Uratuj mnie - Rozdział 4 - Pierwsza pomoc

KAROL

 

– Po prostu świetnie. – Mruczę do siebie pod nosem, kiedy przypadkiem dostrzegam gniazdo os pod dachem w szopie.

Jest czwartkowe popołudnie, a ja właśnie wróciłem z pracy i zauważyłem coś takiego. Co za pech! A miałem zamiar rozpocząć wieczór miłym akcentem – z puszką piwa i Play Station. W końcu mi się to należy za to, przez co obecnie muszę przechodzić. Ilona jest u mnie dopiero piąty dzień, a ja mam z nią same problemy.

Ciekawe, co wymyśli dziś? Chyba nic nie przebije tego, jak wczoraj niemal straciła przytomność po wzięciu leków na sen… Kiedy rano wyjeżdżałem do pracy, nadal spała. Wiem to, bo nie byłem pewny, czy wszystko w porządku, więc zajrzałem do niej na chwilę przez uchylone drzwi. Na szczęście już z daleka widziałem, że oddycha. Upewniłem się, że jej się nie pogorszyło i mogłem jechać do pracy nieco spokojniejszy.

Zerkam jeszcze raz na gniazdo i osy, które krążą wokół niego, bzycząc zaciekle. Nienawidzę tego dźwięku! Mam wrażenie, że te owady bzyczą gdzieś w mojej głowie. Brr...!

– Musimy się tego pozbyć, Rex. – Spoglądam na psa i uśmiecham się na widok jego ogona, którym zaczął merdać, jak tylko usłyszał swoje imię. – Przynajmniej będę mieć wymówkę, żeby nie wchodzić jeszcze do domu…

Znów mimowolnie wracam myślami do mojej tymczasowej współlokatorki. Ciekawe, co dziś poprzestawiała. Wczoraj wpadła na pomysł uporządkowania przypraw w kolejności alfabetycznej, żeby łatwiej i szybciej znaleźć to, co jest potrzebne w danej chwili. Przedwczoraj z kolei posegregowała książki na półkach w salonie tematycznie, kolorystycznie i jednocześnie pod względem ich wysokości. Powieści obyczajowe stoją więc teraz równiutko na jednej półce, wyżej kryminały, nad nimi literatura faktu, a najwyżej, na wysokości oczu, fantastyka. Zupełnie jakby wiedziała, że akurat takie książki czytam najczęściej. Pewnie domyśliła się tego, bo właśnie tych jest najwięcej. Nawet nie mam sił się z nią o to kłócić. W sumie lepiej jak zajmuje się takimi rzeczami, niż kiedy mnie zagaduje albo wyciąga na spacer…

Wzdycham zrezygnowany i kucam przed Reksem, który od razu staje przednimi łapami na moim kolanie. Mam wyrzuty sumienia, że nie poświęcam mu ostatnio tyle uwagi, co wcześniej. Ze względu na Ilonę wolę wracać do domu później niż zwykle, ale przez to nie mam zbyt wiele czasu na to, by tresować psa. Zarówno on i ja bardzo to lubimy i czerpiemy z tego wiele radości.

– Lepiej nam było, kiedy byliśmy we dwóch, prawda? – Głaszczę Reksa, który po chwili siada obok mnie. Wstaję i wracam myślami do mojego problemu.

Stoję właśnie na środku szopy, zastanawiając się jak pozbyć się gniazda os, umieszczonego pod dachem, kiedy do środka wpada Ilona wściekła jak… osa.

– Powiedz mi, że to wszystko nieprawda. Powiedz, że to mi się tylko śniło.

Doskonale rozumiem, że chodzi jej o wczoraj. Widocznie sama do końca wszystkiego za dobrze nie pamięta, więc chce dowiedzieć się ode mnie, co się z nią działo. Silę się na spokój, choć zdaję sobie sprawę, że sytuacja wymknęła mi się wczoraj spod kontroli. Nie dziwię się jej, że jest taka poruszona. Widzę niepewność, strach i nadzieję w jej oczach. Cóż… Będę musiał ją rozczarować. Postanawiam jednak zachować spokój, bo nie potrzebuję teraz jej krzyków i histerii.

– O co ci chodzi?

– Dobrze wiesz o co. Wsadziłeś mnie do wanny, a potem… a potem mnie ubrałeś. A na koniec zadzwoniłeś do Marcina! Jak mogłeś?

– To nie było tak. Gdybyś nie brała tych leków, to byś pamiętała, że nic ci nie zrobiłem. A już na pewno nie to, co myślisz.

– Więc wyjaśnij mi proszę, dlaczego po przebudzeniu miałam na sobie inne ubrania, niż założyłam wczoraj wieczorem? A do tego… nie miałam na sobie spodenek. – Mówi poruszona z twarzą czerwoną ze wstydu. – Wiem, że wczoraj wzięłam tabletkę na sen, bo zostawiłam opakowanie na szafce nocnej. Zawsze tak robię, bo na drugi dzień… – Zacina się i patrzy gdzieś w bok. – Nie czuję się najlepiej. To opakowanie, to takie przypomnienie. Rozumiem więc, skąd te białe plamy w mojej pamięci, ale doskonale pamiętam, że leki wzięłam tuż przed położeniem się do łóżka i byłam wtedy ubrana w inne ubrania niż te, w których się obudziłam. Wyjaśnij mi to! – Prosi mnie łamiącym się głosem, a jej klatka piersiowa faluje pod wpływem wzburzenia. Biorę głęboki wdech i wyjaśniam jej, jak było naprawdę.

– Wczoraj twój telefon cały czas dzwonił, a ty nie odbierałaś, więc wszedłem do twojego pokoju. Leżałaś bezwładnie na łóżku, nie mogłem cię dobudzić, a do tego zauważyłem opakowanie z lekami. Przeliczyłem je i okazało się, że brakuje sześciu i pół tabletek. Myślałem, że chciałaś sobie coś zrobić, więc wsadziłem cię do wanny… W UBRANIU – Podkreślam te słowa, patrząc na nią znacząco. – i polewałem wodą, żeby cię ocucić, bo nie byłaś do końca przytomna, a potem miałem zamiar zmusić cię do wymiotów. – Widzę, jak marszczy brwi z zagubieniem na twarzy, patrząc mi cały czas prosto w oczy. – W tamtym momencie się ocknęłaś, więc po prostu zaniosłem cię do pokoju…

– Zaniosłeś?

– No, nie było lekko, ale tak, zaniosłem cię. – Drażnię się z nią. – Nie byłaś w stanie siedzieć prosto, a co dopiero chodzić. No więc, potem znalazłem ci ubrania na przebranie. Spodenki też, na pewno widziałaś, jak leżą na łóżku, bo je tam zostawiłem. Przebrałaś się sama, a ja byłem w tym czasie odwrócony do ciebie tyłem…

– Zaraz, chwila. Nie mogłam usiedzieć, ale dałam radę się przebrać? – Przerywa mi podniesionym głosem. – To się nie trzyma kupy!

– Też się dziwię, jak to zrobiłaś, ale jakoś dałaś radę. To znaczy prawie, bo nie założyłaś przecież spodenek, tylko poszłaś spać.

– Kłamiesz. Pamiętam, że dzwoniłeś do niego, więc nie mogłam spać.

– W takim razie po prostu wydawało mi się, że spałaś. Twój telefon cały czas dzwonił, więc się wkurzyłem i go odebrałem. Ktoś dzwonił z nieznanego numeru, więc domyśliłem się, że to on.

– Domyśliłeś się? To nie wiesz tego na pewno?!

– Zapytałem, czy rozmawiam z Marcinem, a on powiedział, że może i tak.

– Dlaczego powiedziałeś mu, że jesteśmy parą?

– To był impuls. Pomyślałem, że może się od ciebie odczepi.

– No to uwaga, uwaga! Nie odczepił się! – Ilona zaczyna śmiać się nerwowo. – Rano włączyłam telefon i miałam od niego kilkadziesiąt połączeń i tyle samo sms-ów! Po co sugerowałeś mu, że uprawialiśmy seks, kiedy zadzwonił? To go tylko bardziej rozjuszyło! Jest teraz gorzej, niż było! – Krzyczy na mnie, a ja czuję, że tracę cierpliwość.

– Ilona, posłuchaj. Przedwczoraj ty zawaliłaś sprawę, wczoraj ja, jesteśmy kwita. Przykro mi, że nie daje ci spokoju, ale może powinnaś zmienić numer. – Odwracam się do niej bokiem i spoglądam w górę na gniazdo os.

Słyszę, jak Ilona nabiera powietrza i spodziewam się wybuchu, ale ona zaczyna mówić pozornie opanowanym tonem:

– To nie to samo. Nie zamknęłam drzwi balkonowych, ale ostatecznie nic złego się nie stało. Za to twoja rozmowa z nim tylko go rozwścieczyła. On teraz jest wściekły. Przeraża mnie. – Przyznaje niemal szeptem, a ja czuję się bardzo źle z tym, że to po części przeze mnie. – Trzeba było mnie nie ruszać, tylko wyłączyć ten pieprzony telefon…

– Nie chciałem źle. Nie wiedziałem, że bierzesz takie leki. Powinnaś mi była o tym powiedzieć, nie byłoby teraz tego problemu. – Odpowiadam z wyrzutem, siląc się na spokój i spoglądam w jej zagubioną twarz.

Ilona wzdycha głęboko, a po chwili odzywa się, zbijając mnie z tropu:

– Masz rację, przepraszam. Chciałeś dobrze i bałeś się, że chciałam sobie coś zrobić. W sumie, jak wyjaśniłeś mi, jak to wyglądało z twojej perspektywy, to widzę, że powinnam ci podziękować.

Co?

Patrzę na nią zaskoczony, bo nagle sytuacja zmieniła się o 180 stopni.

– Dziękuję, że tak się mną zająłeś wczoraj… – Nie wierzę, że ona serio przyznaje się do błędu.

Po raz pierwszy kobieta, która zaczęła ze mną kłótnię, przyznaje się do błędu i do tego jeszcze mnie przeprasza.

– Nie musiałeś tego robić, a mimo to zainteresowałeś się, co się ze mną dzieje. Dzięki, ale i tak uważam, że nie powinieneś był odbierać tego telefonu i mówić mu takich rzeczy. Przecież jako były policjant powinieneś wiedzieć, że takich osób jak Marcin nie należy denerwować i zachęcać do dalszego kontaktu.

Już wydawało mi się, że może Ilona jest całkiem w porządku, ale kiedy wspomniała o tym, że zrobiłem błąd mimo, że jako były policjant powinienem tego uniknąć, poczułem się jakby dała mi policzek w twarz. Otworzyła moje rany, przypomniała mi o tym, co kiedyś miałem i kim byłem oraz co straciłem…

– Kurwa, Ilona, stało się! Nic na to nie poradzę! Zmień ten cholerny numer telefonu i przestań histeryzować! A teraz wyjdź stąd, bo mam robotę do zrobienia.

Ze złością wkładam długie kalosze wędkarskie i płaszcz przeciwdeszczowy, aby zabezpieczyć się przed użądleniem os. Nie mam nic lepszego do ubrania, więc to będzie musiało wystarczyć. Kątem oka widzę, że Ilona nawet się nie poruszyła, ale nadal stoi w tym samym miejscu. Zerkam na nią i domyślam się, że toczy ze sobą jakąś wewnętrzną walkę. Ma zaciśnięte usta i patrzy na mnie morderczym wzrokiem.

– Wielkie dzięki za twoje złote rady! Co ja bym bez nich zrobiła? I przede wszystkim, jak żyłam bez nich do tej pory?! – Rzuca mi w twarz sarkazmem i energicznie wychodzi z szopy.

 

ILONA

 

Od paru minut próbuję się uspokoić. Przez moment widziałam, że Karol szczerze żałował, że wczoraj dał się tak ponieść. Przez chwilę było mi nawet głupio, że tak na niego naskoczyłam. W końcu chciał dobrze, pomógł mi… Ale kiedy na koniec zbagatelizował całą sytuację i mnie zbył, miałam ochotę rzucić się na niego z pięściami.

Co za buc! Człowiek nie do życia!

Karolina zupełnie nie tak opisywała mi swojego brata. Wspominała, że ostatnio się zmienił i stał się bardziej wycofany, ale nic nie mówiła o tym, że to uparty osioł, oschły dupek i przewrażliwiony gbur! I niby to ja jestem wrażliwa i histeryzuję?! On jest w tym sto razy gorszy!

– Policja to temat tabu, rozumiesz? – Przedrzeźniam go, dając upust swojej złości. – Nigdy więcej mnie o to nie pytaj, słyszysz?!

Może najlepiej niech w ogóle zakaże mi mówić cokolwiek. Co za idiota!

Siedzę właśnie na łóżku, wyobrażając sobie, że mówię mu te wszystkie słowa prosto w twarz, kiedy drzwi do mojego pokoju nagle się otwierają, a do środka chwiejnym krokiem wchodzi nie kto inny jak Karol.

O wilku mowa.

Patrzę na niego szeroko otwartymi oczami, a moje usta otwierają się bezwiednie na jego widok. Ubrany jest w wędkarskie kalosze za kolano i długi płaszcz przeciwdeszczowy, a na lewej dłoni ma rękawicę.

W pierwszej chwili jestem kompletnie zaskoczona jego wejściem i absurdalnością tej sytuacji, więc po prostu patrzę na niego z osłupieniem, nie mogąc wydusić z siebie ani słowa. Dopiero kiedy idzie w moją stronę, zataczając się, dostrzegam, jak ciężko oddycha i wiem, że stało się coś złego.

Wstaję szybko z łóżka, zapominając o tym, że jeszcze przed paroma sekundami wysyłałam go do diabła i do niego podbiegam. Podtrzymuję go za ramię i próbuję dowiedzieć się, co się stało.

– Co ci jest? Co się stało? – Czuję, że ledwo trzyma się na nogach, więc podprowadzam go do łóżka i pomagam mu się położyć.

Jezu, jaki on ciężki…

– Osa… – Mówi ledwie słyszalnym szeptem.

– Osa? – Powtarzam za nim, marszcząc brwi. – Użądliła cię osa?! – Pytam głośniej, kiedy domyślam się, co chce mi powiedzieć.

Karol potwierdza moje przypuszczenia kiwnięciem głowy, wpatrując się we mnie z niemałym przerażeniem, a ja w ułamku sekundy przypominam sobie zasady postępowania w takiej sytuacji.

Całe szczęście w liceum należałam do szkolnego kółka PCK, więc potrafię udzielić pierwszej pomocy w różnych ekstremalnych sytuacjach, również w takiej jak ta. Mimo, że czuję strach, staram się zachować zimną krew i nie panikować. Dobrze wiem, że liczy się czas i szybka reakcja. Zadaję więc Karolowi kilka pytań pewnym, mocnym głosem.

– Jesteś uczulony? – Kiwnięcie głową.

Cholera…

– Wyjąłeś żądło? – Kolejne kiwnięcie. – Gdzie cię użądliła? – Karol podnosi dłoń, na której nie ma rękawicy.

Pewnie zdjął ją, gdy wyjmował żądło. To bardzo ważne, aby zrobić to jak najszybciej, by jad nie rozprzestrzeniał się po organizmie.

Od razu zauważam miejsce użądlenia na zewnętrznej części dłoni tuż nad nadgarstkiem. Jest zaczerwienione, a nawet zdążył już pojawić się na niej bąbel.

– Czy tylko tu cię użądliła? – Kiwnięcie głową.

Dla pewności sprawdzam, czy nie ma ugryzień na głowie, szyi, wargach oraz w buzi. Użądlenia w tych miejscach są niezwykle niebezpieczne, bo mogą prowadzić do opuchlizny, a w efekcie do uduszenia. W międzyczasie zauważam, że Karol chce coś powiedzieć.

– A… Ad…

– Adrenalina? Gdzie jest?

– Kuchnia… – Mówi z trudem, ściskając krawędź mojej bluzki i patrzy na mnie szeroko otwartymi oczami.

– Tam, gdzie inne leki, w tej szafce narożnej z szybą? – Upewniam się, a Karol kiwa głową.

Odwracam się i biegnę w stronę kuchni w biegu zapewniając go, że zaraz wrócę. Po chwili wpadam do pokoju.

– Już jestem. Zaraz ci się polepszy. Trzymaj się, Karol. Wszystko będzie dobrze. – Staram się go pocieszać, mówiąc do niego pewnie i stanowczo w trakcie szukania leku.

– Taki zastrzyk daje się w boczną stronę uda, dobrze pamiętam? – Upewniam się, a kiedy widzę, jak Karol kiwa głową z grymasem bólu na twarzy i coraz większym przerażeniem w oczach, dodaję, że zaraz będzie po wszystkim.

Zdejmuję kalosz z jego lewej nogi i jednym stanowczym ruchem rozpinam płaszcz przeciwdeszczowy. Następnie przez chwilę mocuję się z paskiem jego spodni, a kiedy rozpinam mu rozporek zauważam, że Karol jest tym zmieszany.

Już nie jesteś taki chojrak, co? Mimo całej tej sytuacji nie mogę odmówić sobie tej drobnej uszczypliwości. Nie mówię tego jednak na głos, bo widzę, że mimo skrępowania Karol przede wszystkim po prostu się boi.

Opuszczam mu spodnie poniżej ud i trzęsącymi się dłońmi chwytam za strzykawkę. Przez ułamek sekundy waham się przed tym, co chcę zrobić. Wystarczy jednak szybkie spojrzenie na czerwoną twarz Karola i jego rozpaczliwą walkę o głębszy oddech, aby przyszło otrzeźwienie. Robię zastrzyk, modląc się w duchu, żeby nie dostał wstrząsu anafilaktycznego.

Po wszystkim chwytam go za ramię i ściskam je, aby dodać mu otuchy. Uśmiecham się pokrzepiająco, a on przymyka oczy. Następnie zadaję mu serię pytań, chcąc ustalić, czy nie ma objawów wstrząsu. Pytam więc, czy boli go głowa i czy ma mdłości, ale na szczęście na każde pytanie odpowiada przecząco. Cały czas obserwuję również jego usta i zaglądam do buzi, żeby upewnić się, że nie puchnie mu język. Dotykam też jego czoła, ale z ulgą stwierdzam, że nie ma gorączki. Ustalam, że ma jedynie trudności z oddychaniem i czuje okropny ból w miejscu użądlenia.

– Spokojnie, dostałeś zastrzyk, a to najważniejsze. Zaraz powinno ci się polepszyć, a jeśli nie, zadzwonię po pogotowie.

Karol kręci głową, ale nie zwracam na to uwagi.

Jakbyś mógł mnie w tej chwili przed tym powstrzymać…

Nie będzie miał w tej kwestii nic do powiedzenia. Jeżeli zobaczę, że zastrzyk nie działa, dzwonię po karetkę.

Czekając, aż adrenalina zacznie krążyć po całym jego ciele, przemywam mu miejsce użądlenia wodą utlenioną, a następnie przynoszę z zamrażalnika kostki lodu zawinięte w ścierkę i przykładam do bąbla. Cały czas monitoruję jego stan i zadaję serię standardowych, kontrolnych pytań. Na szczęście objawy wstrząsu nie pojawiają się, a do tego widzę, że zaczyna oddychać swobodniej.

– Już lepiej, prawda? – Uśmiecham się do niego.

Kąciki jego ust unoszą się delikatnie do góry i słyszę jego ciche "Tak". Mija kilka, może kilkanaście minut, kiedy z zamyślenia wyrywa mnie nieśmiałe "Dziękuję".

– Nie ma za co. Czujesz jakieś objawy wstrząsu anafilaktycznego?

– Nie… Już okej.

Karol próbuje podciągnąć spodnie, ale nie za bardzo ma siłę, jest jeszcze zbyt osłabiony. Pomagam mu więc i nie bez satysfakcji zauważam, że znów jest zmieszany tym, że zapinam mu rozporek. Tym razem jest jednak dużo bardziej speszony, bo nie boi się już tak bardzo o swoje życie jak wcześniej i całą swoją uwagę skupia na rozporku.

Dobrze ci tak. Myślę z przekąsem. Niech wie, jak ja czułam się dziś po tym, jak w mojej głowie zaczęły pojawiać się obrazy z wczoraj i jak zdałam sobie sprawę z tego, że widział mnie w majtkach i koszulce pod którą nie miałam stanika.

Przykro mi, że użądliła go osa, ale teraz, kiedy wiem już, że kryzys został zażegnamy, nie mogę powstrzymać się przed kąśliwymi uwagami. Nawet jeśli zachowuję je dla siebie.

Po chwili Karol próbuje się podnieść. Zmuszam go do poleżenia jeszcze przez jakiś czas, ale czuje się już na tyle dobrze, że siada na łóżku. Pomagam mu zdjąć płaszcz oraz drugiego kalosza i staram się wyperswadować mu pomysł pójścia do swojego pokoju.

– Poczekaj jeszcze chwilę. Skoro jesteś uczulony, to pewnie wiesz, że niepokojące objawy mogą pojawić się nawet po kilku godzinach.

– A skąd ty to wszystko wiesz?

– W szkole należałam do kółka PCK, jeździliśmy na różne szkolenia i warsztaty. Braliśmy też udział w licznych konkursach. Przykładałam się do tego, bo pierwsza pomoc to, coś, co warto znać, więc sporo pamiętam.

– Ja pierdolę, ale bolało.

– I chyba nadal boli?

– Trochę tak.

– Swoją drogą, jak to się stało, że użądliła cię osa, mimo takiego ubioru? Po co w ogóle się tak ubrałeś?

– Nieważne… – Odburknął nawet na mnie nie patrząc, a ja poczułam, że znów zaczyna się ode mnie odgradzać.

– Uratowałam ci życie, więc chyba możesz mi powiedzieć. – Karol zaciska usta i spuszcza głowę zrezygnowany.

– Próbowałem pozbyć się gniazda os z szopy. Jedna osa wleciała mi pod rękawicę, kiedy podniosłem rękę i zsunął mi się płaszcz. – Informuje mnie na jednym wydechu.

– Co?! Chciałeś sam zlikwidować gniazdo os mimo, że jesteś uczulony? – Nie wytrzymuję i zaczynam się śmiać. – Nie dalej jak dwa dni temu, dostałam od ciebie srogi ochrzan za to, że wybiegłam za psem z moją zerową kondycją, a dziś ty odwalasz coś takiego. – Kręcę głową z niedowierzaniem. – No, nie mogę!

– Jesteśmy więc kwita. – Ucina oschle dyskusję i próbuje wstać.

– Poczekaj, pomogę ci.

 

KAROL

 

Ilona asekuruje mnie, gdy podnoszę się z łóżka i kieruję się do swojego pokoju. Wciąż jestem jeszcze osłabiony, ale staram się tego po sobie nie okazywać. Już i tak się przed nią zbłaźniłem.

Po jaką cholerę sam chciałem pozbyć się tego gniazda?! Ilona ma rację, nie powinienem był tego robić zwłaszcza po tym, jak ochrzaniłem ją za tę całą akcję z Reksem. Czuję się jak debil i całkiem słusznie. Mało nie umarłem, tak mnie ścięło. Zdążyłem tylko szybko wyjąć żądło i dojść do domu. Dobrze, że poszedłem od razu do pokoju Ilony, bo sam nie dałbym rady zrobić zastrzyku, a prawdopodobnie ona by mnie nie usłyszała, a wtedy… Staram się o tym nie myśleć. Sytuacja została opanowana. Dzięki niej… A jeszcze chwilę przed użądleniem tęskniłem za czasami, kiedy w tym domu byliśmy tylko ja i Rex. Co za ironia…

Nie czuję się dobrze z tym, że coś jej zawdzięczam, ale taka jest prawda. Zachowała zimną krew i mnie uratowała. Była taka pewna w tym, co robiła. Nie spanikowała, a dodatkowo starała się cały czas dodawać mi otuchy, pocieszała mnie i informowała krok po kroku, co robi, żebym nie stracił z nią kontaktu. Skupiłem się na jej głosie i słowach, które do mnie mówiła i jakoś wytrzymałem. Przez te kilka chwil czułem, jakbym patrzył na zupełnie inną osobę.

Całe szczęście czuję się już znacznie lepiej i kiedy po chwili jesteśmy w moim pokoju, kładę się na swoim łóżku już bez jej pomocy.

Od razu lepiej. Wzdycham z ulgą. Spoglądam na Ilonę, żeby dać jej znać, że może już mnie zostawić i przyłapuję ją na tym, jak rozgląda się mało dyskretnie dookoła. No tak, jest w tym domu już piąty dzień, a jeszcze nie miała okazji być w moim pokoju.

– Rzeczywiście słuchasz wszystkiego po trochu. Masz bardzo dużo płyt. – Zagaja, stając przed regałem z moją pokaźną kolekcją płyt tak, że widzę teraz jej profil.

Nawet z tej perspektywy wygląda jak jej bliźniaczka… Gdyby zdjęła okulary, chyba byłaby do niej jeszcze bardziej podobna…

– Już mi lepiej. – Nagle chcę, żeby już sobie poszła. Daję jej to do zrozumienia, ale ona albo udaje, że nie rozumie mojej aluzji albo rzeczywiście jest bardzo zaabsorbowana moimi płytami.

– To dobrze, cieszę się. – Odpowiada, nawet na mnie nie patrząc i wyciąga jakąś płytę, która ją zainteresowała. – Masz nawet parę płyt z muzyką filmową, fajnie. Obejrzałeś kiedyś jakiś film tylko ze względu na ścieżkę dźwiękową?

– Tak, Teorię wszystkiego. – Odpowiadam po chwili zastanowienia chyba tylko po to, żeby zaspokoić jej ciekawość i, żeby mogła już stąd iść.

– Ja obejrzałam kiedyś Bandytę. Niezbyt lotny film, ale za to soundtrack przepiękny. Której płyty słuchasz najczęściej?

Co za głupie pytanie. Daj mi już spokój!

– Nie wiem, nie mam ulubionej.

– Serio? Na pewno masz swoją ulubioną. Taką, której słuchasz niezależnie od nastroju i którą najczęściej zabierasz do samochodu. Może to ta? – Bierze do ręki tę, która akurat leży obok odtwarzacza CD i uśmiecha się ciepło, odwracając się do mnie przez ramię. Zerkam obojętnie na płytę, którą unosi w moim kierunku i nie wierzę własnym oczom.

Only by the Night Kings of Leon.

Cholera.

Rzeczywiście, jakby się nad tym zastanowić, to właśnie tej płyty słucham najczęściej.

Znów to robi. Czasami ta dziewczyna wywołuje we mnie niepokój. Wszystko przez to, że zdarza jej się mówić takie rzeczy, jakby mnie znała już od dłuższego czasu. Albo Karolina mnie okłamała i nagadała jej o mnie więcej, niż mi się przyznała, albo Ilona jest dobrą obserwatorką, która umie wyciągać wnioski ze swoich obserwacji.

– Lubię ją, ale jak już mówiłem, nie mam ulubionej płyty. Każda ma w sobie coś, co lubię.

– W sumie racja. W końcu, gdyby tak nie było, to pewnie nie kupiłbyś tych wszystkich płyt. Od dawna je gromadzisz?

– Od liceum.

– Fajnie, zazdroszczę takiej kolekcji. Mi kiedyś było szkoda pieniędzy na płyty, ale parę lat temu zmądrzałam i od tamtej pory cały czas powiększam swoją kolekcję.

– Dużo ich już masz?

– Chciałabym mieć ich tyle… – Wykonuje okrężny ruch ręką, wskazując na regał przed nią. – Albo chociaż tyle… – Tym razem omiata gestem dłoni dwie półki zastawione płytami. – Nie pogardziłabym nawet taką ilością… – Dotyka górnej półki… – Ale niestety mam ich tylko tyle. – Wyciąga palce wskazujące u swoich dłoni i odmierza nimi około dziesięciu płyt, śmiejąc się przy tym z zażenowaniem.

Mimowolnie unoszę delikatnie kąciki ust, a wtedy ona odwraca się przez ramię w moją stronę i zaskoczona uśmiecha się szerzej, widząc moją reakcję. Szybko przybieram obojętny wyraz twarzy, na co Ilona spuszcza głowę i znów odwraca się w stronę płyt. Obserwuję, jak ze skupieniem ślizga wzrokiem półka po półce, aż w pewnym momencie wyciąga Miłość w czasach popkultury.

– O! Myslovitz. Też mam tę płytę. – Zerka na mnie, ale ja wcześniej odwracam wzrok i poruszam się zniecierpliwiony na łóżku.

Tym razem chyba zrozumiała aluzję, bo odkłada płytę na miejsce, podchodzi niepewnie do łóżka i krzyżuje ręce przed sobą.

Czego ona jeszcze ode mnie chce?

– Gdyby coś ci się działo, to mów. – Kiwam głową na znak, że zrozumiałem i zauważam, że Ilona przygląda mi się uważnie. – Karol, mówię serio. Przecież sam najlepiej wiesz, co się może jeszcze wydarzyć. Jak coś poczujesz, to od razu daj mi znać.

– Okej. – Mówię, ale widzę, że nie jest przekonana. Nadal stoi obok mojego łóżka.

– Będę tu do ciebie zachodzić i sprawdzać, czy wszystko w porządku, bo mam wrażenie, że sam mi tego nie powiesz.

– Nie trzeba. Zajmij się swoimi sprawami. – Upominam ją zbyt ostro, ale naprawdę nie mam ochoty, żeby tu więcej właziła.

W końcu Ilona spuszcza głowę, kiwa nią, jakby uznała, że mogła się spodziewać tego, że tak się zachowam i wychodzi. Opadam na poduszkę i jeszcze raz analizuję, co się właśnie wydarzyło, ale dosyć szybko moje powieki robią się ciężkie, aż w końcu zasypiam.

 

***

 

Nie wiem, ile czasu minęło, bo kiedy otwieram oczy, za oknem robi się już ciemno, a w pokoju panuje półmrok. Wydawało mi się, że słyszałem pukanie, ale widocznie mi się to śniło. Nagle ktoś wchodzi do mojego pokoju… To Ilona.

Czyli jednak mi się nie wydawało...

Zamykam oczy i udaję, że śpię, bo nie mam ochoty odpowiadać na jej pytania. Czuję się zdecydowanie lepiej, więc niech nie zawraca mi głowy, tylko po prostu zostawi mnie w spokoju.

Słyszę jej kroki, kiedy zbliża się do łóżka. Po chwili przy nim przystaje i zapada cisza. Chyba się nachyliła, bo poczułem jej zapach. Jakiś delikatny, kwiatowy.

Całkiem przyjemny.

Wydaje mi się, że nachyla się tuż nad moją twarzą. Tak! Czuję na policzku kosmyki jej włosów. Chyba sprawdza, czy oddycham. Nagle zamieram, kiedy przykłada dłoń do mojego czoła, a potem lewego, a następnie prawego policzka. Moje serce pomija chyba kilka uderzeń, kiedy czuję delikatne muśnięcia na swojej twarzy.

Co ona wyprawia?

Powinienem ją ochrzanić, ale nie mogę… Nie ruszam się więc, zaintrygowany, co zrobi dalej. Ona natomiast chwyta moją dłoń i robi to tak delikatnie, że niemal… czule.

Ty, debilu! Po prostu nie chce mnie obudzić! Strofuję sam siebie i czuję, jak muska opuszkami palców miejsce użądlenia, nakładając na nie jakąś maść. Kiedy odkłada moją dłoń na kołdrę, czuję zawód… Dawno nikt się mną tak nie opiekował.

Nie no, już całkiem mnie popierdoliło! To wszystko przez ten stres związany z użądleniem, bo przecież to nie jest normalne! Myślę i słyszę, jak drzwi do mojego pokoju się zamykają, a moje serce nadal tłucze się w piersiach jak oszalałe.

Za dużo tych emocji jak na jeden dzień, a przecież jutro wcale nie będzie lepiej. Będzie zdecydowanie gorzej, bo już jutro jest TEN dzień.

Średnia ocena: 4.5  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (5)

  • Jenefer 3 miesiące temu
    Miło i lekko się czyta, czekam na cd. :)
  • lubiewiosne 3 miesiące temu
    Bardzo dziękuję za komentarz. Cieszę się, że się podoba i mam nadzieję, że kolejne rozdziały również przypadną Ci do gustu :)
  • DieCrivaine 3 miesiące temu
    Fajny pomysł z tymi osami. Taki życiowy. Czekam na dalszy ciąg :).
  • lubiewiosne 3 miesiące temu
    Dziękuję! Bardzo się cieszę, że tak odbierasz ten rozdział, bo staram się opisywać takie sytuacje, które mogłyby wydarzyć się naprawdę - tak, żeby czytelnik uwierzył w opisywane wydarzenia. Tak więc taki komentarz cieszy podwójnie :)
  • DieCrivaine 3 miesiące temu
    I pewnie dlatego tak dobrze się czyta :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania