niej i obejmuję ją ramieniem, a ona układa swoją głowę tuż przy mojej szyi i oplata mnie jedną dłonią w pasie, a drugą na karku. Przekręcam głowę tak, że jestem w stanie powąchać jej włosy. Zaciągam się przyjemnym zapachem kwiatowego szamponu i nie mogąc się powstrzymać, zakręcam sobie miękki kosmyk wokół palca.

– Tak na marginesie dodam, że masz jeszcze jedną zaletę.

– Jaką? – Przesuwa głowę tak, że spogląda mi teraz w oczy.

– Masz przyjemnie miękkie włosy. Jak puch.

Uśmiecha się szczerze na moje słowa i oczywiście znów się rumieni. Na ten widok podążam za impulsem i całuję ją szybko w skroń. Na mój gest zastyga na dwie sekundy, uśmiecha się leniwie, wtula się w moją szyję i przytula się do mnie jeszcze mocniej.

Trwamy w takiej pozycji przez chwilę, aż w końcu ciszę przerywa Ilona:

– Karol, jest jeszcze coś. – Patrzy na mnie niepewnie i zakłada kosmyk włosów za ucho nerwowym ruchem.

– Tak?

– W niedzielę powinnam wrócić do siebie. Kończy mi się urlop i w poniedziałek muszę wrócić do pracy…

Czuję, jak cały się napinam na jej słowa. Dobrze wiedziałem, że do tego dojdzie, a z początku nawet wyczekiwałem z utęsknieniem dnia, kiedy miała stąd odjechać, ale teraz… Teraz coś się zmieniło. Nie może stąd wyjechać. Nie kiedy ten koleś tak się nakręcił. Poza tym… nie chcę jeszcze, żeby stąd wyjeżdżała. Przyzwyczaiłem się do jej obecności tutaj i nie wyobrażam sobie, że tak szybko miałoby jej zabraknąć w tym domu. Przełykam głośno gulę w gardle i staram się brzmieć spokojnie:

– Nie wydaje mi się, aby to był dobry moment. Myślę, że powinnaś zostać tu jeszcze na tydzień lub dwa.

– Umawialiśmy się, że będę tu przez dwa tygodnie.

– Dwa, trzy tygodnie, żadna różnica jak dla mnie. Nie przeszkadzasz mi. – Wyznaję szczerze, na co Ilona spogląda na mnie uważnie i uśmiecha się z wdzięcznością przez ułamek sekundy, ale szybko poważnieje.

– Ale nie mam tyle urlopu, muszę wrócić. – Jej głos drży lekko, a wzrok ma rozbiegany. Coraz bardziej nerwowo wykręca palce. Jeszcze chwila i zacznie panikować.

– Spokojnie, nie denerwuj się, coś wymyślimy. – Pocieszam ją i staram się wymyślić na szybko jakieś rozwiązanie. – Wiem! – Mówię zbyt głośno, ale nie mogę się powstrzymać. – Przecież jesteś tłumaczem, nie możesz pracować zdalnie?

– Teoretycznie mogłabym. Mam tu laptopa i internet, a nic więcej mi nie potrzeba do pracy, ale w biurze czasami pomagam obsługiwać obcokrajowców. Wiesz, przyjmować zlecenia, robić wyceny tłumaczeń dla nich, takie tam. Nie wiem, czy moja przełożona się zgodzi...

– To dzwoń do niej, najlepiej już zaraz!

Kilkanaście minut później Ilona wraca do pokoju z uśmiechem i ulgą na twarzy.

– Udało się? – Pytam ją, kiedy z powrotem siada obok mnie na kanapie, choć bardziej stwierdzam fakt, widząc jej minę.

– Zgodzili się, bo niedługo wakacje na uczelniach i do biura ma przyjść dwójka studentów na praktyki. Będą mieli więc pomoc. Na razie umówiłam się na pracę zdalną na cały lipiec, a potem się zobaczy.

– To super! Zostań w takim razie do końca lipca.

Naprawdę się cieszę na myśl, że będzie mogła spędzić tu jeszcze przez miesiąc. To naprawdę świetna wiadomość, że dalej będziemy tu wspólnie mieszkać.

– Co? To za długo... Nie mogę nadużywać twojej gościnności. Już i tak mam wyrzuty sumienia.

– Przestań. Nie ma problemu. Ale skoro nie chcesz zostać tu tak długo, to wyjedź na przykład za tydzień lub dwa. Choć mi nie będzie przeszkadzać, jeśli zostaniesz do końca lipca. Sama zadecydujesz. – Przekonuję ją, mając nadzieję, że da sobie pomóc.

Wreszcie mam szansę pomóc nękanej dziewczynie i zrobić to dobrze, nie popełniając żadnego błędu. Mam szansę wyrównać rachunki. Nie ma więc innej opcji, ona musi tu zostać.

– Dobrze, zastanowię się nad tym. Dziękuję. Jeszcze trochę będziesz musiał się ze mną pomęczyć. – Jej przekorny głos wyrywa mnie z zamyślenia.

– I vice versa. – Odpowiadam i wybuchamy śmiechem. – Swoją drogą, nie wierzę, że nie wpadłaś na pomysł pracy zdalnej. – Zagajam i widzę, jak Ilona rumieni się lekko i ucieka wzrokiem w bok.

– Tak właściwie, to od razu o tym pomyślałam, ale przecież nie mogłam sama się tu do ciebie wprosić. Ten pomysł miał wyjść od ciebie…

– Ech, Ilona. Trzeba było mówić od razu, że nie wyobrażasz sobie rozstania ze mną. – Droczę się z nią, a ona odbija pałeczkę:

– O, nie! Przejrzałeś mnie. I co teraz? – Udaje przerażenie, ale po chwili poważnieje. – Na pewno nie będę ci przeszkadzać? Gdybym zdecydowała się zostać tu przez cały lipiec... To jednak cały, długi miesiąc. Nie taka była umowa.

– Już mówiłem, że nie ma problemu, naprawdę. Do tej pory jakoś się nie pozabijaliśmy, choć czasami było blisko. – Patrzymy na siebie i uśmiechamy się do siebie porozumiewawczo. – Poza tym, może do tego czasu on da ci spokój. – Pocieszam ją, choć nie do końca wierzę w swoje słowa.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • domidomidomi 2 dni temu
    Uważam, że opowiadanie jest świetne! Fajna fabuła, trzyma w napięciu, wspaniały styl pisania.. Przyznam szczerze, choć wiem że dodaje Pani raz w tygodniu, codziennie odświeżam, by sprawdzić czy jest następna część 😅 w dodatku przeszukałam cały internet w nadziei zanlezienia tego opowiadania opublikowanego w całości wcześniej.. Niestety pewnie pisze Pani na bieżąco, zatem życzę ogrom weny i proszę o następną część jak najszybciej! 💙💙 pozdrowienia 🥰
  • lubiewiosne wczoraj o 22:08
    Dziękuję <3 Bardzo mi miło czytać taki komentarz, szczególnie, że ostatnio nie mam zbyt wielu powodów do radości... Dlatego tym bardziej cieszę się, że to, co piszę przypadło komuś do gustu. Naprawdę, bardzo, bardzo :) Rzeczywiście, dodaję jeden rozdział tygodniowo, a samo opowiadanie nie było nigdzie wcześniej publikowane, więc jest Pani jedną z pierwszych czytelniczek ;) Kolejna część już wkrótce, a żeby umilić Pani oczekiwanie, zdradzę, że w rozdziale dziewiątym pt. "Psychoanaliza" Ilona i Karol będą mieli jeszcze więcej okazji, żeby się lepiej poznać. Przed nimi m.in. przejażdżka rowerowa, szczere rozmowy, również o budzącym (zwłaszcza w Karolu) emocje temacie tabu, no i oczywiście tytułowa psychoanaliza. Tylko kto kogo będzie analizował? ;) Pozdrawiam!

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania