Uratuj mnie - Rozdział 9 - Psychoanaliza

KAROL

 

Po powrocie z pracy zastaję w domu to, co zwykle ostatnimi czasy. Ilona jest w kuchni, gdzie już czeka na mnie smakowicie pachnący obiad, a w radiu na parapecie gra muzyka. Tym razem jest to "Boom" zespołu X Ambassadors. Kiedy jednak staję w progu, dostrzegam, że obiad owszem, jest gotowy, ale Ilona zdecydowanymi, choć nieco nerwowymi i niecierpliwymi ruchami ugniata teraz ciasto.

– Widzę, że dzisiaj zaszalałaś.

– Co? – Odwraca się do mnie, a na jej twarzy majaczy niezrozumienie. Zauważam, że na włosach i policzku ma trochę mąki.

– Nie dość, że zrobiłaś obiad, to jeszcze teraz pieczesz ciasto.

– Musiałam się czymś zająć. – Odwraca się z powrotem w stronę stolnicy i znów rozgniata ciasto, wkładając w to chyba całą siłę, jaką ma.

– Co się stało? – Pytam, a Ilona wzdycha ciężko i zewnętrzną stroną dłoni zlepioną ciastem, próbuje włożyć za ucho niesforny kosmyk włosów, przy czym jeszcze bardziej brudzi sobie włosy mąką.

– Cholera jasna! Mógłbyś założyć mi to pasemko za ucho, bo zaraz mnie szlag trafi?

Przysuwam się więc bliżej niej i robię to, o co mnie prosiła, strzepując przy okazji mąkę z jej włosów. Zauważam również, że ma dziś zdecydowanie więcej piegów niż wczoraj. Musiała spędzić trochę czasu na słońcu.

– Dzięki. – Odwraca się z powrotem do ciasta i odpowiada na moje pytanie o powód jej zdenerwowania: – Marcin jest dziś wyjątkowo ohydny. Przez cały dzień przesyła mi zboczone i wulgarne sms-y, a do tego non stop dzwoni. Dosypiesz mi mąki? To ciasto nie chce się w ogóle wyrobić! Całe ręce mam sklejone. Już od paru minut je wyrabiam i nic!

– Spokojnie. – Uspokajam ją i wsypuję mąkę na stolnicę. – Bo wyjdzie zakalec. – Próbuję żartować, ale jej zabójcze spojrzenie mówi mi, że to nie najlepszy moment. – Wróciłem już, więc możesz wyłączyć telefon, a nim się nie przejmuj.

– To pomoże na chwilę, a potem znów będę musiała włączyć telefon, a on znów nie będzie dawać mi spokoju. Co ten idiota we mnie widzi? Nie rozumiem tego zupełnie. Że też akurat do mnie musiał się tak przyczepić! Ale masz rację, przynajmniej mogę już teraz wyłączyć telefon. Możesz to zrobić? Mam sklejone ręce, bo to pieprzone ciasto nadal nie chce współpracować!

Ilona jest coraz bardziej zdenerwowana, a jej głos coraz bardziej piskliwy. W pewien sposób jest to nawet urocze, ale oczywiście zdaję sobie sprawę, że sytuacja jest poważna. Kiedy więc znów dosypuję mąkę, staram się pocieszyć Ilonę.

– Zaraz będziesz mieć trochę spokoju. – Biorę do ręki jej telefon, a on zaczyna akurat dzwonić. Wciskam czerwoną słuchawkę i łapię zezłoszczone spojrzenie Ilony. – Masz pięć nowych wiadomości. – Informuję ją, siląc się na spokój.

– Odczytaj je. Ale nie na głos. Upewnij się tylko, że nie zrobił czegoś głupiego, w stylu: nie poszedł do mojej pracy i nie zaczął o mnie wypytywać. Wolałabym wiedzieć o takich rzeczach.

– Jasne. Musisz odblokować. – Podsuwam jej telefon, ale ona podnosi sklejone od ciasta palce i macha mi nimi przed twarzą z miną „Jak niby mam to zrobić takimi palcami, geniuszu?”.

– Wpisz 2106.

– To data twoich urodzin?

– Tak.

– To w przyszłym tygodniu.

– Nawet mi nie przypominaj.

– Ile lat tak właściwie skończysz?

– 28. – Przyznaje ze zbolałą miną, a ja zaczynam czytać sms-y, od których zaczyna mnie mdlić.

„Znajdę cię choćby i na końcu świata!!! Nie będziesz się przecież wiecznie ukrywać! W końcu wyjdziesz ze swojej nory, a wtedy zobaczysz, co z tobą zrobię!!!!”

„Ty, dziwko! Na pewno jesteś z tym kutasem. Jego też zajebię!!!!”

„Przepraszam!!! Już nie będę, nie miałem tego na myśli. Wróć…”

„Ilonka, kochanie… Nie pozostawiasz mi wyboru… Jadę do twojego domu rodzinnego”

„Właśnie wyjeżdżam z Warszawy. Odezwij się!”

– Ilona… – Zaczynam, siląc się na spokój, ale ona od razu wyczuwa, że coś się stało. Patrzy na mnie szeroko otwartymi oczami.

– Mów.

– On teraz jedzie do twojego domu rodzinnego.

– Co?! A to chuj!

Wzdrygam się lekko, kiedy tak klnie. To zupełnie do niej nie pasuje. Musi być naprawdę wkurzona.

– O której godzinie to napisał?

– Dwie godziny temu.

– No, żesz kurwa jego mać! Niech go szlag!

Ilona wyrywa mi telefon, brudząc go niewyrobionym do końca ciastem i rozmawia przez chwilę z mamą. Po kilku minutach streszcza mi to, czego się dowiedziała.

– Był u mnie w domu, ale już stamtąd odjechał. To było dosłownie parę minut temu. Powiedział, że jest moim kolegą z pracy i przyjechał dowieźć mi jakieś papiery do pilnego podpisania, co jest na marginesie beznadziejną wymówką. Był podobno bardzo wścibski, ale na szczęście rodzice nie zaprosili go do środka. Mama bardzo się zdenerwowała, że coś mi się stało, ale udało mi się ją przekonać, że zaszła jakaś pomyłka i Marcin źle mnie zrozumiał. Nie była zbyt przekonana.

– Ona nic nie wie o tym, że Marcin cię nęka?

– Oczywiście, że nie. Tylko by się martwiła, a ja przez to panikowałabym jeszcze bardziej. Ja pierdolę! Kiedy to się skończy? Co się tak krzywisz?

– Nie pasują ci przekleństwa.

– Bardzo mi, kurwa, przykro z tego powodu. – Odwraca się gniewnie plecami do mnie i znów rozgniata ciasto.

A więc Ilona czasami bywa zadziorna i butna. Ciekawe. Ale mimo wszystko i tak wolę jej stonowaną wersję. W końcu ktoś w tym domu musi być spokojny.

 

ILONA

 

– Przynajmniej ciasto mi się udało. – Mówię, wpatrując się w mocno wyrośnięte ciasto drożdżowe, które na razie znajduje się jeszcze w piekarniku.

– Rzeczywiście. – Przytakuje Karol, który pochyla się obok mnie i również zerka na ciasto. – A już myślałem, że będzie zakalec.

– To dlatego, że tak długo i mocno je wygniatałam.

– No. Nieźle się na nim wyżyłaś. Ale mam nadzieję, że twoje negatywne emocje nie będą wyczuwalne w trakcie jedzenia. – Znów próbuje żartować, ale tym razem uśmiecham się lekko.

– Możesz nie jeść w ogóle. Będzie więcej dla mnie. – Odgryzam mu się pięknym za nadobne, ale jest mi mimo wszystko trochę głupio za to, z jakiej strony dałam mu się poznać wcześniej. Nie jestem z tego dumna.

– Dobrze, już dobrze. Tak tylko pytałem.

Karol prostuje się i szuka talerzyków w szafce, a ja próbuję wyjąć ciasto, chwytając za brytfankę przez ścierkę. Niestety, parzę się o górną część piecyka w kostkę przy palcu wskazującym. Z moich ust wyrywa się donośne „Ała!”

– Oparzyłaś się?

Nie odpowiadam na głupie pytanie Karola, a po prostu podbiegam szybko do kranu i wkładam oparzoną rękę pod strumień z zimną wodą.

– Musisz bardziej uważać.

– No, co ty nie powiesz!

Karol szuka czegoś w apteczce, a ja po chwili przestaję chłodzić oparzone miejsce i wycieram dłoń do sucha.

– Cholera, będzie ślad.

– Usiądź i pokaż to. – Karol delikatnie popycha mnie na krzesło, a ja czuję, jak oparzone miejsce zaczyna mnie naprawdę mocno szczypać. Niby taka mała ranka, ale boli jak diabli. Siadam na krześle, a Karol chwyta moją dłoń. – Powinno się zagoić. Może nawet nie będzie śladu. – Ogląda uważnie oparzenie, a ja zaczynam czuć się nieswojo, kiedy trzyma moją dłoń tak delikatnie, jakby była z porcelany.

Przyglądam się skupionej twarzy Karola, a potem jego dłoniom, w których znajduje się moja. Lubię męskie dłonie, a te należące do Karola naprawdę przykuwają wzrok. Są o wiele większe od moich, silne, ale jednocześnie na swój sposób delikatne. Są piękne.

Boże, o czym ja myślę?!

Wysuwam swoją dłoń z jego uścisku i chwytam maść, którą położył wcześniej na stoliku.

– Daj to, pomogę ci. – Oferuje uczynnie, zabierając maść z mojej dłoni, kiedy ja nie mogę odkręcić zakrętki. Chyba dawno nie była używana i dlatego skleiła się z resztą tubki.

Potem znów chwyta moją dłoń, żeby posmarować oparzenie, ale z jakiegoś powodu, ja tego nie chcę. Jego dotyk i czujne spojrzenia rzucane spod rzęs za bardzo mnie rozpraszają. Owszem, wczoraj mnie przytulał i nie czułam się aż tak speszona, ale to było co innego. Byłam wtedy w rozsypce i potrzebowałam pocieszenia.

– Ja sama.

Karol wzdycha, ale wyciska trochę maści w miejscu oparzenia i zakręca zakrętkę, kiedy ja rozsmarowuję maść.

– Zauważyłem, że z ciebie jest taka Zosia-samosia. Lubisz brać sprawy w swoje ręce.

– Wychodzę z założenia, że sama o siebie mogę najlepiej zadbać.

– Ale z jakiegoś powodu jesteś tu ze mną.

Cholera, rzeczywiście. Gadam bez sensu. Ta sytuacja i jego dotyk wytrąciły mnie z równowagi.

– Po prostu są rzeczy silniejsze ode mnie. Oparzenie nie jest jedną z nich. – Odburkuję niezbyt miło i już tego żałuję.

– Czasami warto dać sobie pomóc. Są rzeczy, z którymi nie jesteś sama. – Mówi i patrzy mi prosto w oczy, a ja znów czuję się nieswojo. Czemu się dziś tak na mnie uwziął?

– A ty? Dałeś sobie pomóc? Bo z tego co mówiła Karolina, to zaszyłeś się tutaj i urwałeś niemal wszystkie kontakty! – Odgryzam się ze złością.

Mam już dosyć tej rozmowy i tego dnia, ale kiedy spoglądam na niego i widzę, że drga mu policzek, już wiem, że przesadziłam. Przecież chciał mi tylko pomóc, a ja wyładowuję na nim swoją złość.

– Jezu, Karol, przepraszam! – Staję przed nim i próbuję się wytłumaczyć. – Nie jesteś niczemu winien, nie powinnam tak do ciebie mówić. Nie wiem, co we mnie wstąpiło. Przykro mi i jeszcze raz cię przepraszam. – Kajam się ze skruchą.

– W porządku. Dobrze wiedzieć, że nie tylko ja w tym domu potrafię się wściekać. Ty też miewasz swoje momenty.

– Będziesz mi to teraz wypominał przy każdej okazji? – Pytam, choć bardziej stwierdzam fakt.

– Oczywiście. – Odpowiada zadowolony z siebie, szczerząc się szeroko.

No cóż, zasłużyłam sobie na to.

 

KAROL

 

Ilona była tak zdenerwowana tą sytuacją z Marcinem, że postanowiłem zabrać ją na rowery. Pierwszy raz widziałem ją w takim stanie i nie dziwiłem się, że początkowo nie chciała nigdzie jechać, ale w końcu stwierdziła, że może to nawet i lepiej, bo nie będzie myślała o tym palancie.

Jedziemy więc teraz w dość szybkim tempie jakby to, że jest taka zdenerwowana, tylko dodawało jej sił. Mijamy łąki, pola, sady i kierujemy się cały czas w stronę Wisły. Dopiero, gdy zatrzymujemy się nad jej brzegiem, Ilona uświadamia sobie, jak bardzo się zmęczyła.

– Kurcze, chyba narzuciłam zbyt szybkie tempo. Czuję, że będę mieć zakwasy. – Oddycha głęboko, masując się po udach.

– Wiesz, trochę ruchu ci nie zaszkodzi. Z twoją kondycją… – Dogryzam jej w żartach, żeby rozładować nerwową atmosferę, bo nie chcę, żeby była zdenerwowana. Jakoś to do niej nie pasuje.

– Ej, przecież ostatnio sam powiedziałeś, że nasze treningi zaczynają działać! Nie przesadzaj więc już.

Rzeczywiście, od kilku dni biegamy wspólnie, ale dopiero ostatnio poczyniła postępy i jest w stanie przebiec aż jeden kilometr bez zadyszki. To już coś, biorąc pod uwagę, że jeszcze nie tak dawno temu wypluwała płuca po przebiegnięciu kilkunastu metrów.

– No, tak, zapomniałem, że jesteś w stanie przebiec cały jeden kilometr bez zadyszki.

– Po prostu bieganie to nie moja bajka. – Odwraca się w moją stronę, odgarniając przy tym zamaszyście niesforne kosmyki z twarzy. Mam ochotę jej w tym pomóc. – Tak jak gotowanie nie jest twoją mocną stroną. Twoje przypalone kotlety było czuć w domu przez dwa dni.

– Nie odwracaj kota ogonem… – Już mam zamiar rzucić jakiś kpiący komentarz, kiedy Ilona rozpuszcza włosy nerwowym ruchem, uznając najwidoczniej, że zbyt dużo pasemek fruwa wokół jej twarzy i lepiej będzie, gdy zrobi sobie kucyk od początku.

Długie włosy opadają luźno na jej plecy i ramiona, a ja patrzę na to jak oczarowany. Obserwuję z boku, jak rozczesuje włosy palcami i rozdziela je na trzy pasma. O nie… Zamierza zrobić warkocz. Tylko nie to! Proszę, błagam ją w myślach, ale ona oczywiście, niczego nieświadoma, zaczyna zręcznie manewrować palcami spod, których wychodzi jej gruby warkocz.

– Lepiej wyglądasz w kucyku. – Kiedy wypowiadam te słowa, już jest mi głupio.

Po co to powiedziałem? Przecież to nieprawda. W warkoczu wygląda ładnie, ale problem w tym, że jest wtedy zbyt podobna do Kamili.

– A co ci do tego? – Prycha zdziwiona. I słusznie. Zachowałem się jak debil. – To moje włosy, więc mogę z nimi robić, co chcę.

– Przepraszam. Nie to miałem na myśli. Tak też jest dobrze, ale… w kucyku jest ci lepiej.

– Dziwny jesteś. Masz szczęście, że jestem już wystarczająco zdenerwowana na Marcina, więc nie mam sił wkurzać się na ciebie. Co to w ogóle miało znaczyć?

Cholera, ale się zbłaźniłem. Jedynym wyjściem z tej sytuacji będzie po prostu się przyznać. Z jakiegoś powodu zależy mi na tym, żeby się przed nią wytłumaczyć. Nie chcę, żeby myślała o mnie, że jestem dziwny i się jej czepiam.

– Po prostu Kamila zawsze chodziła w warkoczu… Jesteś wtedy do niej jeszcze bardziej podobna. Jak jeden do jednego. – Przyznaję skruszony, a na twarzy Ilony maluje się szok, osłupienie, a przez moment mam wrażenie, że nawet smutek. – Jezu, Ilona, przepraszam! Nie wiem, co we mnie wstąpiło. Nie powinienem się w ogóle na ten temat odzywać. To było głupie. – Kajam się, ale ona potrząsa tylko głową i szybko rozplątuje warkocz.

– Nie, w porządku. Nie będę cię drażnić swoją fryzurą. – Mówiąc to, brzmi całkiem szczerze i poważnie. Nie jest już ani trochę zdenerwowana.

Ostatecznie związuje wszystkie włosy w wysoki kucyk i proponuje, abyśmy ruszyli dalej. Jest mistrzynią taktu w przeciwieństwie do mnie…

Po przejechaniu kilku kilometrów zatrzymujemy się w starym jabłonowym sadzie. Długie i powykręcane na wszystkie strony gałęzie drzew, tworzą jakby dach nad alejkami, dzięki czemu panuje tu cień, a nawet lekki półmrok mimo, że jest przecież czerwcowe, letnie popołudnie.

Rozkładamy koc na trawie i siadamy na nim wygodnie. Wyjmuję z kieszeni garść czereśni, które zebraliśmy przed chwilą w sadzie pana Waldka, który mieszka kilka domów dalej ode mnie. Pomagam mu czasami z komputerem dlatego, jak pewnie słusznie podejrzewam, nie będzie miał nam za złe tych kilku owoców, zerwanych po kryjomu w trakcie przejażdżki tutaj. Podsuwam dłoń Ilonie, a ona bierze czereśnię i wrzuca ją do ust.

– Jesz mi z ręki. – Zauważam, przekrzywiając głowę w bok, a ona spogląda na mnie i wybucha głośnym, perlistym śmiechem, jakbym powiedział naprawdę dobry żart. Jestem z siebie bardzo zadowolony, że udało mi się poprawić jej humor.

– To prawda. – Przyznaje rozbawiona i sięga po kolejny owoc, ale tym razem, kiedy wkłada go do ust, spogląda wprost na mnie, a w jej oczach wciąż migoczą iskierki rozbawienia.

Nie wygląda jakby robiła to celowo, ale w jej geście jest coś niezwykle seksownego i uwodzicielskiego, aż odwracam głowę, zerkając wcześniej ostatni raz na jej usta. Ilona natomiast jak gdyby nigdy nic, kładzie się na plecach z ręką pod głową i przymyka oczy. Robię to samo i po chwili leżę obok niej.

Nie wiem dokładnie, ile czasu mija, może jest to zaledwie kilka minut, a może kilkanaście, ale w pewnym momencie prawie zasypiam. To dlatego, że nie odzywamy się do siebie z Iloną, ale wsłuchujemy w otaczające nas dźwięki przyrody. Takie milczenie zupełnie nie przeszkadza mi w jej towarzystwie. Jest mi tak błogo i spokojnie, że oczy same mi się kleją, a pod powiekami majaczą sny na jawie. To niezwykłe uczucie, któremu poddaję się bez walki.

– Już po osiemnastej. Chyba niedługo musimy wracać, bo jutro musisz wstać rano do pracy. – Z objęć snu wyrywa mnie jednak łagodny głos Ilony, aż wydaję z siebie jęk na jej słowa.

– Nienawidzę tej roboty! Może zadzwonię tam rano i się zwolnię? Myślę, że to niegłupi pomysł.

– Zdążyłam zauważyć, że nie jesteś fanem swojej pracy. Dlaczego więc jej nie zmienisz? Jako informatyk mógłbyś znaleźć lepszą pracę w wielu innych miejscach. Nie musisz pracować w korpo. – Czuję, że się poruszyła, więc odruchowo otwieram oczy i widzę, że położyła się na boku, podpierając głowę ręką i spogląda teraz na mnie czujnie.

Tak, mógłbym znaleźć inną pracę, ale to nie będzie policja…

– Wszędzie byłoby tak samo. Wszyscy czegoś ode mnie chcą. Ciągle coś nie działa, a to coś się zacina, a to internet za wolno chodzi… A czyja to wina? Oczywiście informatyka. Kiedy wszystko pięknie działa, nikt nie pomyśli, że to dzięki mnie, ale jak coś się sypie, to od razu pretensje.

– Myślałeś o tym, żeby wrócić do policji? – Pyta nieśmiało, ale ja i tak zerkam na nią szybko i wbijam w nią mordercze spojrzenie.

Jak mogła mnie o to zapytać? Przecież wie, że to dla mnie temat tabu. Siadam na kocu i przecieram lekko zaspane oczy. Kątem oka dostrzegam, że Ilona również usiadła.

– Nie patrz tak na mnie. – Mówi obronnym tonem i sadowi się wygodniej na kocu, wyciągając przed sobą swoje długie do nieba nogi w krótkich szortach. Przełykam ślinę. Często narzeka na to, jaka jest wysoka, ale czy pomyślała, że dzięki temu ma tak zajebiste nogi? – Po prostu kiedy mówisz o swojej pracy w korpo, widać jak na dłoni, że jej nie cierpisz, ale kiedy mówisz coś o policji mimo, że robisz to naprawdę rzadko… – Akcentuje wyraźnie ten zarzut. – … twarz ci się rozjaśnia i się uśmiechasz. Smutno, ale jednak się uśmiechasz. – Kończy ciszej.

– Policja to skończony etap i dobrze o tym wiesz. Nie wspominaj o tym nigdy więcej! Nie wiesz, jak to jest! – Wypluwam z siebie zbyt ostro. Zdaję sobie z tego sprawę, a jednak nie mogę się powstrzymać.

– Znowu to robisz. Czasami traktujesz mnie tak, jak policjant traktuje kryminalistkę. Stanowczy ton nieznoszący sprzeciwu, surowe spojrzenie, pierś do przodu, cały się napinasz. Mam wrażenie, że zaraz wypiszesz mi mandat. – Mówi pół żartem, pół serio, ale mi wcale nie jest do śmiechu.

– W takich chwilach żałuję, że nie jestem policjantem, bo rzeczywiście czasami za wywlekanie tego tematu z chęcią wypisałbym ci mandat za niestosowanie się do poleceń funkcjonariusza na podstawie artykułu 65a Kodeksu wykroczeń. – Odbijam pałeczkę gorzkim tonem i mam nadzieję, że ten temat jest już skończony, jednak Ilona dopiero się rozkręca, jakby z jakiegoś powodu uparła się, żeby koniecznie ze mną o tym porozmawiać. Zupełnie jakby miała w tym jakiś cel…

– Wiesz co zaobserwowałam? – Pyta, nie czekając wcale na moją odpowiedź, bo od razu przechodzi do sedna. – Zauważyłam, że jesteś raczej spokojny, cierpliwy i opanowany, co pokazałeś już nie jeden raz przy okazji różnych sytuacji, ale temat służby w policji zawsze wyprowadza cię z równowagi. Nie ma drugiej takiej kwestii, która tak by na ciebie działała, oczywiście oprócz naszych początków i tego, że nie mogłeś mnie znieść z wiadomych powodów, ale to przecież też ma związek z policją. Tak jak i to, że nie cierpisz swojej obecnej pracy. A wiesz dlaczego? Bo to nie jest policja. Nie znosisz tego, że pracujesz w korpo, brakuje ci adrenaliny i poczucia, że świat dzięki tobie jest bezpieczniejszy i lepszy. To dlatego tak dużo biegasz, a już zwłaszcza rano. To, że chce ci się wstawać tak wcześnie, żeby zdążyć pobiegać przed pracą, ewidentnie wygląda mi na to, że robisz to celowo, żeby spuścić trochę pary. Bieganie to twoje hobby, coś, co cię relaksuje, poprawia humor i odciąga twoje myśli od pracy, która cię nie satysfakcjonuje. Tak samo było, kiedy tu przyjechałam. Ciągle biegałeś, byleby tylko nie spędzać ze mną zbyt dużo czasu, bo mnie nie znosiłeś. Już tak na mnie nie reagujesz, bo to przepracowaliśmy, pogadaliśmy szczerze, poznaliśmy się i się polubiliśmy. Temat policji też musisz z kimś przegadać, najlepiej ze specjalistą. Psycholog pomógłby ci pozbyć się tej złości i wściekłości, która wiąże się z policją. – Ilona cichnie na chwilę, nie spuszczając ze mnie czujnego wzroku. – Nie muszę nawet pytać, czy to wszystko, co ci przed chwilą powiedziałam to prawda, bo wiem, że mam rację. Widzę to po tym, że policzki ci drgają, a zawsze tak się dzieje, kiedy się denerwujesz. O tu, w tym miejscu. – Wierzchem dłoni muska krótko i delikatnie mój lewy policzek, a potem prawy. – I tu.

Ilona spogląda mi w oczy, a wyraz mojej twarzy sprawia, że czerwieni się pod wpływem mojego spojrzenia, spuszcza głowę i zaczyna nerwowo bawić się swoimi palcami, rzucając mi tylko kontrolne spojrzenia, jakby chciała pokazać, że nie obawia się mojego wybuchu. Mimo to zdaje sobie sprawę z tego, że przesadziła i zapewne boi się mojej reakcji.

Ja jednak nie jestem w stanie w żaden sposób zareagować na jej wywód, bo jestem kompletnie sparaliżowany tym, jak trafnie mnie rozszyfrowała. Zupełnie rozbroiła mnie swoją spostrzegawczością i umiejętnością łączenia faktów. Mogłaby pracować w dochodzeniówce, bo ma rację. Wszystko się zgadza. Tak się właśnie czuję i ona to zauważyła, a nawet jeśli zdawałem sobie sprawę z niektórych rzeczy jedynie podświadomie, to kiedy powiedziała je na głos, naprawdę uświadomiłem sobie, jak bardzo przeszłość rzutuje na moją teraźniejszość.

– Już mówiłem, że nie zamierzam o tym rozmawiać. – Nie daję po sobie poznać, jak bardzo poruszyły mnie jej słowa, więc zbieram się w sobie i jak gdyby nigdy nic, odzywam się jak najbardziej opanowanym tonem i zmieniam temat: – Jutro planuję jechać na zakupy. Jedziesz ze mną?

Aż sam się sobie dziwię, że się na to zdobyłem i zamiast zrobić jej awanturę, z zewnątrz jestem oazą spokoju. Chyba nadal jestem w szoku po jej „psychoanalizie”. Ona też jest zdziwiona, bo patrzy na mnie jak na wariata albo przynajmniej jak na osobę, co do której nie jest pewna, czy usłyszała cokolwiek z tego, co jej powiedziano. Rozchyla usta, marszczy brwi, zagryza dolną wargę, odgarnia włosy z twarzy, kręci energicznie głową i nie daje za wygraną.

– Ty nadal zachowujesz się jak policjant. – Mówi spokojnie mimo mojego uniku, a ja mimowolnie na nią zerkam. Niech lepiej nie przeciąga struny. Czuję, że za chwilę wybuchnę tak jak zawsze, ale jednocześnie jestem ciekaw, co ma na myśli. – Zawsze dokładnie sprawdzasz, czy wszystkie drzwi są pozamykane, a kiedy jesteśmy poza domem, na przykład w sklepie, pozostajesz czujny i cały czas rozglądasz się dookoła. A poza tym, dobrze pamiętam, jak na początku, niedługo po tym, jak tu przyjechałam, pobiegłeś za mną do lasku na górce, bo wydawało ci się, że widzisz Marcina przed domem albo wtedy, na parkingu pod kościołem, kiedy wydawało mi się, że to ja go widzę, ty intuicyjnie zasłoniłeś mnie swoim ciałem. To było… – Szuka odpowiednich słów, a mnie robi się cieplej na sercu, że to zauważyła. – ...urocze i takie… rycerskie z twojej strony. – Czerwieni się lekko i podciąga nogi pod brodę, a mną w środku targają emocje. – Ty nawet jak stoisz, wyglądasz jak policjant. Rozstawiasz wtedy szeroko nogi, jesteś wyprostowany jak struna i cały czas rozglądasz się dookoła. Niektórych z was, policjantów, można rozpoznać w tłumie ludzi, nawet jeśli jesteście ubrani po cywilnemu.

Co z tego? Co z tego, że nadal zachowuję się jak policjant, skoro kiedy nim naprawdę byłem, zawiodłem?! Chwilowe przyjemne uczucie zastępuje niekontrolowana złość. Spoglądam na nią i widzę, jak wpatruje się we mnie intensywnie ze współczuciem.

– Nie patrz tak na mnie! – Warczę. – Nie potrzebuję twojej litości!

– To nie litość. Wyobrażam sobie, jak wyglądałeś w mundurze. Pewnie cholernie przystojnie. – Mówi spokojnie i przechyla lekko głowę na bok, a jej słowa zupełnie mnie rozbrajają.

Kiedy kąciki jej ust drgają lekko, nie mogę się powstrzymać i również się uśmiecham. Pochylam jednak głowę, żeby tego nie widziała.

– Nosiłeś w ogóle mundur w pracy?

– Nie zawsze. To zależało od tego, czym zajmowałem się danego dnia. – Odpowiadam, wzdychając, bo zaczynam kapitulować.

– Masz jakieś zdjęcie w mundurze? – Pyta z entuzjazmem, aż znów mam ochotę uśmiechnąć się, widząc jej minę.

– Dlaczego tak cię to interesuje?

– No wiesz, za mundurem panny sznurem. – Żartuje, ale się przy tym rumieni.

Hmm… Ciekawe. Ilona ma słabość do munduru? W sumie, która kobieta jej nie ma?

– Nawet, gdybym miał, to ci ich nie pokażę.

– Ha! Czyli jakieś zdjęcia masz. Pokaż mi jedno. Proszę, proszę, proszę! – Klęka na kolana i składa ręce, przysuwając się do mnie bliżej tak, że czuję jej perfumy.

– Nie ma mowy.

– Tylko jedno zdjęcie. Bardzo proszę! Zrobię, co tylko zechcesz za twoje jedno zdjęcie. – Zerkam szybko na nią, a ona się rumieni i przewraca oczami, bo uświadamia sobie, jak zabrzmiały jej słowa. A moje spojrzenie ewidentnie musi zdradzać to, o czym pomyślałem, bo oczywiście pomyślałem o jednym.

– Wszystko oprócz tego, o czym przed chwilą pomyślałeś. – Zastrzega speszona.

– Skąd wiesz o czym pomyślałem?

– Proszę cię. – Rzuca mi pobłażliwe spojrzenie spod długich rzęs. – Nie jesteśmy dziećmi i wiele słów już zawsze będzie brzmiało dla nas dwuznacznie.

Zrobiło się dosyć niezręcznie, choć zbytnio się tym nie przejąłem w przeciwieństwie do Ilony, więc litościwie próbuję rozładować tę sytuację.

– A upieczesz mi te jagodzianki co ostatnio?

– Jasne! – Wykrzykuje i przysuwa się jeszcze bliżej mnie, kiedy wyciągam telefon, żeby pokazać jej zdjęcie.

Znów czuję jej zapach, który mnie niemal omamia. Lekko drżącymi dłońmi znajduję odpowiedni folder, do którego dawno nie zaglądałem i wybieram jedno z ostatnich zdjęć z czasów, gdy byłem policjantem. To w mundurze, takie jak chciała. Jestem na nim z innymi kolegami, gdy stoimy w dwuszeregu.

– Wow! – Wyrywa się z jej ust, a ja czuję skurcz wokół serca.

To pomieszanie ekscytacji i dumy na jej reakcję na mój widok z odrobiną żalu, że już nigdy nie będę miał na sobie munduru. Nachyla się nad telefonem i muska przelotnie moje palce, kiedy przysuwa w swoją stronę telefon w mojej dłoni, a ja czuję, że zaraz oszaleję od jej bliskości. Cholera, jej zapach jest tak przyjemny, że zaciągam się nim jak jakiś narkoman.

Co się ze mną dzieje?!

– Miałeś wtedy krótsze włosy. I byłeś… – Powiększa zdjęcie, wpatrując się w moje pagony na mundurze. – Sierżantem?

– Tak. Skąd znasz się na pagonach?

– Oglądam dużo kryminałów. – Odzywa się rezolutnie, nie odrywając wzroku od ekranu. – Tak jak myślałam: do twarzy ci w mundurze. Tylko jesteś jakiś taki smutny na tym zdjęciu.

– To było w czasie, gdy zastanawiałem się, czy nie odejść z policji, po tamtych wydarzeniach… wiesz których… – Przyznaję niepewnie.

– Wiem, rozumiem. – Przerywa mi, za co jestem jej wdzięczny, i przytula mnie tak niespodziewanie, że aż zastygam w bezruchu.

Ilona ściska mnie mocno, a ja odpowiadam na ten gest, obejmując ją nieco nieporadnie. W pewnym momencie Ilona przesuwa głowę na moim ramieniu tak, że kucyk zsuwa się jej na bok, odsłaniając jej szyję w tym samym momencie, gdy ja również przekręcam głowę, żeby powąchać jej włosy. W efekcie czego, mój nos i usta dotykają teraz jej skóry na szyi, która pachnie słońcem i nią. Ten zapach jest tak zniewalający i seksowny, że czuję, jakby wprost do środka mojego ciała wpadło ciepło z nagrzanego piekarnika, które rozchodzi się falami po całym moim ciele, aż w końcu kumuluje się w podbrzuszu.

Muskam ustami jej szyję, walcząc ze wzbierającym się wewnątrz mnie uczuciem, na co ona cała się spina.

Chciała mnie tylko pocieszyć. Nie mogę zrobić niczego, co mogłoby schrzanić tę chwilę i naszą koleżeńską relację. Muszę to przerwać. Ilona jest jednak szybsza, bo odsuwa się ode mnie zakłopotana i znów spogląda na zdjęcie. Patrzę ukradkiem na jej rumieńce i błyszczące oczy, które mrużą się, jakby zobaczyła coś niezwykłego.

– Kiedy i gdzie zrobiono to zdjęcie? – Pyta z przejęciem i powiększa zdjęcie tak, że widać teraz napis na banerze, który wisi za moimi plecami: „100-lecie POLSKIEJ POLICJI”.

– Na Placu Zamkowym w Warszawie podczas obchodów stulecia policji. To było w lipcu 2019 roku. – Patrzę na nią uważnie, nie mogąc oderwać od niej wzroku, aż w końcu Ilona spogląda na mnie szeroko otwartymi oczami i rozchyla usta.

– Byłam tam wtedy.

– Co? – Jestem zupełnie zbity z tropu.

– Byłam tam wtedy. Tamtego dnia. Kojarzysz Katarzynę Puzyńską?

– Tę autorkę kryminałów?

– Tak, uwielbiam ją, a tak się składa, że ona jest mocno związana z policją. Napisała między innymi taką serię książek z rozmowami z policjantami o ich pracy. Dochód ze sprzedaży przeznaczyła na fundację, która pomaga wdowom i sierotom po policjantach. Tamtego dnia ona też tam była. Podpisywała książki. Udzielała wywiadu. Dlatego tam poszłam. Specjalnie dla niej. – Ilona mówi gorączkowo krótkimi zdaniami. – Kupiłam jej książkę i wzięłam autograf z dedykacją. Mam nawet zdjęcie, pokażę ci!

Ilona zaczyna przeszukiwać galerię w telefonie, a ja nie mogę uwierzyć, że być może spotkaliśmy się już wtedy. Może minęliśmy się gdzieś na Placu Zamkowym, może nawet na siebie przelotnie spojrzeliśmy… Choć pewnie zwróciłbym na nią uwagę z racji jej podobieństwa do Kamili. Świadomość, że może była gdzieś tam całkiem blisko mnie już wtedy, jest jak uderzenie obuchem.

– Zobacz! – Podtyka mi pod nos zdjęcie, na którym uśmiecha się szeroko do aparatu, trzymając dumnie w rękach książkę, a obok niej siedzi wytatuowana pisarka z włosami w białym, wiedźmińskim kolorze.

Nasze spojrzenia krzyżują się, kiedy patrzymy na siebie intensywnie przez dłuższą chwilę. Nasze spojrzenie jest porozumiewawcze, wszystkowiedzące. Czuję, jakbym miał teraz dostęp do jej myśli zapewne dlatego, że pewnie myślimy o tym samym.

– Świat jest mały. – Przerywam w końcu ciszę przejętym głosem. Ilona kiwa głową, a po jej twarzy błądzi delikatny uśmiech.

– Bardzo mały.

 

***

 

Wracamy właśnie z naszej przejażdżki, prowadząc rowery, kiedy słońce zachodzi na niebie i rzuca czerwone, pomarańczowe i złote promienie na świat dookoła nas. Szczerze? Nawet nie zwróciłem zbytnio na to uwagi. Zachód słońca jak każdy inny. Nie pierwszy i, mam nadzieję, nie ostatni. Nie zauważyłbym piękna tej ulotnej chwili, gdyby nie Ilona.

– Spójrz, jak tu pięknie! – Powiedziała gdzieś za mną, a ja mimo, że na nią nie patrzę, wiem, że się uśmiecha. Odwracam się i dostrzegam ją kilka kroków za mną. Stoi, rzeczywiście się uśmiechając, i patrzy z zachwytem na niebo jak zaczarowana.

– Zobacz na te kolory! Jak fajnie światło odbija się od wody i na liściach.

– Rzeczywiście, ładny widok. – Wydukuję z siebie, cały czas patrząc na nią.

Żeby nie było, zerknąłem szybko na wodę i liście, o których wspomniała, i przyznałem jej rację, ale o wiele bardziej fascynujące są promienie słońca tańczące w jej włosach, od których wydają się teraz wściekle rude. Albo to jak w słońcu wygląda jej skóra…

Nagle wyciąga przed siebie ręce i spogląda na nie z zachwytem, jakby czytała mi w myślach. Po chwili niemal dziecięcej, czystej radości wypisanej na twarzy, zerka wprost na mnie i uświadamia sobie, że się jej przyglądam. Widzę, że zrobiło jej się głupio.

– Sorki, ale już tak mam. Uwielbiam takie klimaty i nigdy nie mogę się napatrzeć.

– To zrób zdjęcie.

– Zdjęcie tego nie odda. Poza tym wszystko tak ładnie pachnie: trawa, kwiaty, drzewa… Lepiej to zapamiętać.

– Rozumiem. Chwytasz chwilę.

– Staram się. No i cieszą mnie takie małe rzeczy. Co mi innego zostało? Kto wie, co będzie jutro, za godzinę czy za chwilę…

Przez chwilę rozmyślam nad tym, co powiedziała. Kiedy ja ostatni raz doceniłem miłą, ulotną chwilę? Kiedy ja ostatnio brałem to, co dawał mi los i przyjąłem to tak po prostu bez narzekania i szukania winnych?

– Czasami bywam sentymentalna. – Przerywa moje rozmyślania lekko zawstydzona. No, ale już się napatrzyłam. Możemy iść. – Mówi raźnie i mnie wyprzedza. Zerkam jeszcze raz w stronę zachodzącego słońca, zaciągam się mocno zapachem nagrzanej trawy, kwiatów oraz zbliżającego się wieczoru i dopiero wtedy ruszam za Iloną.

Średnia ocena: 4.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (3)

  • lubiewiosne 2 miesiące temu
    Co wydarzy się w kolejnym rozdziale pt. Mecz (jednym z najdłuższych)?
    Karol wybierze się na mecz wspólnie z kolegami, którzy będą mieli okazję poznać Ilonę. Niepozorny wypad wzbudzi w dwójce głównych bohaterów wiele emocji jeszcze przed wyjazdem Karola, a jego powrót do domu skończy się niecodzienną i nieoczekiwaną sytuacją, która zaskoczy ich obydwoje :) Pozdrawiam, Autorka
  • domidomidomi 2 miesiące temu
    Wow! Rewelacyjna część.. Czekam z niecierpliwością na następną ☺
  • LBnDrabble 2 miesiące temu
    Zapraszamy do wzięcia udziału w Bitwie na Drabble
    Tematy to: Zapach uczuć i Stary Mistrz
    Można napisać na jeden temat lub na drugi, albo połączyć dwa... piszemy tylko jedno drabble
    Czas do 3 marca - północ
    Liczymy na Ciebie!!!

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania