Nigdy 16

Zasiadam do stołu, patrząc na puste krzesło naprzeciw mnie. Żuję naleśniki z dżemem truskawkowym, polane czekoladą. Czasem czuję się bardzo zagubiona w tym wielkim domu. Podpieram głowę ręką, wymyślając plan na resztę dnia. Niestety, nic nie udaje mi się wymyślić. Odkładam naczynia do zlewu, chodzę po pomieszczeniach. Sama nie wiem w jakim celu. Po prostu nie wiem co z sobą zrobić. Patrzę na tykające wskazówki zegara na korytarzu. Tik tok, tik tok. Nie wiem co mi się dzieje. Jestem w ogóle niezorganizowana. Uchylam drzwi i wchodzę z laptopem w ręku do małego pokoju, którego nie wykorzystałyśmy z mamą. Rozglądam się. Chcę wykorzystać ten pokój. Będzie mój. Będę miała dwa pokoje. Pomieszczenie jest puste, ściany są białego koloru. Siadam na podłodze, uruchamiam laptopa. Oglądam meble na różnych stronach internetowych, następnie dzwonię do mamy.

- Cześć, przeszkadzam?

- Hej, Lucynko. Nie, nie przeszkadzasz - odpowiada mama. W tle słyszę jakieś głosy, stukot kubka odkładanego na biurko. Ciekawe jak wygląda jej praca. Zaczynam zastanawiać się, czy ma fajnego szefa, czym dokładnie się zajmuje.

- Czy coś się stało? - pyta zniecierpliwiona kobieta po drugiej stronie słuchawki.

- Za chwilę wyślę ci linka ze zdjęciami regałów na książki.

- O czym ty mówisz?

- Chcę, abyś zamówiła dla mnie białe, niewielkie meble.

- Dobrze, ale w jakim celu?

- Mamo, wiesz jaką mam kolekcję książek. Gdzieś to wszystko muszę dać.

- Mam nadzieję, że nie wydam pieniędzy na marne.

- Znalazłam ładne meble, w korzystnej cenie. Po prostu zamów - nalegam i się rozłączam.

Trzymając aparat w ręce, bez zastanowienia wybieram kolejny numer.

- Halo?

- Cześć, masz czas?

- Pewnie. Dla ciebie zawsze - odpowiada Zuzka, podnosząc mnie na duchu. Zrobiło mi się bardzo miło.

- Co robisz? - pytam.

- Nic ciekawego - po tych słowach streszcza mi swój dzień, ja robię to samo.

Rozmawiamy dotąd, aż rozmowę przerywa brak środków na koncie mojego telefonu. Zuza natychmiast oddzwania.

 

Budzę się wcześnie rano. Odkąd się tu wprowadziłam, mój zegar czasowy się zmienił. Kiedyś byłam śpiochem, teraz wstaję, gdy pozostali jeszcze śpią. Pozostali. No tak, przecież w tym domu mieszkam tylko ja. Mama przyjeżdża jutro na obiad, który zjemy u cioci Kasi.

Podchodzę do okna, odsłaniam zasłony i wpatruję się w mrok, który panuje na zewnątrz. Odprężam się strzelając kośćmi. Pora zacząć nowy dzień.

Spoglądam na kalendarz, gdzie zaznaczona jest data kolorowymi markerami.

 

Czternasty listopad

 

To dziś.

Mam zamiar spędzić ten czas wesoło. Nie chcę zmarnować ani jednej minuty.

Podczas jedzenia śniadania sprawdzam telefon, oczekując wiadomości od taty. Od półgodziny siedzi w pracy, a na moim telefonie nie pojawił się żaden esemes. Udaję przed samą sobą, że wcale mnie to nie boli. Może jeszcze napisze...

Napisze, prawda?

Postanawiam wyjść. Na zewnątrz panuje zimny, nieprzyjemny wiatr, który zarzuca moimi włosami. Zmarznięte ręce staram się ukryć rękawami, bo nie chcę wracać do domu po rękawiczki.

Przechodząc obok skrzynki na listy zauważam, że coś w niej jest. Otwieram ją kluczykiem i przeglądam rachunki, które trzeba zapłacić. Na szczęście mama przyjeżdża, więc się tym zajmie, bo ja kompletnie się w tym nie odnajduję.

- O, a to co? - mówię do siebie, patrząc na bordowe pudełeczko, ozdobione złotymi cekinami. Otwieram je i zerkam na karteczkę w środku.

 

Mam nadzieję, że Ci się spodoba. Życzenia jutro /mama.

 

Wzruszyłam się na widok pozytywki, z której wydobywa się melodyjka, gdy się pociągnie za maleńki sznureczek. Dziękuję mamo, to strzał w dziesiątkę! Wyobrażam sobie ją na pułkach mojego pokoju numer dwa. A jednak muszę udać się z powrotem do domu, by zanieść to cudo i listy.

 

Przechadzam się obok regałów, wypełnionych książkami. Oprócz mnie w bibliotece jest jeszcze kilka osób. Niektórzy czytają przy stolikach, inni korzystają z komputerów. Przechodzę na dział z literaturą dla młodzieży. Wybieram kilka romantycznych książek, czytam streszczenie na odwrocie. Decyduję się na grubą książkę z ładną okładką. Wiem, że okładka to nie wszystko, bo niekiedy jest zupełnie sprzeczna z treścią, ale może być fajna. Otwieram na pierwszej stronie, oparta o półki zaczynam czytać. Jak ja uwielbiam zapach kartek, wypełnionych doskonałą treścią. Idealne połączenie.

Niedaleko mnie stoi wysoki chłopak. Odwracam wzrok od lektury, by na niego spojrzeć.

- Fabian? - pytam nie dowierzając. - Kto, jak kto, ale ciebie bym się tu nie spodziewała!

Podchodzi do mnie i daje mi buziaka w skroń. Pod wpływem jego dotyku zamieram. Wręcz niewiarygodne jest to, jak moje ciało reaguje w jego obecności.

- Co tu robisz? - nie jestem pewna, czy ten cichy głos, który słyszę, należy do mnie. - Ekhem... Co tu robisz? - poprawiam się, mówiąc stanowczo, pewna siebie.

Chłopak stara się opanować śmiech. Ma szczęście, że nie wybuchnął, dostałby porządne lanie.

- Ten dupek Adrian kazał mi wypożyczyć książkę. Ma jakieś egzaminy, ble, ble, ble.

- Zawsze nie umiałam sobie wyobrazić, że kiedykolwiek uda mi się namówić ciebie, abyś chodził w takie miejsca. A jednak są sposoby.

- To jednorazowa sytuacja. No przecież tak marudził, że się nie dało wytrzymać - wywraca oczami.

- A więc takie rzeczy się zdarzają. Można spotkać Fabiana w bibliotece, wow - wciąż nie wierzę, że wciąż tu jest, a to wcale nie jest moja wyobraźnia. Czasem nie umiem odróżnić wyobraźni od rzeczywistości. Mam tylko nadzieję, że zaraz się nie obudzę.

Wybucha śmiechem.

Stoimy we dwoje, mówiąc do siebie miłe słówka, otoczeni książkami. Sytuacja jak z obrazka, który narysuję po powrocie do domu.

- Yyy... pięknie wyglądasz - zacina się, mówiąc to. - To znaczy zawsze pięknie wyglądasz, yyy... po prostu jesteś piękna.

 

Fabian

 

Brawo, geniuszu. Nawet nie umiesz skonstruować porządnego zdania, tylko się jąkasz, jak jakiś idiota.

Uśmiecham się do niej trochę zagubiony. Wcześniej nie zdarzało mi się kogoś komplementować, muszę nad tym popracować.

Pochylam się nad nią, przybliżając swoje usta do jej ust. Myślałem o tym, odkąd ją tu zobaczyłem. Zamykam oczy i obydwoje toniemy w pocałunku, pełnym emocji. Ona nawet nie ma pojęcia jak na mnie działają te różowe wargi, wielkie błękitne niespotykane oczy i zawsze pogodny charakter. Blondynka upuszcza książkę. Nawet nie wie ile mnie kosztuje przerwanie tej chwili. Podnoszę ją i uśmiecham się szeroko, dając jej do ręki. W odpowiedzi słyszę ciche: ,,dziękuję".

- Może byś dzisiaj do mnie przyszedł? - proponuje, patrząc na mnie tymi wielkimi ślepiami.

- Ja, em... - wkładam ręce do tylnych kieszeni spodni. - Nie, dziś nie dam rady.

- Dlaczego? - dostrzegam na jej twarzy grymas.

Dlaczego?

- Dlatego, że... umówiłem się już z kumplami.

- Możesz odpuścić jeno spotkanie? - pyta cicho. Cwaniara. Coraz częściej będę słyszał to pytanie. Te dziewczyny. Ciągle jakieś: ,,przyjdź do mnie", ,,ja jestem najważniejsza", ,,wolisz kumpli?". Tak to się właśnie zaczyna na niewinnym: ,,Możesz odpuścić jedno spotkanie?"

- Nie, serio nie mogę. Obiecałem, że będę.

- Cóż - wzdycha smutna - okej.

Nie mogę patrzeć na nią, gdy jest w takim humorze.

- No to lecę - oznajmiam i mocno ją przytulam.

Lusi

 

Znów zostaję sama. To spotkanie minęło tak szybko. Zawsze chwile z tym chłopakiem mijają tak szybko.

- Zostałaś mi tylko ty - wzdycham do mojej nowej koleżanki z twardą okładką. Wlekę się do bibliotekarki, aby zanotowała kto ją wypożycza. Następnie siadam przy stoliku obok dwóch chłopców, którzy wpatrzeni są w laptopy.

Przesuwam oczami po czarnych literach, wypisanych na wyblakłej żółtej kartce. Wyobrażam sobie główną postać, jej charakter, myśli, to jaka jest. Czy to nie jest magiczne, jak czytasz książkę, zapominasz gdzie jesteś, a nawet kim jesteś? Z popcornem w ręce siadam w pierwszym rzędzie, przed głównymi bohaterami, którzy stają się bardzo bliskimi osobami dla mnie. Czy tylko ja po przeczytaniu czegoś, co mną wstrząsnęło, szukam tego w rzeczywistości? Zaczynam porównywać swój świat do świata książkowego, który wydaje się moim idealnym życiem.

- Cśś - upomina wysoka, wymalowana trochę jak klaun kobieta, przykładając palec wskazujący do ognistoczerwonych ust. - Pragnę przypomnieć jakie zasady obowiązują w bibliotece - uśmiecha się do dwójki chłopców.

Kompletnie odleciałam.

Zerkam na zegarek: jestem tu od godziny.

Podczas drogi do domu postanawiam odwiedzić moich kuzynów.

Dzwonię dzwonkiem do drzwi.

- Cześć, kochanie! - otwierają ciocia Kasia i wujek Marcin. - To ile już jesieni przeżyłaś? Ty nasza szesnastolatko! Pamiętam jak jeszcze niedawno byłaś w wieku Amelki. Jak ten czas leci... Teraz mamy przed sobą prawie pełnoletnią kobietę! Śliczna i uśmiechnięta jak zawsze - ciotka jedzie swoją ręką po mojej, zatrzymuje się na dłoni, bierze ją w swoją i mnie okręca, żebym się jej pokazała. Zaczyna pociągać nosem, a ja się rumienię. Niech lepiej przestanie płakać, bo ja też zaraz zacznę. Marcin obejmuje ją ramieniem, żartując że urodziny to nie koniec świata.

- Przepraszam... - ciocia śmieje się, doprowadzając się do porządku.

- Życzę ci przede wszystkim zdrowia. Bądź zawsze taką pogodną osobą, jaką jesteś. Dobrych ocen, najlepszych wyników na egzaminie gimnazjalnym, szczęścia, spełnienia marzeń.

Nie wiem co powiedzieć. Jest mi tak miło, że zaniemówiłam.

- Zapomniałaś o najważniejszym - wtrąca wujek - udanej miłości. Oho, widzę że jest coś na rzeczy, bo się zarumieniła.

Serio? Myślałam, że już bardziej nie da się wyglądać jak burak.

Uśmiecham się grzecznie i mam nadzieję, że ta krępująca sytuacja minie jak najszybciej.

Po schodach schodzi Amelka, niosąc w swojej drobnej rączce czerwoną różę. Za nią podąża Krystian z koszykiem pełnym słodyczy. Chłopak dołącza się do życzeń, a rudowłosa mówi nieśmiało: ,, Wsyskiego najlepsego, Lusi!"

- Jejku, naprawdę dziękuję, nie trzeba było!

Przytulam całą czwórkę.

- Może masz ochotę na spacer z Amelią? - pyta Kaśka, a ja nie potrafię odmówić. Potakuję wesoło.

- Idę z wami - informuje Krystian, a ja cieszę się jak dziecko. Spacerujemy tą samą drogą, co kiedyś uciekałam przed rozmową z mamą. Dowiedziałam się o jej planach związanych z Francją i nie mogąc wydobyć z siebie żadnych słów, zaczęłam biec. Nogi doprowadziły mnie w miejsce nad rzeczką, gdzie huśtałam się razem z Kajetanem na gałązkach wierzby. Aby tam zajść należy skręcić w polną ścieżkę, my idziemy prosto.

- Lusi, przestaniesz mnie ignorować i odpowiesz w końcu na pytanie, które ci zadałem? - Krystian pyta z wyrzutem.

- Wybacz, zamyśliłam się. Powtórz, co mówiłeś.

- Kumple często przychodzą do mnie pograć na konsoli, ja do nich, jeździmy na siłownie i tak dalej.

- No?

- No i Fabian coraz częściej o ciebie wypytuje.

Uśmiecham się pod nosem.

- Co na przykład?

- Różne takie. Ostatnio, gdy zawiozłem cię na spotkanie z Zuzką spytał się gdzie jesteś, z kim jesteś i co robisz.

- To takie dziwne? Chyba może pytać o co chce, skoro się przyjaźnimy? Naprawdę nie widzę nic dziwnego w tym, co mówisz. Zachowujesz się jak dziecko z podstawówki. Ktoś chce mnie bliżej poznać, może się o mnie troszczy, a ty robisz z tego wielkie halo. Wiesz, przyjaźń polega na tym, że dbamy o tę drugą osobę bardziej niż o siebie.

- Łączy was tylko przyjaźń?

- Przesłuchanie robisz? - bardzo bym chciała odpowiedzieć na to pytanie, ale nie potrafię zdefiniować relacji, która nas łączy. Żadne z nas nie potwierdziło oficjalnie, że jesteśmy parą, a ja nie chcę się pomylić, a później żałować, że za bardzo się wkręciłam. Poza tym dzisiaj bardzo ważny dzień dla mnie i nie usłyszałam od niego głupiego: ,,Wszystkiego najlepszego!". Te słowa podniosłyby mnie na duchu, zrobiłoby mi się miło. Ja nie zapomniałabym o jego święcie. Czy tak dużo wymagam?

- Nie ma nic więcej? - dopytuje kuzyn, ja wzruszam ramionami.

- Jakoś wcześniej się tym nie interesowałeś, więc po co się pytasz?

Zatrzymujemy się.

- Lusi, co cię ugryzło?!

- O co ci chodzi?! - krzyczę równie głośno, jak on.

- Grzecznie chciałem spytać cię o Fabiana, pogadać z tobą, a ty zaczęłaś na mnie wrzeszczeć!

- To dlaczego jego nie wypytywałeś o mnie? Przecież się kolegujecie!

- ,,To takie dziwne, że pytam o ciebie? Chyba mogę pytać o co chcę, skoro się przyjaźnimy?" - używa moich słów przeciwko mnie.

- Ja... - nie znajduję słów na ripostę.

- No co ty?!

- Przepraszam. Nie wiem, co mi się stało. Naprawdę masz racje, nie chciałam tak na ciebie naskoczyć... - wycofuję się.

- Z racji tego, że dziś masz urodziny, to ci odpuszczę, ale serio ci odbiło.

- Wiem, sorry.

Z Krystianem zawsze miałam dobre relacje. Jako dziecko, podczas przerw od szkoły, na przykład w czasie wakacji, ferii, bądź niektórych weekendów, przyjeżdżałam do cioci i zostawałam kilka dni. Bawiliśmy się razem. Zawsze głupie pomysły chodziły nam po głowie. Niekiedy razem ze mną przyjeżdżała Zuza lub to Krystian przyjeżdżał do Makuszowa. Dawno temu, gdy Zuzka miała wspólny dom z dziadkami, a jej aktualny dom był niewykończoną budową, późnym wieczorem zakradaliśmy się na budowę. To miejsce było naszą bazą, siebie nazwaliśmy: ,,Nierozłączne Trio". Wchodziliśmy na najniższy balkon (który i tak był dosyć wysoko od trawy) i z plastikowymi reklamówkami, bądź kolorowymi parasolami, które służyły nam jako spadochrony, skakaliśmy na ziemię. Nie zawsze się to dobrze kończyło. Krystian nawet skręcił sobie kostkę, a my byłyśmy całe poobijane. Pamiętam awantury naszych rodziców, którzy dawali nam srogie kary za nasze wybryki. Wakacje zawsze kojarzyły mi się z przyjazdem kuzyna, spotkaniami naszej trój osobowej paczki, gorącym słońcem, graniem w klasy na drodze i leżeniem na przyczepie od traktora, opowiadając sobie historyjki, jedząc słoneczniki. Wiele lat zabawialiśmy się podobnie, z roku na rok w coraz bardziej szalony sposób.

Nierozłączne Trio przestało funkcjonować, ale wciąż jesteśmy tymi samymi osobami i utrzymujemy kontakt. Może nie taki jak dawniej, ale często wspominam dzieciństwo.

- Co tak na mnie patrzysz? - pyta Kris.

- Nie mogę nawet patrzeć?

- Nie mogę nawet zadać pytania, żebyś się nie wściekała?

- Teraz ja chcę pchać wózek - oznajmiam i zerkam na Amelkę, otuloną kocykiem, która smacznie sobie śpi.

- Czyli co? Po prostu mam się zamknąć, bo masz swoje ,,widzi mi się" i nie chcesz ze mną rozmawiać? - naciska.

- Przestań, Krystian - udzielam wymijającej odpowiedzi.

- To ty przestań się tak zachowywać! Jeszcze chwilę tamu stałaś ucieszona, odbierając od nas prezenty.

- Że niby cieszyłam się na pokaz? Zależało mi tylko na prezentach? O to ci chodzi?

Patrzę na niego spode łba. Mam ochotę mu przywalić, sęk w tym, że nigdy bym tego nie zrobiła.

- Nie o to mi chodzi! Dlaczego zmieniłaś swój nastrój z: ,,zawsze pogodnie nastawiona" na ,,cokolwiek usłyszę, będę warczeć w odpowiedzi"?

- Bo mnie do tego sprowokowałeś!

- Niby jak?

- Cicho bądź - kończę tę bezsensowną dyskusję, ponieważ stoję na przegranej pozycji, a przecież nie przyznam mu racji. Znowu. - Okej... Fabian i ja kręcimy z sobą... Patrzyłam tak na ciebie, bo przypomniało mi się Nierozłączne Trio - postanawiam zacząć od nowa.

- To były czasy - kuzyn postanawia odpowiedzieć na drugą część mojej wypowiedzi, nie chcąc mnie drażnić. Jestem mu za to wdzięczna, ale i tak mam wyrzuty sumienia za to, że tak na niego naskoczyłam. Dzisiaj mam zły dzień. A zapowiadało się tak fajnie! Poza tym gniotą mnie moje nowe buty, które założyłam, co jeszcze bardziej pogarsza sprawę.

- A jak tam twoja panna? - patrzę na niego, oczekując czegoś, co mnie zaskoczy. Ciekawe kim ona jest i czy w ogóle jest.

- Jaka panna? - wybucha śmiechem na dobór moich słów.

- No mów - nalegam.

- Nie ma nikogo takiego, chociaż... - zastanawia się chwilę.

- Chociaż?

- Wasza szkoła odpada; za dużo niedojrzałych dzieciaków, a w okolicy nikt mi się nie podoba.

- ,,Wasza szkoła"? - łapię go za słówka. - Moja i...?

- No, dobra. Weronika jest dobrą dupą, ale jest zajęta, więc odpada. Nie odbijam. I to jeszcze kumplowi.

- Biedaczek - klepię go po ramieniu.

- Co tam u ciebie? - zmienia temat.

- Tata zapomniał o moich urodzinach - mówię głośno, a w myślach dodaję: I Fabian. I Weronika. I Zuza. Chyba, że któreś z tej trojki złożyło mi na fejsie, ale co to za składanie życzeń przez komputer! Nie mam nawet ochoty tego sprawdzać.

- Co myślisz?

- Jest... - przygryzam język, bo go nie obrazić. - Znów o mnie zapomniał. Niech zgadnę: basen z Marysią? Zoo z Marysią? Kino z Marysią? Po prostu Marysia, Marysia, Marysia. No i Magda, a reszta się nie liczy. - Wywracam oczami. - Nie liczy się nawet jego szesnastoletnia córka, która też ma uczucia! Może ona chce wrócić do czasów, gdy nie było żadnej Marysi ani Magdy? Może ona wymaga tylko wzajemnej miłości, a nie odstawienia własnego dziecka, gdy mu się znudzi!

- Spokojnie, Lusi.

- Nie spokojnie, bo nawet nie masz pojęcia, co czuję. W domu siedzę całymi dniami sama z komórką w ręce. Nie mam nawet komu opowiedzieć, jak minął mi dzień. Mama dzwoni rzadko. I tak nie mam o czym z nią gadać, ją to nie interesuje. Pyta tylko czy wszystko w porządku. Kiedy zaczynam jej opowiadać cokolwiek, ona nawet nie stara się udawać, że mnie słucha. Dość, że to zawsze tata nie miał dla mnie czasu, to jeszcze ona.

- Nie płacz - daje mi chusteczki.

- Weronika jest moją przyjaciółką, ale ona to nie Zuza. Znamy się krótko. Nie potrafię otworzyć się przy niej, jak przy Zuzie. Jeszcze nie dogadujemy się tak, jak wymagam. Jakoś szybciej otworzyłam się przy Fabianie niż przy niej. Całymi dniami rozmawiam przez telefon. Wysyłam zdjęcia, co robię, o czym myślę, piszę wiadomości z Zuzką. Czasem nawet z jej mamą. Tata to już w ogóle mnie skreślił, wyrzucił z pamięci. Ja o nim myślę dosyć często. Najwidoczniej on o mnie nie...

Skupiona na tym, co mówię puszczam wózek z trzyletnią Amelką w środku.

Krystian otwiera usta, by coś powiedzieć i zaskakuje mnie, biegnąc przed siebie.

Wózek przyśpiesza, jadąc z górki. Dołączam do Krystiana, ledwo utykając na spuchniętych nogach. Razem biegniemy za płaczącym dzieckiem.

- Amelka! - krzyczę.

Spacerówka skręca w bok, prawie się wywracając. W ostatnich sekundach chłopak ją łapie, a ja wypompowuję powietrze z ust, pełna ulgi.

- Jezus, Maria, kochanie, nic ci nie jest? - biorę rudowłosą na ręce, ona wtula się w moje włosy przerażona. - Cii, już po wszystkim - nie jestem pewna, czy uspokajam siebie, czy ją. - Ja... ja... nie chciałam, przepraszam - jąkam się.

- Spokojnie, Lusi.

- To wszystko moja wina, mogło dojść do tragedii. Jestem idiotką - biję się w czoło. - Jak mogłam ją puścić?

- Na szczęście nic się nie stało - pociesza mnie brunet.

- Gdyby nie ty... przepraszam - powtarzam, bo nie wiem, co mogę dodać. Jest mi wstyd, że tak bardzo skupiłam się na sobie i doszło do tego wydarzenia. Wręczam mu siostrę do rąk oraz przymuszam się do uśmiechu.

- Bardzo dziękuję za prezenty i czas, który ze mną spędziliście. Dzięki za wszystko, bardzo się cieszę. Pójdę już.

Odwracam się do nich plecami i idę w kierunku mojego domu, wycierając łzy. Najpierw na niego nawrzeszczałam bez powodu, później zaczęłam użalać się nad samą sobą, jak ja to w życiu mam źle. A teraz ta malutka kruszynka przeżyła szok, bo ktoś obudził ją, chociaż słodko sobie spała i widziała panikującego brata, a wózek pędził z ogromną prędkością. Jestem beznadziejna. Dlaczego tak bardzo skupiłam się na sobie? Wyobrażam sobie minę cioci, gdy Krystian jej to opowie. Przecież ona stwierdzi, iż nie jestem w ogóle odpowiedzialna. Chociaż nie powie mi tego w twarz, to tak będzie o mnie myśleć. Jak ja się jej w ogóle pokarzę na oczy? Jest mi ogromnie wstyd.

Ostatnie kroki do domu są prawdziwą męczarnią. Nie mogę się doczekać, aż ściągnę te pierońskie buty, och.

Następne częściNigdy 17  Nigdy 18  Nigdy 19  

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 10

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Lucinda 14.11.2015
    W końcu się doczekałam:) Wciągnęłam się w historię, kłótnia Lusi i Krystiana była trochę poplątana, trochę ciężko było się połapać. Jeśli chodzi o błędy:
    ,,jeno spotkanie" - ,,jedno";
    ,,gnietą mnie moje nowe buty" - ,,gniotą";
    ,,Dość, że to zawsze tata nie miał dla mnie czasu, to jeszcze ona. " - ,,nie dość".
    Znalazłoby się też trochę błędów interpunkcyjnych, ale nie było ich tak dużo, a przy takiej długości tekstu nawet już ich nie pamiętam:) Ze względu na tą kłótnię oceniłabym na 4,5, ale ponieważ na to nie pozwala - 5:)
  • Neli 14.11.2015
    Dla mnie było oczywiste o co chodzi, bo sama to wymyśliłam, ale może masz racje, że to pokręciłam. Dziękuję ;*
  • Neli 14.11.2015
    Tak mi się miło zrobiło, jak przeczytałam, że ktoś czekał na rozdział! Umówmy się na soboty. Sobota = nowy rozdział Neli ;))
  • Judy 14.11.2015
    Super rozdział :D fajnie się go czytało. Podoba mi się to jak potrafisz opisać uczucia bohaterów, Tak prawdziwie, że robi się szkoda bohaterki :D Błędy:
    "wciąż nie wierzę, że wciąż tu jest" - wciąż się powtarza
    "Zmarznięte ręce staram się ukryć rękawami" - chyba powinno być: ukryć pod rękawami lub ukryć w rękawach ;) 5
  • Neli 14.11.2015
    Czasem wydaje mi się, że może za bardzo się ta dziewczyna nad sobą użala i mam obawy, że wyjdzie jakoś sztucznie, ale czytając pozytywne komentarze, którymi mnie obdarujecie, skaczę z radości. ;)) Dzięki, dzięki.
  • Kraszax 23.11.2015
    Stęskniłam się za tym :D
  • Neli 24.11.2015
    O, jak miło ;*
  • Majeczuunia 30.12.2015
    Kurczę, nie wiem, co napisać. Musiałabym się powtarzać. Mówię tylko, że czekam na wyjaśnienia odnośnie Zuzy
  • KarolaKorman 05.01.2016
    Czasem też mam takie wrażenie, że Lusi jest trochę egoistką, ale za moment czymś to rekompensuje i jest wszystko ok, 5 :)
  • Neli 05.01.2016
    To dobrze ;)
  • candy 13.06.2016
    Już to czytałam, bo pamiętam fragmenty i widzę, że już oceniałam, ale muszę sobie trochę poprzypominać.
    - Kto, jak kto, ale ciebie bym się tu nie spodziewała! - hmm... lepiej by tu mi brzmiało "kogo jak kogo"
    Dlaczego zmieniłaś swój nastrój z: ,,zawsze pogodnie nastawiona" na ,,cokolwiek usłyszę, będę warczeć w odpowiedzi"? - ten fragment mnie rozwala, haha :D
  • Neli 13.06.2016
    O, dzięki za wyłapanie tego błędu. Czasem nie do końca wiem czy coś jest poprawne, a wtedy zamieszczam z nadzieją, że ktoś się upomni, że to nie ma być tak, tylko tak ;))

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania